Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1.Kellin i Oliver.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1.Kellin i Oliver.. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 42

No i kochani ostatni rozdział! Smutno trochę ale cóż xd
Po tym ff zrobimy sobie tydzień przerwy ( lub więcej, zależy jak z czasem, szkoła pełną parą),  i będziemy zaczynać publikować nowe opowiadanie. Niech bohaterzy będą dla Was niespodzianką XD
Miłego i zapraszam do pozostawienia po sobie komentarza :)/ Merry
Cz.I
Wyszedłem dziś z Vic'em na miasto. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się a nawet chwilami trzymaliśmy za ręce. Ten czas spędzony z nim w pewnym sensie rekompensował mi te ciężkie chwile, które pojawiły się w ostatnim czasie. Dzięki jemu czułem, że żyję i zaczynam być znowu szczęśliwy. Na mieście nawet miałem wrażenie, że widziałem gdzieś Austina ale się tym nie przejmowałem. On zaliczał się do osób, które wypisałem ze swojego życia. Było mi trochę głupio, że tak szybko to się wydarzyło ale w końcu Oliver zaczął być z Alanem już praktycznie w czasie naszego związku czyli znacznie prędzej niż ja z Vic'em. W sumie to oficjalnie nie byliśmy razem..
       *
-Zostaniesz na noc?!- krzyknąłem biorąc prysznic.
-W sumie mogę bo jutro wolne- odkrzyknął Victor. Po powrocie z miasta poszliśmy do mnie.
-Okej!- powiedziałem i usłyszałem dźwięk mojej komórki.- Zobacz kto dzwoni!- powiedziałem wycierając się ręcznikiem.
-Dzwoni.. Oliver- odpowiedział. Zaskakująco szybko wyszedłem z łazienki i chwyciłem telefon do ręki, obierając.
-Halo?- spojrzałem na Vic'a, który był zdziwiony moim zachowaniem i uśmiechnąłem się do niego.
-Hej Kellin, chciałbym z Tobą pogadać w cztery oczy, możemy się spotkać np. dziś?
-Nie widzę takiej potrzeby, nie mamy o czym rozmawiać.
-Kells proszę, tylko jedno spotkanie na chwilę
-Ehh, no dobra, gdzie?
-W parku, na mieście- powiedział radosnym głosem
-Dobra, będę za 20 minut- rozłączyłem się i ponownie spojrzałem na Victora
-Po co jedziesz?
-Bo on chce ze mną porozmawiać i..
-A ja chcę się z Tobą ruchać ale Ty wolisz jechać i spotkać się z nim- powiedział przerywając mi
-Vic, proszę Cię, nie bądź zazdrosny. Na chwilę pojadę i od razu do Ciebie wracam, ok? Zostań tu i na mnie poczekaj a potem będziemy robić co tylko będziesz chciał- powiedziałem przyciszonym głosem i przyciągnąłem go do siebie blisko, całując jego usta.
-Dobra, jedź ale zaraz wracaj- oddaliłem się i szybko ubrałem, miałem lekko wilgotne włosy dlatego ubrałem czapkę i kurtkę. Pożegnałem się z Victorem pocałunkiem i wybiegłem przed dom. Zaczynało się ściemniać. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w wyznaczone miejsce. Kiedy byłem już w parku było ciemno, usiadłem na ławce i czekałem. Po chwili pojawił się Oliver.
-Cześć, dziękuję, że się ze mną spotkałeś- usiadł blisko mnie.
-Spoko, tylko nie mam dużo czasu więc..
-Ehm, jasne, muszę Cię o to zapytać.. jesteś z Vic'em?
- Co? Ale co Cie to obchodzi w ogóle, co?
-Odpowiedz- powiedział stanowczo.
-Może i jestem, nie wiem po co mnie tu ściągnąłeś
-Szybko się pocieszyłeś, ale przecież Vic jest podobno hetero.
-Ja się szybko pocieszyłem?! Przypominam, że jesteś teraz z chłopakiem, którego ruchałeś jak jeszcze ze mną byłeś. No jak widać nie do końca taki z niego hetero jak myślałeś- prychnąłem poirytowany
-Kell, proszę, no. Wybacz mi, jeszcze wszystko może być dobrze
-Już nie może- powiedział. Poczułem jego ciepły oddech na twarzy a potem jego usta na swoich. Byłem w szoku. Odepchnąłem go i spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-Co ty wyprawiasz?! Teraz chcesz zdradzać Alana? Nie umiesz się trzymać jednego?
-Prawda jest taka, ze nadal Cię kocham i nie zapomnę o Tobie i to będzie do mnie wracało, pierwszy pocałunek, kłótnia, seks, i twoje problemy rodzinne. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Kocham Cię i żałuje, ze zrobiłem Ci tak okropna rzecz ale przecież nie jest ona nie wybaczalna. Wiem, że Ty też nadal mnie kochasz.
-Jesteś zbyt pewny siebie, jestem z Vic'em, Ty z Alanem i niech tak już zostanie- odwróciłem się i zacząłem iść. Sykes jednak szybko do mnie podszedł i przylgnął do moich pleców, oplatając mnie w pasie. Pochylił się nad moim uchem i zaczął szeptać
-Pamiętasz? Lubiłeś w ten sposób- otworzyłem szeroko oczy. Jego ręka znalazła się na moim kroczu.

Cz.II
Wiedziałem, że spotkanie z Kellinem po tym wszystkim co mu zrobiłem nie będzie należało do najłatwiejszych, ale nie przejmowałem się tym. Cały czas go kochałem ale do Alana też coś czułem. Wiedziałem, że powinienem w końcu zdecydować się na jednego z nich ale nie potrafiłem. Oboje byli dla mnie ważni. Nie wiedziałem co zrobiłbym gdyby Kellin wybaczył mi romans z Alanem.
-Jesteś pojebany. Zostaw mnie.- na te słowa jeszcze bardziej do niego przylgnąłem
-Przecież jeszcze całkiem nie dawno podobało Ci się to - szeptałem mu do ucha, kiedy próbował się wyrwać- Kells przecież wiem, że nadal mnie kochasz
-Nie, już nie- przestał się szarpać a ja odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy. Za każdym razem gdy mówił, że  mnie nie kocha to bolało, ale ja zraniłem go bardziej.
-Zrozum, że nie ma już nas. Spieprzyłeś wszystko. Kochałem Cię. Najmocniej na świecie. Ale najwidoczniej ty mnie nie, skoro poszedłeś do Alana.
-Każdy zasługuje na druga szanse.
-Ty już ją przecież wykorzystałeś, pamiętasz? Nie zmienię zdania i Ci nie wybaczę. Powinieneś w końcu się z tym pogodzić. Z resztą masz teraz Alana.- po jego słowach zapadła cisza. Staliśmy tak przez chwilę aż w końcu puściłem go i cofnąłem się o krok.
-I tak zawsze będę Cię kochał- powiedziałem smutnym głosem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę domu rudzielca. Założyłem kaptur na głowę i włożyłem dłonie do kieszeni kurtki. Mimo, że było już dość późno w ogóle się nie spieszyłem. Szedłem powoli ze wzrokiem wbitym w chodnik. Ogarnęło mnie dziwne uczucie smutku. Nie wiedziałem na co cały czas liczyłem. Może po prostu nie mogłem i nie umiałem pogodzić się z myślą, że "to już koniec". Powinienem zapomnieć o całym moim związku z Kellinem i zająć się obecnym związkiem. Człowiek uczy się na błędach, nie?
Dotarłem do mieszkania, do którego wszedłem bez pukania. Właściwie czułem się tu jak u siebie. Alan czuł się tak samo u mnie.
-Gdzie tak długo byłeś? Dzwoniłem do ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Telefon mi się rozładował, przepraszam- odpowiedziałem nie patrząc na niego i zdejmując buty
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.
-Wszystko ok, nie masz się czym martwić, Kochanie- pocałowałem go i wyszedłem na balkon żeby zapalić.
    *
    Kilka dni później..
Kellin cały czas mnie unikał albo ignorował. W szkole każdą wolną chwilę spędzał z Vic'em. Nie ukrywali przed nikim, że są razem. Pogodziłem się z faktem, że na pewno już do siebie nie wrócimy. Od naszego ostatniego spotkania w parku w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, co wcale mnie nie dziwiło. Częściej spotkałem się z Alanem, zastanawiałem się nawet czy nie zaproponować mu żeby ze mną zamieszkał, ale jeszcze myślę, że to na pewno dobry pomysł
Nie przejmowałem się kiedy widziałem Kellina i Vic'a gdzieś ma mieście całujących się albo trzymających za ręce. Chociaż nie pozostałem na to tak całkowicie obojętny, ale starałem się.
    *
Wyszedłem ze szkoły i szedłem przez parking kiedy nagle z kimś się zderzyłem. Uniosłem wzrok znad komórki, którą trzymałem w dłoni i spojrzałem na osobę przede mną. Kellin.
-Uważaj trochę..- mruknął i ominął mnie.
-Zaczekaj- złapałem go za ramię a on zatrzymał się
-Nie dotykaj mnie.- puściłem jego kurtkę i przez chwilę milczałem.
-Czyli teraz będziemy udawać, ze się nie znamy?- zapytałem krzyżując ręce a on prychnął
-A czego się spodziewałeś? Że będę udawał, że nic się nie stało? Na prawdę jesteś taki naiwny?- nie zdążyłem nic odpowiedzieć bo pojawił się obok nas Vic, który zlustrował mnie wzrokiem.
-Idziemy, skarbie?- zapytał patrząc na Kellina i akcentując drugie słowo jakby chciał mi tym pokazać, że wygrał i Kellin teraz należy do niego. Ale.. chyba tak było.  

środa, 24 września 2014

Rozdział 41

Cz.I
Nie widziałem się z Vic'em dzieje bo od czasu kiedy się przespaliśmy nie odzywał się do mnie. Kiedy w szkole zobaczyłem jak rozmawia z Oliverem byłem w szoku. Vic kiedy tylko mnie zobaczył szybko do mnie podszedł.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, co tam?- zapytał, niby normalnie
-Dlaczego tak szybko ode mnie wyszedłeś? Myślałem, że masz na mnie wyjebane.
-Nie, po prostu musiałem sobie to wszystko przemyśleć.
-Rozmawiałeś z Oliverem?
-Tak, ale nie ważne. Chodźmy już. -ruszył ale ja nie dałem za wygraną i wciągnąłem go do łazienki.
-Kells.. co ty robisz?
-Nie wypuszczę Cię stąd, dopóki mi nie powiesz o czym i po co rozmawiałeś z Oliverem, rozumiesz?- powiedziałem zdecydowanym, nie wznoszącym sprzeciwu głosem.
-Rozmawialiśmy o Tobie. O tym, że Cie skrzywdził i do tego szybko się pocieszył. O tym, że zasługujesz na kogoś lepszego niż on. Bo zasługujesz, Kellinie.- powiedział jednym tchem i złapał moje dłonie.- Na kogoś wartościowego i kochającego. No kogoś dla kogo będziesz całym światem a inni ludzie będą zbędni- powiedział ciszej i złączył nasze usta. I dobrze bo nie wiedziałbym co mu odpowiedzieć. Poza tym to co było między nim a mną było we mnie już dawno tylko bałem się to ujawnić. Oderwałem się od bruneta ale od razu zostałem przyciągnięty z powrotem.
-Vic, ktoś tu może wejść
-No i co z tego? Urwijmy się z lekcji.
-O nie, na pewno nie. Już i tak dużo poopuszczałem lekcji.
-Keelin, proosze- przeciągnął słodko i ułożył usta na mojej szyi, prawdopodobnie zostawiając na niej malinkę. Usłyszeliśmy dzwonek na pierwszą lekcje.
-Vic, dobra starczy. Chodźmy.- powiedziałem stanowczo i nie czekając na niego wyszedłem z łazienki. Korytarze były już puste. Weszliśmy do klasy gdzie było spore zamieszanie więc i tak nikt nie zauważył, że się spóźniliśmy. Usiadłem na moim starym miejscu- obok Sykes'a. Postanowiłem, że nie będę go unikać bo nie ma zwyczajnie sensu. Między nami wszystko skończone. Oli był zdziwiony moimi poczynaniami. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać ani utrzymywać kontaktu, jeszcze nie nie teraz i nie po tym co się stało. Vic też był zdziwiony ale już po chwili posłał mi takie spojrzenie, że aż przeszły mnie ciarki. Oli w środku lekcji odezwał się do mnie.
-Kellin bo.. jest jeszcze dla nas szansa? Wiem, że zrobiłem Ci coś strasznego ale..
-Nie, już nie ma szansy. Zjebałeś i tyle. Do mnie to już zamknięty temat. Nie potrafię wybaczyć Ci czegoś takiego bo podejrzewam, że nie było to tylko raz, hmm?-zapytałem, odpowiedziała mi tylko cisza a on spuścił wzrok.- No właśnie, nie mam pewności czy dalej go nie ruchasz a zapewne tak jest.

