Ostatni. Żegnamy się z Wami już. Dziękujemy, że byliście z nami, że czytaliście i komentowaliście. Raczej już tu nie wrócimy, ale kto wie. W każdym bądź razie życzymy Wam powodzenia w dalszym prowadzeniu blogów i pisaniu opowiadań. To tyle ode mnie : )) / Ronni.
cz. I
Siedzieliśmy wszyscy na jakiejś kanapie. Wywiad trwał już ponad trzydzieści minut i nie zapowiadało się na szybki koniec. Powoli zaczynały mnie denerwować pytania o mnie i Mike'a, ale można było się ich spodziewać.
- Jak jest między wami?
- Dobrze.
- Czy ten siniak na twarzy Tony'ego jest za sprawą kłótni z Mike'm? - Przesadzają.
- Nie. Mike mnie nie bije. Zbyt wkraczacie w nasze prywatne życie - powiedziałem. Kobieta, która przeprowadzała z nami wywiad zmieszała się i szybko zmieniła temat
Po wywiadzie rozdaliśmy autografy i porozmawialiśmy z fanami. Potem pojechaliśmy na kawę i na próbę. Mieliśmy dobre humory i nie byliśmy zbyt zmęczeni.
Po udanej próbie na którą dotarł także Alex pojechaliśmy do domów. Młodszy Fuentes chodził tego dnia trochę zamyślony i jak nie z tego świata. Postanowiłem nie wnikać, bo dobrze wiedziałem, że nic by mi nie powiedział. Taki już był ten chłopak. Czasem trochę nieprzewidywalny, ale w gruncie rzeczy kochany.
*
Zadzwonił do mnie wieczorem i powiedział, że mam się ubierać, bo zaraz po mnie będzie. Po czym szybko się rozłączył. Zdziwiony szybko się ogarnąłem i wyszedłem na schody. Chwilę później podjechał samochód do którego wsiadłem.
- Cześć, kochanie - powiedział Mike i złączył na chwilę nasze usta, po czym ruszył.
- Hej, gdzie jedziemy?
- Niespodzianka -mruknął tajemniczo i delikatnie się uśmiechnął. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Po godzinie słońce zaczęło zachodzić, ale my nadal jechaliśmy. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakimś lesie. Gdzie on mnie wywiózł?! Wysiedliśmy, Mike zamknął samochód i złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy iść jakąś ścieżką oświetloną małymi lampkami. Chwilę później zatrzymaliśmy się i usiedliśmy na ławce. Szczerze to nie miałem pojęcia po co ona tam była.
- Tony, bo.. ja wiem jak to może zabrzmieć, ale.. boże, kocham cię. Nawet bardzo i pomyślałem sobie, że.. wyjdziesz za mnie? O cholera, ale to brzmi. To może inaczej. Będziesz ze mną na zawsze? To też brzmi tak nie bardzo.. - Mówił szybko, był bardzo zdenerwowany i zestresowany. A ja... nie mogłem uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę?! Po chwili wyjął z kieszeni dwie czarne "obrączki".
- Mike, zgadzam się - przerwałem mu. Na chwilę zamilkł, ale potem mocno mnie przytulił i pocałował. Później założyliśmy nasze obrączki i znowu złączyliśmy nasze usta. Czy to sen? Zaręczyłem się!
cz.II
Dwa lata później...
Wzięliśmy ślub. To było naprawdę coś wspaniałego. Tyle czekaliśmy na ten dzień, aż w końcu stało się. Nadal dziwnie brzmi to, że "wziąłem ślub z Tony'm". Nie mogę przyzwyczaić się żeby mówić o nim "mój mąż", ale cały czas kocham go tak bardzo jak kilka lat temu.
Nie chcieliśmy jakiegoś wielkiego rozgłosu z powodu naszego małżeństwa, ale nie mogliśmy na to liczyć. Krótko potem wszyscy już wiedzieli. Mogliśmy się domyślić, że tak będzie. Nasi rodzice nie byli zbyt zachwyceni naszą decyzją, ale daliśmy im jasno do zrozumienia, że nie mamy zamiaru jej zmienić. Tamtego dnia towarzyszyło nam tylko kilka najbliższych osób. Oczywiście media i fani znali każdy szczegół jeszcze tego samego dnia. Ani przez chwil.ę nie żałowałem, że oświadczyłem się Tony'emu. To było najlepsze co mogłem zrobić dla naszego związku. Jaime i Amanda nie śpieszą się tak bardzo żeby zostać małżeństwem. Preciado powiedział, że chcą dać sobie jeszcze czas. Rozumieliśmy ich oczywiście. W końcu wszyscy byliśmy szczęśliwi.
*
Zdjąłem bokserki Perry'ego, po czym wszedłem w niego jednym mocnym pchnięciem, nie tracąc czasu na przygotowanie go. Zacisnął powieki i usta. Tak, nadal nie byłem przesadnie delikatny jeśli chodziło o seks.
- Następnym razem o ty jesteś na dole. Obiecuję ci, że też będę taki niewyżyty - rzucił przez zaciśnięte zęby. Zaśmiałem się cicho, aon otworzył oczy.
- Grozisz mi? - zapytałem z uśmiechem. Rozchylił usta żeby coś powiedzieć, ale szybko się nad nim nachyliłem i pocałowałem. Zacząłem wolno poruszać biodrami. Byliśmy sami w domu, więc nikt nam nie przeszkadzał. Z czasem moje ruchy stawały się szybsze i mocniejsze. Nasze jęki i westchnienia łączyły się ze sobą. Przez przymrużone powieki przyglądałem się twarzy Tony'ego, który całkowicie oddał się tej przyjemniej chwili. Osiągnęliśmy szczyt w tym samym czasie. Starając się ustabilizować oddech położyłem się obok chłopaka. Nasz seks nadal był dobry.
Chwilę później usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Leniwie wstaliśmy i ubraliśmy bokserki, bo wiedzieliśmy, że ten ktoś zaraz tu wejdzie. Ale nic podobnego się nie stało. Wyszedłem z pokoju. W salonie siedział Vic z twarzą ukrytą w dłoniach. Usiadłem obok niego.
- Co się stało? - zapytałem zmartwiony. Milczał przez dłuższą chwilę.
- Alex właśnie ze mną zerwał. - Uniosłem brwi zdziwiony. Przytuliłem go, ale on nawet się nie ruszył.
- Nie martw się. Najwyraźniej na ciebie nie zasłużył.
czwartek, 9 kwietnia 2015
sobota, 28 marca 2015
Rozdział 19
No kochani, przedostatni rozdział, niedługo się będziemy musieli pożegnać :C
No ale cóż, co zrobić, zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu :)/Merry
Cz.I
Mike wstał i mimo tego, że powiedziałem mu żeby wyszedł, on uklęknął i złapał moją dłoń.
-Kochanie, ja naprawdę przepraszam. Bardzo Cię kocham i nie wiem jak mogło do tego dojść.
- Nie wiesz? To ja Ci przypomnę. Nie chciałem uprawiać wczoraj wieczorem seksu, dlatego dostałem, nisko mnie cenisz, i wiesz co? Jesteś żałosny, zachowujesz się jak osiemnastolatek, który ma wiecznie chcicę. Człowieku dorośnij, nie jestem już twoją zabawką do ruchania. No chyba, że ta cała szopka z miłością to tylko po to żeby mieć mnie na wyłączność, co?
-Przesadziłeś.
- Bo co? Bo powiedziałem niewygodną prawdę? Zastanów się, przynajmniej połowa z tego co powiedziałem jest prawdziwa.
-Najwidoczniej mało mnie znasz.
-No właśnie widzę, Mike rok temu nie byłby w stanie mnie uderzyć. To nazywasz miłością?- do kuchni wszedł Jaime.
-Co się tu dzieje?- żaden z nas nie zwrócił uwagi na niego.
-Naprawdę Cię kocham. Tak, zdarzyło się. Przecież tego nie zaplanowałem, nie zrobiłem tego umyślnie, ja nawet tego nie pamiętam, do jasnej cholery, ile razy mam Cię przepraszać za to, co? Mam się oświadczyć żebyś o tym zapomniał? Nie wiem, kurwa, nie wiem czego Ty oczekujesz. Ja kocham Cie i przepraszam. Wiesz jak jest.- zaczął mówić przyciszonym głosem a potem delikatnie mnie przytulił. Nie opierałem się. Chyba musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Jaime patrzył na sytuację toczącą się w kuchni i chyba nie do końca ogarniał co się teraz między nami dzieje.
-Mike, chcę to sobie przemyśleć, idź już.- powiedziałem a Fuentes wstał i wyszedł. Ukryłem twarz w dłoniach i analizowałem to co się wydarzyło.
-Pokłóciliście się?
-A na co ci to wyglądało? Bo raczej nie na pogawędkę- tak, tak, wiem. Kiedy jestem zdenerwowany to nie jestem zbyt miły i dlatego żeby nie pokłócić się z następnym członkiem zespołu, wstałem i wyszedłem z kuchni. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. tak, telewizor- pochłaniacz czasu. Nie chciało mi teraz o tym myśleć. Nie wiedziałem czy przesadzałem czy to dobrze, że zachowuję się tak w stosunku do Mike'a. Naprawdę nic już nie wiedziałem.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a z prośbą spotkania się. Podał mi adres, gdzie się udałem. Zaparkowałem auto i podszedłem do słabo oświetlonej postaci. Jakieś spokojne, lekko zaciemnione miejsce, odpowiednie.
-Czemu chciałeś się spotkać?
-Nie chcę się z Tobą kłócić. Fakt, to co zrobiłem nie jest niczym godnym pozazdroszczenia i bardzo za to przepraszam. W sumie to nie mam nic na swoje dalsze tłumaczenie. Teraz decyzja należy do Ciebie- powiedział i patrzył na mnie spokojnie. Miałem mętlik w głowie. Wtuliłem się w wyższego chłopaka a on znaczenie odetchnął i mocno mnie objął.
Cz.II
Nadal nie mieściła mi się w głowie myśl, że uderzyłem Tony'ego. Miał rację. Fakt, że byłem pijany mnie nie usprawiedliwiał, chociaż naprawdę nie pamiętałem całej tej sytuacji. Mimo wszystko żałowałem.Cholernie. Po naszej rozmowie byłem kompletnie rozbity i nie wiedziałem czy Tony będzie w stanie mi to wybaczyć. Wszystko wskazywało na to, że nie, dlatego postanowiłem robić co się tylko da i poprosiłem go o spotkanie.
*
-Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję- wyszeptałem, nadal mocno go przytulając, jakbym bał się, że za chwilę zniknie.
-Nie obiecuj. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co się stanie- odpowiedział trochę smutnym głosem
-To był tylko jeden raz. Wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić po raz kolejny- odsunąłem się od niego i popatrzyłem mu w oczy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć ale uniemożliwiłem mu to wbijając się w jego rozchylone wargi. Pocałunek był długi i namiętny. Cieszyłem się, że udało mi się go przeprosić i mimo mojego lekkomyślnego czynu znów było między nami dobrze.
-Czyli teraz jest już ok?- zapytałem
-To, że Ci wybaczyłem nie znaczy, że o tym zapomnę- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem..- mruknąłem, splatając nasze palce.
-Ale można powiedzieć.. hm.. nie jest źle- odpowiedział, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Widziałem jednak w jego oczach, że cały czas ma do mnie żal za to co mu zrobiłem. Nie dziwiło mnie to i nie oczekiwałem od niego nie wiadomo jakiego przebaczenia. Wystarczyło mi, że nie był już na mnie zły i chyba jego zaufanie do mnie jest nadal takie samo jak wcześniej. Zaufanie jest podstawą związku, dlatego to było dla mnie tak ważne.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym-musnąłem jego usta.
-Pamiętam. Też Cie kocham, Mike.- odetchnąłem z uśmiechem. To wszystko na szczęście już za nami.
-Robi się późno- stwierdziłem a on przytaknął. Rozejrzałem się. Dookoła nie było nikogo.- Jedźmy już do siebie. Jutro czeka nas trochę pracy- powiedziałem. Tony zmarszczył zabawnie brwi i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Vic mówił coś o jutrzejszym wywiadzie i wieczornej próbie. W międzyczasie mamy spotkanie z fanami Autografy, zdjęcia i tak dalej- wyjaśniłem. Wiedzieliśmy, ze ten dzień będzie trochę męczący, ale nie przeszkadzało nam to. Kochaliśmy naszych fanów i cieszyło nas każde spotkanie z nimi. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do swoich samochodów. Szybko znalazłem się w domu. Pierwsze co zrobiłem po wejściu do salonu to Vic, który całuje się z Alex'em. Nie wiedzieli o całej sytuacji z Tony'm. Przemknąłem obok nich bezszelestnie.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłem cicho, wchodząc do swojego pokoju. Niech się sobą nacieszą.
No ale cóż, co zrobić, zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu :)/Merry
Cz.I
Mike wstał i mimo tego, że powiedziałem mu żeby wyszedł, on uklęknął i złapał moją dłoń.
-Kochanie, ja naprawdę przepraszam. Bardzo Cię kocham i nie wiem jak mogło do tego dojść.
- Nie wiesz? To ja Ci przypomnę. Nie chciałem uprawiać wczoraj wieczorem seksu, dlatego dostałem, nisko mnie cenisz, i wiesz co? Jesteś żałosny, zachowujesz się jak osiemnastolatek, który ma wiecznie chcicę. Człowieku dorośnij, nie jestem już twoją zabawką do ruchania. No chyba, że ta cała szopka z miłością to tylko po to żeby mieć mnie na wyłączność, co?
-Przesadziłeś.
- Bo co? Bo powiedziałem niewygodną prawdę? Zastanów się, przynajmniej połowa z tego co powiedziałem jest prawdziwa.
-Najwidoczniej mało mnie znasz.
-No właśnie widzę, Mike rok temu nie byłby w stanie mnie uderzyć. To nazywasz miłością?- do kuchni wszedł Jaime.
-Co się tu dzieje?- żaden z nas nie zwrócił uwagi na niego.
-Naprawdę Cię kocham. Tak, zdarzyło się. Przecież tego nie zaplanowałem, nie zrobiłem tego umyślnie, ja nawet tego nie pamiętam, do jasnej cholery, ile razy mam Cię przepraszać za to, co? Mam się oświadczyć żebyś o tym zapomniał? Nie wiem, kurwa, nie wiem czego Ty oczekujesz. Ja kocham Cie i przepraszam. Wiesz jak jest.- zaczął mówić przyciszonym głosem a potem delikatnie mnie przytulił. Nie opierałem się. Chyba musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Jaime patrzył na sytuację toczącą się w kuchni i chyba nie do końca ogarniał co się teraz między nami dzieje.
-Mike, chcę to sobie przemyśleć, idź już.- powiedziałem a Fuentes wstał i wyszedł. Ukryłem twarz w dłoniach i analizowałem to co się wydarzyło.
-Pokłóciliście się?
-A na co ci to wyglądało? Bo raczej nie na pogawędkę- tak, tak, wiem. Kiedy jestem zdenerwowany to nie jestem zbyt miły i dlatego żeby nie pokłócić się z następnym członkiem zespołu, wstałem i wyszedłem z kuchni. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. tak, telewizor- pochłaniacz czasu. Nie chciało mi teraz o tym myśleć. Nie wiedziałem czy przesadzałem czy to dobrze, że zachowuję się tak w stosunku do Mike'a. Naprawdę nic już nie wiedziałem.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a z prośbą spotkania się. Podał mi adres, gdzie się udałem. Zaparkowałem auto i podszedłem do słabo oświetlonej postaci. Jakieś spokojne, lekko zaciemnione miejsce, odpowiednie.
-Czemu chciałeś się spotkać?
-Nie chcę się z Tobą kłócić. Fakt, to co zrobiłem nie jest niczym godnym pozazdroszczenia i bardzo za to przepraszam. W sumie to nie mam nic na swoje dalsze tłumaczenie. Teraz decyzja należy do Ciebie- powiedział i patrzył na mnie spokojnie. Miałem mętlik w głowie. Wtuliłem się w wyższego chłopaka a on znaczenie odetchnął i mocno mnie objął.
Cz.II
Nadal nie mieściła mi się w głowie myśl, że uderzyłem Tony'ego. Miał rację. Fakt, że byłem pijany mnie nie usprawiedliwiał, chociaż naprawdę nie pamiętałem całej tej sytuacji. Mimo wszystko żałowałem.Cholernie. Po naszej rozmowie byłem kompletnie rozbity i nie wiedziałem czy Tony będzie w stanie mi to wybaczyć. Wszystko wskazywało na to, że nie, dlatego postanowiłem robić co się tylko da i poprosiłem go o spotkanie.
*
-Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję- wyszeptałem, nadal mocno go przytulając, jakbym bał się, że za chwilę zniknie.
-Nie obiecuj. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co się stanie- odpowiedział trochę smutnym głosem
-To był tylko jeden raz. Wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić po raz kolejny- odsunąłem się od niego i popatrzyłem mu w oczy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć ale uniemożliwiłem mu to wbijając się w jego rozchylone wargi. Pocałunek był długi i namiętny. Cieszyłem się, że udało mi się go przeprosić i mimo mojego lekkomyślnego czynu znów było między nami dobrze.
-Czyli teraz jest już ok?- zapytałem
-To, że Ci wybaczyłem nie znaczy, że o tym zapomnę- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem..- mruknąłem, splatając nasze palce.
-Ale można powiedzieć.. hm.. nie jest źle- odpowiedział, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Widziałem jednak w jego oczach, że cały czas ma do mnie żal za to co mu zrobiłem. Nie dziwiło mnie to i nie oczekiwałem od niego nie wiadomo jakiego przebaczenia. Wystarczyło mi, że nie był już na mnie zły i chyba jego zaufanie do mnie jest nadal takie samo jak wcześniej. Zaufanie jest podstawą związku, dlatego to było dla mnie tak ważne.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym-musnąłem jego usta.
-Pamiętam. Też Cie kocham, Mike.- odetchnąłem z uśmiechem. To wszystko na szczęście już za nami.
-Robi się późno- stwierdziłem a on przytaknął. Rozejrzałem się. Dookoła nie było nikogo.- Jedźmy już do siebie. Jutro czeka nas trochę pracy- powiedziałem. Tony zmarszczył zabawnie brwi i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Vic mówił coś o jutrzejszym wywiadzie i wieczornej próbie. W międzyczasie mamy spotkanie z fanami Autografy, zdjęcia i tak dalej- wyjaśniłem. Wiedzieliśmy, ze ten dzień będzie trochę męczący, ale nie przeszkadzało nam to. Kochaliśmy naszych fanów i cieszyło nas każde spotkanie z nimi. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do swoich samochodów. Szybko znalazłem się w domu. Pierwsze co zrobiłem po wejściu do salonu to Vic, który całuje się z Alex'em. Nie wiedzieli o całej sytuacji z Tony'm. Przemknąłem obok nich bezszelestnie.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłem cicho, wchodząc do swojego pokoju. Niech się sobą nacieszą.
sobota, 14 marca 2015
Rozdział 18
cz.I Tony:
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
środa, 4 marca 2015
Rozdział 17
5 komentarzy. Postaraliście się. Dzięki. / Ronni
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Rozdział 16
Wyparowała z nas chęć do dodawania, do pisania, do wszystkiego. Zaniedbujemy Was a Wy nas. Do końca opowiadania zostały 4 rozdziały, miałyśmy plan dodać następne opowiadanie po tym ale nie jest to dla nas opłacalne. Nie komentujecie, albo w ogóle nie czytacie. Oczywiście dziękujemy osobom, które komentują :) No cóż, po tym opowiadaniu najprawdopodobniej kończymy naszą przygodę z blogiem. Zapraszamy :)/ Merry
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
*
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
*
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 15
cz.I
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
niedziela, 25 stycznia 2015
Rozdział 14
cz.I
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.
czwartek, 15 stycznia 2015
Rozdział 13
Cz.I
-Spierdalaj- powiedziałem wkurwiony. No co to miało być?! Mike jednak dogonił mnie i zatrzymał ( skubaniec, ma długie nogi ;-;)
-To przecież nie tak, to ona mnie pocałowała. Nie było w tym mojej inicjatywy, rozumiesz?- nic nie odpowiedziałem a tylko patrzyłem w jego oczy. Tak po prostu. Mike po chwili chwycił moją twarz i zbliżył się. Chciał mnie pocałować ale odwróciłem głowę. Mimo to nie odsunął się tylko objął mnie jeszcze bardziej przybliżając i przyłożył usta do mojego ucha.
-Kocham Cię, słyszysz? Przepraszam za całą sytuację. Obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się i nie bądź już na mnie zły, przecież ja też nie wiedziałem, że tu przyjdzie i..
-Nie jesteśmy razem, nie musisz mi składać obietnic i tłumaczyć się- nie wiem dlaczego to powiedziałem. Wcale nie chciałem ale tak jakoś samo wyszło. Mimo moich słów, ułożyłem moje ręce na jego plecach a głowę na ramieniu. Co ja w ogóle robiłem? Ne pewno przesadziłem, miał racje, ale nie umiałem mu tego przyznać. No cóż, byłem beznadziejny i tyle. Chwilę potem poczułem jego usta na swoich. Błądził rękoma po moim ciele by po chwili zająć się paskiem od spodni. Odepchnąłem go lekko.
-Stoimy na korytarzu, tak tylko przypominam- powiedziałem a on cicho się zaśmiał i musnął moją szyję. Nagle usłyszałem dźwięk aparatu i błysk lampy. Szybko odwróciłem wzrok i zobaczyłem uśmiechniętego kolesia, który szybko potem uciekł. Założę się, że jutro to zdjęcie obiegnie świat.
-Cholera- powiedziałem cicho. Mike wydawał się być niewzruszony tym wszystkim.
-Przecież nic się nie stało- założył krótki pocałunek na moich ustach.. i znowu zrobiono nam zdjęcie. Wkurwiony wyrwałem się z objęć Mike'a i podbiegłem za tym facetem. Niestety skutkiem było to, że oberwałem w głowę drzwiami. Chłopak otworzył drzwi, znajdujące się za rogiem i wpadłem na nie. Zamroczyło mnie trochę i w tym czasie on zdążył uciec. Po chwili obok mnie pojawił się Fuentes.
-Wszystko w porządku?- zapytał.
- Tak, jest ok. Chodźmy-ruszyliśmy w stronę pomieszczenia, w którym byli Vic i Jaime. Rozmawiali o czymś zawzięcie i nawet nie zauważyli, że weszliśmy. Jaime mówił coś o ślubie. Pobiera się z Amandą?
-Jesteśmy- rzucił młodszy Fuentes i chwycił butelkę wody.
-Czy ja dobrze słyszałem? Bierzesz ślub?- powiedziałem i usiadłem obok Preciado.
-No mamy taki plan, ale to dopiero za rok. Amanda nie chce żeby to tak wszystko szybko było. Wydaje mi się, że ona nie jest jeszcze gotowa.
-A Ty?
-Ja jestem! Kocham tę kobietę nad życie i nie wyobrażam sobie, że miałabym być z inną. Bardzo mi na niej zależy- w tym momencie. Mike pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Zrozumiałem, że to co mówił Jaime o Amandzie było odzwierciedleniem uczuć Mike'a do mnie.
Cz.II
Nie spodziewałem się, że Alison jeszcze kiedykolwiek mnie odwiedzi. Po co to zrobiła? Nie jesteśmy już razem, a ja nie miałem zamiaru do niej wracać. Sądzę, że szukała u mnie po prostu pocieszenia. Cóż, nie ma na co liczyć. Zdziwiła mnie też reakcja Tony'ego tą całą sytuacją. Przecież to nie moja wina, że Alison postanowiła mnie od tak pocałować i zrobić taką akcję. Na szczęście udało mi się mu to wszystko wytłumaczyć i nie miała atmosfera opadła.
*
-Cieszymy się, że udało Ci się znaleźć kogoś z kim jesteś taki szczęśliwy- powiedział mój brat, a Jaime uśmiechnął się.
-Dzięki chłopaki, wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne.- widać było, że jest bardzo zakochany w tej dziewczynie. Nie wiem co ona z nim robi, ale na pewno dobrze to na niego działa. Uznaliśmy próbę za zakończoną, więc wróciliśmy do swoich domów.
-Jakiś chłopak zrobił dziś mi i Tony'emu zdjęcia jak się całowaliśmy i obejmowaliśmy- zaśmiałem się i usiadłem na kanapie.
-Nie przejmujesz się tym?- zapytał i na chwilkę zniknął w kuchni.
-Ja nie. Tony chciał go złapać ale nie udało mu się. Nie mam powodów do zmartwień, skoro i tak wszyscy już wiedzą, że się kochamy- wzruszyłem ramionami, a Vic pokręcił z uśmiechem głową, siadając obok mnie i włączył telewizor. Sam chciałem, żeby nasi fani wiedzieli. Czułem, że powinienem być wobec nich szczery na tamtym koncercie, poza tym i tak nie umielibyśmy ukrywać tego cały czas.
*
Następnego dnia..
Tak jak podejrzewałem, wczorajsze zdjęcia zdążyły już znaleźć się w internecie. Oczywiście pojawiło się też pełno komentarzy. Miłych lub mniej- jak zawsze. Większość fanek była zachwycona tym wszystkim co pojawia się w internecie. Niech tak zostanie.
-Mógłbyś wyjść gdzieś dziś wieczorem?-zapytałem mojego brata- chcę być sam na sam z Tony'm- dodałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby był moim ojcem, przez co wybuchnąłem śmiechem.
-Nie zajdę w ciążę, obiecuję.- Vic poklepał się dłonią w czoło, patrząc na mnie z politowaniem.
-To dobrze, nie nie mam zamiaru wychowywać twoich nieplanowanych dzieci. - zaśmiał się po czym poszedł do swojego pokoju.
*
Victor ostatecznie zgodził się zniknąć z domu na cały wieczór. Wiedziałem, że się zgodzi. Mi przecież każdy ulega. Zadzwoniłem do Tony'ego, który bez wahania zgodził się przejść. Długo nie musiałem na niego czekać.
-Cześć- powiedziałem, kiedy otworzyłem mu drzwi. Wszedł do środka, a ja od razu do niego przylgnąłem i wbiłem się w jego usta.
-Brakuje mi Ciebie- wyszeptałem mu do ucha i w szybkim tempie pozbyłem się naszych ubrań. Tony lekko mnie od siebie odepchnął i osunął się na kolana. Po chwili poczułem jego usta na mojej męskości. Odchyliłem głowę do tyłu, rozkoszując się tą przyjemnością. Tony był w tym naprawdę dobry, a przecież rzadko to robił, albo ja o czymś nie wiedziałem. W końcu wyjął mojego penisa z ust, a ja spojrzałem na niego niezadowolony. Wstał i odwrócił mnie plecami do siebie po czym wszedł we mnie jednym ruchem, bez przygotowania.
-No kurwa- krzyknąłem, a on pocałował mnie w kark. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Nie był tym razem delikatny. Ja zawsze staram się nie sprawiać mu tyle bólu. Na szczęście przyjemność szybko zaczęła go zastępować. Nasze jęki mieszały się ze sobą, tak samo jak oddechy, które stały się krótkie i płytkie. Ostatnio mało czasu przeznaczaliśmy na takie zbliżenia, a przecież powinniśmy go wykorzystać przed następną trasą koncertową. Doszedłem szybciej. Tony kilka razy poruszył biodrami i też doszedł. Podeszliśmy do kanapy i swobodnie na nią opadliśmy.
-Tony?- zapytałem cicho kiedy podniecenie już całkiem opadło.
-Tak?- zapytał i spojrzał na mnie.
-Bo.. uprawiamy seks, kochamy się..- przerwałem na chwilę
-No tak.
-.. ale mimo to nie jesteśmy razem. Bądź ze mną. Bądź moim chłopakiem.
-Spierdalaj- powiedziałem wkurwiony. No co to miało być?! Mike jednak dogonił mnie i zatrzymał ( skubaniec, ma długie nogi ;-;)
-To przecież nie tak, to ona mnie pocałowała. Nie było w tym mojej inicjatywy, rozumiesz?- nic nie odpowiedziałem a tylko patrzyłem w jego oczy. Tak po prostu. Mike po chwili chwycił moją twarz i zbliżył się. Chciał mnie pocałować ale odwróciłem głowę. Mimo to nie odsunął się tylko objął mnie jeszcze bardziej przybliżając i przyłożył usta do mojego ucha.
-Kocham Cię, słyszysz? Przepraszam za całą sytuację. Obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się i nie bądź już na mnie zły, przecież ja też nie wiedziałem, że tu przyjdzie i..
-Nie jesteśmy razem, nie musisz mi składać obietnic i tłumaczyć się- nie wiem dlaczego to powiedziałem. Wcale nie chciałem ale tak jakoś samo wyszło. Mimo moich słów, ułożyłem moje ręce na jego plecach a głowę na ramieniu. Co ja w ogóle robiłem? Ne pewno przesadziłem, miał racje, ale nie umiałem mu tego przyznać. No cóż, byłem beznadziejny i tyle. Chwilę potem poczułem jego usta na swoich. Błądził rękoma po moim ciele by po chwili zająć się paskiem od spodni. Odepchnąłem go lekko.
-Stoimy na korytarzu, tak tylko przypominam- powiedziałem a on cicho się zaśmiał i musnął moją szyję. Nagle usłyszałem dźwięk aparatu i błysk lampy. Szybko odwróciłem wzrok i zobaczyłem uśmiechniętego kolesia, który szybko potem uciekł. Założę się, że jutro to zdjęcie obiegnie świat.
-Cholera- powiedziałem cicho. Mike wydawał się być niewzruszony tym wszystkim.
-Przecież nic się nie stało- założył krótki pocałunek na moich ustach.. i znowu zrobiono nam zdjęcie. Wkurwiony wyrwałem się z objęć Mike'a i podbiegłem za tym facetem. Niestety skutkiem było to, że oberwałem w głowę drzwiami. Chłopak otworzył drzwi, znajdujące się za rogiem i wpadłem na nie. Zamroczyło mnie trochę i w tym czasie on zdążył uciec. Po chwili obok mnie pojawił się Fuentes.
-Wszystko w porządku?- zapytał.
- Tak, jest ok. Chodźmy-ruszyliśmy w stronę pomieszczenia, w którym byli Vic i Jaime. Rozmawiali o czymś zawzięcie i nawet nie zauważyli, że weszliśmy. Jaime mówił coś o ślubie. Pobiera się z Amandą?
-Jesteśmy- rzucił młodszy Fuentes i chwycił butelkę wody.
-Czy ja dobrze słyszałem? Bierzesz ślub?- powiedziałem i usiadłem obok Preciado.
-No mamy taki plan, ale to dopiero za rok. Amanda nie chce żeby to tak wszystko szybko było. Wydaje mi się, że ona nie jest jeszcze gotowa.
-A Ty?
-Ja jestem! Kocham tę kobietę nad życie i nie wyobrażam sobie, że miałabym być z inną. Bardzo mi na niej zależy- w tym momencie. Mike pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Zrozumiałem, że to co mówił Jaime o Amandzie było odzwierciedleniem uczuć Mike'a do mnie.
Cz.II
Nie spodziewałem się, że Alison jeszcze kiedykolwiek mnie odwiedzi. Po co to zrobiła? Nie jesteśmy już razem, a ja nie miałem zamiaru do niej wracać. Sądzę, że szukała u mnie po prostu pocieszenia. Cóż, nie ma na co liczyć. Zdziwiła mnie też reakcja Tony'ego tą całą sytuacją. Przecież to nie moja wina, że Alison postanowiła mnie od tak pocałować i zrobić taką akcję. Na szczęście udało mi się mu to wszystko wytłumaczyć i nie miała atmosfera opadła.
*
-Cieszymy się, że udało Ci się znaleźć kogoś z kim jesteś taki szczęśliwy- powiedział mój brat, a Jaime uśmiechnął się.
-Dzięki chłopaki, wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne.- widać było, że jest bardzo zakochany w tej dziewczynie. Nie wiem co ona z nim robi, ale na pewno dobrze to na niego działa. Uznaliśmy próbę za zakończoną, więc wróciliśmy do swoich domów.
-Jakiś chłopak zrobił dziś mi i Tony'emu zdjęcia jak się całowaliśmy i obejmowaliśmy- zaśmiałem się i usiadłem na kanapie.
-Nie przejmujesz się tym?- zapytał i na chwilkę zniknął w kuchni.
-Ja nie. Tony chciał go złapać ale nie udało mu się. Nie mam powodów do zmartwień, skoro i tak wszyscy już wiedzą, że się kochamy- wzruszyłem ramionami, a Vic pokręcił z uśmiechem głową, siadając obok mnie i włączył telewizor. Sam chciałem, żeby nasi fani wiedzieli. Czułem, że powinienem być wobec nich szczery na tamtym koncercie, poza tym i tak nie umielibyśmy ukrywać tego cały czas.
*
Następnego dnia..
Tak jak podejrzewałem, wczorajsze zdjęcia zdążyły już znaleźć się w internecie. Oczywiście pojawiło się też pełno komentarzy. Miłych lub mniej- jak zawsze. Większość fanek była zachwycona tym wszystkim co pojawia się w internecie. Niech tak zostanie.
-Mógłbyś wyjść gdzieś dziś wieczorem?-zapytałem mojego brata- chcę być sam na sam z Tony'm- dodałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby był moim ojcem, przez co wybuchnąłem śmiechem.
-Nie zajdę w ciążę, obiecuję.- Vic poklepał się dłonią w czoło, patrząc na mnie z politowaniem.
-To dobrze, nie nie mam zamiaru wychowywać twoich nieplanowanych dzieci. - zaśmiał się po czym poszedł do swojego pokoju.
*
Victor ostatecznie zgodził się zniknąć z domu na cały wieczór. Wiedziałem, że się zgodzi. Mi przecież każdy ulega. Zadzwoniłem do Tony'ego, który bez wahania zgodził się przejść. Długo nie musiałem na niego czekać.
-Cześć- powiedziałem, kiedy otworzyłem mu drzwi. Wszedł do środka, a ja od razu do niego przylgnąłem i wbiłem się w jego usta.
-Brakuje mi Ciebie- wyszeptałem mu do ucha i w szybkim tempie pozbyłem się naszych ubrań. Tony lekko mnie od siebie odepchnął i osunął się na kolana. Po chwili poczułem jego usta na mojej męskości. Odchyliłem głowę do tyłu, rozkoszując się tą przyjemnością. Tony był w tym naprawdę dobry, a przecież rzadko to robił, albo ja o czymś nie wiedziałem. W końcu wyjął mojego penisa z ust, a ja spojrzałem na niego niezadowolony. Wstał i odwrócił mnie plecami do siebie po czym wszedł we mnie jednym ruchem, bez przygotowania.
-No kurwa- krzyknąłem, a on pocałował mnie w kark. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Nie był tym razem delikatny. Ja zawsze staram się nie sprawiać mu tyle bólu. Na szczęście przyjemność szybko zaczęła go zastępować. Nasze jęki mieszały się ze sobą, tak samo jak oddechy, które stały się krótkie i płytkie. Ostatnio mało czasu przeznaczaliśmy na takie zbliżenia, a przecież powinniśmy go wykorzystać przed następną trasą koncertową. Doszedłem szybciej. Tony kilka razy poruszył biodrami i też doszedł. Podeszliśmy do kanapy i swobodnie na nią opadliśmy.
-Tony?- zapytałem cicho kiedy podniecenie już całkiem opadło.
-Tak?- zapytał i spojrzał na mnie.
-Bo.. uprawiamy seks, kochamy się..- przerwałem na chwilę
-No tak.
-.. ale mimo to nie jesteśmy razem. Bądź ze mną. Bądź moim chłopakiem.
środa, 7 stycznia 2015
Rozdzial 12
Pierwszy dzień szkoły już za nami, jak się czujecie? :) Zapraszamy do czytania/ Merry
~~~~~~~~~~
Cz.I
Cz.I
Czułem się trochę lepiej ale nadal wymiotowałem. To pewnie jakaś grypa i tyle. Jedyne ukojenie znajdywałem w śnie.
*
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę drugą w nocy. Obok mnie, tym razem nie było Mike'a. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, zaglądając przy okazji do salonu, gdzie równie nie zastałem nikogo. Napiłem się wody i zajrzałem do Jaime'go, gdzie chłopak spał ze swoja narzeczona. Wróciłem do mojego pokoju i dostrzegłem kartkę leżącą na łóżku. Usiadłem się i zacząłem czytać.
"Gdyby coś się działo to dzwon. Wiem, że za bardzo panikuję, ale nie potrafię inaczej bo martwię się o Ciebie. Mike.'
Lekko się uśmiechnąłem i wyłączyłem lampkę, kładąc się i przykrywając kołdrą. Już czułem się znacznie lepiej, ale była noc wiec nie widziałem sensu w siedzeniu bezczynnie, dlatego na powrót zasnąłem.
*
Obudziłem się kolo 9 przez hałasy wydobywające się z kuchni. Leniwie wstałem i udałem się do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. Po kuchni krzątała się Amanda, która najwyraźniej robiła śniadanie.
-Cześć Tony, jak się czujesz?- zapytała kiedy tylko mnie zauważyła.
-Dobrze, co robisz?
-Gofry z dżemem- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła- zaraz będą gotowe, tylko zawołam Jaime'go i możemy zabrać się za jedzenie- szczerze mówiąc to nie chciałem jeść ale tez nie chciałem aby było jej przykro i dlatego skinąłem głowa na znak zgody.
Po śniadaniu przyrządzonym przez brunetkę, zadzwonił- o dziwo- Vic. Pytał czy czuje się na siłach aby zrobić próbę. W sumie to.. ciężko było mi to określić, ale chyba jeśli do teraz nie wymiotowałem to może będzie już dobrze i dlatego zgodziłem się na probe.
Próba miała odbyć o 17. Poszedłem wziąć prysznic i przebrać się. Zacząłem oglądać telewizje, ale jako, że nic ciekawego się tam nie działo poszukałem w internecie wczorajszy wywiad chłopaków. Strasznie się naśmiałem czytając ich żałosne i mało rozbudowane odpowiedzi. Jaime potem również do mnie dołączył i śmiał się ze mną. Po godzinie razem z basistą pojechałem do Fuentesów. Mike był zdziwiony moim widokiem. Vic najwyraźniej nie powiedział nic swojemu bratu.
-Tony, co ty tu robisz?-zapytał kiedy staliśmy sami w kuchni. Usiadłem na blacie i spojrzałem na niego.
- No próba jest przecież, nie wiedziałeś?
-Wiedziałem, ale myślałem, że Ty dziś nie grasz z nami.
-Dobrze się czuje, wiec nie widzę problemu, abym nie miał grać- zaśmiałem się i przyciągnąłem go za koszulkę, całując.
-No, widzę, że nasze gołąbeczki się rozkręcają- zaśmiał się Vic
- Zdecydowanie- powiedział Jaime i obaj zaczęli się śmiać.
