czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 20

Ostatni. Żegnamy się z Wami już. Dziękujemy, że byliście z nami, że czytaliście i komentowaliście. Raczej już tu  nie wrócimy, ale kto wie. W każdym bądź razie życzymy Wam powodzenia w dalszym prowadzeniu blogów i pisaniu opowiadań. To tyle ode mnie : )) / Ronni.
cz. I
Siedzieliśmy wszyscy na jakiejś kanapie. Wywiad trwał już ponad trzydzieści minut i nie zapowiadało się na szybki koniec. Powoli zaczynały mnie denerwować pytania o mnie i Mike'a, ale można było się ich spodziewać.
- Jak jest między wami?
- Dobrze.
- Czy ten siniak na twarzy Tony'ego jest za sprawą kłótni z Mike'm? - Przesadzają.
- Nie. Mike mnie nie bije. Zbyt wkraczacie w nasze prywatne życie - powiedziałem. Kobieta, która przeprowadzała z nami wywiad zmieszała się i szybko zmieniła temat
Po wywiadzie rozdaliśmy autografy i porozmawialiśmy z fanami. Potem pojechaliśmy na kawę i na próbę. Mieliśmy dobre humory i nie byliśmy zbyt zmęczeni.
Po udanej próbie na którą dotarł także Alex pojechaliśmy do domów. Młodszy Fuentes chodził tego dnia trochę zamyślony i jak nie z tego świata. Postanowiłem nie wnikać, bo dobrze wiedziałem, że nic by mi nie powiedział. Taki już był ten chłopak. Czasem trochę nieprzewidywalny, ale w gruncie rzeczy kochany.
*
Zadzwonił do mnie wieczorem i powiedział, że mam się ubierać, bo zaraz po mnie będzie. Po czym szybko się rozłączył. Zdziwiony szybko się ogarnąłem i wyszedłem na schody. Chwilę później podjechał samochód do którego wsiadłem.
- Cześć, kochanie - powiedział Mike i złączył na chwilę nasze usta, po czym ruszył.
- Hej, gdzie jedziemy?
- Niespodzianka -mruknął tajemniczo i delikatnie się uśmiechnął. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Po godzinie słońce zaczęło zachodzić, ale my nadal jechaliśmy. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakimś lesie. Gdzie on mnie wywiózł?! Wysiedliśmy, Mike zamknął samochód i złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy iść jakąś ścieżką oświetloną małymi lampkami. Chwilę później zatrzymaliśmy się i usiedliśmy na ławce. Szczerze to nie miałem pojęcia po co ona tam była.
- Tony, bo.. ja wiem jak to może zabrzmieć, ale.. boże, kocham cię. Nawet bardzo i pomyślałem sobie, że.. wyjdziesz za mnie? O cholera, ale to brzmi. To może inaczej. Będziesz ze mną na zawsze? To też brzmi tak nie bardzo.. - Mówił szybko, był bardzo zdenerwowany i zestresowany. A ja... nie mogłem uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę?! Po chwili wyjął z kieszeni dwie czarne "obrączki".
- Mike, zgadzam się - przerwałem mu. Na chwilę zamilkł, ale potem mocno mnie przytulił i pocałował. Później założyliśmy nasze obrączki i znowu złączyliśmy nasze usta. Czy to sen? Zaręczyłem się!

