środa, 22 października 2014

Rozdział 3

Tak, wiemy, że dodajemy rozdziały dość rzadko. Chciałybyśmy dodawać je częściej ale nie wystarcza nam na wszystko czasu. Także bardzo przepraszamy, ale i mamy nadzieję, że to zrozumiecie c: /Ronni.
___________________________________________________________________________
cz.I
Byłem zmieszany kiedy Vic tak wszedł do pokoju, pięć minut prędzej i by nas przyłapał. Mike zaśmiał się, a Vic wyszedł. Odetchnąłem i zamknąłem oczy, kładąc dłonie na twarz. Poczułem jak łóżko obok mnie się ugina.
- Niewiele brakowało, nie?
- Bardzo niewiele.- zdjąłem dłonie z twarzy i wlepiłem spojrzenie w sufit. Po chwili jednak Mike chwycił mnie za podbródek i odwrócił moją twarz w jego stronę. Nie minęła chwila, a jego usta już przylegały do moich. Oddałem chętnie pocałunek, który po chwili został przerwany przez Mike'a. Stwierdziłem, że powinienem już jechać do domu, wykąpać się, zmienić ubrania i porządnie się wyspać. Tylko.. to Mike mnie tu przywiózł.
- Mike? Zawieź mnie do domu. - poprosiłem i wstałem z łóżka. Mike westchnął i również wstał.
- No to chodź. - powiedział i wyszedł z pokoju. Zrobiłem to samo i tylko szybko pożegnałem się z Vic'em, a następnie wyszedłem z ich domu. Wsiadłem do samochodu gdzie czekał już Mike.
- Zobaczymy się dziś jeszcze?
- Nie ma dziś próby, więc pewnie nie. A co, mało Ci seksu? Idź na terapię bo to już podchodzi pod seksoholizm, serio. - on tylko zaśmiał się, a ja spojrzałem w oddal za szybę. Niedługo potem byliśmy już pod domem Jaime'go i moim.
- To cześć. - powiedziałem i nie czekając na odpowiedź wyszedłem z auta. Byłem brudy i zmęczony. Wszedłem szybko do domu i po zdjęciu butów ruszyłem do swojego pokoju po czystą bieliznę. Następnie poszedłem do łazienki gdzie wziąłem szybki prysznic. Wyszedłem w samych bokserkach i wróciłem na pokoju kładąc się na łóżku i niemal od razu zasypiając.
*
Poczułem jak ktoś mną potrząsa. Otworzyłem oczy i ujrzałem twarz Jaime'go.
- Stary, jest już siedemnasta. Może byś już wstał, co? A z resztą chłopacy ( wiem, że się tak nie pisze, ale "chłopaki" brzmi głupio xD/ R.) przyszli uzgodnić kiedy próba i jeszcze kilka innych rzeczy. Czekamy w salonie. - powiedziałem i wyszedł zostawiając mnie samego. Powolnie wstałem i ruszyłem do salonu gdzie siedzieli już Vic, Jaime i oczywiście Mike. Usiałem obok Victora.
- Tony, ustaliliśmy, że próba jutro, ok?
- Ok. - Dopiero co się obudziłem, więc nie mogli oczekiwać rozbudowanych odpowiedzi z mojej strony.
- Jest jeszcze jedna sprawa. - zaczął poważnie starszy Fuentes i spojrzał na Mike'a, a za chwilę na mnie. Wstał i przesiadł się na fotel obok Preciado, co sprawiło, że siedzieli na przeciwko mnie i Mike'a. To mnie trochę zaniepokoiło. - A więc zauważyliśmy z Jaime'm, że ostatnio dziwnie się zachowujecie. To znaczy widzimy to od kilku miesięcy, ale dopiero dzisiejszy ranek dał nam do myślenia. Jak zakładaliśmy zespół, to obiecaliśmy, że będziemy ze sobą szczerzy i nie będziemy przed sobą ukrywać niczego istotnego i..
- Do czego zmierzasz? - zapytał drugi Fuentes wprost.
- Czy.. - zaczął Vic, ale zaciął się. Najwyraźniej nie wiedział jakich słów użyć.
- Czy między Wami coś jest? - dokończył szybko Jaime patrząc na nas przenikliwie. O kurwa, co się dzieje. Uchyliłem usta i nie wiedziałem co zrobić, co powiedzieć. Miałem wrażenie jakby mnie ktoś sparaliżował. Mike na szczęście zaczął ratować sytuację.
- Pojebało Was?! Czy my wyglądamy na gejów?! Ślepi jesteście? - nawet nie wiedziałem, że potrafi aż tak  udawać. Był perfekcyjny w kłamstwie.
- Uspokój się. - powiedział Vic. - wszystko by na to wskazywało. Na imprezie zniknęliście gdzieś razem, widziałem jak szliście do łazienki. A dziś rano niby po co przyjeżdżaliście do naszego domu skoro wszyscy byli tutaj? A jak wszedłem wtedy do pokoju to Tony był bardzo zmieszany. Z resztą ty też, Mike. Co się tu dzieje? Jesteście ze sobą?
- Nie. - odpowiedzieliśmy razem w tym samym momencie.
- Nie mam zamiaru tego wysłuchiwać. - powiedział zdenerwowany Mike i wyszedł. Spojrzenia teraz spoczęły na mnie. Ta sytuacja mnie przygniatała. Zupełnie nie wiedziałem co teraz.

cz.II
Byłem wkurwiony. Przecież nikt nie miał się dowiedzieć o tym co jest między mną i Tony'm. A tym bardziej nie Vic i Jaime! Mimo, że byłem zdenerwowany i zdezorientowany całą sytuacją jaka się przed chwilą wydarzyła to musiałem zachować zimną krew i rozwiać podejrzenia tamtej dwójki. Kurwa, wszystko się tak dobrze układało.
Wyszedłem na zewnątrz i usiadłem na schodach. Wyjąłem z kieszeni papierosy i zapaliłem jednego. Paliłem zawsze kiedy byłem zły. To mnie uspokajało. Siedziałem jakiś czas sam, aż w pewnym monecie z domu wyszedł Tony i usiadł obok mnie.
- Jak teraz będzie? - zapytał cicho i trochę niepewnie.
- Nie wiem. - odpowiedziałem nie patrząc na niego. - nie chcę żeby ktokolwiek wiedział, ani nawet coś podejrzewał. To miało zostać tylko między nami. - wypuściłem z ust dym i spojrzałem na chłopaka, który lekko pokiwał głową. - Najwidoczniej nie byliśmy wystarczająco ostrożni. - Po moich słowach zapadła cisza, która ciągnęła się przez kilka minut.
- Będziemy musieli na jakiś czas przystopować. - Tony w końcu się odezwał.
- To znaczy? - zapytałem i przymrużyłem oczy.
- Do czasu aż Jaime i Vic zapomną o całej sprawie będziemy zachowywać się jakby nic między nami nie było, nie będziemy uprawiać seksu ani się całować. - popatrzyłem na niego zdziwiony. Aż tak?
- A nie możemy po prostu bardziej uważać?
- Nie, bo mogą nas przyłapać.
- Przecież wiesz, że mógłbym się z Tobą pieprzyć zawsze i wszędzie. Nie chcę z tego rezygnować. - Nie podobało mi się to, ale Tony najwyraźniej nie był za bardzo uległy. Pokręcił przecząco głową.
- Nie moja wina, że jesteś taki niewyżyty i zboczony. - zaśmiał się, po czym wstał i wrócił do środka.
"Nie moja wina, że tak cholernie mnie podniecasz.:" pomyślałem i uśmiechnąłem się sam do siebie.
*
Następnego dnia pojawiłem się na próbie w studiu pierwszy. Nie mogłem wytrzymać w jednym domu z podejrzliwym Vic'em, który cały czas starał się dowiedzieć co jest między mną a Tony'm, i ciągle patrzył mi na ręce. Strasznie mnie to irytowało. Wszedłem do studia i od razu skierowałem się do mojego ukochanego instrumentu. Usiadłem i tak po prostu zacząłem grać. Nawet nie zauważyłem kiedy w pomieszczeniu znaleźli się pozostali członkowie zespołu.
- Cześć, Mike. Po co tak szybko tu przyjechałeś? Przecież próbę zaczynamy dopiero za chwilę. - powiedział Jaime, a ja odłożyłem pałeczki i mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi. Chłopacy zaczęli o czymś zawzięcie rozmawiać. Tylko ja trzymałem się z boku i byłem wyjątkowo małomówny. Nie miałem humoru na rozmowy.
- Dobra, zaczynamy. - zawołał Vic i wziął swoją gitarę. Jaime i Tony zrobili to samo, a ja znów usiadłem przy perkusji. Zaczęliśmy grać wyznaczone utwory. Ciężko było mi się skupić, bo co chwilę spoglądałem na Tony'ego, który rozpraszał mnie w sumie nie robiąc nic szczególnego. Nie rozumiem dlaczego on tak na mnie działa, do cholery. Po zagraniu kilku piosenek, Preciado i starszy Fuentes gdzieś zniknęli. Postanowiłem wykorzystać okazję, że zostałem sam z Perry'm. Wstałem i podszedłem do niego.
- Mam na Ciebie ochotę, wiesz? - szepnąłem mu do ucha i objąłem go od tyłu.
- Mówiłem Ci coś wczoraj. Chyba nie zrozumiałeś. - powiedział obojętnie. Zacząłem składać pocałunki na jego karku i szyji. - Przestań. Oni mogą w każdej chwili tu wejść. - zignorowałem jego słowa.
- A więc jednak...- usłyszeliśmy głos Vic'a. Szybko odsunąłem się od Tony'ego, który syknął tylko ciche "kurwa".

