piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 31

Cz.I
Kiedy Oliver na mnie wpadł, strasznie się zmieszał i spuścił wzrok. Uniosłem brwi.
-Cześć?- powiedziałem nie bardzo wiedząc o co mu chodzi. Jakoś dziwnie się zachowywał.
-Hej, ja.. muszę iść.
-Ej, nie. Oli, co Ci się stało?
-Nic, przepraszam, boli mnie głowa.
-Kac?
-Taak- mruknął
-Gdzie byłeś wczoraj, że tak zabalowałeś? Mogłeś mi powiedzieć.
-Byłem z kumplami na jakiejś imprezie. Przepraszam, wiem mogłem powiedzieć- w całej szkole rozbrzmiał dzwonek a Oli zmarszczył brwi. Pewnie bolała go głowa jeszcze mocniej. Ruszyliśmy pod klasę. Przez lekcje czy przerwy nie rozmawialiśmy wiele. Nie było w szkole Vic'a. Gryzły mnie wyrzuty sumienia po tym pocałunku. Bardzo głupio czułem się patrząc w oczy Oliverowi. Ale on zachowywał się podobnie. Albo mi się wydaje. Po szkole Oliver dał się namówić żebyśmy razem pojechali do niego. Kiedy już weszliśmy do mieszkania rozebraliśmy kurtki i buty. Przez pół godziny siedzieliśmy bez słowa na kanapie aż zadzwonił dzwonek do drzwi. Oliver chyba nie miał zamiaru się ruszyć więc ja wstałem i otworzyłem drzwi. Od razu do środka wpadło zimne powietrze i trochę śniegu. Za drzwiami stał chłopak. Taki w moim wzroście z rudymi włosami na których leżał śnieg. Jego policzki były czerwone od panującego chłodu. Uśmiechnął się do mnie szeroko i powiedział:
-Cześć, jestem Alan. Zastałem Olivera?
-Tak jasne, wejdź.- wpuściłem do do środka. Alan wydawał mi się być bardzo miły i uprzejmy. Wymieniliśmy się uśmiechami a on rozebrał kurtkę i buty.
-Kto przyszedł?- usłyszałem głos Olivera z pokoju.
-A tak właściwie to jestem Kellin- zwróciłem się do Alana. Kiedy to mówiłem w progu pojawił się Oli. Spojrzeli na siebie. Po chwili Alan popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. O co tu chodzi?
-Eee.. to może zrobię herbaty, co? Pewnie trochę zmarzłeś- ruszyłem do kuchni i włączyłem czajnik. Słyszałem bardzo cichą rozmowę ale nie rozumiałem słów ani sensu. Po chwili weszli d kuchni. Oliver wodził wzrokiem za Alanem. Widać było, że jest podejrzliwy. O co tu do cholery chodzi?! Może się pokłócili albo im przeszkadzam.
-To..- zaczął rudowłosy- powiesz mi coś o sobie, Kellin?
-Noo, jestem w tej samej klasie z Oliverem czyli mamy tyle samo lat..- troszkę mu o sobie opowiedziałem. Oli dziwnie się zachowywał, patrzył to na mnie to na Alana ale nic nie mówił. W końcu powiedział Alanowi, że chyba musi już iść.
-No faktycznie. Trochę się zasiedziałem- wstał od stołu i ubrał bluzę.- Dzięki za herbatę i rozmowę, Kell- odprowadziliśmy go do korytarza. Chłopak szybko się ubrał i machając nam opuścił mieszkanie. Miałem wrażenie, że Oliver trochę odetchnął.
-Dlaczego byłeś dla niego taki nie miły i oschły?- zapytałem ale zamiast odpowiedzieć, przytulił mnie.

Cz. II
Po ostatniej nocy spędzonej z Alanem męczyły mnie wyrzuty sumienia. Dobra, Alan podoba mi się ale przecież jestem z Kellinem! I znów go zdradziłem. Źle czułem się z tą świadomością. Nie chciałem aby się o tym dowiedział. Chciałem po prostu zapomnieć, że coś takiego się wydarzyło. Zapomnę o tym chłopaku i już więcej się z nim nie spotkam. Ale kiedy zobaczyłem do w swoim mieszkaniu, kompletnie nie wiedziałem co mam zrobić. Myślałem, ze nie mamy po co się spotykać, więc nie rozumiałem czego on tu szuka. Przez cały jego pobyt w moim domu byłem zdenerwowany i zestresowany. Bałem się, że może "przez przypadek" powiedzieć Kellinowi o tym, że ze sobą spaliśmy. Kellin, Alan i ja razem w jednym pomieszczeniu- to nie mogło wróżyć nic dobrego. A jednak nie skończyło się tak źle jak przewidywałem.
   *
Stałem tak przez dłuższą chwilę z obejmując Kellina.
-Skąd znasz Alana?- zapytał w pewnym momencie, odsuwając się ode mnie. Spojrzałem na niego i zagryzłem dolną wargę zastanawiając się nad logiczną odpowiedzią.
-Poznaliśmy się.. ostatnio.. na imprezie- odpowiedziałem niepewnie, czekając na jego reakcję.Zmarszczył brwi jakby nad czymś myślał- jest znajomym Matt'a- mówiłem dalej a on uważnie mi się przyglądał.
-Nie jest gejem, więc nie masz się o co martwić- zaśmiałem się trochę nerwowo. Kellin tylko mruknął coś niewyraźnie. Nie czułem się dobrze, bo okłamywałem go. Przez Alana mam same problemy. Ale jest w nim coś, co nie pozwala mi do końca go od siebie odrzucić.
-Pójdę już- z zamyślenia wyrwał mnie głos Kells'a. Kiwnąłem lekko głową i pocałowałem go krótko.
     *
Kilka dni później..
Mój plan się nie powiódł. Wręcz przeciwnie. Często spotykałem się z Alanem, co nie do końca podobał się Kellinowi, mimo, że prędzej polubił rudowłosego. Starałem się nie wspominać o nim  przy Kellinie bo dobrze wiedziałem, że to nie mogło się dobrze skończyć.
Wychodziłem właśnie ze szkoły, urywając się z dwóch ostatnich lekcji i spokojnym krokiem szedłem w stronę parkingu. Kiedy dotarłem do swojego samochodu zobaczyłem opartego o maskę Alana. Trochę się zdziwiłem, bo nigdy wcześniej nie przychodził pod moją szkołę. Woleliśmy spotykać się w innych miejscach. Oczywiście nie uprawialiśmy seksu a nic w tym rodzaju.
-Cześć- przywitał mnie z uśmiechem. Odpowiedziałem mu tym samym.
-Co tu robisz?- zapytałem otwierając auto.
-Tak po prostu przyszedłem i czekałem na Ciebie- podszedł i stanął naprzeciw mnie- może.. wyjdziemy gdzieś wieczorem?-przysunął się trochę bliżej- albo pojedziemy do mnie- i jeszcze bliżej. Czułem jego ciepły oddech a nasze usta dzieliły tylko centymetry. Rozejrzałem się po parkingu. Na szczęście nie było tu dużo ludzi
-Cześć. Nie przeszkadzam Wam?- nagle znikąd obok nas pojawił się Kellin. Myślałem, że zaraz dostanę co najmniej zawału.
-Ee.. nie- powiedziałem i wymusiłem uśmiech. Szybko musnąłem jego usta, wykorzystując to, że nikt na nas nie patrzył. Kellin uśmiechnął się , a Alan chyba czuł się niezręcznie.
-To dobrze. Chodź Oliver, musisz mi w czymś pomóc- zwrócił się do mnie, ale mówiąc patrzył na Alana. Zamknąłem samochód. Kellin pociągnął mnie za rękę, a ja szybko pożegnałem się z rudym chłopakiem. Wiedziałem, ze tak naprawdę do niczego nie jestem mu potrzebny. Chciał mnie po prostu odciągnąć od Alana. Łatwo się zgodziłem bo z zazdrosnym Kellinem lepiej nie zadzierać.

