czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 10

Rozdziały są a komentarzy brak ._.
_________________________________
cz. I.
Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Ja miałem chłopaka? To niemożliwe. Czy ja go w ogóle kocham? Znaczy.. nie wiem jak to wyjaśnić. Nie jestem pewny czy to  jest na pewno miłość. No nie ważne! Przynajmniej byłem szczęśliwy choć trochę skołowany. Oliver chyba radził sobie z tą sytuacją lepiej niż ja. Szliśmy przed siebie wychodząc z parku idąc w kierunku miasta. Niby rozmawialiśmy ale byliśmy tak spięci, ze te rozmowy były okropnie' sztywne'. Pochodziliśmy trochę po sklepach bo chciałem kupić koszulkę. W jednym gdy wszedłem do przebieralni i ubrałem wybraną koszulkę niby pod pretekstem pokazania jak leży wciągnąłem Olivera do środka.
- Podoba mi się- nie do końca wiedziałem czy chodzi mu o koszulkę czy o tą sytuację ale wolałem nie wnikać. Po chwili zaczęliśmy się całować. Gdzieś tam w między czasie zrobiliśmy kilka zdjęć i jak gdyby nigdy nic wyszliśmy z przebieralni. Prędzej oczywiście przebrałem koszulkę i kupiłem tę, którą przymierzałem. Po zakupach poszliśmy do mnie to znaczy Oliver mnie odprowadził a potem sam poszedł do siebie. Zadzwoniłem potem do Vica i zapytałem czy wszystko przemyślał. Ale niestety nie chciał o tym gadać przez telefon i obiecał, że w szkole poruszymy ten dość niewygodny temat. Wieczorem z braku zajęcia pośpiewałem sobie i obejrzałem jakiś film. Około 23 zasnąłem.
  *                  Następny dzień, szkoła..
Wchodząc do szkoły ciągle myślałem o Vicu i jego zdaniu. Było dla mnie niezwykle ważne i dlatego byłem taki przejęty. Poszedłem pod klasę gdzie był już Vic. Siedział na parapecie i wyglądał jakby myślał. Chociaż kto go wie. podszedłem i usiadłem obok niego.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, słuchaj przemyślałem to i.. no przecież moje zdanie nie jest tu potrzebne. Liczy się żebyście wy byli.. zadowoleni.
-Ale zależy mi bardzo na twojej opinii i zdaniu. Jesteś dla mnie jak brat.
- Ty dla mnie też. A więc ja zaakceptuję to jeżeli jesteś z takiego układu zadowolony.
-Jestem , dziękuje
- Jesteście w ogóle ze sobą?
-Tak, od wczoraj- wyznałem z uśmiechem.
- No to.. powodzenia- nagle rozległ się dzwonek. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy. Oczywiście Oliver się  spóźnił gdzieś z 15 minut ale już się do tego przyzwyczaiłem. Usiadł obok mnie i lekko się uśmiechnął. Gdzieś w połowie lekcji złapał mnie za rękę. Odsunąłem ją i rozejrzałem się czy ktoś to widział
Wyjąłem kartkę i szybko napisałem ' Proszę nie ujawniajmy tego. Chce skończyć tę szkołę tak jak ją zacząłem i w spokoju od zaczepek"
cz. II
Byłem szczęśliwy. Mam chłopaka. Dziwnie to brzmi, szczególnie dlatego, ze  jeszcze niedawno moja dziewczyna chciała do mnie wrócić. Nigdy nie myślałem, że jakikolwiek chłopak będzie w stanie tak zmienić moje życie. Ja pomimo tych wszystkich nagłych zmian całkiem dobrze radziłem sobie z ta sytuacją. Kellin wręcz przeciwnie. Przez cała  drogę do miasta był spięty i małomówny przez co rozmowa się szła nam najlepiej. Rozumiem jego zachowanie. Nigdy wcześniej nie miał chłopaka. Mam nadzieje, ze po prostu przyzwyczai się do tej sytuacji i będzie coraz lepiej.
*
Właściwie to też za bardzo nie chciałem ujawniać mojego związku z Kellinem. Ludzie- szczególnie w naszej szkole- są strasznie nietolerancyjni i wiadomo jak zareagowaliby na gejowską parę. Ale wtedy na lekcji nie pomyślałem nawet, ze ktoś mógłby zobaczyć, że złapałem Kellina za rękę. To był po prostu taki odruch. Wiedziałem, że Kellin też nie chce ogłaszać całemu światu, że ma chłopaka dlatego gdy podał mi kartkę odpisałem, że rozumiem. Lekcja skończyła się. Na przerwie rozmawiałem z Kellinem. Trochę o nas, trochę o Vicu, trochę o tym wszystkim.
-Jak Vic zareagował na to.. że jesteś gejem?-zapytałem
- Dałem mu trochę czasu żeby wszystko przemyślał. Rozmawiałem z nim dziś i powiedział, że akceptuje to- ucieszyłem się, bo wiedziałem jak ważna dla Kellina jest przyjaźń z Vicem. Byłem zadowolony tez dlatego,  nie każdy zareagowałby tak jak Vic. Może nie jest wcale taki zły za jakiego do uważałem. Reszta lekcji minęła nam dość szybko i nie działo się nic specjalnego. Ja powstrzymywałem się żeby znów nie złapać Kellina za rękę lub nie powiedzieć czegoś co inni mogliby źle odebrać. Właściwie to nie wiem dlaczego tak przejmuję się tym co powiedzą o nas ludzie. Moje życie, moja sprawa. Będę ukrywał nasz związek tylko ze względu na Kellina. Przecież go kocham.
*
Kiedy wróciłem do mieszkania okazało się, ze Austin gdzieś poszedł i miałem je całe dla siebie. Postanowiłem wykorzystać tą okazję.Zadzwoniłem do Kellina. Po jakimś czasie już u mnie był. poszliśmy do salonu. Trochę rozmawialiśmy.
- Przez cały dzień nie mogłem Ci nawet powiedzieć, że Cię kocham- powiedziałem po czym zacząłem go całować. Posadziłem go na moje kolana i zszedłem z pocałunkami na szyję. Po chwili zdjąłem jego koszulkę. Znów zacząłem całować jego usta. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do mieszkania.
_________________________________________
Przepraszam za błędy które mogą się tam pojawić. Nie wiem kiedy będzie nowy rozdział.. I tak nikt tego nie czyta..

wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 9

Przepraszamy, że rozdziały są tak krótkie, ale robimy co możemy. Czytajcie, i pamiętajcie o komentarzach ./Ronni.
_______________________________________________________

cz. I
No co tu dużo mówić, byłem cholernie zszokowany tym co mi powiedział. Zestresowałem się podwójnie, bo Vic nadal u mnie był! Oraz bolała mnie głowa, co skutecznie uniemożliwiało mi zebranie myśli, i logiczną odpowiedź.
-Ee no.. ja też. Vic tu jest - i jak na zawołanie wszedł Vic. Wyglądał okropnie. Od ponad godziny siedział w łazience, i wymiotował. Słaby żołądek albo coś w tym stylu. Był poczochrany, i bardzo blady.
-E, stary więcej z tobą nie piję - powiedział cicho i znowu ruszył do łazienki.
-Biedny - powiedziałem cicho, i spojrzałem na Olivera. Od natłoku myśli i stresu bardziej bolała mnie głowa, i pobladłem.
- Jeny, jakie to wszystko pojebane, i pomieszane, i ja już nic nie rozumiem - ukryłem twarz w dłoniach. Po chwili poczułem rękę na moim kolanie. Odsłoniłem twarz i popatrzyłem na Olivera.
-Po prostu powiedź mi to, co czujesz.
-Ja.. też Cię kocham - Oliver uśmiechnął się promiennie i pocałował mnie.
- O Boże - usłyszeliśmy ciche słowa i tłuczone szkło. Oderwaliśmy się od siebie, i spojrzeliśmy w stronę drzwi. Stał tam Vic, w bezruchu i z uchylonymi ustami. Był w szoku, a ja nie wiedział czy mam zacząć się tłumaczyć, czy dać mu chwilę na 'przetrawienie' całej tej sytuacji.
-Vic..
-Czekaj, czy ja na pewno widziałem dobrze? Czy wy.. całowaliście się? Nie wiem, mam kaca i mogło mi się to przywidzieć.
-Nie przywidziało Ci się. ja.. bo my.. nie umiem ci tego wytłumaczyć.
- Ja już pójdę - powiedział Oliver - do jutra.
- Cześć - mruknąłem, i spojrzałem na Vica. Dalej był blady, ale nie wiedziałem z którego powodu. Z mdłości, czy z tego co zobaczył.
- Siadaj. Posłuchaj tak jakoś po prostu wyszło.
-Ale ja nie rozumiem. Ty nie możesz być gejem, przecież masz na swoim 'koncie' pełno dziewczyn, i wy się nienawidziliście jeszcze miesiąc temu. Ja już nic nie rozumiem.
- Nie jestem gejem. Dopiero przy nim zobaczyłem, że nie jestem do końca hetero. Nie wiem dlaczego, ale tak nie jest. Może chcesz to sobie przemyśleć samemu, co? Od razu mówię, że zależy mi na przyjaźni z tobą - Vic nic nie powiedział tylko podszedł i mnie przytulił. W dzieciństwie zawsze tak robiliśmy. Tylko on wiedział o moich słabościach.
- Mi też. To nie jest przeszkodą przecież - uśmiechnął się a mi spał kamień z serca.

