środa, 4 marca 2015

Rozdział 17

5 komentarzy. Postaraliście się. Dzięki. / Ronni
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.

cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.


poniedziałek, 23 lutego 2015

Rozdział 16

Wyparowała z nas chęć do dodawania, do pisania, do wszystkiego. Zaniedbujemy Was a Wy nas. Do końca opowiadania zostały 4 rozdziały, miałyśmy plan dodać następne opowiadanie po tym ale nie jest to dla nas opłacalne. Nie komentujecie, albo w ogóle nie czytacie. Oczywiście dziękujemy osobom, które komentują :) No cóż, po tym opowiadaniu najprawdopodobniej kończymy naszą przygodę z blogiem. Zapraszamy :)/ Merry
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
          *
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego  nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.  







sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 15

cz.I
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i  Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na  Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...

cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 14

cz.I
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I  to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział 13

Cz.I
-Spierdalaj- powiedziałem wkurwiony. No co to miało być?! Mike jednak dogonił mnie i zatrzymał ( skubaniec, ma długie nogi ;-;)
-To przecież nie tak, to ona mnie pocałowała. Nie było w tym mojej inicjatywy, rozumiesz?- nic nie odpowiedziałem a tylko patrzyłem w jego oczy. Tak po prostu. Mike po chwili chwycił moją twarz i zbliżył się. Chciał mnie pocałować ale odwróciłem głowę. Mimo to nie odsunął się tylko objął mnie jeszcze bardziej przybliżając i przyłożył usta do mojego ucha.
-Kocham Cię, słyszysz? Przepraszam za całą sytuację. Obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się i nie bądź już na mnie zły, przecież ja też nie wiedziałem, że tu przyjdzie i..
-Nie jesteśmy razem, nie musisz mi składać obietnic i tłumaczyć się- nie wiem dlaczego to powiedziałem. Wcale nie chciałem ale tak jakoś samo wyszło. Mimo moich słów, ułożyłem moje ręce na jego plecach a głowę na ramieniu. Co ja w ogóle robiłem? Ne pewno przesadziłem, miał racje, ale nie umiałem mu tego przyznać. No cóż, byłem beznadziejny i tyle. Chwilę potem poczułem jego usta na swoich. Błądził rękoma po moim ciele by po chwili zająć się paskiem od spodni. Odepchnąłem go lekko.
-Stoimy na korytarzu, tak tylko przypominam- powiedziałem a on cicho się zaśmiał i musnął moją szyję. Nagle usłyszałem dźwięk aparatu i błysk lampy. Szybko odwróciłem wzrok i zobaczyłem uśmiechniętego kolesia, który szybko potem uciekł. Założę się, że jutro to zdjęcie obiegnie świat.
-Cholera- powiedziałem cicho. Mike wydawał się być niewzruszony tym wszystkim.
-Przecież nic się nie stało- założył krótki pocałunek na moich ustach.. i znowu zrobiono nam zdjęcie. Wkurwiony wyrwałem się z objęć Mike'a i podbiegłem za tym facetem. Niestety skutkiem było to, że oberwałem w głowę drzwiami. Chłopak otworzył drzwi, znajdujące się za rogiem i wpadłem na nie. Zamroczyło mnie trochę i w tym czasie on zdążył uciec. Po chwili obok mnie pojawił się Fuentes.
-Wszystko w porządku?- zapytał.
- Tak, jest ok. Chodźmy-ruszyliśmy w stronę pomieszczenia, w którym byli Vic i Jaime. Rozmawiali o czymś zawzięcie i nawet nie zauważyli, że weszliśmy. Jaime mówił coś o ślubie. Pobiera się z Amandą?
-Jesteśmy- rzucił młodszy Fuentes i chwycił butelkę wody.
-Czy ja dobrze słyszałem? Bierzesz ślub?- powiedziałem i usiadłem obok Preciado.
-No mamy taki plan, ale to dopiero za rok. Amanda nie chce żeby to tak wszystko szybko było. Wydaje mi się, że ona nie jest jeszcze gotowa.
-A Ty?
-Ja jestem! Kocham tę kobietę nad życie i nie wyobrażam sobie, że miałabym być z inną. Bardzo mi na niej zależy- w tym momencie. Mike pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Zrozumiałem, że to co mówił Jaime o Amandzie było odzwierciedleniem uczuć Mike'a do mnie.