Cz. II
Zdziwiłem się kiedy zobaczyłam Tony'ego w moim domu, bo nie spodziewałem się, że jest w stanie gdziekolwiek się ruszyć. Przecież jeszcze wczoraj tak źle się czuł, ale skoro był w stanie zagrać na dzisiejszej próbie, to niech mu będzie Cały czas się o niego martwiłem, ale starałem się nie panikować tak jak wcześniej.
*
Uśmiechnąłem się lekko, nie przerywając pocałunku, ale niestety kiedyś musieliśmy się od siebie oderwać. Odsunąłem się od Tony'ego i spojrzałem na chłopaków, którzy przyglądali nam się z uśmiechami.
-Czyli teraz cały czas będziemy musieli na to patrzeć?- jęknął Jaime.
-Tak-wyszczerzyłem się, a on przewrócił teatralnie oczami, po czym wyszedł z kuchni. Vic po chwili zrobił to samo i znowu zostaliśmy sami.
*
Tony i Jaime byli u nas cały dzień, aż w końcu wybiła 17 i przyszedł czas na próbę. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do studia.
-Jesteś pewny, że chcesz grać?- zapytałem bruneta, kiedy byliśmy już na miejscu.
-Mike..- westchnął, patrząc na mnie jak na idiotę.
-No co? Przecież tylko pytam- wzruszyłem ramionami.
- Nic mi nie jest.- powiedział akcentując pierwsze słowa- czuję się już dobrze. Zrozum to w końcu.- dodał i pocałował mnie w policzek, po cym poszedł po swoją gitarę. Ja jestem taki kochający i opiekuńczy a on nawet tego nie docenia. Zaśmiałem się cicho i usiadłem przy swojej perkusji, biorąc do rąk pałeczki.
-Zaczynami- rzucił Vic z wielkim uśmiechem. Nie wiem co mu się stało, ale przez cały dzień był w świetnym humorze. W każdym bądź razie po jego słowach zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle, mimo drobnych pomyłek i błędów, ale ona zawsze się zdarzają, więc to nic wielkiego. Byłem zadowolony z tej próby. Tony był w lepszej formie niż myślałem. Skończyliśmy grać. Wstałem zza perkusji i poszedłem po butelkę wody. W tym samym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą wysoką blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Mike- zanim zdążyłem coś powiedzieć, poczułem usta dziewczyny na swoich. Byłem w szoku i nie do końca rozumiałem co się dzieje. Ta dziewczyna to Alison, moja była. W końcu się ogarnąłem i odsunąłem ją od siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić ani jak się zachować. Spojrzałem na Tony'ego, który stał w bezruchu z lekko uchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć.
-Co Ty tu robisz?!- odezwałem się przenosząc wzrok z powrotem na blondynkę.
-Przyszłam się z Tobą zobaczyć, bo dawno Cie nie widziałam i tęsknię bardzo.
-Nie pierdol, że za mną tęsknisz, bo i tak Ci nie uwierzę- lekko podniosłem głos. Alison złapała mnie za dłonie, ale ja szybko je zabrałem i schowałem do kieszeni spodni.
-Mike, kochanie, porozmawiajmy. Proszę Cię.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałem oschle.
-Wiem, że cały czas coś do mnie czujesz. I, że ta cała akcja z Tony'm to żebym byłą zazdrosna.
-Nie kocham Cię. Gdyby było inaczej to byśmy nadal byli razem. Wyjdź i nigdy więcej do mnie nie przychodź, bo nie chcę Cię widzieć i nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.- uderzyła mnie w twarz i wyszła. Spojrzałem znów na Tony'ego, który także wyszedł, trzaskając drzwiami. Przetarłem twarz dłońmi.
-Na co czekasz?- odezwał się Victor.
-Idź za nim- dodał Jaime a ja od razu wybiegłem z pomieszczenia.
-Tony, zaczekaj.
-Spierdalaj.
*
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę drugą w nocy. Obok mnie, tym razem nie było Mike'a. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, zaglądając przy okazji do salonu, gdzie równie nie zastałem nikogo. Napiłem się wody i zajrzałem do Jaime'go, gdzie chłopak spał ze swoja narzeczona. Wróciłem do mojego pokoju i dostrzegłem kartkę leżącą na łóżku. Usiadłem się i zacząłem czytać.
"Gdyby coś się działo to dzwon. Wiem, że za bardzo panikuję, ale nie potrafię inaczej bo martwię się o Ciebie. Mike.'
Lekko się uśmiechnąłem i wyłączyłem lampkę, kładąc się i przykrywając kołdrą. Już czułem się znacznie lepiej, ale była noc wiec nie widziałem sensu w siedzeniu bezczynnie, dlatego na powrót zasnąłem.
*
Obudziłem się kolo 9 przez hałasy wydobywające się z kuchni. Leniwie wstałem i udałem się do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. Po kuchni krzątała się Amanda, która najwyraźniej robiła śniadanie.
-Cześć Tony, jak się czujesz?- zapytała kiedy tylko mnie zauważyła.
-Dobrze, co robisz?
-Gofry z dżemem- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła- zaraz będą gotowe, tylko zawołam Jaime'go i możemy zabrać się za jedzenie- szczerze mówiąc to nie chciałem jeść ale tez nie chciałem aby było jej przykro i dlatego skinąłem głowa na znak zgody.
Po śniadaniu przyrządzonym przez brunetkę, zadzwonił- o dziwo- Vic. Pytał czy czuje się na siłach aby zrobić próbę. W sumie to.. ciężko było mi to określić, ale chyba jeśli do teraz nie wymiotowałem to może będzie już dobrze i dlatego zgodziłem się na probe.
Próba miała odbyć o 17. Poszedłem wziąć prysznic i przebrać się. Zacząłem oglądać telewizje, ale jako, że nic ciekawego się tam nie działo poszukałem w internecie wczorajszy wywiad chłopaków. Strasznie się naśmiałem czytając ich żałosne i mało rozbudowane odpowiedzi. Jaime potem również do mnie dołączył i śmiał się ze mną. Po godzinie razem z basistą pojechałem do Fuentesów. Mike był zdziwiony moim widokiem. Vic najwyraźniej nie powiedział nic swojemu bratu.
-Tony, co ty tu robisz?-zapytał kiedy staliśmy sami w kuchni. Usiadłem na blacie i spojrzałem na niego.
- No próba jest przecież, nie wiedziałeś?
-Wiedziałem, ale myślałem, że Ty dziś nie grasz z nami.
-Dobrze się czuje, wiec nie widzę problemu, abym nie miał grać- zaśmiałem się i przyciągnąłem go za koszulkę, całując.
-No, widzę, że nasze gołąbeczki się rozkręcają- zaśmiał się Vic
- Zdecydowanie- powiedział Jaime i obaj zaczęli się śmiać.
Cz. II
Zdziwiłem się kiedy zobaczyłam Tony'ego w moim domu, bo nie spodziewałem się, że jest w stanie gdziekolwiek się ruszyć. Przecież jeszcze wczoraj tak źle się czuł, ale skoro był w stanie zagrać na dzisiejszej próbie, to niech mu będzie Cały czas się o niego martwiłem, ale starałem się nie panikować tak jak wcześniej.
*
Uśmiechnąłem się lekko, nie przerywając pocałunku, ale niestety kiedyś musieliśmy się od siebie oderwać. Odsunąłem się od Tony'ego i spojrzałem na chłopaków, którzy przyglądali nam się z uśmiechami.
-Czyli teraz cały czas będziemy musieli na to patrzeć?- jęknął Jaime.
-Tak-wyszczerzyłem się, a on przewrócił teatralnie oczami, po czym wyszedł z kuchni. Vic po chwili zrobił to samo i znowu zostaliśmy sami.
*
Tony i Jaime byli u nas cały dzień, aż w końcu wybiła 17 i przyszedł czas na próbę. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do studia.
-Jesteś pewny, że chcesz grać?- zapytałem bruneta, kiedy byliśmy już na miejscu.
-Mike..- westchnął, patrząc na mnie jak na idiotę.
-No co? Przecież tylko pytam- wzruszyłem ramionami.
- Nic mi nie jest.- powiedział akcentując pierwsze słowa- czuję się już dobrze. Zrozum to w końcu.- dodał i pocałował mnie w policzek, po cym poszedł po swoją gitarę. Ja jestem taki kochający i opiekuńczy a on nawet tego nie docenia. Zaśmiałem się cicho i usiadłem przy swojej perkusji, biorąc do rąk pałeczki.
-Zaczynami- rzucił Vic z wielkim uśmiechem. Nie wiem co mu się stało, ale przez cały dzień był w świetnym humorze. W każdym bądź razie po jego słowach zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle, mimo drobnych pomyłek i błędów, ale ona zawsze się zdarzają, więc to nic wielkiego. Byłem zadowolony z tej próby. Tony był w lepszej formie niż myślałem. Skończyliśmy grać. Wstałem zza perkusji i poszedłem po butelkę wody. W tym samym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą wysoką blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Mike- zanim zdążyłem coś powiedzieć, poczułem usta dziewczyny na swoich. Byłem w szoku i nie do końca rozumiałem co się dzieje. Ta dziewczyna to Alison, moja była. W końcu się ogarnąłem i odsunąłem ją od siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić ani jak się zachować. Spojrzałem na Tony'ego, który stał w bezruchu z lekko uchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć.
-Co Ty tu robisz?!- odezwałem się przenosząc wzrok z powrotem na blondynkę.
-Przyszłam się z Tobą zobaczyć, bo dawno Cie nie widziałam i tęsknię bardzo.
-Nie pierdol, że za mną tęsknisz, bo i tak Ci nie uwierzę- lekko podniosłem głos. Alison złapała mnie za dłonie, ale ja szybko je zabrałem i schowałem do kieszeni spodni.
-Mike, kochanie, porozmawiajmy. Proszę Cię.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałem oschle.
-Wiem, że cały czas coś do mnie czujesz. I, że ta cała akcja z Tony'm to żebym byłą zazdrosna.
-Nie kocham Cię. Gdyby było inaczej to byśmy nadal byli razem. Wyjdź i nigdy więcej do mnie nie przychodź, bo nie chcę Cię widzieć i nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.- uderzyła mnie w twarz i wyszła. Spojrzałem znów na Tony'ego, który także wyszedł, trzaskając drzwiami. Przetarłem twarz dłońmi.
-Na co czekasz?- odezwał się Victor.
-Idź za nim- dodał Jaime a ja od razu wybiegłem z pomieszczenia.
-Tony, zaczekaj.
-Spierdalaj.
czwartek, 1 stycznia 2015
Rozdział 11
Macie kaca? :) Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) / Ronni
_________________________________________________________
cz. I
Obudziłem się wtulony w Mike'a. Po seksie został ze mną? Raczej nie bo był w ubraniach. Pewnie pili do późna i zostali u nas. Po pewnym czasie zauważyłem, że on również nie śpi tylko przygląda mi się z zaciekawieniem. Lekko się od niego odsunąłem i musnąłem jego usta.
- Dziś wywiad. Dasz radę? Kacyk? - zapytałem z rozbawieniem w głosie.
- Nie piłem. Jak zasnąłeś to poszedłem do nich, przejrzałem trochę internet, a potem wróciłem tu - powiedział z uśmiechem, jakby był z siebie dumny co najmniej. O dziwo było mi niedobrze, a przecież nie piłem.
- Czemu jesteś taki blady? - zapytał po chwili brunet patrząc na mnie uważnie.
- Niedobrze mi trochę. Pewnie jakieś zatrucie.
- Martwię się - powiedział z poważną miną i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki w której zwymiotowałem. Czułem się okropnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Usiadłem na zimną posadzkę i oparłem głowę o ścianę. Trzęsły mi się ręce, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili do łazienki przyszedł Mike. Szybko usiadł obok mnie.
- Tony, co jest?
- Nie wiem. Nigdy nie miałem takiej akcji, zwłaszcza, że nie piłem. - Odetchnąłem, ale czułem się tak samo źle. Po chwili znów zwymiotowałem.
Przez najbliższe dwadzieścia minut tylko siedziałem i wymiotowałem. W tym czasie Vic i Jaime zdążyli już wstać. Podejrzewałem, że oni czuli się wtedy lepiej niż ja. Byli zaniepokojeni tym co się ze mną dzieje, ale to jeszcze nic. Mike był totalnie spanikowany. Żaden z nas go nie poznawał. Potem już się ogarnął i zaczął zachowywać zimną krew.
Kiedy nie miałem już czym wymiotować wstałem z posadzki i lekko chwiejnym krokiem poszedłem do mojego pokoju. Położyłem się i zwinąłem w kłębek. Wszystko mnie bolało i nie miałem siły na nic, a wywiad miał się odbyć za dwie godziny. Mike chwilę później wszedł do pokoju i położył na szafce szklankę wody.
- Jak się czujesz?
- Zjebanie - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Mike, ja nie dam rady być na tym wywiadzie, ale wy jedźcie.
- Mogę zostać z tobą, przecież nie zostawię cię tu samego.
- Amanda może z tobą zostać - odezwał się Jaime, który stał w progu razem z Vic'em.
- Dobry pomysł - powiedziałem cicho. Nadal nie najlepiej się czułem. Zamknąłem oczy i marzyłem tylko o tym aby zasnąć.
*
Obudziłem się cały spocony. Przez cały sen miałem koszmary, serce bardzo mocno mi biło, a ręce trzęsły się. Nagle do pokoju weszła Amanda.
- Wszystko w porządku? - zapytała i usiadła obok mnie kładąc dłoń na moim czole. - Krzyczałeś.. i masz gorączkę.
- Miałem koszmary. - Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze ze świstem. - Która godzina? Chłopacy dawno poszli?
- No.. jakąś godzinę temu. Mike nie chciał wyjść i o mało nie spóźnili się na wywiad. - Zachichotała cicho. Lekko się uśmiechnąłem i przymrużyłem oczy. Już nie było mi tak niedobrze. No i trochę sobie pospałem.
- Jaime pisał, że będą za trzydzieści minut. Zrobić ci herbaty? - zapytała z troską.
- Jeśli możesz - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się i wyszła. Przykryłem się kołdrą, bo miałem wrażenie, że zaraz zamarznę. Amanda przyniosła mi herbatę, a sobie kawę i usiadła ze mną na łóżku.
Dotrzymywała mi towarzystwa i rozśmieszała aż do powrotu reszty zespołu. Chłopacy weszli do mojego pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytał Vic.
- Lepiej - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Mike podszedł do mnie i usiadł obok.
cz.II
Martwiłem się o Tony'ego. Nikt nie wiedział co mu jest, a ja nie mogłem przestać panikować. Dawno nie widzieliśmy go w tak złym stanie. Nie rozumiałem z jakiego powodu tak źle się czuł. Przecież nie pił wczoraj z Vic'em i Jaime'm. Więc o co chodziło? Nie chciałem go zostawiać, nawet pod opieką Amandy. Chciałem z nim zostać i zająć się nim. Powinienem to zrobić jeśli na prawdę go kochałem. Ale niestety musiałem jechać z chłopakami na ten cholerny wywiad.
Dziewczyna która go z nami przeprowadzała zadawała różne pytania dotyczące koncertów, niedawno wydanej płyty, fanów, no i ogólnie zespołu. Zapytała dlaczego nie ma z nami Tony'ego, a my bez zbędnego wdawania się w szczegóły wytłumaczyliśmy, że po prostu nie był w stanie się pojawić.
Nie mogłem w ogóle skupić się na tym wywiadzie, ani logicznie odpowiadać na zadawane mi pytania, bo cały czas przejmowałem się Perry'm i jego zdrowiem. Preciado i mój brat mieli kaca po wczorajszym "opijaniu" koncertu, więc także nie byli w najlepszej formie. Wyglądaliśmy po prostu żałośnie i śmiesznie jednocześnie. Wszyscy byliśmy zadowoleni kiedy wywiad się skończył i mogliśmy w końcu wrócić do domu. Zawsze jesteśmy chętni do udzielania wywiadów, ale ten dzień nie był na to najlepszy.
*
Usiadłem obok Tony'ego i objąłem go ramieniem. Amanda, Jaime i Vic wyszli, więc zostaliśmy sami.
- I jak poszedł wywiad?
- Chyba nie najlepiej, bo byliśmy nie do życia - odpowiedziałem z uśmiechem, a on zaśmiał się cicho.
- Jak się teraz czujesz? - zapytałem po chwili milczenia. On westchnął.
- Nawet dobrze. Nie musicie cały czas mnie o to pytać. Przecież nie jestem w ciąży, ani nie umieram. - Przewrócił teatralnie oczami. Zbliżyłem się, aby go pocałować, ale on w tym samym momencie szybko wstał i pobiegł do łazienki. Zapewne znów wymiotował. Biedy. Po kilku minutach wrócił do pokoju ze skwaszoną miną. Położył się, a jego głowa znalazła się na moich kolanach. Zamknął oczy, a ja przyglądałem się mu.
- Właśnie widzę jak dobrze się czujesz - mruknąłem, a on tylko jęknął coś pod nosem i zmarszczył czoło. - Martwię się o ciebie - powiedziałem, gładząc palcami jego włosy.
- Nie potrzebie. Nic mi nie jest. - No fakt. Jest super i możemy wyjeżdżać nawet w następną trasę koncertową. Pokręciłem przecząco głową.
Siedziałem tak jakiś czas, aż w końcu zorientowałem się, że Tony zasnął. Delikatnie zdjąłem jego głowę z moich kolan starając się go nie obudzić, po czym cicho wyszedłem z pokoju, dając mu spokojnie spać. Usiadłem na kanapie naprzeciw Vic'ca, który siedział z laptopem na kolanach i chyba zawzięcie czegoś szukał.
- Nie wiem dlaczego on jest w takim stanie - powiedziałem bezradnie, a Victor spojrzał na mnie znad laptopa. Oparłem łokcie na kolanach i ukryłem twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że go kochasz, i chcesz dla niego jak najlepiej, ale przestań się tak tym zamęczać i panikować bo w końcu oszalejesz. - Może miał rację? Może powinienem się trochę uspokoić i poczekać na dalszy przebieg wydarzeń?
- Wyzdrowieje - stwierdził jakby był doskonałym lekarzem.
- Nawet nie wiemy co mu jest.
- Mike, przestań cały czas o tym myśleć, do cholery. - W tamtym momencie poczułem się jakbym tylko ja przejmował się Tony'm i jego zdrowiem. Ale musiałem przyznać rację Vic'owi i trochę się uspokoić.
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję.
_________________________________________________________
cz. I
Obudziłem się wtulony w Mike'a. Po seksie został ze mną? Raczej nie bo był w ubraniach. Pewnie pili do późna i zostali u nas. Po pewnym czasie zauważyłem, że on również nie śpi tylko przygląda mi się z zaciekawieniem. Lekko się od niego odsunąłem i musnąłem jego usta.
- Dziś wywiad. Dasz radę? Kacyk? - zapytałem z rozbawieniem w głosie.
- Nie piłem. Jak zasnąłeś to poszedłem do nich, przejrzałem trochę internet, a potem wróciłem tu - powiedział z uśmiechem, jakby był z siebie dumny co najmniej. O dziwo było mi niedobrze, a przecież nie piłem.
- Czemu jesteś taki blady? - zapytał po chwili brunet patrząc na mnie uważnie.
- Niedobrze mi trochę. Pewnie jakieś zatrucie.
- Martwię się - powiedział z poważną miną i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki w której zwymiotowałem. Czułem się okropnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Usiadłem na zimną posadzkę i oparłem głowę o ścianę. Trzęsły mi się ręce, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili do łazienki przyszedł Mike. Szybko usiadł obok mnie.