Cz.II
No i co ja mogłem zrobić? Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zepsułem, ale mimo tego miałem cały czas taką małą nadzieje, że jeszcze się między nami ułoży i znów będziemy razem. Chociaż dobrze wiedziałem, że po tym co zrobiłem Kellinowi nic już nie będzie jak dawniej. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale teraz jestem z Alanem. Nie wiem czy co do niego czuję można nazwać miłością. Chyba wszystko za szybko się stało i nie jestem zadowolony z tego jak potoczyły się niektóre sprawy. Musze pogodzić się z tym, że Kellin to już nie mój chłopak i na jego miejscu pojawił się Alan. Kellin i Vic pewnie też bardziej się do siebie "zbliżyli". No cóż, nic już na to nie poradzę.
     *
Wyszedłem ze szkoły i skierowałem się na parking. Kiedy już tam byłem, zobaczyłem dobrze znane mi auto rudego chłopaka. Mimowolnie uśmiechnąłem się sam do siebie. Podszedłem i wsiadłem do samochodu. Alan spojrzał na mnie  i już chciał coś powiedzieć ale ja szybko wbiłem się w jego usta kładąc dłonie na jego policzkach. Poczułem jak lekko uśmiechnął się podczas pocałunku. W końcu odsunąłem się od niego. Oparł swoje czoło moje i spojrzał mi w oczy.
-Zawsze możemy się tak witać- zaśmiał się a ja kiwnąłem głową- Gdzie jedziemy?
-Do mnie- i pojechaliśmy. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania znowu złączyliśmy nasze usta. Zaczęliśmy w szybkim tępie pozbywać się swoich ubrań. Pociągnąłem Alana w stronę łazienki. Weszliśmy pod prysznic. Po chwili gorące kropelki wody zaczęły spływać po naszych nagich ciałach. Alan odwrócił się i lekko pochylił kładąc dłonie na zimnej ścianie. Niestety nie mieliśmy przy sobie lubrykanta ani niczego w tym stylu więc musieliśmy zadowolić się jedynie wodą. Zacząłem przygotowywać chłopaka wkładając w niego po kolei moje palce.
-Dawno nie uprawialiśmy seksu- stwierdził kiedy powoli w niego wchodziłem. odpowiedziałem mu cichym pomrukiem. Od razu zacząłem się w nim poruszać. Uczucie spełnienia przeszło szybko. Zmęczeni ale jednocześnie zadowoleni wyszliśmy spod prysznica. Ubraliśmy się i poszliśmy do pokoju. Usiadłem na kanapie a Alan położył głowę na moich kolanach i słodko się do mnie uśmiechnął. Odwdzięczyłem się tym samym wyjmując z kieszeni papierosy. Zapaliłem jednego. Alan zmarszczył brwi i wyjął mi go z ust.
-Nie pal- przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Tą miłą atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć.
-Cześć
-Austin? Co ty tu robisz?- zapytałem zdziwiony jego obecnością.
-Przechodziłem obok i postanowiłem przyjść, słyszałem, że rozstałeś się z Kellinem- aha, czyli to jest powodem jego wizyty.
-Tak, a co?-zapytałem krzyżując ręce.
-Nie wnikam w to dlaczego się rozstaliście ale.. Kellin jest teraz z Vic'em, tak?- zapytał a ja popatrzyłem na niego z uniesioną brwią.
-Przecież Vic jest hetero - zaśmiałem się nerwowo
-Widziałem ich dziś na mieście. Wyglądali tak jakby byli parą. Nie wiem co jest między nimi, ale raczej to nie jest tylko przyjaźń
-Cholera- szepnąłem cicho. Nie wiedziałem czy przeczucia Austina są prawdziwe ale sam czułem, ze Kellin może być z Vic'em. Po chwili poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłem się i spojrzałem na Alana smutnym wzrokiem. Widzę, że Kellin też szybko się pociesza.
______________
Długo czekaliście, bo nie wyrabiam ze szkołą, przepraszam bardzo :)
Zapraszam do komentowania, aniołeczki.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 40

Już 40 rozdział, boże jak to minęło ;-;
Jeszcze tylko dwa rozdziały ;o
No cóż, zapraszam do czytania i zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza :)/ Merry
Cz.I
W szkole ciągle mijałem gdzieś Olivera. Nie miałem na to ochoty ale też nic nie mogłem z tym zrobić. Chciałem się położyć i cofnąć w czasie. Gdybym wiedział, że spotka mnie coś takiego to dalej bym go nienawidził jak na początku. Tak jak i teraz. Dobrze, że miałem Vic'a, który usilnie starał się poprawić mi humor. Byłem mu wdzięczny, że tak o mnie dbał. Prawdziwy przyjaciel.
   *
Po szkole Victor zmusił mnie do wyjścia na miasto. Nie było wcale aż tak zimno więc łaskawie się zgodziłem, ale tylko dla niego. Musiałem chodzić przez dwie godziny bo Vic ciągle przypominał sobie o "wspaniałych" miejscach. No trudno, przynajmniej się starał. Kiedy poszliśmy do centrum i w końcu usiedliśmy na ławce, zobaczyłem Alana. Na jego widok aż we mnie zawrzało. W ciszy obserwowałem gdzie zmierzał. Podszedł do ławki gdzie ktoś siedział.. to był Oliver! Kiedy go zobaczył uśmiechnął się, wstał i ku mojemu zdziwieniu- pocałował go. Szybko się pociesza, bardzo szybko. Vic nie wiedząc co mnie tak zainteresowało podążył wzrokiem w ich kierunku i uniósł brwi.
-Kellin, chodźmy już, co?- zapytał cicho i spokojnie. Gwałtownie wstałem i ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Byłem wściekły, miałem ochotę kogoś zabić. Dobra, przesadziłem. No ale to już jest podłe z jego strony, do cholery! Jak już doszliśmy do mojego domu, znaczy ja pierwszy a Vic trochę później bo nie mógł mnie dogonić, trzasnąłem drzwiami i szybko rozebrałem kurtkę i buty. Vic robił to wszystko wolniej i z większym opanowaniem. Patrzyłem na niego i powoli nerwy opadały. Po chwili kiedy on spojrzał mi w oczy, zbliżyłem się i pocałowałem go. Najpierw spokojny i niepewny pocałunek przerodził się w pełen namiętności i wręcz brutalny pocałunek. Poszliśmy do sypialni i położyliśmy się na łóżku.
  *
Po seksie byłem wyczerpany. Vic był niesamowity! Wpatrywałem się w jego śpiącą twarz. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko tak szybko się działo! Vic był moim przyjacielem ale chyba po tym wszystkim co się wydarzyło wiele się zmieni.
Victor po chwili otworzył oczy i lekko się uśmiechnął.
-Cześć- powiedział i przejechał dłonią po mojej ręce.
-Cześć- powiedziałem, również się uśmiechając 
-Kells, czy to co się między nami stało.. zmienia coś między nami? Coś to dla Ciebie znaczyło? Czy to była tylko zemsta na Oliverze, za to co Ci zrobił?
-Proszę Cię, nie rozmawiajmy teraz o tym. Pogadamy o tym jutro, chce mi się spać.- powiedziałem i wtuliłem się w niego. Brunet dopiero po jakimś czasie mnie objął czyli przestał już o tym myśleć. I dobrze, bo nie mam ochoty teraz rozmawiać na ten temet. Jak by się nad tym bardziej zastanowić to sam nie wiedziałem.
  *
Obudziłem się leżąc sam w łóżku. Wstałem i ubrałem bokserki ruszając do kuchni.
-Vic!- krzyknąłem ale odpowiedziała mi cisza. Byłem w każdym pomieszczeniu ale w żadnym z nich nie było Vic'a. To dziwne.. uciekł? Nie zostawił nawet kartki, tylko czemu? Zrobiłem coś nie tak?

Cz.II
Spotkałem się z Alanem na mieście po szkole. Chciałem porozmawiać z nim o tym co będzie z nami dalej. Sam tego nie wiedziałem, i nie wiedziałem tez jak nazwać to co teraz było między nami. Ja cały czas kochałem Kellina ale wiedziałem, że Alan coś do mnie czuje. Fakt- jest przystojny, uprawiamy seks, ale.. czy ja go kocham? Czy można kochać dwie osoby na raz? Dlaczego spotykałem się z Alanem skoro kochałem Kellina? Za dużo myśli kręciło się w mojej głowie a ja nie mogłem sobie z nimi poradzić.
-Wszystko ok?- usłyszałem głos Alana i od razu na niego spojrzałem.
-Tak. Chodź.- złapałem go za rękę. Wstał i poszliśmy.
      *
Chodziliśmy trochę po mieście aż w końcu pojechaliśmy do mojego mieszkania. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zapadła cisza. Przysunąłem się bliżej rudowłosego i objąłem go nisko na plecach. On oparł głowę na moim ramieniu, siedzieliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę. W końcu ja odezwałem się cicho.
-Alan?
-Tak?
-Mieliśmy o czymś pogadać- pokiwał głową
-Co będzie z Kellinem?
-Nie wiem- westchnąłem- ale myślę, że wszystko między nami skończone - powiedziałem smutnym głosem
-Ty.. nadal go kochasz, prawda?- zapytał nie patrząc na mnie
-Nie- skłamałem. Nie wiem dlaczego. Chyba nie chciałem zranić Alana, więc nie powiedziałem mu prawdy. Spojrzał na mnie zdziwiony - Kocham Ciebie- nie czekając na reakcję z jego strony, zacząłem go całować. Splotłem nasze palce i stopniowo pogłębiałem nasz pocałunek
-To wszystko dzieje się tak szybko- powiedział, kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy
-Zacznijmy wszystko od nowa, zapomnijmy o tym co było wcześniej. Zostań moim chłopakiem- był zszokowany całą sytuacją- zgadzasz się?
-Tak!- przytulił się do mnie a ja uśmiechnąłem się. Znowu byłem szczęśliwy.
     *
-Szybko się pocieszasz, kurwa, naprawdę szybko.
-O ci Ci chodzi, co?- stałem na środku szkolnego korytarza i patrzyłem na Vic'a jak na idiotę
-O to, że ledwo co Kells z Tobą zerwał a ty już idziesz do następnego.
-To nie Twoja sprawa więc spierdalaj
-Jesteś zwykłym skurwysynem, wiesz?
-Vic, naprawdę nie mam ochoty Cię słuchać.
-On przez Ciebie cierpi. Nie zasługiwałeś na niego.
-Wiem. Zniszczyłem wszystko. Kellin powinien był z kimś lepszym niż ja.- Vic kiwnął głową. Nagle niedaleko nas pojawił się właśnie Kellin do którego Vic od razu podszedł. A mnie znów zaczęły męczyć wyrzuty sumienia.
_____________
Boli mnie głowa tak bardzo :')
Przepraszam za błędy, zwłaszcza za te logiczne, nie nadaje się dziś do niczego ;-;

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 39

Tak się rozczuliłam nad waszymi komentarzami pod moim shotem, że nie miałam serca nie dodać dziś rozdziału, jesteście wspaniali! <3/ Merry
____________
Cz.I
Wcale nie ulżyło mi po tym jak wygarnąłem wszystko Oliverowi. To było dla mnie zbyt przytłaczające. Upiłem łyk wody z butelki i uświadomiłem sobie, że zemdlałem z przemęczenia, stresu i głodu którego i tak już prawie nie odczuwałem. Od kiedy zobaczyłem te zdjęcia nie wiele jadłem i spałem.
Zakręciłem butelkę a Vic przyglądał mi się uważnie.
-Vic, wyluzuj. Nie umrę zaraz.
-A tak wyglądasz, może odwiozę Cie teraz do domu, co?
-No nie wiem, jak tak dalej pójdzie to nie zdam.
-No to pójdę i nas usprawiedliwię
-Dobra to idź, ja poczekam tutaj.- Vic szybko się oddalił a ja powoli usiadłem na parapet i spojrzałem za okno. Zauważyłem Olivera wsiadającego do swojego auta. Szybko odwróciłem wzrok, wbijając go w swoje trampki. Byłem strasznie zmęczony ale gdy tylko zamykałem oczy widziałem te zdjęcia. One wbijały kolejno nóż prosto w serce. Wiedziałem od razu, że związek z facetem to niewypał.
-Quinn! Zejdź z parapetu i na lekcje!- usłyszałem damski głos z końca korytarza. Boooże, tylko nie ona. Panna Greta Hoffman we własnej osobie. Najgorsza nauczycielka w szkole tzn. najbardziej cięta na uczniów. - Głuchy jesteś czy mam Ci pomóc!- bardzo wkurzające babsko. Powoli zszedłem z parapetu i spojrzałem w jej kierunku.Wziąłem mój plecak i założyłem go na ramiona. W tym czasie pojawił się Victor.
-Mogę Cię odwieźć. Do widzenia!- krzyknął Vic do nauczycielki i ruszyliśmy do wyjścia.
- Fuentes, Quinn, a wy gdzie się wybieracie?- wyszliśmy ze szkoły nie reagując na słowa nauczycielki. Po nazwisku to po pysku, suko. Mój mózg przestaje normalnie pracować. Wsiedliśmy do mojego auta i Vic zawiózł mnie do mieszkania.
-Dziękuje, za wszystko.- przytuliłem go kiedy już staliśmy w korytarzu.
-Nie ma za co, Kells. Dla Ciebie wszystko.- Vic odsunął się ode mnie i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i westchnął. Była zapewne pusta.
0Jade po zakupy, pożyczę auto, będę za 20 minut. Zdrzemnij się może lepiej, dobrze Ci to zrobi.- powiedział i wyszedł. Może jednak się prześpię bo dłużej tak nie dam rady. Poszedłem do siebie, zdjąłem koszulkę i położyłem się. Dość szybko zasnąłem.
   *
Kiedy się obudziłem byłem do kogoś przytulony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blisko od mojej twarz Vic'a. Byłem do niego przytulony a on mnie obejmował. Spał tak słodko, że nie chciałem go obudzić. Powoli wstałem nie budząc bruneta i poszedłem do kuchni. Ciągle po głowie chodziły mi moje słowa wypowiedziane do Olivera. Może przesadziłem? Nie! On mnie zdradził do cholery! Zrobiłem sobie kanapkę. Vic naprawdę się postarał bo lodówka była pełna. Przecież ja sam tego wszystkiego nie dam rady zjeść zwłaszcza, że Kate już ze mną nie mieszka a Sykes już nie będzie jadał ze mną. Poczułem ręce które mnie objęły.
-Co jesz?- zapytał pogodnie Victor, uśmiechając się przy tym beztrosko.

