Cz.I
Kiedy moja mama stanęła w drzwiach moje serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. Strasznie się bałem tego jak zareaguje. Może to za dużo przeżyć jak na tak bliski odstęp czasu? Może to wszystko dzieje się za szybko?
-Cześć mamo- powiedziałem pozornie spokojnym głosem.
-Dzień dobry- powiedział grzecznie Oliver i puścił moją rękę.
-Witajcie, no już- wchodźcie. Szybko, szybko. Na dworze jest strasznie zimno i już wszystko przygotowane!- mówiła podekscytowana. Musiała nie zauważyć naszych splecionych dłoni.
-Przyprowadziłem Olivera, mam nadzieje, że się nie gniewasz?
-Oczywiście, że nie! Cieszę się bo zrobiłam dużo jedzenia i sami byśmy tego nie zjedli. No już, chodźcie do salonu- zaśmiała się i poszła do kuchni. Spojrzałem na Olivera i przypomniałem sobie, że mam dla niego prezent w domu! No super, ale głupio będzie. Jak mogłem zapomnieć?! W salonie już była Kailey- moja siostra. Wygląda naprawdę pięknie. Miała na sobie czarną koronkową sukienkę, baletki i rozpuszczone włosy oraz delikatny makijaż. Kiedy Nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie.
-Kells! Jak ja Cie długo nie widziałam, zaniedbujesz Nas!- zaśmiała się i przytuliła się do mnie.- A któż to za uroczy gość?
-To jest Oli a to moja siostra Kailey
-Bardzo mi miło- powiedział Oliver i pocałował Kai w wierzch dłoni a ona zarumieniła się nieco. Do salonu weszła mama z sałatką i opłatkiem.
-No już, do stołu. Zapraszam- powiedziała z uśmiechem a my ruszyliśmy do stołu. Cały czas byłem poddenerwowany. Oli, kiedy ani mama ani Kailey nie zwracały na Nas uwagi- przejechał ręką po moich plecach dodając mi w tym otuchy. Szczerze to nie pomagało wcale. Ale trudno. Po tych całych życzeniach, kolacji i zażenowaniu przy prezentach siedzieliśmy sobie wszyscy przy stole i rozmawialiśmy ze sobą w sumie o wszystkim i niczym. Lepszego momentu na powiedzenie im nie będzie. W końcu zebrałem w sobie trochę odwagi.
-Chcę.. chcemy Wam coś powiedzieć- spojrzeli na mnie z zaciekawieniem- szczerze mówiąc to waszej reakcji boje się najbardziej więc proszę bądźcie wyrozumiali i tolerancyjni. No więc.. chciałbym powiedzieć, że jestem.. biseksualny. Oliver jest moim chłopakiem.- cisza. Mama i Kailey nic nie mówiły i tylko na Nas patrzyły. Chyba nie wiedziały jak się zachować.
-Synku, przecież to niczego nie zmienia. Jeżeli ty jesteś szczęśliwy to, to jest najważniejsze i bez względu na wszystko tylko to się liczy. Ale wiadomo nie będzie mi łatwo się do tego przyzwyczaić, rozumiesz?
-Jasne, dziękuje mamo, a Ty Kai?
-Sądzę tak jak mama, z resztą kto by nie chciał mieć brata albo przyjaciela geja.
-Nie jestem gejem!- szybko zaprzeczyłem a oni zaśmiali się. Jacy oni wredni! Ja taki nie byłem! Oliver złapał mnie za rękę pod stołem a ja spojrzałem na niego. Obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziałem. Miałem ochotę go pocałować ale mama szybko zrozumiała moje zamiary.
-Tylko mam jedną prośbę żebyście się nie całowali i dotykali tak.. otwarcie. A przynajmniej na razie, dopóki się nie przyzwyczaję- powiedziała dość poważnie. Potem pomogliśmy mojej mamie sprzątać ze stołu i w ogóle. Nie chciała żebyśmy jechali po ciemku do domu i chciała żebyśmy zostali u niej na noc. Kailey zniknęła u siebie w pokoju więc i ja zaprowadziłem Olivera o swojego dawnego pokoju. Wszystko było w nim takie same jak dawniej. Na półce stały zdjęcia z Vic'em, z którąś z moich byłych ale z rodziną. Na biurku były moje stare rysunki. Oliver nic nie mówił bo widział moje zadumanie. Również porozglądał się po pokoju. Ściany były dość ciemne bo było na nich sporo rysunków, napisów, plakatów i tym podobnych. Prawdziwy pokój buntowniczego nastolatka. Ahh to było życie.
-Fajnie tu. Gratuluję Ci, odważyłeś się im to powiedzieć- powiedział Oliver i objął mnie od tyłu. Przymknąłem oczy i oparłem się o jego klatkę piersiową.
Cz.II
Byłem zdenerwowany i zestresowany przed wizytą u rodziny Kellina. Okazało się, że nie potrzebnie. Jego matka i siostra są bardzo miłe. Starałem się z jak najlepszej strony, bo zależało mi na tym aby rodzina mojego chłopaka miała o mnie dobre zdanie. Wszystko szło bardzo dobrze. Staliśmy w ciszy, przytuleni do siebie, aż nagle zadzwonił mój telefon. Wyjąłem go z kieszeni. Kellin odsunął się ode mnie. Spojrzałem na wyświetlacz i zmarszczyłem brwi.
-Cześć Alan, po co dzwonisz?- powiedziałem, a Kellin prychnął cicho i zaczął mi się uważnie przyglądać.
-Cześć Oli. Wiem, że pewnie przeszkadzam, bo jesteś teraz z Kellinem ale chciałbym Ci po prostu życzyć wesołych świąt- zdziwiłem się nieco. Nie myślałem, że w ogóle do mnie zadzwoni. Nie po tym wszystkim, co się stało. Milczałem.
-Oliver?
-Yy.. dziękuje. Muszę kończyć. Przepraszam. Cześć.- nie czekając na jego odpowiedź rozłączyłem się. Spojrzałem na Kellina. Chciałem go pocałować, ale odepchnął mnie.
-Co jest?- zapytałem zdezorientowany.
-Nic.
-Chodzi o Alana, tak?- westchnąłem i objąłem go. Nie zareagował. Stał ze skrzyżowanymi rękom, z wzrokiem wbitym w ścianę.
-Kells, proszę Cię, nie rób scen. Nie wiem dlaczego zadzwonił.
-Mówiłeś, że już nie masz z nim kontaktu.
-Bo tak jest! To nie moje wina, że on się tak zachowuje.- odwróciłem go przodem do siebie i spojrzałem mu w oczy.- Kellin, kochanie, musimy się kłócić nawet w wigilie?- pokręcił przecząco głową i pociągnął nosem. Wyglądał uroczo.- No właśnie
-Ale ja jestem o Ciebie zazdrosny.- zaśmiałem się cicho.
-Bo mnie kochasz- uśmiechnął się i stając na palcach zaczął mnie całować. Od razu zabrałem się za rozpinanie guzików jego koszuli. Potem szybko pozbyliśmy się reszty ubrań. Kellin położył się na łóżku, a ja składałem delikatne pocałunki na jego ciele. Zatrzymałem się przy jego męskości, którą po chwili miałem już w ustach. Starałem się dać mu jak najwięcej przyjemności. Słyszałem ciche jęki i pomruki zadowolenia. W pewnym momencie przestałem. Kellin popatrzył na mnie niezadowolony. Poprosiłem go żeby położył się na brzuchu. Kiedy to zrobił, uniosłem jego biodra i od razu w niego wszedłem. Ukrył twarz w poduszkach. Starał się stłumić krzyk. Tym razem nie byłem delikatny. Zacząłem się w nim poruszać, z każdą chwilą zwiększając tempo. Pozwalaliśmy na to żeby z naszych ust wydobywały się krzyki i przekleństwa. Było nam dobrze, więc czemu nie mielibyśmy tego okazywać
-CHŁOPCY!- nagle usłyszeliśmy głos mamy Kellsa. Trochę się speszyłem bo nie pomyślałem o tym, ze ktoś może nas słyszeć. Kellin widocznie nie przejął się tym. Doszedł pierwszy. Po kilku ruchach biodrami też osiągnąłem szczyt. Opadliśmy zmęczeni na łóżko. Kellin wtulił się we mnie, a ja przykryłem nasze nagie ciała kocem. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę, aż zorientowałem się, że Kellin zasnął.
-Kocham Cię- szepnąłem i pocałowałem go w czoło.
piątek, 29 sierpnia 2014
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Rozdział 34
Mam wrażenie, że ten rozdział to jakiś (przepraszam za wyrażenie) z dupy wzięty. Nie podoba mi się. Taki jakiś.. no. Mimo to dodaję, miłego :)/ Merry
Cz. I
Ciągle przeczuwałem, że Oliver rucha tego Alana! Strasznie to przeżywałem i to dlatego tak mało z nim rozmawiałem. Bo tak długo musieliśmy walczyć o to co mamy a on od tak to sobie niszczy. Zbliżają się święta a ja tracę jedną z najważniejszych dla mnie osób..
*
Wigilia..
Zdecydowałem, że spędzę święta z moją mamą i siostrą. To pierwsze święta bez taty i nie chciałem żeby czuły się samotne. Z Oliverem nie miałem praktycznie kontaktu. Co prawda już kilka razy mówił mi, że nie spotyka się z Alanem ale przecież może mnie okłamywać. Kupiłem mu prezent ale nie sądzę żebym miał mu go dać w najbliższym czasie. Siedziałem u mnie w domu i szukałem krawatu. Kate wyjechała do rodziców, tak samo jak Vic. Za dwie godziny miałem być u mamy a nawet nie mogłem znaleźć spodni i krawatu a koszula nie była wyprasowana. Chodziłem w bokserkach z pokoju do pokoju coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałem dzwonek do drzwi i cicho westchnąłem. Olewając mój strój a raczej jego brak, szybko otworzyłem drzwi. Stał tam Oliver. Chciałem je zamknąć ale on mi na to nie pozwolił. Wszedł o środka i złapał mnie za rękę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zaprotestować. Oli patrząc mi prosto w oczy, uklęknął przede mną i zaczął mówić.
-Kellin, kocham Cię. Nie zdradziłem Cię z nim. Tylko Ty jesteś dla mnie naprawdę ważny.- potem wstał i kładąc zimne dłonie na moim ciele, pocałował. Zapomniałem o wszystkim . Liczył się tylko on. Ciągle przechodziły mnie dreszcze, przez jego zimne dłonie. Po chwili on odsunął się ode mnie i zdjął swoją kurtkę, odwiesił ją i wyjął z niej paczuszkę.
-Proszę, Wesołych Świat Kochanie.- zamurowało mnie. Boże, co się dzieje?! Ja nie mogłem tego wszystkiego ogarnąć. Czy ja mu tym pocałunkiem.. wybaczyłem?
-Kell?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje. Ja.. Oliver wiesz, że to wszystko nie jest takie proste. Ja nie wiem czy to co mówisz jest prawdą i..- poczułem jego usta na swoich. Potem złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłem go nogami w pasie. Skierowaliśmy się do mojego pokoju. Po chwili on nie miał już bluzy i koszulki.
-Oli.. ver, ja muszę dziś jechać do mamy.
-To zrobimy to szybko - powiedział z uśmiechem. Zaśmiałem się i przejechałem rękami po jego plecach. Oli rozebrał się a potem zdjął ze mnie bokserki. Przygotował mnie i szybko we mnie wszedł. Krzyknąłem z bólu a on spojrzał mi prosto w oczy.
-Przepraszam- musnął moją szyję. Po chwili dałem mu znak, że może kontynuować. Po seksie leżeliśmy chwilę. Ułyszałem mój telefon. Wziąłem go do ręki i odebrałem.
-Cześć mamo.. no trochę się spóźnię.. wiem, przepraszam. Będę u Ciebie jak najszybciej.. no pa.- rozłączyłem się i spojrzałem na Olivera.
Cz.II
Nie chciałem żeby wszystko się tak nagle między nami popsuło. Ale to była wyłącznie moja wina. W sumie to było mi cały czas żal Alana.Widziałem jaki był smutny podczas naszej ostatniej rozmowy. Tak, mój związek z Kellinem powoli się rozpada, a ja myślę o chłopaku, którego tylko pieprzyłem. To znaczy był moim przyjacielem.. ale to wszystko jest zbyt skomplikowane. Robiłem wszystko żeby mną a Kellinem było jak dawniej. Przecież jeszcze niedawno byliśmy razem tacy szczęśliwi.
*
Kellin spojrzał na mnie a ja na niego.
-Musisz jechać. To ja będę się już zbierał- powiedziałem i wstałem.
-A Ty.. nie spędzasz świąt z rodziną?- zapytał uważnie mi się przyklądając. Przygryzłem wargę i przez chwilę milczałem.
-Nie- odpowiedzialem cicho, a on zmarszczył brwi. Nie chciałem zaczynać tej rozmowy. Westchnąłem
-Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Można powiedzieć, że.. w ogóle ze sobą nie rozmawiamy0 Kellin cały czas wyglądał jakby czegoś w tym wszystkim nie rozumiał- jedź już. I tak długo muszą na Ciebie czekać- wymusiłem uśmiech i podszedłem do niego-Wesołych świąt. Kocham Cie, Kells- pocałowałem go i chciałem iść, ale on mnie zatrzymał.
-Czekaj.. nie chcę żebyś w wigilię był sam- złapał moją dłoń, splatając nasz palce.
-Nie przyjmuj się mną. Poradzę sobie.
-Chcę żebyś pojechał tam ze mną- zdziwiłem się
-Ale Kellin..
-Nie przyjmuję sprzeciwu. Będziemy tam razem i koniec.
-Nie, Kells, to nie jest dobry pomysł. Będę Wam tylko przeszkadzał- mnie chciałem się zgodzić, ale Kellin nie dawał za wygraną prosił mnie dalej. W końcu mu uległem.
-Dziękuje- pisnął i musnął moje usta swoimi. Czasami cieszył się z drobnych rzeczy jak małe dziecko. Ale był wtedy uroczy. Cieszyłem się, że między nami było już dobrze. Nie wiem czy wybaczył mi, czy zachowuje się tak tylko dlatego, że są święta. To jednak prawda, że podczas wigilii ludzie okazują sobie więcej uczucia. Dobrze, że mam Kellina blisko siebie. Żałuję, że pojawił się w moim życiu Alan, który stworzył niepotrzebne problemy i spieprzył kilka spraw. Teraz na pewno o nim zapomnę i mam nadzieję, że nic nigdy nie będzie Nas już łączyć. Nie chcę do tego wracać. Ubraliśmy się i wyszliśmy z mieszkania, kierując się do auta Kellina. Uśmiech ciągle był na jego twarzy. A kiedy on jest szczęśliwy, ja też jestem. Ruszyliśmy, a po drodze zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem, gdzie przebrałem się w rzeczy bardziej odpowiednie na tą chwilę.
-Powiem im, że jesteśmy razem- oznajmił mi kiedy byliśmy już prawie na miejscu.
-Nie boisz się ich reakcji?- zapytałem, a on przez moment nad czymś myślał.
-Jestem dorosły. Nie mogą mi nic zrobić, a chcę żeby moja rodzina o Nas wiedziała- szanowałem jego decyzję, choć nie byłem do końca do niej przekonany. Kellin zatrzymał samochód pod dużym domem, oświetlonym lampkami. Idąc w stronę drzwi wejściowych trzymaliśmy się za ręce. Byłem zestresowany. Kellin pewnie też. Po chwili drzwi otworzyła nam matka Kellsa.
-----------------------------------
W końcu seksy. Vic już niedługo :)
Cz. I
Ciągle przeczuwałem, że Oliver rucha tego Alana! Strasznie to przeżywałem i to dlatego tak mało z nim rozmawiałem. Bo tak długo musieliśmy walczyć o to co mamy a on od tak to sobie niszczy. Zbliżają się święta a ja tracę jedną z najważniejszych dla mnie osób..
