niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 18

Z góry przepraszam za wszystkie literówki i błędy, rozdział był przepisywany na szybko/M.
_______________________________________________________________________
cz. I
No i super. Tylko dlatego, że Oliver się uparł, Austin się o wszystkim dowiedział, i jeszcze tego nie zaakceptował to możemy mieć przejebane. A ja mu jeszcze w tym uległem.
- No i masz co chciałeś- powiedziałem wychodząc n balkon gdzie stał Oli i zaciągał się papierosem.
-Skąd miałem wiedzieć  jak zareaguje? Wróżką jestem?!
-Nie ale go znasz i mogłeś przewidzieć. Przecież się przyjaźnicie to wiesz jak on reaguje i co jest w stanie zaakceptować a co nie!
-Oj dobra, odwal się. Wyszło jak wyszło i już.
-I co teraz będziecie udawać, ze nic takiego nie miało miejsca czy Austin się wyprowadzi?-zapytałem ironicznie
-Nie wiem, daj mi spokój!
-Jak chcesz. W każdym razie ja byłem przeciwny  temu aby mu powiedzieć.
-No jasne, teraz to wszystko moja wina a Kellin jest święty i jak zwykle nic nie zawinił.
-A spierdalaj- wszedłem do pokoju i wyszedłem z mieszkania Olivera. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Vic'a. Znaczy do szpitala bo musiał tam zostać trochę ale jutro już ma wyjść. .W szpitalu jakaś pielęgniarka powiedziała, ze już skończył się czas odwiedzin i mam jeśli mogę odebrać Vic'a ze szpitala. Podziękowałem i wyszedłem ze szpitala. Pojeździłem trochę po mieście ale w ostateczności wróciłem do swojego mieszkania. Ciągle robiłem to samo. Moje życie mimo tego co się ostatnio wydarzyło jest dość nudne, monotonne i zasiane rutyną. A tak poza tym martwiłem się. O Vic'a, Olivera i o to co zrobi Austin. Ciągle siedziało0 mi to w głowie i wcale nie chciało wyjść. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłem drzwi jakaś dziewczyna rzucił mi się na szyję zapłakana. Byłem okropnie zmieszany i nie miałem pojęcia co zrobić. Na 100% nie znałem tej dziewczyny. Mimo to delikatnie ja objąłem i pogładziłem po plecach. Ona nagle odsunęła się ode mnie i spojrzała zaczerwienionymi od płaczu oczami.
-Przepraszam, przecież ty mnie nawet nie znasz z reszta ja Ciebie też nie. Przepraszam.- dziewczyna odwróciła się i chciała wyjść. Złapałem ją za rękę i zatrzymałem. Była przecież zapłakana i wystraszona.
-Nie pozwolę Ci przecież wyjść w takim stanie, chodź.-zaprowadziłem ją do kuchni. Kazałem jej się usiąść i dałem szklankę wody. Kiedy trochę się uspokoiła, zapytałem
-Co się stało?-dopiero teraz zobaczyłem, ze jest trochę posiniaczona
-Bo-o.. mieszkam ze swoim ..chłopakiem i on jest o mnie strasznie zazdrosny i  zaborczy. Ostatnio dużo się kłócimy i on trochę mnie dziś poszarpał. Uciekłam bo strasznie się go boję, on jest zdolny do wszystkiego. Ja nie mam gdzie wrócić i.. -rozpłakał się
-Spokojnie, możesz u mnie zamieszkać przy najmniej na jakiś czas, pomogę Ci. A tak w ogóle to jestem Kellin- uśmiechnąłem się do niej
-Katelyyn, miło mi- uścisnąłem jej drobną dłoń i ponowie się uśmiechnąłem. Kilka godzin później rozmawialiśmy jak byśmy się znali od dawna. Chociaż Kate poznałem dziś, rozmawiało  mi się z nią dobrze. Na początku trochę się obawiałem, ze jakaś obca dziewczyna ma tu zamieszkać znaczy w moim mieszkaniu ale po rozmowie z nią wiedziałem, ze to dobra decyzja i ona nie jest oszustką. Kiedy widziałem, ze jest już zmęczona zaprowadziłem ją do pokoju i dałem jakąś koszulkę do spania. Pokazałem łazienkę a ona (znowu) mi podziękowała. Zniknąłem w siebie w pokoju. To wszystko jest takie trudne.

cz. II
No i po co mu to powiedziałem?! Wiem jaki on jest i mogłem przewidzieć to, jak zareaguje. Ale nie, ja przecież zawsze muszę postawić na swoim.. Mogłem posłuchać Kellina. Zostałem sam w mieszkaniu. Zapaliłem jeszcze jednego papierosa i zdzwoniłem do Austina. A raczej  próbowałem się do niego dodzwonić. Nie liczyłem na to, że odbierze po tym czego się dowiedział ale spróbować zawsze można. Nie odebrał. Pio chwili dostałem wiadomość z krótkim "Spierdalaj" Wypaliłem papierosa i wróciłem do pokoju rzucając telefon na łóżko.
                           * Następnego dnia..
Austin nie wrócił na noc do mieszkania. Spodziewałem się tego. Rano usłyszałem, że ktoś wchodzi do mieszkania. Wyszedłem z pokoju.
-Austin możemy normalnie porozmawiać?-zapytałem a on ominął mnie i bez słowa skierował się do swojego pokoju. Wyjął z szafy torbę i zaczął pakować swoje rzeczy
-Co ty robisz?!
-Nie widać?!-odpowiedział nie przerywając czynności
 -Ale czy to, że jestem gejem coś zmienia?
-TAK. To zmienia wszystko. Nie mam zamiaru mieszkać z pedałem.
-Przecież nie wyrucham Cie jak będziesz spał 
-No nie wiem-poszedł do korytarza i ubrał buty.
-Masz. Mi już nie będą potrzebne.-rzucił mi klucze od mieszkania. Nie to nie. Nie będę go prosił żeby został. Jak chce to niech idzie
-Dobra, wypierdalaj. tylko nie wracaj do mnie jak znów nie będziesz miał gdzie mieszkać!-krzyknąłem a on wyszedł trzaskając drzwiami. Skoro on tak reaguje na to, że nie jestem hetero to może i lepiej, ze się wyprowadził. Boję się tylko, ze może powiedzieć wszystkim o tym, ze jestem z Kellinem. Jestem idiotą. Mogłem to po prostu cały czas to przed nim ukrywać i nic by się nie stało. Ale on jest moim przyjacielem. Czułem, ze muszę mu to powiedzieć i myślałem, ze powinien to wiedzieć.No ale wyszło jak wyszło. Teraz już raczej niczego nie mogę zrobić. Wyszedłem z mieszkania i wsiadłem w samochód. Zadzwoniłem do Kellina.
-Halo?
-Cześć. Może my się spotkać i pogadać? Chciałbym..-nie dokończyłem bo chłopak mi przerwał.
-Oliver, nie mam teraz czasu, jadę po Vic'a do szpitala. Porozmawiamy później, przepraszam. Cześć- rozłączył się. I tyle mi było z rozmowy z nim. Pojeździłem trochę po mieście, odwiedziłem kilka klubów. Starałem się zapomnieć o wszystkich problemach które się ostatnio pojawiły. Nie za dobrze mi to wychodziło bo i tak cały czas myślałem o tym wszystkim. Z dużo się przejmuję. "Później" pojechałem do Kellina, licząc na to, że może teraz znajdzie dla mnie czas. Zapukałem do drzwi które otworzyła mi jakaś drobna i ciemnowłosa dziewczyna. Nigdy wcześniej jej nie widziałem, a tym bardziej nie w domu Kellina..

środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 17

cz. I
I tyle było mi z tego opanowania. Trochę przesadził macając mnie po dupie na parkingu pod szpitalem w którym był mój pobity Vic. Mój?! Yyy źle to ująłem ale nie ważne. Jechałem do mieszkania trochę zmęczony. Po 15 minutach wchodziłem do domu. Zamknąłem drzwi i odrzuciłem klucze na szafkę. Nagle przypomniałem, ze znalazłem u Vic'a jakąś kopertę. I teraz ona nie wiadomo dlaczego znajdowała się w mojej kieszeni bluzy. Może między szukałem tej książeczki to jakoś mi tam wpadła albo przypadkowo ją ze sobą zgarnąłem. W każdym razie byłem bardzo ciekawy co jest w środku, więc poszedłem do pokoju i wysypałem zawartość koperty na łóżko. Zamurowało mnie. Z koperty wypadły jakieś żyletki i jakaś mała foliowa paczuszka z kilkoma tabletkami w środku. Chwile wpatrywałem się w przedmioty, biorąc do ręki jedną z żyletek i obracając ją w palcach. To niemożliwe. Założę się ,że te tabletki to nie witaminki a żyletki nie są tu po to bo Vic zostaje krawcem. Ale, ze ja nic nie zauważyłem. Nie do końca wiedziałem czy go z tym konfrontować czy dać mu spokój i pozwolić niszczyć siebie. Czy on ma jakieś poważne problemy? Dlaczego nic mi nie powiedział?! Może to przeze mnie? Od natłoku myśli zaczęła bolec mnie głowa. Musiałem jeszcze ogarnąć lekcje i znowu zacząć się uczyć bo mi to ostatnio nie idzie. Nie chętnie zebrałem przedmioty do koperty i zastąpiłem je mnóstwem książek. Westchnąłem i zabrałem się za nie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziłem się rano w towarzystwie książek. Odgarnąłem je i zszedłem z łóżka przeciągając się. Zobaczyłem na zegarek i okazało się, że mam jeszcze dwie godziny dlatego poszedłem wziąć prysznic. Zajął mi ponad pół godziny. Wyszedłem z łazienki w samych bokserkach i mokrych włosach. Poszedłem do kuchni, zjadłem coś, potem się ubrałem, ogarnąłem włosy i spakowałem się. Wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu, torbę kładąc a raczej rzucając na siedzenie obok. podjechałem pod szkołę. Zauważyłem, że Oliver czekał przy swoim samochodzie. Wysiadłem z auta a Oli ruszył w moją stronę.
-Hej-powiedział do mnie z uśmiechem
-Cześć-powiedziałem i ziewnąłem. Nie wiele spałem i byłem padnięty.
-Aż tak niewyspany?
-Jak cholera. Co pierwsze?
-Matma. Trochę się rozbudzisz-zaśmiał się. Nie podzielałem jego entuzjazmu. Zaczęliśmy rozmawiać i nie usłyszeliśmy dzwonka. Weszliśmy do szkoły gdzie korytarze były puste. Oliver najwidoczniej postanowił to wykorzystać. Objął mnie i pocałował.

cz.II
Znowu mi uległ. Wybaczył mi. Teraz czułem, że mam nad nim jakąś przewagę ale prędzej nie byłem taki pewny siebie. Mógł przecież po prostu ze mną zerwać. Po tym co zrobiłem nie dziwiłbym mu się za bardzo.No ale nie wracajmy już do tego. Teraz jest dobrze i nich tak zostanie. Wróciłem do mieszkania. Było puste.. czyli Austin gdzieś wyszedł. Postanowiłem obejrzeć jakiś film. Wziąłem laptopa i usiadłem na łóżku.W połowie zasnąłem. Byłem po prostu zmęczony całym dniem. Następnego dnia obudziłem się w całkiem dobrym humorze. W drodze do szkoły myślałem trochę o moim związku z Kellinem. Po dość krótkich przemyśleniach zdecydowałem się powiedzieć Austinowi o nas. I to najlepiej jeszcze dziś, wiem, ze to może go zszokować i zapewne tak będzie ale nie mogę tego przed nim wiecznie ukrywać. Prędzej czy później i tak by się wydało.
*
Po lekcjach rozmawiałem z Kellinem na parkingu przed szkołą.
-Co się z Tobą dziej? Jesteś dziś jakiś... dziwny?-zapytałem go. Przez cały dzień był zamyślony i wyglądał jakby się czymś martwił- Coś z Victorem?
-Nie, wszystko dobrze-posłał mi wymuszony uśmiech- Z Vic'em... chyba też- czułem, że coś jest nie tak, ale wiedziałem, ze nic z niego nie wyciągnę. Staliśmy przez chwilę w ciszy.
-Postanowiłem powiedzieć Austinowi.. o nas-oznajmiłem mu a on zdziwił się trochę.
-Jesteś pewny? Nie boisz się jego reakcji? Sam wiesz jak Vic zareagował.
-Jestem pewny. I chcę żebyś przy tym był.
-Ale..-zaczął a ja popatrzyłem na niego błagalnym wzrokiem.
-No dobra-westchnął a ja uśmiechnąłem się. Za każdym razem mi ulega. Na parkingu było dużo ludzi, więc pożegnałem się z Kellinem tylko krótkim 'cześć'. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Wieczorem przyjechał Kellin. Austin na szczęście nie miał zamiaru nigdzie wychodzić. Wszedłem z Kellinem do pokoju chłopaka.
-O, cześć.
-Siadaj, musimy porozmawiać.
-Brzmi groźnie-zażartował po czym usiadł
-Chcę Ci coś powiedzieć. Myślę, ze powinieneś wiedzieć.
-No więc słucham-powiedział trochę zdezorientowany
-Ja.. i Kellin..my.. jesteśmy razem.
-Co?! Żartujesz sobie, nie?!-był przerażony tym co usłyszał.
-Nie żartuję. Jestem gejem.
-Ty..on..ale..nie, nie wierzę, ze jesteś pedałem! Nie będę tego słuchał-wybiegł z pokoju ubierając bluzę. Wyszedł z domu co oznajmił głośnym trzaśnięciem drzwi. Przetarłem dłońmi twarz. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa, zaciągając się nim. I na cholerę mu to mówiłem?      