- Tony, co jest?
- Nie wiem. Nigdy nie miałem takiej akcji, zwłaszcza, że nie piłem. - Odetchnąłem, ale czułem się tak samo źle. Po chwili znów zwymiotowałem.
Przez najbliższe dwadzieścia minut tylko siedziałem i wymiotowałem. W tym czasie Vic i Jaime zdążyli już wstać. Podejrzewałem, że oni czuli się wtedy lepiej niż ja. Byli zaniepokojeni tym co się ze mną dzieje, ale to jeszcze nic. Mike był totalnie spanikowany. Żaden z nas go nie poznawał. Potem już się ogarnął i zaczął zachowywać zimną krew.
Kiedy nie miałem już czym wymiotować wstałem z posadzki i lekko chwiejnym krokiem poszedłem do mojego pokoju. Położyłem się i zwinąłem w kłębek. Wszystko mnie bolało i nie miałem siły na nic, a wywiad miał się odbyć za dwie godziny. Mike chwilę później wszedł do pokoju i położył na szafce szklankę wody.
- Jak się czujesz?
- Zjebanie - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Mike, ja nie dam rady być na tym wywiadzie, ale wy jedźcie.
- Mogę zostać z tobą, przecież nie zostawię cię tu samego.
- Amanda może z tobą zostać - odezwał się Jaime, który stał w progu razem z Vic'em.
- Dobry pomysł - powiedziałem cicho. Nadal nie najlepiej się czułem. Zamknąłem oczy i marzyłem tylko o tym aby zasnąć.
*
Obudziłem się cały spocony. Przez cały sen miałem koszmary, serce bardzo mocno mi biło, a ręce trzęsły się. Nagle do pokoju weszła Amanda.
- Wszystko w porządku? - zapytała i usiadła obok mnie kładąc dłoń na moim czole. - Krzyczałeś.. i masz gorączkę.
- Miałem koszmary. - Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze ze świstem. - Która godzina? Chłopacy dawno poszli?
- No.. jakąś godzinę temu. Mike nie chciał wyjść i o mało nie spóźnili się na wywiad. - Zachichotała cicho. Lekko się uśmiechnąłem i przymrużyłem oczy. Już nie było mi tak niedobrze. No i trochę sobie pospałem.
- Jaime pisał, że będą za trzydzieści minut. Zrobić ci herbaty? - zapytała z troską.
- Jeśli możesz - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się i wyszła. Przykryłem się kołdrą, bo miałem wrażenie, że zaraz zamarznę. Amanda przyniosła mi herbatę, a sobie kawę i usiadła ze mną na łóżku.
Dotrzymywała mi towarzystwa i rozśmieszała aż do powrotu reszty zespołu. Chłopacy weszli do mojego pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytał Vic.
- Lepiej - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Mike podszedł do mnie i usiadł obok.
cz.II
Martwiłem się o Tony'ego. Nikt nie wiedział co mu jest, a ja nie mogłem przestać panikować. Dawno nie widzieliśmy go w tak złym stanie. Nie rozumiałem z jakiego powodu tak źle się czuł. Przecież nie pił wczoraj z Vic'em i Jaime'm. Więc o co chodziło? Nie chciałem go zostawiać, nawet pod opieką Amandy. Chciałem z nim zostać i zająć się nim. Powinienem to zrobić jeśli na prawdę go kochałem. Ale niestety musiałem jechać z chłopakami na ten cholerny wywiad.
Dziewczyna która go z nami przeprowadzała zadawała różne pytania dotyczące koncertów, niedawno wydanej płyty, fanów, no i ogólnie zespołu. Zapytała dlaczego nie ma z nami Tony'ego, a my bez zbędnego wdawania się w szczegóły wytłumaczyliśmy, że po prostu nie był w stanie się pojawić.
Nie mogłem w ogóle skupić się na tym wywiadzie, ani logicznie odpowiadać na zadawane mi pytania, bo cały czas przejmowałem się Perry'm i jego zdrowiem. Preciado i mój brat mieli kaca po wczorajszym "opijaniu" koncertu, więc także nie byli w najlepszej formie. Wyglądaliśmy po prostu żałośnie i śmiesznie jednocześnie. Wszyscy byliśmy zadowoleni kiedy wywiad się skończył i mogliśmy w końcu wrócić do domu. Zawsze jesteśmy chętni do udzielania wywiadów, ale ten dzień nie był na to najlepszy.
*
Usiadłem obok Tony'ego i objąłem go ramieniem. Amanda, Jaime i Vic wyszli, więc zostaliśmy sami.
- I jak poszedł wywiad?
- Chyba nie najlepiej, bo byliśmy nie do życia - odpowiedziałem z uśmiechem, a on zaśmiał się cicho.
- Jak się teraz czujesz? - zapytałem po chwili milczenia. On westchnął.
- Nawet dobrze. Nie musicie cały czas mnie o to pytać. Przecież nie jestem w ciąży, ani nie umieram. - Przewrócił teatralnie oczami. Zbliżyłem się, aby go pocałować, ale on w tym samym momencie szybko wstał i pobiegł do łazienki. Zapewne znów wymiotował. Biedy. Po kilku minutach wrócił do pokoju ze skwaszoną miną. Położył się, a jego głowa znalazła się na moich kolanach. Zamknął oczy, a ja przyglądałem się mu.
- Właśnie widzę jak dobrze się czujesz - mruknąłem, a on tylko jęknął coś pod nosem i zmarszczył czoło. - Martwię się o ciebie - powiedziałem, gładząc palcami jego włosy.
- Nie potrzebie. Nic mi nie jest. - No fakt. Jest super i możemy wyjeżdżać nawet w następną trasę koncertową. Pokręciłem przecząco głową.
Siedziałem tak jakiś czas, aż w końcu zorientowałem się, że Tony zasnął. Delikatnie zdjąłem jego głowę z moich kolan starając się go nie obudzić, po czym cicho wyszedłem z pokoju, dając mu spokojnie spać. Usiadłem na kanapie naprzeciw Vic'ca, który siedział z laptopem na kolanach i chyba zawzięcie czegoś szukał.
- Nie wiem dlaczego on jest w takim stanie - powiedziałem bezradnie, a Victor spojrzał na mnie znad laptopa. Oparłem łokcie na kolanach i ukryłem twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że go kochasz, i chcesz dla niego jak najlepiej, ale przestań się tak tym zamęczać i panikować bo w końcu oszalejesz. - Może miał rację? Może powinienem się trochę uspokoić i poczekać na dalszy przebieg wydarzeń?
- Wyzdrowieje - stwierdził jakby był doskonałym lekarzem.
- Nawet nie wiemy co mu jest.
- Mike, przestań cały czas o tym myśleć, do cholery. - W tamtym momencie poczułem się jakbym tylko ja przejmował się Tony'm i jego zdrowiem. Ale musiałem przyznać rację Vic'owi i trochę się uspokoić.
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję.
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdział 10
Jak tam święta? Zapraszamy do czytania i komentowania! :) /Ronni & Merry.
__________________________________________________________________
cz. I
Mike miał rację, koncert wyszedł zajebiście. Uwielbiałem grać dla tych wszystkich ludzi i czuć, że oni to lubią i dlatego tu są, mimo tej plotki. Ludzie jednak są cudowni. Vic poprosił nas żebyśmy dali z siebie wszystko i tak było. Dopracowaliśmy wszystko w stu procentach, z czego byłem niesamowicie dumny. Po zagraniu już wszystkich zaplanowanych utworów na ten wieczór miałem ochotę tylko się położyć spać i odpocząć. Mimo to Mike zrobił coś, czego bym się nigdy nie spodziewał. Wstał zza perkusji, podszedł do mnie, chwycił mój mikrofon i puszczając mi oczko zaczął mówić. Chłopacy z PTV wraz ze mną byliśmy zdziwieni tym co robił Mike. Wszyscy fani ucichli i słuchali jego słów z uwagą.
- Witajcie, jak się bawicie?! - Krzyk publiczności i jego roześmiana twarz. Co on do cholery wyprawiał?! - Ostatnio przeczytałem pewien artykuł w internecie i chciałbym to wszystko sprostować. Prawda jest taka, że... nie jesteśmy razem. - Odetchnąłem. - ale.. Tony - zwrócił się do mnie - to wszystko jest trochę nieprawdopodobne i dziwne ale... kocham Cię. - Stałem jak zaczarowany. Czy on właśnie mi powiedział, że mnie kocha przy tysiącach fanów, do mikrofonu?! Publiczność zaczęła krzyczeć i klaskać, nie były to okrzyki w stylu " pedały!" ale takie akceptujące to. Chwilę potem poczułem usta Mike'a na swoich, a krzyki stały się coraz głośniejsze. Nie byłem nawet w stanie odwzajemnić pocałunku. Brunet odsunął się lekko ode mnie, a ja przelotnie spojrzałem na Vic'a i Jaime'go. Uśmiechali się i klaskali razem z publiką. Nasi fani zaczęli krzyczeć moje imię oczekując reakcji z mojej strony. Mike również jej oczekiwał i wpatrywał się we mnie. Boże, co ja mam teraz zrobić?! Jeszcze na moment spojrzałem na Vic'a, który uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową. Nie byłem w stanie nic z siebie wydusić, dlatego jedyne co zrobiłem to uśmiechnąłem się lekko i złożyłem na jego ustach pocałunek. Znowu publiczność zaczęła krzyczeć i piszczeć, widocznie czekając na taki obrót sprawy. Pogłębiliśmy pocałunek przez co krzyki - o ile było to możliwe - stały się głośniejsze. Kochałem tych ludzi! Ale czy kochałem Mike'a? Z pewnością tak, ale nie miałem odwagi aby się przyznać. Po chwili przerwaliśmy pocałunek, Mike odłożył mikrofon i złapał mnie za rękę. Zaczął mówić drugi z Fuentesów. Podziękował za wspaniały koncert, cudowny doping i reakcję na to, co właśnie się wydarzyło. Potem pożegnaliśmy się z nimi i zeszliśmy ze sceny. Dalej nie wypowiedziałem nawet słowa. Nie wiedziałem co powiedzieć. Po dwóch godzinach w końcu wróciliśmy do domu. Pojechaliśmy do mnie i Jaime'go. Wszyscy weszliśmy do domu zmęczeni ale i zadowoleni. Po koncercie rozdaliśmy mnóstwo autografów i płyt, a jutro mieli przeprowadzić z nami wywiad. Byłem strasznie zmęczony i dlatego od razu udałem się do łazienki aby wziąć prysznic. Jaime, Vic i Mike opijali w pokoju udany koncert. Kiedy już wyszedłem z łazienki ruszyłem w stronę salonu gdzie byli chłopacy.
-O Tony, jesteś wreszcie, chodź, opijamy- powiedział wesoło Vic.
-Nie, przepraszam ale dziś jestem już bardzo zmęczony, jutro po opijam- zaśmiałem się i wyszedłem kierując się do swojego pokoju. Po chwili zjawił się w nim również Mike. Leżałem sobie na łóżku a on poszedł, usiadł się obok mnie i nachylił nade mną całując krótko.
-Mike?
-Tak?
-Też Cię kocham.
Cz.II
Tak właśnie miało być. Stresowałem się trochę przed powiedzeniem tego wszystkiego Tony'emu, ale koncert był do tego najlepszą okazją. Chciałem aby nasi fani wiedzieli co między nami jest więc pomyślałem, że teraz albo nigdy. To siedziało we mnie już od dłuższego czasu. Czułem do niego wiele więcej niż powinienem, dlatego seks zszedł na drugi plan. Nie spodziewałem się, że wszyscy przyjmą to z taką lekkością, bez żadnego problemu. Tony był zaskoczony tym co się działo, ale nie dziwiłem się mu. Na pewno sie tego nie spodziewał, bo przecież my tylko uprawialiśmy ze sobą seks.
*
Uśmiechnąłem się kiedy usłyszałem słowa Tony'ego. Nic nie odpowiedziałem tylko wbiłem się w jego usta, stopniowo pogłębiając pocałunek. Moje ręce szybko znalazły się pod jego koszulką. Odsunąłem się od niego na chwilę aby pozbyć się swojej górnej części garderoby. Nie potrzebowaliśmy dużo czasu aby zdjąć z siebie wszystkie ubrania. Tony położył się na brzuchu a ja lekko uniosłem jego biodra po czym wszedłem w niego jednym, zdecydowanym ruchem. Syknął z bólu a ja dałem mu chwilę żeby przyzwyczaił się do dziwnego uczucia. Pochyliłem się i zacząłem składać pocałunki na jego karku i ramionach pokrytych licznymi tatuażami. W końcu zacząłem rytmicznie poruszać biodrami a z naszych ust wydobywały się westchnięcia i pomruki zadowolenia. Moje ruchy cały czas stawały się szybsze, tak jak nasze oddechy. Doszliśmy w tym samym czasie, głośno jęcząc. Wyszedłem z Tony'ego i położyłem się obok niego, starając się ustabilizować oddech. Chwilę potem brunet już spał. Widocznie był bardzo wyczerpany całym dzisiejszym dniem. Wstałem i ubrałem się. Cicho wyszedłem z pokoju, wracając do mojego brata i Jaime'ego, którzy cały czas opijali udany koncert. Usiadłem naprzeciwko nich a oni popatrzyli na mnie z rozbawieniem.
-Rozumiemy, że uprawiacie seks, ale moglibyście robić to trochę ciszej- rzucił Preciado, wznosząc do góry kieliszek z alkoholem. Zaśmiałem się cicho i wziąłem laptopa. Nie miałem już ochoty na picie. Dziwnie jak na mnie, wiem.
-Tony nie przyjdzie?- zapytał Vic.
-Śpi- odpowiedziałem obojętnie, nie patrząc na niego- Co wy o tym wszystkim myślicie?
-Ale o czym?
-O mnie i Tony'm. No bo wiecie, my się kochamy i chcę znać wasze zdanie na ten temat- powiedziałem spokojnie, ale tak na prawdę ich zdanie było dla mnie bardzo ważne.
-Akceptujemy to- powiedział mój brat- To wasza sprawa i skoro jesteście teraz szczęśliwi to my też- uśmiechnąłem się, a ja odwdzięczyłem się tym samym.
-Dlaczego nie jesteście razem?- zapytał basista, opierając głowę na kanapie i popatrzył w sufit.
-Właściwie to.. nie wiem- naprawdę, nie byłem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. On kiwnął głową a ja z powrotem podniosłem wzrok na laptopa. W internecie było pełno zdjęć z dzisiejszego koncertu, znalazł się też filmik z którym całuję Tony'ego, i oczywiście wiele komentarzy na nasz temat. Teraz dla mnie liczył się tylko On. Ciekawie jak to będzie dalej..
*
Zostaliśmy z Vic'em u Jaime'go i Tony'ego bo tamta dwójka postanowiła pić do późna. Dziś czeka nas jeszcze wywiad, a oni będą kompletnie nie do życia. Czasem zastanawiam się dlaczego muszę żyć z takimi idiotami.
__________________________________________________________________
cz. I
Mike miał rację, koncert wyszedł zajebiście. Uwielbiałem grać dla tych wszystkich ludzi i czuć, że oni to lubią i dlatego tu są, mimo tej plotki. Ludzie jednak są cudowni. Vic poprosił nas żebyśmy dali z siebie wszystko i tak było. Dopracowaliśmy wszystko w stu procentach, z czego byłem niesamowicie dumny. Po zagraniu już wszystkich zaplanowanych utworów na ten wieczór miałem ochotę tylko się położyć spać i odpocząć. Mimo to Mike zrobił coś, czego bym się nigdy nie spodziewał. Wstał zza perkusji, podszedł do mnie, chwycił mój mikrofon i puszczając mi oczko zaczął mówić. Chłopacy z PTV wraz ze mną byliśmy zdziwieni tym co robił Mike. Wszyscy fani ucichli i słuchali jego słów z uwagą.
- Witajcie, jak się bawicie?! - Krzyk publiczności i jego roześmiana twarz. Co on do cholery wyprawiał?! - Ostatnio przeczytałem pewien artykuł w internecie i chciałbym to wszystko sprostować. Prawda jest taka, że... nie jesteśmy razem. - Odetchnąłem. - ale.. Tony - zwrócił się do mnie - to wszystko jest trochę nieprawdopodobne i dziwne ale... kocham Cię. - Stałem jak zaczarowany. Czy on właśnie mi powiedział, że mnie kocha przy tysiącach fanów, do mikrofonu?! Publiczność zaczęła krzyczeć i klaskać, nie były to okrzyki w stylu " pedały!" ale takie akceptujące to. Chwilę potem poczułem usta Mike'a na swoich, a krzyki stały się coraz głośniejsze. Nie byłem nawet w stanie odwzajemnić pocałunku. Brunet odsunął się lekko ode mnie, a ja przelotnie spojrzałem na Vic'a i Jaime'go. Uśmiechali się i klaskali razem z publiką. Nasi fani zaczęli krzyczeć moje imię oczekując reakcji z mojej strony. Mike również jej oczekiwał i wpatrywał się we mnie. Boże, co ja mam teraz zrobić?! Jeszcze na moment spojrzałem na Vic'a, który uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową. Nie byłem w stanie nic z siebie wydusić, dlatego jedyne co zrobiłem to uśmiechnąłem się lekko i złożyłem na jego ustach pocałunek. Znowu publiczność zaczęła krzyczeć i piszczeć, widocznie czekając na taki obrót sprawy. Pogłębiliśmy pocałunek przez co krzyki - o ile było to możliwe - stały się głośniejsze. Kochałem tych ludzi! Ale czy kochałem Mike'a? Z pewnością tak, ale nie miałem odwagi aby się przyznać. Po chwili przerwaliśmy pocałunek, Mike odłożył mikrofon i złapał mnie za rękę. Zaczął mówić drugi z Fuentesów. Podziękował za wspaniały koncert, cudowny doping i reakcję na to, co właśnie się wydarzyło. Potem pożegnaliśmy się z nimi i zeszliśmy ze sceny. Dalej nie wypowiedziałem nawet słowa. Nie wiedziałem co powiedzieć. Po dwóch godzinach w końcu wróciliśmy do domu. Pojechaliśmy do mnie i Jaime'go. Wszyscy weszliśmy do domu zmęczeni ale i zadowoleni. Po koncercie rozdaliśmy mnóstwo autografów i płyt, a jutro mieli przeprowadzić z nami wywiad. Byłem strasznie zmęczony i dlatego od razu udałem się do łazienki aby wziąć prysznic. Jaime, Vic i Mike opijali w pokoju udany koncert. Kiedy już wyszedłem z łazienki ruszyłem w stronę salonu gdzie byli chłopacy.
-O Tony, jesteś wreszcie, chodź, opijamy- powiedział wesoło Vic.
-Nie, przepraszam ale dziś jestem już bardzo zmęczony, jutro po opijam- zaśmiałem się i wyszedłem kierując się do swojego pokoju. Po chwili zjawił się w nim również Mike. Leżałem sobie na łóżku a on poszedł, usiadł się obok mnie i nachylił nade mną całując krótko.
-Mike?
-Tak?
-Też Cię kocham.
Cz.II
Tak właśnie miało być. Stresowałem się trochę przed powiedzeniem tego wszystkiego Tony'emu, ale koncert był do tego najlepszą okazją. Chciałem aby nasi fani wiedzieli co między nami jest więc pomyślałem, że teraz albo nigdy. To siedziało we mnie już od dłuższego czasu. Czułem do niego wiele więcej niż powinienem, dlatego seks zszedł na drugi plan. Nie spodziewałem się, że wszyscy przyjmą to z taką lekkością, bez żadnego problemu. Tony był zaskoczony tym co się działo, ale nie dziwiłem się mu. Na pewno sie tego nie spodziewał, bo przecież my tylko uprawialiśmy ze sobą seks.