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 30

Cz. I
Pojechałem do domu gdzie była Kate. Miała dziś wolne i dlatego zaczynała robić obiad. Na szczęście nasze kontakty uległy wyraźnej poprawie. Katelynne jest mi bliska i bardzo mi na tym zależało.
-O Kells, co tu robisz? Nie masz teraz przypadkiem lekcji?-zapytała kiedy wszedłem do kuchni.
-Mam ale trochę się z nich.. urwałem. Co robisz?
- Spaghetti, lubisz?
- Tak, bardzo.
- Oliver będzie dziś na obiedzie?
- Chyba nie, idę się położyć. Źle się czuje.
- Ok, zrobię Ci herbaty.
- Dziękuje, jesteś najlepsza- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem w stronę pokoju. Muszę dziś pogadać jeszcze z Vic'em. Nie chcę żeby tak to teraz wyglądało. Za dużo znaczy dla mnie ta przyjaźń żeby się godzić na to. Ale to później. Położyłem się i zastanawiałem  się co robi Oli. Starałem się do niego dodzwonić ale nie udało mi się dlatego odpuściłem. Po kilku godzinach leżenia i czytania jakiś książek na zmianę postanowiłem ponownie dodzwonić się do Olivera. Po kilku sygnałach usłyszałem w słuchawce głośna muzykę i jakieś krzyki. Zdziwiony rozłączyłem się. Oliver był na imprezie? Nie żeby coś ale czemu mnie tam nie ma razem z nim?! Dobra, jutro z nim o tym pogadam. Zadzwoniłem do Vic'a i poprosiłem o spotkanie. Dość szybko się zgodził i ustaliliśmy, że mam do niego przyjechać. Wyszedłem z pokoju i zaczynałem się ubierać. Z racji, że jest zima i do tego jeszcze wieczór, na dworze jest bardzo zimno. .
-Kate! Jadę do Vic'a!- krzyknąłem już mając rękę na klamce
-Ok. odpowiedziała krótko. Vic chyba już jej powiedział o tym 'rozstaniu' bo brzmiała dość smutno i o dziwo nie chciała ze mną jechać. Wyszedłem i o mało nie spadłem ze śliskich schodów. Otworzyłem drzwi mojego auta. Po 15 minutach drogi byłem już przed jego domem. Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem z samochodu. Ostrożnie- tym razem- wszedłem po schodach i zadzwoniłem do drzwi w których po chwili pojawił się brunet. Wpuścił mnie do środka i nie do końca wiedział jak się ma teraz wobec mnie zachować.
-Vic- zacząłem od razu- chciałbym żeby miedzy nami znów było dobrze. Jesteśmy przyjaciółmi już długo a nie zachowujemy się tak. Zależy mi na Tobie i tej przyjaźni i to nie jest tak, ze już kiedy ma Olivera już Cię nie potrzebuje. Bo potrzebuję i to bardzo.- powiedziałem i tak po prostu go przytuliłem. Szybko mnie objął i ułożył głowę na moim ramieniu. Nawet nie wiem kiedy poczułem jego usta na swoich. Przecież nie mogę! Chcę ale nie mogę..

