Tak się rozczuliłam nad waszymi komentarzami pod moim shotem, że nie miałam serca nie dodać dziś rozdziału, jesteście wspaniali! <3/ Merry
____________
Cz.I
Wcale nie ulżyło mi po tym jak wygarnąłem wszystko Oliverowi. To było dla mnie zbyt przytłaczające. Upiłem łyk wody z butelki i uświadomiłem sobie, że zemdlałem z przemęczenia, stresu i głodu którego i tak już prawie nie odczuwałem. Od kiedy zobaczyłem te zdjęcia nie wiele jadłem i spałem.
Zakręciłem butelkę a Vic przyglądał mi się uważnie.
-Vic, wyluzuj. Nie umrę zaraz.
-A tak wyglądasz, może odwiozę Cie teraz do domu, co?
-No nie wiem, jak tak dalej pójdzie to nie zdam.
-No to pójdę i nas usprawiedliwię
-Dobra to idź, ja poczekam tutaj.- Vic szybko się oddalił a ja powoli usiadłem na parapet i spojrzałem za okno. Zauważyłem Olivera wsiadającego do swojego auta. Szybko odwróciłem wzrok, wbijając go w swoje trampki. Byłem strasznie zmęczony ale gdy tylko zamykałem oczy widziałem te zdjęcia. One wbijały kolejno nóż prosto w serce. Wiedziałem od razu, że związek z facetem to niewypał.
-Quinn! Zejdź z parapetu i na lekcje!- usłyszałem damski głos z końca korytarza. Boooże, tylko nie ona. Panna Greta Hoffman we własnej osobie. Najgorsza nauczycielka w szkole tzn. najbardziej cięta na uczniów. - Głuchy jesteś czy mam Ci pomóc!- bardzo wkurzające babsko. Powoli zszedłem z parapetu i spojrzałem w jej kierunku.Wziąłem mój plecak i założyłem go na ramiona. W tym czasie pojawił się Victor.
-Mogę Cię odwieźć. Do widzenia!- krzyknął Vic do nauczycielki i ruszyliśmy do wyjścia.
- Fuentes, Quinn, a wy gdzie się wybieracie?- wyszliśmy ze szkoły nie reagując na słowa nauczycielki. Po nazwisku to po pysku, suko. Mój mózg przestaje normalnie pracować. Wsiedliśmy do mojego auta i Vic zawiózł mnie do mieszkania.
-Dziękuje, za wszystko.- przytuliłem go kiedy już staliśmy w korytarzu.
-Nie ma za co, Kells. Dla Ciebie wszystko.- Vic odsunął się ode mnie i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i westchnął. Była zapewne pusta.
0Jade po zakupy, pożyczę auto, będę za 20 minut. Zdrzemnij się może lepiej, dobrze Ci to zrobi.- powiedział i wyszedł. Może jednak się prześpię bo dłużej tak nie dam rady. Poszedłem do siebie, zdjąłem koszulkę i położyłem się. Dość szybko zasnąłem.
*
Kiedy się obudziłem byłem do kogoś przytulony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blisko od mojej twarz Vic'a. Byłem do niego przytulony a on mnie obejmował. Spał tak słodko, że nie chciałem go obudzić. Powoli wstałem nie budząc bruneta i poszedłem do kuchni. Ciągle po głowie chodziły mi moje słowa wypowiedziane do Olivera. Może przesadziłem? Nie! On mnie zdradził do cholery! Zrobiłem sobie kanapkę. Vic naprawdę się postarał bo lodówka była pełna. Przecież ja sam tego wszystkiego nie dam rady zjeść zwłaszcza, że Kate już ze mną nie mieszka a Sykes już nie będzie jadał ze mną. Poczułem ręce które mnie objęły.
-Co jesz?- zapytał pogodnie Victor, uśmiechając się przy tym beztrosko.
Cz.II
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Alana. Wiem, że nie miałem się z nim spotykać, ale teraz ta obietnica nie miała większego znaczenia. Chyba dopiero dotarło do mnie to co się stało przed chwilą. Kellin ze mną zerwał. To koniec. I co będzie dalej? Będziemy udawać, że nigdy nie byliśmy razem i że w ogóle się nie znamy? To wszystko moja wina. Nie wiedziałem już co mam robić.
Po krótkim czasie dotarłem na miejsce. Alan był trochę zdziwiony kiedy mnie zobaczył.
-Mogę wejść?
-Tak. Stało się coś?- westchnąłem cicho. Poszliśmy do pokoju.
-Ja.. nie jestem już z Kellinem- powiedziałem a on uniósł brwi i chciał coś powiedzieć ale ja mówiłem dalej. - Dowiedział się, że do z Tobą zdradziłem
-Ale jak? Ktoś mu powiedział?
-Nie. Dostał zdjęcia na których uprawiamy seks. Tylko jak ktoś zrobił nam te zdjęcia, do cholery?!
-Nie wiem.
-A może zrobił je jakiś Twój kumpel a Ty wysłałeś je Kellinowi?- lekko podniosłem głos. Nie wiedziałem dlaczego osądziłem go o to.
-Chyba oszalałeś. Przecież obiecałem Ci, że nie powiem nic Kellinowi!
-Dobra, przepraszam.- przez to wszystko nie myślę już normalnie. Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek. Po chwili wciągnąłem go na swoje kolana i wbiłem się w jego usta. Co się ze mną dzieje?1 Czemu nawet teraz nie potrafię się powstrzymać? Być może Alan naprawdę ma w sobie coś co mnie do niego przyciąga. Po chwili pozbył się swojej koszulki i położył dłonie na moich udach. Zszedł z pocałunkami na szyję ale ja lekko go od siebie odsunąłem.
-Nie mogę. Przepraszam- wiedziałem, że chciał się ze mną kochać, ale ja nie potrafiłem w takim momencie. Nie teraz, kiedy dopiero co rozstałem się z Kellinem.
-Ok. Rozumiem- byłem trochę zaskoczony jego reakcją
-Będzie lepiej jeśli już pójdę- Alan zszedł z moich kolan a ja wstałem. Chciałem ruszyć w kierunku drzwi, ale rudowłosy zatrzymał mnie.
-A.. co teraz będzie z nami?- zapytał patrząc mi w oczy- no bo wiesz.. teraz moglibyśmy być razem, bo nie jesteś z Kellinem i..
-Alan, musimy o tym teraz rozmawiać? Ja naprawdę nie czuję się dobrze po tym rozstaniu z mojej winy.
-Przepraszam. To wszystko przeze mnie.
-Nie mów tak.- wymusiłem delikatny uśmiech- to nie Twoja wina.
- Nie prawda. Zniszczyłem wasz związek, gdybyś mnie nie poznał nie poznał byłoby inaczej.
-Ale poznałem Cie i wcale tego nie żałuję- zbyt często kłamię. Niedługo zacznę się gubić, ale w jakiś sposób zależało mi na Alanie i na naszej " znajomości"
-Porozmawiamy o tym jutro, ok?- pokiwał głową. Pocałowałem go i jeszcze tylko ostatni raz na niego spojrzałem, rozczochrane rude włosy, pełne zaróżowione od pocałunku, lekko rozchylone usta. Uroczy był. Wyszedłem z jego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole cały czas gdzieś widziałem Kellina i Vic'a, którzy przez cały czas trzymali się razem. I niby rozmawiali ale jednak Kell cały czas był smutny a momentami zły i ponury. Wiedziałem, że przeze mnie teraz bardzo cierpi. Jak mogłem tak po prostu pozwolić żeby to wszystko się tak potoczyło?
poniedziałek, 15 września 2014
sobota, 13 września 2014
One shot
Dodaję one shota mimo, że jestem zawiedziona ilością komentarzy pod 38 rozdziałem.
Ronni powiedziała, że jak nie będzie tam po rozdziałem komentarzy to nie dodajemy prędko nowego postu. Dlatego dodaję shota :)
Będzie to twincest (Bill x Tom Kaulitz), tak trochę na cześć ich nowej piosenki na którą czekaliśmy razem z Ronni trzy lata <3 Zapraszam :)
PS. Pisałam go ponad 1,5 roku temu na polskim więc z góry przepraszam za beznadziejność ;-;/Merry
_____________________________
Bill zbliżył się do mnie i chwile potem poczułem pieczenie na policzku. Był wściekły bo postanowiłem powiedzieć mu, że te 2 lata z nim były cudowne ale poznałem kogoś innego. Bill'a poznałem na wakacjach, zakochaliśmy się od razu i pomimo, że przeżyłem z nim pełno pięknych chwil wiedziałem iż nie będzie to trwały związek. Czułem coś do niego ale to było za mało. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami a ja nie mogłem go nawet przytulić.