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 16

Dziękujemy za komentarze :)
Przepraszamy, że tak długo i zapraszamy do komentowania/M.
__________________________________________________________________________
cz. I
'Ale to nic dla mnie nie znaczyło' no logiczne, przecież widział tą kobietę pierwszy raz w życiu, no ludzie! Poszedłem otworzyć drzwi. Spodziewałem się Vic'a, ale za drzwiami stał jakiś zziajany chłopak.
-Kellin Quinn?
- Tak, a co?
-Uff, w końcu. Szukałem Cię już w pięciu domach. Nie ważne. Mogę wejść? Muszę Ci coś ważnego powiedzieć.
-Yy no dobra, wejdź.
-Dzięki, słuchaj. Jakieś 15 minut temu pobili Vic'a, czy Victora, no jakoś tak. Znalazłem go. Zadzwoniłem po pogotowie itp. Zabrali mu telefon, kasę, wszystko. Prosił abym Cię powiadomił. Mówił też, że w szpitalu na pewno będą chcieli jakąś książeczkę czy coś tam. Prosił żebyś przyjechał.
- O cholera. Dobra, dzięki za informacje. Poradzę sobie. Dzięki wielkie.
-Spoko - wyszedł, a ja zacząłem trochę panikować, i miotać się. Co robić?! Nagle w korytarzu pojawił się Oliver.
-Muszę szybko wyjść.
-Ale przecież teraz rozmawiamy.
-Ale ja MUSZĘ wyjść, rozumiesz?! - trochę podniosłem głos, i nerwowo zacząłem szukać kluczyków. Co jeżeli stało mu się coś poważnego?
-Kellin, spokojnie. Co się stało?
-Nic. Nie ważne. Muszę po prostu wyjść. Vic jest w szpitalu - o, są! Szybko wziąłem pierwszą lepszą bluzę, i otworzyłem drzwi, czekając aż Oliver się zbierze i wyjdzie. Wiem, bardzo grzeczne, uprzejme, i w ogóle. Oliver chyba zrozumiał, że jestem bardzo zdenerwowany tą cała sytuacją, i boję się o Vic'a, więc ubrał buty i wyszedł.
-Jadę z Tobą - oznajmił. Wiedziałem, że nie mam słowa sprzeciwu. Zamknąłem mieszkanie, i wsiedliśmy do samochodu. Pojechaliśmy pod dom Vic'a. Miałem swoje klucze, więc szybko wszedłem. Taa, i ten jego 'porządek'. Przeszukiwałem szafki. Tam było wszystko! Stare zdjęcia- głownie nasze, też miałem ich pełno- papiery, gumki, starocie, no dosłownie wszystko. Po 10 minutach poszukiwań znalazłem. Szybko wybiegłem zamykając drzwi na klucz. Wsiadłem do samochodu, i odpaliłem go. Po 15 minutach drogi dojechaliśmy. Nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa podczas jazdy. Weszliśmy do szpitala. Popytałem trochę o Vic'a. Kazałem poczekać Oliverowi na korytarzu, a sam wszedłem do sali, w której był Vic. Poza tym pielęgniarka myślała, że byliśmy zamieszani w tą bójkę. Wcale się jej nie dziwię, z takimi poobijanymi ryjami. Jakoś jej to wytłumaczyłem. No, więc wszedłem do sali, i zobaczyłem Vic'a trochę poobijanego, posiniaczonego, i w bandażu na ręku. Chyba tyle. Podszedłem do niego.
-Jak się czujesz? Nic ci nie jest?
- Tak sobie. Trochę mnie poturbowali, ale nie złamali mi nic przynajmniej - zaśmiał się. Nawet w takich chwilach zachowywał dobry humor- No już, spokojnie, nic mi takiego nie jest.
-Wystraszyłem się - powiedziałem, siadając na krześle obok łóżka - dlaczego Cię pobili? Znasz ich?
- Nie wiem, może im coś nie pasowało we mnie. Nie, chyba nie.- nagle podeszła do mnie jakaś mała dziewczynka, i usiadła mi na kolanach, uśmiechając się słodko. Kochałem dzieci, no ale to było trochę dziwne.
-Czesc, jestem Mel - uśmiechnęła się szerzej, i powiedziała dość niewyraźnie.
-Hej, a ja Kellin. Gdzie twoja mama?
-Posła, ale zalas psyjdzie - spojrzałem na Vic'a, który również, jak mała Mel się uśmiechnął. Czyli musiał ją już poznać. Po chwili do sali weszła niska kobieta w mocnym makijażu, i średniej długości blond włosach.
-Widzis, mama psysła - zeskoczyła z moich kolan, i podbiegła do swojej mamy.
-Mel, byłaś grzeczna?- zapytała blondynka z uśmiechem.
-Tak - dostała jakiegoś batonika, i uradowana usiadała na łóżku, zmagając się z otwarciem go.
-Dziękuje, że ją pilnowałeś - zwróciła się do bruneta, podchodząc bliżej. Była bardzo ładną kobietą.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. Nagle przypomniałem sobie, że przecież Oliver jest na korytarzu.
-Ej, słuchaj, bo Oliver przyjechał ze mną, i czeka teraz na korytarzu i..
-Może wejść - przerwał mi. Uśmiechnąłem się, i wyszedłem na korytarz. Na krześle siedział Oli. Kiedy na mnie spojrzał od razu wstał.
-Chodź - delikatnie się uśmiechnąłem, a on wszedł ze mną do sali.

cz.II
Obaj byliśmy zdenerwowani. Kellin bo pobili Vic'a, a ja tym, że ktoś przerwał naszą rozmowę. Wiem, że jestem strasznym egoista. No ale starałem się zrozumieć Kellina. W końcu Vic'owi mogło stać się coś poważnego. Mimo tego, że nadal był na mnie zły postanowiłem nie zostawiać go samego w tej sytuacji, szczególnie dlatego, że panikował, i nie do końca wiedział co ma zrobić.
*
Siedziałem na korytarzu, i czekałem na Kellina. W końcu pojawił się. Weszliśmy razem do sali. Vic nie wyglądał najgorzej. Nawet się uśmiechnął. W sali była też jakaś  kobieta, i mała dziewczynka. Ugh... nie lubię dzieci. Wziąłem krzesło, i usiadłem obok Kellina. On rozmawiał z Vic'em a ja.. właściwie to nie wiedziałem co robić. Nie miałem o czym z nim rozmawiać. Zapytałem go jak się czuje i na tym się skończyło.
-Emm.. Kellin, może chodźmy już, co?-zaproponowałem po jakimś czasie- Ja.. zostanę jeszcze trochę- zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do rozmowy wtrącił się Vic.
-Daj spokój Kellin, przecież nie musisz siedzieć ze mną cały wieczór. Dobrze się czuje- uśmiechał się do niego a on przez chwile nic nie mówił
-Noo dobra- odpowiedział bez większego entuzjazmu. Pożegnał się z Vic'em  i opuściliśmy salę. Kiedy wychodziliśmy ze szpitala zatrzymywał jeszcze jakiegoś lekarza i pytał go kiedy  wypuszczą Vic'a i takie tam podobne. W końcu opuściliśmy szpital. Było już dość późno. Na parkingu niedaleko szpitala nie było praktycznie nikogo. Jestem niewyżyty więc postanowiłem wykorzystać tą okazje. Kiedy Kellin starał się otworzyć drzwi samochodu, ja podszedłem do niego i przytuliłem go tylu.
-Oliver.. -j ęknął niezadowolony. Kluczyki wypady mu z reki
- No co?
-A co jeśli ktoś nas zauważy?
-Oj przestań. Tu nie ma prawie nikogo, z resztą jest ciemno.- powiedziałem po czym odwróciłem go przodem do siebie. Próbował uwolnić się z moich ramion ale widząc, że ma na to marne szanse po chwili zrezygnował  i cicho westchnął.
-Ale..- nie dałem mu dokończyć. Położyłem palec na jego usta. Rozejrzałem się czy nie ma w pobliżu nikogo, a potem zacząłem  go całować. Długo, namiętnie i trochę zachłannie. Znowu moglem mieć go tak blisko. To znaczy jeszcze nie do końca wiem, czy mi wybaczył ale nie ważne. W końcu zaczął oddawać pocałunek. Zacisnąłem dłonie na jego pośladkach a z pocałunkami zszedłem na jego szyje, robiąc mu przy okazji malinkę. Odepchnął mnie lekko od siebie.
-Hamuj się czasami - powiedział, a potem podniósł z ziemi kluczyki.
-Przy Tobie nie mogę - prychnął i otworzył drzwi auta.
-Nie podlizuj się - zignorowałem to co powiedział i wsiadłem do samochodu. Kellin odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę praktycznie w ogóle nie rozmawialiśmy. Dopiero kiedy dotarliśmy na miejsce ja odezwałem się
-Kellin - położyłem mu rękę na kolanie - Chce wiedzieć.. czy miedzy nami wszystko jest już dobrze?
-Tak. Chyba tak - zawahał się
- Możemy zapomnieć o tej całej  sytuacji?
-To, że Ci wybaczyłem to nie znaczy, że zapomnę - mimo tego, cieszyłem się, że mi wybaczyć. Pożegnałem się z nim krótkim pocałunkiem a potem poszedłem do mieszkania.

