piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 35

Cz.I
Kiedy moja mama stanęła w drzwiach moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Strasznie się bałem tego jak zareaguje. Może to za dużo przeżyć jak na tak bliski odstęp czasu? Może to wszystko dzieje się za szybko?
-Cześć mamo- powiedziałem pozornie spokojnym głosem.
-Dzień dobry- powiedział grzecznie Oliver i puścił moją rękę.
-Witajcie, no już- wchodźcie. Szybko, szybko. Na dworze jest strasznie zimno i już wszystko przygotowane!- mówiła podekscytowana. Musiała nie zauważyć naszych splecionych dłoni.
-Przyprowadziłem Olivera, mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-Oczywiście, że nie! Cieszę się bo zrobiłam dużo jedzenia i sami byśmy tego nie zjedli. No już, chodźcie do salonu- zaśmiała się i poszła do kuchni. Spojrzałem na Olivera i przypomniałem sobie, że mam dla niego prezent w domu! No super, ale głupio będzie. Jak mogłem zapomnieć?! W salonie już była Kailey- moja siostra. Wygląda naprawdę pięknie. Miała na sobie czarną koronkową sukienkę, baletki i rozpuszczone włosy oraz delikatny makijaż. Kiedy Nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Kells! Jak ja Cie długo nie widziałam, zaniedbujesz Nas!- zaśmiała się i przytuliła się do mnie.- A któż to za uroczy gość?
-To jest Oli a to moja siostra Kailey
-Bardzo mi miło- powiedział Oliver i pocałował Kai w wierzch dłoni a ona zarumieniła się nieco. Do salonu weszła mama z sałatką i opłatkiem.
-No już, do stołu. Zapraszam- powiedziała z uśmiechem a my ruszyliśmy do stołu. Cały czas byłem poddenerwowany. Oli, kiedy ani mama ani Kailey nie zwracały na Nas uwagi- przejechał ręką po moich plecach dodając mi w tym otuchy. Szczerze to nie pomagało wcale. Ale trudno. Po tych całych życzeniach, kolacji i zażenowaniu przy prezentach siedzieliśmy sobie wszyscy przy stole i rozmawialiśmy ze sobą w sumie o wszystkim i niczym. Lepszego momentu na powiedzenie im nie będzie. W końcu zebrałem w sobie trochę odwagi.
-Chcę.. chcemy Wam coś powiedzieć- spojrzeli na mnie z zaciekawieniem- szczerze mówiąc to waszej reakcji boje się najbardziej więc proszę bądźcie wyrozumiali i tolerancyjni. No więc.. chciałbym powiedzieć, że jestem.. biseksualny. Oliver jest moim chłopakiem.- cisza. Mama i Kailey nic nie mówiły i tylko na Nas patrzyły. Chyba nie wiedziały jak się zachować.
-Synku, przecież to niczego nie zmienia. Jeżeli ty jesteś szczęśliwy to, to jest najważniejsze i bez względu na wszystko tylko to się liczy. Ale wiadomo nie będzie mi łatwo się do tego przyzwyczaić, rozumiesz?
-Jasne, dziękuje mamo, a Ty Kai?
-Sądzę tak jak mama, z resztą kto by nie chciał mieć brata albo przyjaciela geja.
-Nie jestem gejem!- szybko zaprzeczyłem a oni zaśmiali się. Jacy oni wredni! Ja taki nie byłem! Oliver złapał mnie za rękę pod stołem a ja spojrzałem na niego. Obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziałem. Miałem ochotę go pocałować ale mama szybko zrozumiała moje zamiary.
-Tylko mam jedną prośbę żebyście się nie całowali i dotykali tak.. otwarcie. A przynajmniej na razie, dopóki się nie przyzwyczaję- powiedziała dość poważnie. Potem pomogliśmy mojej mamie sprzątać ze stołu i w ogóle. Nie chciała żebyśmy jechali po ciemku do domu i chciała żebyśmy zostali u niej na noc. Kailey zniknęła u siebie w pokoju więc i ja zaprowadziłem Olivera o swojego dawnego pokoju. Wszystko było w nim takie same jak dawniej. Na półce stały zdjęcia z Vic'em, z którąś z moich byłych ale z rodziną. Na biurku były moje stare rysunki. Oliver nic nie mówił bo widział moje zadumanie. Również porozglądał się po pokoju. Ściany były dość ciemne bo było na nich sporo rysunków, napisów, plakatów i tym podobnych. Prawdziwy pokój buntowniczego nastolatka. Ahh to było życie.
-Fajnie tu. Gratuluję Ci, odważyłeś się im to powiedzieć- powiedział Oliver i objął mnie od tyłu. Przymknąłem oczy i oparłem się o jego klatkę piersiową.