Cz.II
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Alana. Wiem, że nie miałem się z nim spotykać, ale teraz ta obietnica nie miała większego znaczenia. Chyba dopiero dotarło do mnie to co się stało przed chwilą. Kellin ze mną zerwał. To koniec. I co będzie dalej? Będziemy udawać, że nigdy nie byliśmy razem i że w ogóle się nie znamy? To wszystko moja wina. Nie wiedziałem już co mam robić.
Po krótkim czasie dotarłem na miejsce. Alan był trochę zdziwiony kiedy mnie zobaczył.
-Mogę wejść?
-Tak. Stało się coś?- westchnąłem cicho. Poszliśmy do pokoju.
-Ja.. nie jestem już z Kellinem- powiedziałem a on uniósł brwi i chciał coś powiedzieć ale ja mówiłem dalej. - Dowiedział się, że do z Tobą zdradziłem
-Ale jak? Ktoś mu powiedział?
-Nie. Dostał zdjęcia na których uprawiamy seks. Tylko jak ktoś zrobił nam te zdjęcia, do cholery?!
-Nie wiem.
-A może zrobił je jakiś Twój kumpel a Ty wysłałeś je Kellinowi?- lekko podniosłem głos. Nie wiedziałem dlaczego osądziłem go o to.
-Chyba oszalałeś. Przecież obiecałem Ci, że nie powiem nic Kellinowi!
-Dobra, przepraszam.- przez to wszystko nie myślę już normalnie. Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek. Po chwili wciągnąłem go na swoje kolana i wbiłem się w jego usta. Co się ze mną dzieje?1 Czemu nawet teraz nie potrafię się powstrzymać? Być może Alan naprawdę ma w sobie coś co mnie do niego przyciąga. Po chwili pozbył się swojej koszulki i położył dłonie na moich udach. Zszedł z pocałunkami na szyję ale ja lekko go od siebie odsunąłem.
-Nie mogę. Przepraszam- wiedziałem, że chciał się ze mną kochać, ale ja nie potrafiłem w takim momencie. Nie teraz, kiedy dopiero co rozstałem się z Kellinem.
-Ok. Rozumiem-  byłem trochę zaskoczony jego reakcją
-Będzie lepiej jeśli już pójdę- Alan zszedł z moich kolan a ja wstałem. Chciałem ruszyć w kierunku drzwi, ale rudowłosy zatrzymał mnie.
-A.. co teraz będzie z nami?- zapytał patrząc mi w oczy- no bo wiesz.. teraz moglibyśmy być razem, bo nie jesteś z Kellinem i..
-Alan, musimy o tym teraz rozmawiać? Ja naprawdę nie czuję się dobrze po tym rozstaniu z mojej winy.
-Przepraszam. To wszystko przeze mnie.
-Nie mów tak.- wymusiłem delikatny uśmiech- to nie Twoja wina.
- Nie prawda. Zniszczyłem wasz związek, gdybyś mnie nie poznał nie poznał byłoby inaczej.
-Ale poznałem Cie i wcale tego nie żałuję- zbyt często kłamię. Niedługo zacznę się gubić, ale w jakiś sposób zależało mi na Alanie i na naszej " znajomości"
-Porozmawiamy o tym jutro, ok?- pokiwał głową. Pocałowałem go i jeszcze tylko ostatni raz na niego spojrzałem, rozczochrane rude włosy, pełne zaróżowione od pocałunku, lekko rozchylone usta. Uroczy był. Wyszedłem z jego mieszkania. 
   *
Następnego dnia w szkole cały czas gdzieś widziałem Kellina i Vic'a, którzy przez cały czas trzymali się razem. I niby rozmawiali ale jednak Kell cały czas był smutny a momentami zły i ponury. Wiedziałem, że przeze mnie teraz bardzo cierpi. Jak mogłem tak po prostu pozwolić żeby to wszystko się tak potoczyło?

czwartek, 11 września 2014

Rozdział 38

Cześć, tym razem ja dodaję rozdział. Jednak jeszcze żyje xD Czytajcie, komentujcie i tak dalej :3 /Ronni.
_______________________________________________________
Cz.I
Na szczęście Vic został u mnie na noc. Chociaż on starał się być ze mną w tym cholernie trudnym momencie. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To co zrobił mi Oliver było podłe. Nawet jak na niego.
*
Kiedy Oliver wyszedł osunąłem się po drzwiach. Nadal nie mogłem uwierzyć, że on mnie zdradził, i to z Alanem! A ja dałem mu się ruchać kiedy Alan go zostawił. To wszystko było takie żałosne i irracjonalne! 
Ukryłem twarz w dłoniach i myślałem. Usłyszałem jak ktoś puka do drzwi. Niechętnie wstałem i otworzyłem. Stała tam Katelynne. A właśnie, Kate postanowiła wyprowadzić się ode mnie, i tak zrobiła, ale to nie zmieniało nic między nami. Wyprowadziła się bo stwierdziła, że już i tak długo siedzi mi na głowie. Dobrze mi się z nią  mieszkało, szczerze powiedziawszy. 
- Kells, kochanie. - powiedziała i przytuliła mnie mocno. - Vic wszystko mi powiedział. Jakoś się ułoży, zobaczysz. Zapomnisz o nim i będziesz z kimś o wiele bardziej wartościowym.
- Dziękuję, Kate. Nie musisz mnie pocieszać. W tym momencie i tak to nic nie da. Oliver był u mnie przed chwilą i do wszystkiego się przyznał. - odsunęła się ode mnie i rozebrała kurtkę oraz wysokie buty. Poszliśmy do kuchni gdzie ona zaczęła sprzątać. To ,musiał być chyba jakiś nawyk, bo jak jeszcze tu mieszkała to zawsze jak skądś wracała to zaczynała sprzątać.
- Ale Kellin, słuchaj. Jest dużo osób na świecie, które o wiele bardziej na Ciebie zasługują. Nie musisz się tak do niego przywiązywać i ograniczać. Zwłaszcza, że on właśnie stracił swoją niepowtarzalną szansę. Na pewno znajdziesz kogoś kogo szczerze pokochasz i to z wzajemnością. Tylko musisz się trochę postarać. - usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Kate poszła i otworzyła je. Po chwili w kuchni zjawił się Vic. Co im się tak na wizyty zebrało? Nie muszą mnie przecież pilnować. Nie zrobię sobie nic z tęsknoty albo poczucia zdradzenia. Vic podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Jak się czujesz?
- Jest świetnie, Vic. Cudownie, jak z resztą widać. - lubiłem głębokie sarkazmy.
Kate i Vic siedzieli u mnie do wieczora. W sumie to byłem im wdzięczny, że nie zostawili mnie samego z tym wszystkim. Kate pojechała pierwsza, więc ja zostałem sam z Vic'em.
- No, Kells, uśmiechnij się choć raz. Tak dla mnie. - prosił mnie już od dobrych dziesięciu minut żebym się uśmiechnął, ale ja po prostu nie mogłem.
- Nie mogę, Vic. Daj mi już spokój. Zostajesz u mnie na noc. -  powiedziałem smętnie.
- Dziś nie mogę. Zobaczymy się jutro w szkole, ok?
- Yhym. - mruknąłem żałośnie. Victor wstał i poszedł się ubierać, a ja podążyłem za nim. Kiedy Fuentes był już ubrany przytulił  mnie mocno, a potem wyszedł. No i zostałem sam. Pojedyncza łza spłynęła po moim bladym policzku. Czemu to spotyka akurat mnie?
*
Następny dzień. Szkoła..
Wszedłem powoli do szkoły, a kilka spojrzeń spoczęło na mnie. Zapewne niektórzy już zdążyli zauważyć, że nie jestem w dobrej formie. Byłem bardzo blady, przez co z moimi czarnymi włosami wyglądałem trochę... upiornie. Włosy były w lekkim nieładzie, ale szybko je ułożyłem. Po zdjęciu kurtki poszedłem pod klasę, gdzie stał Vic, a trochę dalej Oliver. Oczywiście podszedłem do Vic'a. Po chwili jednak dostrzegłem, że Sykes zmierza w moją stronę patrząc mi prosto w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej z nerwów. Oparłem się o parapet i zacisnąłem powieki.

Cz.II
Teraz znowu męczyły mnie wyrzuty sumienia. Czułem się podle. Można powiedzieć, że.. sytuacja wymknęła się za bardzo spod kontroli. Wszystko szło nie tak, jak powinno. Sam nie do końca wiedziałem dlaczego nie zakończyłem znajomości z Alanem po naszym pierwszym spotkaniu, na tamtej imprezie. Chyba miałem do niego słabość.
Szedłem w stronę Kellina, który był bardzo blady i wyglądał na zaniepokojonego. Ja też nie byłem bardzo pewny siebie. Teraz po prostu staram się ratować nasz związek. Jakkolwiek.
- Cześć, Kells. - powiedziałem, ale nawet na mnie nie spojrzał. Cały czas stał z zamkniętymi oczami i rękoma zaciśniętymi na parapecie.
- Odejdź. Nie chcę z Tobą rozmawiać. - usłyszałem jego cichy i drżący głos.
- Ale ja chcę tylko...
- Kellin! - przerwał mi krzyk Vic'a, a ja w odpowiednim momencie złapałem mdlejącego chłopaka, który gdyby nie ja, uderzyłby głową w podłogę. Byłem w lekkim szoku, tak samo jak Vic i kilku innych ludzi, którzy akurat patrzyli w naszą stronę. Wziąłem Kellina na ręce, przy okazji uspokajając panikującego meksykanina, który zachowywał się jakby Kell miał co najmniej zawał albo oderwaną głowę. Nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia ze strony ludzi, zaniosłem Kellina do gabinetu pielęgniarki.
*
- Jak się czujesz? - zapytała starsza, uśmiechnięta kobieta, kiedy Kellin doszedł już do siebie.
- Dziękuję, lepiej. - jego głos nadal był cichy i słaby. - to przez stres i nerwy.- Kobieta podała mu butelkę wody, a ja złapałem jego dłoń, którą szybko zabrał. Dobrze wiedziałem, że wolałby zobaczyć obok Vic'a, a nie mnie.
- Mogę już iść?
- Myślę, że tak. - wstał i lekko się zachwiał. Po chwili ruszył w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim.
- Uważaj na niego. - szepnęła do mnie pielęgniarka, a ja tylko kiwnąłem głową. Wyszliśmy z gabinetu. Kellin od razu skierował się do klasy, kompletnie olewając moją obecność. Vic czekał na korytarzu, a kiedy Kells się pojawił, od razu do niego podszedł.
- Zaczekaj.. - odezwałem się, a on w końcu na mnie spojrzał. Stanął naprzeciw mnie. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Był bardzo zdenerwowany.
- Lepiej słuchaj mnie uważnie,bo nie mam zamiaru powtarzać tego drugi raz. Nienawidzę Ciebie, nienawidzę Alana, a to co mi zrobiłeś było na prawdę chamskie, podłe i żałosne. Nie chcę cię więcej oglądać, ale niestety będę musiał. Raz wybaczyłem ci zdradę. Byłeś pijany, Austin cię namawiał. Zrozumiałem. Dałem ci drugą szansę, a ty to spierdoliłeś. Zaufałem ci, a to była zła decyzja. Zraniłeś mnie. Gratulacje, udało ci się. Nie licz, że będę zachowywał się jakby nic się nie stało. Nie będzie jak dawniej. Gdyby nie te zdjęcia to w ogóle bym się nie dowiedział. Nie dam ci kolejnej szansy, bo to koniec. Koniec naszego związku. Nie ma już "nas".
- Ale..- nie mogłem nic z siebie wydusić.
- A, i nie potrzebuję twojej pieprzonej pomocy ani obecności. Ale może Alan potrzebuje. Mam nadzieję, że było ci z nim dobrze. - ostatnie słowa powiedział bardzo cicho, ledwo je usłyszałem. Odwrócił się i oddalił razem z Vic'em. Pewnie poczuł się lepiej po tym, jak mi to wszystko wygarnął. Byłem załamany. Wyszedłem ze szkoły. Kellin zasługuje na kogoś lepszego niż ja.

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 37

No kochani! To już 37 rozdział, zostało jeszcze tylko kilka i dodajemy nowiutkie opowiadanie :)
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu  do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem  do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.

Cz.II
 Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
  *
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś  mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.