Cz.II
 Nie spodziewałem się, że Alison jeszcze kiedykolwiek mnie odwiedzi. Po co to zrobiła? Nie jesteśmy już razem, a ja nie miałem zamiaru do niej wracać. Sądzę, że szukała u mnie po prostu pocieszenia. Cóż, nie ma na co liczyć. Zdziwiła mnie też reakcja Tony'ego tą całą sytuacją. Przecież to nie moja wina, że Alison postanowiła mnie od tak pocałować i zrobić taką akcję. Na szczęście udało mi się mu to wszystko wytłumaczyć i nie miała atmosfera opadła.
       *
-Cieszymy się, że udało Ci się znaleźć kogoś z kim jesteś taki szczęśliwy- powiedział mój brat, a Jaime uśmiechnął się.
-Dzięki chłopaki, wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne.- widać było, że jest bardzo zakochany w tej dziewczynie. Nie wiem co ona z nim robi, ale na pewno dobrze to na niego działa. Uznaliśmy próbę za zakończoną, więc wróciliśmy do swoich domów.
-Jakiś chłopak zrobił dziś mi i Tony'emu zdjęcia jak się całowaliśmy i obejmowaliśmy- zaśmiałem się i usiadłem na kanapie.
-Nie przejmujesz się tym?- zapytał i na chwilkę zniknął w kuchni.
-Ja nie. Tony chciał go złapać ale nie udało mu się. Nie mam powodów do zmartwień, skoro i tak wszyscy już wiedzą, że się kochamy- wzruszyłem ramionami, a Vic pokręcił z uśmiechem głową, siadając obok mnie i włączył telewizor. Sam chciałem, żeby nasi fani wiedzieli. Czułem, że powinienem być wobec nich szczery na tamtym koncercie, poza tym i tak nie umielibyśmy ukrywać tego cały czas.
       *
Następnego dnia..
Tak jak podejrzewałem, wczorajsze zdjęcia zdążyły już znaleźć się w internecie. Oczywiście pojawiło się też pełno komentarzy. Miłych lub mniej- jak zawsze. Większość fanek była zachwycona tym wszystkim co pojawia się w internecie. Niech tak zostanie.
-Mógłbyś wyjść gdzieś dziś wieczorem?-zapytałem mojego brata- chcę być sam na sam z Tony'm- dodałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby był moim ojcem, przez co wybuchnąłem śmiechem.
-Nie zajdę w ciążę, obiecuję.- Vic poklepał się dłonią w czoło, patrząc na mnie z politowaniem.
-To dobrze, nie nie mam zamiaru wychowywać twoich nieplanowanych dzieci. - zaśmiał się po czym poszedł do swojego pokoju.
       *
Victor ostatecznie zgodził się zniknąć z domu na cały wieczór. Wiedziałem, że się zgodzi. Mi przecież każdy ulega. Zadzwoniłem do Tony'ego, który bez wahania zgodził się przejść. Długo nie musiałem na niego czekać.
-Cześć- powiedziałem, kiedy otworzyłem mu drzwi. Wszedł do środka, a ja od razu do niego przylgnąłem i wbiłem się w jego usta.
-Brakuje mi Ciebie- wyszeptałem mu do ucha i w szybkim tempie pozbyłem się naszych ubrań. Tony lekko mnie od siebie odepchnął i osunął się na kolana. Po chwili poczułem jego usta na mojej męskości. Odchyliłem głowę do tyłu, rozkoszując się tą przyjemnością. Tony był w tym naprawdę dobry, a przecież rzadko to robił, albo ja o czymś nie wiedziałem. W końcu wyjął mojego penisa z ust, a ja spojrzałem na niego niezadowolony. Wstał i odwrócił mnie plecami do siebie po czym wszedł we mnie jednym ruchem, bez przygotowania.
-No kurwa- krzyknąłem, a on pocałował mnie w kark. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Nie był tym razem delikatny. Ja zawsze staram się nie sprawiać mu tyle bólu. Na szczęście przyjemność szybko zaczęła go zastępować. Nasze jęki mieszały się ze sobą, tak samo jak oddechy, które stały się krótkie i płytkie. Ostatnio mało czasu przeznaczaliśmy na takie zbliżenia, a przecież powinniśmy go wykorzystać przed następną  trasą koncertową. Doszedłem szybciej. Tony kilka razy poruszył biodrami i też doszedł. Podeszliśmy do kanapy i swobodnie na nią opadliśmy.
-Tony?- zapytałem cicho kiedy podniecenie już całkiem opadło.
-Tak?- zapytał i spojrzał na mnie.
-Bo.. uprawiamy seks, kochamy się..- przerwałem na chwilę
-No tak.
-.. ale mimo to nie jesteśmy razem. Bądź ze mną. Bądź moim chłopakiem.