Cz. II
Nie bardzo miałem ochotę aby gdziekolwiek wychodzić, ale zgodziłem się więc poszedłem.Udaliśmy się do centrum. Matt przyprowadził chłopaka, którego widziałem pierwszy raz w życiu. Był niższy ode mnie i miał rude włosy. Mogę powiedzieć, że był nawet przystojny. Miał na imię Alan. Rozmawialiśmy prawie cały wieczór. Reszta osób z którymi przyszliśmy nagle zniknęła  z jakimiś dziewczynami. Mogłem się tego spodziewać. Oczywiście jak na prawie każdej imprezie piłem alkohol. Chyba trochę przesadziłem bo obudziłem się następnego dnia w nieznanym mieszkaniu. Jak  często po tego typu imprezach. Nie pamiętałem za dużo z poprzedniej nocy a w dodatku obok mnie, w łóżku leżał Alan. Jeszcze spał, więc postanowiłem upuścić to mieszkanie zanim się obudzi. Wstałem ale już po chwili zorientowałem się, że nie mam na sobie żadnych ubrań. No super. Znalazłem swoje bokserki i szybko je na siebie założyłem. W tym czasie Alan zdążył się już obudzić. Czyli nie uda mi się zniknąć bez śladu.
-Alan.. czy my..- zacząłem z przerażeniem w głosie. Błagam, niech zaprzeczy. Moje nadzieje legły w gruzach.
-Tak, Oliver. Uprawialiśmy seks. I odpowiem od razu na Twoje następne pytanie. Tak, jestem gejem.
-Nie pamiętam co wczoraj się działo.- westchnąłem i przetarłem twarz dłońmi. Kurwa, tylko nie to.
-Spokojnie, nie powiem nic Kellinowi.- spojrzałem na niego i zmarszczyłem brwi. On widząc wyraz mojej twarzy zaczął tłumaczyć.
-Wczoraj kiedy się upiłeś, opowiedziałeś mi o tym, że masz chłopaka, bardo go kochasz i takie tam.
-Ja pierdolę..- powiedziałem ledwo słyszalnie. Nigdy więcej imprez.
- Możemy po prostu zapomnieć, że do czegoś miedzy nami doszło?- zapytałem a on posmutniał. Niech jeszcze zacznie płakać. Mruknął coś niewyraźnie w odpowiedzi, co uznałem za zgodę. Ubrałem resztę moich rzeczy i wyszedłem z mieszkania Alana. Na zewnątrz było bardzo zimno i padał śnieg, ale nie przejmowałem się tym. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu. Przez całą drogę do mieszkania analizowałem wszystko co się wydarzyło. Co jeśli Kellin się o tym dowie? To wszystko jest zbyt trudne. Zapomnę  o tej nocy i o Alanie. Kell jest moim chłopakiem i w moim życiu nie liczy się nikt inny. W końcu dotarłem na miejsce. Zdjąłem kurtkę i buty  po czym poszedłem do kuchni. Wziąłem tabletki i zrobiłem sobie kawę. Czułem się strasznie. Nie dlatego, że miałem kaca i pękała mi głowa, tylko dlatego, że znowu zdradziłem Kells'a. Tym razem przynajmniej z chłopakiem. Mimo wszystko nie mogłem znowu opuszczać szkoły jeśli  chciałem ją w końcu skończyć. Wypiłem kawę, zabrałem potrzebne rzeczy i wyszedłem. Wsiadłem do auta i pojechałem w kierunku szkoły. Kiedy tylko wszedłem do budynku wpadłem na Kellina. Jak mam mu teraz spojrzeć w oczy?  

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 29

cz. I
- Co?! Kellin, to nie tak! - chwycił się za skronie i zaczął je lekko pocierać. - Ja.. kurwa. - usiadł się obok mnie.
- Spokojnie, coś się dzieje? Masz jakiś problem? Wiesz, że przyjaźnimy się długo i możesz mi powiedzieć. - na razie nie poruszałem tematu tabletek, które znalazłem obok. Po kolei będzie prościej.
- Tak jakoś wyszło. Ale to i tak nie ma znaczenia.To było dawno i nie prawda. Teraz już przecież się nie tnę, i to się liczy. Nie będziemy o tym więcej rozmawiać, rozumiesz?
- Znalazłem też tabletki. wiem, że to narkotyki. W co ty się wjebałeś?!
- A co cię to obchodzi?! I tak jesteś teraz zajęty Oliverem i świata poza nim nie widzisz! Na tym wszystkim ucierpiałem tylko ja!
- Przecież podobno jesteś z Kate..
- Nie jestem. Ona po prostu za dużo ode mnie oczekuje, a ja tylko chciałem trochę odreagować i choć trochę zaznać tej całej pierdolonej miłości, o której ty tak ciągle mówisz! Ale to nie to samo. Całowanie się z tobą a z nią to była ogromna różnica. Nie ważne. Po prostu zapomnij, że ta rozmowa się odbyła.
-Nie, Vic. Nie rozumiem o co ci do końca chodzi. Wytłumacz i będzie łatwiej.
- Kocham cię, przyjacielu. - wyszeptał patrząc na mnie swoimi ciemnymi oczami. - bardzo kocham. Ale Kellin, to i tak nic nie zmienia. Masz już osobę do której czujesz to samo co ja do ciebie.Rozumiem. On i tak zawsze będzie na pierwszym miejscu.
- A dziwisz się? Nawet nie przyszedłeś za pogrzeb mojego ojca żeby mnie wesprzeć.
- Nie przyszedłem? Byłem tam i bardzo chciałem cię pocieszyć, przytulić. Ale ty już miałeś taką osobę. Olivera.  Postanowiłem wtedy, że muszę odpuścić tą rywalizację i bitwę o twoją uwagę. Proszę tylko o jedno. Zachowujmy się jakby nie było tej rozmowy. Cześć, Kells. - wyszedł z pokoju i ubierając kurtkę i buty szybko wyszedł. Usiadłem na kanapie. Musiałem poświęcić chwilę na przemyślenie całej sytuacji. Być może Vic ma rację, że nie poświęcam mu uwagi i czasu, którego przed pojawieniem się Oli'ego w moim życiu miałem więcej.
*
Następny dzień...
Wszedłem do szkoły i otrzepałem z włosów śnieg. W szkole już ucichło na temat naszej orientacji. To tylko dlatego, że Austin odpokutował i powiedział wszystkim, że to był tylko żart i jesteśmy hetero. Taa, hetero jak ja pierdolę z nas. Nie ważne. W każdym bądź razie na swoją dawną reputację musiałem trochę sobie zapracować. Chociaż w kwestii nauczycieli i niektórych uczniów nic się nie zmieniło.
Poszedłem do szatni i odłożyłem kurtkę. Nie było kurtki Olivera, ale była Vic'a. Ruszyłem w kierunku klasy, i już z daleka zauważyłem bruneta. Uśmiechnąłem się do niego kiedy spojrzał.Odwzajemnił uśmiech, ale po chwili odwrócił wzrok. Rozbrzmiał dzwonek i dlatego bezpośrednio wszedłem do otwartej klasy.