środa, 3 września 2014

Rozdział 36

Rozdział późno bo:
-szkoła
-brak czasu
-różne inne komplikacje
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszamy ale i jest nam przykro z powodu ilości komentarzy pod ostatnim postem. Cztery Wasze i jeden mój. No cóż..
Nie przedłużam. Miłego :))/ Merry

Cz. I
Obudziłem się wtulony w Olivera. Nie miałem jeszcze zamiaru wstawać i dlatego leżałem cicho i wpatrywałem się w spokojnie śpiącego chłopaka. Leżałem tak chyba z godzinę aż Oli otworzył oczy. Chwilę przyzwyczajał się do panującego w pokoju mroku.
-Cześć, Kochanie- powiedział lekko zaspany
-Hej, jak się spało?
-Cudownie, która godzina?
-Coś około 7:30. Jak chcesz to jeszcze pośpij
-A Ty?
-Ja już się wyspałem- powiedziałem i sięgnąłem po telefon, który leżał na szafce obok łóżka. Miałem kilka sms'ów z życzeniami w tym jeden od Katelynn i dwa od Vic'a.
Poodpisywałem na pozostałe życzeniami. Odpisałem Kate. Sms'a od Vic'a otworzyłem na końcu w jednym było napisane: "Hej Kells, życzę Ci standardowo Wesołych Świąt i tak dalej. Chciałbym żebyśmy te święta  również spędzili razem, ale niestety to nie bardzo możliwe. Masz pozdrowienia od rodziców, no i Mike'a. Wiesz, że ma narzeczoną? Nie lubię jej. Jest cholernie dziwna.  Mike twierdzi, że ją kocha ale ja uważam, że jest z nią tylko z litości bo jest w ciąży. Noo, Mike będzie tatą, a ja wujkiem, takim zajebistym, sam wiesz. Zapewne siedzisz sobie teraz z Oliverem abo rodziną więc nie przedłużam. Do zobaczenia, Kellinie."
Trochę się rozpisał, nie ma co. Otworzyłem drugiego sms'a od Vic'a.
'Kells, moja przeszłość znowu wróciła." Byłem zdziwiony bo tylko to w nim było. Nie odbierał ode mnie telefonów a ja kompletnie nie wiedziałem o co mogło mu chodzić. Oli już w między czasie zasnął a ja siedziałem w zastanawiałem się o teraz się dzieje u starszego Fuentes'a i co oznaczał ten sms. Przez cały dzień chodziłem zamyślony co zaczynało wszystkich denerwować. Nikt nie mógł się ze mną dogadać, albo to ja nie mogłem z nimi dojść do porozumienia. Mama odpuściła najszybciej bo dobrze znała moje humory i wiedziała, że i tak nie dowie się co mnie trapi, Kailey się na mnie ciągle denerwowała a Oli nie wiedział co ma robić. Zupełnie nie potrzebnie zawracają sobie głowę, przecież nic mi nie jest. Kiedy robił się wieczór pojechaliśmy z Oliverem do mojego mieszkania, Kate miała wrócić dopiero jutro wieczorem, a z  Vic'em  nadal nie mogłem się skontaktować.
     *
Tydzień po świętach..
Zaczynałem martwić się o Vic'a bo nadal nie wrócił z Meksyku. Nie dało się do niego dodzwonić ani nie było go w domu i szkole. Postanowiłem zadzwonić do jego mamy ale miałem chyba zły numer i również się nie dodzwoniłem.
Siedziałem w domu i zakuwałem bo przecież niedługo koniec szkoły a ja kompletnie nie ogarniałem nic. Z Olim widywałem się teraz codziennie, i w końcu zdobyłem się powiedzieć Kate. Była dziwnie.. radosna kiedy się dowiedziała, ale to lepiej niż gdyby była zła lub coś w tym stylu.

Cz. II
Nie wiedziałem dlaczego Kellin się tak zachowywał, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować bo jak zwykle nie chciał powiedzieć i o co chodzi ani mi ani nikomu innemu.
   *
Nie sądziłem, że te święta spędzę- mimo drobnych nieporozumień- w tak miłej atmosferze. Kellin ma szczęście, że posiada taką rodzinę, ale niestety przerwa świąteczna musiała się kiedyś skończyć i trzeba było znowu wrócić do szkoły. Miałem wrażenie, że teraz wszystko jest tak jak powinno być. Między mną a Kellinem na razie jest dobrze, a znajomość z Alanem uważam za zakończoną. Nie podoba mi się tylko to, że coraz więcej osób wie, że jestem z Kellinem. Po szkole zaczęło krążyć pełno plotek na nasz temat, ale nie przejmowaliśmy się nimi za bardzo. Widocznie życie tych ludzi jest na tyle nudne, że aż muszą zajmować się naszym. Vic nie pojawiał się w szkole od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł, wyglądał dosyć marnie. Ciekawe co się z nim dzieje.
-Vic!-krzyknął Kell kiedy tylko go zobaczył. Chłopak podszedł do nas powolnym krokiem.
-Cześć- powiedział spokojnie
-Co się z Tobą działo? Dlaczego się nie odzywałeś? Czemu wróciłeś z Meksyku dopiero teraz? Martwiłem się- Kells zasypał go pytaniami a ja nie chciałem im przeszkadzać w rozmowie bo widziałem, że chyba mają sobie dużo do wyjaśnienia. Oddaliłem się ale oni nawet tego nie zauważyli.
   *
Kiedy skończyły się lekcje czekałem na parkingu aż Kellin wyjdzie ze szkoły. Stałem oparty jego samochód a on w końcu wyszedł z budynku.
-Może wyjdziemy gdzieś dziś, co?- zapytałem kiedy był już obok mnie. Nie wyglądał jakby miał ochotę na rozmowy.
-Nie mogę-odpowiedział i otworzył drzwi do swojego auta.
-Dlaczego?- ostatnio spotykaliśmy się prawie codziennie, więc to nic dziwnego, że raz nie ma dla mnie czasu.
-Umówiłem się z Vic'em.
-Co z nim? Jakoś dziwnie się zachowuje.
-Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć- zmarszczyłem brwi. Nie wierzyłem, że Vic nie powiedział swojemu najlepszemu przyjacielowi, że coś jest nie tak. Czułem, że Kellin nie powiedział mi prawdy, ale nie chciałem drążyć tematu. Podszedłem i objąłem go. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony.
-Co robisz? Przecież pełno tu ludzi ze szkoły.
-I tak niektórzy już wiedzą
-Ale jeszcze nie wszyscy- odsunął się ode mnie.- nie chcę plotek ani głupich komentarzy- co się z nim dzieje do cholery?- nie chciałem ujawniać naszego związku. I tak wystarczająco dużo osób wie.
-Jest jak jest. Nic z tym nie zrobimy.
-Wiem, trochę się śpieszę
-No tak, przecież musisz iść spotkać się z Vic'em.- prychnąłem. Trochę denerwowało mnie to, że Kellin tak się o niego martwi, przecież on nie jest małym dzieckiem  i może radzić sobie sam, albo po prostu ja przesadzałem.
-Oliver, proszę Cię. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Jestem- odpowiedziałem cicho a obok nas nagle pojawił się Vic.

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 35

Cz.I
Kiedy moja mama stanęła w drzwiach moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Strasznie się bałem tego jak zareaguje. Może to za dużo przeżyć jak na tak bliski odstęp czasu? Może to wszystko dzieje się za szybko?
-Cześć mamo- powiedziałem pozornie spokojnym głosem.
-Dzień dobry- powiedział grzecznie Oliver i puścił moją rękę.
-Witajcie, no już- wchodźcie. Szybko, szybko. Na dworze jest strasznie zimno i już wszystko przygotowane!- mówiła podekscytowana. Musiała nie zauważyć naszych splecionych dłoni.
-Przyprowadziłem Olivera, mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-Oczywiście, że nie! Cieszę się bo zrobiłam dużo jedzenia i sami byśmy tego nie zjedli. No już, chodźcie do salonu- zaśmiała się i poszła do kuchni. Spojrzałem na Olivera i przypomniałem sobie, że mam dla niego prezent w domu! No super, ale głupio będzie. Jak mogłem zapomnieć?! W salonie już była Kailey- moja siostra. Wygląda naprawdę pięknie. Miała na sobie czarną koronkową sukienkę, baletki i rozpuszczone włosy oraz delikatny makijaż. Kiedy Nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Kells! Jak ja Cie długo nie widziałam, zaniedbujesz Nas!- zaśmiała się i przytuliła się do mnie.- A któż to za uroczy gość?
-To jest Oli a to moja siostra Kailey
-Bardzo mi miło- powiedział Oliver i pocałował Kai w wierzch dłoni a ona zarumieniła się nieco. Do salonu weszła mama z sałatką i opłatkiem.
-No już, do stołu. Zapraszam- powiedziała z uśmiechem a my ruszyliśmy do stołu. Cały czas byłem poddenerwowany. Oli, kiedy ani mama ani Kailey nie zwracały na Nas uwagi- przejechał ręką po moich plecach dodając mi w tym otuchy. Szczerze to nie pomagało wcale. Ale trudno. Po tych całych życzeniach, kolacji i zażenowaniu przy prezentach siedzieliśmy sobie wszyscy przy stole i rozmawialiśmy ze sobą w sumie o wszystkim i niczym. Lepszego momentu na powiedzenie im nie będzie. W końcu zebrałem w sobie trochę odwagi.
-Chcę.. chcemy Wam coś powiedzieć- spojrzeli na mnie z zaciekawieniem- szczerze mówiąc to waszej reakcji boje się najbardziej więc proszę bądźcie wyrozumiali i tolerancyjni. No więc.. chciałbym powiedzieć, że jestem.. biseksualny. Oliver jest moim chłopakiem.- cisza. Mama i Kailey nic nie mówiły i tylko na Nas patrzyły. Chyba nie wiedziały jak się zachować.
-Synku, przecież to niczego nie zmienia. Jeżeli ty jesteś szczęśliwy to, to jest najważniejsze i bez względu na wszystko tylko to się liczy. Ale wiadomo nie będzie mi łatwo się do tego przyzwyczaić, rozumiesz?
-Jasne, dziękuje mamo, a Ty Kai?
-Sądzę tak jak mama, z resztą kto by nie chciał mieć brata albo przyjaciela geja.
-Nie jestem gejem!- szybko zaprzeczyłem a oni zaśmiali się. Jacy oni wredni! Ja taki nie byłem! Oliver złapał mnie za rękę pod stołem a ja spojrzałem na niego. Obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziałem. Miałem ochotę go pocałować ale mama szybko zrozumiała moje zamiary.
-Tylko mam jedną prośbę żebyście się nie całowali i dotykali tak.. otwarcie. A przynajmniej na razie, dopóki się nie przyzwyczaję- powiedziała dość poważnie. Potem pomogliśmy mojej mamie sprzątać ze stołu i w ogóle. Nie chciała żebyśmy jechali po ciemku do domu i chciała żebyśmy zostali u niej na noc. Kailey zniknęła u siebie w pokoju więc i ja zaprowadziłem Olivera o swojego dawnego pokoju. Wszystko było w nim takie same jak dawniej. Na półce stały zdjęcia z Vic'em, z którąś z moich byłych ale z rodziną. Na biurku były moje stare rysunki. Oliver nic nie mówił bo widział moje zadumanie. Również porozglądał się po pokoju. Ściany były dość ciemne bo było na nich sporo rysunków, napisów, plakatów i tym podobnych. Prawdziwy pokój buntowniczego nastolatka. Ahh to było życie.
-Fajnie tu. Gratuluję Ci, odważyłeś się im to powiedzieć- powiedział Oliver i objął mnie od tyłu. Przymknąłem oczy i oparłem się o jego klatkę piersiową.
Cz.II
Byłem zdenerwowany i zestresowany przed wizytą u rodziny Kellina. Okazało się, że nie potrzebnie. Jego matka i siostra są bardzo miłe. Starałem się z jak najlepszej strony, bo zależało mi na tym aby rodzina mojego chłopaka miała o mnie dobre zdanie. Wszystko szło bardzo dobrze. Staliśmy w ciszy, przytuleni do siebie, aż nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni. Kellin odsunął się ode mnie. Spojrzałem na wyświetlacz i zmarszczyłem brwi.
-Cześć Alan, po co dzwonisz?- powiedziałem, a Kellin prychnął cicho i zaczął mi się uważnie przyglądać.
-Cześć Oli. Wiem, że pewnie przeszkadzam, bo jesteś teraz z Kellinem ale chciałbym Ci po prostu życzyć wesołych świąt- zdziwiłem się nieco. Nie myślałem, że w ogóle do mnie zadzwoni. Nie po tym wszystkim, co się stało. Milczałem.
-Oliver?
-Yy.. dziękuje. Muszę kończyć. Przepraszam. Cześć.- nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłem się. Spojrzałem na Kellina. Chciałem go pocałować, ale odepchnął mnie.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Nic.
-Chodzi o Alana, tak?- westchnąłem i objąłem go. Nie zareagował. Stał ze skrzyżowanymi rękom, z wzrokiem wbitym w ścianę.
-Kells, proszę Cię, nie rób scen. Nie wiem dlaczego zadzwonił.
-Mówiłeś, że już nie masz z nim kontaktu.
-Bo tak jest! To nie moje wina, że on się tak zachowuje.- odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy.- Kellin, kochanie, musimy się kłócić nawet w wigilie?- pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Wyglądał uroczo.- No właśnie 
-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
-Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować. Od razu zabrałem się za rozpinanie guzików jego koszuli. Potem szybko pozbyliśmy się reszty ubrań. Kellin położył się na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jego ciele. Zatrzymałem się przy jego męskości, którą po chwili miałem już w ustach. Starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności. Słyszałem ciche jęki i pomruki zadowolenia. W pewnym momencie przestałem. Kellin popatrzył na mnie niezadowolony. Poprosiłem go żeby położył się na brzuchu. Kiedy to zrobił, uniosłem jego biodra i od razu w niego wszedłem. Ukrył twarz w poduszkach. Starał się stłumić krzyk. Tym razem nie byłem delikatny. Zacząłem się w nim poruszać, z każdą chwilą zwiększając tempo. Pozwalaliśmy na to żeby z naszych ust wydobywały się krzyki i przekleństwa. Było nam dobrze, więc czemu nie mielibyśmy tego okazywać
-CHŁOPCY!- nagle usłyszeliśmy głos mamy Kellsa. Trochę się speszyłem bo nie pomyślałem o tym, ze ktoś może nas słyszeć. Kellin widocznie nie przejął się tym. Doszedł pierwszy. Po kilku ruchach biodrami też osiągnąłem szczyt. Opadliśmy zmęczeni na łóżko. Kellin wtulił się we mnie, a ja przykryłem nasze nagie ciała kocem. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę, aż zorientowałem się, że Kellin zasnął.
-Kocham Cię- szepnąłem i pocałowałem go w czoło.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 34

