No i kochani ostatni rozdział! Smutno trochę ale cóż xd
Po tym ff zrobimy sobie tydzień przerwy ( lub więcej, zależy jak z czasem, szkoła pełną parą), i będziemy zaczynać publikować nowe opowiadanie. Niech bohaterzy będą dla Was niespodzianką XD
Miłego i zapraszam do pozostawienia po sobie komentarza :)/ Merry
Cz.I
Wyszedłem dziś z Vic'em na miasto. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się a nawet chwilami trzymaliśmy za ręce. Ten czas spędzony z nim w pewnym sensie rekompensował mi te ciężkie chwile, które pojawiły się w ostatnim czasie. Dzięki jemu czułem, że żyję i zaczynam być znowu szczęśliwy. Na mieście nawet miałem wrażenie, że widziałem gdzieś Austina ale się tym nie przejmowałem. On zaliczał się do osób, które wypisałem ze swojego życia. Było mi trochę głupio, że tak szybko to się wydarzyło ale w końcu Oliver zaczął być z Alanem już praktycznie w czasie naszego związku czyli znacznie prędzej niż ja z Vic'em. W sumie to oficjalnie nie byliśmy razem..
*
-Zostaniesz na noc?!- krzyknąłem biorąc prysznic.
-W sumie mogę bo jutro wolne- odkrzyknął Victor. Po powrocie z miasta poszliśmy do mnie.
-Okej!- powiedziałem i usłyszałem dźwięk mojej komórki.- Zobacz kto dzwoni!- powiedziałem wycierając się ręcznikiem.
-Dzwoni.. Oliver- odpowiedział. Zaskakująco szybko wyszedłem z łazienki i chwyciłem telefon do ręki, obierając.
-Halo?- spojrzałem na Vic'a, który był zdziwiony moim zachowaniem i uśmiechnąłem się do niego.
-Hej Kellin, chciałbym z Tobą pogadać w cztery oczy, możemy się spotkać np. dziś?
-Nie widzę takiej potrzeby, nie mamy o czym rozmawiać.
-Kells proszę, tylko jedno spotkanie na chwilę
-Ehh, no dobra, gdzie?
-W parku, na mieście- powiedział radosnym głosem
-Dobra, będę za 20 minut- rozłączyłem się i ponownie spojrzałem na Victora
-Po co jedziesz?
-Bo on chce ze mną porozmawiać i..
-A ja chcę się z Tobą ruchać ale Ty wolisz jechać i spotkać się z nim- powiedział przerywając mi
-Vic, proszę Cię, nie bądź zazdrosny. Na chwilę pojadę i od razu do Ciebie wracam, ok? Zostań tu i na mnie poczekaj a potem będziemy robić co tylko będziesz chciał- powiedziałem przyciszonym głosem i przyciągnąłem go do siebie blisko, całując jego usta.
-Dobra, jedź ale zaraz wracaj- oddaliłem się i szybko ubrałem, miałem lekko wilgotne włosy dlatego ubrałem czapkę i kurtkę. Pożegnałem się z Victorem pocałunkiem i wybiegłem przed dom. Zaczynało się ściemniać. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w wyznaczone miejsce. Kiedy byłem już w parku było ciemno, usiadłem na ławce i czekałem. Po chwili pojawił się Oliver.
-Cześć, dziękuję, że się ze mną spotkałeś- usiadł blisko mnie.
-Spoko, tylko nie mam dużo czasu więc..
-Ehm, jasne, muszę Cię o to zapytać.. jesteś z Vic'em?
- Co? Ale co Cie to obchodzi w ogóle, co?
-Odpowiedz- powiedział stanowczo.
-Może i jestem, nie wiem po co mnie tu ściągnąłeś
-Szybko się pocieszyłeś, ale przecież Vic jest podobno hetero.
-Ja się szybko pocieszyłem?! Przypominam, że jesteś teraz z chłopakiem, którego ruchałeś jak jeszcze ze mną byłeś. No jak widać nie do końca taki z niego hetero jak myślałeś- prychnąłem poirytowany
-Kell, proszę, no. Wybacz mi, jeszcze wszystko może być dobrze
-Już nie może- powiedział. Poczułem jego ciepły oddech na twarzy a potem jego usta na swoich. Byłem w szoku. Odepchnąłem go i spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-Co ty wyprawiasz?! Teraz chcesz zdradzać Alana? Nie umiesz się trzymać jednego?
-Prawda jest taka, ze nadal Cię kocham i nie zapomnę o Tobie i to będzie do mnie wracało, pierwszy pocałunek, kłótnia, seks, i twoje problemy rodzinne. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Kocham Cię i żałuje, ze zrobiłem Ci tak okropna rzecz ale przecież nie jest ona nie wybaczalna. Wiem, że Ty też nadal mnie kochasz.
-Jesteś zbyt pewny siebie, jestem z Vic'em, Ty z Alanem i niech tak już zostanie- odwróciłem się i zacząłem iść. Sykes jednak szybko do mnie podszedł i przylgnął do moich pleców, oplatając mnie w pasie. Pochylił się nad moim uchem i zaczął szeptać
-Pamiętasz? Lubiłeś w ten sposób- otworzyłem szeroko oczy. Jego ręka znalazła się na moim kroczu.
Cz.II
Wiedziałem, że spotkanie z Kellinem po tym wszystkim co mu zrobiłem nie będzie należało do najłatwiejszych, ale nie przejmowałem się tym. Cały czas go kochałem ale do Alana też coś czułem. Wiedziałem, że powinienem w końcu zdecydować się na jednego z nich ale nie potrafiłem. Oboje byli dla mnie ważni. Nie wiedziałem co zrobiłbym gdyby Kellin wybaczył mi romans z Alanem.
-Jesteś pojebany. Zostaw mnie.- na te słowa jeszcze bardziej do niego przylgnąłem
-Przecież jeszcze całkiem nie dawno podobało Ci się to - szeptałem mu do ucha, kiedy próbował się wyrwać- Kells przecież wiem, że nadal mnie kochasz
-Nie, już nie- przestał się szarpać a ja odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy. Za każdym razem gdy mówił, że mnie nie kocha to bolało, ale ja zraniłem go bardziej.
-Zrozum, że nie ma już nas. Spieprzyłeś wszystko. Kochałem Cię. Najmocniej na świecie. Ale najwidoczniej ty mnie nie, skoro poszedłeś do Alana.
-Każdy zasługuje na druga szanse.
-Ty już ją przecież wykorzystałeś, pamiętasz? Nie zmienię zdania i Ci nie wybaczę. Powinieneś w końcu się z tym pogodzić. Z resztą masz teraz Alana.- po jego słowach zapadła cisza. Staliśmy tak przez chwilę aż w końcu puściłem go i cofnąłem się o krok.
-I tak zawsze będę Cię kochał- powiedziałem smutnym głosem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę domu rudzielca. Założyłem kaptur na głowę i włożyłem dłonie do kieszeni kurtki. Mimo, że było już dość późno w ogóle się nie spieszyłem. Szedłem powoli ze wzrokiem wbitym w chodnik. Ogarnęło mnie dziwne uczucie smutku. Nie wiedziałem na co cały czas liczyłem. Może po prostu nie mogłem i nie umiałem pogodzić się z myślą, że "to już koniec". Powinienem zapomnieć o całym moim związku z Kellinem i zająć się obecnym związkiem. Człowiek uczy się na błędach, nie?
Dotarłem do mieszkania, do którego wszedłem bez pukania. Właściwie czułem się tu jak u siebie. Alan czuł się tak samo u mnie.
-Gdzie tak długo byłeś? Dzwoniłem do ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Telefon mi się rozładował, przepraszam- odpowiedziałem nie patrząc na niego i zdejmując buty
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.
-Wszystko ok, nie masz się czym martwić, Kochanie- pocałowałem go i wyszedłem na balkon żeby zapalić.
*
Kilka dni później..
Kellin cały czas mnie unikał albo ignorował. W szkole każdą wolną chwilę spędzał z Vic'em. Nie ukrywali przed nikim, że są razem. Pogodziłem się z faktem, że na pewno już do siebie nie wrócimy. Od naszego ostatniego spotkania w parku w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, co wcale mnie nie dziwiło. Częściej spotkałem się z Alanem, zastanawiałem się nawet czy nie zaproponować mu żeby ze mną zamieszkał, ale jeszcze myślę, że to na pewno dobry pomysł
Nie przejmowałem się kiedy widziałem Kellina i Vic'a gdzieś ma mieście całujących się albo trzymających za ręce. Chociaż nie pozostałem na to tak całkowicie obojętny, ale starałem się.
*
Wyszedłem ze szkoły i szedłem przez parking kiedy nagle z kimś się zderzyłem. Uniosłem wzrok znad komórki, którą trzymałem w dłoni i spojrzałem na osobę przede mną. Kellin.
-Uważaj trochę..- mruknął i ominął mnie.
-Zaczekaj- złapałem go za ramię a on zatrzymał się
-Nie dotykaj mnie.- puściłem jego kurtkę i przez chwilę milczałem.
-Czyli teraz będziemy udawać, ze się nie znamy?- zapytałem krzyżując ręce a on prychnął
-A czego się spodziewałeś? Że będę udawał, że nic się nie stało? Na prawdę jesteś taki naiwny?- nie zdążyłem nic odpowiedzieć bo pojawił się obok nas Vic, który zlustrował mnie wzrokiem.
-Idziemy, skarbie?- zapytał patrząc na Kellina i akcentując drugie słowo jakby chciał mi tym pokazać, że wygrał i Kellin teraz należy do niego. Ale.. chyba tak było.
niedziela, 28 września 2014
środa, 24 września 2014
Rozdział 41
Cz.I
Nie widziałem się z Vic'em dzieje bo od czasu kiedy się przespaliśmy nie odzywał się do mnie. Kiedy w szkole zobaczyłem jak rozmawia z Oliverem byłem w szoku. Vic kiedy tylko mnie zobaczył szybko do mnie podszedł.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, co tam?- zapytał, niby normalnie
-Dlaczego tak szybko ode mnie wyszedłeś? Myślałem, że masz na mnie wyjebane.
-Nie, po prostu musiałem sobie to wszystko przemyśleć.
-Rozmawiałeś z Oliverem?
-Tak, ale nie ważne. Chodźmy już. -ruszył ale ja nie dałem za wygraną i wciągnąłem go do łazienki.
-Kells.. co ty robisz?
-Nie wypuszczę Cię stąd, dopóki mi nie powiesz o czym i po co rozmawiałeś z Oliverem, rozumiesz?- powiedziałem zdecydowanym, nie wznoszącym sprzeciwu głosem.
-Rozmawialiśmy o Tobie. O tym, że Cie skrzywdził i do tego szybko się pocieszył. O tym, że zasługujesz na kogoś lepszego niż on. Bo zasługujesz, Kellinie.- powiedział jednym tchem i złapał moje dłonie.- Na kogoś wartościowego i kochającego. No kogoś dla kogo będziesz całym światem a inni ludzie będą zbędni- powiedział ciszej i złączył nasze usta. I dobrze bo nie wiedziałbym co mu odpowiedzieć. Poza tym to co było między nim a mną było we mnie już dawno tylko bałem się to ujawnić. Oderwałem się od bruneta ale od razu zostałem przyciągnięty z powrotem.
-Vic, ktoś tu może wejść
-No i co z tego? Urwijmy się z lekcji.
-O nie, na pewno nie. Już i tak dużo poopuszczałem lekcji.
