Chyba prędzej tego nie pisaliśmy ale jest to opowiadanie o stosunkach męsko-męskich (chociaż wydaje mi się, że po one-shocie można się zorientować^^) . Bardzo prosimy o komentarze bo one wiele dla nas znaczą i ogromnie motywują. Zapraszam do czytania! / Merry
____________________________________________________________________________
cz. I
Oliver zaczął mnie olewać mnie to strasznie bawiło. Coś mu się nie udawało bo co chwile gdzieś go mijałem. Kiedy widziałem na tej jego buźce minę jaka mnie obdarzał poprawiał mi się humor. Miał coś takiego w sobie, że pomimo tego, żen za nim nie przepadałem cieszyłem się na jego widok i lubiłem sobie od czasu do czasu na niego popatrzeć. Takie głupie. Było już po lekcjach. Wszyscy szybko wychodzili ze szkoły a ja siedziałem na parapecie machając nogami w powietrzu. Mieliśmy jechać dziś, znaczy ja i rodzice do jakiejś ciotki i musiałem na nich czekać.
- Nie idziesz?- usłyszałem i odwróciłem głowę. Obok mnie stał Oliver. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Nie a ty?- usiadł obok mnie i wciągnął jedną nogę na parapet.
- Musze czekać za jakimiś papierami od dyra a ty czemu tu?
- Mam jechać do rodziny i muszę czekać aż ktoś przyjedzie po mnie- zapadła niezręczna cisza. Spojrzałem na Olivera i zapytałem.
-Dużo masz tatuaży?- kiwnął głową, zeskoczył z parapetu i podniósł do góry koszulkę. Noo całkiem spora kolekcja jak na tak młody wiek. I ma całkiem ładne ciało.. yyy co? Ja pierdole źle e mną!
-A ty?- zapytał po chwili
- Yym no trochę.
-Pokaż- niepewnie zsunąłem się z parapetu i podgiąłem koszulkę ukazując trochę tatuaży. Potem szybko ja opuściłem i wskoczyłem na parapet. Znowu cisza. Oliver już otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale nagle z gabinetu wyleciał dyrektor z papierami.
-Chłopcy nie siedźcie na parapetach- rzucił i dał Oliverowi papiery.
Nagle zobaczyłem samochód mojego ojca gdzieś za oknem.Wstałem i razem z chłopakiem udałem się do wyjścia. Było raczej ciepło więc nie mieliśmy kurtek. Gdy byliśmy już blisko samochodu mojego ojca postanowiłem pożegnać się z Oliverem.
- Emm to ja już zaraz wsiadam.. cześć.
- Cześć - Rzucił z lekkim i tajemniczym uśmiechem. Wsiadłem do samochodu i przywitałem się z rodzicami.
- Nowy kolega? - zpytała mama.
- Tak jakby. - taa i to tak wyglądała nasza rozmowa. Może Oliver ze mną tak normalnie rozmawia bo się z kimś o coś założył? Może tylko udaje miłego, a tak na prawdę chce się na mnie odegrać. Całą drogę moje myśli zaprzątał nie kto inny jak "mój nowy kolega". Rodzice byli pochłonięci jazdą, więc jak zwykle nie miałem co liczyć na jakąkolwiek konwersacje lub zainteresowanie z ich strony.
W końcu dotarliśmy do mojej rodziny. I dobrze, bo strasznie zgłodniałem. Poczułem wibracje w telefonie, który był w mojej kieszeni, kiedy zdejmowałem buty. Wyciągnąłem telefon i zobaczyłem sms od Vic'a. Jest moim przyjacielem. I to takim prawdziwym, nie takich jak mam na pęczki w szkole. Vicor to średniego wzrostu brunet. Ma włosy, które często się zakręcają i sięgają mu do ramion. Oczy mają kolor brązowy. Chodzi ze mną do szkoły tylko, że na tydzień musiał gdzieś pojechać i dopiero jutro pojawi się w szkole. Pytał co u mnie. Szybko odpisałem i poszedłem do pokoju gdzie wszyscy już siedzieli.
Cz. II
Kiedy zacząłem unikać Kellina to przyniosło odwrotne skutki. Inaczej niż się tego spodziewałem. Postanowiłem więc zacząć normalnie z nim rozmawiać i zakończyć te nasze bezsensowne kłótnie itp. Wiem, że taka nagła 'przemiana' z mojej strony mogła dziwnie i podejrzanie wygląda. Trudno. Oczywiście nie miałem zamiaru od razu stać się wielkim przyjacielem Kellina czy coś w tym rodzaju. Nadal byłem trochę zły za to, ze tak bawiło go kiedy się denerwowałem.Ale nie chciałem tworzyć sobie niepotrzebnych wrogów, bo mógłbym się nie opanować w odpowiednim momencie i następna szkoła chciałabym mnie wyrzucić. Poza tym zauważyłem, że obecność Kellina wcale mi nie przeszkadza, nie tak jak to było kiedy tutaj przyszedłem. jestem w tej szkole jaż prawie dwa tygodnie jak na razie poznałem tylko Kellina i kilka latających za mną dziewczyn. Jakoś nie spieszy mi się do poznania ludzi tutaj. Strasznie mnie nudzili. po rozmowie z Kellinem mój humor trochę się poprawił, chociaż nie była ona jakoś nadzwyczajnie ciekawa. Pojechałem do domu. Miałem dość duże mieszkanie i gdyby nie Austin pewnie czułbym się dziwnie bo mieszkałbym w nim sam. Austin to mój przyjaciel który mieszka u mnie dopóki czegoś nie znajdzie.Jest wysokim i szczupłym szatynem. Ma kilka tatuaży. Często imprezuje a potem wraca do domu z jakąś poznaną dziewczyną. Czasem mnie to denerwuje bo wtedy albo wychodzę gdzieś n długo albo muszę słuchać jak austin pierdoli się z nią nie pamiętając nawet jej imienia. Mam wrażenie, że on zapomina, że to MÓJ dom. Ale pomimo tego jest całkiem dobrym współlokatorem i ogólnie się dogadujemy. Wszedłem do mieszkania i przywitałem się z Austinem. Był jakoś dziwnie bardzo szczęśliwy.
- Wychodzisz gdzieś dzisiaj?- zapytałem opierając się o framugę drzwi pokoju. Siedział na kanapie i szczerzył się do komórki. Przez chwilę ptrzył na mnie a potem powiedział, ze nie.
- To dlaczego jesteś taki podniecony?
-Dziś wieczorem przyjdzie do mnie Emily- już nawet nie pytałem kto to. Wiedziałem, ze to następna dziewczyna którą tylko przeleci.
-Nie rozumiem po co robisz jej nadzieję- rzuciłem ale on zignorował moją odpowiedź i wrócił do gapienia się w komórkę.
*
Wieczorem pojawiła się ta dziewczyna. Austin zabrał j do pokoju. Prędzej czy później i tak poprosiłby mnie żebym zostawił ich samych więc ubrałem bluzę, buty i wyszedłem z mieszkania. Na zewnątrz było już ciemno.Założyłem na głowę kaptur i włożyłem ręce do kieszeni. Na ulicy było mało ludzi. W pewnym momencie- nie wiem dlaczego- zacząłem myśleć o tym co teraz może robić Kellin. wszedłem w jakąś pustą uliczkę i zobaczyłem ciemną postać. Jedna z nielicznych latarni oświetlających tą ulicę pozwoliła mi zobaczyć twarz tej osoby. Kellin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz