czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 26

Cz. I
Nie wiedziałem gdzie Oliver chciał mnie zabrać ale bardzo mnie to ciekawiło. Niestety wiedziałem, że niczego mi nie powie i będę musiał poczekać cierpliwie. Jechaliśmy ponad godzinę. Ściemniało się a mi powoli zachciewało się spać.
- Oli, daleko jeszcze?
-Jeszcze z pół godziny, prześpij się jak chcesz- sięgnął po koc który leżał na tylnym siedzeniu  i mi go podał.- Albo i dłużej- westchnął
-Dziękuje- otuliłem się kocem i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Jedyne co pamiętam to cicha muzyka z radia i skupiony na drodze wzrok Olivera.
    *
Obudziłem się w niewygodnej pozycji. Wszystko mnie bolało a do tego nie wiedziałem gdzie jestem. Widać było ledwo zachód słońca a Olivera nigdzie nie było. Zrzuciłem z siebie koc i powoli wygramoliłem się z samochodu. Rozejrzałem się i aż mnie zamurowało. Stałem na jakimś piasku, wszędzie było dużo kamieni i w oddali woda. Morze? No coś w tym rodzaju. Przy zachodzie słońca wyglądało to wręcz bajkowo. Poszedłem kawałek dalej plażą i dostrzegłem kilka małych drewnianych domków. Zapewne dla turystów. Chwile potem zostałem objęty od tyłu i przytulony.
-Pięknie, co?- szepnął mi do ucha Oli a ja oparłem głowę o jego klatkę piersiową.
-Taak, jak znalazłeś to miejsce?
-A tak jakoś, przypadkiem
-Ale powinniśmy już chyba wracać jutro..
-Nie, Kells. Zostajemy tu całą noc i bez dyskusji. Uprosiłem takiego miłego Pana i wypożyczył nam jeden z tych domków na noc. Po drodze kupiłem  coś do jedzenia itp.
-Dziękuje- wyszeptałem i odwracając się twarzą do Olivera wtuliłem się w niego- tak bardzo dziękuje. Tego potrzebowałem.
-Wiem, nie masz za co. Kocham Cię- czułem się jak zakochana nastolatka! Serio! Zachód słońca, plaża i mój chłopak mówiący, że mnie kocha. Ha, nie jedna by tak chciała!
-Ja Ciebie też- odpowiedziałem po chwili i zsunąłem z siebie bluzę.
-Co robisz? Jest zimn...
-Cicho.- zarządziłem- zaraz będzie cieplej- Oli zrozumiał moją sugestię, zdjął swoją bluzę i złączył nasze usta.
-Może chodźmy lepiej do dom.. ah!- ścisnąłem jego krocze a on słodko jęknął.
-Może lepiej nie- już po chwili leżeliśmy na piasku i całowaliśmy się jak jacyś napaleńcy. Chociaż sądząc po Oliverze wiele się z tym określeniem nie pomyliłem. Chwile potem nie miałem już ani spodni ani bokserek a Oli starał się mnie przygotować aby bolało już najmniej. Jakiś czas potem dałem mu znak, że może już zacząć. Oli ze skupieniem na twarzy zaczął we mnie wchodzić. Nie lubiłem tego uczucia ale po nim zawsze przychodziła rozkosz, więc było warto wytrzymać. Oliver po chwili już nie był taki delikatny i poruszał się zdecydowanie. Słuchałem jego westchnięć, jęków i dołączyłem również swoje. Nie liczył się piasek który poprzylepiał się do mnie ale spełnienie  które przyszło szybko. Oliver doszedł chwilę potem we mnie.
-Dziękuję, dziękuję-wyszeptałem i zasnąłem zmęczony

Cz. II
Postanowiłem zabrać Kellina w jedno z moich ulubionych miejsc. Kiedyś przyjeżdżałem tutaj z Victorią, ale ona nie jest teraz ważna. Byłem zadowolony, bo widziałem, że Kellsowi się tu podoba. Położyłem się obok niego na piasku. Po chwili zorientowałem się, że chłopak zasnął. No kurwa. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do domku. Na szczęście jest lekki, więc nie było to trudne. Potem wróciłem i pozbierałem jego rzeczy bo swoje już miałem na sobie.
    *
Obudziłem się dość wcześnie. Kellin jeszcze spał. Wstałem i ubrałem się.
-Wstawaj Kellin- szepnąłem mu do ucha i pocałowałem go w policzek.
-Jeszcze chwila- mruknął niewyraźnie. Prosiłem go jeszcze kilka razy. Ponarzekał ale w końcu zebrał się i wstał. Jak z dzieckiem. Zjedliśmy śniadanie które przygotowałem kiedy Kells się ubierał. Jestem dla niego za dobry. Opuściliśmy domek i trzymając się za ręce skierowaliśmy się do samochodu.
-Pedały!- krzyknął jakiś chłopak, kiedy się całowaliśmy. Nie zwróciłem na niego większej uwagi. Teraz, skoro i tak już wystarczająco dużo ludzi wie o naszym związku będę musiał przyzwyczaić się do tego, że nie wszyscy tolerują gejów. W szkole jesteśmy pewnie tematem numer jeden. W sumie mi to nie przeszkadza, zastanawiam się tylko jak Kell to wszystko znosi. Ciężko mu było przyzwyczaić się do tego, że ma chłopaka a teraz będzie musiał przyzwyczaić się do reakcji ludzi. Może nie będzie aż tak źle i tylko przesadzam. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Jedziemy do mnie?- zaproponowałem a on od razu się zgodził. Po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Kiedy tylko zamknąłem drzwi od mieszkania przyciągnąłem Kellina do siebie i zacząłem go całować. Ale kiedy ściągnąłem jego koszulkę a moje ręce powędrowały do paska jego spodni, zaprotestował.
-Jeszcze po wczorajszym nie mogę normalnie chodzić- zaśmiałem się a on spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem. Założył koszulkę.
-Ale chyba nie powiesz mi, że Ci się nie podobało.
-Podobało mi się, ale zrozum, że po naszym seksie to mnie boli dupa, a nie Ciebie. Egoisto.- poszedł do pokoju, a ja poszedłem za nim. Teoretycznie powinniśmy być teraz w szkole i przykładać się do nauki. Leżeliśmy w ciszy na łóżku kiedy nagle zadzwonił telefon Kellina. Podniósł się i usiadł po czym odebrał. Po krótkiej rozmowie z której nic nie wywnioskowałem, Kellin zrobił się jeszcze bledszy niż zazwyczaj, jeśli to w ogóle było możliwe i prawie wypuścił telefon z rąk.
-Coś się stało?- zapytałem, ale on nic nie odpowiedział- Kellin, co jest?- usiadłem i patrzyłem na niego czekając aż coś powie.
-Mój ojciec.. nie żyje.

