czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 10

Rozdziały są a komentarzy brak ._.
_________________________________
cz. I.
Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Ja miałem chłopaka? To niemożliwe. Czy ja go w ogóle kocham? Znaczy.. nie wiem jak to wyjaśnić. Nie jestem pewny czy to  jest na pewno miłość. No nie ważne! Przynajmniej byłem szczęśliwy choć trochę skołowany. Oliver chyba radził sobie z tą sytuacją lepiej niż ja. Szliśmy przed siebie wychodząc z parku idąc w kierunku miasta. Niby rozmawialiśmy ale byliśmy tak spięci, ze te rozmowy były okropnie' sztywne'. Pochodziliśmy trochę po sklepach bo chciałem kupić koszulkę. W jednym gdy wszedłem do przebieralni i ubrałem wybraną koszulkę niby pod pretekstem pokazania jak leży wciągnąłem Olivera do środka.
- Podoba mi się- nie do końca wiedziałem czy chodzi mu o koszulkę czy o tą sytuację ale wolałem nie wnikać. Po chwili zaczęliśmy się całować. Gdzieś tam w między czasie zrobiliśmy kilka zdjęć i jak gdyby nigdy nic wyszliśmy z przebieralni. Prędzej oczywiście przebrałem koszulkę i kupiłem tę, którą przymierzałem. Po zakupach poszliśmy do mnie to znaczy Oliver mnie odprowadził a potem sam poszedł do siebie. Zadzwoniłem potem do Vica i zapytałem czy wszystko przemyślał. Ale niestety nie chciał o tym gadać przez telefon i obiecał, że w szkole poruszymy ten dość niewygodny temat. Wieczorem z braku zajęcia pośpiewałem sobie i obejrzałem jakiś film. Około 23 zasnąłem.
  *                  Następny dzień, szkoła..
Wchodząc do szkoły ciągle myślałem o Vicu i jego zdaniu. Było dla mnie niezwykle ważne i dlatego byłem taki przejęty. Poszedłem pod klasę gdzie był już Vic. Siedział na parapecie i wyglądał jakby myślał. Chociaż kto go wie. podszedłem i usiadłem obok niego.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, słuchaj przemyślałem to i.. no przecież moje zdanie nie jest tu potrzebne. Liczy się żebyście wy byli.. zadowoleni.
-Ale zależy mi bardzo na twojej opinii i zdaniu. Jesteś dla mnie jak brat.
- Ty dla mnie też. A więc ja zaakceptuję to jeżeli jesteś z takiego układu zadowolony.
-Jestem , dziękuje
- Jesteście w ogóle ze sobą?
-Tak, od wczoraj- wyznałem z uśmiechem.
- No to.. powodzenia- nagle rozległ się dzwonek. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy. Oczywiście Oliver się  spóźnił gdzieś z 15 minut ale już się do tego przyzwyczaiłem. Usiadł obok mnie i lekko się uśmiechnął. Gdzieś w połowie lekcji złapał mnie za rękę. Odsunąłem ją i rozejrzałem się czy ktoś to widział
Wyjąłem kartkę i szybko napisałem ' Proszę nie ujawniajmy tego. Chce skończyć tę szkołę tak jak ją zacząłem i w spokoju od zaczepek"
cz. II
Byłem szczęśliwy. Mam chłopaka. Dziwnie to brzmi, szczególnie dlatego, ze  jeszcze niedawno moja dziewczyna chciała do mnie wrócić. Nigdy nie myślałem, że jakikolwiek chłopak będzie w stanie tak zmienić moje życie. Ja pomimo tych wszystkich nagłych zmian całkiem dobrze radziłem sobie z ta sytuacją. Kellin wręcz przeciwnie. Przez cała  drogę do miasta był spięty i małomówny przez co rozmowa się szła nam najlepiej. Rozumiem jego zachowanie. Nigdy wcześniej nie miał chłopaka. Mam nadzieje, ze po prostu przyzwyczai się do tej sytuacji i będzie coraz lepiej.
*
Właściwie to też za bardzo nie chciałem ujawniać mojego związku z Kellinem. Ludzie- szczególnie w naszej szkole- są strasznie nietolerancyjni i wiadomo jak zareagowaliby na gejowską parę. Ale wtedy na lekcji nie pomyślałem nawet, ze ktoś mógłby zobaczyć, że złapałem Kellina za rękę. To był po prostu taki odruch. Wiedziałem, że Kellin też nie chce ogłaszać całemu światu, że ma chłopaka dlatego gdy podał mi kartkę odpisałem, że rozumiem. Lekcja skończyła się. Na przerwie rozmawiałem z Kellinem. Trochę o nas, trochę o Vicu, trochę o tym wszystkim.
-Jak Vic zareagował na to.. że jesteś gejem?-zapytałem
- Dałem mu trochę czasu żeby wszystko przemyślał. Rozmawiałem z nim dziś i powiedział, że akceptuje to- ucieszyłem się, bo wiedziałem jak ważna dla Kellina jest przyjaźń z Vicem. Byłem zadowolony tez dlatego,  nie każdy zareagowałby tak jak Vic. Może nie jest wcale taki zły za jakiego do uważałem. Reszta lekcji minęła nam dość szybko i nie działo się nic specjalnego. Ja powstrzymywałem się żeby znów nie złapać Kellina za rękę lub nie powiedzieć czegoś co inni mogliby źle odebrać. Właściwie to nie wiem dlaczego tak przejmuję się tym co powiedzą o nas ludzie. Moje życie, moja sprawa. Będę ukrywał nasz związek tylko ze względu na Kellina. Przecież go kocham.
*
Kiedy wróciłem do mieszkania okazało się, ze Austin gdzieś poszedł i miałem je całe dla siebie. Postanowiłem wykorzystać tą okazję.Zadzwoniłem do Kellina. Po jakimś czasie już u mnie był. poszliśmy do salonu. Trochę rozmawialiśmy.
- Przez cały dzień nie mogłem Ci nawet powiedzieć, że Cię kocham- powiedziałem po czym zacząłem go całować. Posadziłem go na moje kolana i zszedłem z pocałunkami na szyję. Po chwili zdjąłem jego koszulkę. Znów zacząłem całować jego usta. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do mieszkania.
_________________________________________
Przepraszam za błędy które mogą się tam pojawić. Nie wiem kiedy będzie nowy rozdział.. I tak nikt tego nie czyta..

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 9

Przepraszamy, że rozdziały są tak krótkie, ale robimy co możemy. Czytajcie, i pamiętajcie o komentarzach ./Ronni.
_______________________________________________________

cz. I
No co tu dużo mówić, byłem cholernie zszokowany tym co mi powiedział. Zestresowałem się podwójnie, bo Vic nadal u mnie był! Oraz bolała mnie głowa, co skutecznie uniemożliwiało mi zebranie myśli, i logiczną odpowiedź.
-Ee no.. ja też. Vic tu jest - i jak na zawołanie wszedł Vic. Wyglądał okropnie. Od ponad godziny siedział w łazience, i wymiotował. Słaby żołądek albo coś w tym stylu. Był poczochrany, i bardzo blady.
-E, stary więcej z tobą nie piję - powiedział cicho i znowu ruszył do łazienki.
-Biedny - powiedziałem cicho, i spojrzałem na Olivera. Od natłoku myśli i stresu bardziej bolała mnie głowa, i pobladłem.
- Jeny, jakie to wszystko pojebane, i pomieszane, i ja już nic nie rozumiem - ukryłem twarz w dłoniach. Po chwili poczułem rękę na moim kolanie. Odsłoniłem twarz i popatrzyłem na Olivera.
-Po prostu powiedź mi to, co czujesz.
-Ja.. też Cię kocham - Oliver uśmiechnął się promiennie i pocałował mnie.
- O Boże - usłyszeliśmy ciche słowa i tłuczone szkło. Oderwaliśmy się od siebie, i spojrzeliśmy w stronę drzwi. Stał tam Vic, w bezruchu i z uchylonymi ustami. Był w szoku, a ja nie wiedział czy mam zacząć się tłumaczyć, czy dać mu chwilę na 'przetrawienie' całej tej sytuacji.
-Vic..
-Czekaj, czy ja na pewno widziałem dobrze? Czy wy.. całowaliście się? Nie wiem, mam kaca i mogło mi się to przywidzieć.
-Nie przywidziało Ci się. ja.. bo my.. nie umiem ci tego wytłumaczyć.
- Ja już pójdę - powiedział Oliver - do jutra.
- Cześć - mruknąłem, i spojrzałem na Vica. Dalej był blady, ale nie wiedziałem z którego powodu. Z mdłości, czy z tego co zobaczył.
- Siadaj. Posłuchaj tak jakoś po prostu wyszło.
-Ale ja nie rozumiem. Ty nie możesz być gejem, przecież masz na swoim 'koncie' pełno dziewczyn, i wy się nienawidziliście jeszcze miesiąc temu. Ja już nic nie rozumiem.
- Nie jestem gejem. Dopiero przy nim zobaczyłem, że nie jestem do końca hetero. Nie wiem dlaczego, ale tak nie jest. Może chcesz to sobie przemyśleć samemu, co? Od razu mówię, że zależy mi na przyjaźni z tobą - Vic nic nie powiedział tylko podszedł i mnie przytulił. W dzieciństwie zawsze tak robiliśmy. Tylko on wiedział o moich słabościach.
- Mi też. To nie jest przeszkodą przecież - uśmiechnął się a mi spał kamień z serca.