Mam wrażenie, że ten rozdział to jakiś (przepraszam za wyrażenie) z dupy wzięty. Nie podoba mi się. Taki jakiś.. no. Mimo to dodaję, miłego :)/ Merry 

Cz. I
Ciągle  przeczuwałem, że Oliver rucha tego Alana! Strasznie to przeżywałem i to dlatego tak mało z nim rozmawiałem. Bo tak długo musieliśmy walczyć o to co mamy a on od tak to sobie niszczy. Zbliżają się święta a ja tracę jedną z najważniejszych dla mnie osób..
     *
Wigilia..
Zdecydowałem, że spędzę święta z moją mamą i siostrą. To pierwsze święta bez taty i nie chciałem żeby czuły się samotne. Z Oliverem nie miałem praktycznie kontaktu. Co prawda już kilka razy mówił mi, że nie spotyka się z Alanem ale przecież może mnie okłamywać. Kupiłem mu prezent ale nie sądzę żebym miał mu go dać w najbliższym czasie. Siedziałem u mnie w domu i szukałem krawatu. Kate wyjechała do rodziców, tak samo jak Vic. Za dwie godziny miałem być u mamy a nawet nie mogłem znaleźć spodni i krawatu a koszula nie była wyprasowana. Chodziłem w bokserkach z pokoju do pokoju coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałem dzwonek do drzwi i cicho westchnąłem. Olewając mój strój a raczej jego brak, szybko otworzyłem drzwi. Stał tam Oliver. Chciałem je zamknąć ale on mi na to nie pozwolił. Wszedł o środka i złapał mnie za rękę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zaprotestować. Oli patrząc mi prosto w oczy, uklęknął przede mną i zaczął mówić.
-Kellin, kocham Cię. Nie zdradziłem Cię z nim. Tylko Ty jesteś dla mnie naprawdę ważny.- potem wstał i kładąc zimne dłonie na moim ciele, pocałował. Zapomniałem o wszystkim . Liczył się tylko on. Ciągle przechodziły mnie dreszcze, przez jego zimne dłonie. Po chwili on odsunął się ode mnie i zdjął swoją kurtkę, odwiesił ją i wyjął z niej paczuszkę.
-Proszę, Wesołych Świat Kochanie.- zamurowało mnie. Boże, co się dzieje?! Ja nie mogłem tego wszystkiego ogarnąć. Czy ja mu tym pocałunkiem.. wybaczyłem?
-Kell?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje. Ja.. Oliver wiesz, że to wszystko nie jest takie proste. Ja nie wiem czy to co mówisz jest prawdą i..- poczułem jego usta na swoich. Potem złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłem go nogami w pasie. Skierowaliśmy się do mojego pokoju. Po chwili on nie miał już bluzy i koszulki.
-Oli.. ver, ja muszę dziś jechać do mamy.
-To zrobimy to szybko - powiedział z uśmiechem. Zaśmiałem się i przejechałem rękami po jego plecach. Oli rozebrał się a potem zdjął ze mnie bokserki. Przygotował mnie i szybko we mnie wszedł. Krzyknąłem z bólu a on spojrzał mi prosto w oczy.
-Przepraszam- musnął moją szyję. Po chwili dałem mu znak, że może kontynuować. Po seksie leżeliśmy chwilę. Ułyszałem mój telefon. Wziąłem go do ręki i odebrałem.
-Cześć mamo.. no trochę się spóźnię.. wiem, przepraszam. Będę u Ciebie jak najszybciej.. no pa.- rozłączyłem się i spojrzałem na  Olivera.

Cz.II
Nie chciałem żeby wszystko się tak nagle między nami popsuło. Ale to była wyłącznie moja wina. W sumie to było mi cały czas żal Alana.Widziałem jaki był smutny podczas naszej ostatniej rozmowy. Tak, mój związek z Kellinem powoli się rozpada, a ja myślę o chłopaku, którego tylko pieprzyłem. To znaczy był moim przyjacielem.. ale to wszystko jest zbyt skomplikowane. Robiłem wszystko żeby mną a Kellinem było jak dawniej. Przecież jeszcze niedawno byliśmy razem tacy szczęśliwi.
    *
Kellin spojrzał na mnie a ja na niego.
-Musisz jechać. To ja będę się już zbierał- powiedziałem i wstałem.
-A Ty.. nie spędzasz świąt z rodziną?- zapytał uważnie mi się przyklądając. Przygryzłem wargę i przez chwilę milczałem.
-Nie- odpowiedzialem cicho, a on zmarszczył brwi. Nie chciałem zaczynać tej rozmowy. Westchnąłem
-Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Można powiedzieć, że.. w ogóle ze sobą nie rozmawiamy0 Kellin cały czas wyglądał jakby czegoś w tym wszystkim nie rozumiał- jedź już. I tak długo muszą na Ciebie czekać- wymusiłem uśmiech i podszedłem do niego-Wesołych świąt. Kocham Cie, Kells- pocałowałem go i chciałem iść, ale on mnie zatrzymał.
-Czekaj.. nie chcę żebyś w wigilię był sam- złapał moją dłoń, splatając nasz palce.
-Nie przyjmuj się mną. Poradzę sobie.
-Chcę żebyś pojechał tam ze mną- zdziwiłem się
-Ale Kellin..
-Nie przyjmuję sprzeciwu. Będziemy tam razem i koniec.
-Nie, Kells, to nie jest dobry pomysł. Będę Wam tylko przeszkadzał- mnie chciałem się zgodzić, ale Kellin nie dawał za wygraną  prosił mnie dalej. W końcu mu uległem.
-Dziękuje- pisnął i musnął moje usta swoimi. Czasami cieszył się z drobnych rzeczy jak małe dziecko. Ale był wtedy uroczy. Cieszyłem się, że między nami było już dobrze. Nie wiem czy wybaczył mi, czy zachowuje się tak tylko dlatego, że są święta. To jednak prawda, że podczas wigilii ludzie okazują sobie więcej uczucia. Dobrze, że mam Kellina blisko siebie. Żałuję, że pojawił się w moim życiu Alan, który stworzył niepotrzebne problemy i spieprzył kilka spraw. Teraz na pewno o nim zapomnę i mam nadzieję, że nic nigdy nie będzie Nas już łączyć. Nie chcę do tego wracać. Ubraliśmy się i wyszliśmy z mieszkania, kierując się do auta Kellina. Uśmiech ciągle był na jego twarzy. A kiedy on jest szczęśliwy, ja też jestem. Ruszyliśmy, a po drodze zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem, gdzie przebrałem się w rzeczy bardziej odpowiednie na tą chwilę.
-Powiem im, że jesteśmy razem- oznajmił mi kiedy byliśmy już prawie na miejscu.
-Nie boisz się ich reakcji?- zapytałem, a on przez moment  nad czymś myślał.
-Jestem dorosły. Nie mogą mi nic zrobić, a chcę żeby moja rodzina o Nas wiedziała- szanowałem jego decyzję, choć nie byłem do końca do niej przekonany. Kellin zatrzymał samochód pod dużym domem, oświetlonym lampkami. Idąc w stronę drzwi wejściowych trzymaliśmy się za ręce. Byłem zestresowany. Kellin pewnie też. Po chwili drzwi otworzyła nam matka Kellsa.

-----------------------------------
W końcu seksy. Vic już niedługo :)

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 33

Spada Wam frekwencja ;c
Dziękujemy, że jesteście z Nami! <3/ Merry 
Ps. Przepraszam za ewentualne błędy :))
Cz. I
Ciągle miałem wrażenie, że Oliver coś przede mną ukrywa. Ciągle też myślałem o tym czy mnie nie zdradza z tym pieprzonym rudzielcem. W czym on był ode mnie kurwa lepszy?! Wyszedłem z domu Olivera bardziej zdenerwowany niż zawiedziony. Dlaczego nie zaprzeczył? Musiałem znaleźć sposób żeby wyładować z siebie to wszystko. Poszedłem  na miasto i gdzieś w oddali zobaczyłem ruda czuprynę. Przypadek? Nie sądzę. Podszedłem do chłopaka który na mój widok ogromnie się zdziwił. Ominąłem zbędne przywitanie i uderzyłem go w twarz. Ten cios zapoczątkował  niezłą bójkę. Dopiero po jakimś czasie kilkoro chłopaków odciągnęło Nas od siebie. Byłem zadowolony z efektu. Alan miał zakrwawioną twarz i poczochrane włosy ale na tym się raczej nie skończyło bo podejrzewam, że był gdzieniegdzie poobijany. Na szczęście Ci chłopacy ani nikt inny nie wpadł na pomysł żeby zadzwonić na policję. Potem najpierw puścili Alana który był spokojniejszy a potem mnie. Alan nie wiedział co ma zrobić i dlatego zebrał swoje rzeczy które mu wypadły z kieszeni i odszedł. Ja byłem już o wiele spokojniejszy. Również postanowiłem wrócić do domu. Po 15 minutach  byłem już u siebie. Kate gdy mnie zobaczyła, zakryła usta dłonią.
-Kells! Co Ci się stało?- powoli zdjąłem kurtkę i buty.
-Biłem się- odpowiedziałem spokojnie i poszedłem do łazienki.
-Ale.. jak to? Dlaczego? Z kim?
-Z Alanem bo wpierdala się i niszczy moje życie.
-Co? Przecież Alan to..
-Pierdolony kretyn, Kate. Taki właśnie jest Alan. I jeszcze dwulicowy. Nie chcę o tym gadać.
-No dobra, pomóc ci?
-Zrób mi kawę, jak możesz
-Jasne, już robię- spojrzałem w lustro po przemyciu  twarzy wodą. Miałem rozciętą wargę i kilka siniaków. W sumie to było warto. Przeczesałem włosy palcami i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się do kuchni i biorąc kawę do ręki pocałowałem Kate w policzek mówiąc ciche " dzięki". Zamknąłem się u siebie w pokoju. Po nadrabiałem trochę materiał do szkoły bo opuściłem się znowu w nauce.
   *
Następny dzień..
Wszedłem do szkoły. Padło na mnie spojrzenie wielu osób. Już pewnie wymyślali co jest powodem takiego stanu mojej biednej twarzy. A chuj im w dupy i tak się nie dowiedzą. Odwiesiłem kurtkę i ruszyłem do klasy po drodze poprawiając włosy. Oliver kiedy mnie zobaczył, uniósł brwi do góry. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać i od tego uratowała mnie jakaś dziewczyna. Zapytała co tam u mnie, mówiła, że widziała moją wczorajszą bójkę i ładnie mu obiłem twarz.  Ogólnie miło mi się z nią rozmawiało. Miała na imię Sam. Oliver spoglądał na Nas co chwilę. I dobrze, wcale go nie żałowałem. Teraz będzie ubolewał, że jego ukochany Alanek nie jest już taki śliczny.