-Dlaczego mi to robisz? Aż tak mnie nie szanujesz? Jestem dla Ciebie nikim? Nienawidzę Cie Tom, rozumiesz? Nienawidzę!- powiedział i odpychając mnie wybiegł z mojego mieszkania. Niby było już po wszystkim ale czułem się podle i jak prawdziwy skurwysyn. Zraniłem go mimo tego, że nie chciałem. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chwilę a potem sięgnąłem po telefon. Co jeżeli on sobie coś zrobi? Dzwoniłem do niego kilka razy ale ani razu nie odebrał. Panikuję zupełnie niepotrzebnie. Nie mogłem pozbyć się wyrzutów sumienia i dlatego postanowiłem wyjść gdzieś na miasto. Miałem bardzo blisko do centrum dlatego postanowiłem się przejść. Pochodziłem trochę ale nie wiele to dało. Nie miałem co liczyć na kolejną rozmowę z moim Bill'em. To znaczy.. już nie moim. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nagle poczułem wibracje telefonu w kieszeni moich spodni. Szybko wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Laura, to dziewczyna dla której zostawiłem Bill'a. Zawróciła mi w głowie i tyle. Odebrałem po chwili zastanowienia
-Hej Laura
-Cześć Skarbie, rozmawiałeś z nim?
-Tak, nie było łatwo. Skończyło się na tym, że wybiegł z mojego mieszkania. Zrozum to były aż dwa lata, musi to znosić ciężko i dla mnie też to nie jest proste.
-Ale kochanie, pamiętaj, że zrobiłeś to dla mnie. Kochamy się i Bill już nie stanowi przeszkody.
-Nie mów tak o nim
-Ja muszę kończyć, jestem z Ciebie bardzo dumna Tom, pa- powiedziała słodkim głosem i rozłączyła się. Miałem nadzieje, że ta rozmowa poprawi mi humor ale myliłem się.
Kilka dni później..
Nie miałem żadnego kontaktu z Bill'em, nie dziwiło mnie to ale nadal niepokoiło. Laura oczywiście była szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy na której obecnie siedziałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się listonosz, który wręczył mi kilka kopert. Podziękowałem krótko i zamknąłem drzwi. Tylko jedna z kopert zwróciła moja uwagę. Szybko ją otworzyłem. Wyciągnąłem z niej lekko pogiętą kartkę i zacząłem czytać.
"Jeśli Ty mnie nie chcesz to nikt inny nie będzie mnie miał. Żegnaj Tom."
Byłem w szoku. Nagle z koperty wypadły dwie obrączki i mniejsza karteczka z napisem:
"Kupiłem je dla Nas. Teraz już nie będą mi potrzebne tam gdzie trafię, może chociaż Tobie się przydadzą."
Po moich policzkach spłynęły łzy. To nie mogła być prawda! To nie miało się tak skończyć do cholery!
*
Następnego dnia dowiedziałem się, że Bill popełnił samobójstwo. Nic już w moim życiu nie było takie samo. Rozstałem się z Laurą i w spokoju czekałem na śmierć, bo tylko tak trafię do Bill'a. Mojego Bill'a.
~~~~~~~~
Taki o, króciutki :')
Ronni powiedziała, że jak nie będzie tam po rozdziałem komentarzy to nie dodajemy prędko nowego postu. Dlatego dodaję shota :)
Będzie to twincest (Bill x Tom Kaulitz), tak trochę na cześć ich nowej piosenki na którą czekaliśmy razem z Ronni trzy lata <3 Zapraszam :)
PS. Pisałam go ponad 1,5 roku temu na polskim więc z góry przepraszam za beznadziejność ;-;/Merry
_____________________________
Bill zbliżył się do mnie i chwile potem poczułem pieczenie na policzku. Był wściekły bo postanowiłem powiedzieć mu, że te 2 lata z nim były cudowne ale poznałem kogoś innego. Bill'a poznałem na wakacjach, zakochaliśmy się od razu i pomimo, że przeżyłem z nim pełno pięknych chwil wiedziałem iż nie będzie to trwały związek. Czułem coś do niego ale to było za mało. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami a ja nie mogłem go nawet przytulić.
-Dlaczego mi to robisz? Aż tak mnie nie szanujesz? Jestem dla Ciebie nikim? Nienawidzę Cie Tom, rozumiesz? Nienawidzę!- powiedział i odpychając mnie wybiegł z mojego mieszkania. Niby było już po wszystkim ale czułem się podle i jak prawdziwy skurwysyn. Zraniłem go mimo tego, że nie chciałem. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chwilę a potem sięgnąłem po telefon. Co jeżeli on sobie coś zrobi? Dzwoniłem do niego kilka razy ale ani razu nie odebrał. Panikuję zupełnie niepotrzebnie. Nie mogłem pozbyć się wyrzutów sumienia i dlatego postanowiłem wyjść gdzieś na miasto. Miałem bardzo blisko do centrum dlatego postanowiłem się przejść. Pochodziłem trochę ale nie wiele to dało. Nie miałem co liczyć na kolejną rozmowę z moim Bill'em. To znaczy.. już nie moim. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nagle poczułem wibracje telefonu w kieszeni moich spodni. Szybko wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Laura, to dziewczyna dla której zostawiłem Bill'a. Zawróciła mi w głowie i tyle. Odebrałem po chwili zastanowienia
-Hej Laura
-Cześć Skarbie, rozmawiałeś z nim?
-Tak, nie było łatwo. Skończyło się na tym, że wybiegł z mojego mieszkania. Zrozum to były aż dwa lata, musi to znosić ciężko i dla mnie też to nie jest proste.
-Ale kochanie, pamiętaj, że zrobiłeś to dla mnie. Kochamy się i Bill już nie stanowi przeszkody.
-Nie mów tak o nim
-Ja muszę kończyć, jestem z Ciebie bardzo dumna Tom, pa- powiedziała słodkim głosem i rozłączyła się. Miałem nadzieje, że ta rozmowa poprawi mi humor ale myliłem się.
Kilka dni później..
Nie miałem żadnego kontaktu z Bill'em, nie dziwiło mnie to ale nadal niepokoiło. Laura oczywiście była szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy na której obecnie siedziałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się listonosz, który wręczył mi kilka kopert. Podziękowałem krótko i zamknąłem drzwi. Tylko jedna z kopert zwróciła moja uwagę. Szybko ją otworzyłem. Wyciągnąłem z niej lekko pogiętą kartkę i zacząłem czytać.
"Jeśli Ty mnie nie chcesz to nikt inny nie będzie mnie miał. Żegnaj Tom."
Byłem w szoku. Nagle z koperty wypadły dwie obrączki i mniejsza karteczka z napisem:
"Kupiłem je dla Nas. Teraz już nie będą mi potrzebne tam gdzie trafię, może chociaż Tobie się przydadzą."
Po moich policzkach spłynęły łzy. To nie mogła być prawda! To nie miało się tak skończyć do cholery!
*
Następnego dnia dowiedziałem się, że Bill popełnił samobójstwo. Nic już w moim życiu nie było takie samo. Rozstałem się z Laurą i w spokoju czekałem na śmierć, bo tylko tak trafię do Bill'a. Mojego Bill'a.
~~~~~~~~
Taki o, króciutki :')
czwartek, 11 września 2014
Rozdział 38
Cześć, tym razem ja dodaję rozdział. Jednak jeszcze żyje xD Czytajcie, komentujcie i tak dalej :3 /Ronni.
_______________________________________________________
Cz.I
Na szczęście Vic został u mnie na noc. Chociaż on starał się być ze mną w tym cholernie trudnym momencie. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To co zrobił mi Oliver było podłe. Nawet jak na niego.
*
Kiedy Oliver wyszedł osunąłem się po drzwiach. Nadal nie mogłem uwierzyć, że on mnie zdradził, i to z Alanem! A ja dałem mu się ruchać kiedy Alan go zostawił. To wszystko było takie żałosne i irracjonalne!
Ukryłem twarz w dłoniach i myślałem. Usłyszałem jak ktoś puka do drzwi. Niechętnie wstałem i otworzyłem. Stała tam Katelynne. A właśnie, Kate postanowiła wyprowadzić się ode mnie, i tak zrobiła, ale to nie zmieniało nic między nami. Wyprowadziła się bo stwierdziła, że już i tak długo siedzi mi na głowie. Dobrze mi się z nią mieszkało, szczerze powiedziawszy.
- Kells, kochanie. - powiedziała i przytuliła mnie mocno. - Vic wszystko mi powiedział. Jakoś się ułoży, zobaczysz. Zapomnisz o nim i będziesz z kimś o wiele bardziej wartościowym.