cz.II
Dlaczego za każdym razem kiedy się całujemy albo prowadzimy ważną rozmowę zawsze ktoś musi nam przeszkodzić?! Ale kiedy usłyszałem głos Vica byłem jednocześnie zły, przestraszony i nie wiedziałem co mam zrobić. On nas zobaczył w TAKIEJ  sytuacji! Myślałem, że padnę tam na zawał. Chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce. Kellin na szczęście nie próbował mnie zatrzymywać. Nie dziwię mu się. Musiał to jakoś wszystko wytłumaczyć Vicowi. Nie codziennie widzi się takie sytuacje.
Wróciłem do mieszkania. Znowu nic do końca nie wiedziałem, bo znowu nie mogliśmy sobie wszystkiego do końca wyjaśnić. Wkurza mnie to już. Jak następnym razem będziemy rozmawiać, to co się stanie? Meteoryt spadnie?! Ja kocham Kellina jak nikogo innego, ale cały czas nie wiem do końca co on do mnie czuje. Jakie to wszystko pojebane.
Kiedy wróciłem do mieszkania byłem jeszcze trochę zdenerwowany, ale nie chciałem pokazywać tego Austinowi. On przecież o niczym nie wie. Nie mogę mu powiedzieć o tym wszystkim. O mnie i Kellinie, o Vicu. On by tego nie zrozumiał. Co weekend pieprzy się z inną laską więc związek dwóch chłopaków byłby dla niego po prostu chory i obrzydliwy. Nie chcę go stracić, bo jest na prawdę dobrym kumplem. Więc nie powiem mu. Nie teraz.
 Pogadałem z nim trochę udając, że wszystko jest ok. Byłem w tym niezły, więc Austin niczego nie podejrzewał. Jutro porozmawiam z Kellinem i choćby nie wiem co miało się stać wyjaśnimy sobie wszystko. Te nasze 'niedomówienia' doprowadzają mnie do szalu.
*
 Następnego dnia. Umówiłem się z Kellinem po lekcjach. Zdecydowaliśmy, że spotkamy się w parku, bo tam, mam nadzieje nikt nam nie przeszkodzi. Chcę wreszcie wszystko wyjaśnić. Czekałem na niego w parku aż w końcu się pojawił.
-Hej, Oliver.
-Cześć.
- O czym .. chciałeś porozmawiać? - zapytał niepewnie.
- O nas. O tym co nas łączy i kim dla ciebie jestem. Chcę widzieć co czujesz.
- Ja Cię kocham..- odpowiedział po krótkim milczeniu. - Jestem tego pewny. Nigdy nie myślałem, że mogę zakochać się w chłopaku, ale ty to zmieniłeś - przez chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią. W końcu powiedziałem to, o co już dawno chciałem go zapytać.
-Kellin, zostaniesz moim chłopakiem? - przez moment wpatrywał się we mnie, a po chwili odpowiedział krótkim 'tak' i uśmiechnął się. Przytuliłem go. Moje życie bardzo się zmieniło, a zmieni się jeszcze bardziej.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 8

cz.I
Było mi trochę przykro. O mało się nie całowaliśmy po takich wyznaniach, a on poleciał do swojej byłej, jak na zawołanie.
 Poszedłem do swojego mieszkania, i bardzo się nudziłem, dlatego zadzwoniłem do Vic'a. Po godzinie już stał w drzwiach z butelką wódki i pełnym uśmiechem.
-Alkoholik - zaśmiałem się i wpuściłem go. Z racji, że jutro szkoła wypiliśmy tylko pół butelki. Byłem trochę nie trzeźwy, ale tylko trochę.
 Śmialiśmy się z Vic'em z totalnych głupot, i nwet nie zauważyliśmy jak zniknęła druga połowa zawartości butelki. Zaczęliśmy grać na konsoli, ale nie bardzo nam to wychodziło, gdyż ciągle się śmialiśmy albo szturchaliśmy. To było trochę bez sensu, wiec skończyliśmy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, i chwiejnym krokiem skierowałem się do nich.
*
Kiedy Oliver się ode mnie odsunął, Vic wszedł do korytarza
-Ej Kellin ja już wracam bo.. późno? E, a kto ty? - dodał pokazując na Olivera. Zawsze jak jest pijany to gada jak pojebany, i zachowuje się jak dziecko.
-Jesteście pijani? - zapytał po chwili Oliver.
-Nie! -  krzyknął i zaśmiał się Vic.
-Tak. -  powiedziałem.
-Brawo, jutro szkoła. Kellin, lepiej żeby.. on został u ciebie na noc. a ty... do kuchni, musimy pogadać - powiedział stanowczo zamykając drzwi.
-Dobrze tato - powiedział Vic ze spuszczona głową. Po chwili zaczęliśmy się śmiać. Widząc jednak wzrok Olivera. Udałem się do kuchni, a Vic do salonu. Usiałem na krześle.
-Kellin, nie wiem czy kontaktujesz jeszcze normalnie, czy nie ale muszę ci powiedzieć, że cię kocham. Dopiero teraz to zrozumiałem - jego poważny ton trochę mnie otrzeźwił.
-Ja ciebie też - szepnąłem patrząc mu w oczy. Może jutro będę żałował, ale trudno. Wstałem i przytuliłem się do niego. Tak po prostu. Potem to chyba zasnąłem.
 *
Obudziłem się około 10. Byłem w ubraniach, na swoim łóżku. Rozejrzałem się. Obok mnie leżał Vic, a na biurku leżały jakieś tabletki i woda. Szturchnąłem Vic'a.
-Jeszcze chwilę - wycedził rzez kołdrę.
-Vic, wstawaj - mruknąłem, i wstałem. Bolała mnie głowa. Bardzo bolała. Wziąłem dwie tabletki i popiłem dużą ilością wody. Obok leżała kartka. Było na niej napisane;
 'Ciekawe czy pamiętacie cokolwiek z wczoraj. Upić się tak w środku tygodnia to szczyt głupoty. Powodzenia na kacu. Oliver'
Odgarnąłem włosy z twarzy, i faktycznie nie wiele pamiętałem.Co jeśli coś głupiego powiedziałem albo zrobiłem?

cz.II
Byłem trochę zdenerwowany kiedy zobaczyłem Vic'a, który chwiejnym krokiem wszedł do korytarza. Vic i Kellin dziwnie się zachowywali i cały czas śmiali się. Domyśliłem się, że są po prostu pijani. Wkurzyłem się  na nich. To było głupie. Kto normalny upija się w środku tygodnia?! Wiedziałem, że to nie jest najlepsza okazja żeby powiedzieć wszystko Kellinowi, bo on nie zbyt kontaktował, i jutro pewnie i tak nie będzie nic pamiętał, ale czułem, że muszę mu to powiedzieć. Nie mogłem dłużej czekać.
*
Kellin mnie przytulił, a po chwili zasnął. Byłem zmuszony zanieść go do łózka. Przecież nie zostawię go śpiącego na podłodze w kuchni. Napisałem i zostawiłem mu kartkę, po czym wyszedłem z jego mieszkania i pojechałem do siebie.
*
Następnego dnia Kellin i Vic nie pojawili się w szkole. Nie zdziwiło mnie to za bardzo. Pewnie teraz meczą się z kacem. Chciałem zadzwonić do Kellina, ale szybko zrezygnowałem. Przecież wczoraj byłem na niego zły- to znaczy tak trochę. Bardziej się na nim zawiodłem, bo to co zrobił razem z Vic'em było strasznie głupie.
 Ale nie jestem jego ojcem żeby mówić mu jaki to on jest nieodpowiedzialny, i inne tego typu rzeczy. Nie powinienem mieszać się w jego sprawy. To jego życie. Niech robi co chce. Ale go kocham. Więc już nic nie wiem, co powinienem zrobić. I tak prędzej czy później o wszystkim zapomnę. Nic się nikomu nie stało, wiec nie ma problemu. Nie wiem tylko, czy to co wczoraj mówił było szczere czy po prostu gadał co chciał bo był pijany. Dziś i tak nic z tego nie pamięta.
 Postanowiłem, że po lekcjach pojadę do niego. Tak, wiem mam bardzo silną wole.. Od razu kiedy lekcje minęły pojechałem do Kellina.
-Hej Oliver - przywitałem się z nim i poszliśmy do salonu. Nie dało się nie zauważyć, że miał kaca. Usiadłem na kanapie obok niego.
- Nie wiem czy pamiętasz cokolwiek z wczorajszego wieczoru..- on pokręcił przecząco głową. Tak myślałem.
-Słuchaj.. jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak dzieci. Możemy skończyć te podchody i dziwne akcje?-przytaknął. Był strasznie małomówny. Ciekawe dlaczego..
-Chce ci po prostu powiedzieć, że zależy mi na tobie, kocham cie. nie wiem ile razy jeszcze ci to powiem, ale wiem to na pewno - Kellin wpatrywał się we mnie uważnie. - i chce po prostu z tobą być - siedział przez dłuższą chwilę nieruchomo, i nic nie mówił. Powiedz coś!

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 7

cz.I
Tak, zachowywałem się dziwnie. Trudno. Szedłem do Olivera, i mimo wielu emocji byłem obojętny. Źle. Moja twarz ukazywała obojętność, a reszta aż skakała. Stres był duży, ale umiałem to ukryć. Na szczęście. Zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył mi wyższy chłopak. Wszedłem, od razu zdejmując buty. Oliver zaprowadził mnie do pokoju i zamknął za nami drzwi. 
-Możemy skończyć te całe podchody? Zaczyna mnie to już wszystko denerwować. Nie możemy jak dorośli sobie wszystkiego powiedzieć? Ja.. pogubiłem się już. - usiadł obok. Zaskoczył mnie i to nawet bardzo. Czekał na odpowiedź, ale ja nie mogłem nic z siebie wykrztusić. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć.
-Okey - w końcu się odezwałem. - co chciałbyś ode mnie wiedzieć?
-Co jest między nami, czy jesteś gejem, dlaczego odwzajemniłeś pocałunek, i czy on coś dla ciebie znaczył?-przez chwilę zbierałem myśli, aż w końcu się odezwałem.
-Nie wiem co nas łączy, a ty jak to odbierasz?
-Trudno powiedzieć.
-Wracając, nie jestem gejem. Zawsze myślałem, że jestem 100% hetero, ale chyba teraz się to zmienia. Pocałunek.. on był czymś więcej. Nie wiem jak to powiedzieć. To było coś.. wyjątkowego. Jeny nie wierzę, że ci to mówię. Ale może to lepiej. Teraz ty odpowiedz.
- A więc. Też myślałem , że jestem hetero, ale życie płata mi figle, i teraz już sam nie wiem. Pocałowałem cię bo.. podobasz mi się, i w tamtej chwili wyglądałeś tak naturalnie, beztrosko, i nie mogłem się powstrzymać. To dla mnie też była wyjątkowa chwila, którą jeśli pozwolisz chciałbym powtórzyć -  po chwili patrzenia mu w oczy skinąłem głową. Zaczął się zbliżać, ale do pokoju nagle ktoś wszedł. Odwróciłem głowę w tamtą stronę i zobaczyłem Austina.
-Oliver! Wstawaj, jedziemy do szpitala.
-Coo? Po co?
-Victoria.. mała jakiś wypadek, i prosiła żebyśmy przyjechali. To znaczy żebyś ty przyjechał, ale chętnie pojadę z tobą - Oliver zerwał się z łóżka, i odszukał bluzę.
-Zadzwoń potem - powiedziałem i wyszedłem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Znowu jego była we wszystkim nam miesza...

cz. II
Przez te wszystkie sytuacje, które się ostatnio wydarzyły, ja już nic nie rozumiałem, i pogubiłem się w tym wszystkim. Męczyły mnie te 'podchody', chociaż wiem, że nie łatwo jest tak po prostu wszystko powiedzieć. Ale do cholery, jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak dzieci.
Przed spotkaniem z Kellinem byłem trochę zestresowany. Wszystkie emocje się we mnie zebrały. Przemyślałem wszystko, i nawet ułożyłem sobie jakoś w głowie to, co chciałem mu powiedzieć, i o co zapytać, ale kiedy otworzyłem mu drzwi i wpuściłem go do mieszkania, nagle to wszystko wyleciało mi z głowy. Może to i lepiej, bo teraz powiem po prostu to co czuje. Miałem trochę mętlik w głowie. Cały czas myślałem, że jestem hetero. Miałem przecież dziewczyny i w ogóle nigdy nie pomyślałbym nawet, że mogę być gejem, i zakochać się w chłopaku. Kellin wszystko zmienił w moim dotychczasowym życiu. Tak bardzo chciałem go jeszcze raz pocałować. I prawie mi się to udało, tylko całą atmosferę i sytuacje popsuł nam Austin.
Kiedy usłyszałem, że Victoria miała wypadek, przestraszyło mnie to. Nie jest już moją dziewczyną, ale pomimo tego i tak się o nią martwiłem. Teraz też poczułem się przez chwilę jakoś głupio i dziwnie.. bo znowu musiałem przerwać spotkanie z Kellinem, ze względu na moją byłą. To nie było dobre w stosunku do niego.
Szybko pojechałem z Austinem do szpitala. Od razu po wejściu do budynku Austin gdzieś zniknął, a ja zatrzymałem pierwszego lepszego, napotkanego lekarza. Zapytałem o Victorię, a on podał mi numer sali w której leżała.
-Ale.. co z nią? Co jej się w ogóle stało?
- Miała niegroźny wypadek. Jest w dobrym stanie, więc za kilka dni powinna wrócić do zdrowia. Miała dużo szczęścia. - te słowa uspokoiły mnie. Lekarz odszedł, a ja poszedłem do Victorii. Kiedy tylko wszedłem do sali, ona od razu na mnie spojrzała i lekko się uśmiechnęła.
-Oliver.. dziękuję, że przyszedłeś - usiadłem obok jej łóżka. Porozmawialiśmy trochę, aż w pewnym momencie ona znów zaczęła temat 'nas', i tego, że chce do mnie wrócić. Nie chciałem z nią o tym rozmawiać. Nie teraz. Nie w szpitalu!
-Ja na prawdę żałuję, że z tobą zerwałam. Daj nam jeszcze jedną szansę.
-Musimy teraz o tym rozmawiać? To nie jest dobre miejsce - od tej trudne rozmowy z Victorią uratowała mnie pielęgniarka, która akurat weszła do pomieszczenia. Powiedziała, że muszą zrobić jeszcze jakieś badania, i poprosiła mnie żebym wyszedł.
Odnalazłem Austina, i pojechaliśmy do domu. Ale przypomniałem sobie o Kellinie. Ja dłużej nie mogę czekać. Muszę mu to wszystko powiedzieć. Było późno, ale pomimo tego pojechałem do niego.
- O, hej Oliver. Coś się..- zapytał kiedy otworzył mi drzwi. Nie dałem mu dokończyć.
-Kocham Cie, Kellin - położyłem dłonie na jego policzkach, i pocałowałem go.

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 6

Bardzo przepraszamy, ze tak długo musieliście czekać na taki krótki rozdział/ Merry
_________________________________________
cz.I
Wszedłem do salonu gdzie był Oliver i jakaś dziewczyna. Chyba jego była. Przynajmniej tak wywnioskowałem z  tego co powiedziała.
-Ale..- zaczął Oliver ale to dziewczę mu przerwało.
-Zostawisz nas samych?- zapytała zwracając się do mnie.
Z tej wypowiedzi nie można było wywnioskować czy pałała do mnie nienawiścią.
-Oczywiście. -powiedziałem i wyszedłem z salonu. Mam wyjść czy jak? Po chwili w progu pojawił się chłopak. To był chyba Austin. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę
-Hej, jestem Austin
-Kellin, miło mi
-Tak, tak. Chodź do kuchni bo im to chyba jeszcze zejdzie.-kilka razy poruszył brwiami  i uśmiechnął się tajemniczo. Taa super.
 Wszedłem z Austinem do przestronnej kuchni i usiadłem na krześle barowym.
- Opuszczę cie na chwilkę. Czuj się jak u siebie.- wyszedł zostawiając mnie samego. Było słychać jak ta dziewczyna mówiła do Olivera, że go kocha i takie wielkie rzygam tęczą. Olivera nie było słychać. Ale w sumie nie zależy mi na tym.
 Po 15 minutach w progu pojawił się Oliver lecz prędzej było słychać trzaśnięcie drzwi.
-Dzięki, że poczekałeś. To była Victoria. Moja była. Po raz kolejny chciał do mnie wrócić. Głupia- mówił o niej a ja naprawdę nie miałem ochoty tego słuchać -Jesteś zły?
 -Niby za co?
-No, że widziałeś mnie w takiej sytuacji i w ogóle. Nie chciałem żeby tak..
-Twoje życie, twoja sprawa. Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć- nie rozumiem sam siebie.
I w sumie zabrzmiałem jak nieszczęśliwie zakochana nastolatka.
-Musze iść, pozdrów ode mnie Austina.- wstałem i wyszedłem z kuchni
-Odprowadzę Cie
-Trafię, dzięki. Cześć.- szybko wyszedłem z mieszkania. Co ja robię?! Serio, jak dziecko. Muszę się ogarnąć bo Oliver pomyśli, że byłem zazdrosny. Nie byłem oczywiście! To znaczy, może trochę. Ale tak odrobinkę!
 Wracając wstąpiłem do Vic'a alby trochę odreagować. Nie ćpałem! Dobra, nie ważne. Trochę z nim sobie pogadałem i wypiliśmy po piwie. Około 21 wróciłem do domu i poszedłem się wykąpać. Dziwny dzień. I jeszcze ta szkoła. Ale trudno. Jutro czeka mnie konfrontacja z Oliverem. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.

cz. II
Zdziwiłem się trochę kiedy zobaczyłem Victorię. Nie byliśmy już razem więc nie wiem czego u mnie szukała. To ona ze mną zerwała. A teraz tak po prostu chce do mnie wrócić?!
 Usiadłem na kanapie obok niej.
-Oliver.. ja na prawdę żałuję, ze z Tobą zerwałam. Nadal Cię bardzo kocham- położyła mi swoją dłoń na mojej. Po krótkim milczeniu mówiła dalej, że bardzo mnie kocha, ze tęskni za tym co było kiedyś i takie tam. Ja prawie w ogóle się nie odzywałem. Nie chciałem do niej wrócić. Nie mogę! Nie teraz, kiedy kocham kogoś innego. To byłoby bez sensu. cały czas myślałem o Kellinie. Taki związek nie miałby przyszłości i prędzej czy później i tak zerwalibyśmy.
-Oliver, słuchasz mnie w ogóle?!- usłyszałem zdenerwowana Victorię.
-Ee..ja..- nie zdążyłem nic powiedzieć bo dziewczyna przerwała mi.
-Ja przychodzę do Ciebie, mówię Ci, że chcę do ciebie wrócić a ty mnie nawet nie słuchasz?!- oho.. powróciła dawna Victoria. Wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami. Poszedłem do kuchni gdzie był Kellin. Było mi głupio bo musiał wysłuchiwać mojej kłótni z byłą. Zachowywał się tak jakby był..zły? Albo zazdrosny. Chociaż nie sądzę, że był. Poczułem się dziwnie. Dlaczego się tak zachowywał? Już nic nie wiem. Kiedy Kellin wyszedł z mojego mieszkania w kuchni pojawił się Austin. Wstałem i skierowałem się do pokoju.
-Przychodzi dziś do mnie..- nie dałem mu dokończyć.
-Nie obchodzi mnie to- rzuciłem przechodząc obok niego. Poszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Jutro spotkam się z Kellinem i mam nadzieję, że porozmawiamy normalnie.
                                                         *
Następnego dnia w szkole rozmawiałem z Kellinem..normalnie? On zachowywał się jakby wszystko było mu obojętne. Nie wiedziałem dlaczego to robi. Trochę mnie to irytowało. Może jednak jest zły za to co się wczoraj stało a teraz po prostu udaje, że nic się nie stało? Nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Ten pocałunek nic dla niego nie znaczył? Mam mu do zdania tyle pytań, ale on chyba nie chce ze mną rozmawiać. Z resztą szkoła nie wydaje mi się być najlepszym miejscem na takie rozmowy. Więc zaproszę go do mnie. Austin pójdzie gdzieś na jakiś czas, więc będziemy sami.
 Powiedziałem Kellinowi o mojej propozycji i zaprosiłem go do siebie. Zgodził się ale.. bez większego entuzjazmu..