-Keelin, proosze- przeciągnął słodko i ułożył usta na mojej szyi, prawdopodobnie zostawiając na niej malinkę. Usłyszeliśmy dzwonek na pierwszą lekcje.
-Vic, dobra starczy. Chodźmy.- powiedziałem stanowczo i nie czekając na niego wyszedłem z łazienki. Korytarze były już puste. Weszliśmy do klasy gdzie było spore zamieszanie więc i tak nikt nie zauważył, że się spóźniliśmy. Usiadłem na moim starym miejscu- obok Sykes'a. Postanowiłem, że nie będę go unikać bo nie ma zwyczajnie sensu. Między nami wszystko skończone. Oli był zdziwiony moimi poczynaniami. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać ani utrzymywać kontaktu, jeszcze nie nie teraz i nie po tym co się stało. Vic też był zdziwiony ale już po chwili posłał mi takie spojrzenie, że aż przeszły mnie ciarki. Oli w środku lekcji odezwał się do mnie.
-Kellin bo.. jest jeszcze dla nas szansa? Wiem, że zrobiłem Ci coś strasznego ale..
-Nie, już nie ma szansy. Zjebałeś i tyle. Do mnie to już zamknięty temat. Nie potrafię wybaczyć Ci czegoś takiego bo podejrzewam, że nie było to tylko raz, hmm?-zapytałem, odpowiedziała mi tylko cisza a on spuścił wzrok.- No właśnie, nie mam pewności czy dalej go nie ruchasz a zapewne tak jest.
Cz.II
No i co ja mogłem zrobić? Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zepsułem, ale mimo tego miałem cały czas taką małą nadzieje, że jeszcze się między nami ułoży i znów będziemy razem. Chociaż dobrze wiedziałem, że po tym co zrobiłem Kellinowi nic już nie będzie jak dawniej. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale teraz jestem z Alanem. Nie wiem czy co do niego czuję można nazwać miłością. Chyba wszystko za szybko się stało i nie jestem zadowolony z tego jak potoczyły się niektóre sprawy. Musze pogodzić się z tym, że Kellin to już nie mój chłopak i na jego miejscu pojawił się Alan. Kellin i Vic pewnie też bardziej się do siebie "zbliżyli". No cóż, nic już na to nie poradzę.
*
Wyszedłem ze szkoły i skierowałem się na parking. Kiedy już tam byłem, zobaczyłem dobrze znane mi auto rudego chłopaka. Mimowolnie uśmiechnąłem się sam do siebie. Podszedłem i wsiadłem do samochodu. Alan spojrzał na mnie i już chciał coś powiedzieć ale ja szybko wbiłem się w jego usta kładąc dłonie na jego policzkach. Poczułem jak lekko uśmiechnął się podczas pocałunku. W końcu odsunąłem się od niego. Oparł swoje czoło moje i spojrzał mi w oczy.
-Zawsze możemy się tak witać- zaśmiał się a ja kiwnąłem głową- Gdzie jedziemy?
-Do mnie- i pojechaliśmy. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania znowu złączyliśmy nasze usta. Zaczęliśmy w szybkim tępie pozbywać się swoich ubrań. Pociągnąłem Alana w stronę łazienki. Weszliśmy pod prysznic. Po chwili gorące kropelki wody zaczęły spływać po naszych nagich ciałach. Alan odwrócił się i lekko pochylił kładąc dłonie na zimnej ścianie. Niestety nie mieliśmy przy sobie lubrykanta ani niczego w tym stylu więc musieliśmy zadowolić się jedynie wodą. Zacząłem przygotowywać chłopaka wkładając w niego po kolei moje palce.
-Dawno nie uprawialiśmy seksu- stwierdził kiedy powoli w niego wchodziłem. odpowiedziałem mu cichym pomrukiem. Od razu zacząłem się w nim poruszać. Uczucie spełnienia przeszło szybko. Zmęczeni ale jednocześnie zadowoleni wyszliśmy spod prysznica. Ubraliśmy się i poszliśmy do pokoju. Usiadłem na kanapie a Alan położył głowę na moich kolanach i słodko się do mnie uśmiechnął. Odwdzięczyłem się tym samym wyjmując z kieszeni papierosy. Zapaliłem jednego. Alan zmarszczył brwi i wyjął mi go z ust.
-Nie pal- przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Tą miłą atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć.
-Cześć
-Austin? Co ty tu robisz?- zapytałem zdziwiony jego obecnością.
-Przechodziłem obok i postanowiłem przyjść, słyszałem, że rozstałeś się z Kellinem- aha, czyli to jest powodem jego wizyty.
-Tak, a co?-zapytałem krzyżując ręce.
-Nie wnikam w to dlaczego się rozstaliście ale.. Kellin jest teraz z Vic'em, tak?- zapytał a ja popatrzyłem na niego z uniesioną brwią.
-Przecież Vic jest hetero - zaśmiałem się nerwowo
-Widziałem ich dziś na mieście. Wyglądali tak jakby byli parą. Nie wiem co jest między nimi, ale raczej to nie jest tylko przyjaźń
-Cholera- szepnąłem cicho. Nie wiedziałem czy przeczucia Austina są prawdziwe ale sam czułem, ze Kellin może być z Vic'em. Po chwili poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłem się i spojrzałem na Alana smutnym wzrokiem. Widzę, że Kellin też szybko się pociesza.
______________
Długo czekaliście, bo nie wyrabiam ze szkołą, przepraszam bardzo :)
Zapraszam do komentowania, aniołeczki.
Nie widziałem się z Vic'em dzieje bo od czasu kiedy się przespaliśmy nie odzywał się do mnie. Kiedy w szkole zobaczyłem jak rozmawia z Oliverem byłem w szoku. Vic kiedy tylko mnie zobaczył szybko do mnie podszedł.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, co tam?- zapytał, niby normalnie
-Dlaczego tak szybko ode mnie wyszedłeś? Myślałem, że masz na mnie wyjebane.
-Nie, po prostu musiałem sobie to wszystko przemyśleć.
-Rozmawiałeś z Oliverem?
-Tak, ale nie ważne. Chodźmy już. -ruszył ale ja nie dałem za wygraną i wciągnąłem go do łazienki.
-Kells.. co ty robisz?
-Nie wypuszczę Cię stąd, dopóki mi nie powiesz o czym i po co rozmawiałeś z Oliverem, rozumiesz?- powiedziałem zdecydowanym, nie wznoszącym sprzeciwu głosem.
-Rozmawialiśmy o Tobie. O tym, że Cie skrzywdził i do tego szybko się pocieszył. O tym, że zasługujesz na kogoś lepszego niż on. Bo zasługujesz, Kellinie.- powiedział jednym tchem i złapał moje dłonie.- Na kogoś wartościowego i kochającego. No kogoś dla kogo będziesz całym światem a inni ludzie będą zbędni- powiedział ciszej i złączył nasze usta. I dobrze bo nie wiedziałbym co mu odpowiedzieć. Poza tym to co było między nim a mną było we mnie już dawno tylko bałem się to ujawnić. Oderwałem się od bruneta ale od razu zostałem przyciągnięty z powrotem.
-Vic, ktoś tu może wejść
-No i co z tego? Urwijmy się z lekcji.
-O nie, na pewno nie. Już i tak dużo poopuszczałem lekcji.
-Keelin, proosze- przeciągnął słodko i ułożył usta na mojej szyi, prawdopodobnie zostawiając na niej malinkę. Usłyszeliśmy dzwonek na pierwszą lekcje.
-Vic, dobra starczy. Chodźmy.- powiedziałem stanowczo i nie czekając na niego wyszedłem z łazienki. Korytarze były już puste. Weszliśmy do klasy gdzie było spore zamieszanie więc i tak nikt nie zauważył, że się spóźniliśmy. Usiadłem na moim starym miejscu- obok Sykes'a. Postanowiłem, że nie będę go unikać bo nie ma zwyczajnie sensu. Między nami wszystko skończone. Oli był zdziwiony moimi poczynaniami. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać ani utrzymywać kontaktu, jeszcze nie nie teraz i nie po tym co się stało. Vic też był zdziwiony ale już po chwili posłał mi takie spojrzenie, że aż przeszły mnie ciarki. Oli w środku lekcji odezwał się do mnie.
-Kellin bo.. jest jeszcze dla nas szansa? Wiem, że zrobiłem Ci coś strasznego ale..
-Nie, już nie ma szansy. Zjebałeś i tyle. Do mnie to już zamknięty temat. Nie potrafię wybaczyć Ci czegoś takiego bo podejrzewam, że nie było to tylko raz, hmm?-zapytałem, odpowiedziała mi tylko cisza a on spuścił wzrok.- No właśnie, nie mam pewności czy dalej go nie ruchasz a zapewne tak jest.
Cz.II
No i co ja mogłem zrobić? Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zepsułem, ale mimo tego miałem cały czas taką małą nadzieje, że jeszcze się między nami ułoży i znów będziemy razem. Chociaż dobrze wiedziałem, że po tym co zrobiłem Kellinowi nic już nie będzie jak dawniej. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale teraz jestem z Alanem. Nie wiem czy co do niego czuję można nazwać miłością. Chyba wszystko za szybko się stało i nie jestem zadowolony z tego jak potoczyły się niektóre sprawy. Musze pogodzić się z tym, że Kellin to już nie mój chłopak i na jego miejscu pojawił się Alan. Kellin i Vic pewnie też bardziej się do siebie "zbliżyli". No cóż, nic już na to nie poradzę.
*
Wyszedłem ze szkoły i skierowałem się na parking. Kiedy już tam byłem, zobaczyłem dobrze znane mi auto rudego chłopaka. Mimowolnie uśmiechnąłem się sam do siebie. Podszedłem i wsiadłem do samochodu. Alan spojrzał na mnie i już chciał coś powiedzieć ale ja szybko wbiłem się w jego usta kładąc dłonie na jego policzkach. Poczułem jak lekko uśmiechnął się podczas pocałunku. W końcu odsunąłem się od niego. Oparł swoje czoło moje i spojrzał mi w oczy.
-Zawsze możemy się tak witać- zaśmiał się a ja kiwnąłem głową- Gdzie jedziemy?
-Do mnie- i pojechaliśmy. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania znowu złączyliśmy nasze usta. Zaczęliśmy w szybkim tępie pozbywać się swoich ubrań. Pociągnąłem Alana w stronę łazienki. Weszliśmy pod prysznic. Po chwili gorące kropelki wody zaczęły spływać po naszych nagich ciałach. Alan odwrócił się i lekko pochylił kładąc dłonie na zimnej ścianie. Niestety nie mieliśmy przy sobie lubrykanta ani niczego w tym stylu więc musieliśmy zadowolić się jedynie wodą. Zacząłem przygotowywać chłopaka wkładając w niego po kolei moje palce.
-Dawno nie uprawialiśmy seksu- stwierdził kiedy powoli w niego wchodziłem. odpowiedziałem mu cichym pomrukiem. Od razu zacząłem się w nim poruszać. Uczucie spełnienia przeszło szybko. Zmęczeni ale jednocześnie zadowoleni wyszliśmy spod prysznica. Ubraliśmy się i poszliśmy do pokoju. Usiadłem na kanapie a Alan położył głowę na moich kolanach i słodko się do mnie uśmiechnął. Odwdzięczyłem się tym samym wyjmując z kieszeni papierosy. Zapaliłem jednego. Alan zmarszczył brwi i wyjął mi go z ust.
-Nie pal- przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Tą miłą atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć.
-Cześć
-Austin? Co ty tu robisz?- zapytałem zdziwiony jego obecnością.
