sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 27

Jesteście kochani <3 Dziękujemy/ M.
___________________________________

Cz. I
-Co? Jak to? Przecież..
-Nie żyje.. nie-wpadłem w jakiś trans. Nic do mnie nie docierało. W głowie krążyły mi tylko słowa mojej mamy "Synku, tata nie żyje. Zmarł w szpitalu po wypadku samochodowym. Dzisiaj. Proszę przyjedź"
-Kellin!- spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Musze jechać,  ja muszę- wstałem i szybko wyszedłem.
-Kell, uspokój się, proszę Cię. Ja Cie zwiozę.- odzyskałem zdrowy rozsądek i po moich policzkach spłynęły łzy. Miałem z ojcem idealny kontakt mimo, że rzadko się widywaliśmy.
-Ej spokojnie. Nie płacz, Kells.- Oliver przytulił mnie.
-Nie mogę w to uwierzyć, zawieź mnie do szpitala. Szybko. Proszę. -wsiedliśmy do samochodu i po kilku minutach jazdy byliśmy przed szpitalem. Wyszliśmy z samochodu i pobiegliśmy do szpitala. Modliłem się w duchu żeby to był sen albo żart. Moje nadziej legły w gruzach gdy zobaczyłem zapłakaną mamę. Podszedłem do niej a ona wstała i wtuliła się we mnie wybuchając płaczem.
-Cii, mamo nie płacz- sam płakałem. Oli trzymał się na uboczu i nie odzywał się.
-Kellin przecież on.. by-ł taki młody. Tak go kocha-łam. A-a ktoś mi go ode-brał- wyszlochała a ja przytuliłem ją mocniej do siebie. Bardzo razem cierpieliśmy. Po chwili przyszedł lekarz. Oznajmił nam melancholijnym głosem, że jego serce już przestało bić i jeżeli chcemy to możemy go zobaczyć. Chcieliśmy. Weszliśmy do sali w której stało jedno łóżko. Na nim leżał blady, poobdrapywany mężczyzna. Mój tata. Nie mogłem go poznać. Wyglądał zupełnie inaczej niż kiedy był w pełni sił i.. wszystkiego. Mama zbliżyła się do łóżka i chwyciła chłodną dłoń taty. Po czym rozpłakała się i zaczęła do niego szeptać na koniec całując go w czoło. Ja również go ucałowałem a potem przyszło kilku ludzi i kazali nam wyjść. Na korytarzu nadal czekał Oliver. Gdy wyszliśmy szybko wstał. Mama na szczęście przestała płakać. Nie miała już więcej łez. Widziałem po jej twarzy jak było jej ciężko i jak chce jej się spać.
-Mamo, odwiozę Cię do domu. Musisz się przespać. Jeśli chcesz zostanę z Tobą.
-Dziękuje synku, dziękuje- szepnęła- pójdę do toalety- skinąłem głową a mama zniknęła za drzwiami. Poczułem rękę na ramieniu i spojrzałem na Olivera. Nie miałem na nic siły i dlatego bezsilnie wtuliłem się w niego.
- Kochanie będzie dobrze, zobaczysz.- szepnął i pocałował mnie w głowę. Po chwili wróciła mama.
-Oli, zawieziesz nas?
-Jasne, dzień dobry- zwrócił się do mojej mamy- bardzo mi przykro
-Dziękuję, mi też- zdobyła się na delikatny uśmiech. Wyszliśmy z tego cholernego szpitala i wsiedliśmy  do samochodu. Oli podjechał pod dom mojej mamy a ja zacząłem się zbierać.
-Nie Kell, ja muszę się jakoś sama z tym uporać. Przyjedź jutro. Poradzę sobie.
-Na pewno? Może lepiej z Tobą zostanę?
-Nie, jedź do siebie. Do widzenia. -wyszła z samochodu a Oli ruszył dalej. Nie byłem pewny czy dobrze zrobiłem zgadzając się aby mama została sama.

Cz.II
Było mi żal Kellina. Wiedziałem, że miał dobry kontakt ze swoim ojcem, więc na pewno bardzo to przeżył. Jest wrażliwy dlatego to wydarzenie jeszcze bardziej go dotknęło. Muszę być teraz przy nim i wspierać go. Zatrzymałem się przed domem Kellina.
-Może pojedziemy do mnie, albo zostanę z Tobą, co?- zaproponowałem a on pokręcił przecząco głowa
-Poradzę sobie-powiedział cicho. Nie chciałem zostawiać go samego, w tej sytuacji.
-Martwię się o Ciebie-westchnąłem.
-Nie martw się. Nie zrobię nic głupiego. Po prostu chce być sam. -zrozumiałem, przytuliłem go i szepnąłem
-Będzie dobrze, kochanie- zacząłem lekko gładzic dłonią jego włosy.
-Nie będzie Oliver. Jego już przy mnie ie ma.
-Ale ja jestem przy Tobie. I zawsze będę.- Kellin odsunął się ode mnie i powiedział krótkie 'dziękuję' po czym wyszedł z auta i wrócił do swojego mieszkania.
       *
Kilka dni później odbył się pogrzeb. Przez ten czas starałem się jak najczęściej być z Kellinem. Vic i Kate też starali się jakoś mu pomóc ale Kell nie chciał nawet z nimi rozmawiać. Tylko przede mną i swoją matką potrafił się w jakiś sposób otworzyć. Mało jadł i mało spał. Nie wiedziałem co mam robić. Ale wydawało mi się, że z każdym dniem jest trochę lepiej. Zastanowiłem się czy powinienem pojawić się na pogrzebie. W końcu ojciec Kellina był dla mnie obcym człowiekiem. Ale chciałem być wtedy z Kellinem i wspierać go, bo wiedziałem, że to na razie dla niego trudna sytuacja. Przez cały czas staliśmy z boku. Obejmowałem Kellina stojąc za nim, a on bezradnie patrzył na to co działo się z cmentarzu.
-Dlaczego akurat on?- wyszeptał w pewnym momencie  chłopak.
-Nie wiem, ale na pewno na to nie zasłużył- odpowiedziałem i pocałowałem go w czubek głowy. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ale i tak mało obchodziło nas co pomyśleliby sobie Ci ludzie. Kiedy zakopano dół, w którym wcześniej znalazła się trumna, wszystkie zebrane osoby zaczęły powoli opuszczać cmentarz. Nigdy nie lubiłem przebywać w takich miejscach dlatego tez chciałem już wracać.
-Chciałbym zostać sam- odezwał się Kellin a ja pokiwałem głową i zostawiłem go.   

6 komentarzy:

  1. Sooo sad.
    Ciekawa historia, ale jakoś nie jest mi żal tego ojca. Bezduszna ja :')
    Czekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też ale Ronni była taka szczęśliwa, że może kogoś uśmiercić w opowiadaniu :))/Merry

      Usuń
  2. Taki smutny rozdział ;-; ale i tak bardzo mi się podoba, jak zwykle. Szkoda mi jedynie Kellinka ;-;
    Życzę dużo weny i czekam na następny c; xx

    OdpowiedzUsuń
  3. No fajny, fajny ^^ Ronni dobry pomysł z tym uśmierceniem xd czekam !! *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Żal mi Kellsa
    Taki smut w tym rozdziale :(
    Świetnie wam to wyszło.
    Martwie się co będzie z Kellinem i jego mamą.
    Oby nie wpadli w jakąś depresję, czy coś.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe, co będzie dalej. Życzę weny i czekam na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń