Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shoty.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shoty.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 września 2014

One shot

Dodaję one shota mimo, że jestem zawiedziona ilością komentarzy pod 38 rozdziałem.
Ronni powiedziała, że jak nie będzie tam po rozdziałem komentarzy to nie dodajemy prędko nowego postu. Dlatego dodaję shota :)
Będzie to twincest (Bill x Tom Kaulitz), tak trochę na cześć ich nowej piosenki na którą czekaliśmy razem z Ronni trzy lata <3 Zapraszam :)
PS. Pisałam go ponad 1,5 roku temu na polskim więc z góry przepraszam za beznadziejność ;-;/Merry
_____________________________
 Bill zbliżył się do mnie i chwile potem poczułem pieczenie na policzku. Był wściekły bo postanowiłem powiedzieć mu, że te 2 lata z nim były cudowne ale poznałem kogoś innego. Bill'a poznałem na wakacjach, zakochaliśmy się od razu i pomimo, że przeżyłem z nim pełno pięknych chwil wiedziałem iż nie będzie to trwały związek. Czułem coś do niego ale to było za mało. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami a ja nie mogłem go nawet przytulić.
-Dlaczego mi to robisz? Aż tak mnie nie szanujesz? Jestem dla Ciebie nikim? Nienawidzę Cie Tom, rozumiesz? Nienawidzę!- powiedział i odpychając mnie wybiegł z mojego mieszkania. Niby było już po wszystkim ale czułem się podle i jak prawdziwy skurwysyn. Zraniłem go mimo tego, że nie chciałem. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chwilę a potem sięgnąłem po telefon. Co jeżeli on sobie coś zrobi? Dzwoniłem do niego kilka razy ale ani razu nie odebrał. Panikuję zupełnie niepotrzebnie. Nie mogłem pozbyć się wyrzutów sumienia i dlatego postanowiłem wyjść gdzieś na miasto. Miałem bardzo blisko do centrum dlatego postanowiłem się przejść. Pochodziłem trochę ale nie wiele to dało. Nie miałem co liczyć na kolejną rozmowę z moim Bill'em. To znaczy.. już nie moim. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nagle poczułem wibracje telefonu w kieszeni moich spodni. Szybko wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Laura, to dziewczyna dla której zostawiłem Bill'a. Zawróciła mi w głowie i tyle. Odebrałem po chwili zastanowienia
-Hej Laura
-Cześć Skarbie, rozmawiałeś z nim?
-Tak, nie było łatwo. Skończyło się na tym, że wybiegł z mojego mieszkania. Zrozum to były aż dwa lata, musi to znosić ciężko i dla mnie też to nie jest proste.
-Ale kochanie, pamiętaj, że zrobiłeś to dla mnie. Kochamy się i Bill już nie stanowi przeszkody.
-Nie mów tak o nim
-Ja muszę kończyć, jestem z Ciebie bardzo dumna Tom, pa- powiedziała słodkim głosem i rozłączyła się. Miałem nadzieje, że ta rozmowa poprawi mi humor ale myliłem się.
Kilka dni później..
Nie miałem żadnego kontaktu z Bill'em, nie dziwiło mnie to ale nadal niepokoiło. Laura oczywiście była szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy na której obecnie siedziałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się listonosz, który wręczył mi kilka kopert. Podziękowałem krótko i zamknąłem drzwi. Tylko jedna z kopert zwróciła moja uwagę. Szybko ją otworzyłem. Wyciągnąłem z niej lekko pogiętą kartkę i zacząłem czytać.
"Jeśli Ty mnie nie chcesz to nikt inny nie będzie mnie miał. Żegnaj Tom."
Byłem w szoku. Nagle z koperty wypadły dwie obrączki i mniejsza karteczka z napisem:
"Kupiłem je dla Nas. Teraz już nie będą mi potrzebne tam gdzie trafię, może chociaż Tobie się przydadzą."
Po moich policzkach spłynęły łzy. To nie mogła być prawda! To nie miało się tak skończyć do cholery!