cz.II
Dlaczego za każdym razem kiedy się całujemy albo prowadzimy ważną rozmowę zawsze ktoś musi nam przeszkodzić?! Ale kiedy usłyszałem głos Vica byłem jednocześnie zły, przestraszony i nie wiedziałem co mam zrobić. On nas zobaczył w TAKIEJ  sytuacji! Myślałem, że padnę tam na zawał. Chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce. Kellin na szczęście nie próbował mnie zatrzymywać. Nie dziwię mu się. Musiał to jakoś wszystko wytłumaczyć Vicowi. Nie codziennie widzi się takie sytuacje.
Wróciłem do mieszkania. Znowu nic do końca nie wiedziałem, bo znowu nie mogliśmy sobie wszystkiego do końca wyjaśnić. Wkurza mnie to już. Jak następnym razem będziemy rozmawiać, to co się stanie? Meteoryt spadnie?! Ja kocham Kellina jak nikogo innego, ale cały czas nie wiem do końca co on do mnie czuje. Jakie to wszystko pojebane.
Kiedy wróciłem do mieszkania byłem jeszcze trochę zdenerwowany, ale nie chciałem pokazywać tego Austinowi. On przecież o niczym nie wie. Nie mogę mu powiedzieć o tym wszystkim. O mnie i Kellinie, o Vicu. On by tego nie zrozumiał. Co weekend pieprzy się z inną laską więc związek dwóch chłopaków byłby dla niego po prostu chory i obrzydliwy. Nie chcę go stracić, bo jest na prawdę dobrym kumplem. Więc nie powiem mu. Nie teraz.
 Pogadałem z nim trochę udając, że wszystko jest ok. Byłem w tym niezły, więc Austin niczego nie podejrzewał. Jutro porozmawiam z Kellinem i choćby nie wiem co miało się stać wyjaśnimy sobie wszystko. Te nasze 'niedomówienia' doprowadzają mnie do szalu.
*
 Następnego dnia. Umówiłem się z Kellinem po lekcjach. Zdecydowaliśmy, że spotkamy się w parku, bo tam, mam nadzieje nikt nam nie przeszkodzi. Chcę wreszcie wszystko wyjaśnić. Czekałem na niego w parku aż w końcu się pojawił.
-Hej, Oliver.
-Cześć.
- O czym .. chciałeś porozmawiać? - zapytał niepewnie.
- O nas. O tym co nas łączy i kim dla ciebie jestem. Chcę widzieć co czujesz.
- Ja Cię kocham..- odpowiedział po krótkim milczeniu. - Jestem tego pewny. Nigdy nie myślałem, że mogę zakochać się w chłopaku, ale ty to zmieniłeś - przez chwilę zastanawiałem się nad odpowiedzią. W końcu powiedziałem to, o co już dawno chciałem go zapytać.
-Kellin, zostaniesz moim chłopakiem? - przez moment wpatrywał się we mnie, a po chwili odpowiedział krótkim 'tak' i uśmiechnął się. Przytuliłem go. Moje życie bardzo się zmieniło, a zmieni się jeszcze bardziej.

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 8

cz.I
Było mi trochę przykro. O mało się nie całowaliśmy po takich wyznaniach, a on poleciał do swojej byłej, jak na zawołanie.
 Poszedłem do swojego mieszkania, i bardzo się nudziłem, dlatego zadzwoniłem do Vic'a. Po godzinie już stał w drzwiach z butelką wódki i pełnym uśmiechem.
-Alkoholik - zaśmiałem się i wpuściłem go. Z racji, że jutro szkoła wypiliśmy tylko pół butelki. Byłem trochę nie trzeźwy, ale tylko trochę.
 Śmialiśmy się z Vic'em z totalnych głupot, i nwet nie zauważyliśmy jak zniknęła druga połowa zawartości butelki. Zaczęliśmy grać na konsoli, ale nie bardzo nam to wychodziło, gdyż ciągle się śmialiśmy albo szturchaliśmy. To było trochę bez sensu, wiec skończyliśmy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, i chwiejnym krokiem skierowałem się do nich.
*
Kiedy Oliver się ode mnie odsunął, Vic wszedł do korytarza
-Ej Kellin ja już wracam bo.. późno? E, a kto ty? - dodał pokazując na Olivera. Zawsze jak jest pijany to gada jak pojebany, i zachowuje się jak dziecko.
-Jesteście pijani? - zapytał po chwili Oliver.
-Nie! -  krzyknął i zaśmiał się Vic.
-Tak. -  powiedziałem.
-Brawo, jutro szkoła. Kellin, lepiej żeby.. on został u ciebie na noc. a ty... do kuchni, musimy pogadać - powiedział stanowczo zamykając drzwi.
-Dobrze tato - powiedział Vic ze spuszczona głową. Po chwili zaczęliśmy się śmiać. Widząc jednak wzrok Olivera. Udałem się do kuchni, a Vic do salonu. Usiałem na krześle.
-Kellin, nie wiem czy kontaktujesz jeszcze normalnie, czy nie ale muszę ci powiedzieć, że cię kocham. Dopiero teraz to zrozumiałem - jego poważny ton trochę mnie otrzeźwił.
-Ja ciebie też - szepnąłem patrząc mu w oczy. Może jutro będę żałował, ale trudno. Wstałem i przytuliłem się do niego. Tak po prostu. Potem to chyba zasnąłem.
 *
Obudziłem się około 10. Byłem w ubraniach, na swoim łóżku. Rozejrzałem się. Obok mnie leżał Vic, a na biurku leżały jakieś tabletki i woda. Szturchnąłem Vic'a.
-Jeszcze chwilę - wycedził rzez kołdrę.
-Vic, wstawaj - mruknąłem, i wstałem. Bolała mnie głowa. Bardzo bolała. Wziąłem dwie tabletki i popiłem dużą ilością wody. Obok leżała kartka. Było na niej napisane;
 'Ciekawe czy pamiętacie cokolwiek z wczoraj. Upić się tak w środku tygodnia to szczyt głupoty. Powodzenia na kacu. Oliver'
Odgarnąłem włosy z twarzy, i faktycznie nie wiele pamiętałem.Co jeśli coś głupiego powiedziałem albo zrobiłem?