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 2


Cześć, kochani. Dodaję drugi rozdział. Wasze komentarze są świetne, oby tak dalej :) /Ronni
_____________________________________________________________________
cz. I
Łazienka. Było to miejsce w którym właśnie przebywałem z Mike'm.
- Co? Ale Tony.. - Mike nigdy nie był zadowolony gdy miał być na dole, ale zazwyczaj się zgadzał. - Nie, nie chcę dziś tak. - powiedział, a ja oderwałem się od niego i uniosłem brwi patrząc mu w oczy.
- W takim razie ja w ogóle nie chcę. - otworzyłem drzwi łazienki i opuściłem pomieszczenie zostawiając w nim osłupiałego bruneta. Cóż, niech traci. Nie to nie. Wmieszałem się w tłum, i zgarnąłem z blatu drinka. Szukałem wzrokiem kogokolwiek do napicia się lub pogadania. Mój wzrok natrafił na znanego mi chłopaka. Podszedłem do niego i zaczęliśmy rozmowę.
*
Po kilku drinkach i głębszych byłem otumaniony. Mój kolega już się zebrał tak jak większość ludzi. Ta impreza należała do najlepszych w moim życiu. Sporo się działo, no i towarzystwo bardzo mi opowiadało. Mike'a widziałem tylko dwa razy w tłumie ludzi. Założę się, że tamtej nocy przeleciał już kilka dziewczyn...
*
Obudziłem się z bólem głowy, na kanapie. Ludzi nie było, co stwierdziłem po panującej w domu ciszy. Leniwie otworzyłem oczy i ujrzałem wielki bałagan, Mike'a śpiącego obok kanapy na której byłem ja i jeszcze raz bałagan. Po chwili zorientowałem się, że nasze palce są splecione. Zabrałem rękę i jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w jego spokojną twarz. Powoli wstałem i poszedłem do kuchni, a potem do pokoju Jaime'go. Leżał w swoim łóżku i spokojnie spał. W moim pokoju natomiast leżał Vic. Wróciłem do kuchni i wyjąłem szklankę z szafki, następnie nalałem do niej wody. Wypiłem ją łapczywie i poczułem jak ktoś mnie od tyłu przytula i wciska twarz między moje łopatki. Po dłoniach poznałem, że był to Mike.
- Ile tym razem przeleciałeś? - zawsze pytałem po jakichkolwiek imprezach. Nie byliśmy razem, więc nie obrażałem się, ani nie wyrzucałem mu nigdy tego. My tylko uprawialiśmy seks.
- Żadnej nie przeleciałem. - byłem zdziwiony. Zawsze odpowiedź brzmiała "kilka" albo "no trochę", a teraz? Już chciałem coś powiedzieć kiedy on mi przerwał. - Tamtego wieczoru chciałem seksu z tobą, a nie z jakimiś laskami. - zamurowało mnie! Nigdy bym się nie spodziewał, że usłyszę to z jego ust. Mike odwrócił mnie do siebie przodem i patrzył w moje oczy z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie wierzyłem w to, co się dzieje. Śpię? Fajnie, wolałbym się już obudzić.
Mike złączył nasze usta. Usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi. Oderwałem się od Mike'a i odsunąłem. Chwilę potem do pomieszczenia wszedł Jaime.
- O, nie śpicie. Napierdala mnie głowa. Tony, gdzie...
- Górna szafka po lewej. - powiedziałem i patrzyłem jak chłopak wyjmuje z szafki pudełko, zabiera butelkę wody i wychodzi z kuchni ponownie zamykając się w pokoju. Wzruszyłem ramionami i otworzyłem lodówkę. Pusta. No a jak. Zamknąłem ją z rezygnacją, patrząc na Mike'a siadającego na blacie kuchennym.
- Chodź. - powiedział cicho, wyciągając w moją stronę rękę. Podszedłem do niego i kiedy byłem już wystarczająco blisko, złapał moją koszulkę i pociągnął tak abym był jeszcze bliżej. Stałem teraz między jego udami, na których ułożyłem dłonie. Zaczęliśmy się całować. W tym czasie trochę go zmacałem, czasem zahaczając o krocze. On niespodziewanie chwycił mnie za ramiona i mocno ścisnął, a potem wyszeptał mi do ust.
- Nie dręcz mnie tak, dobrze wiesz, że najchętniej uprawiałbym z Tobą seks nawet na tym blacie, ale nie mogę. - mimo jego słów ścisnąłem lekko jego krocze i zaśmiałem się. Też tego chciałem, ale przecież nie jesteśmy aż tak głupi żeby dać się przyłapać po dwóch latach. Mike jęknął przeciągle i spojrzał mi prosto w oczy. Widziałem w jego oczach tyle pożądania. Aż żałowałem, że chłopacy są w domu. Już wyobrażałem sobie co by się działo.