*
Następnego dnia dowiedziałem się, że Bill popełnił samobójstwo. Nic już w moim życiu nie było takie samo. Rozstałem się z Laurą i w spokoju czekałem na śmierć, bo tylko tak trafię do Bill'a. Mojego Bill'a.
~~~~~~~~
Taki o, króciutki :')

środa, 14 maja 2014

One Shot 'Call me a name, kill me with words.'

Rozdział szósty niedługo), a tym czasem wstawiam shota. Pisałam go już dawno temu, ale chyba nie jest aż taki zły :)/ Ronni
__________________________________
Mam na imię Kellin. Jestem niskim szatynem o brązowych oczach. Jestem cichą osobą, no chyba, że przy moim chłopaku, Nicku. Byliśmy razem już od jakichś czterech miesięcy. Nick był starszy ode mnie o rok. Szczupły i bardzo przystojny chłopak. Miał dłuższe czarne włosy i jasne oczy.
Właśnie byliśmy w jego domu. Podszedłem do niego i usiadłem okrakiem na jego kolanach. Mieszkał sam, więc nikt nie mógł nam przeszkodzić. Zacząłem całować jego usta, na co on zaczął cicho pomrukiwać. Pogłębiałem pocałunek. Nick szybko pozbył się swojej koszulki, a zaraz potem mojej. Popchnął mnie tak, że spadłem na kanapę. Zaczęliśmy pozbywać się reszty garderoby. Kiedy byliśmy już bez ubrań położyłem się na brzuchu, podpierając się na łokciach.
Nick zawsze starał się być delikatny i przygotował mnie, abym nie czuł tak silnego bólu. kochaliśmy się już wiele razy i oboje wiedzieliśmy co zrobić aby wzajemnie się zadowolić. Nick wszedł we mnie do końca szybko i bez ostrzeżenia przez co głośno jęknąłem. Bardziej z bólu a nie z przyjemności.
- Przepraszam - wyszeptał nachylając się nade mną i zaczynając całować mój kark oraz ramiona, robiąc mi przy  okazji parę malinek.
 Zaczął się we mnie poruszać. Najpierw wolno, potem coraz szybciej. Zaczynało być coraz przyjemniej.
Zaczęliśmy jęczeć i krzyczeć nawzajem swoje imiona. W końcu obaj doszliśmy , a ja poczułem jak zalewa mnie sperma Nick'a.
- Kocham Cię - powiedziałem kiedy opadliśmy na łóżko zmęczeni, ale jednocześnie spełnienie.
- Ja Ciebie też- usłyszałem jego niepewny głos i zaraz potem pocałowałem go w usta. Poszedłem wziąć prysznic po czym pożegnałem się z Nickiem i wróciłem do domu. Bo przecież poszedłem się tam tylko "uczyć".
 Mieszkaliśmy nie daleko od siebie, więc często się widywaliśmy. Od razu po powrocie do domu i przywitaniu się z rodzicami poszedłem do swojego pokoju.. Było dosyć późno więc położyłem się, i szybko zasnąłem.

Następnego dnia w szkole.
Od razu po pierwszej lekcji zacząłem szukać Nicka w szkole. Zobaczyłem go w towarzystwie kilku jego kumpli. Podszedłem do niego i chciałem pocałować go w policzek na przywitanie, ale on odsunął się do tyłu, na co jego kumple zareagowali cichym śmiechem.
- Nick, o co chodzi? - byłem zdziwiony, ale jeszcze spokojny. I nieco zdezorientowany całą sytuacją.
- Spadaj, Kellin. - zrobiłem duże oczy.
- co? - zapytałem z niedowierzaniem w głosie.
- Nie zrozumiałeś? Spierdalaj.
-o co Ci do cholery chodzi? - Nic już nie rozumiem. Co mu się stało ?!
Cała grupa łącznie z nickiem zaczęła się śmiać. Poczułem się dziwnie.
_Powiesz mi o co chodzi? - zapytałem przez zaciśnięte zęby, zdenerwowany.
- Nas już nic nie łączy. Nigdy nie łączyło. - te słowa zabolały. Bardzo.
