_______________________________________________________
Cz.I
Na szczęście Vic został u mnie na noc. Chociaż on starał się być ze mną w tym cholernie trudnym momencie. Bardzo dużo rozmawialiśmy. To co zrobił mi Oliver było podłe. Nawet jak na niego.
*
Kiedy Oliver wyszedł osunąłem się po drzwiach. Nadal nie mogłem uwierzyć, że on mnie zdradził, i to z Alanem! A ja dałem mu się ruchać kiedy Alan go zostawił. To wszystko było takie żałosne i irracjonalne!
Ukryłem twarz w dłoniach i myślałem. Usłyszałem jak ktoś puka do drzwi. Niechętnie wstałem i otworzyłem. Stała tam Katelynne. A właśnie, Kate postanowiła wyprowadzić się ode mnie, i tak zrobiła, ale to nie zmieniało nic między nami. Wyprowadziła się bo stwierdziła, że już i tak długo siedzi mi na głowie. Dobrze mi się z nią mieszkało, szczerze powiedziawszy.
- Kells, kochanie. - powiedziała i przytuliła mnie mocno. - Vic wszystko mi powiedział. Jakoś się ułoży, zobaczysz. Zapomnisz o nim i będziesz z kimś o wiele bardziej wartościowym.
- Dziękuję, Kate. Nie musisz mnie pocieszać. W tym momencie i tak to nic nie da. Oliver był u mnie przed chwilą i do wszystkiego się przyznał. - odsunęła się ode mnie i rozebrała kurtkę oraz wysokie buty. Poszliśmy do kuchni gdzie ona zaczęła sprzątać. To ,musiał być chyba jakiś nawyk, bo jak jeszcze tu mieszkała to zawsze jak skądś wracała to zaczynała sprzątać.
- Ale Kellin, słuchaj. Jest dużo osób na świecie, które o wiele bardziej na Ciebie zasługują. Nie musisz się tak do niego przywiązywać i ograniczać. Zwłaszcza, że on właśnie stracił swoją niepowtarzalną szansę. Na pewno znajdziesz kogoś kogo szczerze pokochasz i to z wzajemnością. Tylko musisz się trochę postarać. - usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Kate poszła i otworzyła je. Po chwili w kuchni zjawił się Vic. Co im się tak na wizyty zebrało? Nie muszą mnie przecież pilnować. Nie zrobię sobie nic z tęsknoty albo poczucia zdradzenia. Vic podszedł do mnie i pocałował mnie w czoło.
- Jak się czujesz?
- Jest świetnie, Vic. Cudownie, jak z resztą widać. - lubiłem głębokie sarkazmy.
Kate i Vic siedzieli u mnie do wieczora. W sumie to byłem im wdzięczny, że nie zostawili mnie samego z tym wszystkim. Kate pojechała pierwsza, więc ja zostałem sam z Vic'em.
- No, Kells, uśmiechnij się choć raz. Tak dla mnie. - prosił mnie już od dobrych dziesięciu minut żebym się uśmiechnął, ale ja po prostu nie mogłem.
- Nie mogę, Vic. Daj mi już spokój. Zostajesz u mnie na noc. - powiedziałem smętnie.
- Dziś nie mogę. Zobaczymy się jutro w szkole, ok?
- Yhym. - mruknąłem żałośnie. Victor wstał i poszedł się ubierać, a ja podążyłem za nim. Kiedy Fuentes był już ubrany przytulił mnie mocno, a potem wyszedł. No i zostałem sam. Pojedyncza łza spłynęła po moim bladym policzku. Czemu to spotyka akurat mnie?
*
Następny dzień. Szkoła..
Wszedłem powoli do szkoły, a kilka spojrzeń spoczęło na mnie. Zapewne niektórzy już zdążyli zauważyć, że nie jestem w dobrej formie. Byłem bardzo blady, przez co z moimi czarnymi włosami wyglądałem trochę... upiornie. Włosy były w lekkim nieładzie, ale szybko je ułożyłem. Po zdjęciu kurtki poszedłem pod klasę, gdzie stał Vic, a trochę dalej Oliver. Oczywiście podszedłem do Vic'a. Po chwili jednak dostrzegłem, że Sykes zmierza w moją stronę patrząc mi prosto w oczy. Serce zaczęło mi bić mocniej z nerwów. Oparłem się o parapet i zacisnąłem powieki.
Cz.II
Teraz znowu męczyły mnie wyrzuty sumienia. Czułem się podle. Można powiedzieć, że.. sytuacja wymknęła się za bardzo spod kontroli. Wszystko szło nie tak, jak powinno. Sam nie do końca wiedziałem dlaczego nie zakończyłem znajomości z Alanem po naszym pierwszym spotkaniu, na tamtej imprezie. Chyba miałem do niego słabość.