cz. II
Następnego dnia pojawiłem się w szkole dopiero na drugiej lekcji. Zaspałem. No trudno. Myślałem trochę o rozmowie Kellina i Vic'a. Właściwie to nie dotyczyła mnie, więc nie powinienem się nią przejmować i po prostu zapomnieć, że słyszałem o czym mówili. Tak też zrobiłem. To było pewnie tylko nieporozumienie i Vic się nie tnie.
On zachowywał się normalnie, jakby nic się nie wydarzyło. Ale Kellin cały czas na niego spoglądał i był przygnębiony. Chyba nie wyjaśnili sobie wszystkiego.
- Co się dzieje? - zapytałem Kellina. Musiałem udawać, że nie wiem o co chodzi,bo nie chciałem żeby chłopak dowiedział się,  że podsłuchiwałem. - Kell, słuchasz mnie?
- Co? - odezwał się w końcu.
- Pytałem czy coś się dzieje. - westchnąłem.
- Nie, nic.
- Coś z Viciem? Pokłóciliście się?
- Przecież powiedziałem, że nic się nie dzieje. O co ci chodzi?! - zmarszczył czoło. Był lekko poirytowany.
- O nic, tylko..
- Wszystko jest okey. - usłyszałem za plecami głos Vic'a, który nagle pojawił się obok nas. - nie marnujcie czasu na rozmowy o mnie. Zajmijcie się sobą. Idźcie się całować i pieprzyć.
- Vic.. - syknął Kellin przez zaciśnięte zęby.
- Yy, może zostawię was samych, co? - wtrąciłem się, a oni spojrzeli na mnie.
- Nie. - odpowiedzieli jednocześnie. Atmosfera była bardzo napięta. Nie wiem o czym jeszcze wczoraj rozmawiali, ale na pewno nie dotyczyło to tylko problemów Vic'a.
- Kellin zrobiłby dla ciebie wszystko. - zwrócił się do mnie. - bo bardzo cię kocha. Więc proszę cię, bądź dlaniego dobrym chłopakiem i nigdy go nie krzywdź, bo na to nie zasługuje. Życzę wam szczęścia, czy coś w tym rodzaju. - powiedział, a potem odszedł, zostawiając nas samych. Spojrzałem na Kellina, który ukrył twarz w dłoniach. Nic już nie rozumiem.
- Kellin? - zapytałem niepewnie.
- Nic nie mów, proszę cię.
- Wytłumacz mi o co do cholery chodzi. - on cicho westchnął i po dłuższym milczeniu zaczął mówić, patrząc przed siebie.
- Vic powiedział mi, że mnie kocha. - uniosłem brwi, i patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Przecież Victor jest hetero. Więc jak kurwa może być zakochany w Kellinie?! - Ale wie, że i tak nie będziemy razem, więc postanowił sobie odpuścić. - no i dobrze. - Jadę do domu. Nie mam ochoty na rozmowy. Przepraszam, cześć. - jako, że wokół nas było pełno ludzi, a my nie chcieliśmy nadal ujawniać się z naszym związkiem, pożegnaliśmy się tylko zwykłym "cześć". Kellin wyszedł ze szkoły. Ja po chwili chciałem zrobić to samo, ale zatrzymał mnie czyjś głos.
- Hej, Oliver! Zaczekaj. - odwróciłem się, a przede mną stał ciemnowłosy chłopak z tunelami w uszach. Matt. Mój dobry znajomy.
- Cześć. Co chcesz?
- Może wyjdziesz gdzieś dziś wieczorem ze mną i kilkoma kumplami? - zapytał z uśmiechem. Po chwili zastanowienia zgodziłem się. Trochę zabawy na pewno mi nie zaszkodzi.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 28

Cz. I
Pogrzeb mojego ojca to była najgorsza rzecz jaka mnie spotkała. Wszyscy płakali a ja miałem ochotę zamknąć się gdzieś i umierać powoli. Oliver zostawił mnie samego a ja starałem sobie wszystko poukładać. Czułem pustkę w sercu i nie bardzo mogłem sobie z tym poradzić. Postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Starłem łzy z policzków i wziąłem głęboki oddech. Poszedłem na parking gdzie stał tylko jeden samochód który dobrze znałem. Podszedłem do niego i wszedłem do środka.
-Dziękuję, że poczekałeś, że ze mną byłeś i dałeś mi tyle miłości. Kocham Cię- powiedziałem patrząc mu prosto w oczy. Zaniemówił ale po chwili objął moją twarz i delikatnie mnie pocałował.
-Ja Ciebie też. Nie masz za co. Od tego jestem a teraz jedziemy do mnie bo nie pozwolę Ci zostać samemu. Nie przyjmuje sprzeciwu.- uśmiechnąłem się delikatnie i skinąłem głową. Po chwili byliśmy u niego. Byliśmy w garniturach więc Oliver ubrał coś luźniejszego mi dał swoją koszulkę i spodnie. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Oliver spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-Zrobiłem kanapki, co chcesz do picia?
-Obojętnie i tak nie jestem głodny.- usłyszałem jego westchnięcie. Nalał mi soku i wszystko postawił na stole.
   *   Miesiąc później..
-Oliver! Weź się ogarnij i skup.- co chwilę nawoływałem go starając się przywrócić do porządku. Musieliśmy zrobić jakiś cholerny projekt na zaliczenie a Oliverowi akurat teraz zaczęło odbijać. Położył na moich kolanach głowę i spojrzał na mnie. Wyglądał bardzo uroczo ale byłem tak zdenerwowany, że nie działało to na mnie.
-Oliver to nie działa. Im prędzej skończymy tym będziemy mieli szybciej czas dla siebie.- on nagle łapiąc mnie za kark przyciągnął i pocałował. Bardzo mi tego w głębi duszy brakowało mi tego bo ani się na całowaliśmy ani nie uprawialiśmy seksu od dnia śmierci taty. Na szczęście szybko się uporałem z jego stratą. Byłem 2 razy u psychologa i potem stwierdziłem, że sam dam sobie rade. I dałem, teraz jest już dobrze. Odsunąłem się od chłopaka i spojrzałem mu w oczy.
-Proszę Cię, skończmy już ten cholerny projekt. Chce mieć to już z głowy- jeszcze po dwóch namowach Oli się dopiero zmobilizował i poszło nam nadzwyczajnie szybko.
-Będzie jakaś nagroda?- zapytał kiedy skończyliśmy.
-Być może- uśmiechnąłem się trochę tajemniczo.