Cz. II
Po skończonych lekcjach pojechałem do Alana. Tak, wiem, że nie powinienem od razu do niego lecieć, ale chciałem dowiedzieć się czegoś o tej wczorajszej bójce. Otworzył mi drzwi i nie był za bardzo zdziwiony moim widokiem. Zauważyłem, że miał kilka siniaków i zadrapań.
-Po co przeszedłeś?- zapytał bez większego entuzjazmu.
-Dowiedziałem się, że biłeś się z Kellinem.
-Tak a co?- odpowiedział spokojnie. Widocznie on też nie zbyt się tym przejmował.
-Po co? Nie umiecie w inny sposób rozwiązywać problemów?
-To Kellin rzucił się na mnie nagle na ulicy, więc może nie miej pretensji do mnie, tylko do swojego chłopaka.- milczałem przez dłuższą chwilę, bo nie wiedziałem co powiedzieć. Alan też się nie odzywał.
-Mogę wejść?- zapytałem a on kiwnął głową i wpuścił mnie do środka. Zdjąłem kurtkę i buty. Poszliśmy do salonu. Siedzieliśmy w ciszy. Żaden z Nas nic nie mówił.
-Jak się czujesz?-zapytałem po chwili, żeby jakoś zacząć rozmowę
-Dobrze. Nie musisz się o mnie martwić. Oboje wiemy, że łączy Nas tylko seks i nic więcej i raczej nigdy nie będziemy razem.- patrzyłem na niego z uniesionymi brwiami i analizowałem to co usłyszałem.
-Ale myślałem, że się przyjaźnimy- powiedziałem cicho.
-Jeśli przez tą przyjaźń mam chodzić z obitą mordą to dziękuję. Będzie lepiej jeśli nie będziemy się już widywać. Nie chcę przecież niszczyć Twojego związku z Kellinem
-Alan..
-Chyba musisz już iść- nie rozumiałem dlaczego przez tą jedną bójkę z Kellsem tak nagle zmienił do mnie nastawienie. Zdenerwowany wyszedłem z jego mieszkania. Dlaczego wszystko tak nagle się psuje? Wróciłem do domu ale po prostu nie mogłem wytrzymać sam w czterech ścianach. Poszedłem na miasto. Musiałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i trochę ochłonąć. Po drodze spotkałem Austina. No super. Marzyłem żeby go spotkać właśnie teraz.
-O, cześć Oliver. Dawno się nie widzieliśmy- powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy. Chociaż on ma dobry humor. Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.. albo zły.
-Wszystko jest świetnie. Po prostu lepiej być już nie może.- odpowiedziałem sarkastycznie.
-Pokłóciliście się?- tak nagle bardzo interesuje do mój związek z Kellinem? Prędzej nie bardzo go to obchodziło.
-Nie Twoja sprawa.- mruknąłem-  jak.. Victoria? - to pytanie ledwo przeszło mi przez gardło. Bo przecież pytałem mojego "przyjaciela" jak układa mu się z moją byłą dziewczyną. Ale tylko dlatego, że chciałem zmienić temat naszej rozmowy.
-Na razie dobrze. Zobaczymy jak będzie potem.- tak na prawdę miałem gdzieś to czy w ogóle są razem czy nie.
-Trochę się spieszę. Cześć- nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem zacząłem się oddalać. Szedłem gdzieś, bez konkretnego celu. Zadzwoniłem do Kellina.
-Cześć, spotkamy się?- zapytałem kiedy w końcu odebrał.
-Nie chcę z Tobą rozmawiać i tym bardziej Cie widzieć.- przykro było to słyszeć, ale sam sobie na to zasłużyłem. Westchnąłem.
-Kells, proszę Cię. Chcę Ci to wszystko wyjaśnić. I obiecuje, że nie będę się już spotykał z Alanem.
-Nie wierzę Ci, Oliver. Już nie.- rozłączył się. Stałem na ulicy patrząc jak wszystko co udało nam się razem stworzyć rozpada się na kawałki, a ja nic z tym nie robię.
   *
Minęło kilka dni. Między mną a Kellinem było coraz gorzej. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Chyba, że już na prawdę musimy. Nie spotykaliśmy się też poza szkołą. Czułem się bezradny. Nie spotkałem się już z Alanem. Od naszej ostatniej rozmowy widzieliśmy się tylko raz, przypadkiem, na mieście. Niedługo święta, i maiłem nadzieję, ze do tego czasu między mną a Kellinem zacznie się układać.   

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 32

Cz.I
Zaciągnąłem Olivera w zaułek gdzie nigdy nikogo nie ma. A z resztą zadzwonił dzwonek i inni z parkingu udali się do szkoły. Zatrzymałem się i spojrzałem wściekły na chłopaka.
-Powiedzenie mi, że Alan nie jest gejem było podłe. Każdy z Nas dobrze wie, że on hetero na pewno nie jest. I jeszcze o mało nie pocałowaliście się na tym parkingu. Jak mam Ci ufać jak Ty się tak zachowujesz? Chcę żebyś ograniczył kontakt z Alanem do minimum- zażądałem i odwracając się szybko odszedłem. Alan dalej stał przy samochodzie Olivera. Przez te fakt zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Podszedłem do niego
-Jeśli myślisz, że możesz mieszać się między mnie a Olivera to grubo się mylisz. Trzymaj się od niego z daleka bo jak nie to inaczej pogadamy
-Oh Kells, zazdrośniku. Ty byś chciał mieć Olivera na własność a to w ten sposób nie działa. Pogódź się z tym, że on ma kolegów, uwielbia imprezować i zmienia panny jak rękawiczki. Nie zmienisz go na siłę.
-Widać, że mało go znasz bo on szanuje ludzi i nie zależy mu tylko na tym żeby poruchać. Daj mu spokój i się nie mieszaj.- Alan już nic nie powiedział dlatego zacząłem iść w stronę mojego auta bo nie miałem ochoty siedzieć na lekcjach skoro i tak nie będę mógł się na niczym skupić. A myślałem, że Alan jest spoko kolesiem. Taka wielka pomyłka.
  *
Kilka dni później..
W sumie nie wiele przez ostatnie dni rozmawiałem z Oliverem. Zachowywał się dość..obojętnie.  Przestaliśmy się również spotykać poza szkołą co zauważyła Katelynne. Vic za to wyglądał na zadowolonego takim obrotem sprawy. Między nami znowu było jak dawniej. Tak szczerze to spędzałem z nim więcej czasu niż z Oliverem. Coś przeczuwałem, że również zorganizował sobie czas. I to pewnie z Alanem. Poza tym widziałem ich raz na mieście jak gdzieś szli, rozmawiali i śmiali się. Bardzo mi to nie odpowiadało. Ale skoro on woli zrezygnować z rozmowy lub spędzania czasu ze mną a woli to robić z Alanem, ja nie miałem ochoty na taki układ. Dalej go kochałem ale nie zmienia to nic w tej sytuacji. Zwłaszcza, że nawet nie ma kiedy tego naprawić. On ciągle urywa się z niektórych lekcji, np. wyjdzie przed którąś lekcją i wróci za godzinę lub dwie albo wcale. A rozmowa na lekcji o takich sprawach nie jest zbyt rozważnym pomysłem. Trudno, sam tego chce. Przynajmniej widać jak mu na mnie "zależy"
   *
Właśnie wychodziłem ze szkoły po skończonych lekcjach kiedy ktoś chwycił mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem twarz Olivera. Bez żadnej reakcji szedłem dalej. Po opuszczeniu budynku usłyszałem ciche słowa Olivera.
-Możemy w końcu pogadać?
-Oh, tak jasne. No to co tam u Ciebie? Coś nowego?- zapytałem sarkastycznie.
-Mówię poważnie, chodź na murek- bez słowa ruszyłem we wskazane mi miejsce. Usiadłem i spojrzałem na niego z wyczekiwaniem.
-Coś się między nami popsuło- prychnąłem cicho- I ja chciałbym to naprawić. Kells ja nie chcę żeby nami tak było..
-A wiesz dlaczego tak jest? Bo pojawił się Alan, który szybko zajął moje miejsce. Może tego nie zauważyłeś ale nie odpowiada mi to. On wpierdolił się z butami w nasze życie a Ty mu na to od razu pozwoliłeś. I jeszcze jesteś z tego zadowolony. Więc albo coś zmienisz albo nie będziemy mieli już o czym rozmawiać. Tylko nie niszcz od tak sobie tego, na co tyle musieliśmy pracować. Pamiętaj co mi kiedyś dość często mówiłeś. Udowodnij, że Twoje 'kocham' było szczere.
-Kellin,  ja naprawdę Cie kocham. Tylko, że Alan też jest dla mnie ważny tak jak dla Ciebie Vic
-Ale ja nie rezygnuje z Ciebie ale Vic'a a Ty to robisz dla Alana. Tak, Oliver. Taka jest prawda. Odsunąłeś się od wszystkich przez tego chłopaka. Przejrzyj na oczy, w końcu.

Cz.II
Słowa Kellina dały mi do myślenia. Ale to nie znaczy, że uważałem, że ma rację. Dobra, spędzałem z Alanem dość dużo czasu ale to jeszcze nie powód żeby robić o to awanturę. Zależy mi na Kellinie, a Alan tak nagle pojawił się w moim życiu i w nim został. Może to wszystko po prostu za szybko się potoczyło? Nie chcę ograniczać kontaktu z Alanem bo dobrze się dogadujemy i stał się moim przyjacielem. Lubię go i chcę się z nim widywać, nawet jeśli często próbuje mnie poderwać, a ja udaję, że niczego nie widzę. Ale to z Kellinem jestem i kocham go, więc może naprawdę powinienem otworzyć oczy i zauważyć co się dzieje wokół mnie.
Kellin odszedł a ja jeszcze przez chwilę stałem w tym samym miejscu nieruchomo i patrzyłem na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Czułem, że wszystko wymyka mi się spod kontroli. Nagle usłyszałem głos rudowłosego chłopaka.
-Przepraszam, to moja wina- powiedział cicho a ja byłem nieco zdezorientowany jego obecnością.
-Skąd Ty się tu wziąłeś? Słyszałeś.. naszą rozmowę?- zapytałem a on kiwnął głową potwierdzająco
-Czyli jak będzie teraz między nami? Nie będziemy się już spotykać?- usiadł na murku, na którym jeszcze przed chwilą jeszcze siedział Kell.
-Nie wiem- westchnąłem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki papierosy, po chwili zapalając jednego. - Nie chcę tutaj o tym rozmawiać. Ludzie o wiele za dużo słyszą o wiele za dużo niż powinni. Rozumiesz?- zapytałem wypuszczając dym z ust.
-Tak. Więc może pojedziemy do mnie?
-To chyba nie jest dobry pomysł w tej chwili.
-Obiecuję, że będziemy tylko rozmawiać. Nawet Cię nie dotknę- po chwili namysły zgodziłem się, choć wiedziałem, że to nie jest dobra decyzja. Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy.
-Chcesz kawę?- zapytał kiedy byliśmy już w jego mieszkaniu. Przytaknąłem i weszliśmy do małej kuchni. Usiadłem na krześle i obserwowałem każdy ruch chłopaka. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Co on w sobie takiego ma?
-Czemu się tak na mnie patrzysz?- moje przemyślenia przerwał jego głos. Zamiast odpowiedzieć, podszedłem, objąłem go i wbiłem się w jego usta. Odepchnął mnie lekko od siebie.
-Wiem, że tego nie chcesz- powiedział patrząc mi w oczy
-Chcę. Bardzo.- znów go do siebie przyciągnąłem. Tym razem już nie protestował. Przenieśliśmy się do sypialni, nie przerywając pocałunków. Kiedy już tam byliśmy, dosłownie zdarliśmy z  siebie ubrania. Alan wyciągnął z szafki obok łóżka, żel i prezerwatywy. Położył się na brzuchu na łóżku a ja przygotowałem go. Kiedy zdecydował, że jest już gotowy, otworzyłem buteleczkę z żelem i pokryłem nim swoją męskość, sprawiając sobie trochę przyjemności. Wiedziałem, że będę żałować tego, co się zaraz stanie. Wszedłem w chłopaka, i dałem mu chwilę aby przyzwyczaił się do tego uczucia. Zacząłem powoli i lekko poruszać się w nim. Stopniowo moje ruchy stawały się coraz szybsze. Oboje nie powstrzymywaliśmy jęków i krzyków wyrażających przyjemność. Doszliśmy w tym samym czasie. Alan poszedł wziąć prysznic a ja szybko się ubrałem. Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem oplecionym wokół bioder, po jego włosach i ciele spływały kropelki gorącej wody. Pożegnałem się z nim, pocałowałem go krótko po czym opuściłem jego mieszkanie i pojechałem do swojego domu. Mówiłem, że będę żałował.
     *
Następnego dnia..
Udało mi się namówić Kellina, żeby się ze mną spotkał i porozmawiał. Oczywiście nie chciał zgodzić się od razu i musiałem prosić go kilka razy.
Przyjechałem zaraz po tym , jak skończyły się lekcje.
-Kell, chyba musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy- powiedziałem spokojnie, łapiąc jego dłonie i splatając nasze palce.
-Nie. To TY musisz mi wszystko wyjaśnić- westchnąłem i po dłuższym milczeniu zacząłem mówić.
-Z Alanem nic mnie nie łączy. Jest tyko moim przyjacielem i nawet jeśli jest gejem, to nie masz powodu żeby być zazdrosnym. Bo zależy mi tylko a Tobie i tylko Ciebie kocham- przynajmniej ostatnie zdanie było chociaż szczere. Ale on raczej mi nie uwierzył.
-Na razie nie zrobiłeś niczego, żeby pokazać mi, że nadal jestem dla Ciebie ważny. - przetarłem twarz dłońmi .
-No to co mam zrobić?
-Ty powinieneś wiedzieć. I wiesz bardzo dobrze.
-Nie chcę zrywać kontaktu z Alanem.
-To kim on dla Ciebie jest?!
-Jest dla mnie ważny. Zrozum to!- nasza spokojna rozmowa przerodziła się w kłótnię.
-Więc może wolisz być z nim, a nie ze mną, co?!- wstał, a ja po chwili zrobiłem to samo.- owinął sobie Ciebie wokół palca. Robi z Tobą co chce, nie widzisz tego?- nie krzyczał, mówił przyciszonym głosem.
-Nie prawda- zaprzeczyłem może trochę za szybko. Kellin zabrał swoją kurtkę i wyszedł a ja wybiegłem za nim.
-Kellin, po co te kłótnie? Przecież są niepotrzebne. Nic się nie dzieje- mówiłem cicho, bo nie chciałem awantury na środku ulicy.
-Powiedz jak jest na prawdę pomiędzy Wami. Pieprzycie się? Powiedz, że jest w łóżku lepszy ode mnie. No, dalej- podniósł głos przez co kilka przechodzących obok osób dziwnie na Nas spojrzało.
-Kellin..
-Spierdalaj- odwrócił się i podszedł szybkim krokiem w stronę swojego domu. Wróciłem do mieszkania.
-Wszystko zepsułem, kurwa, wszystko.