Szedłem w stronę Kellina, który był bardzo blady i wyglądał na zaniepokojonego. Ja też nie byłem bardzo pewny siebie. Teraz po prostu staram się ratować nasz związek. Jakkolwiek.
- Cześć, Kells. - powiedziałem, ale nawet na mnie nie spojrzał. Cały czas stał z zamkniętymi oczami i rękoma zaciśniętymi na parapecie.
- Odejdź. Nie chcę z Tobą rozmawiać. - usłyszałem jego cichy i drżący głos.
- Ale ja chcę tylko...
- Kellin! - przerwał mi krzyk Vic'a, a ja w odpowiednim momencie złapałem mdlejącego chłopaka, który gdyby nie ja, uderzyłby głową w podłogę. Byłem w lekkim szoku, tak samo jak Vic i kilku innych ludzi, którzy akurat patrzyli w naszą stronę. Wziąłem Kellina na ręce, przy okazji uspokajając panikującego meksykanina, który zachowywał się jakby Kell miał co najmniej zawał albo oderwaną głowę. Nie zwracając uwagi na dziwne spojrzenia ze strony ludzi, zaniosłem Kellina do gabinetu pielęgniarki.
*
- Jak się czujesz? - zapytała starsza, uśmiechnięta kobieta, kiedy Kellin doszedł już do siebie.
- Dziękuję, lepiej. - jego głos nadal był cichy i słaby. - to przez stres i nerwy.- Kobieta podała mu butelkę wody, a ja złapałem jego dłoń, którą szybko zabrał. Dobrze wiedziałem, że wolałby zobaczyć obok Vic'a, a nie mnie.
- Mogę już iść?
- Myślę, że tak. - wstał i lekko się zachwiał. Po chwili ruszył w stronę drzwi, a ja podążyłem za nim.
- Uważaj na niego. - szepnęła do mnie pielęgniarka, a ja tylko kiwnąłem głową. Wyszliśmy z gabinetu. Kellin od razu skierował się do klasy, kompletnie olewając moją obecność. Vic czekał na korytarzu, a kiedy Kells się pojawił, od razu do niego podszedł.
- Zaczekaj.. - odezwałem się, a on w końcu na mnie spojrzał. Stanął naprzeciw mnie. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. Był bardzo zdenerwowany.
- Lepiej słuchaj mnie uważnie,bo nie mam zamiaru powtarzać tego drugi raz. Nienawidzę Ciebie, nienawidzę Alana, a to co mi zrobiłeś było na prawdę chamskie, podłe i żałosne. Nie chcę cię więcej oglądać, ale niestety będę musiał. Raz wybaczyłem ci zdradę. Byłeś pijany, Austin cię namawiał. Zrozumiałem. Dałem ci drugą szansę, a ty to spierdoliłeś. Zaufałem ci, a to była zła decyzja. Zraniłeś mnie. Gratulacje, udało ci się. Nie licz, że będę zachowywał się jakby nic się nie stało. Nie będzie jak dawniej. Gdyby nie te zdjęcia to w ogóle bym się nie dowiedział. Nie dam ci kolejnej szansy, bo to koniec. Koniec naszego związku. Nie ma już "nas".
- Ale..- nie mogłem nic z siebie wydusić.
- A, i nie potrzebuję twojej pieprzonej pomocy ani obecności. Ale może Alan potrzebuje. Mam nadzieję, że było ci z nim dobrze. - ostatnie słowa powiedział bardzo cicho, ledwo je usłyszałem. Odwrócił się i oddalił razem z Vic'em. Pewnie poczuł się lepiej po tym, jak mi to wszystko wygarnął. Byłem załamany. Wyszedłem ze szkoły. Kellin zasługuje na kogoś lepszego niż ja.
Um, Vic mógłby zrobić krok do przodu w sprawie Kellsa.
OdpowiedzUsuńI wreszcie jest tak jak chciałam, idealnie.
Oliver się oddalił od Quinna, a jego miejsce powolutku zajmuje Vik. Bosko.
Kate mnie irytuje, jezu ;-;
A Alan jak przepadł tak go nie ma. Gdzie mój kochany Asbhy no XDDDDD
Supi, weny
Supcio. C: wszystko jest cudnie i wgl :D czeeeeeeekam!!!! ;3 ♥
OdpowiedzUsuńNic dziwnego, że tak się zachowuje. A Oli ma za swoje, mógł najpierw pomyśleć. Fajniutki rozdział :)
OdpowiedzUsuńOki, czas nadrobić zaległości na blogu
OdpowiedzUsuńJak zwykle wszystko przeżywam, no nie ;__;
Kiedy Kellin powiedział Oliemu, że go nienawidzi skojarzyło mi się to z piosenką ''Savior'' Rise Against. ''I don't hate you boy. I just want to save you while there's still something left to save'' ;-;
Ugh, chce już następny rozdział. A teraz zabieram się za czytanie shota c:
Wenyxx