cz.II
Zwykle na każdej imprezie ruchałem przynajmniej kilka dziewczyn. Ale nie wczorajszego wieczoru. Wtedy myślałem tylko o Tony'm i tylko z nim chciałem uprawiać seks. Nie wypiłem dużo, co też nie było do mnie podobne. Nie byłem zadowolony z pobytu na tej imprezie. Oczywiście wszyscy dobrze się bawili, ale mi zawsze musi coś nie pasować. Gdyby Tony zgodził się na seks to podejrzewam, że ten wieczór wyglądałby inaczej, a ja byłbym w całkiem innym humorze. No ale trudno. I tak to jeszcze nadrobimy.
*
Tak cholernie żałowałem, że nie byliśmy sami w mieszkaniu. Ale nic nie stanowi dla mnie przeszkody kiedy jestem napalony.
- Chodź. - pociągnąłem zdezorientowanego chłopaka za rękę do korytarza. - Ubieraj buty. - zażądałem, a on spojrzał na mnie jak na idiotę. Ale w końcu zrobił to, co powiedziałem. Wyszliśmy na zewnątrz i wsiedliśmy do mojego samochodu. Tony spojrzał na mnie, a ja na niego. Przyciągnąłem go do siebie, zaczynając całować, a moje ręce wśliznęły się pod jego ubranie. Już się cieszyłem, że zaraz będę mógł uprawiać z nim seks, ale ku mojemu zdziwieniu odepchnął mnie od siebie.
- Co? - zapytałem nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
- Chcesz się pieprzyć w samochodzie? Pojebało Cię do reszty? - postukał się palcem w czoło.
- Czemu nie?
- Bo ktoś może nas zobaczyć. Myśl trochę. - westchnąłem i uruchomiłem silnik. Pojechaliśmy do mojego domu. To znaczy mojego i Vic'a, ale mniejsza o to. Weszliśmy do środka. Zamknąłem drzwi do których po chwili przygwoździłem Tony' ego, po raz kolejny wpijając się zachłannie w jego usta. Pozbyłem się szybko swojej koszulki, a po krótkiej chwili także koszulka Perry'ego leżała niedbale rzucona na podłodze. Chłopak oplótł mnie nogami wokół bioder, a ja położyłem  mu dłonie na pośladkach. Przenieśliśmy się na łóżko w moim pokoju. Rzuciłem go na nie i zawisłem nad nim.
- I nawet nie myśl, że będę na dole. - powiedziałem z uśmiechem, na co on zareagował grymasem niezadowolenia. Ściągnąłem mu spodnie wraz z bokserkami i uniosłem jego biodra.Wszedłem w niego bez przygotowania. Ostatnio nie byłem za bardzo delikatny podczas naszego seksu.
- Musisz być taki niewyżyty? Mogłeś mnie chociaż przygotować. - syknął.
- Ojej, przepraszam. - odpowiedziałem z udawaną słodkością i zmartwieniem, po czym zaśmiałem się. Tony natomiast patrzył na mnie z miną godną mordercy. Pocałowałem go krótko i zacząłem powoli poruszać biodrami. Chłopak jęknął w moje usta. Odsunąłem się od jego twarzy i coraz szybciej się w nim poruszałem. Nasze oddechy i westchnięcia wywołane narastającą przyjemnością łączyły się ze sobą. Nigdy nie miałem dosyć seksu z Tony'm, bo za każdym razem było nam obu cudownie. Moje ruchy przestały być już tak rytmiczne, bo czułem, że dłużej nie wytrzymam i po chwili osiągnąłem szczyt wypełniając lepką cieczą wnętrze chłopaka. Chwyciłem jego penisa i szybko przesuwałem po nim dłonią. Tony jęknął przeciągle i także doszedł, brudząc nasze brzuchy i łóżko spermą. Opadłem na niego starając się uspokoić oddech. On jednak po chwili zrzucił mnie z siebie, w wyniku czego spadłem z hukiem na podłogę.
- Dzięki. - mruknąłem podnosząc się. Spojrzałem na niego. Leżał spokojnie z zamkniętymi oczami. A może zasnął? Uśmiechnąłem się lekko i ubrałem swoje bokserki, rurki i koszulkę.
- Ubieraj się. - rzuciłem mu jego ubrania. Otworzył oczy i popatrzył na mnie. - Ktoś może tu w każdej chwili przyjechać. - wolałem być ostrożny. Nie chciałem żeby po dwóch latach wszystko się wydało. Tony mruknął coś niewyraźnie i zaczął się bez pośpiechu ubierać. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Po chwili do pokoju wszedł Vic. Na szczęście Tony zdążył się ogarnąć. Chybabym go zabił gdyby Vic wszedł tutaj kiedy on leżał nago.
- Więc tutaj jesteście. - odezwał się Victor. - Zastanawialiśmy się z Jaime'm dlaczego tak nagle zniknęliście. - my nic nie odpowiedzieliśmy. Spojrzałem na Perry'ego, który trochę się zmieszał. Zaśmiałem się. Vic, nie zdajesz sobie sprawy z tego, co się tu przed chwilą działo.

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 1

A więc dodaję pierwszy rozdział. Nie ogarniam czemu na 7 obserwatorów bloga komentują dwie/trzy osoby zalogowane i jeden anonimek (dziękujemy Wam, kochamy). Czy to tak dużo? No cóż, nie ważne.
W końcu po dość długim czasie dodaję notkę, mimo bardzo ciężkiego dla mnie dnia :) (ludzie szmaty, zamknęli mnie w szatni ;-;)
Nie ważne, miłego i zapraszam bardzo do komentowania! <3
Opowiadanie będzie dotyczyło chłopaków z Pierce The Veil, a mianowicie Tony'ego i Mike'a. Mamy nadzieję, że przypadnie Wam do gustu :) / Merry
___________________________________________________________________
 Cz.I
- Mike, no!- powiedziałem poirytowany kiedy po raz kolejny wkładał mi rękę pod koszulkę uniemożliwiając mi zjedzenie w spokoju kawałka pizzy.
-Tony, cholera, mam na Ciebie ochotę a Ty jesz- westchnąłem cicho i przewracając oczami, odłożyłem niedokończony kawałek pizzy. Odwróciłem się w stronę napalonego bruneta i uśmiechnąłem się tajemniczo. Dobrze wiedziałem, że to uwielbiał. Wbiłem się w jego usta dość brutalnie. tego właśnie chciał. Było to widać w jego oczach. Po dwóch latach potrafiłem to dostrzec. Byliśmy właśnie w moim domu po udanej trasie koncertowej. Znaczy trasa skończyła się tydzień temu a Mike przyszedł do mnie, od tak. Ani Victor ani Jaime ani w sumie nikt nie wiedział co się między nami działo. Udawało nam się to dobrze ukrywać. Nie byliśmy razem, miałem raczej wrażenie, że tu chodziło tylko o seks. Zajebisty seks.
Po chwili całowania się, zaczęliśmy pozbywać się swoich ubrań. Mike przestał zwracać uwagę na swój dzwoniący co chwilę telefon. Liczył się tylko w tej chwili ja i on. Mike szybko pozbył się swoich spodni a ja swoich. Czułem jak jego ręce wędrują po moim ciele wywołując tak dobrze mi znane dreszcze podniecenia. Znowu zaczęliśmy się całować, a ja zsunąłem z niego bokserki i chwyciłem jego męskość przez co on lekko się odsunął i jęknął mi prosto w usta. Potem wszystko działo się już szybko. Po chwili nie było już śladów po moich bokserkach, Mike wszedł we mnie gwałtownie, bez żadnego przygotowania. Rzadko uprawialiśmy seks w ten sposób. Nie chciałem się na to nigdy zgodzić a dziś zrobił to bez mojej zgody. Krzyknąłem z bólu i wbiłem paznokcie w wewnętrzną stronę mojej dłoni. Do oczu napłynęły mi łzy a brunet zatrzymał się w bezruchu. Pogładził mnie po plecach i złożył pocałunek na moim karku. Nachylił się nad moim uchem i wyszeptał jedno słowo. "Przepraszam". Zawsze tak było ale mi to już przestało wystarczać, czas chyba z tego wyrosnąć. Zaczął składać pocałunki na moim ciele a ja starałem się przyzwyczaić do rozrywającego uczucia.
-Już możesz- powiedziałem cicho zachrypniętym głosem. Mike od razu zaczął się we mnie poruszać. Na początku wolno i spokojnie i z czasem coraz szybciej. Słyszałem jego cudowne jęki, westchnięcia. Wiedziałem jak mu dobrze, on po chwili chwycił mojego penisa i oboje wydawaliśmy z siebie jednoznaczne dźwięki. Znowu usłyszałem dzwoniący telefon.
-Kurwa mać!- krzyknął Mike. Nie byłem pewny czy to bardziej z przyjemności, czy z irytacji telefonem. Czułem, że jestem już blisko. Mike przejechał po moim penisie jeszcze tylko kilka razy i to już mi wystarczyło. Doszedłem z głośnym jękiem i opadłem bezsilnie na kanapę. Mike poruszył się we mnie jeszcze tylko kilka razy i również doszedł. Wyszedł ze mnie i przez chwilę się nie ruszał. Po chwili jednak gwałtownie przekręcił mnie na  plecy. Kanapa jednak okazała się z wąska na takie manewry i spadłem z hukiem na podłogę.
-Pojebało cię? - zapytałem patrząc na bruneta z wyrzutem. On nic nie odpowiedział tylko ubrał bokserski i usiadł mi okrakiem na brzuchu. Potem wziął moją twarz w dłonie i zbliżył się.
-Nie chcący- powiedział  cicho i delikatnie ucałował moje usta. Oboje uwielbialiśmy takie subtelne pocałunki, może to dlatego, że nie często mieliśmy na to okazję, gdyż w około pełno ludzi. Znowu usłyszeliśmy jego telefon.
-Odbierz ten jebany telefon- powiedziałem odrywając się od niego. On westchnął i wstał. Ja w tym czasie wziąłem do ręki moje bokserki i koszulkę i je na siebie założyłem.
-Halo?.. Jestem u Tony'ego- zapewne rozmawiał z Vic'em- Vic ja nie mam teraz dużo czasu więc się streszczaj- Ha! Wiedziałem- Dobra rozumiem, będę za 15 minut, ok?... Cześć- rozłączył się i na mnie spojrzał.
-Tony, zwijam się. Vic dzwonił, że  ma przyjechać do nas jakiś facet i ja będę potrzebny. Nie wiem o co chodzi ale..
-Dobra, jak trzeb to jedź- uśmiechnąłem się. Mike chwycił swoje spodnie i znowu na mnie spojrzał.
-Szybko numerek?- zapytał a ja się zaśmiałem.
-Nie- odpowiedziałem i rzuciłem mu koszulkę. On zaśmiał się tylko i szybko ubrał. Potem podszedł do mnie i mnie przytulił. Rzadko to robił więc byłem odrobinę zdziwiony.
-Dzięki za dziś- powiedział i zaczął mnie całować. Kiedy jego ręce ponownie znalazły się pod moją koszulką, oderwałem się od niego.
-Jedź już- powiedziałem. Jeszcze raz się pocałowaliśmy i Mike wyszedł. Usiadłem i dokańczając moją pizze myślałem jak wyczyszczę spermę z kanapy.