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 25

Cz. I
Oliver rozebrał mnie. Miał śmieszną minę. Niby skupiony i podniecony ale dostrzegałem także takie nerwy, że ktoś może znowu nam przeszkodzić. Oli zdjął swoją koszulkę a ja przyssałem się do jego szyi robiąc mu dużą malinkę. Przez następne kilka minut zrobiłem mu ich jeszcze kilka. Poczułem jak jego palce zaciskają się na mojej męskości a druga dłoń zsuwa moje bokserki. Jęknąłem i wygiąłem się w łuk. Po chwili palce zniknęły ale za to poczułem ciepły oddech. Oliver objął ustami czubek mojego penisa a ja ponownie jęknąłem, otwierając usta a zamykając oczy. Było mi tak dobrze. Oli na chwilę odsunął się ode mnie a ja westchnąłem. Spojrzałem jak ściąga spodnie, rzuca na łóżko prezerwatywy i żel. Podszedł do mnie z taką miną, że aż wymsknęło mi się westchnięcie na samą myśl o tym co mogła oznaczać i co chciał zrobić. Usiadł na mnie okrakiem i pociągnął do pozycji siedzącej. Zaczęliśmy się całować, szybko i zachłannie. Odsunęliśmy się od siebie na chwile. Oli dalej miał zamknięte oczy. Usłyszałem szeptem wypowiedziane imię i zamurowało mnie. Zrzuciłem z siebie Olivera a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Co jest, kurwa?-zerwałem się z łóżka i założyłem bokserki oraz koszulkę
-Kellin, co ty robisz?-szybko sie ubrałem, ogarnąłem włosy i spojrzałem na Olivera
-Serio? Victoria? W takim momencie musiałeś o niej przypomnieć?!
-Ale przecież.. Kells bo.. ja nawet nie zwróciłem na to uwagi, wymsknęło mi się, przepraszam. Kells nie zachowuj się jak dziecko. Chodź-popatrzyłem na niego chwilę a potem ruszyłem do wyjścia. Wiedziałem, że nawet nie ma jak mnie zatrzymać. Trzasnąłem drzwiami i wchodząc do samochodu odjechałem. Miałem pogadać jeszcze z Vic'em ale zupełnie straciłem humor na wszystko. Postanowiłem jechać na zakupy. Kupiłem kilka koszulek i spodnie. Wracając kupiłem coś na kolacje i wróciłem w końcu do domu. Zaparkowałem, wziąłem torby i cicho wszedłem do domu. Wszedłem do kuchni w której była Katelynne i.. Vic. Całowali się. Poczułem pewne ukłucie w środku. Jedna reklamówka pękła a zakupy wysypały się na podłogę. Vic i Kate oderwali się od siebie i spojrzeli na mnie zdziwieni
-Nie przeszkadzajcie sobie-mruknąłem i zacząłem zbierać zakupy. Schowałem to gdzie trzeba i zabierając nowe ubrania wyszedłem z kuchni. Zamknąłem się w pokoju i położyłem się na łóżku. Musiałem zasnąć bo gdy wstałem było już ciemno na dworze. Poszedłem do kuchni napić się i mijając salon zauważyłem, że Kate śpi opierając głowę o ramie Vic'a. Nalewałem sobie właśnie wody kiedy usłyszałem jak ktoś wchodzi do kuchni. Odwróciłem się i zobaczyłem blisko mojej, twarz Vic'a.
-Czemu nie powiedziałeś, ze miedzy wami coś jest?- zamiast odpowiedzi pocałował mnie.