*
Uśmiechnąłem się kiedy usłyszałem słowa Tony'ego. Nic nie odpowiedziałem tylko wbiłem się w jego usta, stopniowo pogłębiając pocałunek. Moje ręce szybko znalazły się pod jego koszulką. Odsunąłem się od niego na chwilę aby pozbyć się swojej górnej części garderoby. Nie potrzebowaliśmy dużo czasu aby zdjąć z siebie wszystkie ubrania. Tony położył się na brzuchu a ja lekko uniosłem jego biodra po czym wszedłem w niego jednym, zdecydowanym ruchem. Syknął z bólu a ja dałem mu chwilę żeby przyzwyczaił się do dziwnego uczucia. Pochyliłem się i zacząłem składać pocałunki na jego karku i ramionach pokrytych licznymi tatuażami. W końcu zacząłem rytmicznie poruszać biodrami a z naszych ust wydobywały się westchnięcia i pomruki zadowolenia. Moje ruchy cały czas stawały się szybsze, tak jak nasze oddechy. Doszliśmy w tym samym czasie, głośno jęcząc. Wyszedłem z Tony'ego i położyłem się obok niego, starając się ustabilizować oddech. Chwilę potem brunet już spał. Widocznie był bardzo wyczerpany całym dzisiejszym dniem. Wstałem i ubrałem się. Cicho wyszedłem z pokoju, wracając do mojego brata i Jaime'ego, którzy cały czas opijali udany koncert. Usiadłem naprzeciwko nich a oni popatrzyli na mnie z rozbawieniem.
-Rozumiemy, że uprawiacie seks, ale moglibyście robić to trochę ciszej- rzucił Preciado, wznosząc do góry kieliszek z alkoholem. Zaśmiałem się cicho i wziąłem laptopa. Nie miałem już ochoty na picie. Dziwnie jak na mnie, wiem.
-Tony nie przyjdzie?- zapytał Vic.
-Śpi- odpowiedziałem obojętnie, nie patrząc na niego- Co wy o tym wszystkim myślicie?
-Ale o czym?
-O mnie i Tony'm. No bo wiecie, my się kochamy i chcę znać wasze zdanie na ten temat- powiedziałem spokojnie, ale tak na prawdę ich zdanie było dla mnie bardzo ważne.
-Akceptujemy to- powiedział mój brat- To wasza sprawa i skoro jesteście teraz szczęśliwi to my też- uśmiechnąłem się, a ja odwdzięczyłem się tym samym.
-Dlaczego nie jesteście razem?- zapytał basista, opierając głowę na kanapie i popatrzył w sufit.
-Właściwie to.. nie wiem- naprawdę, nie byłem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. On kiwnął głową a ja z powrotem podniosłem wzrok na laptopa. W internecie było pełno zdjęć z dzisiejszego koncertu, znalazł się też filmik z którym całuję Tony'ego, i oczywiście wiele komentarzy na nasz temat. Teraz dla mnie liczył się tylko On. Ciekawie jak to będzie dalej..
*
Zostaliśmy z Vic'em u Jaime'go i Tony'ego bo tamta dwójka postanowiła pić do późna. Dziś czeka nas jeszcze wywiad, a oni będą kompletnie nie do życia. Czasem zastanawiam się dlaczego muszę żyć z takimi idiotami.
piątek, 19 grudnia 2014
Rozdział 9
Miłego czytania :)/ Merry & Ronni
Cz.I
Widziałem zdziwione miny chłopaków kiedy Jaime przedstawił nam Amandę. Jako pierwszy wstałem i podałem rękę brunetowi.
-Cześć jestem Tony, miło mi.
-Mi również, Jaime dużo o was opowiadał - zaśmiała się perliście i wtuliła się w Jaime'go. Fuentes'y się przywitali i zaczęliśmy rozmawiać. Amanda okazała się bardzo miłą i sympatyczną osobą. Od razu złapała z nami dobry kontakt. Kiedy zaczęło się ściemniać , Amanda postanowiła, że już pójdzie.
-Przecież możesz tu zostać- powiedziałem- no nie oszukujmy się, jesteście dorośli, zaręczyliście się i ja nie mam nic przeciwko abyś tu nocowała.- powiedziałem o puściłem oczko Jaime'mu. On zaśmiał się i mocniej objął dziewczynę. Vic postanowił, że już będzie się zbierał i dlatego pożegnał się i wyszedł. Gołąbeczki zniknęli w pokoju a ja zostałem sam na sam z Mike'm. Swobodnie oparłem się o oparcie i zamknąłem oczy. Chwilę potem poczułem jak Mike zaczyna mnie całować, z chęcią odwzajemniłem pocałunek i zbliżyłem się do niego. Oplotłem go rękami wokół karku, a on objął mnie w pasie. Odsunęliśmy się od siebie nieznacznie.
- Chodź do pokoju. - wyszeptałem. Szybko przeszliśmy do mojego pokoju i zakluczyliśmy drzwi. Od razu przylgnęliśmy do siebie.
- Brakowało mi tego. - wyszeptał mi do ucha, przygryzając jego płatek w bardzo delikatny sposób. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się chwilą. Mike ściągnął najpierw moją koszulkę, a następnie swoją. Przenieśliśmy się na łóżko, a chłopak zdjął moje spodnie. Znowu zaczęliśmy się całować nie odrywając od siebie rąk błądzących po naszych ciałach. W między czasie zdjęliśmy z siebie resztę zbędnych w tym momencie ubrań.
- Musimy być cicho. - powiedziałem. - Jaime z Amandą są obok w pokoju.
- Będziemy. - powiedział ulegle. Jego zmiany w zachowaniu trochę mnie dziwiły, ale uznałem je za nieszkodliwe. Ja sam w stosunku do niego byłem inny. Bardziej przychylny, jakby nie tylko seks grał tu pierwszą rolę. Mike zaczął mnie powoli przygotowywać, a potem od razu wszedł we mnie cały. No tak, jedno się nie zmieniło. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Przez cały czas patrzył mi w oczy z uchylonymi wargami. Uległem tej pokusie i pocałowałem go. Pocałunek trochę stłumił nasze jęki. Mike poruszał się we mnie jeszcze przez moment, a potem doszedł cicho wzdychając, Potem spojrzał na mnie i chwycił mojego członka abym i ja mógł dojść. Po kilku jego szybkich ruchach i ja osiągnąłem szczyt. Natychmiast wpiliśmy się w swoje usta i zaczęliśmy się namiętnie całować. Odczuwałem potrzebę przebywania z nim, potrzebowałem go. Chciałem całować się z nim i uprawiać seks. Może i było to dziwne nawet dla mnie, ale tak było i postanowiłem, że nie będę tego ukrywać chociażby przed samym sobą. Pragnąłem go i taka była prawda.
- Dziękuję - wyszeptał Mike i pocałował mnie delikatnie w czoło. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się tą chwilą. Była dla mnie wyjątkowa.
- To ja dziękuję - powiedziałem i wtuliłem się w zagłębienie jego szyi. Leżeliśmy tak ponad godzinę aż zadzwonił telefon Mike'a.
cz. II
Ja i Vic byliśmy trochę zdziwieni kiedy Jaime przedstawił nam Amandę. Dawno z nikim nie był, więc nie spodziewaliśmy się tego. Ale brunetka okazała się być bardzo miła i zabawna. Od razu cała nasza trójka ją polubiła. No i cieszyliśmy się widząc jaki Jaime jest w niej zakochany.
*
Zadzwonił mój telefon. Niechętnie wstałem i wyjąłem go z kieszeni spodni, po czym znów położyłem się obok Tony'ego. Spojrzałem na wyświetlacz. Dzwonił Kellin. Rzuciłem telefon gdzieś obok na łóżko.
- Nie odbierzesz? - zapytał Tony patrząc mi w oczy.
- To pewnie nic ważnego - odpowiedziałem i lekko się uśmiechnąłem. Aby uniknąć dalszych pytań z jego strony złączyłem nasze usta w delikatnym i spokojnym pocałunku.
- Zmieniłeś się. - usłyszałem kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Na prawdę? - zapytałem marszcząc brwi.
- Tak. Jesteś teraz taki delikatny i po prostu inny. Na początku kiedy zaczęliśmy uprawiać ze sobą seks to tylko on się liczył. Po prostu się pieprzyliśmy, a potem zachowywaliśmy się jakby nic się nie stało. Teraz wydaje mi się, że liczy się coś jeszcze. Zaczęliśmy doceniać takie chwile jak ta. - nie odpowiedziałem tylko z uśmiechem pokiwałem głową. Miał rację. Ale nie przeszkadzały nam te zmiany. Wręcz przeciwnie. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Zerwaliśmy się z łóżka i szybko założyliśmy na siebie ubrania. Tony otworzył drzwi za którymi stał Jaime.
- Wychodzę gdzieś z Amandą. Wrócimy raczej późno. Albo pójdziemy do niej. - wyszczerzył się.
- Ok. - Tony odpowiedział mu pośpiesznie i zamknął drzwi. Opadliśmy na łóżko i odetchnęliśmy z ulgą. Mimo tej całej plotki na nasz temat, nadal ukrywaliśmy przed chłopakami to, że nie zaprzestaliśmy uprawniania seksu. Chociaż ostatnio nie było jakoś na niego czasu i okazji. Leżeliśmy tak, nic nie mówiąc i gapiąc się w sufit.
- Pójdę już. - powiedziałem i wstałem. Udałem się do korytarza gdzie ubrałem buty. Tony
przyszedł za mną. Spojrzałem mu w oczy i krótko pocałowałem.
-Gramy jutro koncert- przypomniałem mu, kiwnął głową.
-Zobaczymy jak to będzie- westchnął i spuścił głowę. Uniosłem jego podbródek zmuszając go tym do spojrzenia w moje oczy.
-Będzie zajebiście, nie martw się- powiedziałem i wyszedłem. Tak naprawdę to sam trochę obawiałem się tego koncertu.
*
Następnego dnia..
Dzień koncertu. Przygotowania trwały a ja zastanawiałem się jak fani będą się zachowywać po tym wszystkim. Te myśli dodatkowo mnie stresowały. Bałem się, że coś może pójść nie tak. Za bardzo się wszystkim przejmowałem.
-Gotowi?- zapytał Vic z uśmiechem, chwilę przed rozpoczęciem koncertu. Odpowiedzieliśmy mu coś niewyraźnie.- Widzę, że jesteście nie w humorze, ale to tylko ten jeden koncert. Dajcie z siebie wszystko.- poprosił a po jego słowach wyszliśmy ma scenę i przywitaliśmy się z tłumem fanów. Usiadłem przy perkusji i zaczęliśmy grać. Szło świetnie, fani głośno krzyczeli i znali na pamięć teksty naszych piosenek. Właśnie to najbardziej uwielbiałem w koncertach. Cholernie dobrze jest patrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy przychodzą aby nas zobaczyć i posłuchać. Zagraliśmy wszystkie piosenki przygotowane piosenki a wtedy ja wstałem i podszedłem do Tony'ego. Spojrzał na mnie a ja puściłem mu oczko. Wziąłem do ręki mikrofon przy którym stał i zacząłem mówić.
Cz.I
Widziałem zdziwione miny chłopaków kiedy Jaime przedstawił nam Amandę. Jako pierwszy wstałem i podałem rękę brunetowi.
-Cześć jestem Tony, miło mi.
-Mi również, Jaime dużo o was opowiadał - zaśmiała się perliście i wtuliła się w Jaime'go. Fuentes'y się przywitali i zaczęliśmy rozmawiać. Amanda okazała się bardzo miłą i sympatyczną osobą. Od razu złapała z nami dobry kontakt. Kiedy zaczęło się ściemniać , Amanda postanowiła, że już pójdzie.
-Przecież możesz tu zostać- powiedziałem- no nie oszukujmy się, jesteście dorośli, zaręczyliście się i ja nie mam nic przeciwko abyś tu nocowała.- powiedziałem o puściłem oczko Jaime'mu. On zaśmiał się i mocniej objął dziewczynę. Vic postanowił, że już będzie się zbierał i dlatego pożegnał się i wyszedł. Gołąbeczki zniknęli w pokoju a ja zostałem sam na sam z Mike'm. Swobodnie oparłem się o oparcie i zamknąłem oczy. Chwilę potem poczułem jak Mike zaczyna mnie całować, z chęcią odwzajemniłem pocałunek i zbliżyłem się do niego. Oplotłem go rękami wokół karku, a on objął mnie w pasie. Odsunęliśmy się od siebie nieznacznie.
- Chodź do pokoju. - wyszeptałem. Szybko przeszliśmy do mojego pokoju i zakluczyliśmy drzwi. Od razu przylgnęliśmy do siebie.
- Brakowało mi tego. - wyszeptał mi do ucha, przygryzając jego płatek w bardzo delikatny sposób. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się chwilą. Mike ściągnął najpierw moją koszulkę, a następnie swoją. Przenieśliśmy się na łóżko, a chłopak zdjął moje spodnie. Znowu zaczęliśmy się całować nie odrywając od siebie rąk błądzących po naszych ciałach. W między czasie zdjęliśmy z siebie resztę zbędnych w tym momencie ubrań.
- Musimy być cicho. - powiedziałem. - Jaime z Amandą są obok w pokoju.
- Będziemy. - powiedział ulegle. Jego zmiany w zachowaniu trochę mnie dziwiły, ale uznałem je za nieszkodliwe. Ja sam w stosunku do niego byłem inny. Bardziej przychylny, jakby nie tylko seks grał tu pierwszą rolę. Mike zaczął mnie powoli przygotowywać, a potem od razu wszedł we mnie cały. No tak, jedno się nie zmieniło. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Przez cały czas patrzył mi w oczy z uchylonymi wargami. Uległem tej pokusie i pocałowałem go. Pocałunek trochę stłumił nasze jęki. Mike poruszał się we mnie jeszcze przez moment, a potem doszedł cicho wzdychając, Potem spojrzał na mnie i chwycił mojego członka abym i ja mógł dojść. Po kilku jego szybkich ruchach i ja osiągnąłem szczyt. Natychmiast wpiliśmy się w swoje usta i zaczęliśmy się namiętnie całować. Odczuwałem potrzebę przebywania z nim, potrzebowałem go. Chciałem całować się z nim i uprawiać seks. Może i było to dziwne nawet dla mnie, ale tak było i postanowiłem, że nie będę tego ukrywać chociażby przed samym sobą. Pragnąłem go i taka była prawda.
- Dziękuję - wyszeptał Mike i pocałował mnie delikatnie w czoło. Przymknąłem oczy i rozkoszowałem się tą chwilą. Była dla mnie wyjątkowa.
- To ja dziękuję - powiedziałem i wtuliłem się w zagłębienie jego szyi. Leżeliśmy tak ponad godzinę aż zadzwonił telefon Mike'a.
cz. II
Ja i Vic byliśmy trochę zdziwieni kiedy Jaime przedstawił nam Amandę. Dawno z nikim nie był, więc nie spodziewaliśmy się tego. Ale brunetka okazała się być bardzo miła i zabawna. Od razu cała nasza trójka ją polubiła. No i cieszyliśmy się widząc jaki Jaime jest w niej zakochany.
*
Zadzwonił mój telefon. Niechętnie wstałem i wyjąłem go z kieszeni spodni, po czym znów położyłem się obok Tony'ego. Spojrzałem na wyświetlacz. Dzwonił Kellin. Rzuciłem telefon gdzieś obok na łóżko.
- Nie odbierzesz? - zapytał Tony patrząc mi w oczy.
- To pewnie nic ważnego - odpowiedziałem i lekko się uśmiechnąłem. Aby uniknąć dalszych pytań z jego strony złączyłem nasze usta w delikatnym i spokojnym pocałunku.
- Zmieniłeś się. - usłyszałem kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy.
- Na prawdę? - zapytałem marszcząc brwi.
- Tak. Jesteś teraz taki delikatny i po prostu inny. Na początku kiedy zaczęliśmy uprawiać ze sobą seks to tylko on się liczył. Po prostu się pieprzyliśmy, a potem zachowywaliśmy się jakby nic się nie stało. Teraz wydaje mi się, że liczy się coś jeszcze. Zaczęliśmy doceniać takie chwile jak ta. - nie odpowiedziałem tylko z uśmiechem pokiwałem głową. Miał rację. Ale nie przeszkadzały nam te zmiany. Wręcz przeciwnie. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Zerwaliśmy się z łóżka i szybko założyliśmy na siebie ubrania. Tony otworzył drzwi za którymi stał Jaime.
- Wychodzę gdzieś z Amandą. Wrócimy raczej późno. Albo pójdziemy do niej. - wyszczerzył się.
- Ok. - Tony odpowiedział mu pośpiesznie i zamknął drzwi. Opadliśmy na łóżko i odetchnęliśmy z ulgą. Mimo tej całej plotki na nasz temat, nadal ukrywaliśmy przed chłopakami to, że nie zaprzestaliśmy uprawniania seksu. Chociaż ostatnio nie było jakoś na niego czasu i okazji. Leżeliśmy tak, nic nie mówiąc i gapiąc się w sufit.
- Pójdę już. - powiedziałem i wstałem. Udałem się do korytarza gdzie ubrałem buty. Tony
przyszedł za mną. Spojrzałem mu w oczy i krótko pocałowałem.
-Gramy jutro koncert- przypomniałem mu, kiwnął głową.
-Zobaczymy jak to będzie- westchnął i spuścił głowę. Uniosłem jego podbródek zmuszając go tym do spojrzenia w moje oczy.
-Będzie zajebiście, nie martw się- powiedziałem i wyszedłem. Tak naprawdę to sam trochę obawiałem się tego koncertu.
*
Następnego dnia..
Dzień koncertu. Przygotowania trwały a ja zastanawiałem się jak fani będą się zachowywać po tym wszystkim. Te myśli dodatkowo mnie stresowały. Bałem się, że coś może pójść nie tak. Za bardzo się wszystkim przejmowałem.
-Gotowi?- zapytał Vic z uśmiechem, chwilę przed rozpoczęciem koncertu. Odpowiedzieliśmy mu coś niewyraźnie.- Widzę, że jesteście nie w humorze, ale to tylko ten jeden koncert. Dajcie z siebie wszystko.- poprosił a po jego słowach wyszliśmy ma scenę i przywitaliśmy się z tłumem fanów. Usiadłem przy perkusji i zaczęliśmy grać. Szło świetnie, fani głośno krzyczeli i znali na pamięć teksty naszych piosenek. Właśnie to najbardziej uwielbiałem w koncertach. Cholernie dobrze jest patrzeć na tych wszystkich ludzi, którzy przychodzą aby nas zobaczyć i posłuchać. Zagraliśmy wszystkie piosenki przygotowane piosenki a wtedy ja wstałem i podszedłem do Tony'ego. Spojrzał na mnie a ja puściłem mu oczko. Wziąłem do ręki mikrofon przy którym stał i zacząłem mówić.
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Rozdział 8
Dotrzymuję słowa i rozdział stosunkowo szybko.
Zapraszam do czytania/ Merry
Cz.I
Po co ten Vic się tak rzucał? Przecież to nie jego to wszystko dotyczyło a tak się zachowywał. Ponadto.. kiedy on stał się takim homofobem do jasnej cholery?! Nie wiem ale zachowywał się dziwnie co odbijało się na nas wszystkich. No może oprócz Jaime'go bo on miał wszystko gdzieś. Muszę z nim pogadać bo nigdy się tak nie zachowywał a jeśli coś dotyczyło zespołu to bardzo się w to angażował a teraz to nic go nie interesuje.