-Przechodziłem obok i postanowiłem przyjść, słyszałem, że rozstałeś się z Kellinem- aha, czyli to jest powodem jego wizyty.
-Tak, a co?-zapytałem krzyżując ręce.
-Nie wnikam w to dlaczego się rozstaliście ale.. Kellin jest teraz z Vic'em, tak?- zapytał a ja popatrzyłem na niego z uniesioną brwią.
-Przecież Vic jest hetero - zaśmiałem się nerwowo
-Widziałem ich dziś na mieście. Wyglądali tak jakby byli parą. Nie wiem co jest między nimi, ale raczej to nie jest tylko przyjaźń
-Cholera- szepnąłem cicho. Nie wiedziałem czy przeczucia Austina są prawdziwe ale sam czułem, ze Kellin może być z Vic'em. Po chwili poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłem się i spojrzałem na Alana smutnym wzrokiem. Widzę, że Kellin też szybko się pociesza.
______________
Długo czekaliście, bo nie wyrabiam ze szkołą, przepraszam bardzo :)
Zapraszam do komentowania, aniołeczki.
piątek, 19 września 2014
Rozdział 40
Już 40 rozdział, boże jak to minęło ;-;
Jeszcze tylko dwa rozdziały ;o
No cóż, zapraszam do czytania i zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza :)/ Merry
Cz.I
W szkole ciągle mijałem gdzieś Olivera. Nie miałem na to ochoty ale też nic nie mogłem z tym zrobić. Chciałem się położyć i cofnąć w czasie. Gdybym wiedział, że spotka mnie coś takiego to dalej bym go nienawidził jak na początku. Tak jak i teraz. Dobrze, że miałem Vic'a, który usilnie starał się poprawić mi humor. Byłem mu wdzięczny, że tak o mnie dbał. Prawdziwy przyjaciel.
*
Po szkole Victor zmusił mnie do wyjścia na miasto. Nie było wcale aż tak zimno więc łaskawie się zgodziłem, ale tylko dla niego. Musiałem chodzić przez dwie godziny bo Vic ciągle przypominał sobie o "wspaniałych" miejscach. No trudno, przynajmniej się starał. Kiedy poszliśmy do centrum i w końcu usiedliśmy na ławce, zobaczyłem Alana. Na jego widok aż we mnie zawrzało. W ciszy obserwowałem gdzie zmierzał. Podszedł do ławki gdzie ktoś siedział.. to był Oliver! Kiedy go zobaczył uśmiechnął się, wstał i ku mojemu zdziwieniu- pocałował go. Szybko się pociesza, bardzo szybko. Vic nie wiedząc co mnie tak zainteresowało podążył wzrokiem w ich kierunku i uniósł brwi.
-Kellin, chodźmy już, co?- zapytał cicho i spokojnie. Gwałtownie wstałem i ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Byłem wściekły, miałem ochotę kogoś zabić. Dobra, przesadziłem. No ale to już jest podłe z jego strony, do cholery! Jak już doszliśmy do mojego domu, znaczy ja pierwszy a Vic trochę później bo nie mógł mnie dogonić, trzasnąłem drzwiami i szybko rozebrałem kurtkę i buty. Vic robił to wszystko wolniej i z większym opanowaniem. Patrzyłem na niego i powoli nerwy opadały. Po chwili kiedy on spojrzał mi w oczy, zbliżyłem się i pocałowałem go. Najpierw spokojny i niepewny pocałunek przerodził się w pełen namiętności i wręcz brutalny pocałunek. Poszliśmy do sypialni i położyliśmy się na łóżku.
*
Po seksie byłem wyczerpany. Vic był niesamowity! Wpatrywałem się w jego śpiącą twarz. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko tak szybko się działo! Vic był moim przyjacielem ale chyba po tym wszystkim co się wydarzyło wiele się zmieni.
Victor po chwili otworzył oczy i lekko się uśmiechnął.
-Cześć- powiedział i przejechał dłonią po mojej ręce.
-Cześć- powiedziałem, również się uśmiechając
-Kells, czy to co się między nami stało.. zmienia coś między nami? Coś to dla Ciebie znaczyło? Czy to była tylko zemsta na Oliverze, za to co Ci zrobił?
-Proszę Cię, nie rozmawiajmy teraz o tym. Pogadamy o tym jutro, chce mi się spać.- powiedziałem i wtuliłem się w niego. Brunet dopiero po jakimś czasie mnie objął czyli przestał już o tym myśleć. I dobrze, bo nie mam ochoty teraz rozmawiać na ten temet. Jak by się nad tym bardziej zastanowić to sam nie wiedziałem.
*
Obudziłem się leżąc sam w łóżku. Wstałem i ubrałem bokserki ruszając do kuchni.
-Vic!- krzyknąłem ale odpowiedziała mi cisza. Byłem w każdym pomieszczeniu ale w żadnym z nich nie było Vic'a. To dziwne.. uciekł? Nie zostawił nawet kartki, tylko czemu? Zrobiłem coś nie tak?
Cz.II
Spotkałem się z Alanem na mieście po szkole. Chciałem porozmawiać z nim o tym co będzie z nami dalej. Sam tego nie wiedziałem, i nie wiedziałem tez jak nazwać to co teraz było między nami. Ja cały czas kochałem Kellina ale wiedziałem, że Alan coś do mnie czuje. Fakt- jest przystojny, uprawiamy seks, ale.. czy ja go kocham? Czy można kochać dwie osoby na raz? Dlaczego spotykałem się z Alanem skoro kochałem Kellina? Za dużo myśli kręciło się w mojej głowie a ja nie mogłem sobie z nimi poradzić.
-Wszystko ok?- usłyszałem głos Alana i od razu na niego spojrzałem.
-Tak. Chodź.- złapałem go za rękę. Wstał i poszliśmy.
*
Chodziliśmy trochę po mieście aż w końcu pojechaliśmy do mojego mieszkania. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zapadła cisza. Przysunąłem się bliżej rudowłosego i objąłem go nisko na plecach. On oparł głowę na moim ramieniu, siedzieliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę. W końcu ja odezwałem się cicho.
-Alan?
-Tak?
-Mieliśmy o czymś pogadać- pokiwał głową
-Co będzie z Kellinem?
-Nie wiem- westchnąłem- ale myślę, że wszystko między nami skończone - powiedziałem smutnym głosem
-Ty.. nadal go kochasz, prawda?- zapytał nie patrząc na mnie
-Nie- skłamałem. Nie wiem dlaczego. Chyba nie chciałem zranić Alana, więc nie powiedziałem mu prawdy. Spojrzał na mnie zdziwiony - Kocham Ciebie- nie czekając na reakcję z jego strony, zacząłem go całować. Splotłem nasze palce i stopniowo pogłębiałem nasz pocałunek
-To wszystko dzieje się tak szybko- powiedział, kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy
-Zacznijmy wszystko od nowa, zapomnijmy o tym co było wcześniej. Zostań moim chłopakiem- był zszokowany całą sytuacją- zgadzasz się?
-Tak!- przytulił się do mnie a ja uśmiechnąłem się. Znowu byłem szczęśliwy.
*
-Szybko się pocieszasz, kurwa, naprawdę szybko.
-O ci Ci chodzi, co?- stałem na środku szkolnego korytarza i patrzyłem na Vic'a jak na idiotę
-O to, że ledwo co Kells z Tobą zerwał a ty już idziesz do następnego.
-To nie Twoja sprawa więc spierdalaj
-Jesteś zwykłym skurwysynem, wiesz?
-Vic, naprawdę nie mam ochoty Cię słuchać.
-On przez Ciebie cierpi. Nie zasługiwałeś na niego.
-Wiem. Zniszczyłem wszystko. Kellin powinien był z kimś lepszym niż ja.- Vic kiwnął głową. Nagle niedaleko nas pojawił się właśnie Kellin do którego Vic od razu podszedł. A mnie znów zaczęły męczyć wyrzuty sumienia.
_____________
Boli mnie głowa tak bardzo :')
Przepraszam za błędy, zwłaszcza za te logiczne, nie nadaje się dziś do niczego ;-;
Jeszcze tylko dwa rozdziały ;o
No cóż, zapraszam do czytania i zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza :)/ Merry
Cz.I
W szkole ciągle mijałem gdzieś Olivera. Nie miałem na to ochoty ale też nic nie mogłem z tym zrobić. Chciałem się położyć i cofnąć w czasie. Gdybym wiedział, że spotka mnie coś takiego to dalej bym go nienawidził jak na początku. Tak jak i teraz. Dobrze, że miałem Vic'a, który usilnie starał się poprawić mi humor. Byłem mu wdzięczny, że tak o mnie dbał. Prawdziwy przyjaciel.
*
Po szkole Victor zmusił mnie do wyjścia na miasto. Nie było wcale aż tak zimno więc łaskawie się zgodziłem, ale tylko dla niego. Musiałem chodzić przez dwie godziny bo Vic ciągle przypominał sobie o "wspaniałych" miejscach. No trudno, przynajmniej się starał. Kiedy poszliśmy do centrum i w końcu usiedliśmy na ławce, zobaczyłem Alana. Na jego widok aż we mnie zawrzało. W ciszy obserwowałem gdzie zmierzał. Podszedł do ławki gdzie ktoś siedział.. to był Oliver! Kiedy go zobaczył uśmiechnął się, wstał i ku mojemu zdziwieniu- pocałował go. Szybko się pociesza, bardzo szybko. Vic nie wiedząc co mnie tak zainteresowało podążył wzrokiem w ich kierunku i uniósł brwi.
-Kellin, chodźmy już, co?- zapytał cicho i spokojnie. Gwałtownie wstałem i ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Byłem wściekły, miałem ochotę kogoś zabić. Dobra, przesadziłem. No ale to już jest podłe z jego strony, do cholery! Jak już doszliśmy do mojego domu, znaczy ja pierwszy a Vic trochę później bo nie mógł mnie dogonić, trzasnąłem drzwiami i szybko rozebrałem kurtkę i buty. Vic robił to wszystko wolniej i z większym opanowaniem. Patrzyłem na niego i powoli nerwy opadały. Po chwili kiedy on spojrzał mi w oczy, zbliżyłem się i pocałowałem go. Najpierw spokojny i niepewny pocałunek przerodził się w pełen namiętności i wręcz brutalny pocałunek. Poszliśmy do sypialni i położyliśmy się na łóżku.
*
Po seksie byłem wyczerpany. Vic był niesamowity! Wpatrywałem się w jego śpiącą twarz. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko tak szybko się działo! Vic był moim przyjacielem ale chyba po tym wszystkim co się wydarzyło wiele się zmieni.
Victor po chwili otworzył oczy i lekko się uśmiechnął.
-Cześć- powiedział i przejechał dłonią po mojej ręce.
-Cześć- powiedziałem, również się uśmiechając
-Kells, czy to co się między nami stało.. zmienia coś między nami? Coś to dla Ciebie znaczyło? Czy to była tylko zemsta na Oliverze, za to co Ci zrobił?
-Proszę Cię, nie rozmawiajmy teraz o tym. Pogadamy o tym jutro, chce mi się spać.- powiedziałem i wtuliłem się w niego. Brunet dopiero po jakimś czasie mnie objął czyli przestał już o tym myśleć. I dobrze, bo nie mam ochoty teraz rozmawiać na ten temet. Jak by się nad tym bardziej zastanowić to sam nie wiedziałem.
*
Obudziłem się leżąc sam w łóżku. Wstałem i ubrałem bokserki ruszając do kuchni.
-Vic!- krzyknąłem ale odpowiedziała mi cisza. Byłem w każdym pomieszczeniu ale w żadnym z nich nie było Vic'a. To dziwne.. uciekł? Nie zostawił nawet kartki, tylko czemu? Zrobiłem coś nie tak?
Cz.II
Spotkałem się z Alanem na mieście po szkole. Chciałem porozmawiać z nim o tym co będzie z nami dalej. Sam tego nie wiedziałem, i nie wiedziałem tez jak nazwać to co teraz było między nami. Ja cały czas kochałem Kellina ale wiedziałem, że Alan coś do mnie czuje. Fakt- jest przystojny, uprawiamy seks, ale.. czy ja go kocham? Czy można kochać dwie osoby na raz? Dlaczego spotykałem się z Alanem skoro kochałem Kellina? Za dużo myśli kręciło się w mojej głowie a ja nie mogłem sobie z nimi poradzić.
-Wszystko ok?- usłyszałem głos Alana i od razu na niego spojrzałem.
-Tak. Chodź.- złapałem go za rękę. Wstał i poszliśmy.
*
Chodziliśmy trochę po mieście aż w końcu pojechaliśmy do mojego mieszkania. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zapadła cisza. Przysunąłem się bliżej rudowłosego i objąłem go nisko na plecach. On oparł głowę na moim ramieniu, siedzieliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę. W końcu ja odezwałem się cicho.
-Alan?
-Tak?
-Mieliśmy o czymś pogadać- pokiwał głową
-Co będzie z Kellinem?
-Nie wiem- westchnąłem- ale myślę, że wszystko między nami skończone - powiedziałem smutnym głosem
-Ty.. nadal go kochasz, prawda?- zapytał nie patrząc na mnie
-Nie- skłamałem. Nie wiem dlaczego. Chyba nie chciałem zranić Alana, więc nie powiedziałem mu prawdy. Spojrzał na mnie zdziwiony - Kocham Ciebie- nie czekając na reakcję z jego strony, zacząłem go całować. Splotłem nasze palce i stopniowo pogłębiałem nasz pocałunek
-To wszystko dzieje się tak szybko- powiedział, kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy
-Zacznijmy wszystko od nowa, zapomnijmy o tym co było wcześniej. Zostań moim chłopakiem- był zszokowany całą sytuacją- zgadzasz się?
-Tak!- przytulił się do mnie a ja uśmiechnąłem się. Znowu byłem szczęśliwy.
*
-Szybko się pocieszasz, kurwa, naprawdę szybko.
-O ci Ci chodzi, co?- stałem na środku szkolnego korytarza i patrzyłem na Vic'a jak na idiotę
-O to, że ledwo co Kells z Tobą zerwał a ty już idziesz do następnego.
-To nie Twoja sprawa więc spierdalaj
-Jesteś zwykłym skurwysynem, wiesz?
-Vic, naprawdę nie mam ochoty Cię słuchać.
-On przez Ciebie cierpi. Nie zasługiwałeś na niego.
-Wiem. Zniszczyłem wszystko. Kellin powinien był z kimś lepszym niż ja.- Vic kiwnął głową. Nagle niedaleko nas pojawił się właśnie Kellin do którego Vic od razu podszedł. A mnie znów zaczęły męczyć wyrzuty sumienia.
_____________
Boli mnie głowa tak bardzo :')
Przepraszam za błędy, zwłaszcza za te logiczne, nie nadaje się dziś do niczego ;-;
poniedziałek, 15 września 2014
Rozdział 39
Tak się rozczuliłam nad waszymi komentarzami pod moim shotem, że nie miałam serca nie dodać dziś rozdziału, jesteście wspaniali! <3/ Merry
____________
Cz.I
Wcale nie ulżyło mi po tym jak wygarnąłem wszystko Oliverowi. To było dla mnie zbyt przytłaczające. Upiłem łyk wody z butelki i uświadomiłem sobie, że zemdlałem z przemęczenia, stresu i głodu którego i tak już prawie nie odczuwałem. Od kiedy zobaczyłem te zdjęcia nie wiele jadłem i spałem.
Zakręciłem butelkę a Vic przyglądał mi się uważnie.
-Vic, wyluzuj. Nie umrę zaraz.
-A tak wyglądasz, może odwiozę Cie teraz do domu, co?
-No nie wiem, jak tak dalej pójdzie to nie zdam.
-No to pójdę i nas usprawiedliwię
-Dobra to idź, ja poczekam tutaj.- Vic szybko się oddalił a ja powoli usiadłem na parapet i spojrzałem za okno. Zauważyłem Olivera wsiadającego do swojego auta. Szybko odwróciłem wzrok, wbijając go w swoje trampki. Byłem strasznie zmęczony ale gdy tylko zamykałem oczy widziałem te zdjęcia. One wbijały kolejno nóż prosto w serce. Wiedziałem od razu, że związek z facetem to niewypał.
-Quinn! Zejdź z parapetu i na lekcje!- usłyszałem damski głos z końca korytarza. Boooże, tylko nie ona. Panna Greta Hoffman we własnej osobie. Najgorsza nauczycielka w szkole tzn. najbardziej cięta na uczniów. - Głuchy jesteś czy mam Ci pomóc!- bardzo wkurzające babsko. Powoli zszedłem z parapetu i spojrzałem w jej kierunku.Wziąłem mój plecak i założyłem go na ramiona. W tym czasie pojawił się Victor.
-Mogę Cię odwieźć. Do widzenia!- krzyknął Vic do nauczycielki i ruszyliśmy do wyjścia.
- Fuentes, Quinn, a wy gdzie się wybieracie?- wyszliśmy ze szkoły nie reagując na słowa nauczycielki. Po nazwisku to po pysku, suko. Mój mózg przestaje normalnie pracować. Wsiedliśmy do mojego auta i Vic zawiózł mnie do mieszkania.
-Dziękuje, za wszystko.- przytuliłem go kiedy już staliśmy w korytarzu.
-Nie ma za co, Kells. Dla Ciebie wszystko.- Vic odsunął się ode mnie i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i westchnął. Była zapewne pusta.
0Jade po zakupy, pożyczę auto, będę za 20 minut. Zdrzemnij się może lepiej, dobrze Ci to zrobi.- powiedział i wyszedł. Może jednak się prześpię bo dłużej tak nie dam rady. Poszedłem do siebie, zdjąłem koszulkę i położyłem się. Dość szybko zasnąłem.
*
Kiedy się obudziłem byłem do kogoś przytulony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blisko od mojej twarz Vic'a. Byłem do niego przytulony a on mnie obejmował. Spał tak słodko, że nie chciałem go obudzić. Powoli wstałem nie budząc bruneta i poszedłem do kuchni. Ciągle po głowie chodziły mi moje słowa wypowiedziane do Olivera. Może przesadziłem? Nie! On mnie zdradził do cholery! Zrobiłem sobie kanapkę. Vic naprawdę się postarał bo lodówka była pełna. Przecież ja sam tego wszystkiego nie dam rady zjeść zwłaszcza, że Kate już ze mną nie mieszka a Sykes już nie będzie jadał ze mną. Poczułem ręce które mnie objęły.
-Co jesz?- zapytał pogodnie Victor, uśmiechając się przy tym beztrosko.
Cz.II
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Alana. Wiem, że nie miałem się z nim spotykać, ale teraz ta obietnica nie miała większego znaczenia. Chyba dopiero dotarło do mnie to co się stało przed chwilą. Kellin ze mną zerwał. To koniec. I co będzie dalej? Będziemy udawać, że nigdy nie byliśmy razem i że w ogóle się nie znamy? To wszystko moja wina. Nie wiedziałem już co mam robić.
Po krótkim czasie dotarłem na miejsce. Alan był trochę zdziwiony kiedy mnie zobaczył.
-Mogę wejść?
-Tak. Stało się coś?- westchnąłem cicho. Poszliśmy do pokoju.
-Ja.. nie jestem już z Kellinem- powiedziałem a on uniósł brwi i chciał coś powiedzieć ale ja mówiłem dalej. - Dowiedział się, że do z Tobą zdradziłem
-Ale jak? Ktoś mu powiedział?
-Nie. Dostał zdjęcia na których uprawiamy seks. Tylko jak ktoś zrobił nam te zdjęcia, do cholery?!
-Nie wiem.
-A może zrobił je jakiś Twój kumpel a Ty wysłałeś je Kellinowi?- lekko podniosłem głos. Nie wiedziałem dlaczego osądziłem go o to.
-Chyba oszalałeś. Przecież obiecałem Ci, że nie powiem nic Kellinowi!
-Dobra, przepraszam.- przez to wszystko nie myślę już normalnie. Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek. Po chwili wciągnąłem go na swoje kolana i wbiłem się w jego usta. Co się ze mną dzieje?1 Czemu nawet teraz nie potrafię się powstrzymać? Być może Alan naprawdę ma w sobie coś co mnie do niego przyciąga. Po chwili pozbył się swojej koszulki i położył dłonie na moich udach. Zszedł z pocałunkami na szyję ale ja lekko go od siebie odsunąłem.
-Nie mogę. Przepraszam- wiedziałem, że chciał się ze mną kochać, ale ja nie potrafiłem w takim momencie. Nie teraz, kiedy dopiero co rozstałem się z Kellinem.
-Ok. Rozumiem- byłem trochę zaskoczony jego reakcją
-Będzie lepiej jeśli już pójdę- Alan zszedł z moich kolan a ja wstałem. Chciałem ruszyć w kierunku drzwi, ale rudowłosy zatrzymał mnie.
-A.. co teraz będzie z nami?- zapytał patrząc mi w oczy- no bo wiesz.. teraz moglibyśmy być razem, bo nie jesteś z Kellinem i..
-Alan, musimy o tym teraz rozmawiać? Ja naprawdę nie czuję się dobrze po tym rozstaniu z mojej winy.
-Przepraszam. To wszystko przeze mnie.
-Nie mów tak.- wymusiłem delikatny uśmiech- to nie Twoja wina.
- Nie prawda. Zniszczyłem wasz związek, gdybyś mnie nie poznał nie poznał byłoby inaczej.
-Ale poznałem Cie i wcale tego nie żałuję- zbyt często kłamię. Niedługo zacznę się gubić, ale w jakiś sposób zależało mi na Alanie i na naszej " znajomości"
-Porozmawiamy o tym jutro, ok?- pokiwał głową. Pocałowałem go i jeszcze tylko ostatni raz na niego spojrzałem, rozczochrane rude włosy, pełne zaróżowione od pocałunku, lekko rozchylone usta. Uroczy był. Wyszedłem z jego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole cały czas gdzieś widziałem Kellina i Vic'a, którzy przez cały czas trzymali się razem. I niby rozmawiali ale jednak Kell cały czas był smutny a momentami zły i ponury. Wiedziałem, że przeze mnie teraz bardzo cierpi. Jak mogłem tak po prostu pozwolić żeby to wszystko się tak potoczyło?
____________
Cz.I
Wcale nie ulżyło mi po tym jak wygarnąłem wszystko Oliverowi. To było dla mnie zbyt przytłaczające. Upiłem łyk wody z butelki i uświadomiłem sobie, że zemdlałem z przemęczenia, stresu i głodu którego i tak już prawie nie odczuwałem. Od kiedy zobaczyłem te zdjęcia nie wiele jadłem i spałem.
Zakręciłem butelkę a Vic przyglądał mi się uważnie.
-Vic, wyluzuj. Nie umrę zaraz.
-A tak wyglądasz, może odwiozę Cie teraz do domu, co?
-No nie wiem, jak tak dalej pójdzie to nie zdam.