cz.II
Byłem trochę zdenerwowany kiedy zobaczyłem Vic'a, który chwiejnym krokiem wszedł do korytarza. Vic i Kellin dziwnie się zachowywali i cały czas śmiali się. Domyśliłem się, że są po prostu pijani. Wkurzyłem się  na nich. To było głupie. Kto normalny upija się w środku tygodnia?! Wiedziałem, że to nie jest najlepsza okazja żeby powiedzieć wszystko Kellinowi, bo on nie zbyt kontaktował, i jutro pewnie i tak nie będzie nic pamiętał, ale czułem, że muszę mu to powiedzieć. Nie mogłem dłużej czekać.
*
Kellin mnie przytulił, a po chwili zasnął. Byłem zmuszony zanieść go do łózka. Przecież nie zostawię go śpiącego na podłodze w kuchni. Napisałem i zostawiłem mu kartkę, po czym wyszedłem z jego mieszkania i pojechałem do siebie.
*
Następnego dnia Kellin i Vic nie pojawili się w szkole. Nie zdziwiło mnie to za bardzo. Pewnie teraz meczą się z kacem. Chciałem zadzwonić do Kellina, ale szybko zrezygnowałem. Przecież wczoraj byłem na niego zły- to znaczy tak trochę. Bardziej się na nim zawiodłem, bo to co zrobił razem z Vic'em było strasznie głupie.
 Ale nie jestem jego ojcem żeby mówić mu jaki to on jest nieodpowiedzialny, i inne tego typu rzeczy. Nie powinienem mieszać się w jego sprawy. To jego życie. Niech robi co chce. Ale go kocham. Więc już nic nie wiem, co powinienem zrobić. I tak prędzej czy później o wszystkim zapomnę. Nic się nikomu nie stało, wiec nie ma problemu. Nie wiem tylko, czy to co wczoraj mówił było szczere czy po prostu gadał co chciał bo był pijany. Dziś i tak nic z tego nie pamięta.
 Postanowiłem, że po lekcjach pojadę do niego. Tak, wiem mam bardzo silną wole.. Od razu kiedy lekcje minęły pojechałem do Kellina.
-Hej Oliver - przywitałem się z nim i poszliśmy do salonu. Nie dało się nie zauważyć, że miał kaca. Usiadłem na kanapie obok niego.
- Nie wiem czy pamiętasz cokolwiek z wczorajszego wieczoru..- on pokręcił przecząco głową. Tak myślałem.
-Słuchaj.. jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak dzieci. Możemy skończyć te podchody i dziwne akcje?-przytaknął. Był strasznie małomówny. Ciekawe dlaczego..
-Chce ci po prostu powiedzieć, że zależy mi na tobie, kocham cie. nie wiem ile razy jeszcze ci to powiem, ale wiem to na pewno - Kellin wpatrywał się we mnie uważnie. - i chce po prostu z tobą być - siedział przez dłuższą chwilę nieruchomo, i nic nie mówił. Powiedz coś!

wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 7

cz.I
Tak, zachowywałem się dziwnie. Trudno. Szedłem do Olivera, i mimo wielu emocji byłem obojętny. Źle. Moja twarz ukazywała obojętność, a reszta aż skakała. Stres był duży, ale umiałem to ukryć. Na szczęście. Zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył mi wyższy chłopak. Wszedłem, od razu zdejmując buty. Oliver zaprowadził mnie do pokoju i zamknął za nami drzwi. 
-Możemy skończyć te całe podchody? Zaczyna mnie to już wszystko denerwować. Nie możemy jak dorośli sobie wszystkiego powiedzieć? Ja.. pogubiłem się już. - usiadł obok. Zaskoczył mnie i to nawet bardzo. Czekał na odpowiedź, ale ja nie mogłem nic z siebie wykrztusić. Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć.
-Okey - w końcu się odezwałem. - co chciałbyś ode mnie wiedzieć?
-Co jest między nami, czy jesteś gejem, dlaczego odwzajemniłeś pocałunek, i czy on coś dla ciebie znaczył?-przez chwilę zbierałem myśli, aż w końcu się odezwałem.
-Nie wiem co nas łączy, a ty jak to odbierasz?
-Trudno powiedzieć.
-Wracając, nie jestem gejem. Zawsze myślałem, że jestem 100% hetero, ale chyba teraz się to zmienia. Pocałunek.. on był czymś więcej. Nie wiem jak to powiedzieć. To było coś.. wyjątkowego. Jeny nie wierzę, że ci to mówię. Ale może to lepiej. Teraz ty odpowiedz.
- A więc. Też myślałem , że jestem hetero, ale życie płata mi figle, i teraz już sam nie wiem. Pocałowałem cię bo.. podobasz mi się, i w tamtej chwili wyglądałeś tak naturalnie, beztrosko, i nie mogłem się powstrzymać. To dla mnie też była wyjątkowa chwila, którą jeśli pozwolisz chciałbym powtórzyć -  po chwili patrzenia mu w oczy skinąłem głową. Zaczął się zbliżać, ale do pokoju nagle ktoś wszedł. Odwróciłem głowę w tamtą stronę i zobaczyłem Austina.
-Oliver! Wstawaj, jedziemy do szpitala.
-Coo? Po co?
-Victoria.. mała jakiś wypadek, i prosiła żebyśmy przyjechali. To znaczy żebyś ty przyjechał, ale chętnie pojadę z tobą - Oliver zerwał się z łóżka, i odszukał bluzę.
-Zadzwoń potem - powiedziałem i wyszedłem, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Znowu jego była we wszystkim nam miesza...

cz. II
Przez te wszystkie sytuacje, które się ostatnio wydarzyły, ja już nic nie rozumiałem, i pogubiłem się w tym wszystkim. Męczyły mnie te 'podchody', chociaż wiem, że nie łatwo jest tak po prostu wszystko powiedzieć. Ale do cholery, jesteśmy dorośli, a zachowujemy się jak dzieci.
Przed spotkaniem z Kellinem byłem trochę zestresowany. Wszystkie emocje się we mnie zebrały. Przemyślałem wszystko, i nawet ułożyłem sobie jakoś w głowie to, co chciałem mu powiedzieć, i o co zapytać, ale kiedy otworzyłem mu drzwi i wpuściłem go do mieszkania, nagle to wszystko wyleciało mi z głowy. Może to i lepiej, bo teraz powiem po prostu to co czuje. Miałem trochę mętlik w głowie. Cały czas myślałem, że jestem hetero. Miałem przecież dziewczyny i w ogóle nigdy nie pomyślałbym nawet, że mogę być gejem, i zakochać się w chłopaku. Kellin wszystko zmienił w moim dotychczasowym życiu. Tak bardzo chciałem go jeszcze raz pocałować. I prawie mi się to udało, tylko całą atmosferę i sytuacje popsuł nam Austin.
Kiedy usłyszałem, że Victoria miała wypadek, przestraszyło mnie to. Nie jest już moją dziewczyną, ale pomimo tego i tak się o nią martwiłem. Teraz też poczułem się przez chwilę jakoś głupio i dziwnie.. bo znowu musiałem przerwać spotkanie z Kellinem, ze względu na moją byłą. To nie było dobre w stosunku do niego.
Szybko pojechałem z Austinem do szpitala. Od razu po wejściu do budynku Austin gdzieś zniknął, a ja zatrzymałem pierwszego lepszego, napotkanego lekarza. Zapytałem o Victorię, a on podał mi numer sali w której leżała.
-Ale.. co z nią? Co jej się w ogóle stało?
- Miała niegroźny wypadek. Jest w dobrym stanie, więc za kilka dni powinna wrócić do zdrowia. Miała dużo szczęścia. - te słowa uspokoiły mnie. Lekarz odszedł, a ja poszedłem do Victorii. Kiedy tylko wszedłem do sali, ona od razu na mnie spojrzała i lekko się uśmiechnęła.
-Oliver.. dziękuję, że przyszedłeś - usiadłem obok jej łóżka. Porozmawialiśmy trochę, aż w pewnym momencie ona znów zaczęła temat 'nas', i tego, że chce do mnie wrócić. Nie chciałem z nią o tym rozmawiać. Nie teraz. Nie w szpitalu!
-Ja na prawdę żałuję, że z tobą zerwałam. Daj nam jeszcze jedną szansę.
-Musimy teraz o tym rozmawiać? To nie jest dobre miejsce - od tej trudne rozmowy z Victorią uratowała mnie pielęgniarka, która akurat weszła do pomieszczenia. Powiedziała, że muszą zrobić jeszcze jakieś badania, i poprosiła mnie żebym wyszedł.
Odnalazłem Austina, i pojechaliśmy do domu. Ale przypomniałem sobie o Kellinie. Ja dłużej nie mogę czekać. Muszę mu to wszystko powiedzieć. Było późno, ale pomimo tego pojechałem do niego.
- O, hej Oliver. Coś się..- zapytał kiedy otworzył mi drzwi. Nie dałem mu dokończyć.
-Kocham Cie, Kellin - położyłem dłonie na jego policzkach, i pocałowałem go.

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 6

Bardzo przepraszamy, ze tak długo musieliście czekać na taki krótki rozdział/ Merry
_________________________________________
cz.I
Wszedłem do salonu gdzie był Oliver i jakaś dziewczyna. Chyba jego była. Przynajmniej tak wywnioskowałem z  tego co powiedziała.
-Ale..- zaczął Oliver ale to dziewczę mu przerwało.
-Zostawisz nas samych?- zapytała zwracając się do mnie.
Z tej wypowiedzi nie można było wywnioskować czy pałała do mnie nienawiścią.
-Oczywiście. -powiedziałem i wyszedłem z salonu. Mam wyjść czy jak? Po chwili w progu pojawił się chłopak. To był chyba Austin. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę
-Hej, jestem Austin
-Kellin, miło mi
-Tak, tak. Chodź do kuchni bo im to chyba jeszcze zejdzie.-kilka razy poruszył brwiami  i uśmiechnął się tajemniczo. Taa super.
 Wszedłem z Austinem do przestronnej kuchni i usiadłem na krześle barowym.
- Opuszczę cie na chwilkę. Czuj się jak u siebie.- wyszedł zostawiając mnie samego. Było słychać jak ta dziewczyna mówiła do Olivera, że go kocha i takie wielkie rzygam tęczą. Olivera nie było słychać. Ale w sumie nie zależy mi na tym.
 Po 15 minutach w progu pojawił się Oliver lecz prędzej było słychać trzaśnięcie drzwi.
-Dzięki, że poczekałeś. To była Victoria. Moja była. Po raz kolejny chciał do mnie wrócić. Głupia- mówił o niej a ja naprawdę nie miałem ochoty tego słuchać -Jesteś zły?
 -Niby za co?
-No, że widziałeś mnie w takiej sytuacji i w ogóle. Nie chciałem żeby tak..
-Twoje życie, twoja sprawa. Nie musisz mi się z niczego tłumaczyć- nie rozumiem sam siebie.
I w sumie zabrzmiałem jak nieszczęśliwie zakochana nastolatka.
-Musze iść, pozdrów ode mnie Austina.- wstałem i wyszedłem z kuchni
-Odprowadzę Cie
-Trafię, dzięki. Cześć.- szybko wyszedłem z mieszkania. Co ja robię?! Serio, jak dziecko. Muszę się ogarnąć bo Oliver pomyśli, że byłem zazdrosny. Nie byłem oczywiście! To znaczy, może trochę. Ale tak odrobinkę!
 Wracając wstąpiłem do Vic'a alby trochę odreagować. Nie ćpałem! Dobra, nie ważne. Trochę z nim sobie pogadałem i wypiliśmy po piwie. Około 21 wróciłem do domu i poszedłem się wykąpać. Dziwny dzień. I jeszcze ta szkoła. Ale trudno. Jutro czeka mnie konfrontacja z Oliverem. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.