Cz.II
 Wyszedłem z domu w którym Tony mieszkał z Jaime'm. Tego drugiego przeważnie nie było, więc mieliśmy z Tony'm mieszkanie tylko dla siebie. Oczywiście wykorzystywaliśmy to kiedy i jak tylko mogliśmy. Oboje lubiliśmy ostry seks, a ja często byłem napalony. Trudno określić to, co działo się miedzy mną a Tony'm. Uprawialiśmy seks od dwóch lat, ale nie byliśmy w związku. Nie wiem co do niego czuję. To znaczy nie kocham go! I nie jestem gejem. Jestem co najwyżej bi. Chyba. W każdym razie nigdy żaden z nas nie zapytał drugiego czy będziemy razem. To było dość skomplikowane. Dotychczas udawało nam się ukryć przed wszystkimi to, co dzieje się kiedy jesteśmy sam na sam, więc na razie jest dobrze. Jeśli ktoś się dowie to wtedy będziemy się martwić. Pojechałem do domu należącego do mnie i Vic'a.
- No jesteś wreszcie. - westchnął kiedy tylko mnie zobaczył. Temu to coś zawsze nie pasowało.
- Jaime robi imprezę. - poinformowałem go idąc do kuchni po butelkę wody. - Z okazji zakończenia trasy koncertowej - mówiłem dalej kiedy Vic pojawił się obok mnie.
- Kiedy?
- Dziś. - usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Ja nawet się nie poruszyłem, więc Vic poszedł otworzyć. Po chwili wrócił z jakimś facetem w garniturze. Cała nasza trójka udała się do salonu. właściwie nie wiem dlaczego mój brat mnie tu ściągnął. Ja nawet nie znałem tego mężczyzny. Nie interesował mnie za bardzo. Siedziałem na uboczu i bez większego zainteresowania wpatrywałem się w rozmawiającego Victora. Zamiast siedzieć tu z nimi wolałbym być teraz z Perry'm. Najchętniej pieprzyłbym go cały czas. Nie moja wina, że ten chłopak tak na mnie działa. Chcę jak najlepiej wykorzystać nasz wolny czas, ponieważ wiem, że kiedy zacznie się następna trasa i koncerty będziemy mieli mało wolnego. I niby będziemy widzieć się cały czas, ale nie będziemy mogli nawet się pocałować. Albo co gorsze - uprawiać seksu. Dodatkowo musimy uważać na to, co robimy, bo wszystkie "wpadki" mogą trafić do prasy i internetu.
- Halo, Mike? Przebywasz tam jeszcze? - spojrzałem na stojącego przede mną Vic'a. Gość w garniturze po obgadaniu wszystkiego co chciał, pożegnał się i wyszedł. - Co się z tobą dzieje?
- Nic. Zamyśliłem się po prostu. - Victor zaśmiał się, a potem oznajmił mi, że wychodzi.
*
Wieczorem poszliśmy na imprezę którą organizował Jaime. Będę miał okazję znów zobaczyć się z Tony'm. Weszliśmy do dużego domu, który już dziś odwiedziłem. W środku było pełno ludzi. Większość z nich to nasi znajomi. Zapewne kręci się tutaj co najmniej kilku fotoreporterów czekających na okazję aby przyłapać kogoś na czymś. Odnaleźliśmy w tłumie najpierw Jaime'go, a krótko po tym też Tony'ego. Oddaliłem się z nim trochę od pozostałej dwójki.
- Tęskniłeś? - szepnąłem mu to pytanie do ucha, kiedy znaleźliśmy się w miejscu gdzie nie było nikogo.
- Bardzo. - zaśmiał się. Objąłem go od tyłu i zacząłem składać pocałunki na jego karku. Moje ręce szybko znalazły się pod jego koszulką. Po raz kolejny miałem na niego ochotę. Jestem jakiś niewyżyty czy co?
- Nikt się nie zorientuje jeśli przez chwilę nas nie będzie. - powiedziałem i odwróciłem go przodem do siebie.
- Znowu chcesz się ruchać? - westchnął i przewrócił oczami.
- Taak. - wyszczerzyłem się.
-Dobra. Ale tym razem to ty jesteś na dole.
________________________________
No i zaczęliśmy od seksu i dość wulgarnego rozdziału. Mamy nadzieje, że nie zraziliśmy Was do tego ff :) Kochamy mocniutko <3 /Merry & Ronni