 Cz. II
Muszę być naprawdę totalnym debilem. Jak mogłem tak po prostu przypomnieć sobie o Victorii, i to jeszcze w takiej sytuacji z Kellinem. Victoria była dobra w łóżku, ale to jest już zamknięty rozdział i na pewno nie chcę do niego wracać. Więc kurwa, bez przesady. Powiedziałem tylko jej imię. Liczyłem na dobry seks z Kellinem, ale musiałem wszystko spieprzyć. A mogło być fajnie. Po tym jak Kells wyszedł z mojego mieszkania ubrałem się po czym schowałem żel i prezerwatywy do szafki obok łóżka. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałem o poszedłem otworzyć. Austin. Jeszcze jego mi tutaj brakowało. Myślałem, że już wszystko juz sobie wyjaśniliśmy. Chyba jednak nie do końca.
-Cześć, możemy pogadać?-był spokojny, może nawet trochę.. smutny?
-Nie mamy o czym-odpowiedziałem krótko. Chciałem zamknąć drzwi, ale pomyślałem, ze warto dać mu jeszcze jedną szanse. Chyba nie powinienem. Trudno.  
-Wejdź-westchnąłem i wpuściłem go do środka.
-Przyszedłeś do mnie bo nie masz kasy, nie masz gdzie mieszkać czy dlatego, że nie możesz poradzić sobie z tym, że wpadłeś z moją byłą?-skrzyżowałem ręce i patrzyłem na niego z ironicznym uśmiechem.
-Chcę Cię przeprosić. Zrozumiałem, że zachowałem się jak kretyn. Byłem po prostu zwykłym skurwysynem i nie liczyłem się z uczuciami innych- nie wiedziałem czy mówił prawdę i czy się zmienił, ale przez jego głupotę połowa szkoły wie teraz o mojej orientacji.
-Muszę to wszystko przemyśleć. Nie wiem co mam robić. Daj mi czas- Austin pokiwał głową.
- Zależy mi na naszej przyjaźni, ale jeśli mi nie wybaczysz to zrozumiem. przeze mnie masz problemy. Przepraszam Cię za wszystko- jeśli myśli, że jednym głupim 'przepraszam' wszystko załatwi to sie myli. Ale przynajmniej żałuje, że to zrobił. Ciekawe czy romansu z Victorią też żałuje. Pewnie nie.
-Przemyśl to.-powiedział po czym wyszedł.
  Następnego dnia..   *
Dzwoniłem kilka razy do Kellina. Nie odebrał. Mogłem się tego spodziewać. Ale nie wydaje mi się, że trochę przesadza. Pojechałem do niego.
-Porozmawiamy?-zapytałem kiedy otworzył drzwi.
-Nie.
-Kellin, przecież wiesz, że nic mnie już nie łączy z Victorią- powiedziałem  i przetarłem twarz dłońmi.
-Więc czemu przypominasz sobie o niej w takich sytuacjach?!
-Proszę Cię nie przesadzaj. Przepraszam, ok? Chodź do mnie-poprosiłem i rozłożyłem ręce a on bez słowa przytulił się do mnie. -Kocham Cię- odsunąłem się i pocałowałem go. Kiedy chciałem pogłębić pocałunek, chłopak delikatnie mnie od siebie odepchnął.
-Co jest?
-Nic.. po prostu nie mam humoru.
-Kell, ja naprawdę nie chciałem wtedy tego powiedzieć..
-To nie o to chodzi. Nie mam humoru i tyle.- czasami naprawdę zachowuje się jak dziewczyna
-Ubieraj się- powiedziałem a on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Po co?
-Zabieram Cię gdzieś.
-Gdzie?
-Zobaczysz.- poczekałem aż ubierze bluzę i buty. Kiedy był już gotowy wyszliśmy i wsiedliśmy do mojego samochodu. 

wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 24

Zapewne ten rozdział też nie będzie Wam się podobał ale trudno, dodaję go. Wszystko dzieje się tak szybko bo nie chcemy nudnych rozdziałów w których nic nie będzie się działo. Najwidoczniej nam to nie wychodzi. Zapraszamy do czytania /Merry
-----------------------------------------------------------------------
Cz. I
Po tym jak dowiedziałem się, ze Austin powiedział kilku osobom o moim związku zaciągnąłem tą sukę- Victorię do Olivera. To było ciężkie przeżycie dla nas wszystkich. Nie przemyślałem, ze przecież Oli może mnie znienawidzić z to , że zataiłam przed nim dość istotną wiadomość..
       Następny dzień..      *
W szkole nie było Olivera a j nie mogłem znieść myśli i wytrzymać danej sytuacji w jakiej się znalazłem. Uciekłem z lekcji i pojechałem do mojego chłopaka. Jeeny to nadal brzmi dziwnie. Po 15 minutach pukałem do drzwi mieszkania Oli'ego. Otworzył je. Nie było tego uśmiechu którym obdarzał mnie zawsze. Nie było tego radosnego błysku w oczach.
-Cześć, mogę wejść?-powiedziałem cicho
- Tak, wejdź-odsunął się wpuszczając mnie do środka. Od razu przystąpiłem do rozmowy.
-Jesteś zły?
-Nie no za co?
-Dobra, widzę. Przepraszam, wiem głupio zrobiłem, że Ci prędzej nie powiedziałem ale nie miałbym nic na nich. Teraz widzę, że nie było warto bo i tak się dowiedzieli niektórzy. Nie wiem co mógłbym jeszcze powiedzieć. Przepraszam- cisza. Cisza która była dla mnie chwilą ogromniej niepewności.
-Nie znałem Cię od tej strony. Chciałeś dobrze ale jakoś Ci nie wyszło. Tak jak nasz związek z resztą- zamarłem. Nie mogłem uwierzyć w to co mówił.
-Co? Oszalałeś?! Za wiele dla mnie znaczysz i nie pozwolę Ci odejść! Rozumiesz?! -nawet nie wiem kiedy zacząłem krzyczeć.
-Liczyłem na taką odpowiedź-szepnął a ja mocno się do niego przytuliłem.
-Kocham Cie. Bardzo mocno, kocham.- powiedziałem cicho 
- Ja też- w końcu się uśmiechnął i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. odetchnąłem i oddałem się pieszczocie. Byłem u niego jeszcze kilka godzin. Siedzieliśmy właśnie na kanapie kiedy on zbliżył się do mnie i wymruczał mi do ucha ciche;
-Chcę Cie- nie zdążyłem nic powiedzieć bo on wciągnął mnie na swoje kolana i wstał kierując się do sypialni. Po chwili zostałem rzucony  na łóżko. Oliver w pospiechu ściągnął swoją koszulkę i położył się na mnie, całując. nawet nie wiem kiedy sprawie zdjął ze mnie koszulkę, spodnie i skarpetki. Przeszedł z pocałunki na moją szyję. Usłyszałem jak mój telefon dzwoni.    
-Oli, czekaj. Musze odebrać.- niechętnie się ode mnie odsunął. Dzwoniła Katelynne.
-Halo?
-Kellin mógłbyś przyjechać? Jest u nas Vic. Nie wiem czy pijany czy naćpany ale dziwnie się zachowuje
-Dobra, zaraz będę- rozłączyłem się i spojrzałem na Olivera.
-Musze jechać. Kate dzwoniła, że Vic przyjechał naćpany- zebrałem się i mimo próśb Oli'ego pojechałem. Zabije go. Przysięgam.