- Dziękuję, Kate. Nie musisz mnie pocieszać. W tym momencie i tak to nic nie da. Oliver był u mnie przed chwilą i do wszystkiego się przyznał. - odsunęła się ode mnie i rozebrała kurtkę oraz wysokie buty. Poszliśmy do kuchni gdzie ona zaczęła sprzątać. To ,musiał być chyba jakiś nawyk, bo jak jeszcze tu mieszkała to zawsze jak skądś wracała to zaczynała sprzątać.
- Ale Kellin, słuchaj. Jest dużo osób na świecie, które o wiele bardziej na Ciebie zasługują. Nie musisz się tak do niego przywiązywać i ograniczać. Zwłaszcza, że on właśnie stracił swoją niepowtarzalną szansę. Na pewno znajdziesz kogoś kogo szczerze pokochasz i to z wzajemnością. Tylko musisz się trochę postarać. - usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Kate poszła i otworzyła je. Po chwili w kuchni zjawił się Vic. Co im się tak na wizyty zebrało? Nie muszą mnie przecież pilnować. Nie zrobię sobie nic z tęsknoty albo poczucia zdradzenia. Vic podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Jak się czujesz?
- Jest świetnie, Vic. Cudownie, jak z resztą widać. - lubiłem głębokie sarkazmy.
Kate i Vic siedzieli u mnie do wieczora. W sumie to byłem im wdzięczny, że nie zostawili mnie samego z tym wszystkim. Kate pojechała pierwsza, więc ja zostałem sam z Vic'em.
- No, Kells, uśmiechnij się choć raz. Tak dla mnie. - prosił mnie już od dobrych dziesięciu minut żebym się uśmiechnął, ale ja po prostu nie mogłem.
- Nie mogę, Vic. Daj mi już spokój. Zostajesz u mnie na noc. - powiedziałem smętnie.
- Dziś nie mogę. Zobaczymy się jutro w szkole, ok?
- Yhym. - mruknąłem żałośnie. Victor wstał i poszedł się ubierać, a ja podążyłem za nim. Kiedy Fuentes był już ubrany przytulił mnie mocno, a potem wyszedł. No i zostałem sam. Pojedyncza łza spłynęła po moim bladym policzku. Czemu to spotyka akurat mnie?
*
Następny dzień. Szkoła..
Wszedłem powoli do szkoły, a kilka spojrzeń spoczęło na mnie. Zapewne niektórzy już zdążyli zauważyć, że nie jestem w dobrej formie. Byłem bardzo blady, przez co z moimi czarnymi włosami wyglądałem trochę... upiornie. Włosy były w lekkim nieładzie, ale szybko je ułożyłem. Po zdjęciu kurtki poszedłem pod klasę, gdzie stał Vic, a trochę dalej Oliver. Oczywiście podszedłem do Vic'a. Po chwili jednak dostrzegłem, że Sykes zmierza w moją stronę patrząc mi prosto w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej z nerwów. Oparłem się o parapet i zacisnąłem powieki.
Cz.II
Teraz znowu męczyły mnie wyrzuty sumienia. Czułem się podle. Można powiedzieć, że.. sytuacja wymknęła się za bardzo spod kontroli. Wszystko szło nie tak, jak powinno. Sam nie do końca wiedziałem dlaczego nie zakończyłem znajomości z Alanem po naszym pierwszym spotkaniu, na tamtej imprezie. Chyba miałem do niego słabość.
Szedłem w stronę Kellina, który był bardzo blady i wyglądał na zaniepokojonego. Ja też nie byłem bardzo pewny siebie. Teraz po prostu staram się ratować nasz związek. Jakkolwiek.
- Cześć, Kells. - powiedziałem, ale nawet na mnie nie spojrzał. Cały czas stał z zamkniętymi oczami i rękoma zaciśniętymi na parapecie.
- Odejdź. Nie chcę z Tobą rozmawiać. - usłyszałem jego cichy i drżący głos.
- Ale ja chcę tylko...
- Kellin! - przerwał mi krzyk Vic'a, a ja w odpowiednim momencie złapałem mdlejącego chłopaka, który gdyby nie ja, uderzyłby głową w podłogę. Byłem w lekkim szoku, tak samo jak Vic i kilku innych ludzi, którzy akurat patrzyli w naszą stronę. Wziąłem Kellina na ręce, przy okazji uspokajając panikującego meksykanina, który zachowywał się jakby Kell miał co najmniej zawał albo oderwaną głowę. Nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia ze strony ludzi, zaniosłem Kellina do gabinetu pielęgniarki.
*
- Jak się czujesz? - zapytała starsza, uśmiechnięta kobieta, kiedy Kellin doszedł już do siebie.
- Dziękuję, lepiej. - jego głos nadal był cichy i słaby. - to przez stres i nerwy.- Kobieta podała mu butelkę wody, a ja złapałem jego dłoń, którą szybko zabrał. Dobrze wiedziałem, że wolałby zobaczyć obok Vic'a, a nie mnie.
- Mogę już iść?
- Myślę, że tak. - wstał i lekko się zachwiał. Po chwili ruszył w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim.
- Uważaj na niego. - szepnęła do mnie pielęgniarka, a ja tylko kiwnąłem głową. Wyszliśmy z gabinetu. Kellin od razu skierował się do klasy, kompletnie olewając moją obecność. Vic czekał na korytarzu, a kiedy Kells się pojawił, od razu do niego podszedł.
- Zaczekaj.. - odezwałem się, a on w końcu na mnie spojrzał. Stanął naprzeciw mnie. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Był bardzo zdenerwowany.
- Lepiej słuchaj mnie uważnie,bo nie mam zamiaru powtarzać tego drugi raz. Nienawidzę Ciebie, nienawidzę Alana, a to co mi zrobiłeś było na prawdę chamskie, podłe i żałosne. Nie chcę cię więcej oglądać, ale niestety będę musiał. Raz wybaczyłem ci zdradę. Byłeś pijany, Austin cię namawiał. Zrozumiałem. Dałem ci drugą szansę, a ty to spierdoliłeś. Zaufałem ci, a to była zła decyzja. Zraniłeś mnie. Gratulacje, udało ci się. Nie licz, że będę zachowywał się jakby nic się nie stało. Nie będzie jak dawniej. Gdyby nie te zdjęcia to w ogóle bym się nie dowiedział. Nie dam ci kolejnej szansy, bo to koniec. Koniec naszego związku. Nie ma już "nas".
- Ale..- nie mogłem nic z siebie wydusić.
- A, i nie potrzebuję twojej pieprzonej pomocy ani obecności. Ale może Alan potrzebuje. Mam nadzieję, że było ci z nim dobrze. - ostatnie słowa powiedział bardzo cicho, ledwo je usłyszałem. Odwrócił się i oddalił razem z Vic'em. Pewnie poczuł się lepiej po tym, jak mi to wszystko wygarnął. Byłem załamany. Wyszedłem ze szkoły. Kellin zasługuje na kogoś lepszego niż ja.
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 37
No kochani! To już 37 rozdział, zostało jeszcze tylko kilka i dodajemy nowiutkie opowiadanie :)
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.
Cz.II
Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.
Cz.II
Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.
środa, 3 września 2014
Rozdział 36
Rozdział późno bo:
-szkoła
-brak czasu
-różne inne komplikacje
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszamy ale i jest nam przykro z powodu ilości komentarzy pod ostatnim postem. Cztery Wasze i jeden mój. No cóż..
Nie przedłużam. Miłego :))/ Merry
Cz. I
Obudziłem się wtulony w Olivera. Nie miałem jeszcze zamiaru wstawać i dlatego leżałem cicho i wpatrywałem się w spokojnie śpiącego chłopaka. Leżałem tak chyba z godzinę aż Oli otworzył oczy. Chwilę przyzwyczajał się do panującego w pokoju mroku.
-Cześć, Kochanie- powiedział lekko zaspany
-Hej, jak się spało?
-Cudownie, która godzina?
-Coś około 7:30. Jak chcesz to jeszcze pośpij
-A Ty?
-Ja już się wyspałem- powiedziałem i sięgnąłem po telefon, który leżał na szafce obok łóżka. Miałem kilka sms'ów z życzeniami w tym jeden od Katelynn i dwa od Vic'a.