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 42

No i kochani ostatni rozdział! Smutno trochę ale cóż xd
Po tym ff zrobimy sobie tydzień przerwy ( lub więcej, zależy jak z czasem, szkoła pełną parą),  i będziemy zaczynać publikować nowe opowiadanie. Niech bohaterzy będą dla Was niespodzianką XD
Miłego i zapraszam do pozostawienia po sobie komentarza :)/ Merry
Cz.I
Wyszedłem dziś z Vic'em na miasto. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się a nawet chwilami trzymaliśmy za ręce. Ten czas spędzony z nim w pewnym sensie rekompensował mi te ciężkie chwile, które pojawiły się w ostatnim czasie. Dzięki jemu czułem, że żyję i zaczynam być znowu szczęśliwy. Na mieście nawet miałem wrażenie, że widziałem gdzieś Austina ale się tym nie przejmowałem. On zaliczał się do osób, które wypisałem ze swojego życia. Było mi trochę głupio, że tak szybko to się wydarzyło ale w końcu Oliver zaczął być z Alanem już praktycznie w czasie naszego związku czyli znacznie prędzej niż ja z Vic'em. W sumie to oficjalnie nie byliśmy razem..
       *
-Zostaniesz na noc?!- krzyknąłem biorąc prysznic.
-W sumie mogę bo jutro wolne- odkrzyknął Victor. Po powrocie z miasta poszliśmy do mnie.
-Okej!- powiedziałem i usłyszałem dźwięk mojej komórki.- Zobacz kto dzwoni!- powiedziałem wycierając się ręcznikiem.
-Dzwoni.. Oliver- odpowiedział. Zaskakująco szybko wyszedłem z łazienki i chwyciłem telefon do ręki, obierając.
-Halo?- spojrzałem na Vic'a, który był zdziwiony moim zachowaniem i uśmiechnąłem się do niego.
-Hej Kellin, chciałbym z Tobą pogadać w cztery oczy, możemy się spotkać np. dziś?
-Nie widzę takiej potrzeby, nie mamy o czym rozmawiać.
-Kells proszę, tylko jedno spotkanie na chwilę
-Ehh, no dobra, gdzie?
-W parku, na mieście- powiedział radosnym głosem
-Dobra, będę za 20 minut- rozłączyłem się i ponownie spojrzałem na Victora
-Po co jedziesz?
-Bo on chce ze mną porozmawiać i..
-A ja chcę się z Tobą ruchać ale Ty wolisz jechać i spotkać się z nim- powiedział przerywając mi
-Vic, proszę Cię, nie bądź zazdrosny. Na chwilę pojadę i od razu do Ciebie wracam, ok? Zostań tu i na mnie poczekaj a potem będziemy robić co tylko będziesz chciał- powiedziałem przyciszonym głosem i przyciągnąłem go do siebie blisko, całując jego usta.
-Dobra, jedź ale zaraz wracaj- oddaliłem się i szybko ubrałem, miałem lekko wilgotne włosy dlatego ubrałem czapkę i kurtkę. Pożegnałem się z Victorem pocałunkiem i wybiegłem przed dom. Zaczynało się ściemniać. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w wyznaczone miejsce. Kiedy byłem już w parku było ciemno, usiadłem na ławce i czekałem. Po chwili pojawił się Oliver.
-Cześć, dziękuję, że się ze mną spotkałeś- usiadł blisko mnie.
-Spoko, tylko nie mam dużo czasu więc..
-Ehm, jasne, muszę Cię o to zapytać.. jesteś z Vic'em?
- Co? Ale co Cie to obchodzi w ogóle, co?
-Odpowiedz- powiedział stanowczo.
-Może i jestem, nie wiem po co mnie tu ściągnąłeś
-Szybko się pocieszyłeś, ale przecież Vic jest podobno hetero.
-Ja się szybko pocieszyłem?! Przypominam, że jesteś teraz z chłopakiem, którego ruchałeś jak jeszcze ze mną byłeś. No jak widać nie do końca taki z niego hetero jak myślałeś- prychnąłem poirytowany
-Kell, proszę, no. Wybacz mi, jeszcze wszystko może być dobrze
-Już nie może- powiedział. Poczułem jego ciepły oddech na twarzy a potem jego usta na swoich. Byłem w szoku. Odepchnąłem go i spojrzałem na niego ze zdumieniem.
-Co ty wyprawiasz?! Teraz chcesz zdradzać Alana? Nie umiesz się trzymać jednego?
-Prawda jest taka, ze nadal Cię kocham i nie zapomnę o Tobie i to będzie do mnie wracało, pierwszy pocałunek, kłótnia, seks, i twoje problemy rodzinne. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Kocham Cię i żałuje, ze zrobiłem Ci tak okropna rzecz ale przecież nie jest ona nie wybaczalna. Wiem, że Ty też nadal mnie kochasz.
-Jesteś zbyt pewny siebie, jestem z Vic'em, Ty z Alanem i niech tak już zostanie- odwróciłem się i zacząłem iść. Sykes jednak szybko do mnie podszedł i przylgnął do moich pleców, oplatając mnie w pasie. Pochylił się nad moim uchem i zaczął szeptać
-Pamiętasz? Lubiłeś w ten sposób- otworzyłem szeroko oczy. Jego ręka znalazła się na moim kroczu.

Cz.II
Wiedziałem, że spotkanie z Kellinem po tym wszystkim co mu zrobiłem nie będzie należało do najłatwiejszych, ale nie przejmowałem się tym. Cały czas go kochałem ale do Alana też coś czułem. Wiedziałem, że powinienem w końcu zdecydować się na jednego z nich ale nie potrafiłem. Oboje byli dla mnie ważni. Nie wiedziałem co zrobiłbym gdyby Kellin wybaczył mi romans z Alanem.
-Jesteś pojebany. Zostaw mnie.- na te słowa jeszcze bardziej do niego przylgnąłem
-Przecież jeszcze całkiem nie dawno podobało Ci się to - szeptałem mu do ucha, kiedy próbował się wyrwać- Kells przecież wiem, że nadal mnie kochasz
-Nie, już nie- przestał się szarpać a ja odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy. Za każdym razem gdy mówił, że  mnie nie kocha to bolało, ale ja zraniłem go bardziej.
-Zrozum, że nie ma już nas. Spieprzyłeś wszystko. Kochałem Cię. Najmocniej na świecie. Ale najwidoczniej ty mnie nie, skoro poszedłeś do Alana.
-Każdy zasługuje na druga szanse.
-Ty już ją przecież wykorzystałeś, pamiętasz? Nie zmienię zdania i Ci nie wybaczę. Powinieneś w końcu się z tym pogodzić. Z resztą masz teraz Alana.- po jego słowach zapadła cisza. Staliśmy tak przez chwilę aż w końcu puściłem go i cofnąłem się o krok.
-I tak zawsze będę Cię kochał- powiedziałem smutnym głosem, po czym odwróciłem się i ruszyłem w stronę domu rudzielca. Założyłem kaptur na głowę i włożyłem dłonie do kieszeni kurtki. Mimo, że było już dość późno w ogóle się nie spieszyłem. Szedłem powoli ze wzrokiem wbitym w chodnik. Ogarnęło mnie dziwne uczucie smutku. Nie wiedziałem na co cały czas liczyłem. Może po prostu nie mogłem i nie umiałem pogodzić się z myślą, że "to już koniec". Powinienem zapomnieć o całym moim związku z Kellinem i zająć się obecnym związkiem. Człowiek uczy się na błędach, nie?
Dotarłem do mieszkania, do którego wszedłem bez pukania. Właściwie czułem się tu jak u siebie. Alan czuł się tak samo u mnie.
-Gdzie tak długo byłeś? Dzwoniłem do ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Telefon mi się rozładował, przepraszam- odpowiedziałem nie patrząc na niego i zdejmując buty
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.
-Wszystko ok, nie masz się czym martwić, Kochanie- pocałowałem go i wyszedłem na balkon żeby zapalić.
    *
    Kilka dni później..
Kellin cały czas mnie unikał albo ignorował. W szkole każdą wolną chwilę spędzał z Vic'em. Nie ukrywali przed nikim, że są razem. Pogodziłem się z faktem, że na pewno już do siebie nie wrócimy. Od naszego ostatniego spotkania w parku w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, co wcale mnie nie dziwiło. Częściej spotkałem się z Alanem, zastanawiałem się nawet czy nie zaproponować mu żeby ze mną zamieszkał, ale jeszcze myślę, że to na pewno dobry pomysł
Nie przejmowałem się kiedy widziałem Kellina i Vic'a gdzieś ma mieście całujących się albo trzymających za ręce. Chociaż nie pozostałem na to tak całkowicie obojętny, ale starałem się.
    *
Wyszedłem ze szkoły i szedłem przez parking kiedy nagle z kimś się zderzyłem. Uniosłem wzrok znad komórki, którą trzymałem w dłoni i spojrzałem na osobę przede mną. Kellin.
-Uważaj trochę..- mruknął i ominął mnie.
-Zaczekaj- złapałem go za ramię a on zatrzymał się
-Nie dotykaj mnie.- puściłem jego kurtkę i przez chwilę milczałem.
-Czyli teraz będziemy udawać, ze się nie znamy?- zapytałem krzyżując ręce a on prychnął
-A czego się spodziewałeś? Że będę udawał, że nic się nie stało? Na prawdę jesteś taki naiwny?- nie zdążyłem nic odpowiedzieć bo pojawił się obok nas Vic, który zlustrował mnie wzrokiem.
-Idziemy, skarbie?- zapytał patrząc na Kellina i akcentując drugie słowo jakby chciał mi tym pokazać, że wygrał i Kellin teraz należy do niego. Ale.. chyba tak było.  