Cz. II
Byłem zły na Kellina. Wiedział o wszystkim prędzej, ale o niczym mi nie powiedział. Chciał dobrze, ale jakoś mu nie wyszło. I tak niedługo już wszyscy będą wiedzieć o tym, że jesteśmy razem. Ciekawe jak to wszystko się dalej potoczy. No i jeszcze ta sprawa z Austinem i Victorią. Właściwie to mam na nich wyjebane. Nie chcę mieć już z nimi nic wspólnego.
   *
Kellin zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Ubrałem się. Kurwa. Akurat w takim momencie musiała zadzwonić Kate. Wziąłem kurtkę i wyszedłem z mieszkania. Pochodziłem trochę po centrum i pokręciłem się bez celu. Przy okazji przemyślałem  sobie to wszystko na spokojnie. Kiedy wróciłem  do mieszkania był dość późno.
  *  Następnego dnia..
Byłem w szkole. Kellin o dziwo tez się pojawił. Oboje powinniśmy przyłożyć się trochę do nauki, ale po ostatnich zdarzeniach raczej żaden z nas o tym nie myśli. Dzień ledwo się zaczął, a ja już chciałem żeby się skończył. Przez cały czas widziałem jak niektórzy dziwnie się na nas patrzyli lub mówili coś miedzy sobą. Udawałem, że po prostu tego nie widzę. Niedługo cała szkoła będzie już wiedziała, że jesteśmy razem. Ci ludzie mnie denerwują. Moje życie, moja sprawa. Co ich obchodzi z ki się spotykam i kogo rucham. Umówiłem się z Kellinem, że przyjedzie do mnie wieczorem. Przez resztę dnia staraliśmy się unikać żeby nie wzbudzić większych podejrzeń.
   * Wieczorem..
-Hej Kochanie-przywitałem się z Kells'em i wpuściłem go do środka.
- Nie mów tak bo czuje się wtedy jak dziewczyna
-Narzekasz- pocałowałem go i poszliśmy do pokoju.
-Jak Vic?-zapytałem. wcześniej jakoś o tym zapomniałem.
-Wczoraj był za bardzo naćpany, więc nic do niego nie docierało. Jutro pojadę do niego i z nim pogadam. Ostatnio w ogóle nie wiem co się z ni m dzieje-położył mi głowę na ramieniu.
-Nie przejmuj się. Jest dorosły i przecież wie co robi- Kellin mruknął  coś niewyraźnie. Uniosłem jego podbródek i zacząłem go całować. Stopniowo pogłębiając pocałunek. Zdjąłem koszulkę, a po chwili pozbyłem się także ubrań Kellina. Mam nadzieję, że tym razem nikt nam nie przeszkodzi.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 23