-No to pójdę i nas usprawiedliwię
-Dobra to idź, ja poczekam tutaj.- Vic szybko się oddalił a ja powoli usiadłem na parapet i spojrzałem za okno. Zauważyłem Olivera wsiadającego do swojego auta. Szybko odwróciłem wzrok, wbijając go w swoje trampki. Byłem strasznie zmęczony ale gdy tylko zamykałem oczy widziałem te zdjęcia. One wbijały kolejno nóż prosto w serce. Wiedziałem od razu, że związek z facetem to niewypał.
-Quinn! Zejdź z parapetu i na lekcje!- usłyszałem damski głos z końca korytarza. Boooże, tylko nie ona. Panna Greta Hoffman we własnej osobie. Najgorsza nauczycielka w szkole tzn. najbardziej cięta na uczniów. - Głuchy jesteś czy mam Ci pomóc!- bardzo wkurzające babsko. Powoli zszedłem z parapetu i spojrzałem w jej kierunku.Wziąłem mój plecak i założyłem go na ramiona. W tym czasie pojawił się Victor.
-Mogę Cię odwieźć. Do widzenia!- krzyknął Vic do nauczycielki i ruszyliśmy do wyjścia.
- Fuentes, Quinn, a wy gdzie się wybieracie?- wyszliśmy ze szkoły nie reagując na słowa nauczycielki. Po nazwisku to po pysku, suko. Mój mózg przestaje normalnie pracować. Wsiedliśmy do mojego auta i Vic zawiózł mnie do mieszkania.
-Dziękuje, za wszystko.- przytuliłem go kiedy już staliśmy w korytarzu.
-Nie ma za co, Kells. Dla Ciebie wszystko.- Vic odsunął się ode mnie i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i westchnął. Była zapewne pusta.
0Jade po zakupy, pożyczę auto, będę za 20 minut. Zdrzemnij się może lepiej, dobrze Ci to zrobi.- powiedział i wyszedł. Może jednak się prześpię bo dłużej tak nie dam rady. Poszedłem do siebie, zdjąłem koszulkę i położyłem się. Dość szybko zasnąłem.
*
Kiedy się obudziłem byłem do kogoś przytulony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blisko od mojej twarz Vic'a. Byłem do niego przytulony a on mnie obejmował. Spał tak słodko, że nie chciałem go obudzić. Powoli wstałem nie budząc bruneta i poszedłem do kuchni. Ciągle po głowie chodziły mi moje słowa wypowiedziane do Olivera. Może przesadziłem? Nie! On mnie zdradził do cholery! Zrobiłem sobie kanapkę. Vic naprawdę się postarał bo lodówka była pełna. Przecież ja sam tego wszystkiego nie dam rady zjeść zwłaszcza, że Kate już ze mną nie mieszka a Sykes już nie będzie jadał ze mną. Poczułem ręce które mnie objęły.
-Co jesz?- zapytał pogodnie Victor, uśmiechając się przy tym beztrosko.
Cz.II
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Alana. Wiem, że nie miałem się z nim spotykać, ale teraz ta obietnica nie miała większego znaczenia. Chyba dopiero dotarło do mnie to co się stało przed chwilą. Kellin ze mną zerwał. To koniec. I co będzie dalej? Będziemy udawać, że nigdy nie byliśmy razem i że w ogóle się nie znamy? To wszystko moja wina. Nie wiedziałem już co mam robić.
Po krótkim czasie dotarłem na miejsce. Alan był trochę zdziwiony kiedy mnie zobaczył.
-Mogę wejść?
-Tak. Stało się coś?- westchnąłem cicho. Poszliśmy do pokoju.
-Ja.. nie jestem już z Kellinem- powiedziałem a on uniósł brwi i chciał coś powiedzieć ale ja mówiłem dalej. - Dowiedział się, że do z Tobą zdradziłem
-Ale jak? Ktoś mu powiedział?
-Nie. Dostał zdjęcia na których uprawiamy seks. Tylko jak ktoś zrobił nam te zdjęcia, do cholery?!
-Nie wiem.
-A może zrobił je jakiś Twój kumpel a Ty wysłałeś je Kellinowi?- lekko podniosłem głos. Nie wiedziałem dlaczego osądziłem go o to.
-Chyba oszalałeś. Przecież obiecałem Ci, że nie powiem nic Kellinowi!
-Dobra, przepraszam.- przez to wszystko nie myślę już normalnie. Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek. Po chwili wciągnąłem go na swoje kolana i wbiłem się w jego usta. Co się ze mną dzieje?1 Czemu nawet teraz nie potrafię się powstrzymać? Być może Alan naprawdę ma w sobie coś co mnie do niego przyciąga. Po chwili pozbył się swojej koszulki i położył dłonie na moich udach. Zszedł z pocałunkami na szyję ale ja lekko go od siebie odsunąłem.
-Nie mogę. Przepraszam- wiedziałem, że chciał się ze mną kochać, ale ja nie potrafiłem w takim momencie. Nie teraz, kiedy dopiero co rozstałem się z Kellinem.
-Ok. Rozumiem- byłem trochę zaskoczony jego reakcją
-Będzie lepiej jeśli już pójdę- Alan zszedł z moich kolan a ja wstałem. Chciałem ruszyć w kierunku drzwi, ale rudowłosy zatrzymał mnie.
-A.. co teraz będzie z nami?- zapytał patrząc mi w oczy- no bo wiesz.. teraz moglibyśmy być razem, bo nie jesteś z Kellinem i..
-Alan, musimy o tym teraz rozmawiać? Ja naprawdę nie czuję się dobrze po tym rozstaniu z mojej winy.
-Przepraszam. To wszystko przeze mnie.
-Nie mów tak.- wymusiłem delikatny uśmiech- to nie Twoja wina.
- Nie prawda. Zniszczyłem wasz związek, gdybyś mnie nie poznał nie poznał byłoby inaczej.
-Ale poznałem Cie i wcale tego nie żałuję- zbyt często kłamię. Niedługo zacznę się gubić, ale w jakiś sposób zależało mi na Alanie i na naszej " znajomości"
-Porozmawiamy o tym jutro, ok?- pokiwał głową. Pocałowałem go i jeszcze tylko ostatni raz na niego spojrzałem, rozczochrane rude włosy, pełne zaróżowione od pocałunku, lekko rozchylone usta. Uroczy był. Wyszedłem z jego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole cały czas gdzieś widziałem Kellina i Vic'a, którzy przez cały czas trzymali się razem. I niby rozmawiali ale jednak Kell cały czas był smutny a momentami zły i ponury. Wiedziałem, że przeze mnie teraz bardzo cierpi. Jak mogłem tak po prostu pozwolić żeby to wszystko się tak potoczyło?
sobota, 13 września 2014
One shot
Dodaję one shota mimo, że jestem zawiedziona ilością komentarzy pod 38 rozdziałem.
Ronni powiedziała, że jak nie będzie tam po rozdziałem komentarzy to nie dodajemy prędko nowego postu. Dlatego dodaję shota :)
Będzie to twincest (Bill x Tom Kaulitz), tak trochę na cześć ich nowej piosenki na którą czekaliśmy razem z Ronni trzy lata <3 Zapraszam :)
PS. Pisałam go ponad 1,5 roku temu na polskim więc z góry przepraszam za beznadziejność ;-;/Merry
_____________________________
Bill zbliżył się do mnie i chwile potem poczułem pieczenie na policzku. Był wściekły bo postanowiłem powiedzieć mu, że te 2 lata z nim były cudowne ale poznałem kogoś innego. Bill'a poznałem na wakacjach, zakochaliśmy się od razu i pomimo, że przeżyłem z nim pełno pięknych chwil wiedziałem iż nie będzie to trwały związek. Czułem coś do niego ale to było za mało. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami a ja nie mogłem go nawet przytulić.
-Dlaczego mi to robisz? Aż tak mnie nie szanujesz? Jestem dla Ciebie nikim? Nienawidzę Cie Tom, rozumiesz? Nienawidzę!- powiedział i odpychając mnie wybiegł z mojego mieszkania. Niby było już po wszystkim ale czułem się podle i jak prawdziwy skurwysyn. Zraniłem go mimo tego, że nie chciałem. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chwilę a potem sięgnąłem po telefon. Co jeżeli on sobie coś zrobi? Dzwoniłem do niego kilka razy ale ani razu nie odebrał. Panikuję zupełnie niepotrzebnie. Nie mogłem pozbyć się wyrzutów sumienia i dlatego postanowiłem wyjść gdzieś na miasto. Miałem bardzo blisko do centrum dlatego postanowiłem się przejść. Pochodziłem trochę ale nie wiele to dało. Nie miałem co liczyć na kolejną rozmowę z moim Bill'em. To znaczy.. już nie moim. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nagle poczułem wibracje telefonu w kieszeni moich spodni. Szybko wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Laura, to dziewczyna dla której zostawiłem Bill'a. Zawróciła mi w głowie i tyle. Odebrałem po chwili zastanowienia
-Hej Laura
-Cześć Skarbie, rozmawiałeś z nim?
-Tak, nie było łatwo. Skończyło się na tym, że wybiegł z mojego mieszkania. Zrozum to były aż dwa lata, musi to znosić ciężko i dla mnie też to nie jest proste.
-Ale kochanie, pamiętaj, że zrobiłeś to dla mnie. Kochamy się i Bill już nie stanowi przeszkody.
-Nie mów tak o nim
-Ja muszę kończyć, jestem z Ciebie bardzo dumna Tom, pa- powiedziała słodkim głosem i rozłączyła się. Miałem nadzieje, że ta rozmowa poprawi mi humor ale myliłem się.
Kilka dni później..
Nie miałem żadnego kontaktu z Bill'em, nie dziwiło mnie to ale nadal niepokoiło. Laura oczywiście była szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy na której obecnie siedziałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się listonosz, który wręczył mi kilka kopert. Podziękowałem krótko i zamknąłem drzwi. Tylko jedna z kopert zwróciła moja uwagę. Szybko ją otworzyłem. Wyciągnąłem z niej lekko pogiętą kartkę i zacząłem czytać.
"Jeśli Ty mnie nie chcesz to nikt inny nie będzie mnie miał. Żegnaj Tom."
Byłem w szoku. Nagle z koperty wypadły dwie obrączki i mniejsza karteczka z napisem:
"Kupiłem je dla Nas. Teraz już nie będą mi potrzebne tam gdzie trafię, może chociaż Tobie się przydadzą."
Po moich policzkach spłynęły łzy. To nie mogła być prawda! To nie miało się tak skończyć do cholery!
*
Następnego dnia dowiedziałem się, że Bill popełnił samobójstwo. Nic już w moim życiu nie było takie samo. Rozstałem się z Laurą i w spokoju czekałem na śmierć, bo tylko tak trafię do Bill'a. Mojego Bill'a.
~~~~~~~~
Taki o, króciutki :')
Ronni powiedziała, że jak nie będzie tam po rozdziałem komentarzy to nie dodajemy prędko nowego postu. Dlatego dodaję shota :)
Będzie to twincest (Bill x Tom Kaulitz), tak trochę na cześć ich nowej piosenki na którą czekaliśmy razem z Ronni trzy lata <3 Zapraszam :)
PS. Pisałam go ponad 1,5 roku temu na polskim więc z góry przepraszam za beznadziejność ;-;/Merry
_____________________________
Bill zbliżył się do mnie i chwile potem poczułem pieczenie na policzku. Był wściekły bo postanowiłem powiedzieć mu, że te 2 lata z nim były cudowne ale poznałem kogoś innego. Bill'a poznałem na wakacjach, zakochaliśmy się od razu i pomimo, że przeżyłem z nim pełno pięknych chwil wiedziałem iż nie będzie to trwały związek. Czułem coś do niego ale to było za mało. Patrzył na mnie zaszklonymi oczami a ja nie mogłem go nawet przytulić.