środa, 24 września 2014

Rozdział 41

Cz.I
Nie widziałem się z Vic'em dzieje bo od czasu kiedy się przespaliśmy nie odzywał się do mnie. Kiedy w szkole zobaczyłem jak rozmawia z Oliverem byłem w szoku. Vic kiedy tylko mnie zobaczył szybko do mnie podszedł.
-Cześć- powiedziałem
-Hej, co tam?- zapytał, niby normalnie
-Dlaczego tak szybko ode mnie wyszedłeś? Myślałem, że masz na mnie wyjebane.
-Nie, po prostu musiałem sobie to wszystko przemyśleć.
-Rozmawiałeś z Oliverem?
-Tak, ale nie ważne. Chodźmy już. -ruszył ale ja nie dałem za wygraną i wciągnąłem go do łazienki.
-Kells.. co ty robisz?
-Nie wypuszczę Cię stąd, dopóki mi nie powiesz o czym i po co rozmawiałeś z Oliverem, rozumiesz?- powiedziałem zdecydowanym, nie wznoszącym sprzeciwu głosem.
-Rozmawialiśmy o Tobie. O tym, że Cie skrzywdził i do tego szybko się pocieszył. O tym, że zasługujesz na kogoś lepszego niż on. Bo zasługujesz, Kellinie.- powiedział jednym tchem i złapał moje dłonie.- Na kogoś wartościowego i kochającego. No kogoś dla kogo będziesz całym światem a inni ludzie będą zbędni- powiedział ciszej i złączył nasze usta. I dobrze bo nie wiedziałbym co mu odpowiedzieć. Poza tym to co było między nim a mną było we mnie już dawno tylko bałem się to ujawnić. Oderwałem się od bruneta ale od razu zostałem przyciągnięty z powrotem.
-Vic, ktoś tu może wejść
-No i co z tego? Urwijmy się z lekcji.
-O nie, na pewno nie. Już i tak dużo poopuszczałem lekcji.
-Keelin, proosze- przeciągnął słodko i ułożył usta na mojej szyi, prawdopodobnie zostawiając na niej malinkę. Usłyszeliśmy dzwonek na pierwszą lekcje.
-Vic, dobra starczy. Chodźmy.- powiedziałem stanowczo i nie czekając na niego wyszedłem z łazienki. Korytarze były już puste. Weszliśmy do klasy gdzie było spore zamieszanie więc i tak nikt nie zauważył, że się spóźniliśmy. Usiadłem na moim starym miejscu- obok Sykes'a. Postanowiłem, że nie będę go unikać bo nie ma zwyczajnie sensu. Między nami wszystko skończone. Oli był zdziwiony moimi poczynaniami. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać ani utrzymywać kontaktu, jeszcze nie nie teraz i nie po tym co się stało. Vic też był zdziwiony ale już po chwili posłał mi takie spojrzenie, że aż przeszły mnie ciarki. Oli w środku lekcji odezwał się do mnie.
-Kellin bo.. jest jeszcze dla nas szansa? Wiem, że zrobiłem Ci coś strasznego ale..
-Nie, już nie ma szansy. Zjebałeś i tyle. Do mnie to już zamknięty temat. Nie potrafię wybaczyć Ci czegoś takiego bo podejrzewam, że nie było to tylko raz, hmm?-zapytałem, odpowiedziała mi tylko cisza a on spuścił wzrok.- No właśnie, nie mam pewności czy dalej go nie ruchasz a zapewne tak jest.

Cz.II
No i co ja mogłem zrobić? Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zepsułem, ale mimo tego miałem cały czas taką małą nadzieje, że jeszcze się między nami ułoży i znów będziemy razem. Chociaż dobrze wiedziałem, że po tym co zrobiłem Kellinowi nic już nie będzie jak dawniej. Ciężko było mi się z tym pogodzić, ale teraz jestem z Alanem. Nie wiem czy co do niego czuję można nazwać miłością. Chyba wszystko za szybko się stało i nie jestem zadowolony z tego jak potoczyły się niektóre sprawy. Musze pogodzić się z tym, że Kellin to już nie mój chłopak i na jego miejscu pojawił się Alan. Kellin i Vic pewnie też bardziej się do siebie "zbliżyli". No cóż, nic już na to nie poradzę.
     *
Wyszedłem ze szkoły i skierowałem się na parking. Kiedy już tam byłem, zobaczyłem dobrze znane mi auto rudego chłopaka. Mimowolnie uśmiechnąłem się sam do siebie. Podszedłem i wsiadłem do samochodu. Alan spojrzał na mnie  i już chciał coś powiedzieć ale ja szybko wbiłem się w jego usta kładąc dłonie na jego policzkach. Poczułem jak lekko uśmiechnął się podczas pocałunku. W końcu odsunąłem się od niego. Oparł swoje czoło moje i spojrzał mi w oczy.
-Zawsze możemy się tak witać- zaśmiał się a ja kiwnąłem głową- Gdzie jedziemy?
-Do mnie- i pojechaliśmy. Kiedy tylko weszliśmy do mieszkania znowu złączyliśmy nasze usta. Zaczęliśmy w szybkim tępie pozbywać się swoich ubrań. Pociągnąłem Alana w stronę łazienki. Weszliśmy pod prysznic. Po chwili gorące kropelki wody zaczęły spływać po naszych nagich ciałach. Alan odwrócił się i lekko pochylił kładąc dłonie na zimnej ścianie. Niestety nie mieliśmy przy sobie lubrykanta ani niczego w tym stylu więc musieliśmy zadowolić się jedynie wodą. Zacząłem przygotowywać chłopaka wkładając w niego po kolei moje palce.
-Dawno nie uprawialiśmy seksu- stwierdził kiedy powoli w niego wchodziłem. odpowiedziałem mu cichym pomrukiem. Od razu zacząłem się w nim poruszać. Uczucie spełnienia przeszło szybko. Zmęczeni ale jednocześnie zadowoleni wyszliśmy spod prysznica. Ubraliśmy się i poszliśmy do pokoju. Usiadłem na kanapie a Alan położył głowę na moich kolanach i słodko się do mnie uśmiechnął. Odwdzięczyłem się tym samym wyjmując z kieszeni papierosy. Zapaliłem jednego. Alan zmarszczył brwi i wyjął mi go z ust.
-Nie pal- przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Tą miłą atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć.
-Cześć
-Austin? Co ty tu robisz?- zapytałem zdziwiony jego obecnością.
-Przechodziłem obok i postanowiłem przyjść, słyszałem, że rozstałeś się z Kellinem- aha, czyli to jest powodem jego wizyty.
-Tak, a co?-zapytałem krzyżując ręce.
-Nie wnikam w to dlaczego się rozstaliście ale.. Kellin jest teraz z Vic'em, tak?- zapytał a ja popatrzyłem na niego z uniesioną brwią.
-Przecież Vic jest hetero - zaśmiałem się nerwowo
-Widziałem ich dziś na mieście. Wyglądali tak jakby byli parą. Nie wiem co jest między nimi, ale raczej to nie jest tylko przyjaźń
-Cholera- szepnąłem cicho. Nie wiedziałem czy przeczucia Austina są prawdziwe ale sam czułem, ze Kellin może być z Vic'em. Po chwili poczułem jak ktoś obejmuje mnie od tyłu. Odwróciłem się i spojrzałem na Alana smutnym wzrokiem. Widzę, że Kellin też szybko się pociesza.
______________
Długo czekaliście, bo nie wyrabiam ze szkołą, przepraszam bardzo :)
Zapraszam do komentowania, aniołeczki.