*
Wigilia..
Zdecydowałem, że spędzę święta z moją mamą i siostrą. To pierwsze święta bez taty i nie chciałem żeby czuły się samotne. Z Oliverem nie miałem praktycznie kontaktu. Co prawda już kilka razy mówił mi, że nie spotyka się z Alanem ale przecież może mnie okłamywać. Kupiłem mu prezent ale nie sądzę żebym miał mu go dać w najbliższym czasie. Siedziałem u mnie w domu i szukałem krawatu. Kate wyjechała do rodziców, tak samo jak Vic. Za dwie godziny miałem być u mamy a nawet nie mogłem znaleźć spodni i krawatu a koszula nie była wyprasowana. Chodziłem w bokserkach z pokoju do pokoju coraz bardziej zdenerwowany. Usłyszałem dzwonek do drzwi i cicho westchnąłem. Olewając mój strój a raczej jego brak, szybko otworzyłem drzwi. Stał tam Oliver. Chciałem je zamknąć ale on mi na to nie pozwolił. Wszedł o środka i złapał mnie za rękę. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążyłem zaprotestować. Oli patrząc mi prosto w oczy, uklęknął przede mną i zaczął mówić.
-Kellin, kocham Cię. Nie zdradziłem Cię z nim. Tylko Ty jesteś dla mnie naprawdę ważny.- potem wstał i kładąc zimne dłonie na moim ciele, pocałował. Zapomniałem o wszystkim . Liczył się tylko on. Ciągle przechodziły mnie dreszcze, przez jego zimne dłonie. Po chwili on odsunął się ode mnie i zdjął swoją kurtkę, odwiesił ją i wyjął z niej paczuszkę.
-Proszę, Wesołych Świat Kochanie.- zamurowało mnie. Boże, co się dzieje?! Ja nie mogłem tego wszystkiego ogarnąć. Czy ja mu tym pocałunkiem.. wybaczyłem?
-Kell?- zapytał kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuje. Ja.. Oliver wiesz, że to wszystko nie jest takie proste. Ja nie wiem czy to co mówisz jest prawdą i..- poczułem jego usta na swoich. Potem złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłem go nogami w pasie. Skierowaliśmy się do mojego pokoju. Po chwili on nie miał już bluzy i koszulki.
-Oli.. ver, ja muszę dziś jechać do mamy.
-To zrobimy to szybko - powiedział z uśmiechem. Zaśmiałem się i przejechałem rękami po jego plecach. Oli rozebrał się a potem zdjął ze mnie bokserki. Przygotował mnie i szybko we mnie wszedł. Krzyknąłem z bólu a on spojrzał mi prosto w oczy.
-Przepraszam- musnął moją szyję. Po chwili dałem mu znak, że może kontynuować. Po seksie leżeliśmy chwilę. Ułyszałem mój telefon. Wziąłem go do ręki i odebrałem.
-Cześć mamo.. no trochę się spóźnię.. wiem, przepraszam. Będę u Ciebie jak najszybciej.. no pa.- rozłączyłem się i spojrzałem na Olivera.
Cz.II
Nie chciałem żeby wszystko się tak nagle między nami popsuło. Ale to była wyłącznie moja wina. W sumie to było mi cały czas żal Alana.Widziałem jaki był smutny podczas naszej ostatniej rozmowy. Tak, mój związek z Kellinem powoli się rozpada, a ja myślę o chłopaku, którego tylko pieprzyłem. To znaczy był moim przyjacielem.. ale to wszystko jest zbyt skomplikowane. Robiłem wszystko żeby mną a Kellinem było jak dawniej. Przecież jeszcze niedawno byliśmy razem tacy szczęśliwi.
*
Kellin spojrzał na mnie a ja na niego.
-Musisz jechać. To ja będę się już zbierał- powiedziałem i wstałem.
-A Ty.. nie spędzasz świąt z rodziną?- zapytał uważnie mi się przyklądając. Przygryzłem wargę i przez chwilę milczałem.
-Nie- odpowiedzialem cicho, a on zmarszczył brwi. Nie chciałem zaczynać tej rozmowy. Westchnąłem
-Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu. Można powiedzieć, że.. w ogóle ze sobą nie rozmawiamy0 Kellin cały czas wyglądał jakby czegoś w tym wszystkim nie rozumiał- jedź już. I tak długo muszą na Ciebie czekać- wymusiłem uśmiech i podszedłem do niego-Wesołych świąt. Kocham Cie, Kells- pocałowałem go i chciałem iść, ale on mnie zatrzymał.
-Czekaj.. nie chcę żebyś w wigilię był sam- złapał moją dłoń, splatając nasz palce.
-Nie przyjmuj się mną. Poradzę sobie.
-Chcę żebyś pojechał tam ze mną- zdziwiłem się
-Ale Kellin..
-Nie przyjmuję sprzeciwu. Będziemy tam razem i koniec.
-Nie, Kells, to nie jest dobry pomysł. Będę Wam tylko przeszkadzał- mnie chciałem się zgodzić, ale Kellin nie dawał za wygraną prosił mnie dalej. W końcu mu uległem.
-Dziękuje- pisnął i musnął moje usta swoimi. Czasami cieszył się z drobnych rzeczy jak małe dziecko. Ale był wtedy uroczy. Cieszyłem się, że między nami było już dobrze. Nie wiem czy wybaczył mi, czy zachowuje się tak tylko dlatego, że są święta. To jednak prawda, że podczas wigilii ludzie okazują sobie więcej uczucia. Dobrze, że mam Kellina blisko siebie. Żałuję, że pojawił się w moim życiu Alan, który stworzył niepotrzebne problemy i spieprzył kilka spraw. Teraz na pewno o nim zapomnę i mam nadzieję, że nic nigdy nie będzie Nas już łączyć. Nie chcę do tego wracać. Ubraliśmy się i wyszliśmy z mieszkania, kierując się do auta Kellina. Uśmiech ciągle był na jego twarzy. A kiedy on jest szczęśliwy, ja też jestem. Ruszyliśmy, a po drodze zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem, gdzie przebrałem się w rzeczy bardziej odpowiednie na tą chwilę.
-Powiem im, że jesteśmy razem- oznajmił mi kiedy byliśmy już prawie na miejscu.
-Nie boisz się ich reakcji?- zapytałem, a on przez moment nad czymś myślał.
-Jestem dorosły. Nie mogą mi nic zrobić, a chcę żeby moja rodzina o Nas wiedziała- szanowałem jego decyzję, choć nie byłem do końca do niej przekonany. Kellin zatrzymał samochód pod dużym domem, oświetlonym lampkami. Idąc w stronę drzwi wejściowych trzymaliśmy się za ręce. Byłem zestresowany. Kellin pewnie też. Po chwili drzwi otworzyła nam matka Kellsa.
-----------------------------------
piątek, 22 sierpnia 2014
Rozdział 33
Spada Wam frekwencja ;c
Dziękujemy, że jesteście z Nami! <3/ Merry
Ps. Przepraszam za ewentualne błędy :))
Cz. I
Ciągle miałem wrażenie, że Oliver coś przede mną ukrywa. Ciągle też myślałem o tym czy mnie nie zdradza z tym pieprzonym rudzielcem. W czym on był ode mnie kurwa lepszy?! Wyszedłem z domu Olivera bardziej zdenerwowany niż zawiedziony. Dlaczego nie zaprzeczył? Musiałem znaleźć sposób żeby wyładować z siebie to wszystko. Poszedłem na miasto i gdzieś w oddali zobaczyłem ruda czuprynę. Przypadek? Nie sądzę. Podszedłem do chłopaka który na mój widok ogromnie się zdziwił. Ominąłem zbędne przywitanie i uderzyłem go w twarz. Ten cios zapoczątkował niezłą bójkę. Dopiero po jakimś czasie kilkoro chłopaków odciągnęło Nas od siebie. Byłem zadowolony z efektu. Alan miał zakrwawioną twarz i poczochrane włosy ale na tym się raczej nie skończyło bo podejrzewam, że był gdzieniegdzie poobijany. Na szczęście Ci chłopacy ani nikt inny nie wpadł na pomysł żeby zadzwonić na policję. Potem najpierw puścili Alana który był spokojniejszy a potem mnie. Alan nie wiedział co ma zrobić i dlatego zebrał swoje rzeczy które mu wypadły z kieszeni i odszedł. Ja byłem już o wiele spokojniejszy. Również postanowiłem wrócić do domu. Po 15 minutach byłem już u siebie. Kate gdy mnie zobaczyła, zakryła usta dłonią.
-Kells! Co Ci się stało?- powoli zdjąłem kurtkę i buty.
-Biłem się- odpowiedziałem spokojnie i poszedłem do łazienki.
-Ale.. jak to? Dlaczego? Z kim?
-Z Alanem bo wpierdala się i niszczy moje życie.
-Co? Przecież Alan to..
-Pierdolony kretyn, Kate. Taki właśnie jest Alan. I jeszcze dwulicowy. Nie chcę o tym gadać.
-No dobra, pomóc ci?
-Zrób mi kawę, jak możesz
-Jasne, już robię- spojrzałem w lustro po przemyciu twarzy wodą. Miałem rozciętą wargę i kilka siniaków. W sumie to było warto. Przeczesałem włosy palcami i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się do kuchni i biorąc kawę do ręki pocałowałem Kate w policzek mówiąc ciche " dzięki". Zamknąłem się u siebie w pokoju. Po nadrabiałem trochę materiał do szkoły bo opuściłem się znowu w nauce.
*
Następny dzień..
Wszedłem do szkoły. Padło na mnie spojrzenie wielu osób. Już pewnie wymyślali co jest powodem takiego stanu mojej biednej twarzy. A chuj im w dupy i tak się nie dowiedzą. Odwiesiłem kurtkę i ruszyłem do klasy po drodze poprawiając włosy. Oliver kiedy mnie zobaczył, uniósł brwi do góry. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać i od tego uratowała mnie jakaś dziewczyna. Zapytała co tam u mnie, mówiła, że widziała moją wczorajszą bójkę i ładnie mu obiłem twarz. Ogólnie miło mi się z nią rozmawiało. Miała na imię Sam. Oliver spoglądał na Nas co chwilę. I dobrze, wcale go nie żałowałem. Teraz będzie ubolewał, że jego ukochany Alanek nie jest już taki śliczny.
Cz. II
Po skończonych lekcjach pojechałem do Alana. Tak, wiem, że nie powinienem od razu do niego lecieć, ale chciałem dowiedzieć się czegoś o tej wczorajszej bójce. Otworzył mi drzwi i nie był za bardzo zdziwiony moim widokiem. Zauważyłem, że miał kilka siniaków i zadrapań.
-Po co przeszedłeś?- zapytał bez większego entuzjazmu.
-Dowiedziałem się, że biłeś się z Kellinem.
-Tak a co?- odpowiedział spokojnie. Widocznie on też nie zbyt się tym przejmował.
-Po co? Nie umiecie w inny sposób rozwiązywać problemów?
-To Kellin rzucił się na mnie nagle na ulicy, więc może nie miej pretensji do mnie, tylko do swojego chłopaka.- milczałem przez dłuższą chwilę, bo nie wiedziałem co powiedzieć. Alan też się nie odzywał.
-Mogę wejść?- zapytałem a on kiwnął głową i wpuścił mnie do środka. Zdjąłem kurtkę i buty. Poszliśmy do salonu. Siedzieliśmy w ciszy. Żaden z Nas nic nie mówił.
-Jak się czujesz?-zapytałem po chwili, żeby jakoś zacząć rozmowę
-Dobrze. Nie musisz się o mnie martwić. Oboje wiemy, że łączy Nas tylko seks i nic więcej i raczej nigdy nie będziemy razem.- patrzyłem na niego z uniesionymi brwiami i analizowałem to co usłyszałem.
-Ale myślałem, że się przyjaźnimy- powiedziałem cicho.
-Jeśli przez tą przyjaźń mam chodzić z obitą mordą to dziękuję. Będzie lepiej jeśli nie będziemy się już widywać. Nie chcę przecież niszczyć Twojego związku z Kellinem
-Alan..
-Chyba musisz już iść- nie rozumiałem dlaczego przez tą jedną bójkę z Kellsem tak nagle zmienił do mnie nastawienie. Zdenerwowany wyszedłem z jego mieszkania. Dlaczego wszystko tak nagle się psuje? Wróciłem do domu ale po prostu nie mogłem wytrzymać sam w czterech ścianach. Poszedłem na miasto. Musiałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i trochę ochłonąć. Po drodze spotkałem Austina. No super. Marzyłem żeby go spotkać właśnie teraz.
-O, cześć Oliver. Dawno się nie widzieliśmy- powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy. Chociaż on ma dobry humor. Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.. albo zły.
-Wszystko jest świetnie. Po prostu lepiej być już nie może.- odpowiedziałem sarkastycznie.
-Pokłóciliście się?- tak nagle bardzo interesuje do mój związek z Kellinem? Prędzej nie bardzo go to obchodziło.
-Nie Twoja sprawa.- mruknąłem- jak.. Victoria? - to pytanie ledwo przeszło mi przez gardło. Bo przecież pytałem mojego "przyjaciela" jak układa mu się z moją byłą dziewczyną. Ale tylko dlatego, że chciałem zmienić temat naszej rozmowy.
-Na razie dobrze. Zobaczymy jak będzie potem.- tak na prawdę miałem gdzieś to czy w ogóle są razem czy nie.
-Trochę się spieszę. Cześć- nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem zacząłem się oddalać. Szedłem gdzieś, bez konkretnego celu. Zadzwoniłem do Kellina.
-Cześć, spotkamy się?- zapytałem kiedy w końcu odebrał.
-Nie chcę z Tobą rozmawiać i tym bardziej Cie widzieć.- przykro było to słyszeć, ale sam sobie na to zasłużyłem. Westchnąłem.
-Kells, proszę Cię. Chcę Ci to wszystko wyjaśnić. I obiecuje, że nie będę się już spotykał z Alanem.
-Nie wierzę Ci, Oliver. Już nie.- rozłączył się. Stałem na ulicy patrząc jak wszystko co udało nam się razem stworzyć rozpada się na kawałki, a ja nic z tym nie robię.
*
Minęło kilka dni. Między mną a Kellinem było coraz gorzej. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Chyba, że już na prawdę musimy. Nie spotykaliśmy się też poza szkołą. Czułem się bezradny. Nie spotkałem się już z Alanem. Od naszej ostatniej rozmowy widzieliśmy się tylko raz, przypadkiem, na mieście. Niedługo święta, i maiłem nadzieję, ze do tego czasu między mną a Kellinem zacznie się układać.
Dziękujemy, że jesteście z Nami! <3/ Merry
Ps. Przepraszam za ewentualne błędy :))
Cz. I
Ciągle miałem wrażenie, że Oliver coś przede mną ukrywa. Ciągle też myślałem o tym czy mnie nie zdradza z tym pieprzonym rudzielcem. W czym on był ode mnie kurwa lepszy?! Wyszedłem z domu Olivera bardziej zdenerwowany niż zawiedziony. Dlaczego nie zaprzeczył? Musiałem znaleźć sposób żeby wyładować z siebie to wszystko. Poszedłem na miasto i gdzieś w oddali zobaczyłem ruda czuprynę. Przypadek? Nie sądzę. Podszedłem do chłopaka który na mój widok ogromnie się zdziwił. Ominąłem zbędne przywitanie i uderzyłem go w twarz. Ten cios zapoczątkował niezłą bójkę. Dopiero po jakimś czasie kilkoro chłopaków odciągnęło Nas od siebie. Byłem zadowolony z efektu. Alan miał zakrwawioną twarz i poczochrane włosy ale na tym się raczej nie skończyło bo podejrzewam, że był gdzieniegdzie poobijany. Na szczęście Ci chłopacy ani nikt inny nie wpadł na pomysł żeby zadzwonić na policję. Potem najpierw puścili Alana który był spokojniejszy a potem mnie. Alan nie wiedział co ma zrobić i dlatego zebrał swoje rzeczy które mu wypadły z kieszeni i odszedł. Ja byłem już o wiele spokojniejszy. Również postanowiłem wrócić do domu. Po 15 minutach byłem już u siebie. Kate gdy mnie zobaczyła, zakryła usta dłonią.
