środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 17

cz. I
I tyle było mi z tego opanowania. Trochę przesadził macając mnie po dupie na parkingu pod szpitalem w którym był mój pobity Vic. Mój?! Yyy źle to ująłem ale nie ważne. Jechałem do mieszkania trochę zmęczony. Po 15 minutach wchodziłem do domu. Zamknąłem drzwi i odrzuciłem klucze na szafkę. Nagle przypomniałem, ze znalazłem u Vic'a jakąś kopertę. I teraz ona nie wiadomo dlaczego znajdowała się w mojej kieszeni bluzy. Może między szukałem tej książeczki to jakoś mi tam wpadła albo przypadkowo ją ze sobą zgarnąłem. W każdym razie byłem bardzo ciekawy co jest w środku, więc poszedłem do pokoju i wysypałem zawartość koperty na łóżko. Zamurowało mnie. Z koperty wypadły jakieś żyletki i jakaś mała foliowa paczuszka z kilkoma tabletkami w środku. Chwile wpatrywałem się w przedmioty, biorąc do ręki jedną z żyletek i obracając ją w palcach. To niemożliwe. Założę się ,że te tabletki to nie witaminki a żyletki nie są tu po to bo Vic zostaje krawcem. Ale, ze ja nic nie zauważyłem. Nie do końca wiedziałem czy go z tym konfrontować czy dać mu spokój i pozwolić niszczyć siebie. Czy on ma jakieś poważne problemy? Dlaczego nic mi nie powiedział?! Może to przeze mnie? Od natłoku myśli zaczęła bolec mnie głowa. Musiałem jeszcze ogarnąć lekcje i znowu zacząć się uczyć bo mi to ostatnio nie idzie. Nie chętnie zebrałem przedmioty do koperty i zastąpiłem je mnóstwem książek. Westchnąłem i zabrałem się za nie. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudziłem się rano w towarzystwie książek. Odgarnąłem je i zszedłem z łóżka przeciągając się. Zobaczyłem na zegarek i okazało się, że mam jeszcze dwie godziny dlatego poszedłem wziąć prysznic. Zajął mi ponad pół godziny. Wyszedłem z łazienki w samych bokserkach i mokrych włosach. Poszedłem do kuchni, zjadłem coś, potem się ubrałem, ogarnąłem włosy i spakowałem się. Wyszedłem z domu, wsiadłem do samochodu, torbę kładąc a raczej rzucając na siedzenie obok. podjechałem pod szkołę. Zauważyłem, że Oliver czekał przy swoim samochodzie. Wysiadłem z auta a Oli ruszył w moją stronę.
-Hej-powiedział do mnie z uśmiechem
-Cześć-powiedziałem i ziewnąłem. Nie wiele spałem i byłem padnięty.
-Aż tak niewyspany?
-Jak cholera. Co pierwsze?
-Matma. Trochę się rozbudzisz-zaśmiał się. Nie podzielałem jego entuzjazmu. Zaczęliśmy rozmawiać i nie usłyszeliśmy dzwonka. Weszliśmy do szkoły gdzie korytarze były puste. Oliver najwidoczniej postanowił to wykorzystać. Objął mnie i pocałował.

cz.II
Znowu mi uległ. Wybaczył mi. Teraz czułem, że mam nad nim jakąś przewagę ale prędzej nie byłem taki pewny siebie. Mógł przecież po prostu ze mną zerwać. Po tym co zrobiłem nie dziwiłbym mu się za bardzo.No ale nie wracajmy już do tego. Teraz jest dobrze i nich tak zostanie. Wróciłem do mieszkania. Było puste.. czyli Austin gdzieś wyszedł. Postanowiłem obejrzeć jakiś film. Wziąłem laptopa i usiadłem na łóżku.W połowie zasnąłem. Byłem po prostu zmęczony całym dniem. Następnego dnia obudziłem się w całkiem dobrym humorze. W drodze do szkoły myślałem trochę o moim związku z Kellinem. Po dość krótkich przemyśleniach zdecydowałem się powiedzieć Austinowi o nas. I to najlepiej jeszcze dziś, wiem, ze to może go zszokować i zapewne tak będzie ale nie mogę tego przed nim wiecznie ukrywać. Prędzej czy później i tak by się wydało.
*
Po lekcjach rozmawiałem z Kellinem na parkingu przed szkołą.
-Co się z Tobą dziej? Jesteś dziś jakiś... dziwny?-zapytałem go. Przez cały dzień był zamyślony i wyglądał jakby się czymś martwił- Coś z Victorem?
-Nie, wszystko dobrze-posłał mi wymuszony uśmiech- Z Vic'em... chyba też- czułem, że coś jest nie tak, ale wiedziałem, ze nic z niego nie wyciągnę. Staliśmy przez chwilę w ciszy.
-Postanowiłem powiedzieć Austinowi.. o nas-oznajmiłem mu a on zdziwił się trochę.
-Jesteś pewny? Nie boisz się jego reakcji? Sam wiesz jak Vic zareagował.
-Jestem pewny. I chcę żebyś przy tym był.
-Ale..-zaczął a ja popatrzyłem na niego błagalnym wzrokiem.
-No dobra-westchnął a ja uśmiechnąłem się. Za każdym razem mi ulega. Na parkingu było dużo ludzi, więc pożegnałem się z Kellinem tylko krótkim 'cześć'. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Wieczorem przyjechał Kellin. Austin na szczęście nie miał zamiaru nigdzie wychodzić. Wszedłem z Kellinem do pokoju chłopaka.
-O, cześć.
-Siadaj, musimy porozmawiać.
-Brzmi groźnie-zażartował po czym usiadł
-Chcę Ci coś powiedzieć. Myślę, ze powinieneś wiedzieć.
-No więc słucham-powiedział trochę zdezorientowany
-Ja.. i Kellin..my.. jesteśmy razem.
-Co?! Żartujesz sobie, nie?!-był przerażony tym co usłyszał.
-Nie żartuję. Jestem gejem.
-Ty..on..ale..nie, nie wierzę, ze jesteś pedałem! Nie będę tego słuchał-wybiegł z pokoju ubierając bluzę. Wyszedł z domu co oznajmił głośnym trzaśnięciem drzwi. Przetarłem dłońmi twarz. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa, zaciągając się nim. I na cholerę mu to mówiłem?      

4 komentarze:

  1. Wooooo, dzieje się.
    Coraz ciekawiej, nie powiem. Tylko co ten Austin :C
    No nic, piszcie, ciekawa jestem co dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jestem zaciekawiona reakcją Austina... Piszcie dalej, czekamy cierpliwie :) /z

    OdpowiedzUsuń
  3. Ou szit XD ale sie dzieje ^^
    Austin taki homofob :c
    Nie podoba mi sie to.;-:
    zobaczymy co.bedzie z Vikiem.
    Maly masochista :o

    OdpowiedzUsuń