piątek, 19 września 2014

Rozdział 40

Już 40 rozdział, boże jak to minęło ;-;
Jeszcze tylko dwa rozdziały ;o
No cóż, zapraszam do czytania i zostawienia po sobie śladu w postaci komentarza :)/ Merry
Cz.I
W szkole ciągle mijałem gdzieś Olivera. Nie miałem na to ochoty ale też nic nie mogłem z tym zrobić. Chciałem się położyć i cofnąć w czasie. Gdybym wiedział, że spotka mnie coś takiego to dalej bym go nienawidził jak na początku. Tak jak i teraz. Dobrze, że miałem Vic'a, który usilnie starał się poprawić mi humor. Byłem mu wdzięczny, że tak o mnie dbał. Prawdziwy przyjaciel.
   *
Po szkole Victor zmusił mnie do wyjścia na miasto. Nie było wcale aż tak zimno więc łaskawie się zgodziłem, ale tylko dla niego. Musiałem chodzić przez dwie godziny bo Vic ciągle przypominał sobie o "wspaniałych" miejscach. No trudno, przynajmniej się starał. Kiedy poszliśmy do centrum i w końcu usiedliśmy na ławce, zobaczyłem Alana. Na jego widok aż we mnie zawrzało. W ciszy obserwowałem gdzie zmierzał. Podszedł do ławki gdzie ktoś siedział.. to był Oliver! Kiedy go zobaczył uśmiechnął się, wstał i ku mojemu zdziwieniu- pocałował go. Szybko się pociesza, bardzo szybko. Vic nie wiedząc co mnie tak zainteresowało podążył wzrokiem w ich kierunku i uniósł brwi.
-Kellin, chodźmy już, co?- zapytał cicho i spokojnie. Gwałtownie wstałem i ruszyłem w stronę mojego mieszkania. Byłem wściekły, miałem ochotę kogoś zabić. Dobra, przesadziłem. No ale to już jest podłe z jego strony, do cholery! Jak już doszliśmy do mojego domu, znaczy ja pierwszy a Vic trochę później bo nie mógł mnie dogonić, trzasnąłem drzwiami i szybko rozebrałem kurtkę i buty. Vic robił to wszystko wolniej i z większym opanowaniem. Patrzyłem na niego i powoli nerwy opadały. Po chwili kiedy on spojrzał mi w oczy, zbliżyłem się i pocałowałem go. Najpierw spokojny i niepewny pocałunek przerodził się w pełen namiętności i wręcz brutalny pocałunek. Poszliśmy do sypialni i położyliśmy się na łóżku.
  *
Po seksie byłem wyczerpany. Vic był niesamowity! Wpatrywałem się w jego śpiącą twarz. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko tak szybko się działo! Vic był moim przyjacielem ale chyba po tym wszystkim co się wydarzyło wiele się zmieni.
Victor po chwili otworzył oczy i lekko się uśmiechnął.
-Cześć- powiedział i przejechał dłonią po mojej ręce.
-Cześć- powiedziałem, również się uśmiechając 
-Kells, czy to co się między nami stało.. zmienia coś między nami? Coś to dla Ciebie znaczyło? Czy to była tylko zemsta na Oliverze, za to co Ci zrobił?
-Proszę Cię, nie rozmawiajmy teraz o tym. Pogadamy o tym jutro, chce mi się spać.- powiedziałem i wtuliłem się w niego. Brunet dopiero po jakimś czasie mnie objął czyli przestał już o tym myśleć. I dobrze, bo nie mam ochoty teraz rozmawiać na ten temet. Jak by się nad tym bardziej zastanowić to sam nie wiedziałem.
  *
Obudziłem się leżąc sam w łóżku. Wstałem i ubrałem bokserki ruszając do kuchni.
-Vic!- krzyknąłem ale odpowiedziała mi cisza. Byłem w każdym pomieszczeniu ale w żadnym z nich nie było Vic'a. To dziwne.. uciekł? Nie zostawił nawet kartki, tylko czemu? Zrobiłem coś nie tak?

Cz.II
Spotkałem się z Alanem na mieście po szkole. Chciałem porozmawiać z nim o tym co będzie z nami dalej. Sam tego nie wiedziałem, i nie wiedziałem tez jak nazwać to co teraz było między nami. Ja cały czas kochałem Kellina ale wiedziałem, że Alan coś do mnie czuje. Fakt- jest przystojny, uprawiamy seks, ale.. czy ja go kocham? Czy można kochać dwie osoby na raz? Dlaczego spotykałem się z Alanem skoro kochałem Kellina? Za dużo myśli kręciło się w mojej głowie a ja nie mogłem sobie z nimi poradzić.
-Wszystko ok?- usłyszałem głos Alana i od razu na niego spojrzałem.
-Tak. Chodź.- złapałem go za rękę. Wstał i poszliśmy.
      *
Chodziliśmy trochę po mieście aż w końcu pojechaliśmy do mojego mieszkania. Usiedliśmy na kanapie w salonie i zapadła cisza. Przysunąłem się bliżej rudowłosego i objąłem go nisko na plecach. On oparł głowę na moim ramieniu, siedzieliśmy w takiej pozycji dłuższą chwilę. W końcu ja odezwałem się cicho.
-Alan?
-Tak?
-Mieliśmy o czymś pogadać- pokiwał głową
-Co będzie z Kellinem?
-Nie wiem- westchnąłem- ale myślę, że wszystko między nami skończone - powiedziałem smutnym głosem
-Ty.. nadal go kochasz, prawda?- zapytał nie patrząc na mnie
-Nie- skłamałem. Nie wiem dlaczego. Chyba nie chciałem zranić Alana, więc nie powiedziałem mu prawdy. Spojrzał na mnie zdziwiony - Kocham Ciebie- nie czekając na reakcję z jego strony, zacząłem go całować. Splotłem nasze palce i stopniowo pogłębiałem nasz pocałunek
-To wszystko dzieje się tak szybko- powiedział, kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy
-Zacznijmy wszystko od nowa, zapomnijmy o tym co było wcześniej. Zostań moim chłopakiem- był zszokowany całą sytuacją- zgadzasz się?
-Tak!- przytulił się do mnie a ja uśmiechnąłem się. Znowu byłem szczęśliwy.
     *
-Szybko się pocieszasz, kurwa, naprawdę szybko.
-O ci Ci chodzi, co?- stałem na środku szkolnego korytarza i patrzyłem na Vic'a jak na idiotę
-O to, że ledwo co Kells z Tobą zerwał a ty już idziesz do następnego.
-To nie Twoja sprawa więc spierdalaj
-Jesteś zwykłym skurwysynem, wiesz?
-Vic, naprawdę nie mam ochoty Cię słuchać.
-On przez Ciebie cierpi. Nie zasługiwałeś na niego.
-Wiem. Zniszczyłem wszystko. Kellin powinien był z kimś lepszym niż ja.- Vic kiwnął głową. Nagle niedaleko nas pojawił się właśnie Kellin do którego Vic od razu podszedł. A mnie znów zaczęły męczyć wyrzuty sumienia.
_____________
Boli mnie głowa tak bardzo :')
Przepraszam za błędy, zwłaszcza za te logiczne, nie nadaje się dziś do niczego ;-;