*
Po wyjściu Victora zostałem sam z Mike'm. Schowałem twarz w dłoniach i zastanawiałem się co można w tej sytuacji zrobić i w sumie bałem się nadchodzącego koncertu. Jak ludzie będą sie zachowywać? Niby prawdziwy fan powinien zrozumieć ale przecież nie wszyscy tacy się, prawda? Poczułem dłoń na moim udzie ale zignorowałem ten fakt, nie miałem na to teraz ochoty zwłaszcza, że sytuacja nie była prosta dla nas obojga.
-Tony, nie przejmuj się tak tym. To przecież nic wielkiego, nikomu nic się nie dzieje, więc nie ma powodu do zmartwień- typowy Mike, dla niego nic nie jest godne zmartwienia. Mistrz bagatelizowania, po prostu, albo to ja przesadzam. Ja po prostu nie wiedziałem co robić. Żadnego planu, pomysłu, nic i nikt mi tego nie ułatwiał. Vic tylko się darł. Mike olewa wszystko a Jaime, szkoda gadać. Znikąd oparcia, no.
-Proszę Cię, skup się bo z tym coś trzeba zrobić, albo sie trzymać tego co rozpowszechnili albo jakoś sie przed tym bronić, cokolwiek.- on zamiast mi pomóc pocałował mnie, poddałem się chwili i pozwoliłem na pogłębienie pocałunku. Kiedy jego ręce znalazły się pod moją koszulką, odsunąłem się.
-Jaime jest w domu
-Dobrze- zamurowało mnie. ON tak szybko odpuścił mając okazje na seks?! Co sie tu kurwa dzieje?! Ludzi mi podmienili czy jak? Żaden z nich nie zachowuje się tak jak wcześniej. Mike potem wyjątkowo szybko zebrał się do domu a ja postanowiłem, że pogadam z Jaime'm. Zapukałem i wszedłem do jego pokoju. On rozmawiał przez telefon ale kiedy mnie zobaczył pospiesznie się pożegnał i rozłączył.
-Coś się stało?- zapytał spokojnie z lekkim uśmiechem.
-Ty mi powiedz. Co się stało, że tak się zmieniłeś? Masz wszystko gdzieś i juz z nami nie rozmawiasz, bądź ze mną szczery
-Dobra, już i tak długo zwlekałem żeby wam to powiedzieć. Ja mam kogoś. Od kilku miesięcy spotykam się z pewną dziewczyną. Ma na imię Amanda i bardzo ja kocham. Wiesz, co? Oświadczyłem się, nie długo przed tą całą aferą to dlatego chodzę z głową w chmurach i odnoszę wrażenie jakby mi było wszystko jedno. Zakochałem się, Tony. Rozumiesz? Tak na całego- zaskoczyło mnie to wszystko co mi powiedział. Opowiadał to wszystko z pewnym rozmarzeniem. Cieszyłem się, że kogoś ma ale czemu to ukrywał?
-Stary, naprawdę się cieszę i gratuluję ale czemu tak to ukrywałeś? Przecież to nic strasznego.- powiedziałem i zaśmiałem się.
-Sam nie wiem, obawiałem się trochę waszej reakcji ale jak widzę nie było powodu, dzięki.
-Mam nadzieję, że nam ją przedstawisz
Cz.II
Nie do końca rozumiałem zachowanie mojego brata. Po co on to wszystko tak przeżywał skoro to nie była jego sprawa. Nic się nikomu nie stało a plotki będą zawsze. Tony też niepotrzebnie się martwił. Obaj powinni trochę wyluzować.
*
Pojechałem do domu do którego przed chwilą wrócił Victor. Był trochę poddenerwowany i chodził z miejsca na miejsce. Podszedłem do niego i położyłem mu dłonie na ramionach.
-Powiesz mi co się z Tobą dzieje?- zapytałem a on zamknął oczy i głośno westchnął
-Nic takiego
-Przecież widzę, że coś jest nie tak. Krzyczysz na mnie i na chłopaków, na wszystko gwałtownie reagujesz, cały czas jesteś podejrzliwy i mi nie wierzysz.
-Wiem, przepraszam. Przesadziłem- powiedział i tak po prostu się do mnie przytulił. Zdziwiłem się bo bardzo rzadko to robił. Odwzajemniłem ten gest, trochę niepewnie- naprawdę nie wiem dlaczego się tak zachowywałem- odsunął się ode mnie, unikając mojego wzroku.
-Ok. Nie musisz się tłumaczyć, po prostu chciałem wiedzieć czy wszystko u Ciebie dobrze- posłaliśmy sobie uśmiechy, po czym każdy z nas udał się do innego pomieszczenia. W takim razie nie muszę się już chyba martwić jego zachowaniem skoro mówi, że nic się nie dzieje.
*
Następnego dnia...
-Halo?- właśnie zadzwonił do mnie Jaime
-Cześć, Mike. masz czas?- był jakiś podekscytowany
-No tak, a co?
-Więc wpadnij do nas z Vic'em. Musimy o czymś pogadać.
-O co znowu chodzi?-jęknąłem niezadowolony i przetarłem twarz- czy my musimy cały czas coś sobie wyjaśniać i omawiać?
-To znaczy.. chcę wam kogoś przedstawić- nie spodziewałem się tego.
-Zaraz będziemy- powiedziałem i rozłączyłem się. Byłem strasznie ciekawską osobą więc chciałem się jak najszybciej dowiedzieć wszystkiego.
-Zbieraj się!- krzyknąłem do Vic'a , który był w kuchni- jedziemy do Jaime'go, chce nas z kimś poznać- powiedziałem i poszedłem do korytarza gdzie ubrałem buty. Vic w końcu się ruszył i pojechaliśmy o dziwo przez całą drogę Vic nie zadawał mi żadnych pytań. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Drzwi otworzył nam uśmiechnięty Jaime. Weszliśmy do środka, gdzie siedział Tony. Wymieniliśmy się tylko krótkimi spojrzeniami. Usiedliśmy a Jaime zaczął mówić.
-Więc chciałem wam już dawno o tym powiedzieć ale.. obawiałem się waszej reakcji
-Do rzeczy, Jaime- ponaglił go mój brat, a w tym samym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oczywiście otworzyć poszedł Jaime. Po chwili wrócił do salonu z ładną brunetką, ubraną w czarną sukienkę.
-To jest Amanda, moja narzeczona
Zapraszam do czytania/ Merry
Cz.I
Po co ten Vic się tak rzucał? Przecież to nie jego to wszystko dotyczyło a tak się zachowywał. Ponadto.. kiedy on stał się takim homofobem do jasnej cholery?! Nie wiem ale zachowywał się dziwnie co odbijało się na nas wszystkich. No może oprócz Jaime'go bo on miał wszystko gdzieś. Muszę z nim pogadać bo nigdy się tak nie zachowywał a jeśli coś dotyczyło zespołu to bardzo się w to angażował a teraz to nic go nie interesuje.
*
Po wyjściu Victora zostałem sam z Mike'm. Schowałem twarz w dłoniach i zastanawiałem się co można w tej sytuacji zrobić i w sumie bałem się nadchodzącego koncertu. Jak ludzie będą sie zachowywać? Niby prawdziwy fan powinien zrozumieć ale przecież nie wszyscy tacy się, prawda? Poczułem dłoń na moim udzie ale zignorowałem ten fakt, nie miałem na to teraz ochoty zwłaszcza, że sytuacja nie była prosta dla nas obojga.
-Tony, nie przejmuj się tak tym. To przecież nic wielkiego, nikomu nic się nie dzieje, więc nie ma powodu do zmartwień- typowy Mike, dla niego nic nie jest godne zmartwienia. Mistrz bagatelizowania, po prostu, albo to ja przesadzam. Ja po prostu nie wiedziałem co robić. Żadnego planu, pomysłu, nic i nikt mi tego nie ułatwiał. Vic tylko się darł. Mike olewa wszystko a Jaime, szkoda gadać. Znikąd oparcia, no.
-Proszę Cię, skup się bo z tym coś trzeba zrobić, albo sie trzymać tego co rozpowszechnili albo jakoś sie przed tym bronić, cokolwiek.- on zamiast mi pomóc pocałował mnie, poddałem się chwili i pozwoliłem na pogłębienie pocałunku. Kiedy jego ręce znalazły się pod moją koszulką, odsunąłem się.
-Jaime jest w domu
-Dobrze- zamurowało mnie. ON tak szybko odpuścił mając okazje na seks?! Co sie tu kurwa dzieje?! Ludzi mi podmienili czy jak? Żaden z nich nie zachowuje się tak jak wcześniej. Mike potem wyjątkowo szybko zebrał się do domu a ja postanowiłem, że pogadam z Jaime'm. Zapukałem i wszedłem do jego pokoju. On rozmawiał przez telefon ale kiedy mnie zobaczył pospiesznie się pożegnał i rozłączył.
-Coś się stało?- zapytał spokojnie z lekkim uśmiechem.
-Ty mi powiedz. Co się stało, że tak się zmieniłeś? Masz wszystko gdzieś i juz z nami nie rozmawiasz, bądź ze mną szczery
-Dobra, już i tak długo zwlekałem żeby wam to powiedzieć. Ja mam kogoś. Od kilku miesięcy spotykam się z pewną dziewczyną. Ma na imię Amanda i bardzo ja kocham. Wiesz, co? Oświadczyłem się, nie długo przed tą całą aferą to dlatego chodzę z głową w chmurach i odnoszę wrażenie jakby mi było wszystko jedno. Zakochałem się, Tony. Rozumiesz? Tak na całego- zaskoczyło mnie to wszystko co mi powiedział. Opowiadał to wszystko z pewnym rozmarzeniem. Cieszyłem się, że kogoś ma ale czemu to ukrywał?
-Stary, naprawdę się cieszę i gratuluję ale czemu tak to ukrywałeś? Przecież to nic strasznego.- powiedziałem i zaśmiałem się.
-Sam nie wiem, obawiałem się trochę waszej reakcji ale jak widzę nie było powodu, dzięki.
-Mam nadzieję, że nam ją przedstawisz
Cz.II
Nie do końca rozumiałem zachowanie mojego brata. Po co on to wszystko tak przeżywał skoro to nie była jego sprawa. Nic się nikomu nie stało a plotki będą zawsze. Tony też niepotrzebnie się martwił. Obaj powinni trochę wyluzować.
*
Pojechałem do domu do którego przed chwilą wrócił Victor. Był trochę poddenerwowany i chodził z miejsca na miejsce. Podszedłem do niego i położyłem mu dłonie na ramionach.
-Powiesz mi co się z Tobą dzieje?- zapytałem a on zamknął oczy i głośno westchnął
-Nic takiego
-Przecież widzę, że coś jest nie tak. Krzyczysz na mnie i na chłopaków, na wszystko gwałtownie reagujesz, cały czas jesteś podejrzliwy i mi nie wierzysz.
-Wiem, przepraszam. Przesadziłem- powiedział i tak po prostu się do mnie przytulił. Zdziwiłem się bo bardzo rzadko to robił. Odwzajemniłem ten gest, trochę niepewnie- naprawdę nie wiem dlaczego się tak zachowywałem- odsunął się ode mnie, unikając mojego wzroku.
-Ok. Nie musisz się tłumaczyć, po prostu chciałem wiedzieć czy wszystko u Ciebie dobrze- posłaliśmy sobie uśmiechy, po czym każdy z nas udał się do innego pomieszczenia. W takim razie nie muszę się już chyba martwić jego zachowaniem skoro mówi, że nic się nie dzieje.
*
Następnego dnia...
-Halo?- właśnie zadzwonił do mnie Jaime
-Cześć, Mike. masz czas?- był jakiś podekscytowany
-No tak, a co?
-Więc wpadnij do nas z Vic'em. Musimy o czymś pogadać.
-O co znowu chodzi?-jęknąłem niezadowolony i przetarłem twarz- czy my musimy cały czas coś sobie wyjaśniać i omawiać?
-To znaczy.. chcę wam kogoś przedstawić- nie spodziewałem się tego.
-Zaraz będziemy- powiedziałem i rozłączyłem się. Byłem strasznie ciekawską osobą więc chciałem się jak najszybciej dowiedzieć wszystkiego.
-Zbieraj się!- krzyknąłem do Vic'a , który był w kuchni- jedziemy do Jaime'go, chce nas z kimś poznać- powiedziałem i poszedłem do korytarza gdzie ubrałem buty. Vic w końcu się ruszył i pojechaliśmy o dziwo przez całą drogę Vic nie zadawał mi żadnych pytań. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce. Drzwi otworzył nam uśmiechnięty Jaime. Weszliśmy do środka, gdzie siedział Tony. Wymieniliśmy się tylko krótkimi spojrzeniami. Usiedliśmy a Jaime zaczął mówić.
-Więc chciałem wam już dawno o tym powiedzieć ale.. obawiałem się waszej reakcji
-Do rzeczy, Jaime- ponaglił go mój brat, a w tym samym momencie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oczywiście otworzyć poszedł Jaime. Po chwili wrócił do salonu z ładną brunetką, ubraną w czarną sukienkę.
-To jest Amanda, moja narzeczona
wtorek, 2 grudnia 2014
Rozdział 7
Rzadko dodajemy a wy rzadko komentujecie, trochę się równoważy. No cóż.
Nie no, czasu brak, jutro próbne ;-; a motywacji nie ma skąd skoro nawet Wy nie chcecie komentować naszych rozdziałów ;-;
No cóż, zapraszam do czytania, miłego/ Merry
Cz.I
-Halo?- właśnie zadzwonił do mnie Mike.
-Cześć Tony. Będę u Ciebie za 10-15 minut. Muszę Ci coś pokazać, natychmiast.
-No dobrze, to przyjedź- powiedziałem a on szybko się rozłączył. Zdziwiony wzruszyłem ramionami i odłożyłem telefon na łóżko. Poszedłem do pokoju i ubrałem na siebie czarne spodnie i szarą koszulkę po czym wyszedłem z pokoju kierując swoje kroki do kuchni. Zastanawiałem się co Mike musi mi tak niezwłocznie pokazać ale i tak za chwile miałem się dowiedzieć więc postanowiłem nie zawracać sobie tym głowy. Po zrobieniu sobie kawy usiadłem w salonie i zacząłem oglądać telewizor. Usłyszałem dzwonek do drzwi i westchnąłem. Wstałem i otworzyłem drzwi za którymi stał Mike. Wszedł od tak sobie, szybko ściągnął buty i poszedł do salonu. Byłem zdziwiony bo nigdy się tak nie zachowywał. Mimo to poszedłem za nim i śledziłem jego ruchy. Wziął laptopa i usiadł na fotelu.
-Powiesz mi co ty wyprawiasz?
-Przeglądałem dziś portale i takie tam inne
-No i co w związku z tym?
-Znalazłem to- powiedział i podał mi laptopa. Było tam jakieś zdjęcie z koncertu kiedy stoję z gitarą obok perkusji na której grał Mike. Był też duży tytuł: "Czy to możliwe, że Tony Perry i Mike Fuentes są parą?" byłem zszokowany ale czytałem dalej "28- letni Tony Perry i o dwa lata starszy Mike Fuentes z zespołu Pierce the Veil zostali ostatnio przyłapani na niewinnym pocałunku! Czy to oznacza, że są razem? Czy może to tylko gra pozorów? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie.." dalszego ciągu tekstu nie czytałem. To były jakieś bzdury! Gdyby ktoś niby zobaczył nasz "pocałunek" to on widniałby na zdjęciu! Jakaś totalna ściema! Ludzie już chyba nie mają co wymyślać. Byłem trochę zmieszany ale i zdenerwowany. Tego właśnie najbardziej się obawiałem, że coś z tego wyjdzie do mediów. Spojrzałem na Mike'a i nie wiedziałem co powiedzieć, on też się nie odzywał. Po chwili jednak odezwałem się.
-Co Ty o tym sądzisz? Moim zdaniem to zwykły wymysł. To jest jakieś niemożliwe.
-Uspokój się, nic już z tym nie zrobimy. Poszło i już. Możemy jedynie próbować to odkręcać ale wtedy zaczną coś znowu podejrzewać, że pewnie robimy to żeby nie zwracać uwagi na ten cały "związek.
-Ale przecież.. ukrywaliśmy to przed chłopakami z zespołu a to wszystko poszło w świat, ale jak trochę poczekamy to ucichnie.- nagle zadzwonił telefon Mike'a.
-Halo? Wiem, widziałem. No rozmawiam z nim właśnie. Tu nie ma czego omawiać. To się rozniosło i tyle.. wiem, dobra, cześć- powiedział i rozłączył się.
-Znowu musimy być ostrożni ale tak bardzo ostrożni. Nic nie możemy im dawać powodów do kolejnych plotek no i.. kurwa ale się porobiło- powiedziałem a Mike wstał, usiadł obok mnie na kanapie i przytulił mnie.
-Damy sobie radę, zobaczysz. Kto jak nie my?- zapytał a ja się zaśmiałem. Jeny, jaka akcja.
Cz.II
Co to w ogóle było? Ludzie nie mają swoich spraw i muszą się wpierdalać w nasze? Kiedy przeczytałem to wszystko co było napisane w internecie, to nie mogłem uwierzyć, że ludzie są w stanie wymyślać takie plotki. My się nawet publicznie nie przytulaliśmy, więc nie ma co mówić o żadnym pocałunku. Byłem tym wszystkim bardziej zdziwiony niż zdenerwowany. Za to Tony był nieźle wkurzony.
-Będzie dobrze- szepnąłem, po czym uniosłem jego podbródek i pocałowałem go. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Tony wstał i poszedł je otworzyć.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałem kiedy zobaczyłem Vic'a. Ja taki miły i w ogóle.
-Wydaje mi się, że chyba wiesz- powiedział i usiadł naprzeciw mnie i Tony'ego.- Wybiegłeś z domu tak szybko, że nawet nie wyłączyłeś laptopa. Przeczytałem wszystko i chyba powinniśmy o tym porozmawiać- nie chciałem słuchać jego bezsensownego gadania o tym jaki jestem nieodpowiedni i tak dalej. Zawsze mnie to denerwowało.
-Nie ma o czym.- wtrącił się Tony.
-To nie twoja sprawa.
-Jak mogliście być tacy nieostrożni?! Może od razu ogłoście całemu światu, że się pieprzycie!- no i zaczęło się. Przetarłem twarz dłońmi i westchnąłem głośno.
- I tak za jakiś czas większość o tym zapomni i cała sprawa ucichnie więc nie rób z tego takiej wielkiej tragedii!- podniosłem głos a Victor prychnął pod nosem.
-Kurwa, dlaczego wy jesteście tak głośno? Chciałbym spać.- cała nasza trójka skierowała wzrok na zaspanego Jaime'ego, który wszedł do salonu w samych bokserkach- obudziliście mnie. Dziękuje bardzo.- poszedł o kuchni i po chwili wrócił z butelką wody w ręku.
-Siadaj
-Co się stało?- zapytał zajmując miejsce obok Vic'a siedzącego na kanapie.
-Media dowiedziały się, ze Mike i Tony są razem.
-Przecież nie jesteśmy!- oburzył się Tony. Mój brat zignorował to i przedstawił Jaime'mu całą sytuację, oczywiście bardzo wszystko ubarwiając. Jaki on bywa irytujący.
-.. no i tak to mniej więcej wygląda.