Dziękujemy za komentarze, tak ciepło na serduszku jest ♥Kochamy Was! Komentujcie dalej:) /Merry
cz.I
 Z racji, że wczoraj wyszedłem z wilgotnymi włosami w tą pogodę, dziś byłem chory. Dlatego nie było mnie w szkole.
*
Zacząłem szukać czegoś na Austina, w razie gdyby miał coś powiedzieć o naszym związku. Znalazłem dużo numerów telefonów ludzi, którzy jawnie za nim nie przepadali. Nie żeby tworzyli jakąś grupę, bo bardzo długo szukałem numeru każdego z osobna. Ach, te znajomości.
Trochę podzwoniłem, i większość nie chciała ze mną gadać, albo miała wyjebane. Gdy dzwoniłem do jakiegoś kolesia, on powiedział mi coś co zbiło mnie z tropu. Powiedział, że Victoria miała z nim romans. W sensie z Austinem. Po niedługiej rozmowie z tym facetem, postanowiłem zadzwonić do Victorii. A tak w  ogóle Oliver, gdy tylko przyszła Katelynne, zmył się, aja zacząłem szukać. Nie miałem numeru do Victorii, więc na dziś sobie odpuściłem. Uknułem plan, za który i Victoria i Austin mogliby mnie znienawidzić, ale nie dbałem o to. W sumie to na Austina nic takiego nie miałem, więc czekało mnie sporo pracy.Szkoda mi było tylko Olivera.Wiadomo, że mu teraz o tym nie powiem, bo mój plan nie udałby się. Byłem trochę ciekawy jego reakcji i zachowania.
Wyszedłem na zewnątrz i ruszyłem w stronę centrum. Przechodząc obok domu Olivera zawahałem się czy nie pójść, i powiedzieć mu co wiem, ale potem od razu zwątpiłem. Później przechodziłem obok kawiarni. W oczy rzuciła mi się twarz Austina i Victorii. Mam szczęście. Wszedłem szybko i zbliżyłem się do nich.
- No witam zakochanych. - powiedziałem z szyderczym uśmiechem, a oni spojrzeli na mnie. W takich sprawach i momentach potrafiłem zachować się jak zimny skurwysyn
- Zakochanych? Chyba ci się coś pojebało. A u ciebie jak? Dupa boli? - zaśmiał się Austin. Nie rusza mnie to jakoś.
- Oh, a więc Victorio, że tak powiem. Słyszałem, że bardzo chcesz wrócić do Olivera?
-Ta, bo co? Myślisz, że jesteś dla mnie konkurencją? Żałosny.
- Konkurencją? Proszę cię, możesz być skończona w jego oczach gdyby dowiedział się, że dałaś się ruchać będąc z nim, Austinowi. - poczułem wibracje w kieszeni. Wyjąłem telefon i zobaczyłem sms'a, którego dostałem z jakiegoś numeru.Byłem zszokowany treścią.
-Co? - była zszokowana. Pewnie nie spodziewała się, że ktokolwiek o tym wie.
- Nic ci do tego. - warknął Austin, a ja usiadłem.
- Oczywiście, że nic, ale Oliverowi mogłoby to się nie spodobać. A ty? Taki wierny i dobry przyjaciel. Niby. Bo przyjaciele się tak nie zachowują.
- Spierdalaj.
- Wyrażaj się. Przecież ona jest w ciąży. - zaśmiałem się, a oni pobledli. - szerokiego przewijania. - rzuciłem i wyszedłem z tamtąd.  Jak ja to wszystko powiem Oliemu? Nie mogę tego zrobić. Za bardzo go to zrani, a ja za bardzo go kocham. Przynajmniej mam pewność, że nie powiedzą.
- Zaczekaj! - usłyszałem i odwracając się zobaczyłem podbiegającego Austina. - nie powiesz tego Oliverowi?
- Jeśli iwy nie powiecie nikomu o nas, to nie. Ale jeśli ktokolwiek się dowie, to Oliver od razu o wszystkim będzie wiedział.
- Ona usunie to dziecko. I będzie po kłopocie, więc...
- Jesteście pojebani. Dziecko to największy skarb. Uszanuj to. - odszedłem zostawiając go na chodniku.

cz. II
Kiedy tylko Katelynne wróciła do mieszkania, ja wyszedłem i wróciłem do siebie. I tak nie porozmawiałbym wtedy z Kellinem, bo zależało mi na tym żeby nikt nie przeszkadzał nam w tej rozmowie.
*
Kilka następnych dni minęło całkiem normalnie. Austin przestał się odzywać. Nie przychodzi też już do mnie i Kellina. Może to i lepiej. I chyba wszystko zaczynało się powoli układać. Tylko Kellin zachowywał się jakoś dziwnie i inaczej, ale za każdym razem kiedy pytałem czy coś się stało, zaprzeczał i mówił, że wszystko jest okey.
Było. Aż do czasu kiedy któregoś wieczoru Kellin przyszedł do mnie z Victorią. Myślałem, że wszystko już sobie wyjaśniliśmy i nie mamy o czym rozmawiać. A jednak się myliłem.
- Musisz o czymś wiedzieć. - powiedziała dziewczyna. Kompletnie nie wiedziałem o co chodzi. Byłem trochę zdezorientowany, i nawet nie domyślałem się co chce mi powiedzieć.
- Victoria miała romans z Austinem. - powiedział Kellin, a do mnie w pierwszej chwili nie dotarło to, co usłyszałem, i prawie zakrztusiłem się powietrzem.
- Co?! Żartujesz? - zapytałem, a dziewczyna pokiwała przecząco głową i zaczęła się tłumaczyć.
- Ty suko... zdradzałaś mnie z moim kumplem.
A ja byłem w tobie taki zakochany. Kurwa. Jaki ja byłem głupi. Dobrze, że już nie jesteśmy razem. - nieco się zdenerwowałem.
- Oliver, uspokój się i nie krzycz na nią. - poprosił Kellin.
- Wiedziałeś o wszystkim i nic mi nie powiedziałeś. - byłem zły, ale jednocześnie też zawiedziony moim chłopakiem. - a teraz jeszcze jej bronisz. Może ciebie też owinęła sobie wokół palca, co?
- Nie. - warknął.
- Jestem w ciąży. - oznajmiła mi cicho ze spuszczoną głową. Tego się nie spodziewałem. Przeczesałem dłonią włosy i wziąłem głęboki oddech.
- Z Austinem? - zapytałem, a ona pokiwała głową.
- No to życzę powodzenia. - rzuciłem z ironią.
- Ty nie miałeś się o niczym dowiedzieć. - wytłumaczyła mi, że mieli z Kellinem układ. Austin powiedział kilku osobom o naszym związku, więc ja dowiedziałem się, że mieli romans. Ja pierdole. Właściwie po tym co usłyszałem, już nic mnie nie zdziwi. Byłem tylko zawiedziony tym, że Kell o niczym mi nie powiedział.
- Wyjdź. Nie chcę cię tu więcej widzieć. - zwróciłem się do blondynki, a ona bez słowa opuściła moje mieszkanie. Wyjąłem z kieszeni papierosy i zapaliłem jednego. Przez moment patrzyłem na Kellina.
- Ja też już pójdę. - powiedział nagle. Nie zatrzymywałem go.Wyszedł, a ja zostałem sam.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 22