Poodpisywałem na pozostałe życzeniami. Odpisałem Kate. Sms'a od Vic'a otworzyłem na końcu w jednym było napisane: "Hej Kells, życzę Ci standardowo Wesołych Świąt i tak dalej. Chciałbym żebyśmy te święta również spędzili razem, ale niestety to nie bardzo możliwe. Masz pozdrowienia od rodziców, no i Mike'a. Wiesz, że ma narzeczoną? Nie lubię jej. Jest cholernie dziwna. Mike twierdzi, że ją kocha ale ja uważam, że jest z nią tylko z litości bo jest w ciąży. Noo, Mike będzie tatą, a ja wujkiem, takim zajebistym, sam wiesz. Zapewne siedzisz sobie teraz z Oliverem abo rodziną więc nie przedłużam. Do zobaczenia, Kellinie."
Trochę się rozpisał, nie ma co. Otworzyłem drugiego sms'a od Vic'a.
'Kells, moja przeszłość znowu wróciła." Byłem zdziwiony bo tylko to w nim było. Nie odbierał ode mnie telefonów a ja kompletnie nie wiedziałem o co mogło mu chodzić. Oli już w między czasie zasnął a ja siedziałem w zastanawiałem się o teraz się dzieje u starszego Fuentes'a i co oznaczał ten sms. Przez cały dzień chodziłem zamyślony co zaczynało wszystkich denerwować. Nikt nie mógł się ze mną dogadać, albo to ja nie mogłem z nimi dojść do porozumienia. Mama odpuściła najszybciej bo dobrze znała moje humory i wiedziała, że i tak nie dowie się co mnie trapi, Kailey się na mnie ciągle denerwowała a Oli nie wiedział co ma robić. Zupełnie nie potrzebnie zawracają sobie głowę, przecież nic mi nie jest. Kiedy robił się wieczór pojechaliśmy z Oliverem do mojego mieszkania, Kate miała wrócić dopiero jutro wieczorem, a z Vic'em nadal nie mogłem się skontaktować.
*
Tydzień po świętach..
Zaczynałem martwić się o Vic'a bo nadal nie wrócił z Meksyku. Nie dało się do niego dodzwonić ani nie było go w domu i szkole. Postanowiłem zadzwonić do jego mamy ale miałem chyba zły numer i również się nie dodzwoniłem.
Siedziałem w domu i zakuwałem bo przecież niedługo koniec szkoły a ja kompletnie nie ogarniałem nic. Z Olim widywałem się teraz codziennie, i w końcu zdobyłem się powiedzieć Kate. Była dziwnie.. radosna kiedy się dowiedziała, ale to lepiej niż gdyby była zła lub coś w tym stylu.
Cz. II
Nie wiedziałem dlaczego Kellin się tak zachowywał, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować bo jak zwykle nie chciał powiedzieć i o co chodzi ani mi ani nikomu innemu.
*
Nie sądziłem, że te święta spędzę- mimo drobnych nieporozumień- w tak miłej atmosferze. Kellin ma szczęście, że posiada taką rodzinę, ale niestety przerwa świąteczna musiała się kiedyś skończyć i trzeba było znowu wrócić do szkoły. Miałem wrażenie, że teraz wszystko jest tak jak powinno być. Między mną a Kellinem na razie jest dobrze, a znajomość z Alanem uważam za zakończoną. Nie podoba mi się tylko to, że coraz więcej osób wie, że jestem z Kellinem. Po szkole zaczęło krążyć pełno plotek na nasz temat, ale nie przejmowaliśmy się nimi za bardzo. Widocznie życie tych ludzi jest na tyle nudne, że aż muszą zajmować się naszym. Vic nie pojawiał się w szkole od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł, wyglądał dosyć marnie. Ciekawe co się z nim dzieje.
-Vic!-krzyknął Kell kiedy tylko go zobaczył. Chłopak podszedł do nas powolnym krokiem.
-Cześć- powiedział spokojnie
-Co się z Tobą działo? Dlaczego się nie odzywałeś? Czemu wróciłeś z Meksyku dopiero teraz? Martwiłem się- Kells zasypał go pytaniami a ja nie chciałem im przeszkadzać w rozmowie bo widziałem, że chyba mają sobie dużo do wyjaśnienia. Oddaliłem się ale oni nawet tego nie zauważyli.
*
Kiedy skończyły się lekcje czekałem na parkingu aż Kellin wyjdzie ze szkoły. Stałem oparty jego samochód a on w końcu wyszedł z budynku.
-Może wyjdziemy gdzieś dziś, co?- zapytałem kiedy był już obok mnie. Nie wyglądał jakby miał ochotę na rozmowy.
-Nie mogę-odpowiedział i otworzył drzwi do swojego auta.
-Dlaczego?- ostatnio spotykaliśmy się prawie codziennie, więc to nic dziwnego, że raz nie ma dla mnie czasu.
-Umówiłem się z Vic'em.
-Co z nim? Jakoś dziwnie się zachowuje.
-Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć- zmarszczyłem brwi. Nie wierzyłem, że Vic nie powiedział swojemu najlepszemu przyjacielowi, że coś jest nie tak. Czułem, że Kellin nie powiedział mi prawdy, ale nie chciałem drążyć tematu. Podszedłem i objąłem go. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony.
-Co robisz? Przecież pełno tu ludzi ze szkoły.
-I tak niektórzy już wiedzą
-Ale jeszcze nie wszyscy- odsunął się ode mnie.- nie chcę plotek ani głupich komentarzy- co się z nim dzieje do cholery?- nie chciałem ujawniać naszego związku. I tak wystarczająco dużo osób wie.
-Jest jak jest. Nic z tym nie zrobimy.
-Wiem, trochę się śpieszę
-No tak, przecież musisz iść spotkać się z Vic'em.- prychnąłem. Trochę denerwowało mnie to, że Kellin tak się o niego martwi, przecież on nie jest małym dzieckiem i może radzić sobie sam, albo po prostu ja przesadzałem.
-Oliver, proszę Cię. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Jestem- odpowiedziałem cicho a obok nas nagle pojawił się Vic.
-szkoła
-brak czasu
-różne inne komplikacje
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszamy ale i jest nam przykro z powodu ilości komentarzy pod ostatnim postem. Cztery Wasze i jeden mój. No cóż..
Nie przedłużam. Miłego :))/ Merry
Cz. I
Obudziłem się wtulony w Olivera. Nie miałem jeszcze zamiaru wstawać i dlatego leżałem cicho i wpatrywałem się w spokojnie śpiącego chłopaka. Leżałem tak chyba z godzinę aż Oli otworzył oczy. Chwilę przyzwyczajał się do panującego w pokoju mroku.
-Cześć, Kochanie- powiedział lekko zaspany
-Hej, jak się spało?
-Cudownie, która godzina?
-Coś około 7:30. Jak chcesz to jeszcze pośpij
-A Ty?
-Ja już się wyspałem- powiedziałem i sięgnąłem po telefon, który leżał na szafce obok łóżka. Miałem kilka sms'ów z życzeniami w tym jeden od Katelynn i dwa od Vic'a.
Poodpisywałem na pozostałe życzeniami. Odpisałem Kate. Sms'a od Vic'a otworzyłem na końcu w jednym było napisane: "Hej Kells, życzę Ci standardowo Wesołych Świąt i tak dalej. Chciałbym żebyśmy te święta również spędzili razem, ale niestety to nie bardzo możliwe. Masz pozdrowienia od rodziców, no i Mike'a. Wiesz, że ma narzeczoną? Nie lubię jej. Jest cholernie dziwna. Mike twierdzi, że ją kocha ale ja uważam, że jest z nią tylko z litości bo jest w ciąży. Noo, Mike będzie tatą, a ja wujkiem, takim zajebistym, sam wiesz. Zapewne siedzisz sobie teraz z Oliverem abo rodziną więc nie przedłużam. Do zobaczenia, Kellinie."
Trochę się rozpisał, nie ma co. Otworzyłem drugiego sms'a od Vic'a.
'Kells, moja przeszłość znowu wróciła." Byłem zdziwiony bo tylko to w nim było. Nie odbierał ode mnie telefonów a ja kompletnie nie wiedziałem o co mogło mu chodzić. Oli już w między czasie zasnął a ja siedziałem w zastanawiałem się o teraz się dzieje u starszego Fuentes'a i co oznaczał ten sms. Przez cały dzień chodziłem zamyślony co zaczynało wszystkich denerwować. Nikt nie mógł się ze mną dogadać, albo to ja nie mogłem z nimi dojść do porozumienia. Mama odpuściła najszybciej bo dobrze znała moje humory i wiedziała, że i tak nie dowie się co mnie trapi, Kailey się na mnie ciągle denerwowała a Oli nie wiedział co ma robić. Zupełnie nie potrzebnie zawracają sobie głowę, przecież nic mi nie jest. Kiedy robił się wieczór pojechaliśmy z Oliverem do mojego mieszkania, Kate miała wrócić dopiero jutro wieczorem, a z Vic'em nadal nie mogłem się skontaktować.