-Kells! Co Ci się stało?- powoli zdjąłem kurtkę i buty.
-Biłem się- odpowiedziałem spokojnie i poszedłem do łazienki.
-Ale.. jak to? Dlaczego? Z kim?
-Z Alanem bo wpierdala się i niszczy moje życie.
-Co? Przecież Alan to..
-Pierdolony kretyn, Kate. Taki właśnie jest Alan. I jeszcze dwulicowy. Nie chcę o tym gadać.
-No dobra, pomóc ci?
-Zrób mi kawę, jak możesz
-Jasne, już robię- spojrzałem w lustro po przemyciu twarzy wodą. Miałem rozciętą wargę i kilka siniaków. W sumie to było warto. Przeczesałem włosy palcami i wyszedłem z łazienki. Skierowałem się do kuchni i biorąc kawę do ręki pocałowałem Kate w policzek mówiąc ciche " dzięki". Zamknąłem się u siebie w pokoju. Po nadrabiałem trochę materiał do szkoły bo opuściłem się znowu w nauce.
*
Następny dzień..
Wszedłem do szkoły. Padło na mnie spojrzenie wielu osób. Już pewnie wymyślali co jest powodem takiego stanu mojej biednej twarzy. A chuj im w dupy i tak się nie dowiedzą. Odwiesiłem kurtkę i ruszyłem do klasy po drodze poprawiając włosy. Oliver kiedy mnie zobaczył, uniósł brwi do góry. Nie miałem zamiaru z nim rozmawiać i od tego uratowała mnie jakaś dziewczyna. Zapytała co tam u mnie, mówiła, że widziała moją wczorajszą bójkę i ładnie mu obiłem twarz. Ogólnie miło mi się z nią rozmawiało. Miała na imię Sam. Oliver spoglądał na Nas co chwilę. I dobrze, wcale go nie żałowałem. Teraz będzie ubolewał, że jego ukochany Alanek nie jest już taki śliczny.
Cz. II
Po skończonych lekcjach pojechałem do Alana. Tak, wiem, że nie powinienem od razu do niego lecieć, ale chciałem dowiedzieć się czegoś o tej wczorajszej bójce. Otworzył mi drzwi i nie był za bardzo zdziwiony moim widokiem. Zauważyłem, że miał kilka siniaków i zadrapań.
-Po co przeszedłeś?- zapytał bez większego entuzjazmu.
-Dowiedziałem się, że biłeś się z Kellinem.
-Tak a co?- odpowiedział spokojnie. Widocznie on też nie zbyt się tym przejmował.
-Po co? Nie umiecie w inny sposób rozwiązywać problemów?
-To Kellin rzucił się na mnie nagle na ulicy, więc może nie miej pretensji do mnie, tylko do swojego chłopaka.- milczałem przez dłuższą chwilę, bo nie wiedziałem co powiedzieć. Alan też się nie odzywał.
-Mogę wejść?- zapytałem a on kiwnął głową i wpuścił mnie do środka. Zdjąłem kurtkę i buty. Poszliśmy do salonu. Siedzieliśmy w ciszy. Żaden z Nas nic nie mówił.
-Jak się czujesz?-zapytałem po chwili, żeby jakoś zacząć rozmowę
-Dobrze. Nie musisz się o mnie martwić. Oboje wiemy, że łączy Nas tylko seks i nic więcej i raczej nigdy nie będziemy razem.- patrzyłem na niego z uniesionymi brwiami i analizowałem to co usłyszałem.
-Ale myślałem, że się przyjaźnimy- powiedziałem cicho.
-Jeśli przez tą przyjaźń mam chodzić z obitą mordą to dziękuję. Będzie lepiej jeśli nie będziemy się już widywać. Nie chcę przecież niszczyć Twojego związku z Kellinem
-Alan..
-Chyba musisz już iść- nie rozumiałem dlaczego przez tą jedną bójkę z Kellsem tak nagle zmienił do mnie nastawienie. Zdenerwowany wyszedłem z jego mieszkania. Dlaczego wszystko tak nagle się psuje? Wróciłem do domu ale po prostu nie mogłem wytrzymać sam w czterech ścianach. Poszedłem na miasto. Musiałem zaczerpnąć trochę świeżego powietrza i trochę ochłonąć. Po drodze spotkałem Austina. No super. Marzyłem żeby go spotkać właśnie teraz.
-O, cześć Oliver. Dawno się nie widzieliśmy- powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy. Chociaż on ma dobry humor. Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi, a on spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Stało się coś? Jesteś jakiś smutny.. albo zły.
-Wszystko jest świetnie. Po prostu lepiej być już nie może.- odpowiedziałem sarkastycznie.
-Pokłóciliście się?- tak nagle bardzo interesuje do mój związek z Kellinem? Prędzej nie bardzo go to obchodziło.
-Nie Twoja sprawa.- mruknąłem- jak.. Victoria? - to pytanie ledwo przeszło mi przez gardło. Bo przecież pytałem mojego "przyjaciela" jak układa mu się z moją byłą dziewczyną. Ale tylko dlatego, że chciałem zmienić temat naszej rozmowy.
-Na razie dobrze. Zobaczymy jak będzie potem.- tak na prawdę miałem gdzieś to czy w ogóle są razem czy nie.
-Trochę się spieszę. Cześć- nie czekając na odpowiedź, szybkim krokiem zacząłem się oddalać. Szedłem gdzieś, bez konkretnego celu. Zadzwoniłem do Kellina.
-Cześć, spotkamy się?- zapytałem kiedy w końcu odebrał.
-Nie chcę z Tobą rozmawiać i tym bardziej Cie widzieć.- przykro było to słyszeć, ale sam sobie na to zasłużyłem. Westchnąłem.
-Kells, proszę Cię. Chcę Ci to wszystko wyjaśnić. I obiecuje, że nie będę się już spotykał z Alanem.
-Nie wierzę Ci, Oliver. Już nie.- rozłączył się. Stałem na ulicy patrząc jak wszystko co udało nam się razem stworzyć rozpada się na kawałki, a ja nic z tym nie robię.
*
Minęło kilka dni. Między mną a Kellinem było coraz gorzej. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Chyba, że już na prawdę musimy. Nie spotykaliśmy się też poza szkołą. Czułem się bezradny. Nie spotkałem się już z Alanem. Od naszej ostatniej rozmowy widzieliśmy się tylko raz, przypadkiem, na mieście. Niedługo święta, i maiłem nadzieję, ze do tego czasu między mną a Kellinem zacznie się układać.
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Rozdział 32
Cz.I
Zaciągnąłem Olivera w zaułek gdzie nigdy nikogo nie ma. A z resztą zadzwonił dzwonek i inni z parkingu udali się do szkoły. Zatrzymałem się i spojrzałem wściekły na chłopaka.
-Powiedzenie mi, że Alan nie jest gejem było podłe. Każdy z Nas dobrze wie, że on hetero na pewno nie jest. I jeszcze o mało nie pocałowaliście się na tym parkingu. Jak mam Ci ufać jak Ty się tak zachowujesz? Chcę żebyś ograniczył kontakt z Alanem do minimum- zażądałem i odwracając się szybko odszedłem. Alan dalej stał przy samochodzie Olivera. Przez te fakt zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Podszedłem do niego
-Jeśli myślisz, że możesz mieszać się między mnie a Olivera to grubo się mylisz. Trzymaj się od niego z daleka bo jak nie to inaczej pogadamy
-Oh Kells, zazdrośniku. Ty byś chciał mieć Olivera na własność a to w ten sposób nie działa. Pogódź się z tym, że on ma kolegów, uwielbia imprezować i zmienia panny jak rękawiczki. Nie zmienisz go na siłę.
-Widać, że mało go znasz bo on szanuje ludzi i nie zależy mu tylko na tym żeby poruchać. Daj mu spokój i się nie mieszaj.- Alan już nic nie powiedział dlatego zacząłem iść w stronę mojego auta bo nie miałem ochoty siedzieć na lekcjach skoro i tak nie będę mógł się na niczym skupić. A myślałem, że Alan jest spoko kolesiem. Taka wielka pomyłka.
*
Kilka dni później..
W sumie nie wiele przez ostatnie dni rozmawiałem z Oliverem. Zachowywał się dość..obojętnie. Przestaliśmy się również spotykać poza szkołą co zauważyła Katelynne. Vic za to wyglądał na zadowolonego takim obrotem sprawy. Między nami znowu było jak dawniej. Tak szczerze to spędzałem z nim więcej czasu niż z Oliverem. Coś przeczuwałem, że również zorganizował sobie czas. I to pewnie z Alanem. Poza tym widziałem ich raz na mieście jak gdzieś szli, rozmawiali i śmiali się. Bardzo mi to nie odpowiadało. Ale skoro on woli zrezygnować z rozmowy lub spędzania czasu ze mną a woli to robić z Alanem, ja nie miałem ochoty na taki układ. Dalej go kochałem ale nie zmienia to nic w tej sytuacji. Zwłaszcza, że nawet nie ma kiedy tego naprawić. On ciągle urywa się z niektórych lekcji, np. wyjdzie przed którąś lekcją i wróci za godzinę lub dwie albo wcale. A rozmowa na lekcji o takich sprawach nie jest zbyt rozważnym pomysłem. Trudno, sam tego chce. Przynajmniej widać jak mu na mnie "zależy"
*
Właśnie wychodziłem ze szkoły po skończonych lekcjach kiedy ktoś chwycił mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem twarz Olivera. Bez żadnej reakcji szedłem dalej. Po opuszczeniu budynku usłyszałem ciche słowa Olivera.
-Możemy w końcu pogadać?
-Oh, tak jasne. No to co tam u Ciebie? Coś nowego?- zapytałem sarkastycznie.
-Mówię poważnie, chodź na murek- bez słowa ruszyłem we wskazane mi miejsce. Usiadłem i spojrzałem na niego z wyczekiwaniem.
-Coś się między nami popsuło- prychnąłem cicho- I ja chciałbym to naprawić. Kells ja nie chcę żeby nami tak było..
-A wiesz dlaczego tak jest? Bo pojawił się Alan, który szybko zajął moje miejsce. Może tego nie zauważyłeś ale nie odpowiada mi to. On wpierdolił się z butami w nasze życie a Ty mu na to od razu pozwoliłeś. I jeszcze jesteś z tego zadowolony. Więc albo coś zmienisz albo nie będziemy mieli już o czym rozmawiać. Tylko nie niszcz od tak sobie tego, na co tyle musieliśmy pracować. Pamiętaj co mi kiedyś dość często mówiłeś. Udowodnij, że Twoje 'kocham' było szczere.
-Kellin, ja naprawdę Cie kocham. Tylko, że Alan też jest dla mnie ważny tak jak dla Ciebie Vic
-Ale ja nie rezygnuje z Ciebie ale Vic'a a Ty to robisz dla Alana. Tak, Oliver. Taka jest prawda. Odsunąłeś się od wszystkich przez tego chłopaka. Przejrzyj na oczy, w końcu.
Cz.II
Słowa Kellina dały mi do myślenia. Ale to nie znaczy, że uważałem, że ma rację. Dobra, spędzałem z Alanem dość dużo czasu ale to jeszcze nie powód żeby robić o to awanturę. Zależy mi na Kellinie, a Alan tak nagle pojawił się w moim życiu i w nim został. Może to wszystko po prostu za szybko się potoczyło? Nie chcę ograniczać kontaktu z Alanem bo dobrze się dogadujemy i stał się moim przyjacielem. Lubię go i chcę się z nim widywać, nawet jeśli często próbuje mnie poderwać, a ja udaję, że niczego nie widzę. Ale to z Kellinem jestem i kocham go, więc może naprawdę powinienem otworzyć oczy i zauważyć co się dzieje wokół mnie.
Kellin odszedł a ja jeszcze przez chwilę stałem w tym samym miejscu nieruchomo i patrzyłem na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Czułem, że wszystko wymyka mi się spod kontroli. Nagle usłyszałem głos rudowłosego chłopaka.
-Przepraszam, to moja wina- powiedział cicho a ja byłem nieco zdezorientowany jego obecnością.
-Skąd Ty się tu wziąłeś? Słyszałeś.. naszą rozmowę?- zapytałem a on kiwnął głową potwierdzająco
-Czyli jak będzie teraz między nami? Nie będziemy się już spotykać?- usiadł na murku, na którym jeszcze przed chwilą jeszcze siedział Kell.
-Nie wiem- westchnąłem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki papierosy, po chwili zapalając jednego. - Nie chcę tutaj o tym rozmawiać. Ludzie o wiele za dużo słyszą o wiele za dużo niż powinni. Rozumiesz?- zapytałem wypuszczając dym z ust.
-Tak. Więc może pojedziemy do mnie?
-To chyba nie jest dobry pomysł w tej chwili.
-Obiecuję, że będziemy tylko rozmawiać. Nawet Cię nie dotknę- po chwili namysły zgodziłem się, choć wiedziałem, że to nie jest dobra decyzja. Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy.
-Chcesz kawę?- zapytał kiedy byliśmy już w jego mieszkaniu. Przytaknąłem i weszliśmy do małej kuchni. Usiadłem na krześle i obserwowałem każdy ruch chłopaka. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Co on w sobie takiego ma?
-Czemu się tak na mnie patrzysz?- moje przemyślenia przerwał jego głos. Zamiast odpowiedzieć, podszedłem, objąłem go i wbiłem się w jego usta. Odepchnął mnie lekko od siebie.
-Wiem, że tego nie chcesz- powiedział patrząc mi w oczy
-Chcę. Bardzo.- znów go do siebie przyciągnąłem. Tym razem już nie protestował. Przenieśliśmy się do sypialni, nie przerywając pocałunków. Kiedy już tam byliśmy, dosłownie zdarliśmy z siebie ubrania. Alan wyciągnął z szafki obok łóżka, żel i prezerwatywy. Położył się na brzuchu na łóżku a ja przygotowałem go. Kiedy zdecydował, że jest już gotowy, otworzyłem buteleczkę z żelem i pokryłem nim swoją męskość, sprawiając sobie trochę przyjemności. Wiedziałem, że będę żałować tego, co się zaraz stanie. Wszedłem w chłopaka, i dałem mu chwilę aby przyzwyczaił się do tego uczucia. Zacząłem powoli i lekko poruszać się w nim. Stopniowo moje ruchy stawały się coraz szybsze. Oboje nie powstrzymywaliśmy jęków i krzyków wyrażających przyjemność. Doszliśmy w tym samym czasie. Alan poszedł wziąć prysznic a ja szybko się ubrałem. Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem oplecionym wokół bioder, po jego włosach i ciele spływały kropelki gorącej wody. Pożegnałem się z nim, pocałowałem go krótko po czym opuściłem jego mieszkanie i pojechałem do swojego domu. Mówiłem, że będę żałował.
*
Następnego dnia..
Udało mi się namówić Kellina, żeby się ze mną spotkał i porozmawiał. Oczywiście nie chciał zgodzić się od razu i musiałem prosić go kilka razy.
Przyjechałem zaraz po tym , jak skończyły się lekcje.
-Kell, chyba musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy- powiedziałem spokojnie, łapiąc jego dłonie i splatając nasze palce.
-Nie. To TY musisz mi wszystko wyjaśnić- westchnąłem i po dłuższym milczeniu zacząłem mówić.
-Z Alanem nic mnie nie łączy. Jest tyko moim przyjacielem i nawet jeśli jest gejem, to nie masz powodu żeby być zazdrosnym. Bo zależy mi tylko a Tobie i tylko Ciebie kocham- przynajmniej ostatnie zdanie było chociaż szczere. Ale on raczej mi nie uwierzył.
-Na razie nie zrobiłeś niczego, żeby pokazać mi, że nadal jestem dla Ciebie ważny. - przetarłem twarz dłońmi .
-No to co mam zrobić?
-Ty powinieneś wiedzieć. I wiesz bardzo dobrze.
-Nie chcę zrywać kontaktu z Alanem.
-To kim on dla Ciebie jest?!
-Jest dla mnie ważny. Zrozum to!- nasza spokojna rozmowa przerodziła się w kłótnię.
-Więc może wolisz być z nim, a nie ze mną, co?!- wstał, a ja po chwili zrobiłem to samo.- owinął sobie Ciebie wokół palca. Robi z Tobą co chce, nie widzisz tego?- nie krzyczał, mówił przyciszonym głosem.
-Nie prawda- zaprzeczyłem może trochę za szybko. Kellin zabrał swoją kurtkę i wyszedł a ja wybiegłem za nim.
-Kellin, po co te kłótnie? Przecież są niepotrzebne. Nic się nie dzieje- mówiłem cicho, bo nie chciałem awantury na środku ulicy.
-Powiedz jak jest na prawdę pomiędzy Wami. Pieprzycie się? Powiedz, że jest w łóżku lepszy ode mnie. No, dalej- podniósł głos przez co kilka przechodzących obok osób dziwnie na Nas spojrzało.
-Kellin..
-Spierdalaj- odwrócił się i podszedł szybkim krokiem w stronę swojego domu. Wróciłem do mieszkania.
-Wszystko zepsułem, kurwa, wszystko.
Zaciągnąłem Olivera w zaułek gdzie nigdy nikogo nie ma. A z resztą zadzwonił dzwonek i inni z parkingu udali się do szkoły. Zatrzymałem się i spojrzałem wściekły na chłopaka.
-Powiedzenie mi, że Alan nie jest gejem było podłe. Każdy z Nas dobrze wie, że on hetero na pewno nie jest. I jeszcze o mało nie pocałowaliście się na tym parkingu. Jak mam Ci ufać jak Ty się tak zachowujesz? Chcę żebyś ograniczył kontakt z Alanem do minimum- zażądałem i odwracając się szybko odszedłem. Alan dalej stał przy samochodzie Olivera. Przez te fakt zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Podszedłem do niego
-Jeśli myślisz, że możesz mieszać się między mnie a Olivera to grubo się mylisz. Trzymaj się od niego z daleka bo jak nie to inaczej pogadamy
-Oh Kells, zazdrośniku. Ty byś chciał mieć Olivera na własność a to w ten sposób nie działa. Pogódź się z tym, że on ma kolegów, uwielbia imprezować i zmienia panny jak rękawiczki. Nie zmienisz go na siłę.
-Widać, że mało go znasz bo on szanuje ludzi i nie zależy mu tylko na tym żeby poruchać. Daj mu spokój i się nie mieszaj.- Alan już nic nie powiedział dlatego zacząłem iść w stronę mojego auta bo nie miałem ochoty siedzieć na lekcjach skoro i tak nie będę mógł się na niczym skupić. A myślałem, że Alan jest spoko kolesiem. Taka wielka pomyłka.
*
Kilka dni później..
W sumie nie wiele przez ostatnie dni rozmawiałem z Oliverem. Zachowywał się dość..obojętnie. Przestaliśmy się również spotykać poza szkołą co zauważyła Katelynne. Vic za to wyglądał na zadowolonego takim obrotem sprawy. Między nami znowu było jak dawniej. Tak szczerze to spędzałem z nim więcej czasu niż z Oliverem. Coś przeczuwałem, że również zorganizował sobie czas. I to pewnie z Alanem. Poza tym widziałem ich raz na mieście jak gdzieś szli, rozmawiali i śmiali się. Bardzo mi to nie odpowiadało. Ale skoro on woli zrezygnować z rozmowy lub spędzania czasu ze mną a woli to robić z Alanem, ja nie miałem ochoty na taki układ. Dalej go kochałem ale nie zmienia to nic w tej sytuacji. Zwłaszcza, że nawet nie ma kiedy tego naprawić. On ciągle urywa się z niektórych lekcji, np. wyjdzie przed którąś lekcją i wróci za godzinę lub dwie albo wcale. A rozmowa na lekcji o takich sprawach nie jest zbyt rozważnym pomysłem. Trudno, sam tego chce. Przynajmniej widać jak mu na mnie "zależy"
*
Właśnie wychodziłem ze szkoły po skończonych lekcjach kiedy ktoś chwycił mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem twarz Olivera. Bez żadnej reakcji szedłem dalej. Po opuszczeniu budynku usłyszałem ciche słowa Olivera.
-Możemy w końcu pogadać?
-Oh, tak jasne. No to co tam u Ciebie? Coś nowego?- zapytałem sarkastycznie.
-Mówię poważnie, chodź na murek- bez słowa ruszyłem we wskazane mi miejsce. Usiadłem i spojrzałem na niego z wyczekiwaniem.
-Coś się między nami popsuło- prychnąłem cicho- I ja chciałbym to naprawić. Kells ja nie chcę żeby nami tak było..
-A wiesz dlaczego tak jest? Bo pojawił się Alan, który szybko zajął moje miejsce. Może tego nie zauważyłeś ale nie odpowiada mi to. On wpierdolił się z butami w nasze życie a Ty mu na to od razu pozwoliłeś. I jeszcze jesteś z tego zadowolony. Więc albo coś zmienisz albo nie będziemy mieli już o czym rozmawiać. Tylko nie niszcz od tak sobie tego, na co tyle musieliśmy pracować. Pamiętaj co mi kiedyś dość często mówiłeś. Udowodnij, że Twoje 'kocham' było szczere.
-Kellin, ja naprawdę Cie kocham. Tylko, że Alan też jest dla mnie ważny tak jak dla Ciebie Vic
-Ale ja nie rezygnuje z Ciebie ale Vic'a a Ty to robisz dla Alana. Tak, Oliver. Taka jest prawda. Odsunąłeś się od wszystkich przez tego chłopaka. Przejrzyj na oczy, w końcu.
Cz.II
Słowa Kellina dały mi do myślenia. Ale to nie znaczy, że uważałem, że ma rację. Dobra, spędzałem z Alanem dość dużo czasu ale to jeszcze nie powód żeby robić o to awanturę. Zależy mi na Kellinie, a Alan tak nagle pojawił się w moim życiu i w nim został. Może to wszystko po prostu za szybko się potoczyło? Nie chcę ograniczać kontaktu z Alanem bo dobrze się dogadujemy i stał się moim przyjacielem. Lubię go i chcę się z nim widywać, nawet jeśli często próbuje mnie poderwać, a ja udaję, że niczego nie widzę. Ale to z Kellinem jestem i kocham go, więc może naprawdę powinienem otworzyć oczy i zauważyć co się dzieje wokół mnie.
Kellin odszedł a ja jeszcze przez chwilę stałem w tym samym miejscu nieruchomo i patrzyłem na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Czułem, że wszystko wymyka mi się spod kontroli. Nagle usłyszałem głos rudowłosego chłopaka.
-Przepraszam, to moja wina- powiedział cicho a ja byłem nieco zdezorientowany jego obecnością.
-Skąd Ty się tu wziąłeś? Słyszałeś.. naszą rozmowę?- zapytałem a on kiwnął głową potwierdzająco
-Czyli jak będzie teraz między nami? Nie będziemy się już spotykać?- usiadł na murku, na którym jeszcze przed chwilą jeszcze siedział Kell.
-Nie wiem- westchnąłem i wyciągnąłem z kieszeni kurtki papierosy, po chwili zapalając jednego. - Nie chcę tutaj o tym rozmawiać. Ludzie o wiele za dużo słyszą o wiele za dużo niż powinni. Rozumiesz?- zapytałem wypuszczając dym z ust.
-Tak. Więc może pojedziemy do mnie?
-To chyba nie jest dobry pomysł w tej chwili.
-Obiecuję, że będziemy tylko rozmawiać. Nawet Cię nie dotknę- po chwili namysły zgodziłem się, choć wiedziałem, że to nie jest dobra decyzja. Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy.
-Chcesz kawę?- zapytał kiedy byliśmy już w jego mieszkaniu. Przytaknąłem i weszliśmy do małej kuchni. Usiadłem na krześle i obserwowałem każdy ruch chłopaka. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Co on w sobie takiego ma?
-Czemu się tak na mnie patrzysz?- moje przemyślenia przerwał jego głos. Zamiast odpowiedzieć, podszedłem, objąłem go i wbiłem się w jego usta. Odepchnął mnie lekko od siebie.
-Wiem, że tego nie chcesz- powiedział patrząc mi w oczy
-Chcę. Bardzo.- znów go do siebie przyciągnąłem. Tym razem już nie protestował. Przenieśliśmy się do sypialni, nie przerywając pocałunków. Kiedy już tam byliśmy, dosłownie zdarliśmy z siebie ubrania. Alan wyciągnął z szafki obok łóżka, żel i prezerwatywy. Położył się na brzuchu na łóżku a ja przygotowałem go. Kiedy zdecydował, że jest już gotowy, otworzyłem buteleczkę z żelem i pokryłem nim swoją męskość, sprawiając sobie trochę przyjemności. Wiedziałem, że będę żałować tego, co się zaraz stanie. Wszedłem w chłopaka, i dałem mu chwilę aby przyzwyczaił się do tego uczucia. Zacząłem powoli i lekko poruszać się w nim. Stopniowo moje ruchy stawały się coraz szybsze. Oboje nie powstrzymywaliśmy jęków i krzyków wyrażających przyjemność. Doszliśmy w tym samym czasie. Alan poszedł wziąć prysznic a ja szybko się ubrałem. Kiedy wyszedł z łazienki z ręcznikiem oplecionym wokół bioder, po jego włosach i ciele spływały kropelki gorącej wody. Pożegnałem się z nim, pocałowałem go krótko po czym opuściłem jego mieszkanie i pojechałem do swojego domu. Mówiłem, że będę żałował.
*
Następnego dnia..
Udało mi się namówić Kellina, żeby się ze mną spotkał i porozmawiał. Oczywiście nie chciał zgodzić się od razu i musiałem prosić go kilka razy.
Przyjechałem zaraz po tym , jak skończyły się lekcje.
-Kell, chyba musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy- powiedziałem spokojnie, łapiąc jego dłonie i splatając nasze palce.
-Nie. To TY musisz mi wszystko wyjaśnić- westchnąłem i po dłuższym milczeniu zacząłem mówić.
-Z Alanem nic mnie nie łączy. Jest tyko moim przyjacielem i nawet jeśli jest gejem, to nie masz powodu żeby być zazdrosnym. Bo zależy mi tylko a Tobie i tylko Ciebie kocham- przynajmniej ostatnie zdanie było chociaż szczere. Ale on raczej mi nie uwierzył.
-Na razie nie zrobiłeś niczego, żeby pokazać mi, że nadal jestem dla Ciebie ważny. - przetarłem twarz dłońmi .
-No to co mam zrobić?
-Ty powinieneś wiedzieć. I wiesz bardzo dobrze.
-Nie chcę zrywać kontaktu z Alanem.
-To kim on dla Ciebie jest?!
-Jest dla mnie ważny. Zrozum to!- nasza spokojna rozmowa przerodziła się w kłótnię.
-Więc może wolisz być z nim, a nie ze mną, co?!- wstał, a ja po chwili zrobiłem to samo.- owinął sobie Ciebie wokół palca. Robi z Tobą co chce, nie widzisz tego?- nie krzyczał, mówił przyciszonym głosem.
-Nie prawda- zaprzeczyłem może trochę za szybko. Kellin zabrał swoją kurtkę i wyszedł a ja wybiegłem za nim.
-Kellin, po co te kłótnie? Przecież są niepotrzebne. Nic się nie dzieje- mówiłem cicho, bo nie chciałem awantury na środku ulicy.
-Powiedz jak jest na prawdę pomiędzy Wami. Pieprzycie się? Powiedz, że jest w łóżku lepszy ode mnie. No, dalej- podniósł głos przez co kilka przechodzących obok osób dziwnie na Nas spojrzało.
-Kellin..
-Spierdalaj- odwrócił się i podszedł szybkim krokiem w stronę swojego domu. Wróciłem do mieszkania.
-Wszystko zepsułem, kurwa, wszystko.
piątek, 15 sierpnia 2014
Rozdział 31
Cz.I
Kiedy Oliver na mnie wpadł, strasznie się zmieszał i spuścił wzrok. Uniosłem brwi.
-Cześć?- powiedziałem nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Jakoś dziwnie się zachowywał.
-Hej, ja.. muszę iść.
-Ej, nie. Oli, co Ci się stało?
-Nic, przepraszam, boli mnie głowa.
-Kac?
-Taak- mruknął
-Gdzie byłeś wczoraj, że tak zabalowałeś? Mogłeś mi powiedzieć.
-Byłem z kumplami na jakiejś imprezie. Przepraszam, wiem mogłem powiedzieć- w całej szkole rozbrzmiał dzwonek a Oli zmarszczył brwi. Pewnie bolała go głowa jeszcze mocniej. Ruszyliśmy pod klasę. Przez lekcje czy przerwy nie rozmawialiśmy wiele. Nie było w szkole Vic'a. Gryzły mnie wyrzuty sumienia po tym pocałunku. Bardzo głupio czułem się patrząc w oczy Oliverowi. Ale on zachowywał się podobnie. Albo mi się wydaje. Po szkole Oliver dał się namówić żebyśmy razem pojechali do niego. Kiedy już weszliśmy do mieszkania rozebraliśmy kurtki i buty. Przez pół godziny siedzieliśmy bez słowa na kanapie aż zadzwonił dzwonek do drzwi. Oliver chyba nie miał zamiaru się ruszyć więc ja wstałem i otworzyłem drzwi. Od razu do środka wpadło zimne powietrze i trochę śniegu. Za drzwiami stał chłopak. Taki w moim wzroście z rudymi włosami na których leżał śnieg. Jego policzki były czerwone od panującego chłodu. Uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
-Cześć, jestem Alan. Zastałem Olivera?
-Tak jasne, wejdź.- wpuściłem do do środka. Alan wydawał mi się być bardzo miły i uprzejmy. Wymieniliśmy się uśmiechami a on rozebrał kurtkę i buty.
-Kto przyszedł?- usłyszałem głos Olivera z pokoju.
-A tak właściwie to jestem Kellin- zwróciłem się do Alana. Kiedy to mówiłem w progu pojawił się Oli. Spojrzeli na siebie. Po chwili Alan popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. O co tu chodzi?
-Eee.. to może zrobię herbaty, co? Pewnie trochę zmarzłeś- ruszyłem do kuchni i włączyłem czajnik. Słyszałem bardzo cichą rozmowę ale nie rozumiałem słów ani sensu. Po chwili weszli d kuchni. Oliver wodził wzrokiem za Alanem. Widać było, że jest podejrzliwy. O co tu do cholery chodzi?! Może się pokłócili albo im przeszkadzam.
-To..- zaczął rudowłosy- powiesz mi coś o sobie, Kellin?
-Noo, jestem w tej samej klasie z Oliverem czyli mamy tyle samo lat..- troszkę mu o sobie opowiedziałem. Oli dziwnie się zachowywał, patrzył to na mnie to na Alana ale nic nie mówił. W końcu powiedział Alanowi, że chyba musi już iść.
-No faktycznie. Trochę się zasiedziałem- wstał od stołu i ubrał bluzę.- Dzięki za herbatę i rozmowę, Kell- odprowadziliśmy go do korytarza. Chłopak szybko się ubrał i machając nam opuścił mieszkanie. Miałem wrażenie, że Oliver trochę odetchnął.