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 15

Prosimy wszystkie osoby, które komentują z anonima by podpisywały się jakoś, chociaż jedną literą, bo chciałybyśmy wiedzieć które komentarze są od kogo :)
Przepraszam za błędy, które mogą pojawić się w rozdziale.No i komentarze. Pamiętajcie o komentarzach, bo one na prawdę są dla nas bardzo ważne. /Ronni
____________________________________________________________________
cz.I
Za ostro? Ja pierdolę, on mnie zdradził z pierwszą lepszą dziwką! Mam udać, że nic się nigdy nie stało?! Chyba go pojebało. Byłem bardzo zdenerwowany. Poszedłem do salonu, usiadłem się, i zacząłem śpiewać. To mnie trochę odstresowuje.
Śpiewałem, aż zaczęło boleć mnie gardło. Poszedłem do kuchni, i napiłem się wody. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem, i otworzyłem je. Spodziewałem się Olivera, ale za drzwiami stał Vic. Uśmiechnął się do mnie, i wszedł.
- Cześć.
-Hej Vic, nie piję z tobą. - powiedziałem zachrypniętym głosem.
- Chory jesteś?
-Nie, z dużo śpiewania.
- A co cię tak zdenerwowało? - jak on mnie zna. Wszystko wie.
- Oliver przespał się z jakąś dziwką w burdelu, bo nie dałem mu się poruchać. - nie przebierałem w słowach.
- Co? Zerwałeś z nim?
- Nie. - zacząłem mu to wszystko opowiadać, nerwowo chodząc po pokoju. Znowu się zdenerwowałem.
- Kellin, spokojnie. Najwidoczniej on nie jest ciebie wart. - dalej krążyłem po pokoju. - Kellin? - wstał, i podszedł do mnie, łapiąc za ramiona. Położyłem głowę na jego ramieniu. Po złości przyszedł smutek i rozczarowanie.
- Co ja mu zrobiłem? To, że nie chciałem mu dać się przeruchać, to był wystarczający powód, żeby znaleźć sobie pocieszenie?
- Nie, to nie jest powód. Ej, uśmiechnij się, i miej na jego wyjebane. Nie przejmuj się. Proszę. - przytulił mnie. Po chwili przejechałem nosem po jego szyi, wywołując dreszcz na jego ciele. Zacisnął ręce na mojej koszulce, na plecach. Podniosłem głowę, i przyglądałem mu się. Brązowa grzywka, i śliczne oczy tego samego koloru.Piękny, biały uśmiech i zawsze radosne spojrzenie.
On też przez chwilę mi się przyglądał, a potem zbliżył się, i pocałował mnie. Przejąłem inicjatywę. Położyłem mu ręce na torsie. Skończyłem pocałunek, i uśmiechnąłem się jakby..chytrze? Przeniosłem usta na jego szyję. Chyba mu się podobało. Ale..na tym się skończyło. Jeszcze raz się pocałowaliśmy, i zaśmialiśmy się.
 Potem rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas, i Vic poszedł. Ustaliliśmy, że ani Oliver, ani nikt inny nie dowie się o tym, co się tutaj wydarzyło. Z resztą Oliver zawinił trochę więcej niż ja, więc nie ma co rozpaczać.
 Jakieś dwadzieścia minut po pójściu Vic'a, przyszedł Oliver z nadzieją, że się pogodzimy, czy coś. Wpuściłem go, ale tak w sumie nie z bardzo chciało mi się o tym rozmawiać. Nasza niby "spokojna" rozmowa przerodziła się najpierw w kłótnię, potem w awanturę, kończąc na bójce. Tak, ja zacząłem. Bardzo mnie zdenerwował, dlatego dostał w policzek z pięści. Nie był mi dłużny, więc po jakimś czasie zaciętej bójki byliśmy cali poobijani.
Leżeliśmy na dywanie. Oliver trzymał mi ręce siedząc na mnie okrakiem, a ja starałem się uwolnić. No nie oszukujmy się - on jest wyższy i silniejszy. Po jakimś czasie nie miałem już siły się wyrywać. Oliver wtedy zbliżył się, i tak po prostu mnie pocałował. Pocałunek był długi i bardzo namiętny. W między czasie osiągnąłem zamierzony cel, i delikatnie oraz nie postrzeżenie zrzuciłem go z siebie. Kolanem otarłem się o jego krocze, a on cicho jęknął.
- Mam nadzieję, że chociaż było ci z nią dobrze. - szepnąłem, i zerwałem się, biegnąc do łazienki, którą zamknąłem na klucz. Po chwili ciszy usłyszałem pukanie do drzwi, o które byłem oparty plecami.
- Kellin, otwórz. - pff. Jasne już biegnę.
- Mam jedną prośbę. Wyjdź.
- Kellin, proszę cię. To był tylko jeden raz. Austin mnie tam zaciągnął..
- Tak, i pewnie krzyczał na ciebie, zmuszając do ruchania.Nie rób ze mnie idioty! A z resztą to nie ma znaczenia. I tak ci pewnie wybaczę. Ale teraz wyjdź. - potem usłyszałem już tylko nie za głośne "Przepraszam. Kocham cię.", i trzask drzwi wejściowych. Wyszedłem z łazienki, dopiero teraz odczuwając skutki bójki. Bolało mnie pół twarzy, żebra, i kolano. Poza tym miałem kilka dużych siniaków. Między innymi na policzku i żebrach, i w kilku innych miejscach.

cz.II
Żałowałem, że poszedłem do tego burdelu. To był pierwszy, i ostatni raz kiedy tam poszedłem, a Kellin zachowywał się tak, jakbym chodził tam co najmniej codziennie. I nie byłem tam tylko dlatego, że Kellin nie dał mi się przeruchać. No ale nie oszukujmy się - który facet tego nie lubi? Wróciłem do domu zdenerwowany. Na szczęście Austin gdzieś wyszedł. Muszę się w końcu wziąć w garść, i powiedzieć mu o moim związku z Kellsem. Nie boję się mu tego powiedzieć, tylko bardziej obawiam się jak on na to zareaguje. Dobra, to nie jest teraz ważne.
 Jak mam wytłumaczyć Kellinowi, że to dla mnie nic nie znaczyło i, że to był tylko jeden raz? Może powinienem trochę poczekać, i porozmawiać z nim z jakiś czas? Nie wiem już co mam robić. Wykorzystałem chociaż okazję i pocałowałem go, kiedy leżał pode mną, i nic nie mógł zrobić. Zdecydowałem się jednak pójść do niego, i jeszcze raz z nim porozmawiać. Czekanie nie załatwiłoby naszego problemu.Ale to chyba nie był najlepszy pomysł. Kellin nadal jest na mnie zły. Mam z to kilka siniaków, i wszystko mnie boli, no i kolejną awanturę z nim. Wróciłem do mieszkania. Tym razem Austin już był.
- A tobie co się stało? Biłeś się z kimś? - zapytał kiedy mnie zobaczył.
- Nie twoja sprawa. - opowiedziałem mu trochę oschle, a potem zamknąłem się w swoim pokoju. Czyli teraz cały czas będzie tak? Będę chodziło do Kellina, pokłócimy się, wrócę do siebie..i tak będzie ciągle? Niczego na tym nie zyskamy. Ostatnio i tak tylko się kłócimy. I za każdym razem z mojej winy.
*
Następnego dnia znów nie poszedłem do szkoły. Olałem ją po prostu.
 Zdecydowałem, że nie odpuszczę, dopóki Kellin mi nie wybaczy. Nic innego nie mogę zrobić. A to lepsze niż siedzenie z założonymi rękami, i czekanie, aż wszystko samo się rozwiąże.
Dzwoniłem kilka razy do niego. Nie odbierał. Nie wiem na co w ogóle liczyłem.
Pojechałem do niego wieczorem. Znowu będę go prosił o to, żeby mi wybaczył.Może w końcu się uda. Ta sytuacja robi się już trochę żałosna. Otworzył drwi, ale kiedy tylko mnie zobaczył od razu je zamknął.
- Otwórz, proszę cię. Nie możemy normalnie porozmawiać? - zapytałem, i zapukałem do drzwi. Po chwili ponownie się otworzyły. - To dasz mi wszystko powiedzieć na spokojnie?
- Jeśli w ogóle mamy jeszcze o czym rozmawiać. - poszliśmy do salonu. Po raz kolejny zaczynam to samo od początku.
- Zrozum, że to był tylko jeden raz. Nigdy więcej tam nie pójdę.
- Tam przy najmniej możesz sobie poruchać, nie?
- Nie poszedłem tam dlatego, że ty "nie dałeś mi się wyruchać". - ku mojemu zdziwieniu rozmowa była całkiem spokojnie.
- Ale mimo wszystko zdradziłeś mnie z jakąś pierwszą lepszą.
- Ale to nic dla mnie nie znaczyło. Kocham tylko ciebie, i wiem, że mogłem tam po prostu nie iść. - po moich słowach zapadła cisza. Czekałem aż Kellin coś powie. Odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
- Ja już nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Nie wiem czy mówisz prawdę, i czy będzie tak jak mnie zapewniasz.
- Po prostu mi zaufaj. - nagle naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Kellin poszedł je otworzyć.