środa, 7 stycznia 2015

Rozdzial 12

Pierwszy dzień szkoły już za nami, jak się czujecie? :) Zapraszamy do czytania/ Merry
~~~~~~~~~~
Cz.I
Czułem się trochę lepiej ale nadal wymiotowałem. To pewnie jakaś grypa i tyle. Jedyne ukojenie znajdywałem w śnie.
        *
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę drugą w nocy. Obok mnie, tym razem nie było Mike'a. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, zaglądając przy okazji do salonu, gdzie równie nie zastałem nikogo. Napiłem się wody i zajrzałem do Jaime'go, gdzie chłopak spał ze swoja narzeczona. Wróciłem do mojego pokoju i dostrzegłem kartkę leżącą na łóżku. Usiadłem się i zacząłem czytać.
"Gdyby coś się działo to dzwon. Wiem, że za bardzo panikuję, ale nie potrafię inaczej bo martwię się o Ciebie. Mike.'
Lekko się uśmiechnąłem i wyłączyłem lampkę, kładąc się i przykrywając kołdrą. Już czułem się znacznie lepiej, ale była noc wiec nie widziałem sensu w siedzeniu bezczynnie, dlatego na powrót zasnąłem.
      *
Obudziłem się kolo 9 przez hałasy wydobywające się z kuchni. Leniwie wstałem i udałem się do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. Po kuchni krzątała się Amanda, która najwyraźniej robiła śniadanie.
-Cześć Tony, jak się czujesz?- zapytała kiedy tylko mnie zauważyła.
-Dobrze, co robisz?
-Gofry z dżemem- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła- zaraz będą gotowe, tylko zawołam Jaime'go i możemy zabrać się za jedzenie- szczerze mówiąc to nie chciałem jeść ale tez nie chciałem aby było jej przykro i dlatego skinąłem głowa na znak zgody.
Po śniadaniu przyrządzonym przez brunetkę, zadzwonił- o dziwo- Vic. Pytał czy czuje się na siłach aby zrobić próbę. W sumie to.. ciężko było mi to określić, ale chyba jeśli do teraz nie wymiotowałem to może będzie już dobrze i dlatego zgodziłem się na probe.
Próba miała odbyć o 17. Poszedłem wziąć prysznic i przebrać się. Zacząłem oglądać telewizje, ale jako, że nic ciekawego się tam nie działo poszukałem w internecie wczorajszy wywiad chłopaków. Strasznie się naśmiałem czytając ich żałosne i mało rozbudowane odpowiedzi. Jaime potem również do mnie dołączył i śmiał się ze mną. Po godzinie razem z basistą pojechałem do Fuentesów. Mike był zdziwiony moim widokiem. Vic najwyraźniej nie powiedział nic swojemu bratu.
-Tony, co ty tu robisz?-zapytał kiedy staliśmy sami w kuchni. Usiadłem na blacie i spojrzałem na niego.
- No próba jest przecież, nie wiedziałeś?
-Wiedziałem, ale myślałem, że Ty dziś nie grasz z nami.
-Dobrze się czuje, wiec nie widzę problemu, abym nie miał grać- zaśmiałem się i przyciągnąłem go za koszulkę, całując.
-No, widzę, że nasze gołąbeczki się rozkręcają- zaśmiał się Vic
- Zdecydowanie- powiedział Jaime i obaj zaczęli się śmiać.
Cz. II
Zdziwiłem się kiedy zobaczyłam Tony'ego w moim domu, bo nie spodziewałem się, że jest w stanie gdziekolwiek się ruszyć. Przecież jeszcze wczoraj tak źle się czuł, ale skoro był w stanie zagrać na dzisiejszej próbie, to niech mu będzie Cały czas się o niego martwiłem, ale starałem się nie panikować tak jak wcześniej.
     *
Uśmiechnąłem się lekko, nie przerywając pocałunku, ale niestety kiedyś musieliśmy się od siebie oderwać. Odsunąłem się od Tony'ego i spojrzałem na chłopaków, którzy przyglądali nam się z uśmiechami.
