poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 16

Dziękujemy za komentarze :)
Przepraszamy, że tak długo i zapraszamy do komentowania/M.
__________________________________________________________________________
cz. I
'Ale to nic dla mnie nie znaczyło' no logiczne, przecież widział tą kobietę pierwszy raz w życiu, no ludzie! Poszedłem otworzyć drzwi. Spodziewałem się Vic'a, ale za drzwiami stał jakiś zziajany chłopak.
-Kellin Quinn?
- Tak, a co?
-Uff, w końcu. Szukałem Cię już w pięciu domach. Nie ważne. Mogę wejść? Muszę Ci coś ważnego powiedzieć.
-Yy no dobra, wejdź.
-Dzięki, słuchaj. Jakieś 15 minut temu pobili Vic'a, czy Victora, no jakoś tak. Znalazłem go. Zadzwoniłem po pogotowie itp. Zabrali mu telefon, kasę, wszystko. Prosił abym Cię powiadomił. Mówił też, że w szpitalu na pewno będą chcieli jakąś książeczkę czy coś tam. Prosił żebyś przyjechał.
- O cholera. Dobra, dzięki za informacje. Poradzę sobie. Dzięki wielkie.
-Spoko - wyszedł, a ja zacząłem trochę panikować, i miotać się. Co robić?! Nagle w korytarzu pojawił się Oliver.
-Muszę szybko wyjść.
-Ale przecież teraz rozmawiamy.
-Ale ja MUSZĘ wyjść, rozumiesz?! - trochę podniosłem głos, i nerwowo zacząłem szukać kluczyków. Co jeżeli stało mu się coś poważnego?
-Kellin, spokojnie. Co się stało?
-Nic. Nie ważne. Muszę po prostu wyjść. Vic jest w szpitalu - o, są! Szybko wziąłem pierwszą lepszą bluzę, i otworzyłem drzwi, czekając aż Oliver się zbierze i wyjdzie. Wiem, bardzo grzeczne, uprzejme, i w ogóle. Oliver chyba zrozumiał, że jestem bardzo zdenerwowany tą cała sytuacją, i boję się o Vic'a, więc ubrał buty i wyszedł.
-Jadę z Tobą - oznajmił. Wiedziałem, że nie mam słowa sprzeciwu. Zamknąłem mieszkanie, i wsiedliśmy do samochodu. Pojechaliśmy pod dom Vic'a. Miałem swoje klucze, więc szybko wszedłem. Taa, i ten jego 'porządek'. Przeszukiwałem szafki. Tam było wszystko! Stare zdjęcia- głownie nasze, też miałem ich pełno- papiery, gumki, starocie, no dosłownie wszystko. Po 10 minutach poszukiwań znalazłem. Szybko wybiegłem zamykając drzwi na klucz. Wsiadłem do samochodu, i odpaliłem go. Po 15 minutach drogi dojechaliśmy. Nie zamieniliśmy ze sobą nawet słowa podczas jazdy. Weszliśmy do szpitala. Popytałem trochę o Vic'a. Kazałem poczekać Oliverowi na korytarzu, a sam wszedłem do sali, w której był Vic. Poza tym pielęgniarka myślała, że byliśmy zamieszani w tą bójkę. Wcale się jej nie dziwię, z takimi poobijanymi ryjami. Jakoś jej to wytłumaczyłem. No, więc wszedłem do sali, i zobaczyłem Vic'a trochę poobijanego, posiniaczonego, i w bandażu na ręku. Chyba tyle. Podszedłem do niego.
-Jak się czujesz? Nic ci nie jest?
- Tak sobie. Trochę mnie poturbowali, ale nie złamali mi nic przynajmniej - zaśmiał się. Nawet w takich chwilach zachowywał dobry humor- No już, spokojnie, nic mi takiego nie jest.
-Wystraszyłem się - powiedziałem, siadając na krześle obok łóżka - dlaczego Cię pobili? Znasz ich?
- Nie wiem, może im coś nie pasowało we mnie. Nie, chyba nie.- nagle podeszła do mnie jakaś mała dziewczynka, i usiadła mi na kolanach, uśmiechając się słodko. Kochałem dzieci, no ale to było trochę dziwne.
-Czesc, jestem Mel - uśmiechnęła się szerzej, i powiedziała dość niewyraźnie.
-Hej, a ja Kellin. Gdzie twoja mama?
-Posła, ale zalas psyjdzie - spojrzałem na Vic'a, który również, jak mała Mel się uśmiechnął. Czyli musiał ją już poznać. Po chwili do sali weszła niska kobieta w mocnym makijażu, i średniej długości blond włosach.
-Widzis, mama psysła - zeskoczyła z moich kolan, i podbiegła do swojej mamy.
-Mel, byłaś grzeczna?- zapytała blondynka z uśmiechem.
-Tak - dostała jakiegoś batonika, i uradowana usiadała na łóżku, zmagając się z otwarciem go.
-Dziękuje, że ją pilnowałeś - zwróciła się do bruneta, podchodząc bliżej. Była bardzo ładną kobietą.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. Nagle przypomniałem sobie, że przecież Oliver jest na korytarzu.
-Ej, słuchaj, bo Oliver przyjechał ze mną, i czeka teraz na korytarzu i..
-Może wejść - przerwał mi. Uśmiechnąłem się, i wyszedłem na korytarz. Na krześle siedział Oli. Kiedy na mnie spojrzał od razu wstał.
-Chodź - delikatnie się uśmiechnąłem, a on wszedł ze mną do sali.