-Dlaczego byłeś dla niego taki nie miły i oschły?- zapytałem ale zamiast odpowiedzieć, przytulił mnie.
Cz. II
Po ostatniej nocy spędzonej z Alanem męczyły mnie wyrzuty sumienia. Dobra, Alan podoba mi się ale przecież jestem z Kellinem! I znów go zdradziłem. Źle czułem się z tą świadomością. Nie chciałem aby się o tym dowiedział. Chciałem po prostu zapomnieć, że coś takiego się wydarzyło. Zapomnę o tym chłopaku i już więcej się z nim nie spotkam. Ale kiedy zobaczyłem do w swoim mieszkaniu, kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić. Myślałem, ze nie mamy po co się spotykać, więc nie rozumiałem czego on tu szuka. Przez cały jego pobyt w moim domu byłem zdenerwowany i zestresowany. Bałem się, że może "przez przypadek" powiedzieć Kellinowi o tym, że ze sobą spaliśmy. Kellin, Alan i ja razem w jednym pomieszczeniu- to nie mogło wróżyć nic dobrego. A jednak nie skończyło się tak źle jak przewidywałem.
*
Stałem tak przez dłuższą chwilę z obejmując Kellina.
-Skąd znasz Alana?- zapytał w pewnym momencie, odsuwając się ode mnie. Spojrzałem na niego i zagryzłem dolną wargę zastanawiając się nad logiczną odpowiedzią.
-Poznaliśmy się.. ostatnio.. na imprezie- odpowiedziałem niepewnie, czekając na jego reakcję.Zmarszczył brwi jakby nad czymś myślał- jest znajomym Matt'a- mówiłem dalej a on uważnie mi się przyglądał.
-Nie jest gejem, więc nie masz się o co martwić- zaśmiałem się trochę nerwowo. Kellin tylko mruknął coś niewyraźnie. Nie czułem się dobrze, bo okłamywałem go. Przez Alana mam same problemy. Ale jest w nim coś, co nie pozwala mi do końca go od siebie odrzucić.
-Pójdę już- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kells'a. Kiwnąłem lekko głową i pocałowałem go krótko.
*
Kilka dni później..
Mój plan się nie powiódł. Wręcz przeciwnie. Często spotykałem się z Alanem, co nie do końca podobał się Kellinowi, mimo, że prędzej polubił rudowłosego. Starałem się nie wspominać o nim przy Kellinie bo dobrze wiedziałem, że to nie mogło się dobrze skończyć.
Wychodziłem właśnie ze szkoły, urywając się z dwóch ostatnich lekcji i spokojnym krokiem szedłem w stronę parkingu. Kiedy dotarłem do swojego samochodu zobaczyłem opartego o maskę Alana. Trochę się zdziwiłem, bo nigdy wcześniej nie przychodził pod moją szkołę. Woleliśmy spotykać się w innych miejscach. Oczywiście nie uprawialiśmy seksu a nic w tym rodzaju.
-Cześć- przywitał mnie z uśmiechem. Odpowiedziałem mu tym samym.
-Co tu robisz?- zapytałem otwierając auto.
-Tak po prostu przyszedłem i czekałem na Ciebie- podszedł i stanął naprzeciw mnie- może.. wyjdziemy gdzieś wieczorem?-przysunął się trochę bliżej- albo pojedziemy do mnie- i jeszcze bliżej. Czułem jego ciepły oddech a nasze usta dzieliły tylko centymetry. Rozejrzałem się po parkingu. Na szczęście nie było tu dużo ludzi
-Cześć. Nie przeszkadzam Wam?- nagle znikąd obok nas pojawił się Kellin. Myślałem, że zaraz dostanę co najmniej zawału.
-Ee.. nie- powiedziałem i wymusiłem uśmiech. Szybko musnąłem jego usta, wykorzystując to, że nikt na nas nie patrzył. Kellin uśmiechnął się , a Alan chyba czuł się niezręcznie.
-To dobrze. Chodź Oliver, musisz mi w czymś pomóc- zwrócił się do mnie, ale mówiąc patrzył na Alana. Zamknąłem samochód. Kellin pociągnął mnie za rękę, a ja szybko pożegnałem się z rudym chłopakiem. Wiedziałem, ze tak naprawdę do niczego nie jestem mu potrzebny. Chciał mnie po prostu odciągnąć od Alana. Łatwo się zgodziłem bo z zazdrosnym Kellinem lepiej nie zadzierać.
Kiedy Oliver na mnie wpadł, strasznie się zmieszał i spuścił wzrok. Uniosłem brwi.
-Cześć?- powiedziałem nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Jakoś dziwnie się zachowywał.
-Hej, ja.. muszę iść.
-Ej, nie. Oli, co Ci się stało?
-Nic, przepraszam, boli mnie głowa.
-Kac?
-Taak- mruknął
-Gdzie byłeś wczoraj, że tak zabalowałeś? Mogłeś mi powiedzieć.
-Byłem z kumplami na jakiejś imprezie. Przepraszam, wiem mogłem powiedzieć- w całej szkole rozbrzmiał dzwonek a Oli zmarszczył brwi. Pewnie bolała go głowa jeszcze mocniej. Ruszyliśmy pod klasę. Przez lekcje czy przerwy nie rozmawialiśmy wiele. Nie było w szkole Vic'a. Gryzły mnie wyrzuty sumienia po tym pocałunku. Bardzo głupio czułem się patrząc w oczy Oliverowi. Ale on zachowywał się podobnie. Albo mi się wydaje. Po szkole Oliver dał się namówić żebyśmy razem pojechali do niego. Kiedy już weszliśmy do mieszkania rozebraliśmy kurtki i buty. Przez pół godziny siedzieliśmy bez słowa na kanapie aż zadzwonił dzwonek do drzwi. Oliver chyba nie miał zamiaru się ruszyć więc ja wstałem i otworzyłem drzwi. Od razu do środka wpadło zimne powietrze i trochę śniegu. Za drzwiami stał chłopak. Taki w moim wzroście z rudymi włosami na których leżał śnieg. Jego policzki były czerwone od panującego chłodu. Uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
-Cześć, jestem Alan. Zastałem Olivera?
-Tak jasne, wejdź.- wpuściłem do do środka. Alan wydawał mi się być bardzo miły i uprzejmy. Wymieniliśmy się uśmiechami a on rozebrał kurtkę i buty.
-Kto przyszedł?- usłyszałem głos Olivera z pokoju.
-A tak właściwie to jestem Kellin- zwróciłem się do Alana. Kiedy to mówiłem w progu pojawił się Oli. Spojrzeli na siebie. Po chwili Alan popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. O co tu chodzi?
-Eee.. to może zrobię herbaty, co? Pewnie trochę zmarzłeś- ruszyłem do kuchni i włączyłem czajnik. Słyszałem bardzo cichą rozmowę ale nie rozumiałem słów ani sensu. Po chwili weszli d kuchni. Oliver wodził wzrokiem za Alanem. Widać było, że jest podejrzliwy. O co tu do cholery chodzi?! Może się pokłócili albo im przeszkadzam.
-To..- zaczął rudowłosy- powiesz mi coś o sobie, Kellin?
-Noo, jestem w tej samej klasie z Oliverem czyli mamy tyle samo lat..- troszkę mu o sobie opowiedziałem. Oli dziwnie się zachowywał, patrzył to na mnie to na Alana ale nic nie mówił. W końcu powiedział Alanowi, że chyba musi już iść.
-No faktycznie. Trochę się zasiedziałem- wstał od stołu i ubrał bluzę.- Dzięki za herbatę i rozmowę, Kell- odprowadziliśmy go do korytarza. Chłopak szybko się ubrał i machając nam opuścił mieszkanie. Miałem wrażenie, że Oliver trochę odetchnął.
-Dlaczego byłeś dla niego taki nie miły i oschły?- zapytałem ale zamiast odpowiedzieć, przytulił mnie.
Cz. II
Po ostatniej nocy spędzonej z Alanem męczyły mnie wyrzuty sumienia. Dobra, Alan podoba mi się ale przecież jestem z Kellinem! I znów go zdradziłem. Źle czułem się z tą świadomością. Nie chciałem aby się o tym dowiedział. Chciałem po prostu zapomnieć, że coś takiego się wydarzyło. Zapomnę o tym chłopaku i już więcej się z nim nie spotkam. Ale kiedy zobaczyłem do w swoim mieszkaniu, kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić. Myślałem, ze nie mamy po co się spotykać, więc nie rozumiałem czego on tu szuka. Przez cały jego pobyt w moim domu byłem zdenerwowany i zestresowany. Bałem się, że może "przez przypadek" powiedzieć Kellinowi o tym, że ze sobą spaliśmy. Kellin, Alan i ja razem w jednym pomieszczeniu- to nie mogło wróżyć nic dobrego. A jednak nie skończyło się tak źle jak przewidywałem.
*
Stałem tak przez dłuższą chwilę z obejmując Kellina.
-Skąd znasz Alana?- zapytał w pewnym momencie, odsuwając się ode mnie. Spojrzałem na niego i zagryzłem dolną wargę zastanawiając się nad logiczną odpowiedzią.
-Poznaliśmy się.. ostatnio.. na imprezie- odpowiedziałem niepewnie, czekając na jego reakcję.Zmarszczył brwi jakby nad czymś myślał- jest znajomym Matt'a- mówiłem dalej a on uważnie mi się przyglądał.
-Nie jest gejem, więc nie masz się o co martwić- zaśmiałem się trochę nerwowo. Kellin tylko mruknął coś niewyraźnie. Nie czułem się dobrze, bo okłamywałem go. Przez Alana mam same problemy. Ale jest w nim coś, co nie pozwala mi do końca go od siebie odrzucić.
-Pójdę już- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kells'a. Kiwnąłem lekko głową i pocałowałem go krótko.
*
Kilka dni później..
Mój plan się nie powiódł. Wręcz przeciwnie. Często spotykałem się z Alanem, co nie do końca podobał się Kellinowi, mimo, że prędzej polubił rudowłosego. Starałem się nie wspominać o nim przy Kellinie bo dobrze wiedziałem, że to nie mogło się dobrze skończyć.
Wychodziłem właśnie ze szkoły, urywając się z dwóch ostatnich lekcji i spokojnym krokiem szedłem w stronę parkingu. Kiedy dotarłem do swojego samochodu zobaczyłem opartego o maskę Alana. Trochę się zdziwiłem, bo nigdy wcześniej nie przychodził pod moją szkołę. Woleliśmy spotykać się w innych miejscach. Oczywiście nie uprawialiśmy seksu a nic w tym rodzaju.
-Cześć- przywitał mnie z uśmiechem. Odpowiedziałem mu tym samym.
-Co tu robisz?- zapytałem otwierając auto.
-Tak po prostu przyszedłem i czekałem na Ciebie- podszedł i stanął naprzeciw mnie- może.. wyjdziemy gdzieś wieczorem?-przysunął się trochę bliżej- albo pojedziemy do mnie- i jeszcze bliżej. Czułem jego ciepły oddech a nasze usta dzieliły tylko centymetry. Rozejrzałem się po parkingu. Na szczęście nie było tu dużo ludzi
-Cześć. Nie przeszkadzam Wam?- nagle znikąd obok nas pojawił się Kellin. Myślałem, że zaraz dostanę co najmniej zawału.
-Ee.. nie- powiedziałem i wymusiłem uśmiech. Szybko musnąłem jego usta, wykorzystując to, że nikt na nas nie patrzył. Kellin uśmiechnął się , a Alan chyba czuł się niezręcznie.
-To dobrze. Chodź Oliver, musisz mi w czymś pomóc- zwrócił się do mnie, ale mówiąc patrzył na Alana. Zamknąłem samochód. Kellin pociągnął mnie za rękę, a ja szybko pożegnałem się z rudym chłopakiem. Wiedziałem, ze tak naprawdę do niczego nie jestem mu potrzebny. Chciał mnie po prostu odciągnąć od Alana. Łatwo się zgodziłem bo z zazdrosnym Kellinem lepiej nie zadzierać.
środa, 13 sierpnia 2014
Rozdział 30
Cz. I
Pojechałem do domu gdzie była Kate. Miała dziś wolne i dlatego zaczynała robić obiad. Na szczęście nasze kontakty uległy wyraźnej poprawie. Katelynne jest mi bliska i bardzo mi na tym zależało.
-O Kells, co tu robisz? Nie masz teraz przypadkiem lekcji?-zapytała kiedy wszedłem do kuchni.
-Mam ale trochę się z nich.. urwałem. Co robisz?
- Spaghetti, lubisz?
- Tak, bardzo.
- Oliver będzie dziś na obiedzie?
- Chyba nie, idę się położyć. Źle się czuje.
- Ok, zrobię Ci herbaty.
- Dziękuje, jesteś najlepsza- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem w stronę pokoju. Muszę dziś pogadać jeszcze z Vic'em. Nie chcę żeby tak to teraz wyglądało. Za dużo znaczy dla mnie ta przyjaźń żeby się godzić na to. Ale to później. Położyłem się i zastanawiałem się co robi Oli. Starałem się do niego dodzwonić ale nie udało mi się dlatego odpuściłem. Po kilku godzinach leżenia i czytania jakiś książek na zmianę postanowiłem ponownie dodzwonić się do Olivera. Po kilku sygnałach usłyszałem w słuchawce głośna muzykę i jakieś krzyki. Zdziwiony rozłączyłem się. Oliver był na imprezie? Nie żeby coś ale czemu mnie tam nie ma razem z nim?! Dobra, jutro z nim o tym pogadam. Zadzwoniłem do Vic'a i poprosiłem o spotkanie. Dość szybko się zgodził i ustaliliśmy, że mam do niego przyjechać. Wyszedłem z pokoju i zaczynałem się ubierać. Z racji, że jest zima i do tego jeszcze wieczór, na dworze jest bardzo zimno. .
-Kate! Jadę do Vic'a!- krzyknąłem już mając rękę na klamce
-Ok. odpowiedziała krótko. Vic chyba już jej powiedział o tym 'rozstaniu' bo brzmiała dość smutno i o dziwo nie chciała ze mną jechać. Wyszedłem i o mało nie spadłem ze śliskich schodów. Otworzyłem drzwi mojego auta. Po 15 minutach drogi byłem już przed jego domem. Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z samochodu. Ostrożnie- tym razem- wszedłem po schodach i zadzwoniłem do drzwi w których po chwili pojawił się brunet. Wpuścił mnie do środka i nie do końca wiedział jak się ma teraz wobec mnie zachować.
-Vic- zacząłem od razu- chciałbym żeby miedzy nami znów było dobrze. Jesteśmy przyjaciółmi już długo a nie zachowujemy się tak. Zależy mi na Tobie i tej przyjaźni i to nie jest tak, ze już kiedy ma Olivera już Cię nie potrzebuje. Bo potrzebuję i to bardzo.- powiedziałem i tak po prostu go przytuliłem. Szybko mnie objął i ułożył głowę na moim ramieniu. Nawet nie wiem kiedy poczułem jego usta na swoich. Przecież nie mogę! Chcę ale nie mogę..
Cz. II
Nie bardzo miałem ochotę aby gdziekolwiek wychodzić, ale zgodziłem się więc poszedłem.Udaliśmy się do centrum. Matt przyprowadził chłopaka, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Był niższy ode mnie i miał rude włosy. Mogę powiedzieć, że był nawet przystojny. Miał na imię Alan. Rozmawialiśmy prawie cały wieczór. Reszta osób z którymi przyszliśmy nagle zniknęła z jakimiś dziewczynami. Mogłem się tego spodziewać. Oczywiście jak na prawie każdej imprezie piłem alkohol. Chyba trochę przesadziłem bo obudziłem się następnego dnia w nieznanym mieszkaniu. Jak często po tego typu imprezach. Nie pamiętałem za dużo z poprzedniej nocy a w dodatku obok mnie, w łóżku leżał Alan. Jeszcze spał, więc postanowiłem upuścić to mieszkanie zanim się obudzi. Wstałem ale już po chwili zorientowałem się, że nie mam na sobie żadnych ubrań. No super. Znalazłem swoje bokserki i szybko je na siebie założyłem. W tym czasie Alan zdążył się już obudzić. Czyli nie uda mi się zniknąć bez śladu.
-Alan.. czy my..- zacząłem z przerażeniem w głosie. Błagam, niech zaprzeczy. Moje nadzieje legły w gruzach.
-Tak, Oliver. Uprawialiśmy seks. I odpowiem od razu na Twoje następne pytanie. Tak, jestem gejem.
-Nie pamiętam co wczoraj się działo.- westchnąłem i przetarłem twarz dłońmi. Kurwa, tylko nie to.
-Spokojnie, nie powiem nic Kellinowi.- spojrzałem na niego i zmarszczyłem brwi. On widząc wyraz mojej twarzy zaczął tłumaczyć.
-Wczoraj kiedy się upiłeś, opowiedziałeś mi o tym, że masz chłopaka, bardo go kochasz i takie tam.
-Ja pierdolę..- powiedziałem ledwo słyszalnie. Nigdy więcej imprez.
- Możemy po prostu zapomnieć, że do czegoś miedzy nami doszło?- zapytałem a on posmutniał. Niech jeszcze zacznie płakać. Mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi, co uznałem za zgodę. Ubrałem resztę moich rzeczy i wyszedłem z mieszkania Alana. Na zewnątrz było bardzo zimno i padał śnieg, ale nie przejmowałem się tym. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu. Przez całą drogę do mieszkania analizowałem wszystko co się wydarzyło. Co jeśli Kellin się o tym dowie? To wszystko jest zbyt trudne. Zapomnę o tej nocy i o Alanie. Kell jest moim chłopakiem i w moim życiu nie liczy się nikt inny. W końcu dotarłem na miejsce. Zdjąłem kurtkę i buty po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem tabletki i zrobiłem sobie kawę. Czułem się strasznie. Nie dlatego, że miałem kaca i pękała mi głowa, tylko dlatego, że znowu zdradziłem Kells'a. Tym razem przynajmniej z chłopakiem. Mimo wszystko nie mogłem znowu opuszczać szkoły jeśli chciałem ją w końcu skończyć. Wypiłem kawę, zabrałem potrzebne rzeczy i wyszedłem. Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunku szkoły. Kiedy tylko wszedłem do budynku wpadłem na Kellina. Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy?
Pojechałem do domu gdzie była Kate. Miała dziś wolne i dlatego zaczynała robić obiad. Na szczęście nasze kontakty uległy wyraźnej poprawie. Katelynne jest mi bliska i bardzo mi na tym zależało.
-O Kells, co tu robisz? Nie masz teraz przypadkiem lekcji?-zapytała kiedy wszedłem do kuchni.
-Mam ale trochę się z nich.. urwałem. Co robisz?
- Spaghetti, lubisz?
- Tak, bardzo.
- Oliver będzie dziś na obiedzie?
- Chyba nie, idę się położyć. Źle się czuje.
- Ok, zrobię Ci herbaty.
- Dziękuje, jesteś najlepsza- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem w stronę pokoju. Muszę dziś pogadać jeszcze z Vic'em. Nie chcę żeby tak to teraz wyglądało. Za dużo znaczy dla mnie ta przyjaźń żeby się godzić na to. Ale to później. Położyłem się i zastanawiałem się co robi Oli. Starałem się do niego dodzwonić ale nie udało mi się dlatego odpuściłem. Po kilku godzinach leżenia i czytania jakiś książek na zmianę postanowiłem ponownie dodzwonić się do Olivera. Po kilku sygnałach usłyszałem w słuchawce głośna muzykę i jakieś krzyki. Zdziwiony rozłączyłem się. Oliver był na imprezie? Nie żeby coś ale czemu mnie tam nie ma razem z nim?! Dobra, jutro z nim o tym pogadam. Zadzwoniłem do Vic'a i poprosiłem o spotkanie. Dość szybko się zgodził i ustaliliśmy, że mam do niego przyjechać. Wyszedłem z pokoju i zaczynałem się ubierać. Z racji, że jest zima i do tego jeszcze wieczór, na dworze jest bardzo zimno. .
-Kate! Jadę do Vic'a!- krzyknąłem już mając rękę na klamce
-Ok. odpowiedziała krótko. Vic chyba już jej powiedział o tym 'rozstaniu' bo brzmiała dość smutno i o dziwo nie chciała ze mną jechać. Wyszedłem i o mało nie spadłem ze śliskich schodów. Otworzyłem drzwi mojego auta. Po 15 minutach drogi byłem już przed jego domem. Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z samochodu. Ostrożnie- tym razem- wszedłem po schodach i zadzwoniłem do drzwi w których po chwili pojawił się brunet. Wpuścił mnie do środka i nie do końca wiedział jak się ma teraz wobec mnie zachować.
-Vic- zacząłem od razu- chciałbym żeby miedzy nami znów było dobrze. Jesteśmy przyjaciółmi już długo a nie zachowujemy się tak. Zależy mi na Tobie i tej przyjaźni i to nie jest tak, ze już kiedy ma Olivera już Cię nie potrzebuje. Bo potrzebuję i to bardzo.- powiedziałem i tak po prostu go przytuliłem. Szybko mnie objął i ułożył głowę na moim ramieniu. Nawet nie wiem kiedy poczułem jego usta na swoich. Przecież nie mogę! Chcę ale nie mogę..
Cz. II
Nie bardzo miałem ochotę aby gdziekolwiek wychodzić, ale zgodziłem się więc poszedłem.Udaliśmy się do centrum. Matt przyprowadził chłopaka, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Był niższy ode mnie i miał rude włosy. Mogę powiedzieć, że był nawet przystojny. Miał na imię Alan. Rozmawialiśmy prawie cały wieczór. Reszta osób z którymi przyszliśmy nagle zniknęła z jakimiś dziewczynami. Mogłem się tego spodziewać. Oczywiście jak na prawie każdej imprezie piłem alkohol. Chyba trochę przesadziłem bo obudziłem się następnego dnia w nieznanym mieszkaniu. Jak często po tego typu imprezach. Nie pamiętałem za dużo z poprzedniej nocy a w dodatku obok mnie, w łóżku leżał Alan. Jeszcze spał, więc postanowiłem upuścić to mieszkanie zanim się obudzi. Wstałem ale już po chwili zorientowałem się, że nie mam na sobie żadnych ubrań. No super. Znalazłem swoje bokserki i szybko je na siebie założyłem. W tym czasie Alan zdążył się już obudzić. Czyli nie uda mi się zniknąć bez śladu.
-Alan.. czy my..- zacząłem z przerażeniem w głosie. Błagam, niech zaprzeczy. Moje nadzieje legły w gruzach.
-Tak, Oliver. Uprawialiśmy seks. I odpowiem od razu na Twoje następne pytanie. Tak, jestem gejem.
-Nie pamiętam co wczoraj się działo.- westchnąłem i przetarłem twarz dłońmi. Kurwa, tylko nie to.
-Spokojnie, nie powiem nic Kellinowi.- spojrzałem na niego i zmarszczyłem brwi. On widząc wyraz mojej twarzy zaczął tłumaczyć.
-Wczoraj kiedy się upiłeś, opowiedziałeś mi o tym, że masz chłopaka, bardo go kochasz i takie tam.
-Ja pierdolę..- powiedziałem ledwo słyszalnie. Nigdy więcej imprez.
- Możemy po prostu zapomnieć, że do czegoś miedzy nami doszło?- zapytałem a on posmutniał. Niech jeszcze zacznie płakać. Mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi, co uznałem za zgodę. Ubrałem resztę moich rzeczy i wyszedłem z mieszkania Alana. Na zewnątrz było bardzo zimno i padał śnieg, ale nie przejmowałem się tym. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu. Przez całą drogę do mieszkania analizowałem wszystko co się wydarzyło. Co jeśli Kellin się o tym dowie? To wszystko jest zbyt trudne. Zapomnę o tej nocy i o Alanie. Kell jest moim chłopakiem i w moim życiu nie liczy się nikt inny. W końcu dotarłem na miejsce. Zdjąłem kurtkę i buty po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem tabletki i zrobiłem sobie kawę. Czułem się strasznie. Nie dlatego, że miałem kaca i pękała mi głowa, tylko dlatego, że znowu zdradziłem Kells'a. Tym razem przynajmniej z chłopakiem. Mimo wszystko nie mogłem znowu opuszczać szkoły jeśli chciałem ją w końcu skończyć. Wypiłem kawę, zabrałem potrzebne rzeczy i wyszedłem. Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunku szkoły. Kiedy tylko wszedłem do budynku wpadłem na Kellina. Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy?
piątek, 8 sierpnia 2014
Rozdział 29
cz. I
- Co?! Kellin, to nie tak! - chwycił się za skronie i zaczął je lekko pocierać. - Ja.. kurwa. - usiadł się obok mnie.
- Spokojnie, coś się dzieje? Masz jakiś problem? Wiesz, że przyjaźnimy się długo i możesz mi powiedzieć. - na razie nie poruszałem tematu tabletek, które znalazłem obok. Po kolei będzie prościej.
- Tak jakoś wyszło. Ale to i tak nie ma znaczenia.To było dawno i nie prawda. Teraz już przecież się nie tnę, i to się liczy. Nie będziemy o tym więcej rozmawiać, rozumiesz?
- Znalazłem też tabletki. wiem, że to narkotyki. W co ty się wjebałeś?!
- A co cię to obchodzi?! I tak jesteś teraz zajęty Oliverem i świata poza nim nie widzisz! Na tym wszystkim ucierpiałem tylko ja!
- Przecież podobno jesteś z Kate..
- Nie jestem. Ona po prostu za dużo ode mnie oczekuje, a ja tylko chciałem trochę odreagować i choć trochę zaznać tej całej pierdolonej miłości, o której ty tak ciągle mówisz! Ale to nie to samo. Całowanie się z tobą a z nią to była ogromna różnica. Nie ważne. Po prostu zapomnij, że ta rozmowa się odbyła.
-Nie, Vic. Nie rozumiem o co ci do końca chodzi. Wytłumacz i będzie łatwiej.
- Kocham cię, przyjacielu. - wyszeptał patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. - bardzo kocham. Ale Kellin, to i tak nic nie zmienia. Masz już osobę do której czujesz to samo co ja do ciebie.Rozumiem. On i tak zawsze będzie na pierwszym miejscu.
- A dziwisz się? Nawet nie przyszedłeś za pogrzeb mojego ojca żeby mnie wesprzeć.
- Nie przyszedłem? Byłem tam i bardzo chciałem cię pocieszyć, przytulić. Ale ty już miałeś taką osobę. Olivera. Postanowiłem wtedy, że muszę odpuścić tą rywalizację i bitwę o twoją uwagę. Proszę tylko o jedno. Zachowujmy się jakby nie było tej rozmowy. Cześć, Kells. - wyszedł z pokoju i ubierając kurtkę i buty szybko wyszedł. Usiadłem na kanapie. Musiałem poświęcić chwilę na przemyślenie całej sytuacji. Być może Vic ma rację, że nie poświęcam mu uwagi i czasu, którego przed pojawieniem się Oli'ego w moim życiu miałem więcej.
*
Następny dzień...
Wszedłem do szkoły i otrzepałem z włosów śnieg. W szkole już ucichło na temat naszej orientacji. To tylko dlatego, że Austin odpokutował i powiedział wszystkim, że to był tylko żart i jesteśmy hetero. Taa, hetero jak ja pierdolę z nas. Nie ważne. W każdym bądź razie na swoją dawną reputację musiałem trochę sobie zapracować. Chociaż w kwestii nauczycieli i niektórych uczniów nic się nie zmieniło.
Poszedłem do szatni i odłożyłem kurtkę. Nie było kurtki Olivera, ale była Vic'a. Ruszyłem w kierunku klasy, i już z daleka zauważyłem bruneta. Uśmiechnąłem się do niego kiedy spojrzał.Odwzajemnił uśmiech, ale po chwili odwrócił wzrok. Rozbrzmiał dzwonek i dlatego bezpośrednio wszedłem do otwartej klasy.
cz. II
Następnego dnia pojawiłem się w szkole dopiero na drugiej lekcji. Zaspałem. No trudno. Myślałem trochę o rozmowie Kellina i Vic'a. Właściwie to nie dotyczyła mnie, więc nie powinienem się nią przejmować i po prostu zapomnieć, że słyszałem o czym mówili. Tak też zrobiłem. To było pewnie tylko nieporozumienie i Vic się nie tnie.
On zachowywał się normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Ale Kellin cały czas na niego spoglądał i był przygnębiony. Chyba nie wyjaśnili sobie wszystkiego.
- Co się dzieje? - zapytałem Kellina. Musiałem udawać, że nie wiem o co chodzi,bo nie chciałem żeby chłopak dowiedział się, że podsłuchiwałem. - Kell, słuchasz mnie?
- Co? - odezwał się w końcu.
- Pytałem czy coś się dzieje. - westchnąłem.
- Nie, nic.
- Coś z Viciem? Pokłóciliście się?
- Przecież powiedziałem, że nic się nie dzieje. O co ci chodzi?! - zmarszczył czoło. Był lekko poirytowany.
- O nic, tylko..
- Wszystko jest okey. - usłyszałem za plecami głos Vic'a, który nagle pojawił się obok nas. - nie marnujcie czasu na rozmowy o mnie. Zajmijcie się sobą. Idźcie się całować i pieprzyć.
- Vic.. - syknął Kellin przez zaciśnięte zęby.
- Yy, może zostawię was samych, co? - wtrąciłem się, a oni spojrzeli na mnie.
- Nie. - odpowiedzieli jednocześnie. Atmosfera była bardzo napięta. Nie wiem o czym jeszcze wczoraj rozmawiali, ale na pewno nie dotyczyło to tylko problemów Vic'a.
- Kellin zrobiłby dla ciebie wszystko. - zwrócił się do mnie. - bo bardzo cię kocha. Więc proszę cię, bądź dlaniego dobrym chłopakiem i nigdy go nie krzywdź, bo na to nie zasługuje. Życzę wam szczęścia, czy coś w tym rodzaju. - powiedział, a potem odszedł, zostawiając nas samych. Spojrzałem na Kellina, który ukrył twarz w dłoniach. Nic już nie rozumiem.
- Kellin? - zapytałem niepewnie.
- Nic nie mów, proszę cię.
- Wytłumacz mi o co do cholery chodzi. - on cicho westchnął i po dłuższym milczeniu zaczął mówić, patrząc przed siebie.
- Vic powiedział mi, że mnie kocha. - uniosłem brwi, i patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Przecież Victor jest hetero. Więc jak kurwa może być zakochany w Kellinie?! - Ale wie, że i tak nie będziemy razem, więc postanowił sobie odpuścić. - no i dobrze. - Jadę do domu. Nie mam ochoty na rozmowy. Przepraszam, cześć. - jako, że wokół nas było pełno ludzi, a my nie chcieliśmy nadal ujawniać się z naszym związkiem, pożegnaliśmy się tylko zwykłym "cześć". Kellin wyszedł ze szkoły. Ja po chwili chciałem zrobić to samo, ale zatrzymał mnie czyjś głos.
- Hej, Oliver! Zaczekaj. - odwróciłem się, a przede mną stał ciemnowłosy chłopak z tunelami w uszach. Matt. Mój dobry znajomy.
- Cześć. Co chcesz?
- Może wyjdziesz gdzieś dziś wieczorem ze mną i kilkoma kumplami? - zapytał z uśmiechem. Po chwili zastanowienia zgodziłem się. Trochę zabawy na pewno mi nie zaszkodzi.