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 31

Cz.I
Kiedy Oliver na mnie wpadł, strasznie się zmieszał i spuścił wzrok. Uniosłem brwi.
-Cześć?- powiedziałem nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Jakoś dziwnie się zachowywał.
-Hej, ja.. muszę iść.
-Ej, nie. Oli, co Ci się stało?
-Nic, przepraszam, boli mnie głowa.
-Kac?
-Taak- mruknął
-Gdzie byłeś wczoraj, że tak zabalowałeś? Mogłeś mi powiedzieć.
-Byłem z kumplami na jakiejś imprezie. Przepraszam, wiem mogłem powiedzieć- w całej szkole rozbrzmiał dzwonek a Oli zmarszczył brwi. Pewnie bolała go głowa jeszcze mocniej. Ruszyliśmy pod klasę. Przez lekcje czy przerwy nie rozmawialiśmy wiele. Nie było w szkole Vic'a. Gryzły mnie wyrzuty sumienia po tym pocałunku. Bardzo głupio czułem się patrząc w oczy Oliverowi. Ale on zachowywał się podobnie. Albo mi się wydaje. Po szkole Oliver dał się namówić żebyśmy razem pojechali do niego. Kiedy już weszliśmy do mieszkania rozebraliśmy kurtki i buty. Przez pół godziny siedzieliśmy bez słowa na kanapie aż zadzwonił dzwonek do drzwi. Oliver chyba nie miał zamiaru się ruszyć więc ja wstałem i otworzyłem drzwi. Od razu do środka wpadło zimne powietrze i trochę śniegu. Za drzwiami stał chłopak. Taki w moim wzroście z rudymi włosami na których leżał śnieg. Jego policzki były czerwone od panującego chłodu. Uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
-Cześć, jestem Alan. Zastałem Olivera?
-Tak jasne, wejdź.- wpuściłem do do środka. Alan wydawał mi się być bardzo miły i uprzejmy. Wymieniliśmy się uśmiechami a on rozebrał kurtkę i buty.
-Kto przyszedł?- usłyszałem głos Olivera z pokoju.
-A tak właściwie to jestem Kellin- zwróciłem się do Alana. Kiedy to mówiłem w progu pojawił się Oli. Spojrzeli na siebie. Po chwili Alan popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. O co tu chodzi?
-Eee.. to może zrobię herbaty, co? Pewnie trochę zmarzłeś- ruszyłem do kuchni i włączyłem czajnik. Słyszałem bardzo cichą rozmowę ale nie rozumiałem słów ani sensu. Po chwili weszli d kuchni. Oliver wodził wzrokiem za Alanem. Widać było, że jest podejrzliwy. O co tu do cholery chodzi?! Może się pokłócili albo im przeszkadzam.
-To..- zaczął rudowłosy- powiesz mi coś o sobie, Kellin?
-Noo, jestem w tej samej klasie z Oliverem czyli mamy tyle samo lat..- troszkę mu o sobie opowiedziałem. Oli dziwnie się zachowywał, patrzył to na mnie to na Alana ale nic nie mówił. W końcu powiedział Alanowi, że chyba musi już iść.
-No faktycznie. Trochę się zasiedziałem- wstał od stołu i ubrał bluzę.- Dzięki za herbatę i rozmowę, Kell- odprowadziliśmy go do korytarza. Chłopak szybko się ubrał i machając nam opuścił mieszkanie. Miałem wrażenie, że Oliver trochę odetchnął.
-Dlaczego byłeś dla niego taki nie miły i oschły?- zapytałem ale zamiast odpowiedzieć, przytulił mnie.

Cz. II
Po ostatniej nocy spędzonej z Alanem męczyły mnie wyrzuty sumienia. Dobra, Alan podoba mi się ale przecież jestem z Kellinem! I znów go zdradziłem. Źle czułem się z tą świadomością. Nie chciałem aby się o tym dowiedział. Chciałem po prostu zapomnieć, że coś takiego się wydarzyło. Zapomnę o tym chłopaku i już więcej się z nim nie spotkam. Ale kiedy zobaczyłem do w swoim mieszkaniu, kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić. Myślałem, ze nie mamy po co się spotykać, więc nie rozumiałem czego on tu szuka. Przez cały jego pobyt w moim domu byłem zdenerwowany i zestresowany. Bałem się, że może "przez przypadek" powiedzieć Kellinowi o tym, że ze sobą spaliśmy. Kellin, Alan i ja razem w jednym pomieszczeniu- to nie mogło wróżyć nic dobrego. A jednak nie skończyło się tak źle jak przewidywałem.
   *
Stałem tak przez dłuższą chwilę z obejmując Kellina.
-Skąd znasz Alana?- zapytał w pewnym momencie, odsuwając się ode mnie. Spojrzałem na niego i zagryzłem dolną wargę zastanawiając się nad logiczną odpowiedzią.
-Poznaliśmy się.. ostatnio.. na imprezie- odpowiedziałem niepewnie, czekając na jego reakcję.Zmarszczył brwi jakby nad czymś myślał- jest znajomym Matt'a- mówiłem dalej a on uważnie mi się przyglądał.
-Nie jest gejem, więc nie masz się o co martwić- zaśmiałem się trochę nerwowo. Kellin tylko mruknął coś niewyraźnie. Nie czułem się dobrze, bo okłamywałem go. Przez Alana mam same problemy. Ale jest w nim coś, co nie pozwala mi do końca go od siebie odrzucić.
-Pójdę już- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kells'a. Kiwnąłem lekko głową i pocałowałem go krótko.
     *
Kilka dni później..
Mój plan się nie powiódł. Wręcz przeciwnie. Często spotykałem się z Alanem, co nie do końca podobał się Kellinowi, mimo, że prędzej polubił rudowłosego. Starałem się nie wspominać o nim  przy Kellinie bo dobrze wiedziałem, że to nie mogło się dobrze skończyć.
Wychodziłem właśnie ze szkoły, urywając się z dwóch ostatnich lekcji i spokojnym krokiem szedłem w stronę parkingu. Kiedy dotarłem do swojego samochodu zobaczyłem opartego o maskę Alana. Trochę się zdziwiłem, bo nigdy wcześniej nie przychodził pod moją szkołę. Woleliśmy spotykać się w innych miejscach. Oczywiście nie uprawialiśmy seksu a nic w tym rodzaju.
-Cześć- przywitał mnie z uśmiechem. Odpowiedziałem mu tym samym.
-Co tu robisz?- zapytałem otwierając auto.
-Tak po prostu przyszedłem i czekałem na Ciebie- podszedł i stanął naprzeciw mnie- może.. wyjdziemy gdzieś wieczorem?-przysunął się trochę bliżej- albo pojedziemy do mnie- i jeszcze bliżej. Czułem jego ciepły oddech a nasze usta dzieliły tylko centymetry. Rozejrzałem się po parkingu. Na szczęście nie było tu dużo ludzi
-Cześć. Nie przeszkadzam Wam?- nagle znikąd obok nas pojawił się Kellin. Myślałem, że zaraz dostanę co najmniej zawału.
-Ee.. nie- powiedziałem i wymusiłem uśmiech. Szybko musnąłem jego usta, wykorzystując to, że nikt na nas nie patrzył. Kellin uśmiechnął się , a Alan chyba czuł się niezręcznie.
-To dobrze. Chodź Oliver, musisz mi w czymś pomóc- zwrócił się do mnie, ale mówiąc patrzył na Alana. Zamknąłem samochód. Kellin pociągnął mnie za rękę, a ja szybko pożegnałem się z rudym chłopakiem. Wiedziałem, ze tak naprawdę do niczego nie jestem mu potrzebny. Chciał mnie po prostu odciągnąć od Alana. Łatwo się zgodziłem bo z zazdrosnym Kellinem lepiej nie zadzierać.

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 30

Cz. I
Pojechałem do domu gdzie była Kate. Miała dziś wolne i dlatego zaczynała robić obiad. Na szczęście nasze kontakty uległy wyraźnej poprawie. Katelynne jest mi bliska i bardzo mi na tym zależało.
-O Kells, co tu robisz? Nie masz teraz przypadkiem lekcji?-zapytała kiedy wszedłem do kuchni.
-Mam ale trochę się z nich.. urwałem. Co robisz?
- Spaghetti, lubisz?
- Tak, bardzo.
- Oliver będzie dziś na obiedzie?
- Chyba nie, idę się położyć. Źle się czuje.
- Ok, zrobię Ci herbaty.
- Dziękuje, jesteś najlepsza- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem w stronę pokoju. Muszę dziś pogadać jeszcze z Vic'em. Nie chcę żeby tak to teraz wyglądało. Za dużo znaczy dla mnie ta przyjaźń żeby się godzić na to. Ale to później. Położyłem się i zastanawiałem  się co robi Oli. Starałem się do niego dodzwonić ale nie udało mi się dlatego odpuściłem. Po kilku godzinach leżenia i czytania jakiś książek na zmianę postanowiłem ponownie dodzwonić się do Olivera. Po kilku sygnałach usłyszałem w słuchawce głośna muzykę i jakieś krzyki. Zdziwiony rozłączyłem się. Oliver był na imprezie? Nie żeby coś ale czemu mnie tam nie ma razem z nim?! Dobra, jutro z nim o tym pogadam. Zadzwoniłem do Vic'a i poprosiłem o spotkanie. Dość szybko się zgodził i ustaliliśmy, że mam do niego przyjechać. Wyszedłem z pokoju i zaczynałem się ubierać. Z racji, że jest zima i do tego jeszcze wieczór, na dworze jest bardzo zimno. .
-Kate! Jadę do Vic'a!- krzyknąłem już mając rękę na klamce
-Ok. odpowiedziała krótko. Vic chyba już jej powiedział o tym 'rozstaniu' bo brzmiała dość smutno i o dziwo nie chciała ze mną jechać. Wyszedłem i o mało nie spadłem ze śliskich schodów. Otworzyłem drzwi mojego auta. Po 15 minutach drogi byłem już przed jego domem. Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z samochodu. Ostrożnie- tym razem- wszedłem po schodach i zadzwoniłem do drzwi w których po chwili pojawił się brunet. Wpuścił mnie do środka i nie do końca wiedział jak się ma teraz wobec mnie zachować.
-Vic- zacząłem od razu- chciałbym żeby miedzy nami znów było dobrze. Jesteśmy przyjaciółmi już długo a nie zachowujemy się tak. Zależy mi na Tobie i tej przyjaźni i to nie jest tak, ze już kiedy ma Olivera już Cię nie potrzebuje. Bo potrzebuję i to bardzo.- powiedziałem i tak po prostu go przytuliłem. Szybko mnie objął i ułożył głowę na moim ramieniu. Nawet nie wiem kiedy poczułem jego usta na swoich. Przecież nie mogę! Chcę ale nie mogę..

Cz. II
Nie bardzo miałem ochotę aby gdziekolwiek wychodzić, ale zgodziłem się więc poszedłem.Udaliśmy się do centrum. Matt przyprowadził chłopaka, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Był niższy ode mnie i miał rude włosy. Mogę powiedzieć, że był nawet przystojny. Miał na imię Alan. Rozmawialiśmy prawie cały wieczór. Reszta osób z którymi przyszliśmy nagle zniknęła  z jakimiś dziewczynami. Mogłem się tego spodziewać. Oczywiście jak na prawie każdej imprezie piłem alkohol. Chyba trochę przesadziłem bo obudziłem się następnego dnia w nieznanym mieszkaniu. Jak  często po tego typu imprezach. Nie pamiętałem za dużo z poprzedniej nocy a w dodatku obok mnie, w łóżku leżał Alan. Jeszcze spał, więc postanowiłem upuścić to mieszkanie zanim się obudzi. Wstałem ale już po chwili zorientowałem się, że nie mam na sobie żadnych ubrań. No super. Znalazłem swoje bokserki i szybko je na siebie założyłem. W tym czasie Alan zdążył się już obudzić. Czyli nie uda mi się zniknąć bez śladu.
-Alan.. czy my..- zacząłem z przerażeniem w głosie. Błagam, niech zaprzeczy. Moje nadzieje legły w gruzach.
-Tak, Oliver. Uprawialiśmy seks. I odpowiem od razu na Twoje następne pytanie. Tak, jestem gejem.
-Nie pamiętam co wczoraj się działo.- westchnąłem i przetarłem twarz dłońmi. Kurwa, tylko nie to.
-Spokojnie, nie powiem nic Kellinowi.- spojrzałem na niego i zmarszczyłem brwi. On widząc wyraz mojej twarzy zaczął tłumaczyć.
-Wczoraj kiedy się upiłeś, opowiedziałeś mi o tym, że masz chłopaka, bardo go kochasz i takie tam.
-Ja pierdolę..- powiedziałem ledwo słyszalnie. Nigdy więcej imprez.
- Możemy po prostu zapomnieć, że do czegoś miedzy nami doszło?- zapytałem a on posmutniał. Niech jeszcze zacznie płakać. Mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi, co uznałem za zgodę. Ubrałem resztę moich rzeczy i wyszedłem z mieszkania Alana. Na zewnątrz było bardzo zimno i padał śnieg, ale nie przejmowałem się tym. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu. Przez całą drogę do mieszkania analizowałem wszystko co się wydarzyło. Co jeśli Kellin się o tym dowie? To wszystko jest zbyt trudne. Zapomnę  o tej nocy i o Alanie. Kell jest moim chłopakiem i w moim życiu nie liczy się nikt inny. W końcu dotarłem na miejsce. Zdjąłem kurtkę i buty  po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem tabletki i zrobiłem sobie kawę. Czułem się strasznie. Nie dlatego, że miałem kaca i pękała mi głowa, tylko dlatego, że znowu zdradziłem Kells'a. Tym razem przynajmniej z chłopakiem. Mimo wszystko nie mogłem znowu opuszczać szkoły jeśli  chciałem ją w końcu skończyć. Wypiłem kawę, zabrałem potrzebne rzeczy i wyszedłem. Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunku szkoły. Kiedy tylko wszedłem do budynku wpadłem na Kellina. Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy?  