Tyle czekaliście na seksy, aż w końcu były. Ale komentarzy nadal mało.. /Ronni
____________________________________________________________________
cz. I
No i tyle z tego było. Dałem się bezwzględnie przeruchać. Super.
*
Rano obudziłem się obok Olivera. Byłem brudy, spocony, spałem na spermie i do tego bolała mnie dupa.
Z obrzydzeniem wstałem z brudnego posłania, i ruszyłem do łazienki. Po pół godzinie odprężającego prysznica wyszedłem z łazienki. Miałem lekko wilgotne włosy,dlatego wziąłem ręcznik i przewiesiłem go przez kark. Oczywiście prędzej ubrałem bokserki.
Gdy wchodziłem do sypialni w której Oli się wybudzał, zdałem sobie sprawę, że nawet nie powiadomiłem Katelynne o tym, że nie wrócę na noc. Poszukałem mój telefon. Kate dzwoniła dwa razy. Miałem też sms'a od Vic'a. Otworzyłem go i zacząłem czytać.
" Kellin, co się dzieje? Kate siedzi w domu i się martwi. Nie można się do ciebie dodzwonić. Odezwij się chociaż, że nic ci nie jest."
Odpisałem mu, że nic mi nie jest, i jestem u Olivera. Poprosiłem również aby powiadomił Katelynne. Nagle się ktoś o mnie martwi. Zwyczajnie to nie, a jak nie wrócę na jedną noc do swojej mieszkania, to nagle się mną wszyscy przejmują.
Spojrzałem na Olivera, który akurat wstawał, i lekko się uśmiechnąłem. Podszedł do mnie i przyciągnął mnie do siebie, przytulając.
- Jak się spało, kochanie? - poczułem się jak dziewczyna, ale to było miłe, i dlatego nie skomentowałem tego.
- Średnio. Wszystko się lepi, a mnie boli.. no wiesz. - zaśmiał się, i pogładził mnie po karku.
- Przepraszam, chciałem delikatniej.
- Coś ci chyba nie wyszło. Trudno. Czy teraz nie będziesz mnie macał?
- Co znaczy "teraz"?
- Teraz, kiedy już sobie poruchałeś.
- Będę. Lubię cię macać tak bez okazji. - na 100 % się zarumieniłem! I jeszcze ten głos. Cichy i męski. Dobra, źle ze mną.
-Wiesz, że miałem nie zostawać? Katelynne i Vic się do mnie dobijali.
- Przecież nie jesteś już dzieckiem, i możesz chyba nie wracać na noc do SWOJEGO mieszkania.
- Ale wiesz, Kate może myślała, że spotkałem tego jej byłego, potem powiedziała o tym Vic'owi i koniec. Zaczęli sobie wyobrażać nie wiadomo co. Fakt, dzieckiem nie jestem, ale nie przemyślałem tego. Mogłem chociaż uprzedzić. Bo wiesz, wyszedłem tylko na "Jakiś czas".
- Oj, nie przejmuj się. Chodź, zjemy coś. - ruszyliśmy do kuchni. Oli zaczął kręcić się po kuchni, a ja usiałem na krześle.Ciągle miałem obawę, że Austin wejdzie do domu, więc poszedłem się ubrać. Kiedy wróciłem, włosy miałem już prawie suche, a na stole stało śniadanie. Kiedy skończyliśmy jeść, ja ogarniałem naczynia, a Oliver ruszył się ubrać.
Po dziesięciu minutach usłyszałem dzwonek do drzwi.
- Oliver, otwórz, to twoje mieszkanie. - usłyszałem westchnięcie i kroki, a potem szczęk zamka. Odłożyłem ostatni talerz, i usłyszałem, że Oliver rozmawia z Austinem. Aha,czyli przeczucie mnie nie zawiodło.Wytarłem ręce i oparłem się oblat. Po chwili do kuchni weszli chłopacy.
- Oo, już razem zamieszkaliście. - rzucił Austin szyderczo.
- Morda. - warknąłem. Kiedyś wydawał mi się całkiem spoko, ale teraz okazał się kompletnym kretynem. I tyle w jego temacie.
- Jak macie zamiar tak rozmawiać, to... - zaczął mówić Oli, ale mu przerwałem.
- Nie, ja już wychodzę. - ruszyłem w stronę drzwi do kuchni. Wziąłem mój telefon i kurtkę. Rzuciłem ciche ,,cześć", wychodząc. Za drzwiami uderzył mnie podmuch zimnego wiatru. Założyłem kurtkę i wsiadłem do samochodu.