Cz. II
Kellin w końcu pogodził się ze śmiercią jego ojca, więc jak na razie wszystko było dobrze. Namawiałem go kilka razy żeby poszedł do psychologa. Najpierw się zgadał twierdząc, że ' nie jestem wariatem, więc tego nie potrzebuje', ale kiedy wytłumaczyłem mu, że to może mu pomóc zgodził się.
Nie miałem ochoty na robienie tego projektu. Wolałem zająć się Kellinem, a nie pisaniem jakiś bezsensownych rzeczy. Ale musieliśmy go skończyć. Kiedy zrobiliśmy co do nas należało ja od razu przyciągnąłem Kellsa do siebie i złączyłem nasze usta. Szybko pobyliśmy się swoich ubrań. Ostatnio praktycznie w ogóle nie 'zbliżaliśmy' się do siebie. Brakowało mi seksu z Kellinem, ale przecież nie chciałem go do tego zmuszać po stracie ważnej dla niego osoby.  Przygotowałem go bo chciałem żeby czuł jak najmniej bólu. Wszedłem w niego do końca, jednym ruchem przez co krótko krzyknął. Dałem mu chwilę aby się przyzwyczaił, a kiedy dał mi znak zacząłem delikatnie i powoli poruszać biodrami. Z każdą chwilą moje ruchy stawały się szybsze i bardziej zdecydowane. Z naszych ust wydobywały się jęki i inne niekontrolowane dźwięki. Doszedłem pierwszy. Kellin nie był do końca usatysfakcjonowany, więc objąłem jego męskość i szybko poruszałem po niej dłonią. Długo nie musiałem czekać, aby on też osiągnął szczyt. Opadliśmy na poduszki starając się uspokoić oddechy. Kell wtulił się we mnie a ja gładziłem palcami jego plecy. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. On nawet się ruszył więc zapytałem:
-Nie otworzysz?- westchnął i wstał. Ubrał się i wyszedł z pokoju. Ubrałem bokserki, a w pomieszczeniu pojawił się Kellin w towarzystwie Vic'a. Ten drugi od razu zlustrował mnie wzrokiem.
-Przeszkodziłem wam w czymś?- zapytał niepewnie. Kellin zaśmiał się  i pokręcił przecząco głową. Ale po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy i chyba przypomniał sobie o czymś.
-Dobrze, że jesteś Vic. Chcę z Tobą o czymś porozmawiać. Prędzej jakoś nie było okazji.- Vic spojrzał na Kellina a potem na mnie.
-To ja już pójdę,a  wy sobie pogadajcie- powiedziałem i podszedłem do Kellina którego pocałowałem w usta. Vic, który musiał oglądać jak okazujemy sobie uczucia westchnął i przewrócił oczami. Wyszedłem do korytarza. kiedy ubrałem się usłyszałem fragment rozmowy Vic'a i Kellsa.
-Co się dzieje,Vic?
-Ale o co Ci chodzi?-chłopak był chyba trochę zdezorientowany.
-Miałem już prędzej z Tobą o tym porozmawiać, ale nie wiedziałem jak zebrać się do tego.
-No mów.
-Kiedy Cie pobili, byłeś w szpitalu a ja znalazłem w Twoim mieszkaniu... żyletki- co?! Byłem zaskoczony. Vic się tnie?
-dlaczego?- Kell zapytał smutnym i przyciszonym głosem. Nie powinienem podsłuchiwać ich rozmowy, dlatego postanowiłem wyjść. Cicho opuściłem mieszkanie Kellina, dlatego nie wiem jak przebiegła dalsza rozmowa. Przedostałem się przez śnieg, który zdążył się już pojawić. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę swojego domu.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 27

Jesteście kochani <3 Dziękujemy/ M.
___________________________________

Cz. I
-Co? Jak to? Przecież..
-Nie żyje.. nie-wpadłem w jakiś trans. Nic do mnie nie docierało. W głowie krążyły mi tylko słowa mojej mamy "Synku, tata nie żyje. Zmarł w szpitalu po wypadku samochodowym. Dzisiaj. Proszę przyjedź"
-Kellin!- spojrzałem na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Musze jechać,  ja muszę- wstałem i szybko wyszedłem.
-Kell, uspokój się, proszę Cię. Ja Cie zwiozę.- odzyskałem zdrowy rozsądek i po moich policzkach spłynęły łzy. Miałem z ojcem idealny kontakt mimo, że rzadko się widywaliśmy.
-Ej spokojnie. Nie płacz, Kells.- Oliver przytulił mnie.
-Nie mogę w to uwierzyć, zawieź mnie do szpitala. Szybko. Proszę. -wsiedliśmy do samochodu i po kilku minutach jazdy byliśmy przed szpitalem. Wyszliśmy z samochodu i pobiegliśmy do szpitala. Modliłem się w duchu żeby to był sen albo żart. Moje nadziej legły w gruzach gdy zobaczyłem zapłakaną mamę. Podszedłem do niej a ona wstała i wtuliła się we mnie wybuchając płaczem.
-Cii, mamo nie płacz- sam płakałem. Oli trzymał się na uboczu i nie odzywał się.
-Kellin przecież on.. by-ł taki młody. Tak go kocha-łam. A-a ktoś mi go ode-brał- wyszlochała a ja przytuliłem ją mocniej do siebie. Bardzo razem cierpieliśmy. Po chwili przyszedł lekarz. Oznajmił nam melancholijnym głosem, że jego serce już przestało bić i jeżeli chcemy to możemy go zobaczyć. Chcieliśmy. Weszliśmy do sali w której stało jedno łóżko. Na nim leżał blady, poobdrapywany mężczyzna. Mój tata. Nie mogłem go poznać. Wyglądał zupełnie inaczej niż kiedy był w pełni sił i.. wszystkiego. Mama zbliżyła się do łóżka i chwyciła chłodną dłoń taty. Po czym rozpłakała się i zaczęła do niego szeptać na koniec całując go w czoło. Ja również go ucałowałem a potem przyszło kilku ludzi i kazali nam wyjść. Na korytarzu nadal czekał Oliver. Gdy wyszliśmy szybko wstał. Mama na szczęście przestała płakać. Nie miała już więcej łez. Widziałem po jej twarzy jak było jej ciężko i jak chce jej się spać.
-Mamo, odwiozę Cię do domu. Musisz się przespać. Jeśli chcesz zostanę z Tobą.
-Dziękuje synku, dziękuje- szepnęła- pójdę do toalety- skinąłem głową a mama zniknęła za drzwiami. Poczułem rękę na ramieniu i spojrzałem na Olivera. Nie miałem na nic siły i dlatego bezsilnie wtuliłem się w niego.
- Kochanie będzie dobrze, zobaczysz.- szepnął i pocałował mnie w głowę. Po chwili wróciła mama.
-Oli, zawieziesz nas?
-Jasne, dzień dobry- zwrócił się do mojej mamy- bardzo mi przykro
-Dziękuję, mi też- zdobyła się na delikatny uśmiech. Wyszliśmy z tego cholernego szpitala i wsiedliśmy  do samochodu. Oli podjechał pod dom mojej mamy a ja zacząłem się zbierać.
-Nie Kell, ja muszę się jakoś sama z tym uporać. Przyjedź jutro. Poradzę sobie.
-Na pewno? Może lepiej z Tobą zostanę?
-Nie, jedź do siebie. Do widzenia. -wyszła z samochodu a Oli ruszył dalej. Nie byłem pewny czy dobrze zrobiłem zgadzając się aby mama została sama.