środa, 14 maja 2014

One Shot 'Call me a name, kill me with words.'

Rozdział szósty niedługo), a tym czasem wstawiam shota. Pisałam go już dawno temu, ale chyba nie jest aż taki zły :)/ Ronni
__________________________________
Mam na imię Kellin. Jestem niskim szatynem o brązowych oczach. Jestem cichą osobą, no chyba, że przy moim chłopaku, Nicku. Byliśmy razem już od jakichś czterech miesięcy. Nick był starszy ode mnie o rok. Szczupły i bardzo przystojny chłopak. Miał dłuższe czarne włosy i jasne oczy.
Właśnie byliśmy w jego domu. Podszedłem do niego i usiadłem okrakiem na jego kolanach. Mieszkał sam, więc nikt nie mógł nam przeszkodzić. Zacząłem całować jego usta, na co on zaczął cicho pomrukiwać. Pogłębiałem pocałunek. Nick szybko pozbył się swojej koszulki, a zaraz potem mojej. Popchnął mnie tak, że spadłem na kanapę. Zaczęliśmy pozbywać się reszty garderoby. Kiedy byliśmy już bez ubrań położyłem się na brzuchu, podpierając się na łokciach.
Nick zawsze starał się być delikatny i przygotował mnie, abym nie czuł tak silnego bólu. kochaliśmy się już wiele razy i oboje wiedzieliśmy co zrobić aby wzajemnie się zadowolić. Nick wszedł we mnie do końca szybko i bez ostrzeżenia przez co głośno jęknąłem. Bardziej z bólu a nie z przyjemności.
- Przepraszam - wyszeptał nachylając się nade mną i zaczynając całować mój kark oraz ramiona, robiąc mi przy  okazji parę malinek.
 Zaczął się we mnie poruszać. Najpierw wolno, potem coraz szybciej. Zaczynało być coraz przyjemniej.
Zaczęliśmy jęczeć i krzyczeć nawzajem swoje imiona. W końcu obaj doszliśmy , a ja poczułem jak zalewa mnie sperma Nick'a.
- Kocham Cię - powiedziałem kiedy opadliśmy na łóżko zmęczeni, ale jednocześnie spełnienie.
- Ja Ciebie też- usłyszałem jego niepewny głos i zaraz potem pocałowałem go w usta. Poszedłem wziąć prysznic po czym pożegnałem się z Nickiem i wróciłem do domu. Bo przecież poszedłem się tam tylko "uczyć".
 Mieszkaliśmy nie daleko od siebie, więc często się widywaliśmy. Od razu po powrocie do domu i przywitaniu się z rodzicami poszedłem do swojego pokoju.. Było dosyć późno więc położyłem się, i szybko zasnąłem.

Następnego dnia w szkole.
Od razu po pierwszej lekcji zacząłem szukać Nicka w szkole. Zobaczyłem go w towarzystwie kilku jego kumpli. Podszedłem do niego i chciałem pocałować go w policzek na przywitanie, ale on odsunął się do tyłu, na co jego kumple zareagowali cichym śmiechem.
- Nick, o co chodzi? - byłem zdziwiony, ale jeszcze spokojny. I nieco zdezorientowany całą sytuacją.
- Spadaj, Kellin. - zrobiłem duże oczy.
- co? - zapytałem z niedowierzaniem w głosie.
- Nie zrozumiałeś? Spierdalaj.
-o co Ci do cholery chodzi? - Nic już nie rozumiem. Co mu się stało ?!
Cała grupa łącznie z nickiem zaczęła się śmiać. Poczułem się dziwnie.
_Powiesz mi o co chodzi? - zapytałem przez zaciśnięte zęby, zdenerwowany.
- Nas już nic nie łączy. Nigdy nie łączyło. - te słowa zabolały. Bardzo.
Jak to nic nas nie łączy? O czym ty mówisz ?!
- Myślisz, że ktoś byłby z kimś takim jak Ty z własnej woli? Nie sądzę. - zaśmiał mi się prosto w twarz.
- J-jak.. co? Czyli że ty..
- nigdy cię nie kochałem, Kellin. Założyłem się z chłopakami, że będę z Tobą cztery miesiące. Prawda jest taka, że wszyscy widzieli, że jesteś tylko zwykłym pedałem i dajesz się każdemu przelecieć. Cztery miesiące minęły. więc możesz jużspadać. - jego kumple patrzyli na mnie z rozbawieniem, a ja poczułem łzy na moich policzkach. Jak on mół mi coś takiego zrobić?! Jego słowa strasznie mnie zabolały. Jakby ktoś wbił mi nóż prosto w moje delikatne serce.
- Nienawidzę Cię! - krzyknąłem mu prosto w twarz, a łez na moich policzkach było coraz więcej. On tylko się zaśmiał. Uderzyłem go z otwartej dłoni w policzek, przez co strasznie się na mnie wkurzył, a ja przestraszyłem się i szybko pożałowałem tego, co zrobiłem.
 Odsunąłem się do tyłu, ale on  przywarł mnie do ściany korytarza, trzymając moje ręce po obu stronach mojej głowy. Bałem się.
- Nigdy więcej mnie nie uderzysz! Zrozumiałeś?! - nie odpowiedziałem. Uderzył mnie z pięści w nos. Nie chce żebym go bił, ale sam mnie bije. Chore. Byłem coraz bardziej przestraszony.
- Rozumiesz pedale? - krzyknął, a ja tylko pokiwałem lekko głową. Puścił mnie, a ja zsunąłem się po ścianie na podłogę, chowając twarz w dłoniach. Lecz po chwili wstałem i rzuciłem się do wyjścia, łapiąc po drodze moją torbę. Czułem się cholernie źle. Było mi przykro i byłem zły. Straciłem zaufanie do najważniejszej dla mnie osoby. Czułem się jakbym był.. nikim.

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 5

Cz.I
Trochę głupio się czułem, gdy powiedziałem Oliverowi co powiedział mi wieczorem. Widać było, że się bardzo zmieszał. Chociaż to było jeszcze nic z moim zdziwieniem, kiedy pijany wymamrotał, że mnie kocha. Oliver nie bardzo wiedział co zrobić. Po chwili wstał i podszedł do mnie w samych bokserkach.
 -Ja.. przepraszam. Mówiłem coś bez sensu. Byłem pijany. Sorry, że tak wyszło - poczułem cholerne rozczarowanie. On po tym co mi powiedział poszukał swoich ubrań i szybko w nie wskoczył. Nie bardzo wiedziałem jak się zachować. Byłem zmęczony tą sytuacją i całonocnym myśleniem.
 -Ja.. nie ważne - mruknąłem i wyszedłem z pokoju. Po chwili jednak poczułem jak czyjeś ramiona mnie obejmują. Czułem ciepły oddech Olivera na karku. Ja już NIC nie rozumiem. O co tu chodzi? Kurwa, o co?!
 Jego jedna dłoń spoczęła na moim brzuchu, a druga ułożyła się na wierzchu mojej dłoni. To wszystko jest takie błogie i przyjemne. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się tą chwilą.
 -Kellin? - szepnął i odwrocił mnie przodem do siebie dalej obejmując. - Mogę.. cię pocałować? - zapytał cicho, a ja dopiero wtedy otworzyłem oczy. Dlaczego zapytał? Całuj! Eeee, mózgu.. zwalniam cię! Lekko kiwnąłem głową. Oliver jeszcze przez chwilę patrzył na mnie, a potem powoli się przybliżał. Kiedy poczułem jego wargi na swoich, serce zaczęło mi mocno bić. Oliver był taki delikatny i spokojny. Kiedy poczułem jak jego jezyk przejechał po moich zębach o mało nie eksplodowałem (mam skojarzenia XD) od nadmiaru emocji.
 Nagle zadzwonił telefon. Spłoszyłem się trochę i odsunąłem od Olivera zakrywając usta. On za to wyjął z kieszeni telefon i odebrał. Z krótkiej wymiany zdań udało mi się tylko odgadnąć, że rozmawiał z Austinem. Kiedy skonczył rozmowę i schował telefon spojrzał na mnie.
 - Muszę już iść, w przeciwnym razie nie będę miał gdzie mieszkać.
 -Yhym, ok - odprowadziłem go do drzwi. Na pożegnanie jeszcze raz mnie pocałował. Nie chciałem się już z nim żegnać ale miałem tyle do przemyślenia.
-Hmm.. chcesz iść ze mną? - nagle zapytał.
-Mogę - odpowiedziałem ze spokojem chociaż w środku aż skakałem z radości. Szybko się ubrałem i zamykając mieszkanie wyszedłem.