cz. II
Nie do końca rozumiałem dlaczego Kellin myślał, że skoro się już przeruchaliśmy, to teraz nie będzie już tak samo. W sumie to teraz będzie już tylko lepiej.
*
Po ostatnich wydarzeniach nie spodziewałem się,że  Austin do mnie przyjdzie. Kiedy Kellin wyszedł, on usiadł na krześle i kontynuował mówienie jakichś głupich żartów o mnie i o Kelinie.
- Po co ty tu w ogóle przyszedłeś? Jeśli tylko po to żeby mnie wkurwić, to udało ci się. A teraz możesz już sobie iść.- podniosłem trochę głos, ale on nie zwrócił nawet uwagi na to, co powiedziałem.
- Nie denerwuj się tak. - odpowiedział głupio się uśmiechając.- Może opowiesz mi coś o waszym "związku"? - znów zaczął się śmiać. Jednak dobrze, że się wyprowadził. Nie wytrzymałbym z nim.
-Zmieniłeś się. - stwierdziłem, i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej.
- Ty też. Przyszedłem tutaj żeby spokojnie z tobą porozmawiać, ale nie mogłem przepuścić okazji aby się z ciebie pośmiać.
- Ja pierdolę. Jesteś idiotą.
- Dobra.. - powiedział po chwili. - widzę, że nic tu po mnie. - wstał i podszedł do mnie. - tylko pamiętaj, że zawsze ktoś, całkiem przypadkowo może dowiedzieć się o wszystkim. - oznajmił z udawanym zmartwieniem.
-Chyba nikomu nie powiedziałeś?!
- Tylko Victorii. - po tych słowach szybko opuścił moje mieszkanie. Idiota. Jeśli powie o tym wszystkim, to mamy z Kellinem przejebane.
Zacząłem krążyć nerwowo po kuchni. Nie wiem co mam teraz zrobić. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo już każdy będzie wiedział, że jestem z Kellsem. Jak zwykle wszystko zjebałem. Gdybym mu o tym nie powiedział, mielibyśmy o połowę problemów mniej.
Było jeszcze dość wcześnie, więc zebrałem się i pojechałem do szkoły. Ostatnio prawie w ogóle do niej nie chodziłem. Kellina nie było.
Właściwie to na lekcjach i tak nie skupiałem się na niczym. Przyszedłem tylko, aby pokazać, że jeszcze żyję. Po zajęciach pojechałem do Kellina.
- Jesteś sam? - zapytałem, kiedy otworzył mi drzwi.
- Tak. Vic jest u siebie, a Kate gdzieś wyszła. Stało się coś? - zapytał trochę zdezorientowany.
- Nie..to znaczy..tak. - poszliśmy do salonu.
-Chcę porozmawiać.
- O czym?
- O nas. - na jego twarzy pojawiło się przerażenie.
- Ty chcesz..
-Nie. Nie chodzi o to. - pocałowałem go krótko. - Chcę wiedzieć jak to dalej będzie,  jak ty to sobie wyobrażasz, i w ogóle.
- Nie wiem.. - odpowiedział cicho.
- Austin powiedział o nas Victorii. A znając ich, to zaraz wszyscy się o tym dowiedzą. Nie wiem co mam dalej robić. - usłyszeliśmy szczęk kluczy, i po chwili ktoś wszedł do mieszkania. No to sobie porozmawialiśmy.

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 21

I oto jest nowy rozdział! Komentujcie, bo ostatnio trochę zawodzicie nas w tej kwestii. /Ronni
__________________________________________________
cz.I
- Oszalałeś. - stwierdziłem po chwili. Wyjechać? W ciągu roku szkolnego, i to jeszcze kiedy jest u mnie Katelynne, a Vic jest po wypadku? Nie ma mowy.
- Nie, chcę z tobą gdzieś wyjechać. Tak chociaż na miesiąc. Uciec od tego wszystkiego i odpocząć. Gdzieś daleko, gdzie nikt ns nie zna.
- Ale to nie realne. Nie da się od wszystkiego uciec. Zwłaszcza od szkoły, problemów i obowiązków. Oliver, myśl realnie. Nigdzie nie pojedziemy, ze względu chociażby takiego jak brak kasy i czasu. A tą sprawę z Austinem trzeba załatwić jak najszybciej. Dobrze o tym wiesz. Kate też trzeba pomóc.
- Wszystkim byś chciał pomagać.
-  Nie wszystkim, tylko tym którzy tego potrzebują. - uśmiechnąłem się, i uznając rozmowę za skończoną położyłem obok. Po chwili jednak wstałem, i wziąłem laptopa. Włączyłem go. Oliver przyglądał mi się, ale nic nie mówił. Poprzeglądałem różne strony, portale itp. Aż zaczęło mi się to trochę nudzić. Oli chyba przysypiał.
- Głodny jestem. - powiedziałem nagle, a on otworzył oczy. Ha! Nie spał. To dobrze. - Zrób mi... coś dobrego! - uśmiechałem się odkładając laptopa, i położyłem mu łapki na lekko unoszącej się klatce piersiowej. - No już, wstawaj. - zaśmiałem się, i delikatnie szarpnąłem jego ramieniem.
- Oj dobra. Co chcesz?
- A co masz? - wstaliśmy i poszliśmy do kuchni. Usiadłem na blacie kuchennym, a on otworzył lodówkę.
- A więc..mam piwo, ser, piwo, whiskey, pomidor, ketchup, sałata..ciekawe jak się tu znalazła..nie ważne. No i jeszcze..nie, czekaj, to już chyba nie jest ogórek. Czyli zamówimy pizzę. - Zamknął lodówkę, i poszedł chyba po telefon.
Po pięciu minutach wrócił z telefonem w ręku. Podszedł do mnie, i położył mi dłonie na udach, bo wciąż siedziałem na blacie.
- Mamy jeszcze jakieś trzydzieści minut. Co chcesz robić? - przybliżył się dość znacznie, i pocałował mnie w szyję.
- Na pewno nic w kuchni. - zeskoczyłem gwałtownie z blatu. Oliver lekko się zachwiał, a potem objął mnie w pasie.
- Zostaniesz na noc? - zapytał.
- Przecież wiesz, że u mnie w domu jest Kate, a jutro szkoła. To ostatni rok, i nie mogę go zawalić. I dlatego muszę się trochę przyłożyć do nauki. Tobie też bym to radził.
- Ja się bardzo dobrze uczę. Wcale nie rozumiem o co ci chodzi. Tylko kilka razy opuściłem lekcje.
- Ostatnio coraz częściej. Nie gadajmy o tym. Może innym razem zostanę. - obiecałem, i unosząc się na palcach, pocałowałem go. Z naszą różnicą wzrostu inaczej się po prostu nie dało. Ale jakiś urok w sobie miało.
Poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Dla umilenia dłużącego się czasu włączyliśmy telewizor. Widziałem, że Oliver robił jakieś takie podejścia .Doskonale wiedziałem co mu chodziło po głowie, ale starałem się udawać, że wcale tego nie widzę.
- Kellin? - mruknąłem coś niewyraźnie. - Chcę cię. - no nieźle. Zrobiłem duże oczy. Ręce mi się trzęsły na samą myśl.