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 14

Rozdział trochę krótki, ale cóż, robimy co możemy. /ronni
___________________________________________
cz. I
Trochę miałem wyrzuty sumienia. Przez cały ten czas nie dawały mi spokoju, i dlatego postanowiłem się przejść. Było już dość ciemno, ale pomimo to poszedłem dalej niż zwykle. Mijałem pełno klubów, sklepów itp. Nawet przez chwilę zastanawiałem się czy nie pójść do klubu, pobawić się trochę, wyluzować, i pozbyć się tych cholernych wyrzutów sumienia, ale zapomniałem kasy, więc marnie.
 Przechodziłem obok jakiegoś klubu, który z zewnątrz wyglądał niepozornie, choć napis nad drzwiami świadczył o tym, że to co najmniej burdel. Wychodziło z niego kilka ludzi. Jeden facet wyglądał jak Oliver. Zaśmiałem się z moich myśli, a potem ponowie spojrzałem na wejście, zatrzymując się gwałtownie. To.. to naprawdę jest Oliver! Stał i patrzył na mnie. Chyba  nie spodziewał się mnie zobaczyć. Nagle z tego 'klubu' wyszedł Austin. Był trochę pijany.
-E, stary, a ty gdzie? Masz w końcu się rozerwać..- Dalej nie słyszałem, bo szybko się odwróciłem, i oddaliłem. Austin zajął na tyle długo Olivera, że nie musiałem go oglądać. Nie no, jego życie i w ogóle. Jak chce chodzić do burdelu, to spoko. Tylko.. co jak on tam ruchał jakąś laskę w momencie kiedy ja miałem wyrzuty sumienia, i w sumie to z jego powodu? To.. eh całkiem upokarzające. No bo życie ze świadomością, że twój chłopak chodzi do burdelu żeby poruchać, a ty siedzisz sobie całkowicie nie świadomy nie jest zbyt ciekawą i pokrzepiająca myślą. Szybko dotarłem do mieszkania. Wszedłem, rozebrałem buty i bluzę oraz zamknąłem drzwi na klucz. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jakoś tak. No nie ważne. Nie bardzo wiedziałem co o tym myśleć. Przynajmniej wyrzuty sumienia mi minęły.
Odłożyłem telefon na blat w kuchni, i oparłem się na nim. Stałem tak przez chwile, aż biorąc butelkę wody poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem laptopa, i włączyłem jakąś komedię. Nie przepadałem za nimi, ale próbowałem robić cokolwiek żeby tylko poprawił mi się humor. Obejrzałem trzy podobno 'świetne' komedie, a humor był taki sam. Spojrzałem na zegar. Była pierwsza w nocy. Odłożyłem laptopa, i poszedłem do kuchni. Spojrzałem na telefon. Miałem kilka nieodebranych połączeń od Olivera. Zostawiając telefon w kuchni poszedłem do łazienki, i wziąłem prysznic. Po godzinie leżałem w łóżku, próbując zasnąć.
*
Następny dzień.
Spóźniłem się do szkoły bo zaspałem. Olivera nie było.

cz.II
I po cholerę poszedłem do tego burdelu?! Głupi Austin. Mogłem go nie słuchać. Ale przynajmniej poruchałem. Najgorsze jest to,że Kellin widział mnie jak z tamtąd wychodziłem. Teraz mam wyrzuty sumienia. Zdradziłem go z pierwszą lepszą dziwką. Niby było całkiem fajnie, ale jak ja mu teraz to wszystko wytłumaczę?
 Po tym jak Austin wciągnął mnie znów do klubu wypiłem trochę, i nie pamiętam za dużo z reszty wieczoru. Tylko tyle, że chyba zabawiłem się z jeszcze jedną dziewczyną i ,że wracałem z Austinem pieszo do mieszkania, bo obaj byliśmy pijani, więc żaden z nas nie mógł kierować autem. I to właściwie wszystko co pamiętam. Kiedy już wróciłem, kilka raz próbowałem dodzwonić się do Kellina. Na marne. Co on sobie w ogóle pomyślał jak mnie zobaczył przed  klubem? Muszę mu to wytłumaczyć. Chociaż nie wiem czy w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać.
*
Następnego dnia obudziłem się dość późno. Bolała mnie głowa, i ogólnie jakoś dziwnie się czułem. Nadal męczyły mnie wyrzuty sumienia po wczorajszej sytuacji. A może po prostu za bardzo przejmuje się tym. Miałem się wreszcie wyluzować, i zapomnieć o wszystkich ostatnich problemach, a budzę się następnego dnia, i tylko się wszystkim martwię. Wstałem i poszedłem do kuchni po jakieś tabletki. Wziąłem kilka, i popiłem dużą ilością wody. Austin jeszcze spał. Nic dziwnego. On na prawdę nigdy nie ma dosyć imprez i seksu.
 Znów zadzwoniłem do Kellina. Nie odebrał. Pewnie jest w szkole. Ja nawet nie pomyślałem żeby do niej pójść. Po zajęciach pójdę pogadać z Kellinem. Zasługuje na wyjaśnienia. Znów zaczynam się przejmować. Muszę się w końcu nauczyć mieć trochę wyjebane, bo zachowuje się jak zakochana nastolatka. Dobra, nie ważne. Przez resztę dnia nie robiłem właściwie nic interesującego. Leczyłem kaca, chodziłem bez celu po mieście, dzwoniłem kilka razy do  Kellina. W końcu zdecydowałem się do niego iść. Powinien wrócić już ze szkoły. Po krótkim czasie stałem już przed drzwiami jego mieszkania.
-Cześć, możemy pogadać? - zapytałem trochę niepewnie, kiedy otworzył mi drzwi.
-Chcesz mi opowiedzieć jak było w burdelu? Wchodź, chętnie posłucham - powiedział z ironią, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mimo to wpuścił mnie do środka. Trochę musiałem go o to prosić, ale mniejsza o to.
-Chce ci to wszystko wyjaśnić...
-Myślę, że tu już nie ma czego tłumaczyć. Po prostu poszedłeś sobie poruchać, i tyle.
-Kellin, to nie tak.
-Kurwa, Oliver, dla mnie wszytko jest jasne. Nie dałem ci dupy, to poszedłeś w burdelu. - był za bardzo zdenerwowany żeby normalne z nim porozmawiać. Ja pomimo tego starałem się być spokojny.
-Daj mi coś wreszcie powiedzieć. - podniosłem głos.
- Wyjdź. - odpowiedział krótko, nie patrząc nawet na mnie.
-Co? Ale..
-Wyjdź, nie chcę z tobą rozmawiać. Jak chcesz chodzić do burdelu, to spoko, ale nie myśl, że ja będę to tolerował.
-Za ostro podchodzisz do tej sytuacji. Porozmawiamy jak ochłoniesz - powiedziałem, po czym lekko zdenerwowany wyszedłem z jego mieszkania.