 Cz. II
 Nie, nie! Nie mogę być zakochany w CHŁOPAKU. To chore. Po prostu nie mogę! I.. jak mogłem być takim idiotą żeby powiedzieć Kellinowi tak po prostu, że go kocham?! Ja.. chciałem żeby on się o tym dowiedział, ale cholera, nie w taki sposób! Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie będę już dłużej walczył ze sobą. Zakochałem się w Kellinie, w chłopaku. Nic na to nie poradzę. Tylko czy on odwzajemnia moje uczucie? Raczej nie. Na pewno nie jest gejem.
 Mimo wszystko moja cholerna ciekawość nie dawała mi spokoju. I pewnie gdyby nie dzika chęć, żeby dowiedzieć się czy Kellin odwzajemnia moje uczucie, pewnie podziękowałbym mu za to, że mnie przenocował w swoim mieszkaniu i wyszedłbym. Ale nie.. bo ja jestem inny. Dlatego podszedłem i objąłem go. Ryzykowne. Mogłem po prostu zapytać. Mogłem.. nie chciałem zarobić podbitego oka, więc spytałem dla pewności czy mogę go pocałować. Bardzo ryzykowne. Troche się zdziwiłem, ale w większości byłem bardzo szczęśliwy kiedy dał mi znak, że mogę. Serce biło mi jak szalone, ale nie zastanawiałem się dłużej. Gdyby nic do mnie nie czuł to nie zgodziłby się na to.
 Całą 'romantyczną' atmosferę zepsuł telefon od Austina. Mówił, że mam szybko wrócić do domu. To Austin, więc oczywiście nie powiedział o co chodzi. Chciałem spędzić jeszcze trochę czasu z Kellinem i dlatego zapytałem go, czy pójdzie ze mną. W jego oczach widać było, że się ucieszył tej propozycji, chociaż starał się zachować normalnie, a nawet trochę obojętnie. Powstrzymywałem się żeby nie parsknąć śmiechem, kiedy na to patrzyłem.
Wyszliśmy z mieszkania Kellina i poszliśmy do mnie. Przez całą drogę prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie dziwiło mnie to, bo każdy z nas miał dużo do przemyślenia. Wiedziałem, że Kellin nic już pewnie z tego wszystkiego nie rozumie, a ja nie wiedziałem jak mu to wytłumaczyć. To wszystko było strasznie trudne. Doszliśmy do mojego mieszkania. Weszliśmy do środka.
 -Austin! Jesteś? - krzyknąłem, a on po chwili pojawił się na korytarzu. Zdziwiło go to, że nie przyszedłem sam. Przez chwilę stał i patrzył na Kellina. W końcu spojrzał na mnie i zaczął mówić.
 -Masz gościa. Nie wiedziałem w jaki sposób mam cię tutaj sciągnąć, bo gdybym poprosił cię żebyś przyszedł, to na pewno byś tego nie zrobił, więc powiedziałem, że nie będziesz miał gdzie mieszkć. - po tych słowach szybko wyszedł z mieszkania, a ja byłem kompletnie zdezorientowany. Poszedłem do salonu gdzie była.. Victoria?! Co ona tutaj robi?
 -Cześć Oliver. Musimy pogadać. Ja.. chciałabym do Ciebie wrócić. - po chwili w salonie pojawił się również Kellin. Cholera..

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 4

cz.I
Zachowanie Olivera trochę mnie dziwiło. Przytulił mnie. To było miłe.. ale DZIWNE.
 W poniedziałek w szkole pojawił się już mój przyjaciel, Vic. Opowiadał ciągle o tym wyjeździe, a ja słuchałem i śmiałem się z jego min. Nagle przed oczami mignęła mi postać Olivera. Nawet na nas nie spojrzał. Nic nie powiedział. Patrzyłem na oddalającą się sylwetkę. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Vica.
-Ej Kellin, słuchasz mnie?- spojrzałem na niego speszony.
- Tak, przepraszam zamyśliłem się. Mów dalej- Vic dalej mówił co mu się przytrafiło, ale ja kompletnie nie mogłem się skupić. Dlaczego Oliver się tak zachowuje? Może przez ten weekend wszystko się zmieniło. Nagle w całej szkole rozbrzmiał dzwonek oznajmiający, że zaczyna się geografia. Powoli i spokojnie wszedłem do klasy, i usiadłem w mojej ławce. Chwilę potem pojawił się również Oliver.
- Hej - powiedziałem i  dopiero wtedy na mnie spojrzał. Po chwili wpatrywania się we mnie odpowiedział.
- Cześć - nie powiedział tego na odczepne, tylko jakoś tak dziwnie. Szczerze to trochę głupio się poczułem. Całą lekcje nie gadaliśmy, więc wyjąłem kartkę i napisałem, po chwili podając ją Oliverowi.
' Coś nie tak?'
'Wszystko jest okey.'
' Nie do końca, wcale ze mną nie rozmawiasz. Zrobiłem coś  złego?'
' Nie Twoja wina, sorry za wszystko, mam gorszy humor' - kiedy podawał mi kartkę dotknął swoją ręką mojej. Od razu przeszedł mnie dreszcz. Dziwne, nawet bardzo dziwne.
 Przeczytałem to, co napisał Oliver i schowałem kartkę do książki. Po lekcjach, na których w ogóle nie rozmawiałem z Oliverem zaczepiłem go w drodze do samochodu.
- Oliver, czekaj- zatrzymał się i odwrócił.
-Stało się coś?- zapytał obojętnie. Kurwa co z nim jest?!
-Słuchaj, denerwuje mnie, że teraz ciągle mnie ignorujesz, olewasz i masz mnie gdzieś. Co ja ci zrobiłem?-Oliver się we mnie wpatrywał, a potem odwrócił wzrok.
- Nic, przesadzasz- dobra, koniec.
-A, ok. cześć- odwróciłem się zły i poszedłem do samochodu. Zacząłem szukać kluczyków. Fuck! Nigdzie ich nie ma. Odwróciłem się i rozejrzałem po parkingu w poszukiwaniu ich. Nie ma. Super. Ruszyłem w stronę szkoły, bo może zostawiłem je w szafce. Szybko do niej wbiegłem i otworzyłem szafkę. Uff, są. Chwyciłem je i wyszedłem ze szkoły. Na parkingu prawie nikogo nie było. Co dziwne, Oliver stał oparty o mój samochód. Ciekawe co chce...

cz. II
Kiedy zobaczyłem Kellina z tamtym chłopakiem poczułem się... jakoś dziwnie. Ostatnio przy Kellinie zachowuję się jak idiota, więc postanowiłem trochę ograniczyć nasz kontakt. Później zaczynałem żałować, że się tak zachowuję. Przez cały dzień chodziłem zamyślony. W pewnym momencie wpadła mi do głowy myśl, że byłem po prostu zazdrosny o Kellina. Ale dlaczego? Co się ze mną dzieje?
Wiedziałem, że denerwuję go moim zachowaniem, ale co innego mogłem zrobić? Nie chciałem by był na mnie zły. Chciałem go przeprosić, ale wtedy on nie chciał ze mną rozmawiać. Wrócił po coś do szkoły, a ja postanowiłem poczekać na niego przy jego samochodzie. Po chwili wyszedł z budynku.
- Pogadamy?- zapytałem kiedy był już przy aucie.
-Jakoś przez cały dzień nie za bardzo chciałeś ze mną gadać- odpowiedział zły. Spuściłem głowę i wbiłem wzrok w moje buty.
- Przepraszam- spojrzałem mu w oczy ale on speszony odwrócił wzrok.
- Co się z Tobą dzieje?- zapytał.
- Nic, na prawdę. Mam zły dzień i tyle. No nie bądź już zły - poprosiłem uśmiechając się - zależy mi na Tobie.. yy to znaczy na naszej przyjaźni, no już, uśmiech. - Oliver, ty kretynie. 'zależy mi na tobie' ?! jak mogłem coś takiego powiedzieć?! Na szczęście Kellin chyba to zignorował i uśmiechnął się. Stałem tak przez chwilę i wpatrywałem się w niego. Jest przystojny.. yy myślę tak o CHŁOPAKU.
-Trochę się śpieszę - powiedział. Pożegnałem się z nim i pojechałem do domu
                                                                     *  
Po kilku nieprzespanych nocach i spotkaniach z Kellinem po szkole, zrozumiałem coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewał. Kellin mi się podoba i czuję do niego o wiele więcej niż tylko przyjaźń. Tylko jak mu to powiedzieć? Może lepiej wcale nie mówić? Na razie postanowiłem, że będę się przy nim zachowywał normalnie. Tak jakby był tylko moim kumplem.
Wszystko szło nawet dobrze, aż do pewnej imprezy. Zostałem na nią zaproszony. Okazało się, że Kellin też tam jest. Rozmawialiśmy, piliśmy drinki. Ja chyba przesadziłem z alkoholem bo dość szybko urwał mi się film. Obudziłem się w nieznanym mi miejscu. Leżałem w pokoju w którym po chwili pojawił się.. Kellin. Nic nie pamiętałem z poprzedniej nocy.
- Gdzie ja jestem?- zapytałem zdezorientowany.
- W moim mieszkaniu.
- Możesz mi powiedzieć co się wczoraj działo? Co robiłem? Coś głupiego?- Kellin zaśmiał się.
-Niczego głupiego nie zrobiłeś ale powiedziałeś coś, co nie daje mi spokoju. Może po prostu powiedziałeś to, bo byłeś pijany, ale w końcu słowa pijanych to myśli trzeźwych i.. nie wiem co o tym myśleć.
-Co powiedziałem?
- Że.. że mnie kochasz.
.