- Co?! Kellin, to nie tak! - chwycił się za skronie i zaczął je lekko pocierać. - Ja.. kurwa. - usiadł się obok mnie.
- Spokojnie, coś się dzieje? Masz jakiś problem? Wiesz, że przyjaźnimy się długo i możesz mi powiedzieć. - na razie nie poruszałem tematu tabletek, które znalazłem obok. Po kolei będzie prościej.
- Tak jakoś wyszło. Ale to i tak nie ma znaczenia.To było dawno i nie prawda. Teraz już przecież się nie tnę, i to się liczy. Nie będziemy o tym więcej rozmawiać, rozumiesz?
- Znalazłem też tabletki. wiem, że to narkotyki. W co ty się wjebałeś?!
- A co cię to obchodzi?! I tak jesteś teraz zajęty Oliverem i świata poza nim nie widzisz! Na tym wszystkim ucierpiałem tylko ja!
- Przecież podobno jesteś z Kate..
- Nie jestem. Ona po prostu za dużo ode mnie oczekuje, a ja tylko chciałem trochę odreagować i choć trochę zaznać tej całej pierdolonej miłości, o której ty tak ciągle mówisz! Ale to nie to samo. Całowanie się z tobą a z nią to była ogromna różnica. Nie ważne. Po prostu zapomnij, że ta rozmowa się odbyła.
-Nie, Vic. Nie rozumiem o co ci do końca chodzi. Wytłumacz i będzie łatwiej.
- Kocham cię, przyjacielu. - wyszeptał patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. - bardzo kocham. Ale Kellin, to i tak nic nie zmienia. Masz już osobę do której czujesz to samo co ja do ciebie.Rozumiem. On i tak zawsze będzie na pierwszym miejscu.
- A dziwisz się? Nawet nie przyszedłeś za pogrzeb mojego ojca żeby mnie wesprzeć.
- Nie przyszedłem? Byłem tam i bardzo chciałem cię pocieszyć, przytulić. Ale ty już miałeś taką osobę. Olivera. Postanowiłem wtedy, że muszę odpuścić tą rywalizację i bitwę o twoją uwagę. Proszę tylko o jedno. Zachowujmy się jakby nie było tej rozmowy. Cześć, Kells. - wyszedł z pokoju i ubierając kurtkę i buty szybko wyszedł. Usiadłem na kanapie. Musiałem poświęcić chwilę na przemyślenie całej sytuacji. Być może Vic ma rację, że nie poświęcam mu uwagi i czasu, którego przed pojawieniem się Oli'ego w moim życiu miałem więcej.
*
Następny dzień...
Wszedłem do szkoły i otrzepałem z włosów śnieg. W szkole już ucichło na temat naszej orientacji. To tylko dlatego, że Austin odpokutował i powiedział wszystkim, że to był tylko żart i jesteśmy hetero. Taa, hetero jak ja pierdolę z nas. Nie ważne. W każdym bądź razie na swoją dawną reputację musiałem trochę sobie zapracować. Chociaż w kwestii nauczycieli i niektórych uczniów nic się nie zmieniło.
Poszedłem do szatni i odłożyłem kurtkę. Nie było kurtki Olivera, ale była Vic'a. Ruszyłem w kierunku klasy, i już z daleka zauważyłem bruneta. Uśmiechnąłem się do niego kiedy spojrzał.Odwzajemnił uśmiech, ale po chwili odwrócił wzrok. Rozbrzmiał dzwonek i dlatego bezpośrednio wszedłem do otwartej klasy.
cz. II
Następnego dnia pojawiłem się w szkole dopiero na drugiej lekcji. Zaspałem. No trudno. Myślałem trochę o rozmowie Kellina i Vic'a. Właściwie to nie dotyczyła mnie, więc nie powinienem się nią przejmować i po prostu zapomnieć, że słyszałem o czym mówili. Tak też zrobiłem. To było pewnie tylko nieporozumienie i Vic się nie tnie.
On zachowywał się normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Ale Kellin cały czas na niego spoglądał i był przygnębiony. Chyba nie wyjaśnili sobie wszystkiego.
- Co się dzieje? - zapytałem Kellina. Musiałem udawać, że nie wiem o co chodzi,bo nie chciałem żeby chłopak dowiedział się, że podsłuchiwałem. - Kell, słuchasz mnie?
- Co? - odezwał się w końcu.
- Pytałem czy coś się dzieje. - westchnąłem.
- Nie, nic.
- Coś z Viciem? Pokłóciliście się?
- Przecież powiedziałem, że nic się nie dzieje. O co ci chodzi?! - zmarszczył czoło. Był lekko poirytowany.
- O nic, tylko..
- Wszystko jest okey. - usłyszałem za plecami głos Vic'a, który nagle pojawił się obok nas. - nie marnujcie czasu na rozmowy o mnie. Zajmijcie się sobą. Idźcie się całować i pieprzyć.
- Vic.. - syknął Kellin przez zaciśnięte zęby.
- Yy, może zostawię was samych, co? - wtrąciłem się, a oni spojrzeli na mnie.
- Nie. - odpowiedzieli jednocześnie. Atmosfera była bardzo napięta. Nie wiem o czym jeszcze wczoraj rozmawiali, ale na pewno nie dotyczyło to tylko problemów Vic'a.
- Kellin zrobiłby dla ciebie wszystko. - zwrócił się do mnie. - bo bardzo cię kocha. Więc proszę cię, bądź dlaniego dobrym chłopakiem i nigdy go nie krzywdź, bo na to nie zasługuje. Życzę wam szczęścia, czy coś w tym rodzaju. - powiedział, a potem odszedł, zostawiając nas samych. Spojrzałem na Kellina, który ukrył twarz w dłoniach. Nic już nie rozumiem.
- Kellin? - zapytałem niepewnie.
- Nic nie mów, proszę cię.
- Wytłumacz mi o co do cholery chodzi. - on cicho westchnął i po dłuższym milczeniu zaczął mówić, patrząc przed siebie.
- Vic powiedział mi, że mnie kocha. - uniosłem brwi, i patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Przecież Victor jest hetero. Więc jak kurwa może być zakochany w Kellinie?! - Ale wie, że i tak nie będziemy razem, więc postanowił sobie odpuścić. - no i dobrze. - Jadę do domu. Nie mam ochoty na rozmowy. Przepraszam, cześć. - jako, że wokół nas było pełno ludzi, a my nie chcieliśmy nadal ujawniać się z naszym związkiem, pożegnaliśmy się tylko zwykłym "cześć". Kellin wyszedł ze szkoły. Ja po chwili chciałem zrobić to samo, ale zatrzymał mnie czyjś głos.
- Hej, Oliver! Zaczekaj. - odwróciłem się, a przede mną stał ciemnowłosy chłopak z tunelami w uszach. Matt. Mój dobry znajomy.
- Cześć. Co chcesz?
- Może wyjdziesz gdzieś dziś wieczorem ze mną i kilkoma kumplami? - zapytał z uśmiechem. Po chwili zastanowienia zgodziłem się. Trochę zabawy na pewno mi nie zaszkodzi.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Rozdział 28
Cz. I
Pogrzeb mojego ojca to była najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Wszyscy płakali a ja miałem ochotę zamknąć się gdzieś i umierać powoli. Oliver zostawił mnie samego a ja starałem sobie wszystko poukładać. Czułem pustkę w sercu i nie bardzo mogłem sobie z tym poradzić. Postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Starłem łzy z policzków i wziąłem głęboki oddech. Poszedłem na parking gdzie stał tylko jeden samochód który dobrze znałem. Podszedłem do niego i wszedłem do środka.
-Dziękuję, że poczekałeś, że ze mną byłeś i dałeś mi tyle miłości. Kocham Cię- powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Zaniemówił ale po chwili objął moją twarz i delikatnie mnie pocałował.
-Ja Ciebie też. Nie masz za co. Od tego jestem a teraz jedziemy do mnie bo nie pozwolę Ci zostać samemu. Nie przyjmuje sprzeciwu.- uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową. Po chwili byliśmy u niego. Byliśmy w garniturach więc Oliver ubrał coś luźniejszego mi dał swoją koszulkę i spodnie. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Oliver spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-Zrobiłem kanapki, co chcesz do picia?
-Obojętnie i tak nie jestem głodny.- usłyszałem jego westchnięcie. Nalał mi soku i wszystko postawił na stole.
* Miesiąc później..
-Oliver! Weź się ogarnij i skup.- co chwilę nawoływałem go starając się przywrócić do porządku. Musieliśmy zrobić jakiś cholerny projekt na zaliczenie a Oliverowi akurat teraz zaczęło odbijać. Położył na moich kolanach głowę i spojrzał na mnie. Wyglądał bardzo uroczo ale byłem tak zdenerwowany, że nie działało to na mnie.
-Oliver to nie działa. Im prędzej skończymy tym będziemy mieli szybciej czas dla siebie.- on nagle łapiąc mnie za kark przyciągnął i pocałował. Bardzo mi tego w głębi duszy brakowało mi tego bo ani się na całowaliśmy ani nie uprawialiśmy seksu od dnia śmierci taty. Na szczęście szybko się uporałem z jego stratą. Byłem 2 razy u psychologa i potem stwierdziłem, że sam dam sobie rade. I dałem, teraz jest już dobrze. Odsunąłem się od chłopaka i spojrzałem mu w oczy.
-Proszę Cię, skończmy już ten cholerny projekt. Chce mieć to już z głowy- jeszcze po dwóch namowach Oli się dopiero zmobilizował i poszło nam nadzwyczajnie szybko.
-Będzie jakaś nagroda?- zapytał kiedy skończyliśmy.
-Być może- uśmiechnąłem się trochę tajemniczo.
Cz. II
Kellin w końcu pogodził się ze śmiercią jego ojca, więc jak na razie wszystko było dobrze. Namawiałem go kilka razy żeby poszedł do psychologa. Najpierw się zgadał twierdząc, że ' nie jestem wariatem, więc tego nie potrzebuje', ale kiedy wytłumaczyłem mu, że to może mu pomóc zgodził się.
Nie miałem ochoty na robienie tego projektu. Wolałem zająć się Kellinem, a nie pisaniem jakiś bezsensownych rzeczy. Ale musieliśmy go skończyć. Kiedy zrobiliśmy co do nas należało ja od razu przyciągnąłem Kellsa do siebie i złączyłem nasze usta. Szybko pobyliśmy się swoich ubrań. Ostatnio praktycznie w ogóle nie 'zbliżaliśmy' się do siebie. Brakowało mi seksu z Kellinem, ale przecież nie chciałem go do tego zmuszać po stracie ważnej dla niego osoby. Przygotowałem go bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego do końca, jednym ruchem przez co krótko krzyknął. Dałem mu chwilę aby się przyzwyczaił, a kiedy dał mi znak zacząłem delikatnie i powoli poruszać biodrami. Z każdą chwilą moje ruchy stawały się szybsze i bardziej zdecydowane. Z naszych ust wydobywały się jęki i inne niekontrolowane dźwięki. Doszedłem pierwszy. Kellin nie był do końca usatysfakcjonowany, więc objąłem jego męskość i szybko poruszałem po niej dłonią. Długo nie musiałem czekać, aby on też osiągnął szczyt. Opadliśmy na poduszki starając się uspokoić oddechy. Kell wtulił się we mnie a ja gładziłem palcami jego plecy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On nawet się ruszył więc zapytałem:
-Nie otworzysz?- westchnął i wstał. Ubrał się i wyszedł z pokoju. Ubrałem bokserki, a w pomieszczeniu pojawił się Kellin w towarzystwie Vic'a. Ten drugi od razu zlustrował mnie wzrokiem.
-Przeszkodziłem wam w czymś?- zapytał niepewnie. Kellin zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i chyba przypomniał sobie o czymś.
-Dobrze, że jesteś Vic. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać. Prędzej jakoś nie było okazji.- Vic spojrzał na Kellina a potem na mnie.
-To ja już pójdę,a wy sobie pogadajcie- powiedziałem i podszedłem do Kellina którego pocałowałem w usta. Vic, który musiał oglądać jak okazujemy sobie uczucia westchnął i przewrócił oczami. Wyszedłem do korytarza. kiedy ubrałem się usłyszałem fragment rozmowy Vic'a i Kellsa.
-Co się dzieje,Vic?
-Ale o co Ci chodzi?-chłopak był chyba trochę zdezorientowany.
-Miałem już prędzej z Tobą o tym porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zebrać się do tego.
-No mów.
-Kiedy Cie pobili, byłeś w szpitalu a ja znalazłem w Twoim mieszkaniu... żyletki- co?! Byłem zaskoczony. Vic się tnie?
-dlaczego?- Kell zapytał smutnym i przyciszonym głosem. Nie powinienem podsłuchiwać ich rozmowy, dlatego postanowiłem wyjść. Cicho opuściłem mieszkanie Kellina, dlatego nie wiem jak przebiegła dalsza rozmowa. Przedostałem się przez śnieg, który zdążył się już pojawić. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę swojego domu.
Pogrzeb mojego ojca to była najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Wszyscy płakali a ja miałem ochotę zamknąć się gdzieś i umierać powoli. Oliver zostawił mnie samego a ja starałem sobie wszystko poukładać. Czułem pustkę w sercu i nie bardzo mogłem sobie z tym poradzić. Postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Starłem łzy z policzków i wziąłem głęboki oddech. Poszedłem na parking gdzie stał tylko jeden samochód który dobrze znałem. Podszedłem do niego i wszedłem do środka.
-Dziękuję, że poczekałeś, że ze mną byłeś i dałeś mi tyle miłości. Kocham Cię- powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Zaniemówił ale po chwili objął moją twarz i delikatnie mnie pocałował.
-Ja Ciebie też. Nie masz za co. Od tego jestem a teraz jedziemy do mnie bo nie pozwolę Ci zostać samemu. Nie przyjmuje sprzeciwu.- uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową. Po chwili byliśmy u niego. Byliśmy w garniturach więc Oliver ubrał coś luźniejszego mi dał swoją koszulkę i spodnie. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Oliver spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-Zrobiłem kanapki, co chcesz do picia?
-Obojętnie i tak nie jestem głodny.- usłyszałem jego westchnięcie. Nalał mi soku i wszystko postawił na stole.
* Miesiąc później..
-Oliver! Weź się ogarnij i skup.- co chwilę nawoływałem go starając się przywrócić do porządku. Musieliśmy zrobić jakiś cholerny projekt na zaliczenie a Oliverowi akurat teraz zaczęło odbijać. Położył na moich kolanach głowę i spojrzał na mnie. Wyglądał bardzo uroczo ale byłem tak zdenerwowany, że nie działało to na mnie.
-Oliver to nie działa. Im prędzej skończymy tym będziemy mieli szybciej czas dla siebie.- on nagle łapiąc mnie za kark przyciągnął i pocałował. Bardzo mi tego w głębi duszy brakowało mi tego bo ani się na całowaliśmy ani nie uprawialiśmy seksu od dnia śmierci taty. Na szczęście szybko się uporałem z jego stratą. Byłem 2 razy u psychologa i potem stwierdziłem, że sam dam sobie rade. I dałem, teraz jest już dobrze. Odsunąłem się od chłopaka i spojrzałem mu w oczy.
-Proszę Cię, skończmy już ten cholerny projekt. Chce mieć to już z głowy- jeszcze po dwóch namowach Oli się dopiero zmobilizował i poszło nam nadzwyczajnie szybko.
-Będzie jakaś nagroda?- zapytał kiedy skończyliśmy.
-Być może- uśmiechnąłem się trochę tajemniczo.
Cz. II
Kellin w końcu pogodził się ze śmiercią jego ojca, więc jak na razie wszystko było dobrze. Namawiałem go kilka razy żeby poszedł do psychologa. Najpierw się zgadał twierdząc, że ' nie jestem wariatem, więc tego nie potrzebuje', ale kiedy wytłumaczyłem mu, że to może mu pomóc zgodził się.
Nie miałem ochoty na robienie tego projektu. Wolałem zająć się Kellinem, a nie pisaniem jakiś bezsensownych rzeczy. Ale musieliśmy go skończyć. Kiedy zrobiliśmy co do nas należało ja od razu przyciągnąłem Kellsa do siebie i złączyłem nasze usta. Szybko pobyliśmy się swoich ubrań. Ostatnio praktycznie w ogóle nie 'zbliżaliśmy' się do siebie. Brakowało mi seksu z Kellinem, ale przecież nie chciałem go do tego zmuszać po stracie ważnej dla niego osoby. Przygotowałem go bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego do końca, jednym ruchem przez co krótko krzyknął. Dałem mu chwilę aby się przyzwyczaił, a kiedy dał mi znak zacząłem delikatnie i powoli poruszać biodrami. Z każdą chwilą moje ruchy stawały się szybsze i bardziej zdecydowane. Z naszych ust wydobywały się jęki i inne niekontrolowane dźwięki. Doszedłem pierwszy. Kellin nie był do końca usatysfakcjonowany, więc objąłem jego męskość i szybko poruszałem po niej dłonią. Długo nie musiałem czekać, aby on też osiągnął szczyt. Opadliśmy na poduszki starając się uspokoić oddechy. Kell wtulił się we mnie a ja gładziłem palcami jego plecy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On nawet się ruszył więc zapytałem:
-Nie otworzysz?- westchnął i wstał. Ubrał się i wyszedł z pokoju. Ubrałem bokserki, a w pomieszczeniu pojawił się Kellin w towarzystwie Vic'a. Ten drugi od razu zlustrował mnie wzrokiem.
-Przeszkodziłem wam w czymś?- zapytał niepewnie. Kellin zaśmiał się i pokręcił przecząco głową. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i chyba przypomniał sobie o czymś.
-Dobrze, że jesteś Vic. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać. Prędzej jakoś nie było okazji.- Vic spojrzał na Kellina a potem na mnie.
-To ja już pójdę,a wy sobie pogadajcie- powiedziałem i podszedłem do Kellina którego pocałowałem w usta. Vic, który musiał oglądać jak okazujemy sobie uczucia westchnął i przewrócił oczami. Wyszedłem do korytarza. kiedy ubrałem się usłyszałem fragment rozmowy Vic'a i Kellsa.
-Co się dzieje,Vic?
-Ale o co Ci chodzi?-chłopak był chyba trochę zdezorientowany.
-Miałem już prędzej z Tobą o tym porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zebrać się do tego.
-No mów.
-Kiedy Cie pobili, byłeś w szpitalu a ja znalazłem w Twoim mieszkaniu... żyletki- co?! Byłem zaskoczony. Vic się tnie?
-dlaczego?- Kell zapytał smutnym i przyciszonym głosem. Nie powinienem podsłuchiwać ich rozmowy, dlatego postanowiłem wyjść. Cicho opuściłem mieszkanie Kellina, dlatego nie wiem jak przebiegła dalsza rozmowa. Przedostałem się przez śnieg, który zdążył się już pojawić. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę swojego domu.
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział 27
Jesteście kochani <3 Dziękujemy/ M.
___________________________________
Cz. I
-Co? Jak to? Przecież..
-Nie żyje.. nie-wpadłem w jakiś trans. Nic do mnie nie docierało. W głowie krążyły mi tylko słowa mojej mamy "Synku, tata nie żyje. Zmarł w szpitalu po wypadku samochodowym. Dzisiaj. Proszę przyjedź"
-Kellin!- spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Musze jechać, ja muszę- wstałem i szybko wyszedłem.
-Kell, uspokój się, proszę Cię. Ja Cie zwiozę.- odzyskałem zdrowy rozsądek i po moich policzkach spłynęły łzy. Miałem z ojcem idealny kontakt mimo, że rzadko się widywaliśmy.
-Ej spokojnie. Nie płacz, Kells.- Oliver przytulił mnie.
-Nie mogę w to uwierzyć, zawieź mnie do szpitala. Szybko. Proszę. -wsiedliśmy do samochodu i po kilku minutach jazdy byliśmy przed szpitalem. Wyszliśmy z samochodu i pobiegliśmy do szpitala. Modliłem się w duchu żeby to był sen albo żart. Moje nadziej legły w gruzach gdy zobaczyłem zapłakaną mamę. Podszedłem do niej a ona wstała i wtuliła się we mnie wybuchając płaczem.
-Cii, mamo nie płacz- sam płakałem. Oli trzymał się na uboczu i nie odzywał się.
-Kellin przecież on.. by-ł taki młody. Tak go kocha-łam. A-a ktoś mi go ode-brał- wyszlochała a ja przytuliłem ją mocniej do siebie. Bardzo razem cierpieliśmy. Po chwili przyszedł lekarz. Oznajmił nam melancholijnym głosem, że jego serce już przestało bić i jeżeli chcemy to możemy go zobaczyć. Chcieliśmy. Weszliśmy do sali w której stało jedno łóżko. Na nim leżał blady, poobdrapywany mężczyzna. Mój tata. Nie mogłem go poznać. Wyglądał zupełnie inaczej niż kiedy był w pełni sił i.. wszystkiego. Mama zbliżyła się do łóżka i chwyciła chłodną dłoń taty. Po czym rozpłakała się i zaczęła do niego szeptać na koniec całując go w czoło. Ja również go ucałowałem a potem przyszło kilku ludzi i kazali nam wyjść. Na korytarzu nadal czekał Oliver. Gdy wyszliśmy szybko wstał. Mama na szczęście przestała płakać. Nie miała już więcej łez. Widziałem po jej twarzy jak było jej ciężko i jak chce jej się spać.
-Mamo, odwiozę Cię do domu. Musisz się przespać. Jeśli chcesz zostanę z Tobą.
-Dziękuje synku, dziękuje- szepnęła- pójdę do toalety- skinąłem głową a mama zniknęła za drzwiami. Poczułem rękę na ramieniu i spojrzałem na Olivera. Nie miałem na nic siły i dlatego bezsilnie wtuliłem się w niego.
- Kochanie będzie dobrze, zobaczysz.- szepnął i pocałował mnie w głowę. Po chwili wróciła mama.
-Oli, zawieziesz nas?
-Jasne, dzień dobry- zwrócił się do mojej mamy- bardzo mi przykro
-Dziękuję, mi też- zdobyła się na delikatny uśmiech. Wyszliśmy z tego cholernego szpitala i wsiedliśmy do samochodu. Oli podjechał pod dom mojej mamy a ja zacząłem się zbierać.
-Nie Kell, ja muszę się jakoś sama z tym uporać. Przyjedź jutro. Poradzę sobie.
-Na pewno? Może lepiej z Tobą zostanę?
-Nie, jedź do siebie. Do widzenia. -wyszła z samochodu a Oli ruszył dalej. Nie byłem pewny czy dobrze zrobiłem zgadzając się aby mama została sama.
Cz.II
Było mi żal Kellina. Wiedziałem, że miał dobry kontakt ze swoim ojcem, więc na pewno bardzo to przeżył. Jest wrażliwy dlatego to wydarzenie jeszcze bardziej go dotknęło. Muszę być teraz przy nim i wspierać go. Zatrzymałem się przed domem Kellina.
-Może pojedziemy do mnie, albo zostanę z Tobą, co?- zaproponowałem a on pokręcił przecząco głowa
-Poradzę sobie-powiedział cicho. Nie chciałem zostawiać go samego, w tej sytuacji.
-Martwię się o Ciebie-westchnąłem.
-Nie martw się. Nie zrobię nic głupiego. Po prostu chce być sam. -zrozumiałem, przytuliłem go i szepnąłem
-Będzie dobrze, kochanie- zacząłem lekko gładzic dłonią jego włosy.
-Nie będzie Oliver. Jego już przy mnie ie ma.
-Ale ja jestem przy Tobie. I zawsze będę.- Kellin odsunął się ode mnie i powiedział krótkie 'dziękuję' po czym wyszedł z auta i wrócił do swojego mieszkania.
*
Kilka dni później odbył się pogrzeb. Przez ten czas starałem się jak najczęściej być z Kellinem. Vic i Kate też starali się jakoś mu pomóc ale Kell nie chciał nawet z nimi rozmawiać. Tylko przede mną i swoją matką potrafił się w jakiś sposób otworzyć. Mało jadł i mało spał. Nie wiedziałem co mam robić. Ale wydawało mi się, że z każdym dniem jest trochę lepiej. Zastanowiłem się czy powinienem pojawić się na pogrzebie. W końcu ojciec Kellina był dla mnie obcym człowiekiem. Ale chciałem być wtedy z Kellinem i wspierać go, bo wiedziałem, że to na razie dla niego trudna sytuacja. Przez cały czas staliśmy z boku. Obejmowałem Kellina stojąc za nim, a on bezradnie patrzył na to co działo się z cmentarzu.
-Dlaczego akurat on?- wyszeptał w pewnym momencie chłopak.
-Nie wiem, ale na pewno na to nie zasłużył- odpowiedziałem i pocałowałem go w czubek głowy. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ale i tak mało obchodziło nas co pomyśleliby sobie Ci ludzie. Kiedy zakopano dół, w którym wcześniej znalazła się trumna, wszystkie zebrane osoby zaczęły powoli opuszczać cmentarz. Nigdy nie lubiłem przebywać w takich miejscach dlatego tez chciałem już wracać.
-Chciałbym zostać sam- odezwał się Kellin a ja pokiwałem głową i zostawiłem go.
___________________________________
Cz. I
-Co? Jak to? Przecież..
-Nie żyje.. nie-wpadłem w jakiś trans. Nic do mnie nie docierało. W głowie krążyły mi tylko słowa mojej mamy "Synku, tata nie żyje. Zmarł w szpitalu po wypadku samochodowym. Dzisiaj. Proszę przyjedź"
-Kellin!- spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Musze jechać, ja muszę- wstałem i szybko wyszedłem.
-Kell, uspokój się, proszę Cię. Ja Cie zwiozę.- odzyskałem zdrowy rozsądek i po moich policzkach spłynęły łzy. Miałem z ojcem idealny kontakt mimo, że rzadko się widywaliśmy.
-Ej spokojnie. Nie płacz, Kells.- Oliver przytulił mnie.
-Nie mogę w to uwierzyć, zawieź mnie do szpitala. Szybko. Proszę. -wsiedliśmy do samochodu i po kilku minutach jazdy byliśmy przed szpitalem. Wyszliśmy z samochodu i pobiegliśmy do szpitala. Modliłem się w duchu żeby to był sen albo żart. Moje nadziej legły w gruzach gdy zobaczyłem zapłakaną mamę. Podszedłem do niej a ona wstała i wtuliła się we mnie wybuchając płaczem.
-Cii, mamo nie płacz- sam płakałem. Oli trzymał się na uboczu i nie odzywał się.
-Kellin przecież on.. by-ł taki młody. Tak go kocha-łam. A-a ktoś mi go ode-brał- wyszlochała a ja przytuliłem ją mocniej do siebie. Bardzo razem cierpieliśmy. Po chwili przyszedł lekarz. Oznajmił nam melancholijnym głosem, że jego serce już przestało bić i jeżeli chcemy to możemy go zobaczyć. Chcieliśmy. Weszliśmy do sali w której stało jedno łóżko. Na nim leżał blady, poobdrapywany mężczyzna. Mój tata. Nie mogłem go poznać. Wyglądał zupełnie inaczej niż kiedy był w pełni sił i.. wszystkiego. Mama zbliżyła się do łóżka i chwyciła chłodną dłoń taty. Po czym rozpłakała się i zaczęła do niego szeptać na koniec całując go w czoło. Ja również go ucałowałem a potem przyszło kilku ludzi i kazali nam wyjść. Na korytarzu nadal czekał Oliver. Gdy wyszliśmy szybko wstał. Mama na szczęście przestała płakać. Nie miała już więcej łez. Widziałem po jej twarzy jak było jej ciężko i jak chce jej się spać.
-Mamo, odwiozę Cię do domu. Musisz się przespać. Jeśli chcesz zostanę z Tobą.
-Dziękuje synku, dziękuje- szepnęła- pójdę do toalety- skinąłem głową a mama zniknęła za drzwiami. Poczułem rękę na ramieniu i spojrzałem na Olivera. Nie miałem na nic siły i dlatego bezsilnie wtuliłem się w niego.
- Kochanie będzie dobrze, zobaczysz.- szepnął i pocałował mnie w głowę. Po chwili wróciła mama.
-Oli, zawieziesz nas?
-Jasne, dzień dobry- zwrócił się do mojej mamy- bardzo mi przykro
-Dziękuję, mi też- zdobyła się na delikatny uśmiech. Wyszliśmy z tego cholernego szpitala i wsiedliśmy do samochodu. Oli podjechał pod dom mojej mamy a ja zacząłem się zbierać.
-Nie Kell, ja muszę się jakoś sama z tym uporać. Przyjedź jutro. Poradzę sobie.
-Na pewno? Może lepiej z Tobą zostanę?
-Nie, jedź do siebie. Do widzenia. -wyszła z samochodu a Oli ruszył dalej. Nie byłem pewny czy dobrze zrobiłem zgadzając się aby mama została sama.
Cz.II
Było mi żal Kellina. Wiedziałem, że miał dobry kontakt ze swoim ojcem, więc na pewno bardzo to przeżył. Jest wrażliwy dlatego to wydarzenie jeszcze bardziej go dotknęło. Muszę być teraz przy nim i wspierać go. Zatrzymałem się przed domem Kellina.
-Może pojedziemy do mnie, albo zostanę z Tobą, co?- zaproponowałem a on pokręcił przecząco głowa
-Poradzę sobie-powiedział cicho. Nie chciałem zostawiać go samego, w tej sytuacji.
-Martwię się o Ciebie-westchnąłem.
-Nie martw się. Nie zrobię nic głupiego. Po prostu chce być sam. -zrozumiałem, przytuliłem go i szepnąłem
-Będzie dobrze, kochanie- zacząłem lekko gładzic dłonią jego włosy.
-Nie będzie Oliver. Jego już przy mnie ie ma.
-Ale ja jestem przy Tobie. I zawsze będę.- Kellin odsunął się ode mnie i powiedział krótkie 'dziękuję' po czym wyszedł z auta i wrócił do swojego mieszkania.
*
Kilka dni później odbył się pogrzeb. Przez ten czas starałem się jak najczęściej być z Kellinem. Vic i Kate też starali się jakoś mu pomóc ale Kell nie chciał nawet z nimi rozmawiać. Tylko przede mną i swoją matką potrafił się w jakiś sposób otworzyć. Mało jadł i mało spał. Nie wiedziałem co mam robić. Ale wydawało mi się, że z każdym dniem jest trochę lepiej. Zastanowiłem się czy powinienem pojawić się na pogrzebie. W końcu ojciec Kellina był dla mnie obcym człowiekiem. Ale chciałem być wtedy z Kellinem i wspierać go, bo wiedziałem, że to na razie dla niego trudna sytuacja. Przez cały czas staliśmy z boku. Obejmowałem Kellina stojąc za nim, a on bezradnie patrzył na to co działo się z cmentarzu.
-Dlaczego akurat on?- wyszeptał w pewnym momencie chłopak.
-Nie wiem, ale na pewno na to nie zasłużył- odpowiedziałem i pocałowałem go w czubek głowy. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ale i tak mało obchodziło nas co pomyśleliby sobie Ci ludzie. Kiedy zakopano dół, w którym wcześniej znalazła się trumna, wszystkie zebrane osoby zaczęły powoli opuszczać cmentarz. Nigdy nie lubiłem przebywać w takich miejscach dlatego tez chciałem już wracać.
-Chciałbym zostać sam- odezwał się Kellin a ja pokiwałem głową i zostawiłem go.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)