cz. II
Zdziwiłem się trochę kiedy zobaczyłem Victorię. Nie byliśmy już razem więc nie wiem czego u mnie szukała. To ona ze mną zerwała. A teraz tak po prostu chce do mnie wrócić?!
 Usiadłem na kanapie obok niej.
-Oliver.. ja na prawdę żałuję, ze z Tobą zerwałam. Nadal Cię bardzo kocham- położyła mi swoją dłoń na mojej. Po krótkim milczeniu mówiła dalej, że bardzo mnie kocha, ze tęskni za tym co było kiedyś i takie tam. Ja prawie w ogóle się nie odzywałem. Nie chciałem do niej wrócić. Nie mogę! Nie teraz, kiedy kocham kogoś innego. To byłoby bez sensu. cały czas myślałem o Kellinie. Taki związek nie miałby przyszłości i prędzej czy później i tak zerwalibyśmy.
-Oliver, słuchasz mnie w ogóle?!- usłyszałem zdenerwowana Victorię.
-Ee..ja..- nie zdążyłem nic powiedzieć bo dziewczyna przerwała mi.
-Ja przychodzę do Ciebie, mówię Ci, że chcę do ciebie wrócić a ty mnie nawet nie słuchasz?!- oho.. powróciła dawna Victoria. Wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami. Poszedłem do kuchni gdzie był Kellin. Było mi głupio bo musiał wysłuchiwać mojej kłótni z byłą. Zachowywał się tak jakby był..zły? Albo zazdrosny. Chociaż nie sądzę, że był. Poczułem się dziwnie. Dlaczego się tak zachowywał? Już nic nie wiem. Kiedy Kellin wyszedł z mojego mieszkania w kuchni pojawił się Austin. Wstałem i skierowałem się do pokoju.
-Przychodzi dziś do mnie..- nie dałem mu dokończyć.
-Nie obchodzi mnie to- rzuciłem przechodząc obok niego. Poszedłem do pokoju i położyłem się na łóżku. Jutro spotkam się z Kellinem i mam nadzieję, że porozmawiamy normalnie.
                                                         *
Następnego dnia w szkole rozmawiałem z Kellinem..normalnie? On zachowywał się jakby wszystko było mu obojętne. Nie wiedziałem dlaczego to robi. Trochę mnie to irytowało. Może jednak jest zły za to co się wczoraj stało a teraz po prostu udaje, że nic się nie stało? Nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Ten pocałunek nic dla niego nie znaczył? Mam mu do zdania tyle pytań, ale on chyba nie chce ze mną rozmawiać. Z resztą szkoła nie wydaje mi się być najlepszym miejscem na takie rozmowy. Więc zaproszę go do mnie. Austin pójdzie gdzieś na jakiś czas, więc będziemy sami.
 Powiedziałem Kellinowi o mojej propozycji i zaprosiłem go do siebie. Zgodził się ale.. bez większego entuzjazmu..

środa, 14 maja 2014

One Shot 'Call me a name, kill me with words.'