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 3


Rozdział dziś. Wyjątkowo :)
_____________________________
cz. I
 Wróciłem do rodziny. Rodzice pojechali od razu do siebie i musiałem iść z buta do domu. Nie obyło się bez standardowych pytań czy mam dziewczynę itp. Męczące... Moje życie, moja sprawa. Do mojego mieszkania nie miałem daleko ale było już ciemno i musiałem iść przez kilka ciemnych uliczek. Nie chodziło o strach tylko o to, że nie lubiłem tam chodzić. Nigdy nie wiadomo kogo się spotka.
Właśnie wychodziłem z trzeciej takiej uliczki kiedy podbiegł do mnie jakiś chłopak. Na kilometr było czuć od niego alkohol. Nie wiem dokładnie co chciał zrobić ale rzucił się na mnie z łapami. Szybko zareagowałem i chłopak po chwili leżał na ziemi jęcząc z bólu. Ominąłem go i spojrzałem przed siebie. Oliver?! Stał z założonymi rękoma i trochę złośliwym uśmiechem. Trochę się zmieszałem ale potem ruszyłem przed siebie.
-A podobno się nie bijesz. A raczej nie bijesz innych.
-Tylko  w ostateczności, co tu robisz?
-Tak tylko przechodziłem, a Ty?
-Wracam z domu rodziców do siebie- dalej szliśmy w ciszy. Gdzieś już po drodze zmieniliśmy kierunek na przeciwny mojemu mieszkaniu.
- Gdzie tak właściwie szedłeś? - zapytałem nagle
-W sumie to gdziekolwiek. Mój współlokator- Austin znowu sprowadził do domu jakąś laskę i nie mam zamiaru słuchać różnych dziwnych dźwięków- zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Oliverze, co w Tobie takiego jest? Dzięki Tobie mam lepszy humor i ... szczerze się jak debil. Kellin, ogarnij się!
Westchnąłem i spojrzałem przed siebie. Szliśmy miastem. Było widać coraz mniej ludzi. Szkoda, że nie mam bluzy bo robi się zimno. Krążyliśmy po mieście bez celu i byliśmy niedaleko mojego mieszkania więc postanowiłem, ze albo zaproszę Olivera do mnie albo skoczę tylko po bluzę. po dłuższym namyśle wybrałem to pierwsze. Oczywiście dlatego, że byłem zmęczony. Tylko dlatego.
-Eem- tylko jak to powiedzieć?- robi się zimno a.. ja mieszkam dość niedaleko więc może pójdziemy do mnie i przeczekasz aż ten Twój współlokator.. skończy?
- Nie chciałbym się narzucać i przeszkadzać zresztą późno już
-Jutro jest sobota więc żaden problem
-Ee.. no ok- szliśmy do mnie i rozmawialiśmy 'o wszystkim i o niczym'. Ale mimo to było.. miło. Ciekawe co go ugryzło, ze taki dla mnie jest. Nie żeby było źle czy coś tylko tak... dziwnie jakoś. Nie umiem tego opisać. Otworzyłem drzwi do mieszkania i wpuściłem Olivera. 

cz.II
Cieszyłem się , że spotkałem tam Kellina. Przynajmniej nie chodziłem dzięki niemu sam bez celu. Dobrze się nam rozmawiało chociaż czasem zapadała niezręczna cisza. Nie wiem dlaczego ale obecność Kellin zawsze poprawia mi humor. On jest zabawny i.. całkiem przystojny. Yy..co? Nie, wcale tak nie pomyślałem. Nie ważne. W pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł żeby zapytać Kellina czy ma dziewczynę ale.. było mi jakoś głupio zapytać go o to więc tego nie zrobiłem. Czasem w szkole widziałem jak kręciły się przy nim jakieś dziewczyny, ale nie wyglądało na to, że jest z którąś z nich.
Ucieszyłem się kiedy Kellin zaprosił mnie do swojego mieszkania. Weszliśmy do środka i poszliśmy do salonu. On poszedł po coś do picia, a ja rozejrzałem się po pomieszczeniu. Kellin mieszkał sam. nie wspominał prędzej, że z kimś mieszka. Może to dobrze.
Cały wieczór spędziłem u Kellina. Dużo rozmawialiśmy, ale czasami, kiedy już nie wiedzieliśmy co powiedzieć zapadała ta cholernie niezręczna cisza. Dowiedziałem się trochę o nim i jego rodzinie. Opowiedziałem mu też trochę o sobie. Kellin miał w sobie coś takiego, że chciałem spędzić z nim jak najwięcej czasu. I miał taki ładny uśmiech.. Dobra, pomińmy ostatnie zdanie. Zrobiło się już na prawdę późno, więc - pomimo tego, że nie chciałem - zdecydowałem, że już pójdę.
- Kellin?
-Tak?
- Ja już pójdę..jest późno i nie chcę Ci się narzucać. - wstałem, ale Kellin szybko złapał mnie za rękę. Po chwili speszony tym co zrobił puścił ją i unikając mojego wzroku zapytał.
- Na pewno nie zostaniesz jeszcze?
- Muszę w końcu wrócić do domu. - uśmiechnąłem się i poszedłem do korytarza. Ubrałem buty i stanąłem przed Kellinem.
- To cześć. Do zobaczeni w szkole - i... przytuliłem go. Nie wiem dlaczego. Był trochę zdziwiony, ale po chwili delikatnie się uśmiechnął. Szybko opuściłem jego mieszkanie. Zaczynam coraz dziwniej zachowywać się przy Kellinie. Co się ze mną dzieje? Wróciłem do domu. Wyglądał jakby przeszło przez niego tornado.Austin. Ja go kiedyś zabiję. Zastałem go śpiącego z tamtą dziewczyną na kanapie. po szybkim prysznicu poszedłem do swojego pokoju. Była prawie pierwsza w nocy. Szybko zasnąłem.
                                                                     *
Przez cały weekend nie spotkałem się z Kellinem. Kiedy w poniedziałek przyszedłem do szkoły, zobaczyłem go w towarzystwie chłopaka, którego nie widziałem tutaj wcześniej. Wyglądało na to, Że dobrze się znali. Kellin co chwilę śmiał się i coś mówił. Ominąłem tę dwójkę, nie patrząc na nich. Kim jest ten chłopak?
_________________________________________________________________________________
Już można dodawać komentarze anonimowo / Merry, Ronni

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 2

Chyba prędzej tego nie pisaliśmy ale jest to opowiadanie o stosunkach męsko-męskich (chociaż wydaje mi  się, że po one-shocie można się zorientować^^) . Bardzo prosimy o komentarze bo one wiele dla nas znaczą i ogromnie motywują. Zapraszam do czytania! / Merry
____________________________________________________________________________ 
                         cz. I
Oliver zaczął mnie olewać  mnie to strasznie bawiło. Coś mu się nie udawało bo co chwile gdzieś go mijałem. Kiedy widziałem na tej jego buźce minę jaka mnie obdarzał poprawiał mi się humor. Miał coś takiego w sobie, że pomimo tego, żen za nim nie przepadałem cieszyłem się na jego widok i lubiłem sobie od czasu do czasu na niego popatrzeć. Takie głupie. Było już po lekcjach. Wszyscy szybko wychodzili ze szkoły a ja siedziałem na parapecie machając nogami w powietrzu. Mieliśmy jechać dziś, znaczy ja i rodzice do jakiejś ciotki i musiałem na nich czekać.
- Nie idziesz?- usłyszałem i odwróciłem głowę. Obok mnie stał Oliver. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Nie a ty?- usiadł obok mnie i wciągnął jedną nogę na parapet.
- Musze czekać za jakimiś papierami od dyra a ty czemu tu?
- Mam jechać do rodziny i muszę czekać aż ktoś przyjedzie po mnie- zapadła niezręczna cisza. Spojrzałem na Olivera i zapytałem.
-Dużo masz tatuaży?- kiwnął głową, zeskoczył z parapetu i podniósł do góry koszulkę. Noo całkiem spora kolekcja jak na tak młody wiek. I ma całkiem ładne ciało.. yyy co? Ja pierdole źle e mną!
-A ty?- zapytał po chwili
- Yym no trochę.
-Pokaż- niepewnie zsunąłem się z parapetu i podgiąłem koszulkę ukazując trochę tatuaży. Potem szybko ja opuściłem i wskoczyłem na parapet. Znowu cisza. Oliver już otwierał usta żeby coś powiedzieć,  ale nagle z gabinetu wyleciał dyrektor z papierami.
-Chłopcy nie siedźcie na parapetach- rzucił i dał Oliverowi papiery.
Nagle zobaczyłem samochód mojego ojca gdzieś za oknem.Wstałem i razem z chłopakiem udałem się do wyjścia. Było raczej ciepło więc nie mieliśmy kurtek. Gdy byliśmy już blisko samochodu mojego ojca postanowiłem pożegnać się z Oliverem.
- Emm to ja już zaraz wsiadam.. cześć.
- Cześć - Rzucił z lekkim i tajemniczym uśmiechem. Wsiadłem do samochodu i przywitałem się z rodzicami.
- Nowy kolega? - zpytała mama.
- Tak jakby. - taa i to tak wyglądała nasza rozmowa. Może Oliver ze mną tak normalnie rozmawia bo się z kimś o coś założył? Może tylko udaje miłego, a tak na prawdę chce się na mnie odegrać. Całą drogę moje myśli zaprzątał nie kto inny jak "mój nowy kolega". Rodzice byli pochłonięci jazdą, więc jak zwykle nie miałem co liczyć na jakąkolwiek konwersacje lub zainteresowanie z ich strony.
W końcu dotarliśmy do mojej rodziny. I dobrze, bo strasznie zgłodniałem. Poczułem wibracje w telefonie, który był w mojej kieszeni, kiedy zdejmowałem buty. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem sms od Vic'a. Jest moim przyjacielem. I to takim prawdziwym, nie takich jak mam na pęczki w szkole. Vicor to średniego wzrostu brunet. Ma włosy, które często się zakręcają i sięgają mu do ramion. Oczy mają kolor brązowy. Chodzi ze mną do szkoły tylko, że na tydzień musiał gdzieś pojechać i dopiero jutro pojawi się w szkole. Pytał co u mnie. Szybko odpisałem i poszedłem do pokoju gdzie wszyscy już siedzieli.