-Czyli teraz cały czas będziemy musieli na to patrzeć?- jęknął Jaime.
-Tak-wyszczerzyłem się, a on przewrócił teatralnie oczami, po czym wyszedł z kuchni. Vic po chwili zrobił to samo i znowu zostaliśmy sami.
      *
Tony i Jaime byli u nas cały dzień, aż w końcu wybiła 17 i przyszedł czas na próbę. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do studia.
-Jesteś pewny, że chcesz grać?- zapytałem bruneta, kiedy byliśmy już na miejscu.
-Mike..- westchnął, patrząc na mnie jak na idiotę.
-No co? Przecież tylko pytam- wzruszyłem ramionami.
- Nic mi nie jest.- powiedział akcentując pierwsze słowa- czuję się już dobrze. Zrozum to w końcu.- dodał i pocałował mnie w policzek, po cym poszedł po swoją gitarę. Ja jestem taki kochający i opiekuńczy a on nawet tego nie docenia. Zaśmiałem się cicho i usiadłem przy swojej perkusji, biorąc do rąk pałeczki.
-Zaczynami- rzucił Vic z wielkim uśmiechem. Nie wiem co mu się stało, ale przez cały dzień był w świetnym humorze. W każdym bądź razie po jego słowach zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle, mimo drobnych pomyłek i błędów, ale ona zawsze się zdarzają, więc to nic wielkiego. Byłem zadowolony z tej próby. Tony był w lepszej formie niż myślałem. Skończyliśmy grać. Wstałem zza perkusji i poszedłem po butelkę wody. W tym samym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą wysoką blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Mike- zanim zdążyłem coś powiedzieć, poczułem usta dziewczyny na swoich. Byłem w szoku i nie do końca rozumiałem co się dzieje. Ta dziewczyna to Alison, moja była. W końcu się ogarnąłem i odsunąłem ją od siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić ani jak się zachować. Spojrzałem na Tony'ego, który stał w bezruchu  z lekko uchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć.
-Co Ty tu robisz?!- odezwałem się przenosząc wzrok z powrotem na blondynkę.
-Przyszłam się z Tobą zobaczyć, bo dawno Cie nie widziałam i tęsknię bardzo.
-Nie pierdol, że za mną tęsknisz, bo i tak Ci nie uwierzę- lekko podniosłem głos. Alison złapała mnie za dłonie, ale ja szybko je zabrałem i schowałem do kieszeni spodni.
-Mike, kochanie, porozmawiajmy. Proszę Cię.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałem oschle.
-Wiem, że cały czas coś do mnie czujesz. I, że ta cała akcja z Tony'm to żebym byłą zazdrosna.
-Nie kocham Cię. Gdyby było inaczej to byśmy nadal byli razem. Wyjdź i nigdy więcej do mnie nie przychodź, bo nie chcę Cię widzieć i nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.- uderzyła mnie w twarz i wyszła. Spojrzałem znów na Tony'ego, który także wyszedł, trzaskając drzwiami. Przetarłem twarz dłońmi.
-Na co czekasz?- odezwał się Victor.
-Idź za nim- dodał Jaime a ja od razu wybiegłem z pomieszczenia.
-Tony, zaczekaj.
-Spierdalaj.

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 11

Macie kaca? :) Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) / Ronni
_________________________________________________________
cz. I
Obudziłem się wtulony w Mike'a. Po  seksie został ze mną? Raczej nie bo był w ubraniach. Pewnie pili do późna i zostali u  nas. Po pewnym czasie zauważyłem, że on również nie śpi tylko przygląda mi się z zaciekawieniem. Lekko się od niego odsunąłem i musnąłem jego usta.