Rozdział szósty niedługo), a tym czasem wstawiam shota. Pisałam go już dawno temu, ale chyba nie jest aż taki zły :)/ Ronni
__________________________________
Mam na imię Kellin. Jestem niskim szatynem o brązowych oczach. Jestem cichą osobą, no chyba, że przy moim chłopaku, Nicku. Byliśmy razem już od jakichś czterech miesięcy. Nick był starszy ode mnie o rok. Szczupły i bardzo przystojny chłopak. Miał dłuższe czarne włosy i jasne oczy.
Właśnie byliśmy w jego domu. Podszedłem do niego i usiadłem okrakiem na jego kolanach. Mieszkał sam, więc nikt nie mógł nam przeszkodzić. Zacząłem całować jego usta, na co on zaczął cicho pomrukiwać. Pogłębiałem pocałunek. Nick szybko pozbył się swojej koszulki, a zaraz potem mojej. Popchnął mnie tak, że spadłem na kanapę. Zaczęliśmy pozbywać się reszty garderoby. Kiedy byliśmy już bez ubrań położyłem się na brzuchu, podpierając się na łokciach.
Nick zawsze starał się być delikatny i przygotował mnie, abym nie czuł tak silnego bólu. kochaliśmy się już wiele razy i oboje wiedzieliśmy co zrobić aby wzajemnie się zadowolić. Nick wszedł we mnie do końca szybko i bez ostrzeżenia przez co głośno jęknąłem. Bardziej z bólu a nie z przyjemności.
- Przepraszam - wyszeptał nachylając się nade mną i zaczynając całować mój kark oraz ramiona, robiąc mi przy  okazji parę malinek.
 Zaczął się we mnie poruszać. Najpierw wolno, potem coraz szybciej. Zaczynało być coraz przyjemniej.
Zaczęliśmy jęczeć i krzyczeć nawzajem swoje imiona. W końcu obaj doszliśmy , a ja poczułem jak zalewa mnie sperma Nick'a.
- Kocham Cię - powiedziałem kiedy opadliśmy na łóżko zmęczeni, ale jednocześnie spełnienie.
- Ja Ciebie też- usłyszałem jego niepewny głos i zaraz potem pocałowałem go w usta. Poszedłem wziąć prysznic po czym pożegnałem się z Nickiem i wróciłem do domu. Bo przecież poszedłem się tam tylko "uczyć".
 Mieszkaliśmy nie daleko od siebie, więc często się widywaliśmy. Od razu po powrocie do domu i przywitaniu się z rodzicami poszedłem do swojego pokoju.. Było dosyć późno więc położyłem się, i szybko zasnąłem.

Następnego dnia w szkole.
Od razu po pierwszej lekcji zacząłem szukać Nicka w szkole. Zobaczyłem go w towarzystwie kilku jego kumpli. Podszedłem do niego i chciałem pocałować go w policzek na przywitanie, ale on odsunął się do tyłu, na co jego kumple zareagowali cichym śmiechem.
- Nick, o co chodzi? - byłem zdziwiony, ale jeszcze spokojny. I nieco zdezorientowany całą sytuacją.
- Spadaj, Kellin. - zrobiłem duże oczy.
- co? - zapytałem z niedowierzaniem w głosie.
- Nie zrozumiałeś? Spierdalaj.
-o co Ci do cholery chodzi? - Nic już nie rozumiem. Co mu się stało ?!
Cała grupa łącznie z nickiem zaczęła się śmiać. Poczułem się dziwnie.
_Powiesz mi o co chodzi? - zapytałem przez zaciśnięte zęby, zdenerwowany.
- Nas już nic nie łączy. Nigdy nie łączyło. - te słowa zabolały. Bardzo.
Jak to nic nas nie łączy? O czym ty mówisz ?!
- Myślisz, że ktoś byłby z kimś takim jak Ty z własnej woli? Nie sądzę. - zaśmiał mi się prosto w twarz.
- J-jak.. co? Czyli że ty..
- nigdy cię nie kochałem, Kellin. Założyłem się z chłopakami, że będę z Tobą cztery miesiące. Prawda jest taka, że wszyscy widzieli, że jesteś tylko zwykłym pedałem i dajesz się każdemu przelecieć. Cztery miesiące minęły. więc możesz jużspadać. - jego kumple patrzyli na mnie z rozbawieniem, a ja poczułem łzy na moich policzkach. Jak on mół mi coś takiego zrobić?! Jego słowa strasznie mnie zabolały. Jakby ktoś wbił mi nóż prosto w moje delikatne serce.
- Nienawidzę Cię! - krzyknąłem mu prosto w twarz, a łez na moich policzkach było coraz więcej. On tylko się zaśmiał. Uderzyłem go z otwartej dłoni w policzek, przez co strasznie się na mnie wkurzył, a ja przestraszyłem się i szybko pożałowałem tego, co zrobiłem.
 Odsunąłem się do tyłu, ale on  przywarł mnie do ściany korytarza, trzymając moje ręce po obu stronach mojej głowy. Bałem się.
- Nigdy więcej mnie nie uderzysz! Zrozumiałeś?! - nie odpowiedziałem. Uderzył mnie z pięści w nos. Nie chce żebym go bił, ale sam mnie bije. Chore. Byłem coraz bardziej przestraszony.
- Rozumiesz pedale? - krzyknął, a ja tylko pokiwałem lekko głową. Puścił mnie, a ja zsunąłem się po ścianie na podłogę, chowając twarz w dłoniach. Lecz po chwili wstałem i rzuciłem się do wyjścia, łapiąc po drodze moją torbę. Czułem się cholernie źle. Było mi przykro i byłem zły. Straciłem zaufanie do najważniejszej dla mnie osoby. Czułem się jakbym był.. nikim.