*
Tydzień po świętach..
Zaczynałem martwić się o Vic'a bo nadal nie wrócił z Meksyku. Nie dało się do niego dodzwonić ani nie było go w domu i szkole. Postanowiłem zadzwonić do jego mamy ale miałem chyba zły numer i również się nie dodzwoniłem.
Siedziałem w domu i zakuwałem bo przecież niedługo koniec szkoły a ja kompletnie nie ogarniałem nic. Z Olim widywałem się teraz codziennie, i w końcu zdobyłem się powiedzieć Kate. Była dziwnie.. radosna kiedy się dowiedziała, ale to lepiej niż gdyby była zła lub coś w tym stylu.
Cz. II
Nie wiedziałem dlaczego Kellin się tak zachowywał, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować bo jak zwykle nie chciał powiedzieć i o co chodzi ani mi ani nikomu innemu.
*
Nie sądziłem, że te święta spędzę- mimo drobnych nieporozumień- w tak miłej atmosferze. Kellin ma szczęście, że posiada taką rodzinę, ale niestety przerwa świąteczna musiała się kiedyś skończyć i trzeba było znowu wrócić do szkoły. Miałem wrażenie, że teraz wszystko jest tak jak powinno być. Między mną a Kellinem na razie jest dobrze, a znajomość z Alanem uważam za zakończoną. Nie podoba mi się tylko to, że coraz więcej osób wie, że jestem z Kellinem. Po szkole zaczęło krążyć pełno plotek na nasz temat, ale nie przejmowaliśmy się nimi za bardzo. Widocznie życie tych ludzi jest na tyle nudne, że aż muszą zajmować się naszym. Vic nie pojawiał się w szkole od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł, wyglądał dosyć marnie. Ciekawe co się z nim dzieje.
-Vic!-krzyknął Kell kiedy tylko go zobaczył. Chłopak podszedł do nas powolnym krokiem.
-Cześć- powiedział spokojnie
-Co się z Tobą działo? Dlaczego się nie odzywałeś? Czemu wróciłeś z Meksyku dopiero teraz? Martwiłem się- Kells zasypał go pytaniami a ja nie chciałem im przeszkadzać w rozmowie bo widziałem, że chyba mają sobie dużo do wyjaśnienia. Oddaliłem się ale oni nawet tego nie zauważyli.
*
Kiedy skończyły się lekcje czekałem na parkingu aż Kellin wyjdzie ze szkoły. Stałem oparty jego samochód a on w końcu wyszedł z budynku.
-Może wyjdziemy gdzieś dziś, co?- zapytałem kiedy był już obok mnie. Nie wyglądał jakby miał ochotę na rozmowy.
-Nie mogę-odpowiedział i otworzył drzwi do swojego auta.
-Dlaczego?- ostatnio spotykaliśmy się prawie codziennie, więc to nic dziwnego, że raz nie ma dla mnie czasu.
-Umówiłem się z Vic'em.
-Co z nim? Jakoś dziwnie się zachowuje.
-Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć- zmarszczyłem brwi. Nie wierzyłem, że Vic nie powiedział swojemu najlepszemu przyjacielowi, że coś jest nie tak. Czułem, że Kellin nie powiedział mi prawdy, ale nie chciałem drążyć tematu. Podszedłem i objąłem go. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony.
-Co robisz? Przecież pełno tu ludzi ze szkoły.
-I tak niektórzy już wiedzą
-Ale jeszcze nie wszyscy- odsunął się ode mnie.- nie chcę plotek ani głupich komentarzy- co się z nim dzieje do cholery?- nie chciałem ujawniać naszego związku. I tak wystarczająco dużo osób wie.
-Jest jak jest. Nic z tym nie zrobimy.
-Wiem, trochę się śpieszę
-No tak, przecież musisz iść spotkać się z Vic'em.- prychnąłem. Trochę denerwowało mnie to, że Kellin tak się o niego martwi, przecież on nie jest małym dzieckiem i może radzić sobie sam, albo po prostu ja przesadzałem.
-Oliver, proszę Cię. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Jestem- odpowiedziałem cicho a obok nas nagle pojawił się Vic.
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 35
Cz.I
Kiedy moja mama stanęła w drzwiach moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Strasznie się bałem tego jak zareaguje. Może to za dużo przeżyć jak na tak bliski odstęp czasu? Może to wszystko dzieje się za szybko?
-Cześć mamo- powiedziałem pozornie spokojnym głosem.
-Dzień dobry- powiedział grzecznie Oliver i puścił moją rękę.
-Witajcie, no już- wchodźcie. Szybko, szybko. Na dworze jest strasznie zimno i już wszystko przygotowane!- mówiła podekscytowana. Musiała nie zauważyć naszych splecionych dłoni.
-Przyprowadziłem Olivera, mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-Oczywiście, że nie! Cieszę się bo zrobiłam dużo jedzenia i sami byśmy tego nie zjedli. No już, chodźcie do salonu- zaśmiała się i poszła do kuchni. Spojrzałem na Olivera i przypomniałem sobie, że mam dla niego prezent w domu! No super, ale głupio będzie. Jak mogłem zapomnieć?! W salonie już była Kailey- moja siostra. Wygląda naprawdę pięknie. Miała na sobie czarną koronkową sukienkę, baletki i rozpuszczone włosy oraz delikatny makijaż. Kiedy Nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Kells! Jak ja Cie długo nie widziałam, zaniedbujesz Nas!- zaśmiała się i przytuliła się do mnie.- A któż to za uroczy gość?
-To jest Oli a to moja siostra Kailey
-Bardzo mi miło- powiedział Oliver i pocałował Kai w wierzch dłoni a ona zarumieniła się nieco. Do salonu weszła mama z sałatką i opłatkiem.
-No już, do stołu. Zapraszam- powiedziała z uśmiechem a my ruszyliśmy do stołu. Cały czas byłem poddenerwowany. Oli, kiedy ani mama ani Kailey nie zwracały na Nas uwagi- przejechał ręką po moich plecach dodając mi w tym otuchy. Szczerze to nie pomagało wcale. Ale trudno. Po tych całych życzeniach, kolacji i zażenowaniu przy prezentach siedzieliśmy sobie wszyscy przy stole i rozmawialiśmy ze sobą w sumie o wszystkim i niczym. Lepszego momentu na powiedzenie im nie będzie. W końcu zebrałem w sobie trochę odwagi.
-Chcę.. chcemy Wam coś powiedzieć- spojrzeli na mnie z zaciekawieniem- szczerze mówiąc to waszej reakcji boje się najbardziej więc proszę bądźcie wyrozumiali i tolerancyjni. No więc.. chciałbym powiedzieć, że jestem.. biseksualny. Oliver jest moim chłopakiem.- cisza. Mama i Kailey nic nie mówiły i tylko na Nas patrzyły. Chyba nie wiedziały jak się zachować.
-Synku, przecież to niczego nie zmienia. Jeżeli ty jesteś szczęśliwy to, to jest najważniejsze i bez względu na wszystko tylko to się liczy. Ale wiadomo nie będzie mi łatwo się do tego przyzwyczaić, rozumiesz?
-Jasne, dziękuje mamo, a Ty Kai?
-Sądzę tak jak mama, z resztą kto by nie chciał mieć brata albo przyjaciela geja.
-Nie jestem gejem!- szybko zaprzeczyłem a oni zaśmiali się. Jacy oni wredni! Ja taki nie byłem! Oliver złapał mnie za rękę pod stołem a ja spojrzałem na niego. Obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziałem. Miałem ochotę go pocałować ale mama szybko zrozumiała moje zamiary.
-Tylko mam jedną prośbę żebyście się nie całowali i dotykali tak.. otwarcie. A przynajmniej na razie, dopóki się nie przyzwyczaję- powiedziała dość poważnie. Potem pomogliśmy mojej mamie sprzątać ze stołu i w ogóle. Nie chciała żebyśmy jechali po ciemku do domu i chciała żebyśmy zostali u niej na noc. Kailey zniknęła u siebie w pokoju więc i ja zaprowadziłem Olivera o swojego dawnego pokoju. Wszystko było w nim takie same jak dawniej. Na półce stały zdjęcia z Vic'em, z którąś z moich byłych ale z rodziną. Na biurku były moje stare rysunki. Oliver nic nie mówił bo widział moje zadumanie. Również porozglądał się po pokoju. Ściany były dość ciemne bo było na nich sporo rysunków, napisów, plakatów i tym podobnych. Prawdziwy pokój buntowniczego nastolatka. Ahh to było życie.