Cz. II
Kiedy zacząłem unikać Kellina to przyniosło odwrotne skutki. Inaczej niż się tego spodziewałem. Postanowiłem więc zacząć normalnie z nim rozmawiać i zakończyć te nasze bezsensowne kłótnie itp. Wiem, że taka nagła 'przemiana' z mojej strony mogła dziwnie i podejrzanie wygląda. Trudno. Oczywiście nie miałem zamiaru od razu stać się wielkim przyjacielem Kellina czy coś w tym rodzaju. Nadal byłem trochę zły za to, ze tak bawiło go kiedy się denerwowałem.Ale nie chciałem tworzyć sobie niepotrzebnych wrogów, bo mógłbym się nie opanować w odpowiednim momencie i następna szkoła chciałabym mnie wyrzucić. Poza tym zauważyłem, że obecność Kellina wcale mi nie przeszkadza, nie tak jak to było kiedy tutaj przyszedłem. jestem w tej szkole jaż prawie dwa tygodnie  jak na razie poznałem tylko Kellina i kilka latających za mną dziewczyn. Jakoś nie spieszy mi się do poznania ludzi tutaj. Strasznie mnie nudzili. po rozmowie z Kellinem mój humor trochę się poprawił, chociaż nie była ona jakoś nadzwyczajnie ciekawa. Pojechałem do domu. Miałem dość duże mieszkanie i gdyby nie Austin pewnie czułbym się dziwnie bo mieszkałbym w nim sam. Austin to mój przyjaciel który mieszka u mnie dopóki czegoś nie znajdzie.Jest wysokim i szczupłym szatynem. Ma kilka tatuaży. Często imprezuje a potem wraca do domu z jakąś poznaną dziewczyną. Czasem mnie to denerwuje bo wtedy albo wychodzę gdzieś n długo albo muszę słuchać jak austin pierdoli się z nią nie pamiętając nawet jej imienia. Mam wrażenie, że on zapomina, że to MÓJ dom. Ale pomimo tego jest całkiem dobrym współlokatorem i ogólnie się dogadujemy. Wszedłem do mieszkania i przywitałem się z Austinem. Był jakoś dziwnie bardzo szczęśliwy.
- Wychodzisz gdzieś dzisiaj?- zapytałem opierając się o framugę drzwi pokoju. Siedział na kanapie i szczerzył się do komórki. Przez chwilę ptrzył na mnie a potem powiedział, ze nie.
- To dlaczego jesteś taki podniecony?
-Dziś wieczorem przyjdzie do mnie Emily- już nawet nie pytałem kto to. Wiedziałem, ze to następna dziewczyna którą tylko przeleci.
-Nie rozumiem po co robisz jej nadzieję- rzuciłem ale on zignorował moją odpowiedź i wrócił do gapienia się w komórkę.
                                                                             *
Wieczorem pojawiła się ta dziewczyna. Austin zabrał j do pokoju. Prędzej czy później i tak poprosiłby mnie żebym zostawił ich samych więc ubrałem bluzę, buty i wyszedłem z mieszkania. Na zewnątrz było już ciemno.Założyłem na głowę kaptur i włożyłem ręce do kieszeni. Na ulicy było mało ludzi. W pewnym momencie- nie wiem dlaczego- zacząłem myśleć o tym co teraz może robić Kellin. wszedłem w jakąś pustą uliczkę i zobaczyłem ciemną postać. Jedna z nielicznych latarni oświetlających tą ulicę pozwoliła mi zobaczyć twarz tej osoby. Kellin?

niedziela, 4 maja 2014

One Shot

Przedstawiam Wam pierwszego one-shota na tym blogu.Liczę na komentarze :) / Ronni
 ______________________________
Stałem na balkonie i wdychałem chłodne, wiosenne powietrze.To był jeden z tych dni kiedy znów o nim myślałem.Minął już rok.Rok temu wyjechał.Tak nagle, bez pożegnania ani co gorsza słowa wyjaśnienia.Spakował się i zniknął.Nikt nie wiedział jaki był tego powód.A ja byłem w nim tak cholernie zakochany.Tak, Jack Barakat kocha faceta.Tylko najgorsze było to, że tym facetem nie był nikt inny jak Alex Gaskarth.Mój najlepszy przyjaciel i wokalista zespołu, który rozpadł się po tym jak wyjechał.Prawda była taka, że tylko on trzymał to wszystko jakoś razem.A potem zespół przestał istnieć i rozpadł się.A wraz z nim moje dotychczas w miarę ułożone życie.Po jakimś czasie przestałem się już łudzić że wróci.Jeden telefon,sms albo jakikolwiek znak od Alex'a, a ja byłbym gotów pojechać do niego nawet na drugi koniec świata.Cóż, z miłości robi się różne głupie rzeczy.Szukaliśmy go, próbowaliśmy się z nim skontaktować.Na marne.W końcu wszyscy odpuścili.Wszyscy oprócz mnie.Zack i Rian zadziwiająco szybko pogodzili się z jego wyjazdem i w końcu machnęli na to ręką mówiąc, że kiedyś wróci."Przyjaciele".Ale ja go kochałem.Nikt o tym nie wiedział, ukrywałem to przez cały czas.Bałem się, że zniszczę naszą przyjaźń dlatego nie powiedziałem mu o tym.Te wszystkie całusy, trzymanie za ręce, jednoznaczne sytuacje.To nie była dla mnie tylko zabawa tak jak dla Alex'a.Za każdym razem kiedy całował mnie w policzek, mi mocniej biło serce.Chciałem czegoś więcej.Oczywiście wiedziałem, że nie mam na co liczyć.Mógłbym wybić go sobie z głowy i znaleźć sobie jakąś laskę albo faceta.Chociaż nie, dziewczyny w ogóle mnie nie interesowały.Połowa moich fanek byłaby zapewne załamana tym faktem.
Usłyszałem szelest i kroki za plecami.Zanim zdążyłem się odwrócić, ktoś zasłonił mi oczy dłońmi.Poczułem mocne i dobrze znane mi skądś perfumy, ale nie mogłem przypomnieć sobie skąd.
 -Co do.. - odwróciłem się i..zamurowało mnie - o cholera. -zamrugałem kilka razy i patrzyłem z lekkim niedowierzaniem na osobę stojącą przede mną.
-Witaj Jack - odezwał się a ja czułem że nie mogę powiedzieć nic sensownego.Alex.Mój Alex.Wrócił.Nie wierzyłem własnym oczom.Miałem mętlik w głowie.Co on tutaj robi? Powinienem być szczęsliwy, że znów go widzę, czy zły bo mnie zostawił na tak długo? Eh, pierdolić to.Po tym jak stałem przez chwilę nieruchomo wpatrując się w chłopaka nagle rzuciłem mu się na szyję przez co on lekko się zachwiał ale objął mnie.Trzymałem go mocno jakbym bał się, że za moment znów zniknie bez śladu.Po roku znowu mogłem go dotknąć, przytulić, usłyszec jego głos.
 -Przepraszam - wyszeptał nagle a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłem. - przepraszam, już nigdy więcej nie zrobię czegoś podobnego, obiecuję.
 -Dlaczego wyjechałeś ? -odezwałem się w końcu.Należały mi się chyba jakieś wyjaśnienia, nie?
-Musiałem.. - zawahał się - przemyśleć kilka spraw i uciec od tego wszystkiego na jakiś czas.
-I potrzebowałes na to aż rok?! - odsunąłem się od niego i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.On sobie chyba żartuje.
 -Wiem..że to było głupie i..
-Bardzo głupie. - przerwałem mu -Masz dwadzieście siedem lat a zachowałeś się jak głupi nastolatek.Nawet nie wiesz jak cholernie mi Cię brakowało, tęskniłem.
 -Ja też - powiedział bardzo cicho ale mimo to usłyszałem jego słowa.Mimowolnie na moje usta wkradł się delikatny uśmiech.
 -Więc czemu nie wróciłeś wczesniej?! - ponownie podniosłem głos
. -Potrzebowałem czasu.
-Czasu na co ? - nie dawałem za wygraną.Usłyszałem tylko westchnięcie Alex'a.Debil.Nieodpowiedzialny debil.Ale nadal tak bardzo idealny.Szkoda, że ciągle oficjalnie nie mój.Nieoficjalnie zresztą też.Co z tego że nazywałem go "moim Alex'em" skoro nim nie był.
 -Idiota- zasmiałem się i ponownie go przytuliłem.