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 39

Tak się rozczuliłam nad waszymi komentarzami pod moim shotem, że nie miałam serca nie dodać dziś rozdziału, jesteście wspaniali! <3/ Merry
____________
Cz.I
Wcale nie ulżyło mi po tym jak wygarnąłem wszystko Oliverowi. To było dla mnie zbyt przytłaczające. Upiłem łyk wody z butelki i uświadomiłem sobie, że zemdlałem z przemęczenia, stresu i głodu którego i tak już prawie nie odczuwałem. Od kiedy zobaczyłem te zdjęcia nie wiele jadłem i spałem.
Zakręciłem butelkę a Vic przyglądał mi się uważnie.
-Vic, wyluzuj. Nie umrę zaraz.
-A tak wyglądasz, może odwiozę Cie teraz do domu, co?
-No nie wiem, jak tak dalej pójdzie to nie zdam.
-No to pójdę i nas usprawiedliwię
-Dobra to idź, ja poczekam tutaj.- Vic szybko się oddalił a ja powoli usiadłem na parapet i spojrzałem za okno. Zauważyłem Olivera wsiadającego do swojego auta. Szybko odwróciłem wzrok, wbijając go w swoje trampki. Byłem strasznie zmęczony ale gdy tylko zamykałem oczy widziałem te zdjęcia. One wbijały kolejno nóż prosto w serce. Wiedziałem od razu, że związek z facetem to niewypał.
-Quinn! Zejdź z parapetu i na lekcje!- usłyszałem damski głos z końca korytarza. Boooże, tylko nie ona. Panna Greta Hoffman we własnej osobie. Najgorsza nauczycielka w szkole tzn. najbardziej cięta na uczniów. - Głuchy jesteś czy mam Ci pomóc!- bardzo wkurzające babsko. Powoli zszedłem z parapetu i spojrzałem w jej kierunku.Wziąłem mój plecak i założyłem go na ramiona. W tym czasie pojawił się Victor.
-Mogę Cię odwieźć. Do widzenia!- krzyknął Vic do nauczycielki i ruszyliśmy do wyjścia.
- Fuentes, Quinn, a wy gdzie się wybieracie?- wyszliśmy ze szkoły nie reagując na słowa nauczycielki. Po nazwisku to po pysku, suko. Mój mózg przestaje normalnie pracować. Wsiedliśmy do mojego auta i Vic zawiózł mnie do mieszkania.
-Dziękuje, za wszystko.- przytuliłem go kiedy już staliśmy w korytarzu.
-Nie ma za co, Kells. Dla Ciebie wszystko.- Vic odsunął się ode mnie i poszedł do kuchni. Otworzył lodówkę i westchnął. Była zapewne pusta.
0Jade po zakupy, pożyczę auto, będę za 20 minut. Zdrzemnij się może lepiej, dobrze Ci to zrobi.- powiedział i wyszedł. Może jednak się prześpię bo dłużej tak nie dam rady. Poszedłem do siebie, zdjąłem koszulkę i położyłem się. Dość szybko zasnąłem.
   *
Kiedy się obudziłem byłem do kogoś przytulony. Otworzyłem oczy i zobaczyłem blisko od mojej twarz Vic'a. Byłem do niego przytulony a on mnie obejmował. Spał tak słodko, że nie chciałem go obudzić. Powoli wstałem nie budząc bruneta i poszedłem do kuchni. Ciągle po głowie chodziły mi moje słowa wypowiedziane do Olivera. Może przesadziłem? Nie! On mnie zdradził do cholery! Zrobiłem sobie kanapkę. Vic naprawdę się postarał bo lodówka była pełna. Przecież ja sam tego wszystkiego nie dam rady zjeść zwłaszcza, że Kate już ze mną nie mieszka a Sykes już nie będzie jadał ze mną. Poczułem ręce które mnie objęły.
-Co jesz?- zapytał pogodnie Victor, uśmiechając się przy tym beztrosko.

Cz.II
Wsiadłem do samochodu i pojechałem do Alana. Wiem, że nie miałem się z nim spotykać, ale teraz ta obietnica nie miała większego znaczenia. Chyba dopiero dotarło do mnie to co się stało przed chwilą. Kellin ze mną zerwał. To koniec. I co będzie dalej? Będziemy udawać, że nigdy nie byliśmy razem i że w ogóle się nie znamy? To wszystko moja wina. Nie wiedziałem już co mam robić.
Po krótkim czasie dotarłem na miejsce. Alan był trochę zdziwiony kiedy mnie zobaczył.
-Mogę wejść?
-Tak. Stało się coś?- westchnąłem cicho. Poszliśmy do pokoju.
-Ja.. nie jestem już z Kellinem- powiedziałem a on uniósł brwi i chciał coś powiedzieć ale ja mówiłem dalej. - Dowiedział się, że do z Tobą zdradziłem
-Ale jak? Ktoś mu powiedział?
-Nie. Dostał zdjęcia na których uprawiamy seks. Tylko jak ktoś zrobił nam te zdjęcia, do cholery?!
-Nie wiem.
-A może zrobił je jakiś Twój kumpel a Ty wysłałeś je Kellinowi?- lekko podniosłem głos. Nie wiedziałem dlaczego osądziłem go o to.
-Chyba oszalałeś. Przecież obiecałem Ci, że nie powiem nic Kellinowi!
-Dobra, przepraszam.- przez to wszystko nie myślę już normalnie. Przysunąłem się do chłopaka i pocałowałem go w policzek. Po chwili wciągnąłem go na swoje kolana i wbiłem się w jego usta. Co się ze mną dzieje?1 Czemu nawet teraz nie potrafię się powstrzymać? Być może Alan naprawdę ma w sobie coś co mnie do niego przyciąga. Po chwili pozbył się swojej koszulki i położył dłonie na moich udach. Zszedł z pocałunkami na szyję ale ja lekko go od siebie odsunąłem.
-Nie mogę. Przepraszam- wiedziałem, że chciał się ze mną kochać, ale ja nie potrafiłem w takim momencie. Nie teraz, kiedy dopiero co rozstałem się z Kellinem.
-Ok. Rozumiem-  byłem trochę zaskoczony jego reakcją
-Będzie lepiej jeśli już pójdę- Alan zszedł z moich kolan a ja wstałem. Chciałem ruszyć w kierunku drzwi, ale rudowłosy zatrzymał mnie.
-A.. co teraz będzie z nami?- zapytał patrząc mi w oczy- no bo wiesz.. teraz moglibyśmy być razem, bo nie jesteś z Kellinem i..
-Alan, musimy o tym teraz rozmawiać? Ja naprawdę nie czuję się dobrze po tym rozstaniu z mojej winy.
-Przepraszam. To wszystko przeze mnie.
-Nie mów tak.- wymusiłem delikatny uśmiech- to nie Twoja wina.
- Nie prawda. Zniszczyłem wasz związek, gdybyś mnie nie poznał nie poznał byłoby inaczej.
-Ale poznałem Cie i wcale tego nie żałuję- zbyt często kłamię. Niedługo zacznę się gubić, ale w jakiś sposób zależało mi na Alanie i na naszej " znajomości"
-Porozmawiamy o tym jutro, ok?- pokiwał głową. Pocałowałem go i jeszcze tylko ostatni raz na niego spojrzałem, rozczochrane rude włosy, pełne zaróżowione od pocałunku, lekko rozchylone usta. Uroczy był. Wyszedłem z jego mieszkania. 
   *
Następnego dnia w szkole cały czas gdzieś widziałem Kellina i Vic'a, którzy przez cały czas trzymali się razem. I niby rozmawiali ale jednak Kell cały czas był smutny a momentami zły i ponury. Wiedziałem, że przeze mnie teraz bardzo cierpi. Jak mogłem tak po prostu pozwolić żeby to wszystko się tak potoczyło?