poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 37

No kochani! To już 37 rozdział, zostało jeszcze tylko kilka i dodajemy nowiutkie opowiadanie :)
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu  do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem  do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.

Cz.II
 Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
  *
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś  mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.

6 komentarzy:

  1. "-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?"
    Gdodbsuvsusfbskschsvdkscs <3
    Tak podoba się,
    kocham was,
    Kocham Alanka
    Kocham wszystkich
    Supi
    Czekam na następny błagam
    Szybko

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdradzicie mi w jakiej tenatyce będzie następne ff? XD
    AJSGD GDZIE ALAN NO XD
    A ten tajemniczy numer to Austin ja to kurde wiem.
    Weny cx

    OdpowiedzUsuń
  3. Drama! Lubię dramy :D
    Jak zawsze prawda wyszła na jaw... Tylko co dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuuuu ^^ jakaś akcja się rozkręca widzę ;)) XD niecierpliwie czekam na next !!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. jezu, co
    Słyszycie mój płacz...
    Mimo wszystko ja wierze w ich miłość Oliego i Kellsa i wierzyć nie przestane. Nawet jeśli im się nie ułoży będę trwać w tej wierze. ;-; To co ich łączy jest takie piękne, no kurwa.
    Dlaczego ja zawsze muszę tak przeżywać opowiadania? No nic, nieważne...Rozdział jest świetny, naprawdę. Kocham wszystko co piszecie, a ten blog jest jednym z moich ulubionych. Szkoda, że to już końcówka tego opowiadania, ale przeczuwam, że następne będzie równie dobre. c:
    ps Merry, Twój ostatni komentarz u mnie jest taki kochany. Jejku, kc :( <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz! ♥
      Ps. Nie ma za co. Kc moocno <3/Merry

      Usuń