cz.II
 Dwa lata później...
Wzięliśmy ślub. To było naprawdę coś wspaniałego. Tyle czekaliśmy na ten dzień, aż w końcu stało się. Nadal dziwnie brzmi to, że "wziąłem ślub z Tony'm". Nie mogę przyzwyczaić się żeby mówić o nim "mój mąż", ale cały czas kocham go tak bardzo jak kilka lat temu.
Nie chcieliśmy jakiegoś wielkiego rozgłosu z powodu naszego małżeństwa, ale nie mogliśmy na to liczyć. Krótko potem wszyscy już wiedzieli. Mogliśmy się domyślić, że tak będzie. Nasi rodzice nie byli zbyt zachwyceni naszą decyzją, ale daliśmy im jasno do zrozumienia, że nie mamy zamiaru jej zmienić. Tamtego dnia towarzyszyło nam tylko kilka najbliższych osób. Oczywiście media i fani znali każdy szczegół jeszcze tego samego dnia. Ani przez chwil.ę nie żałowałem, że oświadczyłem się Tony'emu. To było najlepsze co mogłem zrobić dla naszego związku. Jaime i Amanda nie śpieszą się tak bardzo żeby zostać małżeństwem. Preciado powiedział, że chcą dać sobie jeszcze czas. Rozumieliśmy ich oczywiście. W końcu wszyscy byliśmy szczęśliwi.
*
Zdjąłem bokserki Perry'ego, po czym wszedłem w niego jednym mocnym pchnięciem, nie tracąc czasu na przygotowanie go. Zacisnął powieki i usta. Tak, nadal nie byłem przesadnie delikatny jeśli chodziło o seks.
- Następnym razem o ty jesteś na dole. Obiecuję ci, że też będę taki niewyżyty - rzucił przez zaciśnięte zęby. Zaśmiałem się cicho, aon otworzył oczy.
- Grozisz mi? - zapytałem z uśmiechem. Rozchylił usta żeby coś powiedzieć, ale szybko się nad nim nachyliłem i pocałowałem. Zacząłem wolno poruszać biodrami. Byliśmy sami w domu, więc nikt nam nie przeszkadzał. Z czasem moje ruchy stawały się szybsze i mocniejsze. Nasze jęki i westchnienia łączyły się ze sobą. Przez przymrużone powieki przyglądałem się twarzy Tony'ego, który całkowicie oddał się tej przyjemniej chwili. Osiągnęliśmy szczyt w tym samym czasie. Starając się ustabilizować oddech położyłem się obok chłopaka. Nasz seks nadal był dobry.
Chwilę później usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Leniwie wstaliśmy i ubraliśmy bokserki, bo wiedzieliśmy, że ten ktoś zaraz tu wejdzie. Ale nic podobnego się nie stało. Wyszedłem z pokoju. W salonie siedział Vic z twarzą ukrytą w dłoniach. Usiadłem obok niego.
- Co się stało? - zapytałem zmartwiony. Milczał przez dłuższą chwilę.
- Alex właśnie ze mną zerwał. - Uniosłem brwi zdziwiony. Przytuliłem go, ale on nawet się nie ruszył.
- Nie martw się. Najwyraźniej na ciebie nie zasłużył.

4 komentarze:

  1. Dzień dobry.
    Dobry wieczór.
    Dobre popołudnie?
    Na wstępie powiem, że szkoda, iż nas opuszczacie. Chyba będę tęsknić za waszymi opowiadaniami. Zawsze było tak ciekawie.
    Od kilku dobrych rozdziałów (czytaj początku) Mike Fuentes mocno mnie irytował i nie mogłam się do niego przekonać. Wykreowalyscie jego postać tak, że nie byłam w stanie jej zaakceptować. Po prostu nie lubię tego typu charakteru.
    I omg przepraszam, ale zacznę fangirlować (chciałam utrzymać ten komentarz w jakiejś normalnej formie, nie wyszło)
    VIKTUR ROZSTAŁ SIĘ Z ALEXEM
    ALEX RZUCIŁ GO DLA JACKA
    JA TO WIEM
    O MÓJ BORZE A CO JAK W KONTYNUACJI TO WŁAŚNIE JACKUŚ I LEXI MIELIBY ŚLUB
    CHYBA SIĘ WZRUSZYŁAM
    Ekhm, wybaczcie tą małą odskocznię.
    Ogólnie rzecz biorąc adorowałam w tym ff Alexa jak tylko potrafiłam i szczerze mówiąc miałam wątpliwości jaki on dalej będzie. A tu proszę, jest śmiesznie.
    Vic z Gaskarthem mi nie pasuje.
    Ale już nie są razem, hehe.
    Przepraszam za ten komentarz wypełniony moją miłością do Jalexa, ale temu już nie można pomóc.
    Za to mam nadzieję, że w przyszłości do nas jeszcze zawitacie.
    A jak na razie soł long end gudnajt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutam trochę, że to koniec ale to rozumiem. Wasze ff od samego początku były zajebiste i także będę za nimi tęsknić. Mam jednak nadzieję, że kiedyś jeszcze tu zawitacie♥ Było miło ^u^ ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z opóźnieniem (przepraszam), ale to nie znaczy, że mogłabym tak zostawić to bez komentarza :)
    Na pewno dość nietypowa końcówka. Ogólnie jakoś tak..przyzwyczaiłam się do tego bloga i dziwnie z myślą, że kiedyś koniec musiał nastąpić. W każdym razie dzięki za ciekawą historię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć, po dwóch miesiącach przybywa człowiek-spóźnienie
    Co jest powodem tak długiego zwlekania? Um, wypadałoby wytłumaczyć
    Więc - komentowałam ten rozdział już dwa razy i w obu przypadkach były to naprawdę długie i wyczerpujące opinie, które podsumowywały oba wasze opowiadania. Jednak poison nie byłby poisonem, gdyby czegoś nie spieprzył. Za pierwszym razem chciałam skopiować treść komentarza, na wypadek problemów z bloggerem, ale zamiast 'kopiuj' kliknęło mi się 'wklej' i cały komentarz przepadł. Za drugim razem zamknęłam przeglądarkę. Jak głupia jestem? ;''')
    I wiecie, ja jestem cholernie nerwowym człowiekiem, więc po utracie tych dwóch ,naprawdę pracochłonnych, komentarzy dostałam napadu kurwicy i brutalnie wyłączyłam bloggera. Miałam wejść tu po kilku dniach i spróbować po raz trzeci, ale najwyraźniej wyszło mi to z głowy. No tak...
    Um, przechodząc już do opowiadania - jak dla mnie kończy się ono...dziwnie. Nie wiem, zakończenie wydaje mi się niejednoznaczne. Końcówka wygląda tak, jakby zaraz miał zostać dodany kolejny rozdział. Ofc to wasz blog, wasza decyzja, ale jak dla mnie zakończenie jest z dupy.
    Całość fabuły nie zaginała swoją pomysłowością, ani niczym nadzwyczajnym, ale dobrze się czytało i chciało się czekać na kolejny rozdział, a to duży plus.
    Bohaterowie też jakoś mnie nie porwali. Na przyszłość pamiętajcie, by bardziej skupiać się na ich charakterach, bo jak na razie wszystkie wasze postacie wydają mi się takie same, niewyraziste. Nie lubię czegoś takiego, wszyscy tacy sami.
    Jeszcze jedna rzecz, która mnie tu raziła - brak przywiązania wagi do opisów. Rozdziały sprawiają wrażenie napisanych w pięć minut i zawsze jakoś przeszkadzała mi ta forma.
    No cóż, błędy się zdarzają, ja sama popełniam ich mnóstwo. Nie piszę wam tego, by was zniechęcić, lub coś w tym rodzaju, chce tylko zwrócić uwagę na to, nad czym powinnyście pracować. Sama zawsze proszę o konstruktywną krytykę pod rozdziałami, bo ona pomaga robić postępy. Mogłabym nasrać w tym komentarzu lukrem i brokatem, ale co to da? Szczerość jest ważna, nie miejcie mi jej za złe.
    I nie mam też na myśli, że wasze fanfiki były złe, bo przecież spędziłam tu prawie rok, czytałam, starałam się komentować. Miło się to czytało, w jakimś stopniu mnie wciągnęłyście, jakiś potencjał w was jest
    Jeśli chciałybyście wrócić kiedyś do pisania - bo my będziemy czekać - to pamiętajcie - praca, praca i jeszcze raz praca. Zwracajcie uwagę na błędy, które popełniacie i starajcie się je eliminować, a będzie tylko lepiej.
    Cóż, na pewno w jakimś stopniu będzie nam was brakować. Było miło, ale się skończyło, tak już bywa. Trzymajcie się, Gerduś z wami!

    OdpowiedzUsuń