-O cholera. No ale mogło być gorzej Bo napisali tylko o pocałunku a nie wspomnieli nic o seksie,a na tym też mogliby Was przyłapać. No nie?
-Dzięki Jaime, bardzo nas pocieszyłeś- powiedziałem a on wyszczerzył się. W niczym nam to nie pomogło ale nie mogłem spodziewać się po nim niczego więcej, bo on generalnie miał wyjebane na to co się dzieje. Zapadła cisza. Jaime wstał i poszedł do swojego pokoju. Najwyraźniej mało go to wszystko obchodziło. Nie wiem co się z nim dzieje. Prędzej taki nie był. Coś musiało go zmienić. Wracając do tematu, zostaliśmy sami z Victorem.
-Jesteś bardziej wkurwiony niż my- stwierdził Tony.
-Bo nie chcę żeby PTV było pokazywane w takim świetle.
-Przecież nie jest aż tak źle.
-Mike, słyszysz sam siebie? " Nie jest aż tak źle?" Jest. Teraz wszyscy będą podejrzewali, że w naszym zespole są geje!
-Przesadzasz!
-Nie. Przestań się ze mną kłócić. Macie to jakoś odkręcić. Nie wiem jak to zrobicie ale macie to odkręcić. Jak najszybciej.- powiedział po czym wstał i wyszedł. W końcu..
Nie no, czasu brak, jutro próbne ;-; a motywacji nie ma skąd skoro nawet Wy nie chcecie komentować naszych rozdziałów ;-;
No cóż, zapraszam do czytania, miłego/ Merry
Cz.I
-Halo?- właśnie zadzwonił do mnie Mike.
-Cześć Tony. Będę u Ciebie za 10-15 minut. Muszę Ci coś pokazać, natychmiast.
-No dobrze, to przyjedź- powiedziałem a on szybko się rozłączył. Zdziwiony wzruszyłem ramionami i odłożyłem telefon na łóżko. Poszedłem do pokoju i ubrałem na siebie czarne spodnie i szarą koszulkę po czym wyszedłem z pokoju kierując swoje kroki do kuchni. Zastanawiałem się co Mike musi mi tak niezwłocznie pokazać ale i tak za chwile miałem się dowiedzieć więc postanowiłem nie zawracać sobie tym głowy. Po zrobieniu sobie kawy usiadłem w salonie i zacząłem oglądać telewizor. Usłyszałem dzwonek do drzwi i westchnąłem. Wstałem i otworzyłem drzwi za którymi stał Mike. Wszedł od tak sobie, szybko ściągnął buty i poszedł do salonu. Byłem zdziwiony bo nigdy się tak nie zachowywał. Mimo to poszedłem za nim i śledziłem jego ruchy. Wziął laptopa i usiadł na fotelu.
-Powiesz mi co ty wyprawiasz?
-Przeglądałem dziś portale i takie tam inne
-No i co w związku z tym?
-Znalazłem to- powiedział i podał mi laptopa. Było tam jakieś zdjęcie z koncertu kiedy stoję z gitarą obok perkusji na której grał Mike. Był też duży tytuł: "Czy to możliwe, że Tony Perry i Mike Fuentes są parą?" byłem zszokowany ale czytałem dalej "28- letni Tony Perry i o dwa lata starszy Mike Fuentes z zespołu Pierce the Veil zostali ostatnio przyłapani na niewinnym pocałunku! Czy to oznacza, że są razem? Czy może to tylko gra pozorów? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie.." dalszego ciągu tekstu nie czytałem. To były jakieś bzdury! Gdyby ktoś niby zobaczył nasz "pocałunek" to on widniałby na zdjęciu! Jakaś totalna ściema! Ludzie już chyba nie mają co wymyślać. Byłem trochę zmieszany ale i zdenerwowany. Tego właśnie najbardziej się obawiałem, że coś z tego wyjdzie do mediów. Spojrzałem na Mike'a i nie wiedziałem co powiedzieć, on też się nie odzywał. Po chwili jednak odezwałem się.
-Co Ty o tym sądzisz? Moim zdaniem to zwykły wymysł. To jest jakieś niemożliwe.
-Uspokój się, nic już z tym nie zrobimy. Poszło i już. Możemy jedynie próbować to odkręcać ale wtedy zaczną coś znowu podejrzewać, że pewnie robimy to żeby nie zwracać uwagi na ten cały "związek.
-Ale przecież.. ukrywaliśmy to przed chłopakami z zespołu a to wszystko poszło w świat, ale jak trochę poczekamy to ucichnie.- nagle zadzwonił telefon Mike'a.
-Halo? Wiem, widziałem. No rozmawiam z nim właśnie. Tu nie ma czego omawiać. To się rozniosło i tyle.. wiem, dobra, cześć- powiedział i rozłączył się.
-Znowu musimy być ostrożni ale tak bardzo ostrożni. Nic nie możemy im dawać powodów do kolejnych plotek no i.. kurwa ale się porobiło- powiedziałem a Mike wstał, usiadł obok mnie na kanapie i przytulił mnie.
-Damy sobie radę, zobaczysz. Kto jak nie my?- zapytał a ja się zaśmiałem. Jeny, jaka akcja.
Cz.II
Co to w ogóle było? Ludzie nie mają swoich spraw i muszą się wpierdalać w nasze? Kiedy przeczytałem to wszystko co było napisane w internecie, to nie mogłem uwierzyć, że ludzie są w stanie wymyślać takie plotki. My się nawet publicznie nie przytulaliśmy, więc nie ma co mówić o żadnym pocałunku. Byłem tym wszystkim bardziej zdziwiony niż zdenerwowany. Za to Tony był nieźle wkurzony.
-Będzie dobrze- szepnąłem, po czym uniosłem jego podbródek i pocałowałem go. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Tony wstał i poszedł je otworzyć.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałem kiedy zobaczyłem Vic'a. Ja taki miły i w ogóle.
-Wydaje mi się, że chyba wiesz- powiedział i usiadł naprzeciw mnie i Tony'ego.- Wybiegłeś z domu tak szybko, że nawet nie wyłączyłeś laptopa. Przeczytałem wszystko i chyba powinniśmy o tym porozmawiać- nie chciałem słuchać jego bezsensownego gadania o tym jaki jestem nieodpowiedni i tak dalej. Zawsze mnie to denerwowało.
-Nie ma o czym.- wtrącił się Tony.
-To nie twoja sprawa.
-Jak mogliście być tacy nieostrożni?! Może od razu ogłoście całemu światu, że się pieprzycie!- no i zaczęło się. Przetarłem twarz dłońmi i westchnąłem głośno.
- I tak za jakiś czas większość o tym zapomni i cała sprawa ucichnie więc nie rób z tego takiej wielkiej tragedii!- podniosłem głos a Victor prychnął pod nosem.
-Kurwa, dlaczego wy jesteście tak głośno? Chciałbym spać.- cała nasza trójka skierowała wzrok na zaspanego Jaime'ego, który wszedł do salonu w samych bokserkach- obudziliście mnie. Dziękuje bardzo.- poszedł o kuchni i po chwili wrócił z butelką wody w ręku.
-Siadaj
-Co się stało?- zapytał zajmując miejsce obok Vic'a siedzącego na kanapie.
-Media dowiedziały się, ze Mike i Tony są razem.
-Przecież nie jesteśmy!- oburzył się Tony. Mój brat zignorował to i przedstawił Jaime'mu całą sytuację, oczywiście bardzo wszystko ubarwiając. Jaki on bywa irytujący.
-.. no i tak to mniej więcej wygląda.
-O cholera. No ale mogło być gorzej Bo napisali tylko o pocałunku a nie wspomnieli nic o seksie,a na tym też mogliby Was przyłapać. No nie?
-Dzięki Jaime, bardzo nas pocieszyłeś- powiedziałem a on wyszczerzył się. W niczym nam to nie pomogło ale nie mogłem spodziewać się po nim niczego więcej, bo on generalnie miał wyjebane na to co się dzieje. Zapadła cisza. Jaime wstał i poszedł do swojego pokoju. Najwyraźniej mało go to wszystko obchodziło. Nie wiem co się z nim dzieje. Prędzej taki nie był. Coś musiało go zmienić. Wracając do tematu, zostaliśmy sami z Victorem.
-Jesteś bardziej wkurwiony niż my- stwierdził Tony.
-Bo nie chcę żeby PTV było pokazywane w takim świetle.
-Przecież nie jest aż tak źle.
-Mike, słyszysz sam siebie? " Nie jest aż tak źle?" Jest. Teraz wszyscy będą podejrzewali, że w naszym zespole są geje!
-Przesadzasz!
-Nie. Przestań się ze mną kłócić. Macie to jakoś odkręcić. Nie wiem jak to zrobicie ale macie to odkręcić. Jak najszybciej.- powiedział po czym wstał i wyszedł. W końcu..
środa, 19 listopada 2014
Rozdział 6
Bez komentarza ;-;
Cz.I
Zaśmiałem się i spojrzałem mu w oczy.
-No nie wiem, może przyjadę- powiedziałem i wyszedłem z kuchni. Wszedłem do salonu i spojrzałem na chłopaków.
-Jedziemy na próbę?- zapytałem
-Czekamy jeszcze na Kellina i za chwilę jedziemy- powiedział Vic w miarę miłym głosem. Wiedziałem, że ciężko mu było to wszystko przyswoić ale chyba już zaczął to akceptować.
*
Po skończonej i dość udanej próbie, o dziwo- bezkonfliktowej, Victor się z Kellsem i zostałem z Jaime'm i Mike'm. Chociaż ten pierwszy też szybko się zmył, życząc nam przyjemnego wieczoru i puszczając nam oczko opuścił pomieszczenie. Cieszyło mnie to, że nas rozumiał. I chyba życzył nam dobrze, albo to tylko zwykłe mylne wrażenie i tak naprawdę ma wyjebane. No nie ważne, spojrzałem na bruneta a on tylko się uśmiechnął i odłożył pałeczki.
-Przyjedziesz dziś?- zapytał po jakimś czasie kiedy i my opuszczaliśmy studio.
-Zapewne tak, tylko pojadę do siebie, coś zjem, wykąpię się i przyjadę. Tylko mi napisz jak Vic z Kellinem wyjdą.
-Dobrze- powiedział i już dalej szliśmy w ciszy. Coś nam się dziś rozmowa nie "kleiła". Pożegnaliśmy się krótkim "cześć" i każdy poszedł w swoją stronę.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a, że Vic już wyszedł i że na mnie czeka.
Wyszedłem z domu i po 15 minutach już stałem przed drzwiami, zadzwoniłem dzwonkiem i już po chwili otworzył mi uśmiechnięty chłopak. Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
-Napijesz się czegoś?- zapytał. Zdziwiłem się to myślałem, że od razu się na mnie rzuci, a tu takie zaskoczenie.
-Nie, dzięki- powiedziałem z uśmiechem. Dziwiła mnie jego zmiana ale nie przeszkadzała mi. Tak było nawet lepiej, ale dziś.. miałem chcicę i nie liczyły się jakieś głupie i zbędne gadki.
Dlatego chwyciłem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie, mocno całując. Mike, jakby tylko na to czekał szybko zabrał się za rozpinanie mojego rozporka. Po chwili byliśmy już w jego pokoju, prawie bez ubrań. Mieliśmy tylko na sobie bokserki.
-Dziś..- już zacząłem ale Mike szybko mi przerwał.
-Nie, nie Tony, dziś to ja jestem na górze.- powiedział i zsunął moje bokserki, zaraz potem popychając mnie na łóżko. Zgodziłem się i czekałem aż do mnie dołączy. Mike poszukał lubrykant i prezerwatywy. Rzucił je na łózko i położył się na mnie, namiętnie całując. Po skończonym pocałunku, odwróciłem się i położyłem na brzuchu. Mike zaczął mnie przygotowywać i po założeniu prezerwatywy powoli we mnie wszedł i od razu zaczął się poruszać nie pozwalając mi się przyzwyczaić do tego dość nieprzyjemnego uczucia. Jednak po chwili dołączyłem też swoje westchnięcia i ciche jęki. Mike już poruszał się szybko i zdecydowanie, przestaliśmy panować nad odgłosami wydobywającymi się z naszych ust zwłaszcza, że Mike po chwili chwycił moją męskość i zaczął poruszać po niej dłonią. Doszedłem głośno jęcząc, a Mike doszedł chwilę później i od razu ze mnie wyszedł. Położyliśmy się do siebie twarzami i uspokajaliśmy oddechy. Byłem spełniony i szczęśliwy widząc uśmiech tego chłopaka, skierowany tylko do mnie.
Cz.II
Mimo, że wiedziałem, że to będzie trochę podejrzane to chciałem spędzać z Tony'm jak najwięcej czasu, coś mnie cholernie do niego ciągnęło, ale ja nadal nie wiedziałem co. Bynajmniej nie był to tylko seks. Pewne rzeczy zaczęły się dość szybko zmieniać, ale i Tony'emu i mnie się to podobało.
Leżałem i z uśmiechem wpatrywałem się w spełnionego bruneta. Lubiłem na niego patrzeć kiedy był w takim stanie, bo wiedziałem, że to ja do tego doprowadziłem. Pogładziłem dłonią jego twarz i krótko go pocałowałem. Ostatnio byłe wobec niego bardzo delikatny. Jak nigdy wcześniej.
-Może zostaniesz na noc?- zaproponowałem, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
-Chyba oszalałeś- powiedział a uśmiech zniknął z mojej twarzy. Czy on zawsze musi mieć coś przeciwko moim genialnym pomysłom?
-Dlaczego?
-Mamy ukrywać to, że uprawiamy seks a nie robić wszystko żeby Vic i Jaime cały czas coś podejrzewali. Przychodzę do Ciebie wieczorem, bo jesteś sam, a potem zostaję na noc. Nie sądzisz, że to by było trochę podejrzane?- powiedział a ja przewróciłem oczami.
-Przesadzasz- stwierdziłem i w tym samym momencie usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Szybko zerwaliśmy się z łóżka i założyliśmy na siebie nasze ubrania. wyszedłem z pokoju i zobaczyłem trójkę nieco podpitych mężczyzn. Okazało się, ze do Vic'a i Kellin'a dołączył jeszcze Alex, który z trudem utrzymywał równowagę i cały czas bełkotał coś sam do siebie.
-Cześć braciszku- odezwał się Vic i przytulił mnie. Lekko go od siebie odsunąłem i popatrzyłem na Tony'ego, który pojawił się obok mnie i patrzył na nich z rozbawieniem. Ciekawe co głupiego robili po drodze do domu. Zanim zdążyłem się zorientować Alex i Kells już spali na kanapie w dziwnych pozycjach, a Victor zniknął w kuchni. Zbliżyłem się do Tony'ego i objąłem go od tyłu.
-Co powiesz na szybko numerek pod prysznicem?- szepnąłem mu do ucha a on pokiwał lekko głową, więc poszliśmy do łazienki.
-W takim razie chyba możesz zostać na noc- wyszczerzyłem się- oni i tak jutro nie będą nic pamiętać.
*
Następnego dnia..
Tony mimo moich próśb nie zgodził się zostać. Wrócił do siebie od razu po naszym drugim już tego dnia seksie. Wszedłem do kuchni w której wszyscy siedzieli, opierając głowy na stole. Uśmiechnąłem się szyderczo widząc jakiego mieli kaca.
-Cześć, jak się czujecie?- zapytałem opierając się o blat i biorąc do ręki butelkę wody. Quinn mruknął się niewyraźnie w odpowiedzi a Vic popatrzył na mnie z miną mówiącą " spierdalaj". Wyszedłem z pomieszczenia i poszedłem do salonu gdzie wziąłem laptopa i położyłem go na swoich kolanach. Po chwili przyszedł Victor.
-Był tu wczoraj Tony?- zapytał, siadając na fotelu, trzymając dłoń na czole.
-Tak.
-Znowu..- zaczął ale nie dałem mu skończyć. Rzuciłem w niego poduszką a on zmarszczył brwi.
-Nawet nie zaczynaj tego tematu.- zażądałem i przeniosłem wzrok na laptopa. Przeglądałem różne strony i portale, aż w pewnym momencie zobaczyłem coś, co mnie zszokowało.
Cz.I
Zaśmiałem się i spojrzałem mu w oczy.
-No nie wiem, może przyjadę- powiedziałem i wyszedłem z kuchni. Wszedłem do salonu i spojrzałem na chłopaków.
-Jedziemy na próbę?- zapytałem
-Czekamy jeszcze na Kellina i za chwilę jedziemy- powiedział Vic w miarę miłym głosem. Wiedziałem, że ciężko mu było to wszystko przyswoić ale chyba już zaczął to akceptować.
*
Po skończonej i dość udanej próbie, o dziwo- bezkonfliktowej, Victor się z Kellsem i zostałem z Jaime'm i Mike'm. Chociaż ten pierwszy też szybko się zmył, życząc nam przyjemnego wieczoru i puszczając nam oczko opuścił pomieszczenie. Cieszyło mnie to, że nas rozumiał. I chyba życzył nam dobrze, albo to tylko zwykłe mylne wrażenie i tak naprawdę ma wyjebane. No nie ważne, spojrzałem na bruneta a on tylko się uśmiechnął i odłożył pałeczki.
-Przyjedziesz dziś?- zapytał po jakimś czasie kiedy i my opuszczaliśmy studio.
-Zapewne tak, tylko pojadę do siebie, coś zjem, wykąpię się i przyjadę. Tylko mi napisz jak Vic z Kellinem wyjdą.
-Dobrze- powiedział i już dalej szliśmy w ciszy. Coś nam się dziś rozmowa nie "kleiła". Pożegnaliśmy się krótkim "cześć" i każdy poszedł w swoją stronę.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a, że Vic już wyszedł i że na mnie czeka.
Wyszedłem z domu i po 15 minutach już stałem przed drzwiami, zadzwoniłem dzwonkiem i już po chwili otworzył mi uśmiechnięty chłopak. Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
-Napijesz się czegoś?- zapytał. Zdziwiłem się to myślałem, że od razu się na mnie rzuci, a tu takie zaskoczenie.
-Nie, dzięki- powiedziałem z uśmiechem. Dziwiła mnie jego zmiana ale nie przeszkadzała mi. Tak było nawet lepiej, ale dziś.. miałem chcicę i nie liczyły się jakieś głupie i zbędne gadki.
Dlatego chwyciłem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie, mocno całując. Mike, jakby tylko na to czekał szybko zabrał się za rozpinanie mojego rozporka. Po chwili byliśmy już w jego pokoju, prawie bez ubrań. Mieliśmy tylko na sobie bokserki.
-Dziś..- już zacząłem ale Mike szybko mi przerwał.
-Nie, nie Tony, dziś to ja jestem na górze.- powiedział i zsunął moje bokserki, zaraz potem popychając mnie na łóżko. Zgodziłem się i czekałem aż do mnie dołączy. Mike poszukał lubrykant i prezerwatywy. Rzucił je na łózko i położył się na mnie, namiętnie całując. Po skończonym pocałunku, odwróciłem się i położyłem na brzuchu. Mike zaczął mnie przygotowywać i po założeniu prezerwatywy powoli we mnie wszedł i od razu zaczął się poruszać nie pozwalając mi się przyzwyczaić do tego dość nieprzyjemnego uczucia. Jednak po chwili dołączyłem też swoje westchnięcia i ciche jęki. Mike już poruszał się szybko i zdecydowanie, przestaliśmy panować nad odgłosami wydobywającymi się z naszych ust zwłaszcza, że Mike po chwili chwycił moją męskość i zaczął poruszać po niej dłonią. Doszedłem głośno jęcząc, a Mike doszedł chwilę później i od razu ze mnie wyszedł. Położyliśmy się do siebie twarzami i uspokajaliśmy oddechy. Byłem spełniony i szczęśliwy widząc uśmiech tego chłopaka, skierowany tylko do mnie.