Cz.II
Było mi żal Kellina. Wiedziałem, że miał dobry kontakt ze swoim ojcem, więc na pewno bardzo to przeżył. Jest wrażliwy dlatego to wydarzenie jeszcze bardziej go dotknęło. Muszę być teraz przy nim i wspierać go. Zatrzymałem się przed domem Kellina.
-Może pojedziemy do mnie, albo zostanę z Tobą, co?- zaproponowałem a on pokręcił przecząco głowa
-Poradzę sobie-powiedział cicho. Nie chciałem zostawiać go samego, w tej sytuacji.
-Martwię się o Ciebie-westchnąłem.
-Nie martw się. Nie zrobię nic głupiego. Po prostu chce być sam. -zrozumiałem, przytuliłem go i szepnąłem
-Będzie dobrze, kochanie- zacząłem lekko gładzic dłonią jego włosy.
-Nie będzie Oliver. Jego już przy mnie ie ma.
-Ale ja jestem przy Tobie. I zawsze będę.- Kellin odsunął się ode mnie i powiedział krótkie 'dziękuję' po czym wyszedł z auta i wrócił do swojego mieszkania.
       *
Kilka dni później odbył się pogrzeb. Przez ten czas starałem się jak najczęściej być z Kellinem. Vic i Kate też starali się jakoś mu pomóc ale Kell nie chciał nawet z nimi rozmawiać. Tylko przede mną i swoją matką potrafił się w jakiś sposób otworzyć. Mało jadł i mało spał. Nie wiedziałem co mam robić. Ale wydawało mi się, że z każdym dniem jest trochę lepiej. Zastanowiłem się czy powinienem pojawić się na pogrzebie. W końcu ojciec Kellina był dla mnie obcym człowiekiem. Ale chciałem być wtedy z Kellinem i wspierać go, bo wiedziałem, że to na razie dla niego trudna sytuacja. Przez cały czas staliśmy z boku. Obejmowałem Kellina stojąc za nim, a on bezradnie patrzył na to co działo się z cmentarzu.
-Dlaczego akurat on?- wyszeptał w pewnym momencie  chłopak.
-Nie wiem, ale na pewno na to nie zasłużył- odpowiedziałem i pocałowałem go w czubek głowy. Nikt nie zwracał na nas większej uwagi. Ale i tak mało obchodziło nas co pomyśleliby sobie Ci ludzie. Kiedy zakopano dół, w którym wcześniej znalazła się trumna, wszystkie zebrane osoby zaczęły powoli opuszczać cmentarz. Nigdy nie lubiłem przebywać w takich miejscach dlatego tez chciałem już wracać.
-Chciałbym zostać sam- odezwał się Kellin a ja pokiwałem głową i zostawiłem go.   

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 26

Cz. I
Nie wiedziałem gdzie Oliver chciał mnie zabrać ale bardzo mnie to ciekawiło. Niestety wiedziałem, że niczego mi nie powie i będę musiał poczekać cierpliwie. Jechaliśmy ponad godzinę. Ściemniało się a mi powoli zachciewało się spać.
- Oli, daleko jeszcze?
-Jeszcze z pół godziny, prześpij się jak chcesz- sięgnął po koc który leżał na tylnym siedzeniu  i mi go podał.- Albo i dłużej- westchnął
-Dziękuje- otuliłem się kocem i nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Jedyne co pamiętam to cicha muzyka z radia i skupiony na drodze wzrok Olivera.
    *
Obudziłem się w niewygodnej pozycji. Wszystko mnie bolało a do tego nie wiedziałem gdzie jestem. Widać było ledwo zachód słońca a Olivera nigdzie nie było. Zrzuciłem z siebie koc i powoli wygramoliłem się z samochodu. Rozejrzałem się i aż mnie zamurowało. Stałem na jakimś piasku, wszędzie było dużo kamieni i w oddali woda. Morze? No coś w tym rodzaju. Przy zachodzie słońca wyglądało to wręcz bajkowo. Poszedłem kawałek dalej plażą i dostrzegłem kilka małych drewnianych domków. Zapewne dla turystów. Chwile potem zostałem objęty od tyłu i przytulony.
-Pięknie, co?- szepnął mi do ucha Oli a ja oparłem głowę o jego klatkę piersiową.
-Taak, jak znalazłeś to miejsce?
-A tak jakoś, przypadkiem
-Ale powinniśmy już chyba wracać jutro..
-Nie, Kells. Zostajemy tu całą noc i bez dyskusji. Uprosiłem takiego miłego Pana i wypożyczył nam jeden z tych domków na noc. Po drodze kupiłem  coś do jedzenia itp.
-Dziękuje- wyszeptałem i odwracając się twarzą do Olivera wtuliłem się w niego- tak bardzo dziękuje. Tego potrzebowałem.
-Wiem, nie masz za co. Kocham Cię- czułem się jak zakochana nastolatka! Serio! Zachód słońca, plaża i mój chłopak mówiący, że mnie kocha. Ha, nie jedna by tak chciała!
-Ja Ciebie też- odpowiedziałem po chwili i zsunąłem z siebie bluzę.
-Co robisz? Jest zimn...
-Cicho.- zarządziłem- zaraz będzie cieplej- Oli zrozumiał moją sugestię, zdjął swoją bluzę i złączył nasze usta.
-Może chodźmy lepiej do dom.. ah!- ścisnąłem jego krocze a on słodko jęknął.
-Może lepiej nie- już po chwili leżeliśmy na piasku i całowaliśmy się jak jacyś napaleńcy. Chociaż sądząc po Oliverze wiele się z tym określeniem nie pomyliłem. Chwile potem nie miałem już ani spodni ani bokserek a Oli starał się mnie przygotować aby bolało już najmniej. Jakiś czas potem dałem mu znak, że może już zacząć. Oli ze skupieniem na twarzy zaczął we mnie wchodzić. Nie lubiłem tego uczucia ale po nim zawsze przychodziła rozkosz, więc było warto wytrzymać. Oliver po chwili już nie był taki delikatny i poruszał się zdecydowanie. Słuchałem jego westchnięć, jęków i dołączyłem również swoje. Nie liczył się piasek który poprzylepiał się do mnie ale spełnienie  które przyszło szybko. Oliver doszedł chwilę potem we mnie.
-Dziękuję, dziękuję-wyszeptałem i zasnąłem zmęczony

