Rozdział trochę krótki, ale cóż, robimy co możemy. /ronni
___________________________________________
cz. I
Trochę miałem wyrzuty sumienia. Przez cały ten czas nie dawały mi spokoju, i dlatego postanowiłem się przejść. Było już dość ciemno, ale pomimo to poszedłem dalej niż zwykle. Mijałem pełno klubów, sklepów itp. Nawet przez chwilę zastanawiałem się czy nie pójść do klubu, pobawić się trochę, wyluzować, i pozbyć się tych cholernych wyrzutów sumienia, ale zapomniałem kasy, więc marnie.
Przechodziłem obok jakiegoś klubu, który z zewnątrz wyglądał niepozornie, choć napis nad drzwiami świadczył o tym, że to co najmniej burdel. Wychodziło z niego kilka ludzi. Jeden facet wyglądał jak Oliver. Zaśmiałem się z moich myśli, a potem ponowie spojrzałem na wejście, zatrzymując się gwałtownie. To.. to naprawdę jest Oliver! Stał i patrzył na mnie. Chyba nie spodziewał się mnie zobaczyć. Nagle z tego 'klubu' wyszedł Austin. Był trochę pijany.
-E, stary, a ty gdzie? Masz w końcu się rozerwać..- Dalej nie słyszałem, bo szybko się odwróciłem, i oddaliłem. Austin zajął na tyle długo Olivera, że nie musiałem go oglądać. Nie no, jego życie i w ogóle. Jak chce chodzić do burdelu, to spoko. Tylko.. co jak on tam ruchał jakąś laskę w momencie kiedy ja miałem wyrzuty sumienia, i w sumie to z jego powodu? To.. eh całkiem upokarzające. No bo życie ze świadomością, że twój chłopak chodzi do burdelu żeby poruchać, a ty siedzisz sobie całkowicie nie świadomy nie jest zbyt ciekawą i pokrzepiająca myślą. Szybko dotarłem do mieszkania. Wszedłem, rozebrałem buty i bluzę oraz zamknąłem drzwi na klucz. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jakoś tak. No nie ważne. Nie bardzo wiedziałem co o tym myśleć. Przynajmniej wyrzuty sumienia mi minęły.
Odłożyłem telefon na blat w kuchni, i oparłem się na nim. Stałem tak przez chwile, aż biorąc butelkę wody poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem laptopa, i włączyłem jakąś komedię. Nie przepadałem za nimi, ale próbowałem robić cokolwiek żeby tylko poprawił mi się humor. Obejrzałem trzy podobno 'świetne' komedie, a humor był taki sam. Spojrzałem na zegar. Była pierwsza w nocy. Odłożyłem laptopa, i poszedłem do kuchni. Spojrzałem na telefon. Miałem kilka nieodebranych połączeń od Olivera. Zostawiając telefon w kuchni poszedłem do łazienki, i wziąłem prysznic. Po godzinie leżałem w łóżku, próbując zasnąć.
*
Następny dzień.
Spóźniłem się do szkoły bo zaspałem. Olivera nie było.
cz.II
I po cholerę poszedłem do tego burdelu?! Głupi Austin. Mogłem go nie słuchać. Ale przynajmniej poruchałem. Najgorsze jest to,że Kellin widział mnie jak z tamtąd wychodziłem. Teraz mam wyrzuty sumienia. Zdradziłem go z pierwszą lepszą dziwką. Niby było całkiem fajnie, ale jak ja mu teraz to wszystko wytłumaczę?
Po tym jak Austin wciągnął mnie znów do klubu wypiłem trochę, i nie pamiętam za dużo z reszty wieczoru. Tylko tyle, że chyba zabawiłem się z jeszcze jedną dziewczyną i ,że wracałem z Austinem pieszo do mieszkania, bo obaj byliśmy pijani, więc żaden z nas nie mógł kierować autem. I to właściwie wszystko co pamiętam. Kiedy już wróciłem, kilka raz próbowałem dodzwonić się do Kellina. Na marne. Co on sobie w ogóle pomyślał jak mnie zobaczył przed klubem? Muszę mu to wytłumaczyć. Chociaż nie wiem czy w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać.
*
Następnego dnia obudziłem się dość późno. Bolała mnie głowa, i ogólnie jakoś dziwnie się czułem. Nadal męczyły mnie wyrzuty sumienia po wczorajszej sytuacji. A może po prostu za bardzo przejmuje się tym. Miałem się wreszcie wyluzować, i zapomnieć o wszystkich ostatnich problemach, a budzę się następnego dnia, i tylko się wszystkim martwię. Wstałem i poszedłem do kuchni po jakieś tabletki. Wziąłem kilka, i popiłem dużą ilością wody. Austin jeszcze spał. Nic dziwnego. On na prawdę nigdy nie ma dosyć imprez i seksu.
Znów zadzwoniłem do Kellina. Nie odebrał. Pewnie jest w szkole. Ja nawet nie pomyślałem żeby do niej pójść. Po zajęciach pójdę pogadać z Kellinem. Zasługuje na wyjaśnienia. Znów zaczynam się przejmować. Muszę się w końcu nauczyć mieć trochę wyjebane, bo zachowuje się jak zakochana nastolatka. Dobra, nie ważne. Przez resztę dnia nie robiłem właściwie nic interesującego. Leczyłem kaca, chodziłem bez celu po mieście, dzwoniłem kilka razy do Kellina. W końcu zdecydowałem się do niego iść. Powinien wrócić już ze szkoły. Po krótkim czasie stałem już przed drzwiami jego mieszkania.
-Cześć, możemy pogadać? - zapytałem trochę niepewnie, kiedy otworzył mi drzwi.
-Chcesz mi opowiedzieć jak było w burdelu? Wchodź, chętnie posłucham - powiedział z ironią, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mimo to wpuścił mnie do środka. Trochę musiałem go o to prosić, ale mniejsza o to.
-Chce ci to wszystko wyjaśnić...
-Myślę, że tu już nie ma czego tłumaczyć. Po prostu poszedłeś sobie poruchać, i tyle.
-Kellin, to nie tak.
-Kurwa, Oliver, dla mnie wszytko jest jasne. Nie dałem ci dupy, to poszedłeś w burdelu. - był za bardzo zdenerwowany żeby normalne z nim porozmawiać. Ja pomimo tego starałem się być spokojny.
-Daj mi coś wreszcie powiedzieć. - podniosłem głos.
- Wyjdź. - odpowiedział krótko, nie patrząc nawet na mnie.
-Co? Ale..
-Wyjdź, nie chcę z tobą rozmawiać. Jak chcesz chodzić do burdelu, to spoko, ale nie myśl, że ja będę to tolerował.
-Za ostro podchodzisz do tej sytuacji. Porozmawiamy jak ochłoniesz - powiedziałem, po czym lekko zdenerwowany wyszedłem z jego mieszkania.
ooo robi się ciekawie ^^ czekam na następny ;3
OdpowiedzUsuńCzekamy, czekamy :)
OdpowiedzUsuń