cz.II
Obaj byliśmy zdenerwowani. Kellin bo pobili Vic'a, a ja tym, że ktoś przerwał naszą rozmowę. Wiem, że jestem strasznym egoista. No ale starałem się zrozumieć Kellina. W końcu Vic'owi mogło stać się coś poważnego. Mimo tego, że nadal był na mnie zły postanowiłem nie zostawiać go samego w tej sytuacji, szczególnie dlatego, że panikował, i nie do końca wiedział co ma zrobić.
*
Siedziałem na korytarzu, i czekałem na Kellina. W końcu pojawił się. Weszliśmy razem do sali. Vic nie wyglądał najgorzej. Nawet się uśmiechnął. W sali była też jakaś  kobieta, i mała dziewczynka. Ugh... nie lubię dzieci. Wziąłem krzesło, i usiadłem obok Kellina. On rozmawiał z Vic'em a ja.. właściwie to nie wiedziałem co robić. Nie miałem o czym z nim rozmawiać. Zapytałem go jak się czuje i na tym się skończyło.
-Emm.. Kellin, może chodźmy już, co?-zaproponowałem po jakimś czasie- Ja.. zostanę jeszcze trochę- zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do rozmowy wtrącił się Vic.
-Daj spokój Kellin, przecież nie musisz siedzieć ze mną cały wieczór. Dobrze się czuje- uśmiechał się do niego a on przez chwile nic nie mówił
-Noo dobra- odpowiedział bez większego entuzjazmu. Pożegnał się z Vic'em  i opuściliśmy salę. Kiedy wychodziliśmy ze szpitala zatrzymywał jeszcze jakiegoś lekarza i pytał go kiedy  wypuszczą Vic'a i takie tam podobne. W końcu opuściliśmy szpital. Było już dość późno. Na parkingu niedaleko szpitala nie było praktycznie nikogo. Jestem niewyżyty więc postanowiłem wykorzystać tą okazje. Kiedy Kellin starał się otworzyć drzwi samochodu, ja podszedłem do niego i przytuliłem go tylu.
-Oliver.. -j ęknął niezadowolony. Kluczyki wypady mu z reki
- No co?
-A co jeśli ktoś nas zauważy?
-Oj przestań. Tu nie ma prawie nikogo, z resztą jest ciemno.- powiedziałem po czym odwróciłem go przodem do siebie. Próbował uwolnić się z moich ramion ale widząc, że ma na to marne szanse po chwili zrezygnował  i cicho westchnął.
-Ale..- nie dałem mu dokończyć. Położyłem palec na jego usta. Rozejrzałem się czy nie ma w pobliżu nikogo, a potem zacząłem  go całować. Długo, namiętnie i trochę zachłannie. Znowu moglem mieć go tak blisko. To znaczy jeszcze nie do końca wiem, czy mi wybaczył ale nie ważne. W końcu zaczął oddawać pocałunek. Zacisnąłem dłonie na jego pośladkach a z pocałunkami zszedłem na jego szyje, robiąc mu przy okazji malinkę. Odepchnął mnie lekko od siebie.
-Hamuj się czasami - powiedział, a potem podniósł z ziemi kluczyki.
-Przy Tobie nie mogę - prychnął i otworzył drzwi auta.
-Nie podlizuj się - zignorowałem to co powiedział i wsiadłem do samochodu. Kellin odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę praktycznie w ogóle nie rozmawialiśmy. Dopiero kiedy dotarliśmy na miejsce ja odezwałem się
-Kellin - położyłem mu rękę na kolanie - Chce wiedzieć.. czy miedzy nami wszystko jest już dobrze?
-Tak. Chyba tak - zawahał się
- Możemy zapomnieć o tej całej  sytuacji?
-To, że Ci wybaczyłem to nie znaczy, że zapomnę - mimo tego, cieszyłem się, że mi wybaczyć. Pożegnałem się z nim krótkim pocałunkiem a potem poszedłem do mieszkania.

3 komentarze:

  1. Troszku krótkie :/ ale i tak straasznie fajne ^^ noi oczywiście nie moge się doczekać następnego rozdziału <33 piszcie szybko ;** /Magda ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszcie, piszcie, czekamy ;) Rozkręca się :) /z

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam laski na seksy ;3
    Chce już następny rozdział
    Omomomnomnom

    OdpowiedzUsuń