Cz.II
Byłem zdenerwowany i zestresowany przed wizytą u rodziny Kellina. Okazało się, że nie potrzebnie. Jego matka i siostra są bardzo miłe. Starałem się z jak najlepszej strony, bo zależało mi na tym aby rodzina mojego chłopaka miała o mnie dobre zdanie. Wszystko szło bardzo dobrze. Staliśmy w ciszy, przytuleni do siebie, aż nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni. Kellin odsunął się ode mnie. Spojrzałem na wyświetlacz i zmarszczyłem brwi.
-Cześć Alan, po co dzwonisz?- powiedziałem, a Kellin prychnął cicho i zaczął mi się uważnie przyglądać.
-Cześć Oli. Wiem, że pewnie przeszkadzam, bo jesteś teraz z Kellinem ale chciałbym Ci po prostu życzyć wesołych świąt- zdziwiłem się nieco. Nie myślałem, że w ogóle do mnie zadzwoni. Nie po tym wszystkim, co się stało. Milczałem.
-Oliver?
-Yy.. dziękuje. Muszę kończyć. Przepraszam. Cześć.- nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłem się. Spojrzałem na Kellina. Chciałem go pocałować, ale odepchnął mnie.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Nic.
-Chodzi o Alana, tak?- westchnąłem i objąłem go. Nie zareagował. Stał ze skrzyżowanymi rękom, z wzrokiem wbitym w ścianę.
-Kells, proszę Cię, nie rób scen. Nie wiem dlaczego zadzwonił.
-Mówiłeś, że już nie masz z nim kontaktu.
-Bo tak jest! To nie moje wina, że on się tak zachowuje.- odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy.- Kellin, kochanie, musimy się kłócić nawet w wigilie?- pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Wyglądał uroczo.- No właśnie 
-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
-Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować. Od razu zabrałem się za rozpinanie guzików jego koszuli. Potem szybko pozbyliśmy się reszty ubrań. Kellin położył się na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jego ciele. Zatrzymałem się przy jego męskości, którą po chwili miałem już w ustach. Starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności. Słyszałem ciche jęki i pomruki zadowolenia. W pewnym momencie przestałem. Kellin popatrzył na mnie niezadowolony. Poprosiłem go żeby położył się na brzuchu. Kiedy to zrobił, uniosłem jego biodra i od razu w niego wszedłem. Ukrył twarz w poduszkach. Starał się stłumić krzyk. Tym razem nie byłem delikatny. Zacząłem się w nim poruszać, z każdą chwilą zwiększając tempo. Pozwalaliśmy na to żeby z naszych ust wydobywały się krzyki i przekleństwa. Było nam dobrze, więc czemu nie mielibyśmy tego okazywać
-CHŁOPCY!- nagle usłyszeliśmy głos mamy Kellsa. Trochę się speszyłem bo nie pomyślałem o tym, ze ktoś może nas słyszeć. Kellin widocznie nie przejął się tym. Doszedł pierwszy. Po kilku ruchach biodrami też osiągnąłem szczyt. Opadliśmy zmęczeni na łóżko. Kellin wtulił się we mnie, a ja przykryłem nasze nagie ciała kocem. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę, aż zorientowałem się, że Kellin zasnął.
-Kocham Cię- szepnąłem i pocałowałem go w czoło.

5 komentarzy:

  1. Wiedziałam, że ich przyłapie XDDD
    Wciąż czekam na Vica. I Alana w sumie też ;-;
    Rozdział supi jak zawsze, weny cx

    OdpowiedzUsuń
  2. Kellin cioto...
    Zapomnieć prezentu na wigilię dla Oliego
    Jakaś nieprawda.
    No cóż
    Sądze, że Alan tu jeszcze namiesza hihi
    I ostatnie,
    Dziewczyny postarajcie się troszkę bardziej opisać moment bliskośći pomiędzy bohaterami, oki? <3
    Weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. ''-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
    -Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować.'' ojejku*-*
    Ich miłość jest taka piękna, ich związek jest taki idealny. Niech tylko ktoś spróbuje to zniszczyć-zabije :|:|
    Ten rozdział jest wspaniały, piękny, a ja ciesze się jak głupia, że wszystko im się ułożyło
    Czekam na następny<3

    OdpowiedzUsuń