-Dlaczego mi to robisz? Aż tak mnie nie szanujesz? Jestem dla Ciebie nikim? Nienawidzę Cie Tom, rozumiesz? Nienawidzę!- powiedział i odpychając mnie wybiegł z mojego mieszkania. Niby było już po wszystkim ale czułem się podle i jak prawdziwy skurwysyn. Zraniłem go mimo tego, że nie chciałem. Usiadłem i schowałem twarz w dłoniach. Siedziałem tak chwilę a potem sięgnąłem po telefon. Co jeżeli on sobie coś zrobi? Dzwoniłem do niego kilka razy ale ani razu nie odebrał. Panikuję zupełnie niepotrzebnie. Nie mogłem pozbyć się wyrzutów sumienia i dlatego postanowiłem wyjść gdzieś na miasto. Miałem bardzo blisko do centrum dlatego postanowiłem się przejść. Pochodziłem trochę ale nie wiele to dało. Nie miałem co liczyć na kolejną rozmowę z moim Bill'em. To znaczy.. już nie moim. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej sytuacji. Nagle poczułem wibracje telefonu w kieszeni moich spodni. Szybko wyciągnąłem go z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Dzwoniła Laura, to dziewczyna dla której zostawiłem Bill'a. Zawróciła mi w głowie i tyle. Odebrałem po chwili zastanowienia
-Hej Laura
-Cześć Skarbie, rozmawiałeś z nim?
-Tak, nie było łatwo. Skończyło się na tym, że wybiegł z mojego mieszkania. Zrozum to były aż dwa lata, musi to znosić ciężko i dla mnie też to nie jest proste.
-Ale kochanie, pamiętaj, że zrobiłeś to dla mnie. Kochamy się i Bill już nie stanowi przeszkody.
-Nie mów tak o nim
-Ja muszę kończyć, jestem z Ciebie bardzo dumna Tom, pa- powiedziała słodkim głosem i rozłączyła się. Miałem nadzieje, że ta rozmowa poprawi mi humor ale myliłem się.
Kilka dni później..
Nie miałem żadnego kontaktu z Bill'em, nie dziwiło mnie to ale nadal niepokoiło. Laura oczywiście była szczęśliwa i zadowolona z takiego obrotu sprawy. Usłyszałem dzwonek do drzwi, wstałem z kanapy na której obecnie siedziałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się listonosz, który wręczył mi kilka kopert. Podziękowałem krótko i zamknąłem drzwi. Tylko jedna z kopert zwróciła moja uwagę. Szybko ją otworzyłem. Wyciągnąłem z niej lekko pogiętą kartkę i zacząłem czytać.
"Jeśli Ty mnie nie chcesz to nikt inny nie będzie mnie miał. Żegnaj Tom."
Byłem w szoku. Nagle z koperty wypadły dwie obrączki i mniejsza karteczka z napisem:
"Kupiłem je dla Nas. Teraz już nie będą mi potrzebne tam gdzie trafię, może chociaż Tobie się przydadzą."
Po moich policzkach spłynęły łzy. To nie mogła być prawda! To nie miało się tak skończyć do cholery!
*
Następnego dnia dowiedziałem się, że Bill popełnił samobójstwo. Nic już w moim życiu nie było takie samo. Rozstałem się z Laurą i w spokoju czekałem na śmierć, bo tylko tak trafię do Bill'a. Mojego Bill'a.
~~~~~~~~
Taki o, króciutki :')
czwartek, 11 września 2014
Rozdział 38
Cześć, tym razem ja dodaję rozdział. Jednak jeszcze żyje xD Czytajcie, komentujcie i tak dalej :3 /Ronni.
_______________________________________________________
Cz.I
Na szczęście Vic został u mnie na noc. Chociaż on starał się być ze mną w tym cholernie trudnym momencie. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To co zrobił mi Oliver było podłe. Nawet jak na niego.
*
Kiedy Oliver wyszedł osunąłem się po drzwiach. Nadal nie mogłem uwierzyć, że on mnie zdradził, i to z Alanem! A ja dałem mu się ruchać kiedy Alan go zostawił. To wszystko było takie żałosne i irracjonalne!
Ukryłem twarz w dłoniach i myślałem. Usłyszałem jak ktoś puka do drzwi. Niechętnie wstałem i otworzyłem. Stała tam Katelynne. A właśnie, Kate postanowiła wyprowadzić się ode mnie, i tak zrobiła, ale to nie zmieniało nic między nami. Wyprowadziła się bo stwierdziła, że już i tak długo siedzi mi na głowie. Dobrze mi się z nią mieszkało, szczerze powiedziawszy.
- Kells, kochanie. - powiedziała i przytuliła mnie mocno. - Vic wszystko mi powiedział. Jakoś się ułoży, zobaczysz. Zapomnisz o nim i będziesz z kimś o wiele bardziej wartościowym.
- Dziękuję, Kate. Nie musisz mnie pocieszać. W tym momencie i tak to nic nie da. Oliver był u mnie przed chwilą i do wszystkiego się przyznał. - odsunęła się ode mnie i rozebrała kurtkę oraz wysokie buty. Poszliśmy do kuchni gdzie ona zaczęła sprzątać. To ,musiał być chyba jakiś nawyk, bo jak jeszcze tu mieszkała to zawsze jak skądś wracała to zaczynała sprzątać.
- Ale Kellin, słuchaj. Jest dużo osób na świecie, które o wiele bardziej na Ciebie zasługują. Nie musisz się tak do niego przywiązywać i ograniczać. Zwłaszcza, że on właśnie stracił swoją niepowtarzalną szansę. Na pewno znajdziesz kogoś kogo szczerze pokochasz i to z wzajemnością. Tylko musisz się trochę postarać. - usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Kate poszła i otworzyła je. Po chwili w kuchni zjawił się Vic. Co im się tak na wizyty zebrało? Nie muszą mnie przecież pilnować. Nie zrobię sobie nic z tęsknoty albo poczucia zdradzenia. Vic podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Jak się czujesz?
- Jest świetnie, Vic. Cudownie, jak z resztą widać. - lubiłem głębokie sarkazmy.
Kate i Vic siedzieli u mnie do wieczora. W sumie to byłem im wdzięczny, że nie zostawili mnie samego z tym wszystkim. Kate pojechała pierwsza, więc ja zostałem sam z Vic'em.
- No, Kells, uśmiechnij się choć raz. Tak dla mnie. - prosił mnie już od dobrych dziesięciu minut żebym się uśmiechnął, ale ja po prostu nie mogłem.
- Nie mogę, Vic. Daj mi już spokój. Zostajesz u mnie na noc. - powiedziałem smętnie.
- Dziś nie mogę. Zobaczymy się jutro w szkole, ok?
- Yhym. - mruknąłem żałośnie. Victor wstał i poszedł się ubierać, a ja podążyłem za nim. Kiedy Fuentes był już ubrany przytulił mnie mocno, a potem wyszedł. No i zostałem sam. Pojedyncza łza spłynęła po moim bladym policzku. Czemu to spotyka akurat mnie?
*
Następny dzień. Szkoła..
Wszedłem powoli do szkoły, a kilka spojrzeń spoczęło na mnie. Zapewne niektórzy już zdążyli zauważyć, że nie jestem w dobrej formie. Byłem bardzo blady, przez co z moimi czarnymi włosami wyglądałem trochę... upiornie. Włosy były w lekkim nieładzie, ale szybko je ułożyłem. Po zdjęciu kurtki poszedłem pod klasę, gdzie stał Vic, a trochę dalej Oliver. Oczywiście podszedłem do Vic'a. Po chwili jednak dostrzegłem, że Sykes zmierza w moją stronę patrząc mi prosto w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej z nerwów. Oparłem się o parapet i zacisnąłem powieki.
Cz.II
Teraz znowu męczyły mnie wyrzuty sumienia. Czułem się podle. Można powiedzieć, że.. sytuacja wymknęła się za bardzo spod kontroli. Wszystko szło nie tak, jak powinno. Sam nie do końca wiedziałem dlaczego nie zakończyłem znajomości z Alanem po naszym pierwszym spotkaniu, na tamtej imprezie. Chyba miałem do niego słabość.
Szedłem w stronę Kellina, który był bardzo blady i wyglądał na zaniepokojonego. Ja też nie byłem bardzo pewny siebie. Teraz po prostu staram się ratować nasz związek. Jakkolwiek.
- Cześć, Kells. - powiedziałem, ale nawet na mnie nie spojrzał. Cały czas stał z zamkniętymi oczami i rękoma zaciśniętymi na parapecie.
- Odejdź. Nie chcę z Tobą rozmawiać. - usłyszałem jego cichy i drżący głos.
- Ale ja chcę tylko...
- Kellin! - przerwał mi krzyk Vic'a, a ja w odpowiednim momencie złapałem mdlejącego chłopaka, który gdyby nie ja, uderzyłby głową w podłogę. Byłem w lekkim szoku, tak samo jak Vic i kilku innych ludzi, którzy akurat patrzyli w naszą stronę. Wziąłem Kellina na ręce, przy okazji uspokajając panikującego meksykanina, który zachowywał się jakby Kell miał co najmniej zawał albo oderwaną głowę. Nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia ze strony ludzi, zaniosłem Kellina do gabinetu pielęgniarki.
*
- Jak się czujesz? - zapytała starsza, uśmiechnięta kobieta, kiedy Kellin doszedł już do siebie.
- Dziękuję, lepiej. - jego głos nadal był cichy i słaby. - to przez stres i nerwy.- Kobieta podała mu butelkę wody, a ja złapałem jego dłoń, którą szybko zabrał. Dobrze wiedziałem, że wolałby zobaczyć obok Vic'a, a nie mnie.
- Mogę już iść?
- Myślę, że tak. - wstał i lekko się zachwiał. Po chwili ruszył w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim.
- Uważaj na niego. - szepnęła do mnie pielęgniarka, a ja tylko kiwnąłem głową. Wyszliśmy z gabinetu. Kellin od razu skierował się do klasy, kompletnie olewając moją obecność. Vic czekał na korytarzu, a kiedy Kells się pojawił, od razu do niego podszedł.
- Zaczekaj.. - odezwałem się, a on w końcu na mnie spojrzał. Stanął naprzeciw mnie. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Był bardzo zdenerwowany.
- Lepiej słuchaj mnie uważnie,bo nie mam zamiaru powtarzać tego drugi raz. Nienawidzę Ciebie, nienawidzę Alana, a to co mi zrobiłeś było na prawdę chamskie, podłe i żałosne. Nie chcę cię więcej oglądać, ale niestety będę musiał. Raz wybaczyłem ci zdradę. Byłeś pijany, Austin cię namawiał. Zrozumiałem. Dałem ci drugą szansę, a ty to spierdoliłeś. Zaufałem ci, a to była zła decyzja. Zraniłeś mnie. Gratulacje, udało ci się. Nie licz, że będę zachowywał się jakby nic się nie stało. Nie będzie jak dawniej. Gdyby nie te zdjęcia to w ogóle bym się nie dowiedział. Nie dam ci kolejnej szansy, bo to koniec. Koniec naszego związku. Nie ma już "nas".
- Ale..- nie mogłem nic z siebie wydusić.