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 13

Jesteście świetni, oby tak dalej. Zapraszamy  do czytania /Merry
_________________________________________________________
cz.I
Dobra wiem, moje zachowanie nie było godne 19-latka. No ale kurde to jest mój pierwszy i ostatni chłopak. Znaczy nie to, że wyjdę za niego albo zostanę z nim do końca życia tylko, że po prostu więcej nie zdecyduje się na związek z facetem. No kocham Olivera na swój sposób ale w ogóle sobie jakoś nie mogę wyobrazić nas jako parę albo żebyśmy mieli TO zrobić. Tak bardzo bałem się, ze ktoś się zorientuje co między nami jest, że unikałem go. Niestety skutki były odwrotne niż się spodziewałem. Ludzie w szkole zaczęli zwracać uwagę tym zmianom. Założę się, ze po szkole lata już co najmniej kilka różnych plotek. Super. W szkole nie było Vica, i dlatego czułem się gorzej. Nawet nie miałem z kim o tym pogadać.
 Kiedy przebrnąłem przez ten dzień w szkole, wróciłem do domu. Godzinę później zjawił się Oli. Wpuściłem go do domu i zapytałem przez grzeczność czy się czegoś napije. Jak zwykle był to sok. Dałbym mu piwo ale dawno nie robiłem zakupów a poza tym nie bardzo je lubiłem. poszliśmy do mnie i usiedliśmy
-Kellin wytłumacz mi w końcu o co ci chodzi bo ja już nie mam ni ochoty ani cierpliwości do tych całych podchodów
-O nic tak właściwie. Po prostu nie chce żeby inni się o tym dowiedzieli i nie chce tego robić już teraz. Tyle.
-Ale dlaczego? Przecież..
- Przestań! Jesteś egoistą. Niewyżytym egoistą w dodatku. Oczekuje od ciebie chociaż minimum szacunku. Nie jestem szmatą! Jak chcesz poruchać to idź do tej swojej byłej.. Victorii!
-Sadzisz, ze ona jest szmatą? Szanuje cię przecież!
-To ty to powiedziałeś. Ja jej nie znam. Skoro mnie szanujesz to nie  zmuszaj mnie do niczego. Tonie będzie miło i przyjemnie ale mi trochę mniej jakby nie patrzeć. Więc może weź się w garść i uszanuj moją decyzję-lekko się zdenerwowałem
-Szanuję! Przecież nie gwałcę Cie więc nie przesadzaj.też jesteś egoistą bo ja mm swoje potrzeby przecież!- chwile patrzyliśmy na siebie uważnie
-Obaj jesteśmy siebie warci- zaśmiałem się  Oliver trochę się rozpogodził. Uśmiechnął się i pokiwał głowa.
-Czyli zgoda?
-Tak-usiadłem mu na kolanach i pocałowałem. Tym razem nikt nagle nie wszedł do pokoju ani nie zadzwonił. Po prostu mieliśmy chwilę dla siebie. Po przerwanym pocałunku wtuliłem twarz w jego szyję  on mnie przytulił. Nagle szepnął
-Rozmawiałem z Vicem.
-Co? Kiedy?
-Wczoraj.
-O czym?
-O Tobie-zamarłem.

cz. II
 Już w ogóle nie rozumiałem Kellina. Zachowuje się jak dziecko. Wiem, ze jestem może trochę egoistą bo namawiam go do tego, wiedząc, że on nie jest jeszcze gotowy. Cała ta sytuacja i mój związek z Kellsem... jakoś szybko i łatwo to przyjąłem, a Kellin wręcz przeciwnie. Niby mnie kocha i okazuje mi to ale widzę, ze ciężko mu zaakceptować i 'przyzwyczaić'  się do tego, ze ma chłopaka. Ale ja mimo tego cały czas mówiłem tylko o jednym. Tylko o ruchaniu. Nie chciałem następnej kłótni, no ale my przecież nie potrafimy rozmawiać jak dorośli,. o tym wszystkim nie miałem nawet z kim pogadać. Austin przecież o niczym nie wie. Dlatego  spotkałem się z Vicem. Rozmawialiśmy trochę o Kellinie, o tym jak on to wszystko znosi. Zapytałem Vica jak on przyjął tą cała sytuacje. Widziałem, że to nie było dla nie go proste. W ogóle wydaje mi się, że tylko ja dobrze przyjąłem to co się teraz dzieje. I nie wiem czy to dobrze czy źle.
              *
Opowiedziałem Kellinowi o czym rozmawiałem z Vicem.
-No ale.. dlaczego z nim? Przecież wy się nie lubicie, więc nie rozumiem.
-Ehh.. możemy już o tym nie rozmawiać?-poprosiłem, i nie czekając na odpowiedź pocałowałem go.
              *
 Wieczorem Austin znowu chciał mnie gdzieś wyciągnąć.Czy on nigdy nie ma dość? Ledwo co wytrzeźwiał po ostatniej imprezie, a już chce iść na następną? Dobra, to w końcu jego życie. Niech robi co chce.
-Ostatnio też nie chciałeś nigdzie iść.. co się z Tobą dzieje?
-Nic, ja po prostu...
-Ubieraj się- rzucił i wyszedł z mojego pokoju. Właściwie to chyba nie miałem już wyboru. Ubrałem bluzę i buty po czym wyszliśmy z mieszkania. Po 20 minutach dotarliśmy na miejsce. Jakiś klub. Nigdy wcześniej w nim nie byłem.
-Austin gdzie my jesteśmy? - on tylko wyszczerzył się. Weszliśmy do środka. Pełno ludzi, alkohol i praktycznie nagie dziewczyny. Całkiem fajnie tylko czy to jest BURDEL?! Rozejrzałem się bo chciałem poszukać Austina,  ale okazało się, że on już zniknął w tłumie ludzi. Widocznie był tu bardzo dobrze znany. Czemu mnie to nie dziwi? Skoro już tu jestem.. to postanowiłem się trochę wyluzować. Podeszła do mnie pewna szatynka. Trochę wypiliśmy, tańczyliśmy aż w końcu ona zaprowadziła mnie do pokoju na piętrze. Nie myślałem nad tym co robię. Po prostu się z nią przeruchałem. Był nawet dobra, ale po 'wszystkim' poczułem się jakoś głupio. Co z Kellinem? chciałem jak najszybciej opuścić tamto miejsce. Ubrałem się, zapłaciłem tamtej dziewczynie i wyszedłem. Nie chciałem czekać na Austina bo wiedziałem, ze tak szybko nie wróci. Nagle zobaczyłem... Kellina! O cholera.
 


czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 12

Wasze komentarze są super, więc komentujcie :) /Ronni
______________________________________
cz. I
 I na cholerę ja mu to mówiłem?! Ale.. skoro mnie kocha to wybaczy. Pocałunek z Vic'em nie wiele dla mnie znaczył. Oliver nie musiał od razu zachowywać się jak zraniona nastolatka. To był tylko przyjacielski buziak, do cholery! Nie włożyłem mu języka do ryja przecież! Dobra spokojnie, to nic nie daje.
Wysłałem sms'a Oliverowi , że jak mu przejdzie złość, to porozmawiamy jak dorośli ludzie. W jakimś sensie zależało mi na nim, i nie miałem zamiaru z tego co udało się nam już stworzyć zrezygnować.
 Długo czekałem na odpowiedź. Po ponad dwóch godzinach dostałem sms'a z adresem i godziną. Od Olivera. Zostało mi jeszcze 30 minut do wyznaczonego czasu, więc szybko założyłem bluzę, buty i wybiegłem z domu zamykając drzwi na klucz.
Dojście na wyznaczone miejsce zajęło mi 20 minut. Jakiś duży park, wokoło pełno drzew. Dobrze, że było jasno i było tu dość sporo ludzi. Odszukałem wzrokiem Olivera, i szybko do niego podszedłem.
- Ochłonąłeś trochę? - zapytałem na wstępie.
- Tak.
- Możemy w spokoju pogadać? - kiwnął głową więc zacząłem. - Ja nie całowałem się z nim tak, jak ty myślisz. To był zwykły buziak w usta, i to jeszcze po pijaku. W dodatku Vic jest hetero, i na trzeźwo by tego nie zrobił. Z resztą ja też.Wierzysz mi? To TYLKO mój przyjaciel.
- Uwierzę jak.. zerwiesz z nim kontakt.
- Co?! Chyba oszalałeś! Nie zrobię tego! Nie ma mowy. To jest mój  przyjaciel już od wielu lat. Jesteś dla mnie ważny, ale nie zrobię tego na twoje życzenie. To tak samo jakby kazał mi zerwać kontakt z tobą. Też bym tego nie zrobił. Musisz mnie zrozumieć.
- Ok, może trochę przesadziłem. Zgoda? - uśmiechnął się
- Zgoda. - odwzajemniłem uśmiech i rozejrzałem się.Nikt nie zwracał na nas uwagi, wiec szybko musnąłem jego usta.
 Zaczęło się ściemniać, więc postanowiliśmy wracać Wciąż nie najlepiej się czułem. No w końcu to kac. Po drodze trochę rozmawialiśmy, choć nadal bolała mnie głowa, i nie bardzo miałem na to ochotę. Oliver nie odpuścił i musiałem iść do niego.W sensie jego mieszkania.
 Weszliśmy do korytarza. Ja powoli zdejmowałem buty, a Oliver zniknął w kuchni. Po chwili podszedł do mnie ze szklanką wody i opakowaniem tabletek. Wziąłem jedną, i szybko popiłem, aby pozbyć się jej gorzkawego smaku z ust. Poszliśmy do salonu, ale tam zastaliśmy Austina i jakąś brunetkę śpiących, i prawdopodobnie nagich więc szybko się stamtąd ulotniliśmy. Poszliśmy do pokoju Olivera. Tu czułem się jeszcze mniej bezpiecznie. Usiedliśmy na łóżku, i zapadła niezręczna cisza. Trochę się nam nudziło, więc Oliver wziął laptopa i usiadł bardzo blisko mnie. Zapytał czy chcę obejrzeć jakiś film. Powiedział to takim głosem, jakby chodziło mu co najmniej o pornol. Zignorowałem swoje rozmyślania na ten temat, i zgodziłem się. Uzgodniliśmy, że obejrzymy dramat. Zadziwiająco je lubiłem. Tak samo jak lubiłem moje włosy. Chociaż nie. Na punkcie włosów miałem obsesję. Oliver szybko poszukał jakiś film, i włączył, go układając laptopa na naszych kolanach. Objął mnie nisko na plecach, przez co w ogóle nie mogłem się skupić na tym głupim filmie. Teraz to ja zachowuję się jak nastolatka. Brakuje już tylko żebym się zarumienił, i słodko zachichotał. Jeny, dobra, skończ.Podczas filmu Oliver trochę mnie zmacał, ale udałem, że jestem tak bardzo zajęty filmem, i nie zauważyłem tego. Gówno prawda. Ja ledwo wiedziałem jak się nazywa główny bohater, a gdzie tu reszta.
- Kellin - szepnął Oliver zwracając moją uwagę. Spojrzałem na niego pytającym wzrokiem. - Kocham cię. - wyznał, i pocałował mnie. Nawet o dziwo nie przerwałem pocałunku. Gdzieś w miedzy czasie zdjęliśmy laptopa z naszych kolan, i dalej się całowaliśmy. Zdenerwowałem się, kiedy poczułem jak Oliver zdejmuje mi koszulkę. Pewnie dlatego, że bałem się tego, co zaszłoby potem. Odsunąłem się lekko od niego.
 - Nie naciskaj na mnie. - powiedziałem bardzo cicho i puściłem głowę.

cz. II
Może trochę przesadziłem robiąc Kellinowi tą całą awanturę. Ale to jest do cholery MÓJ chłopak, i nie chcę żeby całował się z każdym jego "przyjacielem". Dobra, przesadzam. Do niczego więcej tam nie doszło. Po prostu przyjacielski buziak. To tak jakbym ja przelizał się z Austinem, bo "to mój przyjaciel". Przecież to bez sensu. Muszę ochłonąć po prostu, i przemyśleć sobie to wszystko.
 Chodziłem jeszcze trochę po mieście bez celu. Kiedy dostałem tego sms'a od Kellina. Byłem trochę zdziwiony, bo nie sądziłem , że po tej kłótni tak od razu będzie chciał się spotkać i pogadać. Zastanawiałem się, czy oboje nie potrzebujemy trochę czasu, żeby ogarnąć tą sytuację. Ale zdecydowałem, że lepiej będzie wyjaśnić sobie wszystko od razu.
*
I ja, i Kellin zachowaliśmy się trochę głupio. Ale ważne, że już się pogodziliśmy. Fakt, byłem na niego zły, za to co zrobił, ale skoro twierdzi, że to nic nie znaczyło, to po co do tego wracać? Lepiej będzie jeśli o tym zapomnimy.
*
Kellin odsunął się ode mnie, i usiadł ze spuszczoną głową.Usiadłem obok niego, i lekko go przytuliłem.
- Co się dzieje? - zapytałem cicho. Nie rozumiałem jego zachowania.
- Nic.. ja po prostu nie jestem jeszcze gotowy. Potrzebuję trochę czasu. Proszę cię, nie naciskaj na mnie. - znowu to samo. On ma przede mną jakąś blokadę, czy co? Zdenerwowałem się, ale nie dawałem nic po sobie poznać. Nie chciałem go dodatkowo stresować, i kłócić się znowu. Chociażby ze względu na to, że przed chwilą pogodziliśmy się po ostatniej awanturze. Ale kurwa, nie chcę czekać nie wiadomo ile. Ale co mogę zrobić? Kocham Kellina, i niestety nie mam wyboru. Przecież go nie zgwałcę. Chociaż.. Dobra, nie.
Zachowuję się jak niewyżyty zboczeniec.
- Jesteś zły? - zapytał nagle. Byłem? No.. może trochę.
- Nie, nie jestem. - po tych słowach zapadła cisza. Po chwili Kellin wstał, i wyszedł z pokoju, mówiąc, że będzie się już zbierał. Poszedłem za nim do korytarza.
- Może jeszcze zostaniesz?
- To nie jest najlepszy pomysł. No i nie jesteśmy sami. - mówiąc to, spojrzał w stronę salonu, gdzie znajdował się Austin z dziewczyną. Pożegnałem się z Kellinem, po czym on wyszedł z mojego mieszkania.
*
 Następnego dnia  szkole wydawało mi się jakby Kellin unikał rozmowy ze mną, i w ogóle mnie. Dlaczego to robi? Czasami zastanawiam się, czy na pewno ma te dziewiętnaście lat.
- Dlaczego mnie unikasz? - zapytałem kiedy w końcu miałem okazję z nim porozmawiać.
- Co? Yy nie.. wydaje ci się.
- Kell, tym nie rozwiążemy naszych problemów. - dotknąłem jego dłoni.
- Wiem, ale może nie w szkole? - powiedział, i cofnął się o krok do tyłu.
- Więc..- zacząłem coś mówić, ale on szybko mi przerwał.
- Spotkajmy się dziś, u mnie.-  po tych słowach zniknął w tłumie ludzi. O co mu do cholery chodzi? Czy on nie może mi normalnie wszystkiego powiedzieć, tylko znów zaczyna jakieś podchody? Eh.. mam nadzieję, że jeszcze dziś wyjaśni mi to wszystko.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 11