-Fajnie tu. Gratuluję Ci, odważyłeś się im to powiedzieć- powiedział Oliver i objął mnie od tyłu. Przymknąłem oczy i oparłem się o jego klatkę piersiową.
Cz.II
Byłem zdenerwowany i zestresowany przed wizytą u rodziny Kellina. Okazało się, że nie potrzebnie. Jego matka i siostra są bardzo miłe. Starałem się z jak najlepszej strony, bo zależało mi na tym aby rodzina mojego chłopaka miała o mnie dobre zdanie. Wszystko szło bardzo dobrze. Staliśmy w ciszy, przytuleni do siebie, aż nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni. Kellin odsunął się ode mnie. Spojrzałem na wyświetlacz i zmarszczyłem brwi.
-Cześć Alan, po co dzwonisz?- powiedziałem, a Kellin prychnął cicho i zaczął mi się uważnie przyglądać.
-Cześć Oli. Wiem, że pewnie przeszkadzam, bo jesteś teraz z Kellinem ale chciałbym Ci po prostu życzyć wesołych świąt- zdziwiłem się nieco. Nie myślałem, że w ogóle do mnie zadzwoni. Nie po tym wszystkim, co się stało. Milczałem.
-Oliver?
-Yy.. dziękuje. Muszę kończyć. Przepraszam. Cześć.- nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłem się. Spojrzałem na Kellina. Chciałem go pocałować, ale odepchnął mnie.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Nic.
-Chodzi o Alana, tak?- westchnąłem i objąłem go. Nie zareagował. Stał ze skrzyżowanymi rękom, z wzrokiem wbitym w ścianę.
-Kells, proszę Cię, nie rób scen. Nie wiem dlaczego zadzwonił.
-Mówiłeś, że już nie masz z nim kontaktu.
-Bo tak jest! To nie moje wina, że on się tak zachowuje.- odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy.- Kellin, kochanie, musimy się kłócić nawet w wigilie?- pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Wyglądał uroczo.- No właśnie
-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
-Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować. Od razu zabrałem się za rozpinanie guzików jego koszuli. Potem szybko pozbyliśmy się reszty ubrań. Kellin położył się na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jego ciele. Zatrzymałem się przy jego męskości, którą po chwili miałem już w ustach. Starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności. Słyszałem ciche jęki i pomruki zadowolenia. W pewnym momencie przestałem. Kellin popatrzył na mnie niezadowolony. Poprosiłem go żeby położył się na brzuchu. Kiedy to zrobił, uniosłem jego biodra i od razu w niego wszedłem. Ukrył twarz w poduszkach. Starał się stłumić krzyk. Tym razem nie byłem delikatny. Zacząłem się w nim poruszać, z każdą chwilą zwiększając tempo. Pozwalaliśmy na to żeby z naszych ust wydobywały się krzyki i przekleństwa. Było nam dobrze, więc czemu nie mielibyśmy tego okazywać
-CHŁOPCY!- nagle usłyszeliśmy głos mamy Kellsa. Trochę się speszyłem bo nie pomyślałem o tym, ze ktoś może nas słyszeć. Kellin widocznie nie przejął się tym. Doszedł pierwszy. Po kilku ruchach biodrami też osiągnąłem szczyt. Opadliśmy zmęczeni na łóżko. Kellin wtulił się we mnie, a ja przykryłem nasze nagie ciała kocem. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę, aż zorientowałem się, że Kellin zasnął.
-Kocham Cię- szepnąłem i pocałowałem go w czoło.
Kiedy moja mama stanęła w drzwiach moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Strasznie się bałem tego jak zareaguje. Może to za dużo przeżyć jak na tak bliski odstęp czasu? Może to wszystko dzieje się za szybko?
-Cześć mamo- powiedziałem pozornie spokojnym głosem.
-Dzień dobry- powiedział grzecznie Oliver i puścił moją rękę.
-Witajcie, no już- wchodźcie. Szybko, szybko. Na dworze jest strasznie zimno i już wszystko przygotowane!- mówiła podekscytowana. Musiała nie zauważyć naszych splecionych dłoni.
-Przyprowadziłem Olivera, mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-Oczywiście, że nie! Cieszę się bo zrobiłam dużo jedzenia i sami byśmy tego nie zjedli. No już, chodźcie do salonu- zaśmiała się i poszła do kuchni. Spojrzałem na Olivera i przypomniałem sobie, że mam dla niego prezent w domu! No super, ale głupio będzie. Jak mogłem zapomnieć?! W salonie już była Kailey- moja siostra. Wygląda naprawdę pięknie. Miała na sobie czarną koronkową sukienkę, baletki i rozpuszczone włosy oraz delikatny makijaż. Kiedy Nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Kells! Jak ja Cie długo nie widziałam, zaniedbujesz Nas!- zaśmiała się i przytuliła się do mnie.- A któż to za uroczy gość?
-To jest Oli a to moja siostra Kailey
-Bardzo mi miło- powiedział Oliver i pocałował Kai w wierzch dłoni a ona zarumieniła się nieco. Do salonu weszła mama z sałatką i opłatkiem.
-No już, do stołu. Zapraszam- powiedziała z uśmiechem a my ruszyliśmy do stołu. Cały czas byłem poddenerwowany. Oli, kiedy ani mama ani Kailey nie zwracały na Nas uwagi- przejechał ręką po moich plecach dodając mi w tym otuchy. Szczerze to nie pomagało wcale. Ale trudno. Po tych całych życzeniach, kolacji i zażenowaniu przy prezentach siedzieliśmy sobie wszyscy przy stole i rozmawialiśmy ze sobą w sumie o wszystkim i niczym. Lepszego momentu na powiedzenie im nie będzie. W końcu zebrałem w sobie trochę odwagi.
-Chcę.. chcemy Wam coś powiedzieć- spojrzeli na mnie z zaciekawieniem- szczerze mówiąc to waszej reakcji boje się najbardziej więc proszę bądźcie wyrozumiali i tolerancyjni. No więc.. chciałbym powiedzieć, że jestem.. biseksualny. Oliver jest moim chłopakiem.- cisza. Mama i Kailey nic nie mówiły i tylko na Nas patrzyły. Chyba nie wiedziały jak się zachować.
-Synku, przecież to niczego nie zmienia. Jeżeli ty jesteś szczęśliwy to, to jest najważniejsze i bez względu na wszystko tylko to się liczy. Ale wiadomo nie będzie mi łatwo się do tego przyzwyczaić, rozumiesz?
-Jasne, dziękuje mamo, a Ty Kai?
-Sądzę tak jak mama, z resztą kto by nie chciał mieć brata albo przyjaciela geja.
-Nie jestem gejem!- szybko zaprzeczyłem a oni zaśmiali się. Jacy oni wredni! Ja taki nie byłem! Oliver złapał mnie za rękę pod stołem a ja spojrzałem na niego. Obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziałem. Miałem ochotę go pocałować ale mama szybko zrozumiała moje zamiary.
-Tylko mam jedną prośbę żebyście się nie całowali i dotykali tak.. otwarcie. A przynajmniej na razie, dopóki się nie przyzwyczaję- powiedziała dość poważnie. Potem pomogliśmy mojej mamie sprzątać ze stołu i w ogóle. Nie chciała żebyśmy jechali po ciemku do domu i chciała żebyśmy zostali u niej na noc. Kailey zniknęła u siebie w pokoju więc i ja zaprowadziłem Olivera o swojego dawnego pokoju. Wszystko było w nim takie same jak dawniej. Na półce stały zdjęcia z Vic'em, z którąś z moich byłych ale z rodziną. Na biurku były moje stare rysunki. Oliver nic nie mówił bo widział moje zadumanie. Również porozglądał się po pokoju. Ściany były dość ciemne bo było na nich sporo rysunków, napisów, plakatów i tym podobnych. Prawdziwy pokój buntowniczego nastolatka. Ahh to było życie.
-Fajnie tu. Gratuluję Ci, odważyłeś się im to powiedzieć- powiedział Oliver i objął mnie od tyłu. Przymknąłem oczy i oparłem się o jego klatkę piersiową.
Cz.II
Byłem zdenerwowany i zestresowany przed wizytą u rodziny Kellina. Okazało się, że nie potrzebnie. Jego matka i siostra są bardzo miłe. Starałem się z jak najlepszej strony, bo zależało mi na tym aby rodzina mojego chłopaka miała o mnie dobre zdanie. Wszystko szło bardzo dobrze. Staliśmy w ciszy, przytuleni do siebie, aż nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni. Kellin odsunął się ode mnie. Spojrzałem na wyświetlacz i zmarszczyłem brwi.
-Cześć Alan, po co dzwonisz?- powiedziałem, a Kellin prychnął cicho i zaczął mi się uważnie przyglądać.
-Cześć Oli. Wiem, że pewnie przeszkadzam, bo jesteś teraz z Kellinem ale chciałbym Ci po prostu życzyć wesołych świąt- zdziwiłem się nieco. Nie myślałem, że w ogóle do mnie zadzwoni. Nie po tym wszystkim, co się stało. Milczałem.
-Oliver?
-Yy.. dziękuje. Muszę kończyć. Przepraszam. Cześć.- nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłem się. Spojrzałem na Kellina. Chciałem go pocałować, ale odepchnął mnie.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Nic.
-Chodzi o Alana, tak?- westchnąłem i objąłem go. Nie zareagował. Stał ze skrzyżowanymi rękom, z wzrokiem wbitym w ścianę.
-Kells, proszę Cię, nie rób scen. Nie wiem dlaczego zadzwonił.
-Mówiłeś, że już nie masz z nim kontaktu.
-Bo tak jest! To nie moje wina, że on się tak zachowuje.- odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy.- Kellin, kochanie, musimy się kłócić nawet w wigilie?- pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Wyglądał uroczo.- No właśnie
-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
-Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować. Od razu zabrałem się za rozpinanie guzików jego koszuli. Potem szybko pozbyliśmy się reszty ubrań. Kellin położył się na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jego ciele. Zatrzymałem się przy jego męskości, którą po chwili miałem już w ustach. Starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności. Słyszałem ciche jęki i pomruki zadowolenia. W pewnym momencie przestałem. Kellin popatrzył na mnie niezadowolony. Poprosiłem go żeby położył się na brzuchu. Kiedy to zrobił, uniosłem jego biodra i od razu w niego wszedłem. Ukrył twarz w poduszkach. Starał się stłumić krzyk. Tym razem nie byłem delikatny. Zacząłem się w nim poruszać, z każdą chwilą zwiększając tempo. Pozwalaliśmy na to żeby z naszych ust wydobywały się krzyki i przekleństwa. Było nam dobrze, więc czemu nie mielibyśmy tego okazywać
-CHŁOPCY!- nagle usłyszeliśmy głos mamy Kellsa. Trochę się speszyłem bo nie pomyślałem o tym, ze ktoś może nas słyszeć. Kellin widocznie nie przejął się tym. Doszedł pierwszy. Po kilku ruchach biodrami też osiągnąłem szczyt. Opadliśmy zmęczeni na łóżko. Kellin wtulił się we mnie, a ja przykryłem nasze nagie ciała kocem. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę, aż zorientowałem się, że Kellin zasnął.
-Kocham Cię- szepnąłem i pocałowałem go w czoło.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Rozdział 34
Mam wrażenie, że ten rozdział to jakiś (przepraszam za wyrażenie) z dupy wzięty. Nie podoba mi się. Taki jakiś.. no. Mimo to dodaję, miłego :)/ Merry
Cz. I
Ciągle przeczuwałem, że Oliver rucha tego Alana! Strasznie to przeżywałem i to dlatego tak mało z nim rozmawiałem. Bo tak długo musieliśmy walczyć o to co mamy a on od tak to sobie niszczy. Zbliżają się święta a ja tracę jedną z najważniejszych dla mnie osób..
*
Wigilia..
Zdecydowałem, że spędzę święta z moją mamą i siostrą. To pierwsze święta bez taty i nie chciałem żeby czuły się samotne. Z Oliverem nie miałem praktycznie kontaktu. Co prawda już kilka razy mówił mi, że nie spotyka się z Alanem ale przecież może mnie okłamywać. Kupiłem mu prezent ale nie sądzę żebym miał mu go dać w najbliższym czasie. Siedziałem u mnie w domu i szukałem krawatu. Kate wyjechała do rodziców, tak samo jak Vic. Za dwie godziny miałem być u mamy a nawet nie mogłem znaleźć spodni i krawatu a koszula nie była wyprasowana. Chodziłem w bokserkach z pokoju do pokoju coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałem dzwonek do drzwi i cicho westchnąłem. Olewając mój strój a raczej jego brak, szybko otworzyłem drzwi. Stał tam Oliver. Chciałem je zamknąć ale on mi na to nie pozwolił. Wszedł o środka i złapał mnie za rękę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zaprotestować. Oli patrząc mi prosto w oczy, uklęknął przede mną i zaczął mówić.
-Kellin, kocham Cię. Nie zdradziłem Cię z nim. Tylko Ty jesteś dla mnie naprawdę ważny.- potem wstał i kładąc zimne dłonie na moim ciele, pocałował. Zapomniałem o wszystkim . Liczył się tylko on. Ciągle przechodziły mnie dreszcze, przez jego zimne dłonie. Po chwili on odsunął się ode mnie i zdjął swoją kurtkę, odwiesił ją i wyjął z niej paczuszkę.
-Proszę, Wesołych Świat Kochanie.- zamurowało mnie. Boże, co się dzieje?! Ja nie mogłem tego wszystkiego ogarnąć. Czy ja mu tym pocałunkiem.. wybaczyłem?
-Kell?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje. Ja.. Oliver wiesz, że to wszystko nie jest takie proste. Ja nie wiem czy to co mówisz jest prawdą i..- poczułem jego usta na swoich. Potem złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłem go nogami w pasie. Skierowaliśmy się do mojego pokoju. Po chwili on nie miał już bluzy i koszulki.
-Oli.. ver, ja muszę dziś jechać do mamy.
-To zrobimy to szybko - powiedział z uśmiechem. Zaśmiałem się i przejechałem rękami po jego plecach. Oli rozebrał się a potem zdjął ze mnie bokserki. Przygotował mnie i szybko we mnie wszedł. Krzyknąłem z bólu a on spojrzał mi prosto w oczy.
-Przepraszam- musnął moją szyję. Po chwili dałem mu znak, że może kontynuować. Po seksie leżeliśmy chwilę. Ułyszałem mój telefon. Wziąłem go do ręki i odebrałem.
-Cześć mamo.. no trochę się spóźnię.. wiem, przepraszam. Będę u Ciebie jak najszybciej.. no pa.- rozłączyłem się i spojrzałem na Olivera.
Cz.II
Nie chciałem żeby wszystko się tak nagle między nami popsuło. Ale to była wyłącznie moja wina. W sumie to było mi cały czas żal Alana.Widziałem jaki był smutny podczas naszej ostatniej rozmowy. Tak, mój związek z Kellinem powoli się rozpada, a ja myślę o chłopaku, którego tylko pieprzyłem. To znaczy był moim przyjacielem.. ale to wszystko jest zbyt skomplikowane. Robiłem wszystko żeby mną a Kellinem było jak dawniej. Przecież jeszcze niedawno byliśmy razem tacy szczęśliwi.
*
Kellin spojrzał na mnie a ja na niego.
-Musisz jechać. To ja będę się już zbierał- powiedziałem i wstałem.
-A Ty.. nie spędzasz świąt z rodziną?- zapytał uważnie mi się przyklądając. Przygryzłem wargę i przez chwilę milczałem.
-Nie- odpowiedzialem cicho, a on zmarszczył brwi. Nie chciałem zaczynać tej rozmowy. Westchnąłem
-Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Można powiedzieć, że.. w ogóle ze sobą nie rozmawiamy0 Kellin cały czas wyglądał jakby czegoś w tym wszystkim nie rozumiał- jedź już. I tak długo muszą na Ciebie czekać- wymusiłem uśmiech i podszedłem do niego-Wesołych świąt. Kocham Cie, Kells- pocałowałem go i chciałem iść, ale on mnie zatrzymał.
-Czekaj.. nie chcę żebyś w wigilię był sam- złapał moją dłoń, splatając nasz palce.
-Nie przyjmuj się mną. Poradzę sobie.
-Chcę żebyś pojechał tam ze mną- zdziwiłem się
-Ale Kellin..
-Nie przyjmuję sprzeciwu. Będziemy tam razem i koniec.
-Nie, Kells, to nie jest dobry pomysł. Będę Wam tylko przeszkadzał- mnie chciałem się zgodzić, ale Kellin nie dawał za wygraną prosił mnie dalej. W końcu mu uległem.