- A, i nie potrzebuję twojej pieprzonej pomocy ani obecności. Ale może Alan potrzebuje. Mam nadzieję, że było ci z nim dobrze. - ostatnie słowa powiedział bardzo cicho, ledwo je usłyszałem. Odwrócił się i oddalił razem z Vic'em. Pewnie poczuł się lepiej po tym, jak mi to wszystko wygarnął. Byłem załamany. Wyszedłem ze szkoły. Kellin zasługuje na kogoś lepszego niż ja.
poniedziałek, 8 września 2014
Rozdział 37
No kochani! To już 37 rozdział, zostało jeszcze tylko kilka i dodajemy nowiutkie opowiadanie :)
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.
Cz.II
Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.
Miłego/ Merry
PS. Mam wrażenie, że spodoba Wam się ten rozdział XD
Cz.I
-Kłócicie się?- zapytał się Vic kiedy podszedł do Nas.
-Nie- powiedział Oli sucho i odszedł.
-Przeszkodziłem Wam w czymś?- zapytał mnie Victor, kiedy Oliver zniknął z pola widzenia.
-Nie, nie przejmuj się nim, ma dziś jakieś dziwne jazdy. Jedziemy do mnie cy gdzie?
-Do mnie- powiedział brunet i usiadł na miejscu pasażera. Przez cała drogę do niego, nie mogłem się z nim dogadać. Nic nie chciał mi powiedzieć. Po dotarciu do niego szybko wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do drzwi, jakbyśmy co najmniej się śpieszyli na seks. W sumie to nie ważne. Tym razem nawet nie poślizgnąłem się na schodach, na szczęście było coraz mniej śniegu i czasem było nawet ciepło, no ale nie przyszedłem tu rozmyślać o pogodzie. Po wejściu do mieszkania i rozebraniu kurtek, poszliśmy do pokoju. Usiadłem się na kanapie i patrzyłem wyczekującym wzrokiem na Vic'a.
-To powiesz mi w końcu? Czemu nie było Cie przez tydzień, co miał oznaczać ten SMS i w ogóle ci się z Tobą dzieje?
-Byłem w Meksyku, u rodziców na święta, jak już wiesz. Pamiętasz jak kiedyś wyjechałem do Meksyku i nie było mnie trzy miesiące? Nie mieliśmy wtedy kontaktu.
-No pamiętam nigdy mi nie chciałeś powiedzieć dlaczego tak nagle zniknąłeś więc przestałem drążyć ten temat, ale co to ma wspólnego?
-Poznałem wtedy z Mike'm pewnego kolesia, potem okazało się, że jest dilerem ale jakoś nam to nie przeszkadzało, byliśmy młodzi. Miałem wrócić wtedy po tygodniu ale Mike wpadł w nałóg i starałem się go jakoś z tego gówna wyciągnąć, potem byłem na jakiejś imprezie, nieźle się upiłem i powiedziałem komuś o naszym "kumplu", który z resztą nie chciał dać mnie i Mike'owi spokoju. No i jakoś się o tym rozniosła informacja i zgarnęli go, za handel narkotykami skazali go. Kiedy miałem pewność, że Mike sam się z tym upora wróciłem do Ciebie. No i zmierzając do końca, pojechałem na te święta do Meksyku i spotkałem go na ulicy. Na moje nie szczęście było ciemno a ludzi było bardzo mało. Spodziewałem się, że te spotkanie skończy się dla mnie szpitalem albo grobem, ale o dziwo Nicholas był spokojny i opanowany. Na początku był zdziwiony moim widokiem a potem dziwnie się zachowywał. Ciągle łapał mnie za ręce. Chyba był naćpany. Kiedy tylko powiedziałem, że muszę iść przyparł mnie do muru. Mogłem się po nim wszystkiego spodziewać bo jak się jest naćpanym to się nie kontroluje swoich zachowań. No właśnie spodziewałem się po nim wszystkiego tylko nie tego, że mnie... pocałuje. Byłem w tak wielkim szoku, że nawet nie wiedziałem jak zareagować. Oczywiście za chwilę odepchnąłem go od siebie. Wróciłem do domu i nad tym myślałem. Chciał zwrócić na siebie uwagę przez zrobienie z mojego brata ćpuna czyli zrobił to w najgorszy sposób jaki tylko się dało, bo przecież wiesz jak Mike jest dla mnie ważny. Zostałem tam tydzień bo zaczął mnie nachodzić w domu. Mike pomógł mi się pozbyć go ze swojego życia i Nicholas w końcu dał mi spokój, oto cała historia.
-Boże..- nie mogłem z siebie nic wykrztusić- Vic, czemu mi nic nie powiedziałeś? Przecież ja mógłbym Ci jakoś pomóc. Mógłbym dla Ciebie nawet pojechać do Meksyku.
-Wiem, przepraszam- nie wiedziałem co powiedzieć dlatego przytuliłem go. Po chwili jednak poczułem wibracje w telefonie. Odsunąłem się od Vic'a i spojrzałem na telefon. Dostałem MMS'a od nieznanego mi numeru. W tej wiadomości było kilka jednoznacznych zdjęć Alana i Olivera. Gdy je zobaczyłem upuściłem telefon na podłogę.
Cz.II
Byłem zły bo Kellin tak nagle całą swoją uwagę poświęcał Vic'owi, jakby on był małym dzieckiem, które nie radzi sobie, ale bardziej byłem zazdrosny. Chociaż to trochę paradoksalne, po tym co ja robiłem z Alanem. Szczerze to mało obchodziło mnie dlaczego Vic tak długo był w Meksyku i co się z nim wtedy działo. Najwyraźniej nic mu się nie stało, więc nie mam czym się interesować. To jego życie. Nie chciałem przeszkodzić im na parkingu więc po prostu odwróciłem się, odszedłem i pojechałem do swojego mieszkania.
*
Następnego dnia w szkole nie było Kellina. By za to Vic, który cały czas patrzył na mnie jakbym mu zabił połowę rodziny. Ale.. czy ja mu coś zrobiłem? Ten chłopak jest naprawdę dziwny. Nie rozumiem go. Nie próbowałem nawet z nim rozmawiać bo domyślałem się, że i tak niczego się nie dowiem.
Kiedy skończyły się lekcje postanowiłem pojechać do Kellina. Przez całą drogę do jego mieszkania byłem spokojny i nie przejmowałem się za bardzo dzisiejszym zachowaniem Vic'a. Po którym czasie dotarłem na miejsce. Wysiadłem z samochodu i zapukałem do drzwi, które po chwili otworzył Kellin z mało przyjaznym wyrazem twarzy. O co im wszystkim do cholery chodziło?!
-Cześć- chciałem go pocałować na powitanie, ale on odsunął się i skrzyżował ręce na piersi. -Stało się coś?- zapytałem. Usłyszałem ciche prychnięcie Kellina.
-Masz mi coś do powiedzenia?- zmarszczyłem brwi. Pokręciłem przecząco głową.
-A.. co na przykład?
-Nie nie wiem.. może, że ruchałeś się z Alanem za moimi plecami!- podniósł głos a ja byłem zszokowany tym co właśnie usłyszałem. Skąd wie?
-Nie, Kellin, to nie tak. Wytłumaczę Ci to- próbowałem ratować sytuację ale chyba nic dobrego z tego nie wyjdzie.
-Tu nie ma czego tłumaczyć. Tylko powiedz mi, co ja Ci zrobiłem? W czym ten cholernym Alan jest lepszy ode mnie?
-Kellin.. - objąłem go ale szybko zostałem odepchnięty.
-Zniszczyłeś to wszystko co udało się nam stworzyć. Jesteś zadowolony?
-Nie. To nie miało tak być. Żałuję, że go w ogóle poznałem. Przecież wiesz, że kocham tylko Ciebie.
-Właśnie. Mówiłeś mi tyle razy, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy i zawsze przy mnie będziesz. A potem poszedłeś pieprzyć się z innym! Podejrzewałem, że mnie zdradzasz z Alanem.Zaprzeczałeś i kłamałeś mi prosto w oczy- nie odezwałem się. Wszystko co mówił było prawdą. Zdałem sobie sprawę, że wszystko spierdoliłem- byłem tak głupi, że uwierzyłem Ci i było ok. Zaczynało się układać. Alan zniknął z naszego życia i miałem nadzieję, że więcej się w nim nie pojawi. A wczoraj.. ktoś wysłał mi zdjęcia na których się pieprzycie!
-Kto Ci je wysłał?- zapytałem i przetarłem twarz dłońmi. Jest coraz gorzej.
-Nie wiem! To nie jest teraz ważne.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Naprawdę tego żałuję.
-Dobra, wyjdź. Nie chcę Cę ani słuchać, ani widzieć- jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w niego, potem bez słowa wyszedłem z jego mieszkania i wsiadłem do samochodu.
-Kurwa..- oparłem się o kierownicę i analizowałem rozmowę z Kellinem . Jestem idiotą.
środa, 3 września 2014
Rozdział 36
Rozdział późno bo:
-szkoła
-brak czasu
-różne inne komplikacje
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszamy ale i jest nam przykro z powodu ilości komentarzy pod ostatnim postem. Cztery Wasze i jeden mój. No cóż..
Nie przedłużam. Miłego :))/ Merry
Cz. I
Obudziłem się wtulony w Olivera. Nie miałem jeszcze zamiaru wstawać i dlatego leżałem cicho i wpatrywałem się w spokojnie śpiącego chłopaka. Leżałem tak chyba z godzinę aż Oli otworzył oczy. Chwilę przyzwyczajał się do panującego w pokoju mroku.
-Cześć, Kochanie- powiedział lekko zaspany
-Hej, jak się spało?
-Cudownie, która godzina?
-Coś około 7:30. Jak chcesz to jeszcze pośpij
-A Ty?
-Ja już się wyspałem- powiedziałem i sięgnąłem po telefon, który leżał na szafce obok łóżka. Miałem kilka sms'ów z życzeniami w tym jeden od Katelynn i dwa od Vic'a.
Poodpisywałem na pozostałe życzeniami. Odpisałem Kate. Sms'a od Vic'a otworzyłem na końcu w jednym było napisane: "Hej Kells, życzę Ci standardowo Wesołych Świąt i tak dalej. Chciałbym żebyśmy te święta również spędzili razem, ale niestety to nie bardzo możliwe. Masz pozdrowienia od rodziców, no i Mike'a. Wiesz, że ma narzeczoną? Nie lubię jej. Jest cholernie dziwna. Mike twierdzi, że ją kocha ale ja uważam, że jest z nią tylko z litości bo jest w ciąży. Noo, Mike będzie tatą, a ja wujkiem, takim zajebistym, sam wiesz. Zapewne siedzisz sobie teraz z Oliverem abo rodziną więc nie przedłużam. Do zobaczenia, Kellinie."
Trochę się rozpisał, nie ma co. Otworzyłem drugiego sms'a od Vic'a.
'Kells, moja przeszłość znowu wróciła." Byłem zdziwiony bo tylko to w nim było. Nie odbierał ode mnie telefonów a ja kompletnie nie wiedziałem o co mogło mu chodzić. Oli już w między czasie zasnął a ja siedziałem w zastanawiałem się o teraz się dzieje u starszego Fuentes'a i co oznaczał ten sms. Przez cały dzień chodziłem zamyślony co zaczynało wszystkich denerwować. Nikt nie mógł się ze mną dogadać, albo to ja nie mogłem z nimi dojść do porozumienia. Mama odpuściła najszybciej bo dobrze znała moje humory i wiedziała, że i tak nie dowie się co mnie trapi, Kailey się na mnie ciągle denerwowała a Oli nie wiedział co ma robić. Zupełnie nie potrzebnie zawracają sobie głowę, przecież nic mi nie jest. Kiedy robił się wieczór pojechaliśmy z Oliverem do mojego mieszkania, Kate miała wrócić dopiero jutro wieczorem, a z Vic'em nadal nie mogłem się skontaktować.