- Dziś wywiad. Dasz radę? Kacyk? - zapytałem z rozbawieniem  w głosie.
- Nie piłem. Jak zasnąłeś to poszedłem do nich, przejrzałem trochę internet,  a potem wróciłem tu - powiedział z uśmiechem, jakby był z siebie dumny co najmniej. O dziwo było mi niedobrze, a przecież nie piłem.
- Czemu jesteś taki blady? - zapytał po chwili brunet patrząc na mnie uważnie.
- Niedobrze mi trochę. Pewnie jakieś zatrucie.
- Martwię się - powiedział z poważną miną i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki w której zwymiotowałem. Czułem się okropnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Usiadłem na zimną posadzkę i oparłem głowę o ścianę. Trzęsły mi się ręce, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili do łazienki przyszedł Mike. Szybko usiadł obok mnie.
- Tony, co jest?
- Nie wiem. Nigdy nie miałem takiej akcji, zwłaszcza, że nie piłem. - Odetchnąłem, ale czułem się tak samo źle. Po chwili znów zwymiotowałem.
Przez najbliższe dwadzieścia minut tylko siedziałem i wymiotowałem. W tym czasie Vic i Jaime zdążyli już wstać. Podejrzewałem, że oni czuli się wtedy lepiej niż ja. Byli zaniepokojeni tym co się ze mną dzieje, ale to jeszcze nic. Mike był totalnie spanikowany. Żaden z nas go nie poznawał. Potem już się ogarnął i zaczął zachowywać zimną krew.
Kiedy nie miałem już czym wymiotować wstałem z posadzki i lekko chwiejnym krokiem poszedłem do mojego pokoju. Położyłem się i zwinąłem w kłębek. Wszystko mnie bolało i nie miałem siły na nic, a wywiad miał się odbyć za dwie godziny. Mike chwilę później wszedł do pokoju i położył na szafce szklankę wody.
- Jak się czujesz?
- Zjebanie - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Mike, ja nie dam rady być na tym wywiadzie, ale wy jedźcie.
- Mogę zostać z tobą, przecież nie zostawię cię tu samego.
- Amanda może z tobą zostać - odezwał się Jaime, który stał w progu razem z Vic'em.
- Dobry pomysł - powiedziałem cicho. Nadal nie najlepiej się czułem. Zamknąłem oczy i marzyłem tylko o tym aby zasnąć.
*
Obudziłem się cały spocony. Przez cały sen miałem koszmary, serce bardzo mocno mi biło, a ręce trzęsły się. Nagle do pokoju weszła Amanda.
- Wszystko w porządku? - zapytała i usiadła obok mnie kładąc dłoń na moim czole. - Krzyczałeś.. i masz gorączkę.
- Miałem koszmary. - Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze ze świstem. - Która godzina? Chłopacy dawno poszli?
- No.. jakąś godzinę temu. Mike nie chciał wyjść i o mało nie spóźnili się na wywiad. - Zachichotała cicho. Lekko się uśmiechnąłem i przymrużyłem oczy. Już nie było mi tak niedobrze. No i trochę sobie pospałem.
- Jaime pisał, że będą za trzydzieści minut. Zrobić ci herbaty? - zapytała z troską.
- Jeśli możesz - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się i wyszła. Przykryłem się kołdrą, bo miałem wrażenie, że zaraz zamarznę. Amanda przyniosła mi herbatę, a sobie kawę i usiadła ze mną na łóżku.
Dotrzymywała mi towarzystwa i rozśmieszała aż do powrotu reszty zespołu. Chłopacy weszli do mojego pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytał Vic.
- Lepiej - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Mike podszedł do mnie i usiadł obok.

cz.II
Martwiłem się o Tony'ego. Nikt nie wiedział co mu jest, a ja nie mogłem przestać panikować. Dawno nie widzieliśmy go w tak złym stanie. Nie rozumiałem z jakiego powodu tak źle się czuł. Przecież nie pił wczoraj z Vic'em i Jaime'm. Więc o co chodziło? Nie chciałem go zostawiać, nawet pod opieką Amandy. Chciałem z nim zostać i zająć się nim. Powinienem to zrobić jeśli na prawdę go kochałem. Ale niestety musiałem jechać z chłopakami na ten cholerny wywiad.
Dziewczyna która go z nami przeprowadzała zadawała różne pytania dotyczące koncertów, niedawno wydanej płyty, fanów, no i ogólnie zespołu. Zapytała dlaczego nie ma z nami Tony'ego, a my bez zbędnego wdawania się w szczegóły wytłumaczyliśmy, że po prostu nie był w stanie się pojawić.
Nie mogłem w ogóle skupić się na tym wywiadzie, ani logicznie odpowiadać na zadawane mi pytania, bo cały czas przejmowałem się Perry'm i  jego zdrowiem. Preciado i mój brat mieli kaca po wczorajszym "opijaniu" koncertu, więc także nie byli w najlepszej formie. Wyglądaliśmy po prostu żałośnie i śmiesznie jednocześnie. Wszyscy byliśmy zadowoleni kiedy wywiad się skończył i mogliśmy w końcu wrócić do domu. Zawsze jesteśmy chętni do udzielania wywiadów, ale ten dzień nie był na to najlepszy.
*
Usiadłem obok Tony'ego i objąłem go ramieniem. Amanda, Jaime i Vic wyszli, więc zostaliśmy sami.
- I jak poszedł wywiad?
- Chyba nie najlepiej, bo byliśmy nie do życia - odpowiedziałem z uśmiechem, a on zaśmiał się cicho.
- Jak się teraz czujesz?  - zapytałem po chwili milczenia. On westchnął.
- Nawet dobrze. Nie musicie cały czas mnie o to pytać. Przecież nie jestem w ciąży, ani nie umieram. - Przewrócił teatralnie oczami. Zbliżyłem się, aby go pocałować, ale on w tym samym momencie szybko wstał i pobiegł do łazienki. Zapewne znów wymiotował. Biedy. Po kilku minutach wrócił do pokoju ze skwaszoną miną. Położył się, a jego głowa znalazła się na moich kolanach. Zamknął oczy, a ja przyglądałem się mu.
- Właśnie widzę jak dobrze się czujesz - mruknąłem, a on tylko jęknął coś pod nosem i zmarszczył czoło. - Martwię się o ciebie - powiedziałem, gładząc palcami jego włosy.
- Nie potrzebie. Nic mi nie jest. - No fakt. Jest super i możemy wyjeżdżać nawet w następną trasę koncertową. Pokręciłem przecząco głową.
Siedziałem tak jakiś czas, aż w końcu zorientowałem się, że Tony zasnął. Delikatnie zdjąłem jego głowę z moich kolan starając się go nie obudzić, po czym cicho wyszedłem z pokoju, dając mu spokojnie spać. Usiadłem na kanapie naprzeciw Vic'ca, który siedział z laptopem na kolanach i chyba zawzięcie czegoś szukał.
- Nie wiem dlaczego on jest w takim stanie - powiedziałem bezradnie, a Victor spojrzał na mnie znad laptopa. Oparłem łokcie na kolanach i ukryłem twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że go kochasz, i chcesz dla niego jak najlepiej, ale przestań się tak tym zamęczać i panikować bo w końcu oszalejesz. - Może miał rację? Może powinienem się trochę uspokoić i poczekać na dalszy przebieg wydarzeń?
- Wyzdrowieje - stwierdził jakby był doskonałym lekarzem.
- Nawet nie wiemy co mu jest.
- Mike, przestań cały czas o tym myśleć, do cholery. - W tamtym momencie poczułem się jakbym tylko ja przejmował się Tony'm i jego zdrowiem. Ale musiałem przyznać rację Vic'owi i trochę się uspokoić.
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję.