Cz. I
Pogrzeb mojego ojca to była najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Wszyscy płakali a ja miałem ochotę zamknąć się gdzieś i umierać powoli. Oliver zostawił mnie samego a ja starałem sobie wszystko poukładać. Czułem pustkę w sercu i nie bardzo mogłem sobie z tym poradzić. Postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Starłem łzy z policzków i wziąłem głęboki oddech. Poszedłem na parking gdzie stał tylko jeden samochód który dobrze znałem. Podszedłem do niego i wszedłem do środka.
-Dziękuję, że poczekałeś, że ze mną byłeś i dałeś mi tyle miłości. Kocham Cię- powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Zaniemówił ale po chwili objął moją twarz i delikatnie mnie pocałował.
-Ja Ciebie też. Nie masz za co. Od tego jestem a teraz jedziemy do mnie bo nie pozwolę Ci zostać samemu. Nie przyjmuje sprzeciwu.- uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową. Po chwili byliśmy u niego. Byliśmy w garniturach więc Oliver ubrał coś luźniejszego mi dał swoją koszulkę i spodnie. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Oliver spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-Zrobiłem kanapki, co chcesz do picia?
-Obojętnie i tak nie jestem głodny.- usłyszałem jego westchnięcie. Nalał mi soku i wszystko postawił na stole.
* Miesiąc później..
-Oliver! Weź się ogarnij i skup.- co chwilę nawoływałem go starając się przywrócić do porządku. Musieliśmy zrobić jakiś cholerny projekt na zaliczenie a Oliverowi akurat teraz zaczęło odbijać. Położył na moich kolanach głowę i spojrzał na mnie. Wyglądał bardzo uroczo ale byłem tak zdenerwowany, że nie działało to na mnie.
-Oliver to nie działa. Im prędzej skończymy tym będziemy mieli szybciej czas dla siebie.- on nagle łapiąc mnie za kark przyciągnął i pocałował. Bardzo mi tego w głębi duszy brakowało mi tego bo ani się na całowaliśmy ani nie uprawialiśmy seksu od dnia śmierci taty. Na szczęście szybko się uporałem z jego stratą. Byłem 2 razy u psychologa i potem stwierdziłem, że sam dam sobie rade. I dałem, teraz jest już dobrze. Odsunąłem się od chłopaka i spojrzałem mu w oczy.
-Proszę Cię, skończmy już ten cholerny projekt. Chce mieć to już z głowy- jeszcze po dwóch namowach Oli się dopiero zmobilizował i poszło nam nadzwyczajnie szybko.
-Będzie jakaś nagroda?- zapytał kiedy skończyliśmy.
-Być może- uśmiechnąłem się trochę tajemniczo.
Cz. II
Kellin w końcu pogodził się ze śmiercią jego ojca, więc jak na razie wszystko było dobrze. Namawiałem go kilka razy żeby poszedł do psychologa. Najpierw się zgadał twierdząc, że ' nie jestem wariatem, więc tego nie potrzebuje', ale kiedy wytłumaczyłem mu, że to może mu pomóc zgodził się.
Nie miałem ochoty na robienie tego projektu. Wolałem zająć się Kellinem, a nie pisaniem jakiś bezsensownych rzeczy. Ale musieliśmy go skończyć. Kiedy zrobiliśmy co do nas należało ja od razu przyciągnąłem Kellsa do siebie i złączyłem nasze usta. Szybko pobyliśmy się swoich ubrań. Ostatnio praktycznie w ogóle nie 'zbliżaliśmy' się do siebie. Brakowało mi seksu z Kellinem, ale przecież nie chciałem go do tego zmuszać po stracie ważnej dla niego osoby. Przygotowałem go bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego do końca, jednym ruchem przez co krótko krzyknął. Dałem mu chwilę aby się przyzwyczaił, a kiedy dał mi znak zacząłem delikatnie i powoli poruszać biodrami. Z każdą chwilą moje ruchy stawały się szybsze i bardziej zdecydowane. Z naszych ust wydobywały się jęki i inne niekontrolowane dźwięki. Doszedłem pierwszy. Kellin nie był do końca usatysfakcjonowany, więc objąłem jego męskość i szybko poruszałem po niej dłonią. Długo nie musiałem czekać, aby on też osiągnął szczyt. Opadliśmy na poduszki starając się uspokoić oddechy. Kell wtulił się we mnie a ja gładziłem palcami jego plecy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On nawet się ruszył więc zapytałem:
-Nie otworzysz?- westchnął i wstał. Ubrał się i wyszedł z pokoju. Ubrałem bokserki, a w pomieszczeniu pojawił się Kellin w towarzystwie Vic'a. Ten drugi od razu zlustrował mnie wzrokiem.
-Przeszkodziłem wam w czymś?- zapytał niepewnie. Kellin zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i chyba przypomniał sobie o czymś.
-Dobrze, że jesteś Vic. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać. Prędzej jakoś nie było okazji.- Vic spojrzał na Kellina a potem na mnie.
-To ja już pójdę,a wy sobie pogadajcie- powiedziałem i podszedłem do Kellina którego pocałowałem w usta. Vic, który musiał oglądać jak okazujemy sobie uczucia westchnął i przewrócił oczami. Wyszedłem do korytarza. kiedy ubrałem się usłyszałem fragment rozmowy Vic'a i Kellsa.
-Co się dzieje,Vic?
-Ale o co Ci chodzi?-chłopak był chyba trochę zdezorientowany.
-Miałem już prędzej z Tobą o tym porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zebrać się do tego.
-No mów.
-Kiedy Cie pobili, byłeś w szpitalu a ja znalazłem w Twoim mieszkaniu... żyletki- co?! Byłem zaskoczony. Vic się tnie?
-dlaczego?- Kell zapytał smutnym i przyciszonym głosem. Nie powinienem podsłuchiwać ich rozmowy, dlatego postanowiłem wyjść. Cicho opuściłem mieszkanie Kellina, dlatego nie wiem jak przebiegła dalsza rozmowa. Przedostałem się przez śnieg, który zdążył się już pojawić. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę swojego domu.
Jak ja to robię, że zawsze pierwsza skomentuje, hmm XD
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem jak to będzie z Vicem, bo bardzo polubiłam jego postać w tym ff.
ON MA SIĘ NIE CIĄĆ :((( XD
Czekam misie c:
Nie mam dzisiaj natchnienia na jakiś sensowny komentarz, ale najważniejsze jest to, że bardzo mi się podoba i czekam na następny.
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny c; xx
Intrygująca ta końcówka, nawet bardzo.
OdpowiedzUsuńooojjj :( niech Vic się nie tnie ;/ Kocham go ^^ Was dziewczyny też ;) więc niech wszystko bedzie ok, ok ? :) no to pa czekam na następny ;**** <333
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny i czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńUhh, drama i seksy?
OdpowiedzUsuńDaje okejke <3
Czo ten Viktur.;-:
Niech on mi się nie tnie :(((
Jakieś poważne zastraszanie czy czo.:c
Raz całuje Kate potem Kellsa ja go nie rozumiem ;/
Ale kocham jego postać tu :))
Ciekawe co dalej wyniknie z tej rozmowy :3
Czekam, weny <3