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 29

cz. I
- Co?! Kellin, to nie tak! - chwycił się za skronie i zaczął je lekko pocierać. - Ja.. kurwa. - usiadł się obok mnie.
- Spokojnie, coś się dzieje? Masz jakiś problem? Wiesz, że przyjaźnimy się długo i możesz mi powiedzieć. - na razie nie poruszałem tematu tabletek, które znalazłem obok. Po kolei będzie prościej.
- Tak jakoś wyszło. Ale to i tak nie ma znaczenia.To było dawno i nie prawda. Teraz już przecież się nie tnę, i to się liczy. Nie będziemy o tym więcej rozmawiać, rozumiesz?
- Znalazłem też tabletki. wiem, że to narkotyki. W co ty się wjebałeś?!
- A co cię to obchodzi?! I tak jesteś teraz zajęty Oliverem i świata poza nim nie widzisz! Na tym wszystkim ucierpiałem tylko ja!
- Przecież podobno jesteś z Kate..
- Nie jestem. Ona po prostu za dużo ode mnie oczekuje, a ja tylko chciałem trochę odreagować i choć trochę zaznać tej całej pierdolonej miłości, o której ty tak ciągle mówisz! Ale to nie to samo. Całowanie się z tobą a z nią to była ogromna różnica. Nie ważne. Po prostu zapomnij, że ta rozmowa się odbyła.
-Nie, Vic. Nie rozumiem o co ci do końca chodzi. Wytłumacz i będzie łatwiej.
- Kocham cię, przyjacielu. - wyszeptał patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. - bardzo kocham. Ale Kellin, to i tak nic nie zmienia. Masz już osobę do której czujesz to samo co ja do ciebie.Rozumiem. On i tak zawsze będzie na pierwszym miejscu.
- A dziwisz się? Nawet nie przyszedłeś za pogrzeb mojego ojca żeby mnie wesprzeć.
- Nie przyszedłem? Byłem tam i bardzo chciałem cię pocieszyć, przytulić. Ale ty już miałeś taką osobę. Olivera.  Postanowiłem wtedy, że muszę odpuścić tą rywalizację i bitwę o twoją uwagę. Proszę tylko o jedno. Zachowujmy się jakby nie było tej rozmowy. Cześć, Kells. - wyszedł z pokoju i ubierając kurtkę i buty szybko wyszedł. Usiadłem na kanapie. Musiałem poświęcić chwilę na przemyślenie całej sytuacji. Być może Vic ma rację, że nie poświęcam mu uwagi i czasu, którego przed pojawieniem się Oli'ego w moim życiu miałem więcej.
*
Następny dzień...
Wszedłem do szkoły i otrzepałem z włosów śnieg. W szkole już ucichło na temat naszej orientacji. To tylko dlatego, że Austin odpokutował i powiedział wszystkim, że to był tylko żart i jesteśmy hetero. Taa, hetero jak ja pierdolę z nas. Nie ważne. W każdym bądź razie na swoją dawną reputację musiałem trochę sobie zapracować. Chociaż w kwestii nauczycieli i niektórych uczniów nic się nie zmieniło.
Poszedłem do szatni i odłożyłem kurtkę. Nie było kurtki Olivera, ale była Vic'a. Ruszyłem w kierunku klasy, i już z daleka zauważyłem bruneta. Uśmiechnąłem się do niego kiedy spojrzał.Odwzajemnił uśmiech, ale po chwili odwrócił wzrok. Rozbrzmiał dzwonek i dlatego bezpośrednio wszedłem do otwartej klasy.

cz. II
Następnego dnia pojawiłem się w szkole dopiero na drugiej lekcji. Zaspałem. No trudno. Myślałem trochę o rozmowie Kellina i Vic'a. Właściwie to nie dotyczyła mnie, więc nie powinienem się nią przejmować i po prostu zapomnieć, że słyszałem o czym mówili. Tak też zrobiłem. To było pewnie tylko nieporozumienie i Vic się nie tnie.
On zachowywał się normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Ale Kellin cały czas na niego spoglądał i był przygnębiony. Chyba nie wyjaśnili sobie wszystkiego.
- Co się dzieje? - zapytałem Kellina. Musiałem udawać, że nie wiem o co chodzi,bo nie chciałem żeby chłopak dowiedział się,  że podsłuchiwałem. - Kell, słuchasz mnie?
- Co? - odezwał się w końcu.
- Pytałem czy coś się dzieje. - westchnąłem.
- Nie, nic.
- Coś z Viciem? Pokłóciliście się?
- Przecież powiedziałem, że nic się nie dzieje. O co ci chodzi?! - zmarszczył czoło. Był lekko poirytowany.
- O nic, tylko..
- Wszystko jest okey. - usłyszałem za plecami głos Vic'a, który nagle pojawił się obok nas. - nie marnujcie czasu na rozmowy o mnie. Zajmijcie się sobą. Idźcie się całować i pieprzyć.
- Vic.. - syknął Kellin przez zaciśnięte zęby.
- Yy, może zostawię was samych, co? - wtrąciłem się, a oni spojrzeli na mnie.
- Nie. - odpowiedzieli jednocześnie. Atmosfera była bardzo napięta. Nie wiem o czym jeszcze wczoraj rozmawiali, ale na pewno nie dotyczyło to tylko problemów Vic'a.
- Kellin zrobiłby dla ciebie wszystko. - zwrócił się do mnie. - bo bardzo cię kocha. Więc proszę cię, bądź dlaniego dobrym chłopakiem i nigdy go nie krzywdź, bo na to nie zasługuje. Życzę wam szczęścia, czy coś w tym rodzaju. - powiedział, a potem odszedł, zostawiając nas samych. Spojrzałem na Kellina, który ukrył twarz w dłoniach. Nic już nie rozumiem.
- Kellin? - zapytałem niepewnie.
- Nic nie mów, proszę cię.
- Wytłumacz mi o co do cholery chodzi. - on cicho westchnął i po dłuższym milczeniu zaczął mówić, patrząc przed siebie.
- Vic powiedział mi, że mnie kocha. - uniosłem brwi, i patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Przecież Victor jest hetero. Więc jak kurwa może być zakochany w Kellinie?! - Ale wie, że i tak nie będziemy razem, więc postanowił sobie odpuścić. - no i dobrze. - Jadę do domu. Nie mam ochoty na rozmowy. Przepraszam, cześć. - jako, że wokół nas było pełno ludzi, a my nie chcieliśmy nadal ujawniać się z naszym związkiem, pożegnaliśmy się tylko zwykłym "cześć". Kellin wyszedł ze szkoły. Ja po chwili chciałem zrobić to samo, ale zatrzymał mnie czyjś głos.
- Hej, Oliver! Zaczekaj. - odwróciłem się, a przede mną stał ciemnowłosy chłopak z tunelami w uszach. Matt. Mój dobry znajomy.
- Cześć. Co chcesz?
- Może wyjdziesz gdzieś dziś wieczorem ze mną i kilkoma kumplami? - zapytał z uśmiechem. Po chwili zastanowienia zgodziłem się. Trochę zabawy na pewno mi nie zaszkodzi.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 28

Cz. I
Pogrzeb mojego ojca to była najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Wszyscy płakali a ja miałem ochotę zamknąć się gdzieś i umierać powoli. Oliver zostawił mnie samego a ja starałem sobie wszystko poukładać. Czułem pustkę w sercu i nie bardzo mogłem sobie z tym poradzić. Postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Starłem łzy z policzków i wziąłem głęboki oddech. Poszedłem na parking gdzie stał tylko jeden samochód który dobrze znałem. Podszedłem do niego i wszedłem do środka.
-Dziękuję, że poczekałeś, że ze mną byłeś i dałeś mi tyle miłości. Kocham Cię- powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Zaniemówił ale po chwili objął moją twarz i delikatnie mnie pocałował.
-Ja Ciebie też. Nie masz za co. Od tego jestem a teraz jedziemy do mnie bo nie pozwolę Ci zostać samemu. Nie przyjmuje sprzeciwu.- uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową. Po chwili byliśmy u niego. Byliśmy w garniturach więc Oliver ubrał coś luźniejszego mi dał swoją koszulkę i spodnie. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Oliver spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-Zrobiłem kanapki, co chcesz do picia?
-Obojętnie i tak nie jestem głodny.- usłyszałem jego westchnięcie. Nalał mi soku i wszystko postawił na stole.
   *   Miesiąc później..
-Oliver! Weź się ogarnij i skup.- co chwilę nawoływałem go starając się przywrócić do porządku. Musieliśmy zrobić jakiś cholerny projekt na zaliczenie a Oliverowi akurat teraz zaczęło odbijać. Położył na moich kolanach głowę i spojrzał na mnie. Wyglądał bardzo uroczo ale byłem tak zdenerwowany, że nie działało to na mnie.
-Oliver to nie działa. Im prędzej skończymy tym będziemy mieli szybciej czas dla siebie.- on nagle łapiąc mnie za kark przyciągnął i pocałował. Bardzo mi tego w głębi duszy brakowało mi tego bo ani się na całowaliśmy ani nie uprawialiśmy seksu od dnia śmierci taty. Na szczęście szybko się uporałem z jego stratą. Byłem 2 razy u psychologa i potem stwierdziłem, że sam dam sobie rade. I dałem, teraz jest już dobrze. Odsunąłem się od chłopaka i spojrzałem mu w oczy.
-Proszę Cię, skończmy już ten cholerny projekt. Chce mieć to już z głowy- jeszcze po dwóch namowach Oli się dopiero zmobilizował i poszło nam nadzwyczajnie szybko.
-Będzie jakaś nagroda?- zapytał kiedy skończyliśmy.
-Być może- uśmiechnąłem się trochę tajemniczo.

Cz. II
Kellin w końcu pogodził się ze śmiercią jego ojca, więc jak na razie wszystko było dobrze. Namawiałem go kilka razy żeby poszedł do psychologa. Najpierw się zgadał twierdząc, że ' nie jestem wariatem, więc tego nie potrzebuje', ale kiedy wytłumaczyłem mu, że to może mu pomóc zgodził się.
Nie miałem ochoty na robienie tego projektu. Wolałem zająć się Kellinem, a nie pisaniem jakiś bezsensownych rzeczy. Ale musieliśmy go skończyć. Kiedy zrobiliśmy co do nas należało ja od razu przyciągnąłem Kellsa do siebie i złączyłem nasze usta. Szybko pobyliśmy się swoich ubrań. Ostatnio praktycznie w ogóle nie 'zbliżaliśmy' się do siebie. Brakowało mi seksu z Kellinem, ale przecież nie chciałem go do tego zmuszać po stracie ważnej dla niego osoby.  Przygotowałem go bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego do końca, jednym ruchem przez co krótko krzyknął. Dałem mu chwilę aby się przyzwyczaił, a kiedy dał mi znak zacząłem delikatnie i powoli poruszać biodrami. Z każdą chwilą moje ruchy stawały się szybsze i bardziej zdecydowane. Z naszych ust wydobywały się jęki i inne niekontrolowane dźwięki. Doszedłem pierwszy. Kellin nie był do końca usatysfakcjonowany, więc objąłem jego męskość i szybko poruszałem po niej dłonią. Długo nie musiałem czekać, aby on też osiągnął szczyt. Opadliśmy na poduszki starając się uspokoić oddechy. Kell wtulił się we mnie a ja gładziłem palcami jego plecy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On nawet się ruszył więc zapytałem:
-Nie otworzysz?- westchnął i wstał. Ubrał się i wyszedł z pokoju. Ubrałem bokserki, a w pomieszczeniu pojawił się Kellin w towarzystwie Vic'a. Ten drugi od razu zlustrował mnie wzrokiem.
-Przeszkodziłem wam w czymś?- zapytał niepewnie. Kellin zaśmiał się  i pokręcił przecząco głową. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i chyba przypomniał sobie o czymś.
-Dobrze, że jesteś Vic. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać. Prędzej jakoś nie było okazji.- Vic spojrzał na Kellina a potem na mnie.
-To ja już pójdę,a  wy sobie pogadajcie- powiedziałem i podszedłem do Kellina którego pocałowałem w usta. Vic, który musiał oglądać jak okazujemy sobie uczucia westchnął i przewrócił oczami. Wyszedłem do korytarza. kiedy ubrałem się usłyszałem fragment rozmowy Vic'a i Kellsa.
-Co się dzieje,Vic?
-Ale o co Ci chodzi?-chłopak był chyba trochę zdezorientowany.
-Miałem już prędzej z Tobą o tym porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zebrać się do tego.
-No mów.
-Kiedy Cie pobili, byłeś w szpitalu a ja znalazłem w Twoim mieszkaniu... żyletki- co?! Byłem zaskoczony. Vic się tnie?
-dlaczego?- Kell zapytał smutnym i przyciszonym głosem. Nie powinienem podsłuchiwać ich rozmowy, dlatego postanowiłem wyjść. Cicho opuściłem mieszkanie Kellina, dlatego nie wiem jak przebiegła dalsza rozmowa. Przedostałem się przez śnieg, który zdążył się już pojawić. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę swojego domu.