Cz. II
Postanowiłem zabrać Kellina w jedno z moich ulubionych miejsc. Kiedyś przyjeżdżałem tutaj z Victorią, ale ona nie jest teraz ważna. Byłem zadowolony, bo widziałem, że Kellsowi się tu podoba. Położyłem się obok niego na piasku. Po chwili zorientowałem się, że chłopak zasnął. No kurwa. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do domku. Na szczęście jest lekki, więc nie było to trudne. Potem wróciłem i pozbierałem jego rzeczy bo swoje już miałem na sobie.
    *
Obudziłem się dość wcześnie. Kellin jeszcze spał. Wstałem i ubrałem się.
-Wstawaj Kellin- szepnąłem mu do ucha i pocałowałem go w policzek.
-Jeszcze chwila- mruknął niewyraźnie. Prosiłem go jeszcze kilka razy. Ponarzekał ale w końcu zebrał się i wstał. Jak z dzieckiem. Zjedliśmy śniadanie które przygotowałem kiedy Kells się ubierał. Jestem dla niego za dobry. Opuściliśmy domek i trzymając się za ręce skierowaliśmy się do samochodu.
-Pedały!- krzyknął jakiś chłopak, kiedy się całowaliśmy. Nie zwróciłem na niego większej uwagi. Teraz, skoro i tak już wystarczająco dużo ludzi wie o naszym związku będę musiał przyzwyczaić się do tego, że nie wszyscy tolerują gejów. W szkole jesteśmy pewnie tematem numer jeden. W sumie mi to nie przeszkadza, zastanawiam się tylko jak Kell to wszystko znosi. Ciężko mu było przyzwyczaić się do tego, że ma chłopaka a teraz będzie musiał przyzwyczaić się do reakcji ludzi. Może nie będzie aż tak źle i tylko przesadzam. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Jedziemy do mnie?- zaproponowałem a on od razu się zgodził. Po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. Kiedy tylko zamknąłem drzwi od mieszkania przyciągnąłem Kellina do siebie i zacząłem go całować. Ale kiedy ściągnąłem jego koszulkę a moje ręce powędrowały do paska jego spodni, zaprotestował.
-Jeszcze po wczorajszym nie mogę normalnie chodzić- zaśmiałem się a on spojrzał na mnie piorunującym wzrokiem. Założył koszulkę.
-Ale chyba nie powiesz mi, że Ci się nie podobało.
-Podobało mi się, ale zrozum, że po naszym seksie to mnie boli dupa, a nie Ciebie. Egoisto.- poszedł do pokoju, a ja poszedłem za nim. Teoretycznie powinniśmy być teraz w szkole i przykładać się do nauki. Leżeliśmy w ciszy na łóżku kiedy nagle zadzwonił telefon Kellina. Podniósł się i usiadł po czym odebrał. Po krótkiej rozmowie z której nic nie wywnioskowałem, Kellin zrobił się jeszcze bledszy niż zazwyczaj, jeśli to w ogóle było możliwe i prawie wypuścił telefon z rąk.
-Coś się stało?- zapytałem, ale on nic nie odpowiedział- Kellin, co jest?- usiadłem i patrzyłem na niego czekając aż coś powie.
-Mój ojciec.. nie żyje.