Jak to nic nas nie łączy? O czym ty mówisz ?!
- Myślisz, że ktoś byłby z kimś takim jak Ty z własnej woli? Nie sądzę. - zaśmiał mi się prosto w twarz.
- J-jak.. co? Czyli że ty..
- nigdy cię nie kochałem, Kellin. Założyłem się z chłopakami, że będę z Tobą cztery miesiące. Prawda jest taka, że wszyscy widzieli, że jesteś tylko zwykłym pedałem i dajesz się każdemu przelecieć. Cztery miesiące minęły. więc możesz jużspadać. - jego kumple patrzyli na mnie z rozbawieniem, a ja poczułem łzy na moich policzkach. Jak on mół mi coś takiego zrobić?! Jego słowa strasznie mnie zabolały. Jakby ktoś wbił mi nóż prosto w moje delikatne serce.
- Nienawidzę Cię! - krzyknąłem mu prosto w twarz, a łez na moich policzkach było coraz więcej. On tylko się zaśmiał. Uderzyłem go z otwartej dłoni w policzek, przez co strasznie się na mnie wkurzył, a ja przestraszyłem się i szybko pożałowałem tego, co zrobiłem.
 Odsunąłem się do tyłu, ale on  przywarł mnie do ściany korytarza, trzymając moje ręce po obu stronach mojej głowy. Bałem się.
- Nigdy więcej mnie nie uderzysz! Zrozumiałeś?! - nie odpowiedziałem. Uderzył mnie z pięści w nos. Nie chce żebym go bił, ale sam mnie bije. Chore. Byłem coraz bardziej przestraszony.
- Rozumiesz pedale? - krzyknął, a ja tylko pokiwałem lekko głową. Puścił mnie, a ja zsunąłem się po ścianie na podłogę, chowając twarz w dłoniach. Lecz po chwili wstałem i rzuciłem się do wyjścia, łapiąc po drodze moją torbę. Czułem się cholernie źle. Było mi przykro i byłem zły. Straciłem zaufanie do najważniejszej dla mnie osoby. Czułem się jakbym był.. nikim.

niedziela, 4 maja 2014

One Shot

Przedstawiam Wam pierwszego one-shota na tym blogu.Liczę na komentarze :) / Ronni
 ______________________________
Stałem na balkonie i wdychałem chłodne, wiosenne powietrze.To był jeden z tych dni kiedy znów o nim myślałem.Minął już rok.Rok temu wyjechał.Tak nagle, bez pożegnania ani co gorsza słowa wyjaśnienia.Spakował się i zniknął.Nikt nie wiedział jaki był tego powód.A ja byłem w nim tak cholernie zakochany.Tak, Jack Barakat kocha faceta.Tylko najgorsze było to, że tym facetem nie był nikt inny jak Alex Gaskarth.Mój najlepszy przyjaciel i wokalista zespołu, który rozpadł się po tym jak wyjechał.Prawda była taka, że tylko on trzymał to wszystko jakoś razem.A potem zespół przestał istnieć i rozpadł się.A wraz z nim moje dotychczas w miarę ułożone życie.Po jakimś czasie przestałem się już łudzić że wróci.Jeden telefon,sms albo jakikolwiek znak od Alex'a, a ja byłbym gotów pojechać do niego nawet na drugi koniec świata.Cóż, z miłości robi się różne głupie rzeczy.Szukaliśmy go, próbowaliśmy się z nim skontaktować.Na marne.W końcu wszyscy odpuścili.Wszyscy oprócz mnie.Zack i Rian zadziwiająco szybko pogodzili się z jego wyjazdem i w końcu machnęli na to ręką mówiąc, że kiedyś wróci."Przyjaciele".Ale ja go kochałem.Nikt o tym nie wiedział, ukrywałem to przez cały czas.Bałem się, że zniszczę naszą przyjaźń dlatego nie powiedziałem mu o tym.Te wszystkie całusy, trzymanie za ręce, jednoznaczne sytuacje.To nie była dla mnie tylko zabawa tak jak dla Alex'a.Za każdym razem kiedy całował mnie w policzek, mi mocniej biło serce.Chciałem czegoś więcej.Oczywiście wiedziałem, że nie mam na co liczyć.Mógłbym wybić go sobie z głowy i znaleźć sobie jakąś laskę albo faceta.Chociaż nie, dziewczyny w ogóle mnie nie interesowały.Połowa moich fanek byłaby zapewne załamana tym faktem.
Usłyszałem szelest i kroki za plecami.Zanim zdążyłem się odwrócić, ktoś zasłonił mi oczy dłońmi.Poczułem mocne i dobrze znane mi skądś perfumy, ale nie mogłem przypomnieć sobie skąd.
 -Co do.. - odwróciłem się i..zamurowało mnie - o cholera. -zamrugałem kilka razy i patrzyłem z lekkim niedowierzaniem na osobę stojącą przede mną.
-Witaj Jack - odezwał się a ja czułem że nie mogę powiedzieć nic sensownego.Alex.Mój Alex.Wrócił.Nie wierzyłem własnym oczom.Miałem mętlik w głowie.Co on tutaj robi? Powinienem być szczęsliwy, że znów go widzę, czy zły bo mnie zostawił na tak długo? Eh, pierdolić to.Po tym jak stałem przez chwilę nieruchomo wpatrując się w chłopaka nagle rzuciłem mu się na szyję przez co on lekko się zachwiał ale objął mnie.Trzymałem go mocno jakbym bał się, że za moment znów zniknie bez śladu.Po roku znowu mogłem go dotknąć, przytulić, usłyszec jego głos.
 -Przepraszam - wyszeptał nagle a ja jeszcze bardziej się w niego wtuliłem. - przepraszam, już nigdy więcej nie zrobię czegoś podobnego, obiecuję.
 -Dlaczego wyjechałeś ? -odezwałem się w końcu.Należały mi się chyba jakieś wyjaśnienia, nie?
-Musiałem.. - zawahał się - przemyśleć kilka spraw i uciec od tego wszystkiego na jakiś czas.
-I potrzebowałes na to aż rok?! - odsunąłem się od niego i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.On sobie chyba żartuje.
 -Wiem..że to było głupie i..
-Bardzo głupie. - przerwałem mu -Masz dwadzieście siedem lat a zachowałeś się jak głupi nastolatek.Nawet nie wiesz jak cholernie mi Cię brakowało, tęskniłem.
 -Ja też - powiedział bardzo cicho ale mimo to usłyszałem jego słowa.Mimowolnie na moje usta wkradł się delikatny uśmiech.
 -Więc czemu nie wróciłeś wczesniej?! - ponownie podniosłem głos
. -Potrzebowałem czasu.
-Czasu na co ? - nie dawałem za wygraną.Usłyszałem tylko westchnięcie Alex'a.Debil.Nieodpowiedzialny debil.Ale nadal tak bardzo idealny.Szkoda, że ciągle oficjalnie nie mój.Nieoficjalnie zresztą też.Co z tego że nazywałem go "moim Alex'em" skoro nim nie był.
 -Idiota- zasmiałem się i ponownie go przytuliłem.

 Cały dzień spędziliśmy ciągle trzymając się razem.Wieczorem siedzieliśmy w moim domu i rozmawialiśmy.Chcieliśmy nadrobić ten rok nieobecności Alex'a.Głównie to on tłumaczył się i przepraszał.Nie byłem na niego zły.Cieszyłem się, że był blisko.Może to już czas żeby dowiedział się co do niego czuję? Niee.Boję się.Odrzucenia, wyśmiania, tego, że zniszczę naszą przyjaźń.Ale odrzucenia to głównie.
 -Nad czym tak myślisz? - usłyszałem głos chłopaka, który zabrał mi butelkę z alkoholem z rąk i sam wypił z niej kilka łyków.Usiadłem na podłodze i oparłem się plecami o kanapę.Alex po chwili usiadł naprzeciw mnie po turecku.Przez chwilę wpatrywał się we mnie z uniesioną brwią oczekując odpowiedzi.
 -Co? Nie..nad niczym ciekawym. -odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niego a on odwdzięczył się tym samym.Kurwa.Czemu on musi być tak cholernie przystojny.To mi wcale nie pomaga.Przysunął się trochę bliżej mnie i znów uniósł butelkę do ust wolno sącząc jej zawartość.Oparłem podbródek na dłoni i obserwowałem każdy jego ruch.Jack, cioto, weź się w garść.Jesteś dorosły i mówienie takich rzeczy nie powinno sprawiać Ci większych trudności.Westchnąłem cicho i wzięłem od chłopaka butelkę.
 -Alex?- mruknął coś niewyraźnie błądząc wzrokiem po pomieszczeniu w którym byliśmy.-spójrz na mnie - poprosiłem i chwyciłem jego podbródek zmuszając go tym lekko do tego aby przeniósł swój wzrok na mnie. -Muszę Ci coś powiedzieć. - Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.- bo..ja.. Cię kocham.Bardzo.Cholernie mocno. - Alex uniósł brwi w górę i patrzył na mnie z nieukrywanym zdziwieniem.Jeśli mnie wyśmieje - zabijcie mnie.Czymkolwiek i gdziekolwiek.Przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
- Ok, czuję, że się skompromitowałem.Nic nie mów. - powiedziałem cicho i spuściłem wzrok.
 -Jack.. - odezwał się w końcu, a ja spojrzałem na niego.Uśmiechał się.Położył dłoń na moim policzku i zaczął delikatnie gładzić go kciukiem.
- Też Cię kocham. - Chciałem skakać albo krzyczeć ze szczęścia.Odetchnąłem z ulgą i już otwierałem usta aby coś powiedzieć ale Alex był szybszy.
- Zrozumiałem to już jakiś czas temu.Nie wiedziałem czy czujesz do mnie to samo, więc Ci tego nie mówiłem.Potem wszystko się trochę pokomplikowało, już sam nie wiedziałem co do Ciebie czuję, pogubiłem się. - złapał mnie za rękę i splótł nasze palce. - I postanowiłem wyjechać żeby ułożyć sobie wszystko.Na początku chciałem zapomnieć o wszystkim.O Tobie, o zespole.I zacząć nowe życie.Ale z każdym tygodniem coraz bardziej mi Cię brakowało i mocniej za Tobą tęskniłem.Wtedy dotarło do mnie, że jednak jesteś dla mnie cholernie ważny i, że życie bez Ciebie to już nie to samo.Wróciłem tylko dla Ciebie, Jack. - Nawet nie wiedziałem, że potrafi być taki romantyczny.Ok, nie wiem co powiedzieć.Nie sądziłem, że jestem dla niego aż tak ważny.Zachowuję się jak zakochana nastolatka.Powinienem jeszcze piszczeć i słodko się rumienić.Zanim do końca zdążyłem ogarnąć co właśnie usłyszałem poczułem usta Alex'a na moich.O cholera.Zamknąłem oczy i całkowicie oddałem się tej przyjemnej chwili.Nie potrzebowałem niczego ani nikogo więcej.Mam jego.To w zupełności mi wystarcza.Po chwili zaczął składać pocałunki na mojej szyji. Odchyliłem głowę aby dać mu większe pole do popisu.Usiadł na moich kolanach a moje ręce szybko znalazły się na jego biodrach.
 -Cieszę się, że mogę mieć Cię tak blisko.Ale chciałbym żebyś był jeszcze bliżej. - szepnąłem a on przestał mnie całować i spojrzał mi w oczy.Oparł swoje czoło o moje. - kochaj się ze mną. - powiedziałem a on zaśmiał się.
- Nawet nie wiesz ile czekałem na ten moment. - ściągnął swoją koszulkę a po chwili zrobił to samo z moją.Wstałem i pociągnąłem go w stronę sypialni.
- Na podłodze byłoby nie wygodnie - rzuciłem po czym zajęłem się paskiem przy spodniach Alex'a.To będzie najlepszy wieczór w moim życiu.