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 5

Cz.I
Trochę głupio się czułem, gdy powiedziałem Oliverowi co powiedział mi wieczorem. Widać było, że się bardzo zmieszał. Chociaż to było jeszcze nic z moim zdziwieniem, kiedy pijany wymamrotał, że mnie kocha. Oliver nie bardzo wiedział co zrobić. Po chwili wstał i podszedł do mnie w samych bokserkach.
 -Ja.. przepraszam. Mówiłem coś bez sensu. Byłem pijany. Sorry, że tak wyszło - poczułem cholerne rozczarowanie. On po tym co mi powiedział poszukał swoich ubrań i szybko w nie wskoczył. Nie bardzo wiedziałem jak się zachować. Byłem zmęczony tą sytuacją i całonocnym myśleniem.
 -Ja.. nie ważne - mruknąłem i wyszedłem z pokoju. Po chwili jednak poczułem jak czyjeś ramiona mnie obejmują. Czułem ciepły oddech Olivera na karku. Ja już NIC nie rozumiem. O co tu chodzi? Kurwa, o co?!
 Jego jedna dłoń spoczęła na moim brzuchu, a druga ułożyła się na wierzchu mojej dłoni. To wszystko jest takie błogie i przyjemne. Zamknąłem oczy i rozkoszowałem się tą chwilą.
 -Kellin? - szepnął i odwrocił mnie przodem do siebie dalej obejmując. - Mogę.. cię pocałować? - zapytał cicho, a ja dopiero wtedy otworzyłem oczy. Dlaczego zapytał? Całuj! Eeee, mózgu.. zwalniam cię! Lekko kiwnąłem głową. Oliver jeszcze przez chwilę patrzył na mnie, a potem powoli się przybliżał. Kiedy poczułem jego wargi na swoich, serce zaczęło mi mocno bić. Oliver był taki delikatny i spokojny. Kiedy poczułem jak jego jezyk przejechał po moich zębach o mało nie eksplodowałem (mam skojarzenia XD) od nadmiaru emocji.
 Nagle zadzwonił telefon. Spłoszyłem się trochę i odsunąłem od Olivera zakrywając usta. On za to wyjął z kieszeni telefon i odebrał. Z krótkiej wymiany zdań udało mi się tylko odgadnąć, że rozmawiał z Austinem. Kiedy skonczył rozmowę i schował telefon spojrzał na mnie.
 - Muszę już iść, w przeciwnym razie nie będę miał gdzie mieszkać.
 -Yhym, ok - odprowadziłem go do drzwi. Na pożegnanie jeszcze raz mnie pocałował. Nie chciałem się już z nim żegnać ale miałem tyle do przemyślenia.
-Hmm.. chcesz iść ze mną? - nagle zapytał.
-Mogę - odpowiedziałem ze spokojem chociaż w środku aż skakałem z radości. Szybko się ubrałem i zamykając mieszkanie wyszedłem.

 Cz. II
 Nie, nie! Nie mogę być zakochany w CHŁOPAKU. To chore. Po prostu nie mogę! I.. jak mogłem być takim idiotą żeby powiedzieć Kellinowi tak po prostu, że go kocham?! Ja.. chciałem żeby on się o tym dowiedział, ale cholera, nie w taki sposób! Nie wiedziałem co mam zrobić. Nie będę już dłużej walczył ze sobą. Zakochałem się w Kellinie, w chłopaku. Nic na to nie poradzę. Tylko czy on odwzajemnia moje uczucie? Raczej nie. Na pewno nie jest gejem.
 Mimo wszystko moja cholerna ciekawość nie dawała mi spokoju. I pewnie gdyby nie dzika chęć, żeby dowiedzieć się czy Kellin odwzajemnia moje uczucie, pewnie podziękowałbym mu za to, że mnie przenocował w swoim mieszkaniu i wyszedłbym. Ale nie.. bo ja jestem inny. Dlatego podszedłem i objąłem go. Ryzykowne. Mogłem po prostu zapytać. Mogłem.. nie chciałem zarobić podbitego oka, więc spytałem dla pewności czy mogę go pocałować. Bardzo ryzykowne. Troche się zdziwiłem, ale w większości byłem bardzo szczęśliwy kiedy dał mi znak, że mogę. Serce biło mi jak szalone, ale nie zastanawiałem się dłużej. Gdyby nic do mnie nie czuł to nie zgodziłby się na to.
 Całą 'romantyczną' atmosferę zepsuł telefon od Austina. Mówił, że mam szybko wrócić do domu. To Austin, więc oczywiście nie powiedział o co chodzi. Chciałem spędzić jeszcze trochę czasu z Kellinem i dlatego zapytałem go, czy pójdzie ze mną. W jego oczach widać było, że się ucieszył tej propozycji, chociaż starał się zachować normalnie, a nawet trochę obojętnie. Powstrzymywałem się żeby nie parsknąć śmiechem, kiedy na to patrzyłem.
Wyszliśmy z mieszkania Kellina i poszliśmy do mnie. Przez całą drogę prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie dziwiło mnie to, bo każdy z nas miał dużo do przemyślenia. Wiedziałem, że Kellin nic już pewnie z tego wszystkiego nie rozumie, a ja nie wiedziałem jak mu to wytłumaczyć. To wszystko było strasznie trudne. Doszliśmy do mojego mieszkania. Weszliśmy do środka.
 -Austin! Jesteś? - krzyknąłem, a on po chwili pojawił się na korytarzu. Zdziwiło go to, że nie przyszedłem sam. Przez chwilę stał i patrzył na Kellina. W końcu spojrzał na mnie i zaczął mówić.
 -Masz gościa. Nie wiedziałem w jaki sposób mam cię tutaj sciągnąć, bo gdybym poprosił cię żebyś przyszedł, to na pewno byś tego nie zrobił, więc powiedziałem, że nie będziesz miał gdzie mieszkć. - po tych słowach szybko wyszedł z mieszkania, a ja byłem kompletnie zdezorientowany. Poszedłem do salonu gdzie była.. Victoria?! Co ona tutaj robi?
 -Cześć Oliver. Musimy pogadać. Ja.. chciałabym do Ciebie wrócić. - po chwili w salonie pojawił się również Kellin. Cholera..