sobota, 26 lipca 2014

Rozdział 25

Cz. I
Oliver rozebrał mnie. Miał śmieszną minę. Niby skupiony i podniecony ale dostrzegałem także takie nerwy, że ktoś może znowu nam przeszkodzić. Oli zdjął swoją koszulkę a ja przyssałem się do jego szyi robiąc mu dużą malinkę. Przez następne kilka minut zrobiłem mu ich jeszcze kilka. Poczułem jak jego palce zaciskają się na mojej męskości a druga dłoń zsuwa moje bokserki. Jęknąłem i wygiąłem się w łuk. Po chwili palce zniknęły ale za to poczułem ciepły oddech. Oliver objął ustami czubek mojego penisa a ja ponownie jęknąłem, otwierając usta a zamykając oczy. Było mi tak dobrze. Oli na chwilę odsunął się ode mnie a ja westchnąłem. Spojrzałem jak ściąga spodnie, rzuca na łóżko prezerwatywy i żel. Podszedł do mnie z taką miną, że aż wymsknęło mi się westchnięcie na samą myśl o tym co mogła oznaczać i co chciał zrobić. Usiadł na mnie okrakiem i pociągnął do pozycji siedzącej. Zaczęliśmy się całować, szybko i zachłannie. Odsunęliśmy się od siebie na chwile. Oli dalej miał zamknięte oczy. Usłyszałem szeptem wypowiedziane imię i zamurowało mnie. Zrzuciłem z siebie Olivera a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Co jest, kurwa?-zerwałem się z łóżka i założyłem bokserki oraz koszulkę
-Kellin, co ty robisz?-szybko sie ubrałem, ogarnąłem włosy i spojrzałem na Olivera
-Serio? Victoria? W takim momencie musiałeś o niej przypomnieć?!
-Ale przecież.. Kells bo.. ja nawet nie zwróciłem na to uwagi, wymsknęło mi się, przepraszam. Kells nie zachowuj się jak dziecko. Chodź-popatrzyłem na niego chwilę a potem ruszyłem do wyjścia. Wiedziałem, że nawet nie ma jak mnie zatrzymać. Trzasnąłem drzwiami i wchodząc do samochodu odjechałem. Miałem pogadać jeszcze z Vic'em ale zupełnie straciłem humor na wszystko. Postanowiłem jechać na zakupy. Kupiłem kilka koszulek i spodnie. Wracając kupiłem coś na kolacje i wróciłem w końcu do domu. Zaparkowałem, wziąłem torby i cicho wszedłem do domu. Wszedłem do kuchni w której była Katelynne i.. Vic. Całowali się. Poczułem pewne ukłucie w środku. Jedna reklamówka pękła a zakupy wysypały się na podłogę. Vic i Kate oderwali się od siebie i spojrzeli na mnie zdziwieni
-Nie przeszkadzajcie sobie-mruknąłem i zacząłem zbierać zakupy. Schowałem to gdzie trzeba i zabierając nowe ubrania wyszedłem z kuchni. Zamknąłem się w pokoju i położyłem się na łóżku. Musiałem zasnąć bo gdy wstałem było już ciemno na dworze. Poszedłem do kuchni napić się i mijając salon zauważyłem, że Kate śpi opierając głowę o ramie Vic'a. Nalewałem sobie właśnie wody kiedy usłyszałem jak ktoś wchodzi do kuchni. Odwróciłem się i zobaczyłem blisko mojej, twarz Vic'a.
-Czemu nie powiedziałeś, ze miedzy wami coś jest?- zamiast odpowiedzi pocałował mnie.

 Cz. II
Muszę być naprawdę totalnym debilem. Jak mogłem tak po prostu przypomnieć sobie o Victorii, i to jeszcze w takiej sytuacji z Kellinem. Victoria była dobra w łóżku, ale to jest już zamknięty rozdział i na pewno nie chcę do niego wracać. Więc kurwa, bez przesady. Powiedziałem tylko jej imię. Liczyłem na dobry seks z Kellinem, ale musiałem wszystko spieprzyć. A mogło być fajnie. Po tym jak Kells wyszedł z mojego mieszkania ubrałem się po czym schowałem żel i prezerwatywy do szafki obok łóżka. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie wstałem o poszedłem otworzyć. Austin. Jeszcze jego mi tutaj brakowało. Myślałem, że już wszystko juz sobie wyjaśniliśmy. Chyba jednak nie do końca.
-Cześć, możemy pogadać?-był spokojny, może nawet trochę.. smutny?
-Nie mamy o czym-odpowiedziałem krótko. Chciałem zamknąć drzwi, ale pomyślałem, ze warto dać mu jeszcze jedną szanse. Chyba nie powinienem. Trudno.  
-Wejdź-westchnąłem i wpuściłem go do środka.
-Przyszedłeś do mnie bo nie masz kasy, nie masz gdzie mieszkać czy dlatego, że nie możesz poradzić sobie z tym, że wpadłeś z moją byłą?-skrzyżowałem ręce i patrzyłem na niego z ironicznym uśmiechem.
-Chcę Cię przeprosić. Zrozumiałem, że zachowałem się jak kretyn. Byłem po prostu zwykłym skurwysynem i nie liczyłem się z uczuciami innych- nie wiedziałem czy mówił prawdę i czy się zmienił, ale przez jego głupotę połowa szkoły wie teraz o mojej orientacji.
-Muszę to wszystko przemyśleć. Nie wiem co mam robić. Daj mi czas- Austin pokiwał głową.
- Zależy mi na naszej przyjaźni, ale jeśli mi nie wybaczysz to zrozumiem. przeze mnie masz problemy. Przepraszam Cię za wszystko- jeśli myśli, że jednym głupim 'przepraszam' wszystko załatwi to sie myli. Ale przynajmniej żałuje, że to zrobił. Ciekawe czy romansu z Victorią też żałuje. Pewnie nie.
-Przemyśl to.-powiedział po czym wyszedł.
  Następnego dnia..   *
Dzwoniłem kilka razy do Kellina. Nie odebrał. Mogłem się tego spodziewać. Ale nie wydaje mi się, że trochę przesadza. Pojechałem do niego.
-Porozmawiamy?-zapytałem kiedy otworzył drzwi.
-Nie.
-Kellin, przecież wiesz, że nic mnie już nie łączy z Victorią- powiedziałem  i przetarłem twarz dłońmi.
-Więc czemu przypominasz sobie o niej w takich sytuacjach?!
-Proszę Cię nie przesadzaj. Przepraszam, ok? Chodź do mnie-poprosiłem i rozłożyłem ręce a on bez słowa przytulił się do mnie. -Kocham Cię- odsunąłem się i pocałowałem go. Kiedy chciałem pogłębić pocałunek, chłopak delikatnie mnie od siebie odepchnął.
-Co jest?
-Nic.. po prostu nie mam humoru.
-Kell, ja naprawdę nie chciałem wtedy tego powiedzieć..
-To nie o to chodzi. Nie mam humoru i tyle.- czasami naprawdę zachowuje się jak dziewczyna
-Ubieraj się- powiedziałem a on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Po co?
-Zabieram Cię gdzieś.
-Gdzie?
-Zobaczysz.- poczekałem aż ubierze bluzę i buty. Kiedy był już gotowy wyszliśmy i wsiedliśmy do mojego samochodu.