-Dziękuje- pisnął i musnął moje usta swoimi. Czasami cieszył się z drobnych rzeczy jak małe dziecko. Ale był wtedy uroczy. Cieszyłem się, że między nami było już dobrze. Nie wiem czy wybaczył mi, czy zachowuje się tak tylko dlatego, że są święta. To jednak prawda, że podczas wigilii ludzie okazują sobie więcej uczucia. Dobrze, że mam Kellina blisko siebie. Żałuję, że pojawił się w moim życiu Alan, który stworzył niepotrzebne problemy i spieprzył kilka spraw. Teraz na pewno o nim zapomnę i mam nadzieję, że nic nigdy nie będzie Nas już łączyć. Nie chcę do tego wracać. Ubraliśmy się i wyszliśmy z mieszkania, kierując się do auta Kellina. Uśmiech ciągle był na jego twarzy. A kiedy on jest szczęśliwy, ja też jestem. Ruszyliśmy, a po drodze zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem, gdzie przebrałem się w rzeczy bardziej odpowiednie na tą chwilę.
-Powiem im, że jesteśmy razem- oznajmił mi kiedy byliśmy już prawie na miejscu.
-Nie boisz się ich reakcji?- zapytałem, a on przez moment nad czymś myślał.
-Jestem dorosły. Nie mogą mi nic zrobić, a chcę żeby moja rodzina o Nas wiedziała- szanowałem jego decyzję, choć nie byłem do końca do niej przekonany. Kellin zatrzymał samochód pod dużym domem, oświetlonym lampkami. Idąc w stronę drzwi wejściowych trzymaliśmy się za ręce. Byłem zestresowany. Kellin pewnie też. Po chwili drzwi otworzyła nam matka Kellsa.
-----------------------------------
W końcu seksy. Vic już niedługo :)
Cz. I
Ciągle przeczuwałem, że Oliver rucha tego Alana! Strasznie to przeżywałem i to dlatego tak mało z nim rozmawiałem. Bo tak długo musieliśmy walczyć o to co mamy a on od tak to sobie niszczy. Zbliżają się święta a ja tracę jedną z najważniejszych dla mnie osób..
*
Wigilia..
Zdecydowałem, że spędzę święta z moją mamą i siostrą. To pierwsze święta bez taty i nie chciałem żeby czuły się samotne. Z Oliverem nie miałem praktycznie kontaktu. Co prawda już kilka razy mówił mi, że nie spotyka się z Alanem ale przecież może mnie okłamywać. Kupiłem mu prezent ale nie sądzę żebym miał mu go dać w najbliższym czasie. Siedziałem u mnie w domu i szukałem krawatu. Kate wyjechała do rodziców, tak samo jak Vic. Za dwie godziny miałem być u mamy a nawet nie mogłem znaleźć spodni i krawatu a koszula nie była wyprasowana. Chodziłem w bokserkach z pokoju do pokoju coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałem dzwonek do drzwi i cicho westchnąłem. Olewając mój strój a raczej jego brak, szybko otworzyłem drzwi. Stał tam Oliver. Chciałem je zamknąć ale on mi na to nie pozwolił. Wszedł o środka i złapał mnie za rękę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zaprotestować. Oli patrząc mi prosto w oczy, uklęknął przede mną i zaczął mówić.
-Kellin, kocham Cię. Nie zdradziłem Cię z nim. Tylko Ty jesteś dla mnie naprawdę ważny.- potem wstał i kładąc zimne dłonie na moim ciele, pocałował. Zapomniałem o wszystkim . Liczył się tylko on. Ciągle przechodziły mnie dreszcze, przez jego zimne dłonie. Po chwili on odsunął się ode mnie i zdjął swoją kurtkę, odwiesił ją i wyjął z niej paczuszkę.
-Proszę, Wesołych Świat Kochanie.- zamurowało mnie. Boże, co się dzieje?! Ja nie mogłem tego wszystkiego ogarnąć. Czy ja mu tym pocałunkiem.. wybaczyłem?
-Kell?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje. Ja.. Oliver wiesz, że to wszystko nie jest takie proste. Ja nie wiem czy to co mówisz jest prawdą i..- poczułem jego usta na swoich. Potem złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłem go nogami w pasie. Skierowaliśmy się do mojego pokoju. Po chwili on nie miał już bluzy i koszulki.
-Oli.. ver, ja muszę dziś jechać do mamy.
-To zrobimy to szybko - powiedział z uśmiechem. Zaśmiałem się i przejechałem rękami po jego plecach. Oli rozebrał się a potem zdjął ze mnie bokserki. Przygotował mnie i szybko we mnie wszedł. Krzyknąłem z bólu a on spojrzał mi prosto w oczy.
-Przepraszam- musnął moją szyję. Po chwili dałem mu znak, że może kontynuować. Po seksie leżeliśmy chwilę. Ułyszałem mój telefon. Wziąłem go do ręki i odebrałem.
-Cześć mamo.. no trochę się spóźnię.. wiem, przepraszam. Będę u Ciebie jak najszybciej.. no pa.- rozłączyłem się i spojrzałem na Olivera.
Cz.II
Nie chciałem żeby wszystko się tak nagle między nami popsuło. Ale to była wyłącznie moja wina. W sumie to było mi cały czas żal Alana.Widziałem jaki był smutny podczas naszej ostatniej rozmowy. Tak, mój związek z Kellinem powoli się rozpada, a ja myślę o chłopaku, którego tylko pieprzyłem. To znaczy był moim przyjacielem.. ale to wszystko jest zbyt skomplikowane. Robiłem wszystko żeby mną a Kellinem było jak dawniej. Przecież jeszcze niedawno byliśmy razem tacy szczęśliwi.
*
Kellin spojrzał na mnie a ja na niego.
-Musisz jechać. To ja będę się już zbierał- powiedziałem i wstałem.
-A Ty.. nie spędzasz świąt z rodziną?- zapytał uważnie mi się przyklądając. Przygryzłem wargę i przez chwilę milczałem.
-Nie- odpowiedzialem cicho, a on zmarszczył brwi. Nie chciałem zaczynać tej rozmowy. Westchnąłem
-Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Można powiedzieć, że.. w ogóle ze sobą nie rozmawiamy0 Kellin cały czas wyglądał jakby czegoś w tym wszystkim nie rozumiał- jedź już. I tak długo muszą na Ciebie czekać- wymusiłem uśmiech i podszedłem do niego-Wesołych świąt. Kocham Cie, Kells- pocałowałem go i chciałem iść, ale on mnie zatrzymał.
-Czekaj.. nie chcę żebyś w wigilię był sam- złapał moją dłoń, splatając nasz palce.
-Nie przyjmuj się mną. Poradzę sobie.
-Chcę żebyś pojechał tam ze mną- zdziwiłem się
-Ale Kellin..
-Nie przyjmuję sprzeciwu. Będziemy tam razem i koniec.
-Nie, Kells, to nie jest dobry pomysł. Będę Wam tylko przeszkadzał- mnie chciałem się zgodzić, ale Kellin nie dawał za wygraną prosił mnie dalej. W końcu mu uległem.
-Dziękuje- pisnął i musnął moje usta swoimi. Czasami cieszył się z drobnych rzeczy jak małe dziecko. Ale był wtedy uroczy. Cieszyłem się, że między nami było już dobrze. Nie wiem czy wybaczył mi, czy zachowuje się tak tylko dlatego, że są święta. To jednak prawda, że podczas wigilii ludzie okazują sobie więcej uczucia. Dobrze, że mam Kellina blisko siebie. Żałuję, że pojawił się w moim życiu Alan, który stworzył niepotrzebne problemy i spieprzył kilka spraw. Teraz na pewno o nim zapomnę i mam nadzieję, że nic nigdy nie będzie Nas już łączyć. Nie chcę do tego wracać. Ubraliśmy się i wyszliśmy z mieszkania, kierując się do auta Kellina. Uśmiech ciągle był na jego twarzy. A kiedy on jest szczęśliwy, ja też jestem. Ruszyliśmy, a po drodze zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem, gdzie przebrałem się w rzeczy bardziej odpowiednie na tą chwilę.
-Powiem im, że jesteśmy razem- oznajmił mi kiedy byliśmy już prawie na miejscu.
-Nie boisz się ich reakcji?- zapytałem, a on przez moment nad czymś myślał.
-Jestem dorosły. Nie mogą mi nic zrobić, a chcę żeby moja rodzina o Nas wiedziała- szanowałem jego decyzję, choć nie byłem do końca do niej przekonany. Kellin zatrzymał samochód pod dużym domem, oświetlonym lampkami. Idąc w stronę drzwi wejściowych trzymaliśmy się za ręce. Byłem zestresowany. Kellin pewnie też. Po chwili drzwi otworzyła nam matka Kellsa.
-----------------------------------
Subskrybuj:
Posty (Atom)