Oto i jest nowy rozdział, zapraszamy  do czytania / Merry
_________________________________________________
cz. I
Nadal denerwowało mnie gdy Oliver mówił, ze jestem gejem. Otóż, nie byłem! Jestem co najwyżej biseksualny. No, ale już mu tego nie mówiłem. Obejdzie się. No cóż co do sytuacji między nami w ogóle nie mogłem się w tym odnaleźć. Oliver wręcz przeciwnie, wszystko przyjął błyskawicznie.
 Gdy usłyszałem te otwierane drzwi zamarłem. Serce podeszło mi do gardła. Szybko zeskoczyłem z kolan Olivera, chwyciłem koszulkę i cudem zdążyłem ją założyć zanim głowa Austina pojawiła się w progu. Myślałem, że tam jebnę na zawał. Powoli usiadłem obok Olivera i uspokoiłem oddech.
-Cześć chłopaki - rzucił Austin i zniknął gdzieś. Swobodnie opadłem na oparcie i odetchnąłem. Nie wiedziałem co powiedzieć. Spojrzeliśmy na siebie z Oliverem.
-Przepraszam.
-Nie masz za co. Ja się chyba będę zbierać
-zostań jeszcze - poprosił ale ja wiedziałem, że na dziś starczy mi wrażeń, i nagłych emocji.
-Nie, zobaczymy się jutro.
-No dobra - odprowadził mnie do wyjścia, i pocałował. Gdy byłem już ubrany wręcz uciekłem z jego mieszkania. No, co się dzieje?
On mi się podoba, chyba go kocham, jestem z nim w związku, i nie potrafię się przełamać. To dziwne. Tylko, że ranię go tym i widzę to. Nie chcę tak.
 Po drodze poszedłem do Vica. Trochę pogadaliśmy i wtedy on wyciągnął wódkę. ( Czy Vic przypadkiem nie ma jakiś pokładów wódki pod podłogą?) Z nim to ja zostanę pijakiem!
-Dziś piątek, weekendu początek i trzeba to uczcić! - zaśmiałem się.
-Rozpijasz mnie coraz bardziej.
-Wiem - powiedział z dużym uśmiechem. Przyniósł kieliszki, i postawił je na stole. Po godzinie, butelka była prawie pusta. Vic siedział rozwalony na kanapie, a ja byłem oparty o jego ramię, gdzie ułożyłem głowę.
-Nie pije z tobą. Słyszysz? Nigdy! - znowu się zaśmiał. Chciałem wstać za potrzebą, ale trochę za gwałtownie się podniosłem, przez co straciłem równowagę, i gdyby nie szybka reakcja Vica, rozbiłbym głowę na podłodze. Złapał mnie w pasie i przyciągnął. Leżałem mu jedną nogą na udach, a "reszta mnie" była na kanapie. Szybko się zebrałem i usiadłem obok. Spojrzałem na Vica, a on na mnie. Zbliżyliśmy się i .. pocałowaliśmy się krótko. Odsunąłem się od niego. To niemożliwe. Nie zrobiłem tego! Co z Oliverem? Spokojnie to nic nie znaczyło.
-Przepraszam
-To ja przepraszam, nie powinniśmy
-Ja.. będę się już zbierał. Cześć.
-Cześć- wyszedłem z mieszkania i w sumie cudem doszedłem cały do domu.

cz II
Kiedy usłyszałem, że ktoś wchodzi do mieszkania zamarłem. Nie wiedziałem co zrobić, bo byłem przerażony myślą, że zaraz ktoś (a zapewne to Austin) wejdzie tutaj i zobaczy nas w takiej sytuacji. Na szczęście Kellin jakoś zareagował i w ostatniej chwili założył koszulkę. Nie chciałem żeby Austin dowiedział się o nas w taki sposób. kiedyś mu to wszystko powiem i wytłumaczę ale na razie nie jestem na to gotowy. Z drugiej strony byłem trochę wkurzony, bo przerwano nam w takim momencie. Kto wie co by się wydarzyło dalej.
 Po całej 'akcji" z Austinem nie do końca rozumiałem zachowanie Kellina. Rozumiem, że mógł być trochę tym skrępowany ale dlaczego praktycznie uciekł z mojego mieszkania? Dam mu jeszcze trochę czasu na oswojenie się z tym, że jesteśmy razem. Tylko, że ja też mam swoje potrzeby i czuję się dziwnie bo wiem, że Kellin nie potrafi się przede mną otworzyć. Ile jeszcze będę musiał czekać?
*
Wieczorem Austin próbował wyciągnąć mnie z domu na jakąś imprezę, mówiąc, że jest weekend i mogę zaszaleć. Jakoś w ogóle nie miałem na to ochoty na żadne imprezy. Ostatecznie i tak nie dałem się  przekonać. Austin wrócił nad ranem, kompletnie pijany i z nowo poznaną blondynką.
*
 Następny dzień..
Sobota. Obudziłem się w bardzo dobrym nastroju. Austin i tamta dziewczyna oczywiście jeszcze spali. Postanowiłem  spotkać się dziś z Kellsem. Najpierw próbowałem go namówić przez telefon na wspólne wyjście gdzieś na miasto, ale nie udało mi się bo bolała go głowa i nie miał ochoty nigdzie iść. Więc ja poszedłem do niego. Otworzył mi drzwi zaspany i ubrany tylko w same spodnie. Nie narzekałem na ten widok
-Jesteś sam?- zapytałem wchodząc do mieszkania
- Tak, dlaczego pytasz? Przecież wiesz, że z nikim nie mieszkam- odpowiedział lekko zdziwiony.
-No tak , ale ostatnio często spotykam u Ciebie Vica- gdy tylko usłyszał  to imię zmieszał się trochę i zaczął dziwnie się zachowywać. Tak trochę jakby coś niezbyt przyjemnego mu się przypomniało. Podszedłem do niego i objąłem go od tyłu.
-Coś się stało?-zapytałem
-Yy.. nie..tak.. nie, nic
-Przecież widzę, że dziwnie się zachowujesz. Mi możesz powiedzieć. No..to co jest?
-Wydaje ci się. Wszystko jest ok.
-Wiem, że chcesz mi coś powiedzieć - usłyszałem westchnięcie. Kellin odwrócił się twarzą do mnie i spuścił wzrok.
-Ja.. całowałem się z Vicem - w pierwszym momencie w ogóle nie dotarło do mnie to co on powiedział.
-C-co?! - myślałem, że się przesłyszałem
-Nie denerwuj się- spojrzał mi w oczy- to nic dla mnie nie znaczyło. Ale po prostu czułem, że muszę Ci to powiedzieć.
-Jak to.. się z nim całowałeś?! - zdenerwowałem się i odsunąłem od niego.
-Wytłumaczę Ci to, zaczekaj- nie chciałem go już słuchać. Nie pomyślałem, ze mógłby zrobić mi coś takiego
-Rozumiem, że nie potrafisz się przede mną otworzyć, ale nie musiałeś od razu całować się z innym- rzuciłem po czym wkurzony opuściłem jego mieszkanie.