*
Tydzień po świętach..
Zaczynałem martwić się o Vic'a bo nadal nie wrócił z Meksyku. Nie dało się do niego dodzwonić ani nie było go w domu i szkole. Postanowiłem zadzwonić do jego mamy ale miałem chyba zły numer i również się nie dodzwoniłem.
Siedziałem w domu i zakuwałem bo przecież niedługo koniec szkoły a ja kompletnie nie ogarniałem nic. Z Olim widywałem się teraz codziennie, i w końcu zdobyłem się powiedzieć Kate. Była dziwnie.. radosna kiedy się dowiedziała, ale to lepiej niż gdyby była zła lub coś w tym stylu.
Cz. II
Nie wiedziałem dlaczego Kellin się tak zachowywał, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować bo jak zwykle nie chciał powiedzieć i o co chodzi ani mi ani nikomu innemu.
*
Nie sądziłem, że te święta spędzę- mimo drobnych nieporozumień- w tak miłej atmosferze. Kellin ma szczęście, że posiada taką rodzinę, ale niestety przerwa świąteczna musiała się kiedyś skończyć i trzeba było znowu wrócić do szkoły. Miałem wrażenie, że teraz wszystko jest tak jak powinno być. Między mną a Kellinem na razie jest dobrze, a znajomość z Alanem uważam za zakończoną. Nie podoba mi się tylko to, że coraz więcej osób wie, że jestem z Kellinem. Po szkole zaczęło krążyć pełno plotek na nasz temat, ale nie przejmowaliśmy się nimi za bardzo. Widocznie życie tych ludzi jest na tyle nudne, że aż muszą zajmować się naszym. Vic nie pojawiał się w szkole od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł, wyglądał dosyć marnie. Ciekawe co się z nim dzieje.
-Vic!-krzyknął Kell kiedy tylko go zobaczył. Chłopak podszedł do nas powolnym krokiem.
-Cześć- powiedział spokojnie
-Co się z Tobą działo? Dlaczego się nie odzywałeś? Czemu wróciłeś z Meksyku dopiero teraz? Martwiłem się- Kells zasypał go pytaniami a ja nie chciałem im przeszkadzać w rozmowie bo widziałem, że chyba mają sobie dużo do wyjaśnienia. Oddaliłem się ale oni nawet tego nie zauważyli.
*
Kiedy skończyły się lekcje czekałem na parkingu aż Kellin wyjdzie ze szkoły. Stałem oparty jego samochód a on w końcu wyszedł z budynku.
-Może wyjdziemy gdzieś dziś, co?- zapytałem kiedy był już obok mnie. Nie wyglądał jakby miał ochotę na rozmowy.
-Nie mogę-odpowiedział i otworzył drzwi do swojego auta.
-Dlaczego?- ostatnio spotykaliśmy się prawie codziennie, więc to nic dziwnego, że raz nie ma dla mnie czasu.
-Umówiłem się z Vic'em.
-Co z nim? Jakoś dziwnie się zachowuje.
-Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć- zmarszczyłem brwi. Nie wierzyłem, że Vic nie powiedział swojemu najlepszemu przyjacielowi, że coś jest nie tak. Czułem, że Kellin nie powiedział mi prawdy, ale nie chciałem drążyć tematu. Podszedłem i objąłem go. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony.
-Co robisz? Przecież pełno tu ludzi ze szkoły.
-I tak niektórzy już wiedzą
-Ale jeszcze nie wszyscy- odsunął się ode mnie.- nie chcę plotek ani głupich komentarzy- co się z nim dzieje do cholery?- nie chciałem ujawniać naszego związku. I tak wystarczająco dużo osób wie.
-Jest jak jest. Nic z tym nie zrobimy.
-Wiem, trochę się śpieszę
-No tak, przecież musisz iść spotkać się z Vic'em.- prychnąłem. Trochę denerwowało mnie to, że Kellin tak się o niego martwi, przecież on nie jest małym dzieckiem i może radzić sobie sam, albo po prostu ja przesadzałem.
-Oliver, proszę Cię. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Jestem- odpowiedziałem cicho a obok nas nagle pojawił się Vic.
-szkoła
-brak czasu
-różne inne komplikacje
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszamy ale i jest nam przykro z powodu ilości komentarzy pod ostatnim postem. Cztery Wasze i jeden mój. No cóż..
Nie przedłużam. Miłego :))/ Merry
Cz. I
Obudziłem się wtulony w Olivera. Nie miałem jeszcze zamiaru wstawać i dlatego leżałem cicho i wpatrywałem się w spokojnie śpiącego chłopaka. Leżałem tak chyba z godzinę aż Oli otworzył oczy. Chwilę przyzwyczajał się do panującego w pokoju mroku.
-Cześć, Kochanie- powiedział lekko zaspany
-Hej, jak się spało?
-Cudownie, która godzina?
-Coś około 7:30. Jak chcesz to jeszcze pośpij
-A Ty?
-Ja już się wyspałem- powiedziałem i sięgnąłem po telefon, który leżał na szafce obok łóżka. Miałem kilka sms'ów z życzeniami w tym jeden od Katelynn i dwa od Vic'a.
Poodpisywałem na pozostałe życzeniami. Odpisałem Kate. Sms'a od Vic'a otworzyłem na końcu w jednym było napisane: "Hej Kells, życzę Ci standardowo Wesołych Świąt i tak dalej. Chciałbym żebyśmy te święta również spędzili razem, ale niestety to nie bardzo możliwe. Masz pozdrowienia od rodziców, no i Mike'a. Wiesz, że ma narzeczoną? Nie lubię jej. Jest cholernie dziwna. Mike twierdzi, że ją kocha ale ja uważam, że jest z nią tylko z litości bo jest w ciąży. Noo, Mike będzie tatą, a ja wujkiem, takim zajebistym, sam wiesz. Zapewne siedzisz sobie teraz z Oliverem abo rodziną więc nie przedłużam. Do zobaczenia, Kellinie."
Trochę się rozpisał, nie ma co. Otworzyłem drugiego sms'a od Vic'a.
'Kells, moja przeszłość znowu wróciła." Byłem zdziwiony bo tylko to w nim było. Nie odbierał ode mnie telefonów a ja kompletnie nie wiedziałem o co mogło mu chodzić. Oli już w między czasie zasnął a ja siedziałem w zastanawiałem się o teraz się dzieje u starszego Fuentes'a i co oznaczał ten sms. Przez cały dzień chodziłem zamyślony co zaczynało wszystkich denerwować. Nikt nie mógł się ze mną dogadać, albo to ja nie mogłem z nimi dojść do porozumienia. Mama odpuściła najszybciej bo dobrze znała moje humory i wiedziała, że i tak nie dowie się co mnie trapi, Kailey się na mnie ciągle denerwowała a Oli nie wiedział co ma robić. Zupełnie nie potrzebnie zawracają sobie głowę, przecież nic mi nie jest. Kiedy robił się wieczór pojechaliśmy z Oliverem do mojego mieszkania, Kate miała wrócić dopiero jutro wieczorem, a z Vic'em nadal nie mogłem się skontaktować.
*
Tydzień po świętach..
Zaczynałem martwić się o Vic'a bo nadal nie wrócił z Meksyku. Nie dało się do niego dodzwonić ani nie było go w domu i szkole. Postanowiłem zadzwonić do jego mamy ale miałem chyba zły numer i również się nie dodzwoniłem.
Siedziałem w domu i zakuwałem bo przecież niedługo koniec szkoły a ja kompletnie nie ogarniałem nic. Z Olim widywałem się teraz codziennie, i w końcu zdobyłem się powiedzieć Kate. Była dziwnie.. radosna kiedy się dowiedziała, ale to lepiej niż gdyby była zła lub coś w tym stylu.
Cz. II
Nie wiedziałem dlaczego Kellin się tak zachowywał, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować bo jak zwykle nie chciał powiedzieć i o co chodzi ani mi ani nikomu innemu.
*
Nie sądziłem, że te święta spędzę- mimo drobnych nieporozumień- w tak miłej atmosferze. Kellin ma szczęście, że posiada taką rodzinę, ale niestety przerwa świąteczna musiała się kiedyś skończyć i trzeba było znowu wrócić do szkoły. Miałem wrażenie, że teraz wszystko jest tak jak powinno być. Między mną a Kellinem na razie jest dobrze, a znajomość z Alanem uważam za zakończoną. Nie podoba mi się tylko to, że coraz więcej osób wie, że jestem z Kellinem. Po szkole zaczęło krążyć pełno plotek na nasz temat, ale nie przejmowaliśmy się nimi za bardzo. Widocznie życie tych ludzi jest na tyle nudne, że aż muszą zajmować się naszym. Vic nie pojawiał się w szkole od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł, wyglądał dosyć marnie. Ciekawe co się z nim dzieje.
-Vic!-krzyknął Kell kiedy tylko go zobaczył. Chłopak podszedł do nas powolnym krokiem.
-Cześć- powiedział spokojnie
-Co się z Tobą działo? Dlaczego się nie odzywałeś? Czemu wróciłeś z Meksyku dopiero teraz? Martwiłem się- Kells zasypał go pytaniami a ja nie chciałem im przeszkadzać w rozmowie bo widziałem, że chyba mają sobie dużo do wyjaśnienia. Oddaliłem się ale oni nawet tego nie zauważyli.
*
Kiedy skończyły się lekcje czekałem na parkingu aż Kellin wyjdzie ze szkoły. Stałem oparty jego samochód a on w końcu wyszedł z budynku.
-Może wyjdziemy gdzieś dziś, co?- zapytałem kiedy był już obok mnie. Nie wyglądał jakby miał ochotę na rozmowy.
-Nie mogę-odpowiedział i otworzył drzwi do swojego auta.
-Dlaczego?- ostatnio spotykaliśmy się prawie codziennie, więc to nic dziwnego, że raz nie ma dla mnie czasu.
-Umówiłem się z Vic'em.
-Co z nim? Jakoś dziwnie się zachowuje.
-Nie wiem, nie chciał mi powiedzieć- zmarszczyłem brwi. Nie wierzyłem, że Vic nie powiedział swojemu najlepszemu przyjacielowi, że coś jest nie tak. Czułem, że Kellin nie powiedział mi prawdy, ale nie chciałem drążyć tematu. Podszedłem i objąłem go. Popatrzył na mnie trochę zdziwiony.
-Co robisz? Przecież pełno tu ludzi ze szkoły.
-I tak niektórzy już wiedzą
-Ale jeszcze nie wszyscy- odsunął się ode mnie.- nie chcę plotek ani głupich komentarzy- co się z nim dzieje do cholery?- nie chciałem ujawniać naszego związku. I tak wystarczająco dużo osób wie.
-Jest jak jest. Nic z tym nie zrobimy.
-Wiem, trochę się śpieszę
-No tak, przecież musisz iść spotkać się z Vic'em.- prychnąłem. Trochę denerwowało mnie to, że Kellin tak się o niego martwi, przecież on nie jest małym dzieckiem i może radzić sobie sam, albo po prostu ja przesadzałem.
-Oliver, proszę Cię. Chyba nie jesteś o niego zazdrosny?
-Jestem- odpowiedziałem cicho a obok nas nagle pojawił się Vic.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)