Cz.II
Mimo, że wiedziałem, że to będzie trochę podejrzane to chciałem spędzać z Tony'm jak najwięcej czasu, coś mnie cholernie do niego ciągnęło, ale ja nadal nie wiedziałem co. Bynajmniej nie był to tylko seks. Pewne rzeczy zaczęły się dość szybko zmieniać, ale i Tony'emu i mnie się to podobało.
Leżałem i z uśmiechem wpatrywałem się w spełnionego bruneta. Lubiłem na niego patrzeć kiedy był w takim stanie, bo wiedziałem, że to ja do tego doprowadziłem. Pogładziłem dłonią jego twarz i krótko go pocałowałem. Ostatnio byłe wobec niego bardzo delikatny. Jak nigdy wcześniej.
-Może zostaniesz na noc?- zaproponowałem, a on spojrzał na mnie zdziwiony.
-Chyba oszalałeś- powiedział a uśmiech zniknął z mojej twarzy. Czy on zawsze musi mieć coś przeciwko moim genialnym pomysłom?
-Dlaczego?
-Mamy ukrywać to, że uprawiamy seks a nie robić wszystko żeby Vic i Jaime cały czas coś podejrzewali. Przychodzę do Ciebie wieczorem, bo jesteś sam, a potem zostaję na noc. Nie sądzisz, że to by było trochę podejrzane?- powiedział a ja przewróciłem oczami.
-Przesadzasz- stwierdziłem i w tym samym momencie usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Szybko zerwaliśmy się z łóżka i założyliśmy na siebie nasze ubrania. wyszedłem z pokoju i zobaczyłem trójkę nieco podpitych mężczyzn. Okazało się, ze do Vic'a i Kellin'a dołączył jeszcze Alex, który z trudem utrzymywał równowagę i cały czas bełkotał coś sam do siebie.
-Cześć braciszku- odezwał się Vic i przytulił mnie. Lekko go od siebie odsunąłem i popatrzyłem na Tony'ego, który pojawił się obok mnie i patrzył na nich z rozbawieniem. Ciekawe co głupiego robili po drodze do domu. Zanim zdążyłem się zorientować Alex i Kells już spali na kanapie w dziwnych pozycjach, a Victor zniknął w kuchni. Zbliżyłem się do Tony'ego i objąłem go od tyłu.
-Co powiesz na szybko numerek pod prysznicem?- szepnąłem mu do ucha a on pokiwał lekko głową, więc poszliśmy do łazienki.
-W takim razie chyba możesz zostać na noc- wyszczerzyłem się- oni i tak jutro nie będą nic pamiętać.
*
Następnego dnia..
Tony mimo moich próśb nie zgodził się zostać. Wrócił do siebie od razu po naszym drugim już tego dnia seksie. Wszedłem do kuchni w której wszyscy siedzieli, opierając głowy na stole. Uśmiechnąłem się szyderczo widząc jakiego mieli kaca.
-Cześć, jak się czujecie?- zapytałem opierając się o blat i biorąc do ręki butelkę wody. Quinn mruknął się niewyraźnie w odpowiedzi a Vic popatrzył na mnie z miną mówiącą " spierdalaj". Wyszedłem z pomieszczenia i poszedłem do salonu gdzie wziąłem laptopa i położyłem go na swoich kolanach. Po chwili przyszedł Victor.
-Był tu wczoraj Tony?- zapytał, siadając na fotelu, trzymając dłoń na czole.
-Tak.
-Znowu..- zaczął ale nie dałem mu skończyć. Rzuciłem w niego poduszką a on zmarszczył brwi.
-Nawet nie zaczynaj tego tematu.- zażądałem i przeniosłem wzrok na laptopa. Przeglądałem różne strony i portale, aż w pewnym momencie zobaczyłem coś, co mnie zszokowało.
czwartek, 6 listopada 2014
Rozdział 5
Uwaga, uwaga. Rozdział dodaję trochę prędzej niż przypuszczałam, że dodam ale.. cieszmy się i radujmy XD
Znalazłam trochę czasu i jest! :)
Dziękujemy za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, jesteście cudowni. Równocześnie zachęcamy do dalszego komentowania naszych "wypocin" :)
No to tyle co chciałam wygłosić, zapraszam, miłego czytania / Merry
Cz.I
Po przerwanym pocałunku Mike patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Wiedziałem, że nic z tego nie rozumiał, ale.. nie potrafiłem mu tego wytłumaczyć. Usiadłem i odszukałem moje bokserki, założyłem je na siebie i wstałem.
-Co Ty robisz?- zapytał zdezorientowany.
-Zbieram się, wolę nie spotkać tutaj Vic'a, znowu się zacznie czepiać i wypytywać.
-Nie wyjdziesz, dopóki mi tego nie wyjaśnisz.- powiedział i pociągnął mnie na łóżko, na które opadłem. Nachylił się nade mną i po prostu wpatrywał się w moje oczy. Przetarłem twarz dłońmi.
-To..- zacząłem- nie potrafię tego od tak skończyć. Przywiązałem.. przyzwyczaiłem się do tego i no.. wiem, że nie powinniśmy ale.. rozumiesz mnie?- składna wypowiedź, nie ma co.
-Tak, ale.. dalej będziemy to ukrywać? Proszę, nie karz mi znowu czekać.
-Będziemy, nie chcę tego kończyć, nie chcę żebyś czekał i ja sam też nie chcę czekać.- powiedziałem wywołując uśmiech na jego twarzy. Naprawdę nie wiem co mnie tak ciągnęło do tego człowieka. Mike delikatnie złączył nasze usta i pogładził moje włosy. Oderwał się od moich ust i następnie złożył pocałunek na moim czole, a potem spojrzał mi w oczy.
-Ubieramy się? Vic może zaraz wrócić- powiedział i podniósł się. Szybko się ubraliśmy i znowu sie położyliśmy.
-Zauważyłeś, że przez te dwa lata nie zdarzyła się taka chwila tak ta? To tak jakbyśmy dopiero teraz doceniali swoją obecność a nie tylko seks. A teraz? Mam wrażenie, że teraz to dla mnie za mało, że teraz seks nie jest na pierwszym planie. Tak jakbym .. potrzebował rozmowy, spędzenia czasu z Tobą. Tak po prostu. Dziwne trochę, dopiero po tej sytuacji zacząłem to czuć.- powiedział patrząc w sufit i w między czasie łapiąc moją dłoń. Ja.. nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Co mu się tak zebrało na wyznania? Liczyłem na jakiś cud, tylko żeby nie musieć mu odpowiadać, ale niestety, nic się nie wydarzyło. Tez tak czułem ale chyba to nie był jeszcze dla mnie czas, aby o tym mówić. Za prędko jak dla mnie. Jeszcze mi tylko brakuje żeby mi powiedział, że mnie kocha. Na szczęście Mike już nic nie powiedział, tylko spokojnie leżał. Nic nie odpowiedziałem tylko ścisnąłem jego dłoń mocniej a on na nie spojrzał. Nie był to mój cel, ale cóż. Postanowiłem, że jego słowa nic u mnie nie zmienią, w sensie w sposobie postrzegania jego. Uśmiechnąłem się do bruneta leżącego obok a on odwzajemnił ten gest. Po prostu tak trwaliśmy w tej chwili aż do czasu kiedy usłyszeliśmy trzask drzwi oznajmiający, że Victor wrócił. Szybko się podnieśliśmy i każdy usiadł po przeciwnej stronie łóżka. Po jakimś czasie wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do salonu, gdzie siedział straszy meksykanin.
-Tony?- zapytał zdziwiony, jakby widział mnie tu pierwszy raz.
-Jak widać.
-Co ty tu robisz?- o co mu chodziło?- Znowu to zrobiliście?
-Vic! Przestań, skończyliśmy uprawiać seks, a nie ze sobą rozmawiać, zrozum to wreszcie.
Cz.II
Przez ostatnie wydarzenia zacząłem doceniać jeszcze coś poza seksem z Tony'm. Owszem, on zawsze był dobry ale teraz potrzebowałem czegoś więcej. Cieszyłem się, że Tony nie chciał rezygnować z tego wszystkiego. Myślę, że teraz będziemy więcej czasu spędzać tak jak dziś, po seksie i zaczniemy częściej szczerze rozmawiać. Tego teraz potrzebuję. Nie wiem dlaczego zacząłem się tak zmieniać, ale jest dobrze i nich tak zostanie.
*
- Vic, nie masz swoich spraw?-zapytałem ostro, ale on zignorował moje słowa.
-Znowu się pieprzycie, tak?
-Nie możesz zrozumieć, ze my już z tym skończyliśmy?!- wtrącił się Tony. Właściwie to nie wiem czemu postanowiliśmy nadal to ukrywać. Przecież nie robimy niczego strasznego, ale skoro Tony tak chciał to niech tak będzie.
Nie wierze Wam, widać, że dalej to robicie.- co mu do tego? o nasz sprawa z kim się ruchamy, ajego to nie powinno wcale obchodzić.
-Odpierdol się- powiedział Tony i poszedł do korytarza. Poszedłem za nim. Ubrał buty, po czym wyprostował się i spojrzał mi w oczy.
-Wkurwia mnie.- powiedziałem przyciszonym głosem opierając dłonie na jego biodrach- cały czas jest podejrzliwy i wypytuje mnie o wszystko. Z resztą, sam widziałeś. Westchnąłem.
-Nie przejmuj się nim- powiedział z uśmiechem. Jak on to robi, że w ogóle sie nie przejmuje? Musnął szybko moje wargi i wyszedł.Wróciłem do salonu, gdzie nadal był mój brat.
-Jutro próba- powiedział jak gdyby nigdy nic i dalej oglądał telewizję
-Co? Przecież ostatnio była. - odpowiedziałem trochę zdziwiony.
-Ale nie wyszła nam najlepiej. Nie pamiętasz? - mówiąc to nie odrywał wzroku od ekranu, jakby leciało w nim co najmniej porno, ale nie, nie leciało.
-Pamiętam- odpowiedziałem cicho i tuszyłem w stronę mojego pokoju.
-Będzie Kellin- rzucił a ja nawet nie zareagowałem. Nie robiło mi to większej różnicy. Poza tym cały zespół lubił Kellina i wszyscy dobrze się dogadywaliśmy, więc nie wiedziałem w tym żadnego problemu. Zamknąłem się w pokoju gdzie spędziłem resztę dnia.
*
Następnego dnia..
Tony i Jaime pojawili się u nas dość wcześnie. Akurat wykorzystywałem okazję, że jestem w kuchni sam na sam z Tony'm i całowałem się z nim, kiedy do pomieszczenia wszedł Jaime. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy i spojrzeliśmy na niego speszeni.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Przyszedłem tylko po piwo.- powiedział i otworzył lodówkę.
-Co?- zapytaliśmy jednocześnie. Obaj byliśmy zdziwieni jego zachowaniem. Zabrał to po co przyszedł i podszedł do nas.
-Słuchajcie.. nie obchodzi mnie co robicie kiedy jesteście sami ni co jest między wami.
-Ale.. jak to? Przecież ostatnio mówiłeś co innego i byłeś na nas zły.
-Po prostu zrozumiałem, że to nie moja sprawa.- uśmiechnął się i ruszył do drzwi
-Jaime..-zatrzymałem go.
-Tak?- odwrócił się i popatrzył na mnie.
-Nie mów nic Vic'owi- poprosiłem a on pokiwał głową. Wyszedł a ja spojrzałem na Ton'ego.
-Chociaż ktoś postanowił nie wtrącać się w nasze sprawy- powiedział i zaśmiał się. Kiwnąłem głową.
-Przyjdź wieczorem. Vic wychodzi gdzieś z Kellinem, więc będziemy sami.
Znalazłam trochę czasu i jest! :)
Dziękujemy za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem, jesteście cudowni. Równocześnie zachęcamy do dalszego komentowania naszych "wypocin" :)
No to tyle co chciałam wygłosić, zapraszam, miłego czytania / Merry
Cz.I
Po przerwanym pocałunku Mike patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Wiedziałem, że nic z tego nie rozumiał, ale.. nie potrafiłem mu tego wytłumaczyć. Usiadłem i odszukałem moje bokserki, założyłem je na siebie i wstałem.
-Co Ty robisz?- zapytał zdezorientowany.
-Zbieram się, wolę nie spotkać tutaj Vic'a, znowu się zacznie czepiać i wypytywać.
-Nie wyjdziesz, dopóki mi tego nie wyjaśnisz.- powiedział i pociągnął mnie na łóżko, na które opadłem. Nachylił się nade mną i po prostu wpatrywał się w moje oczy. Przetarłem twarz dłońmi.
-To..- zacząłem- nie potrafię tego od tak skończyć. Przywiązałem.. przyzwyczaiłem się do tego i no.. wiem, że nie powinniśmy ale.. rozumiesz mnie?- składna wypowiedź, nie ma co.
-Tak, ale.. dalej będziemy to ukrywać? Proszę, nie karz mi znowu czekać.
-Będziemy, nie chcę tego kończyć, nie chcę żebyś czekał i ja sam też nie chcę czekać.- powiedziałem wywołując uśmiech na jego twarzy. Naprawdę nie wiem co mnie tak ciągnęło do tego człowieka. Mike delikatnie złączył nasze usta i pogładził moje włosy. Oderwał się od moich ust i następnie złożył pocałunek na moim czole, a potem spojrzał mi w oczy.
-Ubieramy się? Vic może zaraz wrócić- powiedział i podniósł się. Szybko się ubraliśmy i znowu sie położyliśmy.
-Zauważyłeś, że przez te dwa lata nie zdarzyła się taka chwila tak ta? To tak jakbyśmy dopiero teraz doceniali swoją obecność a nie tylko seks. A teraz? Mam wrażenie, że teraz to dla mnie za mało, że teraz seks nie jest na pierwszym planie. Tak jakbym .. potrzebował rozmowy, spędzenia czasu z Tobą. Tak po prostu. Dziwne trochę, dopiero po tej sytuacji zacząłem to czuć.- powiedział patrząc w sufit i w między czasie łapiąc moją dłoń. Ja.. nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć. Co mu się tak zebrało na wyznania? Liczyłem na jakiś cud, tylko żeby nie musieć mu odpowiadać, ale niestety, nic się nie wydarzyło. Tez tak czułem ale chyba to nie był jeszcze dla mnie czas, aby o tym mówić. Za prędko jak dla mnie. Jeszcze mi tylko brakuje żeby mi powiedział, że mnie kocha. Na szczęście Mike już nic nie powiedział, tylko spokojnie leżał. Nic nie odpowiedziałem tylko ścisnąłem jego dłoń mocniej a on na nie spojrzał. Nie był to mój cel, ale cóż. Postanowiłem, że jego słowa nic u mnie nie zmienią, w sensie w sposobie postrzegania jego. Uśmiechnąłem się do bruneta leżącego obok a on odwzajemnił ten gest. Po prostu tak trwaliśmy w tej chwili aż do czasu kiedy usłyszeliśmy trzask drzwi oznajmiający, że Victor wrócił. Szybko się podnieśliśmy i każdy usiadł po przeciwnej stronie łóżka. Po jakimś czasie wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do salonu, gdzie siedział straszy meksykanin.
-Tony?- zapytał zdziwiony, jakby widział mnie tu pierwszy raz.
-Jak widać.
-Co ty tu robisz?- o co mu chodziło?- Znowu to zrobiliście?
-Vic! Przestań, skończyliśmy uprawiać seks, a nie ze sobą rozmawiać, zrozum to wreszcie.
Cz.II
Przez ostatnie wydarzenia zacząłem doceniać jeszcze coś poza seksem z Tony'm. Owszem, on zawsze był dobry ale teraz potrzebowałem czegoś więcej. Cieszyłem się, że Tony nie chciał rezygnować z tego wszystkiego. Myślę, że teraz będziemy więcej czasu spędzać tak jak dziś, po seksie i zaczniemy częściej szczerze rozmawiać. Tego teraz potrzebuję. Nie wiem dlaczego zacząłem się tak zmieniać, ale jest dobrze i nich tak zostanie.
*
- Vic, nie masz swoich spraw?-zapytałem ostro, ale on zignorował moje słowa.
-Znowu się pieprzycie, tak?
-Nie możesz zrozumieć, ze my już z tym skończyliśmy?!- wtrącił się Tony. Właściwie to nie wiem czemu postanowiliśmy nadal to ukrywać. Przecież nie robimy niczego strasznego, ale skoro Tony tak chciał to niech tak będzie.
Nie wierze Wam, widać, że dalej to robicie.- co mu do tego? o nasz sprawa z kim się ruchamy, ajego to nie powinno wcale obchodzić.
-Odpierdol się- powiedział Tony i poszedł do korytarza. Poszedłem za nim. Ubrał buty, po czym wyprostował się i spojrzał mi w oczy.
-Wkurwia mnie.- powiedziałem przyciszonym głosem opierając dłonie na jego biodrach- cały czas jest podejrzliwy i wypytuje mnie o wszystko. Z resztą, sam widziałeś. Westchnąłem.
-Nie przejmuj się nim- powiedział z uśmiechem. Jak on to robi, że w ogóle sie nie przejmuje? Musnął szybko moje wargi i wyszedł.Wróciłem do salonu, gdzie nadal był mój brat.
-Jutro próba- powiedział jak gdyby nigdy nic i dalej oglądał telewizję
-Co? Przecież ostatnio była. - odpowiedziałem trochę zdziwiony.
-Ale nie wyszła nam najlepiej. Nie pamiętasz? - mówiąc to nie odrywał wzroku od ekranu, jakby leciało w nim co najmniej porno, ale nie, nie leciało.
-Pamiętam- odpowiedziałem cicho i tuszyłem w stronę mojego pokoju.
-Będzie Kellin- rzucił a ja nawet nie zareagowałem. Nie robiło mi to większej różnicy. Poza tym cały zespół lubił Kellina i wszyscy dobrze się dogadywaliśmy, więc nie wiedziałem w tym żadnego problemu. Zamknąłem się w pokoju gdzie spędziłem resztę dnia.
*
Następnego dnia..
Tony i Jaime pojawili się u nas dość wcześnie. Akurat wykorzystywałem okazję, że jestem w kuchni sam na sam z Tony'm i całowałem się z nim, kiedy do pomieszczenia wszedł Jaime. Momentalnie od siebie odskoczyliśmy i spojrzeliśmy na niego speszeni.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Przyszedłem tylko po piwo.- powiedział i otworzył lodówkę.
-Co?- zapytaliśmy jednocześnie. Obaj byliśmy zdziwieni jego zachowaniem. Zabrał to po co przyszedł i podszedł do nas.
-Słuchajcie.. nie obchodzi mnie co robicie kiedy jesteście sami ni co jest między wami.
-Ale.. jak to? Przecież ostatnio mówiłeś co innego i byłeś na nas zły.
-Po prostu zrozumiałem, że to nie moja sprawa.- uśmiechnął się i ruszył do drzwi
-Jaime..-zatrzymałem go.
-Tak?- odwrócił się i popatrzył na mnie.
-Nie mów nic Vic'owi- poprosiłem a on pokiwał głową. Wyszedł a ja spojrzałem na Ton'ego.
-Chociaż ktoś postanowił nie wtrącać się w nasze sprawy- powiedział i zaśmiał się. Kiwnąłem głową.
-Przyjdź wieczorem. Vic wychodzi gdzieś z Kellinem, więc będziemy sami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)