cz.II
Byłem trochę zawieziony kiedy Kellin nie zgodził się na nasz wyjazd. No bo w sumie dobrze byłoby wyjechać zapomnieć o wszystkim na jakiś czas. Trudno. I tak go w końcu do tego namówię.
*
- Nie możemy z tym jeszcze trochę poczekać? - zapytał cicho. Nie dało się nie zauważyć, że on się tego po prostu cholernie boi.
- I będziesz mi to mówił za każdym razem, tak? Pomyśl też o mnie.
- To ty jesteś egoistą.
- Gdybym był, już dawno bym cię wyruchał. - nie chciałem go zmuszać do seksu, ale nie obraziłbym się gdyby się w końcu zgodził.
Naszą inteligentną rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Niespiesznie poszedłem otworzyć. No tak, przecież zamawialiśmy pizzę.
Zapłaciłem i wróciłem do pokoju, kładąc ją na stole. Usiadłem obok Kellina. On przez chwilę patrzył na mnie, aż w końcu podszedł, usiadł mi na kolanach, i wpił się w moje usta. Moje dłonie szybko znalazły się pod jego koszulką, której po chwili się pozbyłem. Zacząłem całować jego szyję, ramiona, obojczyki. Trzęsły mu się ręce, a jego serce mocno biło.
Po kilku minutach byliśmy już bez ubrań. Kellin przez cały czas był strasznie spięty. Jakbym miał go za chwilę co najmniej zabić. Spojrzałem mu w oczy.
- Nie bój się, będę delikatny. - uśmiechnąłem się, i poprosiłem go aby położył się na brzuchu. Zrobił to, o co go prosiłem, i podparł się na łokciach. Pocałowałem go w kark.
- Jesteś pewien, że tego chcesz? - szepnąłem do jego ucha. Pokiwał lekko głową.
- Ja...chyba tak. - Byłem cholernie zadowolony, że w końcu się zgodził. Nie jestem do końca przekonany, że jest na to gotowy, ale skoro sam tak twierdzi, to nie będę się mu sprzeciwiał. Uniosłem jego biodra. Zadrżał, kiedy poczuł w sobie mój palec.
Przygotowałem go, bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego powoli. Mimo moich starań i tak krzyknął z bólu.
- Kurwa. - syknął cicho, i ukrył twarz w poduszkach.
- Przepraszam, ale to nie moja wina, że jesteś taki ciasny.
- Spierdalaj. - zapewne uderzyłby mnie teraz, gdyby mógł.
- Rozluźnij się, wtedy nie będzie aż tak bolało.
- Wiesz, że to całkiem trudne kiedy się ma kutasa w dupie? - zaśmiałem się cicho. Jestem jednak egoistą. Ale przecież staram się być delikatny! Trwałem chwilę w bezruchu.
- Mogę? -  zapytałem, a on mruknął niewyraźne ,,tak". Zacząłem poruszać biodrami. Przyjemność zaczęła zstępować ból. Słyszałem ciche jęki Kellina. Poruszałem się w nim coraz szybciej, aż w pewnym momencie trafiłem w "magiczny punkt", a chłopak krzyknął zadowolony.
- M-mocniej..- starłem się sprawić mu jak najwięcej przyjemności.
Doszliśmy w tym samym czasie. Lepka ciecz wypełniła wnętrze bruneta. Opadliśmy na łóżko ciężko dysząc, i starając się uspokoić oddechy.
- Widzisz, nie było tak strasznie. - powiedziałem, a on tylko się zaśmiał. Wstałem i poszedłem wziąć prysznic.
Kiedy wróciłem, zobaczyłem słodko śpiącego Kellina. Chyba jednak będzie musiał zostać u mnie na noc.
Położyłem się obok, i objąłem go. Po chwili zasnąłem.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Uwaga!

Jutro wyjeżdżamy z Ronni i wracamy dopiero w piątek i dlatego rozdział pojawi się najprędzej w sobotę. Bardzo przepraszamy  i prosimy o cierpliwość :)/Merry