 Cały dzień spędziliśmy ciągle trzymając się razem.Wieczorem siedzieliśmy w moim domu i rozmawialiśmy.Chcieliśmy nadrobić ten rok nieobecności Alex'a.Głównie to on tłumaczył się i przepraszał.Nie byłem na niego zły.Cieszyłem się, że był blisko.Może to już czas żeby dowiedział się co do niego czuję? Niee.Boję się.Odrzucenia, wyśmiania, tego, że zniszczę naszą przyjaźń.Ale odrzucenia to głównie.
 -Nad czym tak myślisz? - usłyszałem głos chłopaka, który zabrał mi butelkę z alkoholem z rąk i sam wypił z niej kilka łyków.Usiadłem na podłodze i oparłem się plecami o kanapę.Alex po chwili usiadł naprzeciw mnie po turecku.Przez chwilę wpatrywał się we mnie z uniesioną brwią oczekując odpowiedzi.
 -Co? Nie..nad niczym ciekawym. -odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niego a on odwdzięczył się tym samym.Kurwa.Czemu on musi być tak cholernie przystojny.To mi wcale nie pomaga.Przysunął się trochę bliżej mnie i znów uniósł butelkę do ust wolno sącząc jej zawartość.Oparłem podbródek na dłoni i obserwowałem każdy jego ruch.Jack, cioto, weź się w garść.Jesteś dorosły i mówienie takich rzeczy nie powinno sprawiać Ci większych trudności.Westchnąłem cicho i wzięłem od chłopaka butelkę.
 -Alex?- mruknął coś niewyraźnie błądząc wzrokiem po pomieszczeniu w którym byliśmy.-spójrz na mnie - poprosiłem i chwyciłem jego podbródek zmuszając go tym lekko do tego aby przeniósł swój wzrok na mnie. -Muszę Ci coś powiedzieć. - Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.- bo..ja.. Cię kocham.Bardzo.Cholernie mocno. - Alex uniósł brwi w górę i patrzył na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.Jeśli mnie wyśmieje - zabijcie mnie.Czymkolwiek i gdziekolwiek.Przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
- Ok, czuję, że się skompromitowałem.Nic nie mów. - powiedziałem cicho i spuściłem wzrok.
 -Jack.. - odezwał się w końcu, a ja spojrzałem na niego.Uśmiechał się.Położył dłoń na moim policzku i zaczął delikatnie gładzić go kciukiem.
- Też Cię kocham. - Chciałem skakać albo krzyczeć ze szczęścia.Odetchnąłem z ulgą i już otwierałem usta aby coś powiedzieć ale Alex był szybszy.
- Zrozumiałem to już jakiś czas temu.Nie wiedziałem czy czujesz do mnie to samo, więc Ci tego nie mówiłem.Potem wszystko się trochę pokomplikowało, już sam nie wiedziałem co do Ciebie czuję, pogubiłem się. - złapał mnie za rękę i splótł nasze palce. - I postanowiłem wyjechać żeby ułożyć sobie wszystko.Na początku chciałem zapomnieć o wszystkim.O Tobie, o zespole.I zacząć nowe życie.Ale z każdym tygodniem coraz bardziej mi Cię brakowało i mocniej za Tobą tęskniłem.Wtedy dotarło do mnie, że jednak jesteś dla mnie cholernie ważny i, że życie bez Ciebie to już nie to samo.Wróciłem tylko dla Ciebie, Jack. - Nawet nie wiedziałem, że potrafi być taki romantyczny.Ok, nie wiem co powiedzieć.Nie sądziłem, że jestem dla niego aż tak ważny.Zachowuję się jak zakochana nastolatka.Powinienem jeszcze piszczeć i słodko się rumienić.Zanim do końca zdążyłem ogarnąć co właśnie usłyszałem poczułem usta Alex'a na moich.O cholera.Zamknąłem oczy i całkowicie oddałem się tej przyjemnej chwili.Nie potrzebowałem niczego ani nikogo więcej.Mam jego.To w zupełności mi wystarcza.Po chwili zaczął składać pocałunki na mojej szyji. Odchyliłem głowę aby dać mu większe pole do popisu.Usiadł na moich kolanach a moje ręce szybko znalazły się na jego biodrach.
 -Cieszę się, że mogę mieć Cię tak blisko.Ale chciałbym żebyś był jeszcze bliżej. - szepnąłem a on przestał mnie całować i spojrzał mi w oczy.Oparł swoje czoło o moje. - kochaj się ze mną. - powiedziałem a on zaśmiał się.
- Nawet nie wiesz ile czekałem na ten moment. - ściągnął swoją koszulkę a po chwili zrobił to samo z moją.Wstałem i pociągnąłem go w stronę sypialni.
- Na podłodze byłoby nie wygodnie - rzuciłem po czym zajęłem się paskiem przy spodniach Alex'a.To będzie najlepszy wieczór w moim życiu.

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 1

Krótki wstęp: piszemy po dwie części w każdym rozdziale, zawsze pierwsza jest z punktu widzenia Kellina :) Zapraszamy do czytania i komentowania!
__________________
 cz. I
 Hej, jestem Kellin i mam 19 lat. Już jakiś czas nie mieszkam z rodzicami. Nadal się uczę. W szkole... mam wielkie uznanie. Wszyscy mnie znają i jeszcze nikt się nie stawiał. niee... nie zdobyłem tego znęcając sie nad innymi. Tylko gdy trzeba używałem przemocy. Nawet nauczycieli sobie 'wychowałem'. Raczej mnie lubią więc nie było to tak trudne. Wszystko toczyło się doskonale z w końcu do mojej szkoły przysłali jakiegoś nowego chłopaka. Oliver, tak miał na imię. Był arogancki, agresywny i strasznie się rządził. Gbur. Już pierwszego dnia zdążyłem się z nim pokłócić. Nie będzie mi tu jakiś nowy podskakiwać i zajmować MOJE miejsce. Szczerze mówiąc to już go nienawidziłem. Wchodziłem właśnie do szkoły ze słuchawkami w uszach. Zanim zniknąłem na schodach zdążyłem zobaczyć tego gbura otoczonego dziewczynami. szczerze to nie wyglądał na zadowolonego ale kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się złośliwie i pokazał mi fuck'a. Odwdzięczyłem się tym samym i pobiegłem na piętro. Zaczęła się lekcja. Wszyscy zebrali się w klasie i usadowili się na swoich miejscach.Po 15 minutach nagle pojawił się Oliver. Jak na złość tylko ja miałem wolne miejsce i niestety musiałem z nim siedzieć. Widziałem tą niechęć w jego oczach. Była dla mnie cholernie satysfakcjonująca.
Ta lekcja była taaka długa. Oliver zabawnie się denerwował. Cały czas mu dokuczałem i z zadowoleniem. patrzyłem jak czerwieni się ze złości i próbuje mnie kopnąć. Nie wiem dlaczego ale jakoś nie brałem sobie do serca żadnych jego wyzwisk, gróźb itp. wręcz odwrotnie. Strasznie mnie to bawiło. Druga lekcja mijała równie długo bo znowu musiałem siedzieć z Oliver. Nauczyciele się chyba nagle na mnie uwzięli. Tym razem w ogóle nie odzywaliśmy się do siebie. Dobrze mu się przyjrzałem, był ubrany w czarne rurki i szarą koszulkę. Jego bardzo ciemno brązowe włosy przykrywały czoło. Był szczupły i całkiem przystojny. Gdy się poruszył, moja uwagę przykuły tatuaże których już trochę miał. Pff, tez miałem. Nagle odwrócił do mnie twarz.
-Czego się gapisz?- spytał. Uśmiechnąłem się tajemniczo i powoli odwróciłem wzrok. Widziałem jego zdziwiona minę. Postanowiłem, że trochę mu jeszcze w ten sposób namieszam w głowie to może się ode mnie w końcu odczepi. Mam tendencje do przesadzania więc muszę się jakoś hamować bo jak się już wkręcę to koniec. Trudno.. uśmiechnąłem się delikatnie i jeszcze raz spojrzałem tak na Sykes'a  przy okazji przyłapując go jak patrzy na mnie. Będzie ciekawie... / Merry

cz.II
Jestem Oliver. Mam 19 lat i właśnie wyrzucili mnie ze szkoły. Za znęcanie się nad innymi. Nikt mi się nie stawił, więc mogłem robić z nimi co tylko chciałem. Ale to miało też swoje złe strony. Kiedy Victioria, moja dziewczyna dowiedziała się za co mnie wyrzucili od razu zrobiła mi awanturę, a potem zerwała. Bardzo ją kochałem, ale jej nic nie dało się wytłumaczyć. Miałem już prawo jazdy, więc do szkoły pojechałem sam. Szedłem korytarzem, kiedy podeszły do mnie jakieś dziewczyny. Zaczęły coś mówić i piszczeć, więc ominąłem je bez słowa. W tamtej szkole wszyscy mnie znali i każdego sobie podporządkowałem, więc tutaj nie będzie inaczej.
Zaraz pierwszego dnia pokłóciłem się z pewnym chłopakiem. Strasznie się rządził. Od razu go znienawidziłem. Za jakiś czas przestanie być taki pewny siebie. Wystarczy, że przekona się jaki jestem. Ma na imię Kellin. Jest niższy ode mnie, co też daje mi pewnego rodzaju przewagę. Musiałem z nim niestety siedzieć na kilku lekcjach. Cały czas mnie denerwował i śmiał się kiedy go wyzywałem. Idiota. Miałem ochotę mu przywalić. Kiedy uśmiechnął się do mnie w taki tajemniczy sposób kompletnie zbił mnie z tropu. Czy on chce całkowicie namieszać mi w głowie? Co jakiś czas spoglądałem na niego, czekając co zrobi.  Kilka razy przyłapał mnie na przyglądaniu się mu i był tym cholernie usatysfakcjonowany. On jest naprawdę dziwny.

Następne dni wyglądały podobnie. Kellin cały czas próbował mnie drażnić i miał z tego niezły ubaw. Ja bardzo szybko się denerwowałem. Starałem się nie zwracać na niego większej uwagi. Myślałem, że wtedy się ode mnie odczepi. Ale zawsze kończyło się na  tym, że dostrzegał jak mu się przyglądałem. Ale dlaczego to robiłem?  Przecież ja go nienawidziłem. Ehh.. zastanawiam się, który z nas jest bardziej dziwny..
Kiedy zacząłem go olewać to przynosiło odwrotne skutki. Wszędzie go widziałem. Miałem już tego dosyć. Mam wrażenie, że zachowujemy się jak dzieci./ Ronni.


Cześć.

Jesteśmy dwie.Na tym blogu pojawi się opowiadanie, którego głównymi bohaterami będą Kellin Quinn, i Oliver Sykes.Rozdziały będziemy dodawać przynajmniej raz w tygodniu, a o wszystkich zmianach będziemy informować.

http://ask.fm/bringme_the_sirens

angel.eyes19992000@gmail.com

Liczymy na komentarze, i mamy nadzieję, że nasze opowiadanie się Wam spodoba :)