cz.I
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.
niedziela, 25 stycznia 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
Rozdział 13
Cz.I
-Spierdalaj- powiedziałem wkurwiony. No co to miało być?! Mike jednak dogonił mnie i zatrzymał ( skubaniec, ma długie nogi ;-;)
-To przecież nie tak, to ona mnie pocałowała. Nie było w tym mojej inicjatywy, rozumiesz?- nic nie odpowiedziałem a tylko patrzyłem w jego oczy. Tak po prostu. Mike po chwili chwycił moją twarz i zbliżył się. Chciał mnie pocałować ale odwróciłem głowę. Mimo to nie odsunął się tylko objął mnie jeszcze bardziej przybliżając i przyłożył usta do mojego ucha.
-Kocham Cię, słyszysz? Przepraszam za całą sytuację. Obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się i nie bądź już na mnie zły, przecież ja też nie wiedziałem, że tu przyjdzie i..
-Nie jesteśmy razem, nie musisz mi składać obietnic i tłumaczyć się- nie wiem dlaczego to powiedziałem. Wcale nie chciałem ale tak jakoś samo wyszło. Mimo moich słów, ułożyłem moje ręce na jego plecach a głowę na ramieniu. Co ja w ogóle robiłem? Ne pewno przesadziłem, miał racje, ale nie umiałem mu tego przyznać. No cóż, byłem beznadziejny i tyle. Chwilę potem poczułem jego usta na swoich. Błądził rękoma po moim ciele by po chwili zająć się paskiem od spodni. Odepchnąłem go lekko.
-Stoimy na korytarzu, tak tylko przypominam- powiedziałem a on cicho się zaśmiał i musnął moją szyję. Nagle usłyszałem dźwięk aparatu i błysk lampy. Szybko odwróciłem wzrok i zobaczyłem uśmiechniętego kolesia, który szybko potem uciekł. Założę się, że jutro to zdjęcie obiegnie świat.
-Cholera- powiedziałem cicho. Mike wydawał się być niewzruszony tym wszystkim.
-Przecież nic się nie stało- założył krótki pocałunek na moich ustach.. i znowu zrobiono nam zdjęcie. Wkurwiony wyrwałem się z objęć Mike'a i podbiegłem za tym facetem. Niestety skutkiem było to, że oberwałem w głowę drzwiami. Chłopak otworzył drzwi, znajdujące się za rogiem i wpadłem na nie. Zamroczyło mnie trochę i w tym czasie on zdążył uciec. Po chwili obok mnie pojawił się Fuentes.
-Wszystko w porządku?- zapytał.
- Tak, jest ok. Chodźmy-ruszyliśmy w stronę pomieszczenia, w którym byli Vic i Jaime. Rozmawiali o czymś zawzięcie i nawet nie zauważyli, że weszliśmy. Jaime mówił coś o ślubie. Pobiera się z Amandą?
-Jesteśmy- rzucił młodszy Fuentes i chwycił butelkę wody.
-Czy ja dobrze słyszałem? Bierzesz ślub?- powiedziałem i usiadłem obok Preciado.
-No mamy taki plan, ale to dopiero za rok. Amanda nie chce żeby to tak wszystko szybko było. Wydaje mi się, że ona nie jest jeszcze gotowa.
-A Ty?
-Ja jestem! Kocham tę kobietę nad życie i nie wyobrażam sobie, że miałabym być z inną. Bardzo mi na niej zależy- w tym momencie. Mike pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Zrozumiałem, że to co mówił Jaime o Amandzie było odzwierciedleniem uczuć Mike'a do mnie.
Cz.II
Nie spodziewałem się, że Alison jeszcze kiedykolwiek mnie odwiedzi. Po co to zrobiła? Nie jesteśmy już razem, a ja nie miałem zamiaru do niej wracać. Sądzę, że szukała u mnie po prostu pocieszenia. Cóż, nie ma na co liczyć. Zdziwiła mnie też reakcja Tony'ego tą całą sytuacją. Przecież to nie moja wina, że Alison postanowiła mnie od tak pocałować i zrobić taką akcję. Na szczęście udało mi się mu to wszystko wytłumaczyć i nie miała atmosfera opadła.
*
-Cieszymy się, że udało Ci się znaleźć kogoś z kim jesteś taki szczęśliwy- powiedział mój brat, a Jaime uśmiechnął się.
-Dzięki chłopaki, wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne.- widać było, że jest bardzo zakochany w tej dziewczynie. Nie wiem co ona z nim robi, ale na pewno dobrze to na niego działa. Uznaliśmy próbę za zakończoną, więc wróciliśmy do swoich domów.
-Jakiś chłopak zrobił dziś mi i Tony'emu zdjęcia jak się całowaliśmy i obejmowaliśmy- zaśmiałem się i usiadłem na kanapie.
-Nie przejmujesz się tym?- zapytał i na chwilkę zniknął w kuchni.
-Ja nie. Tony chciał go złapać ale nie udało mu się. Nie mam powodów do zmartwień, skoro i tak wszyscy już wiedzą, że się kochamy- wzruszyłem ramionami, a Vic pokręcił z uśmiechem głową, siadając obok mnie i włączył telewizor. Sam chciałem, żeby nasi fani wiedzieli. Czułem, że powinienem być wobec nich szczery na tamtym koncercie, poza tym i tak nie umielibyśmy ukrywać tego cały czas.
*
Następnego dnia..
Tak jak podejrzewałem, wczorajsze zdjęcia zdążyły już znaleźć się w internecie. Oczywiście pojawiło się też pełno komentarzy. Miłych lub mniej- jak zawsze. Większość fanek była zachwycona tym wszystkim co pojawia się w internecie. Niech tak zostanie.
-Mógłbyś wyjść gdzieś dziś wieczorem?-zapytałem mojego brata- chcę być sam na sam z Tony'm- dodałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby był moim ojcem, przez co wybuchnąłem śmiechem.
-Nie zajdę w ciążę, obiecuję.- Vic poklepał się dłonią w czoło, patrząc na mnie z politowaniem.
-To dobrze, nie nie mam zamiaru wychowywać twoich nieplanowanych dzieci. - zaśmiał się po czym poszedł do swojego pokoju.
*
Victor ostatecznie zgodził się zniknąć z domu na cały wieczór. Wiedziałem, że się zgodzi. Mi przecież każdy ulega. Zadzwoniłem do Tony'ego, który bez wahania zgodził się przejść. Długo nie musiałem na niego czekać.
-Cześć- powiedziałem, kiedy otworzyłem mu drzwi. Wszedł do środka, a ja od razu do niego przylgnąłem i wbiłem się w jego usta.
-Brakuje mi Ciebie- wyszeptałem mu do ucha i w szybkim tempie pozbyłem się naszych ubrań. Tony lekko mnie od siebie odepchnął i osunął się na kolana. Po chwili poczułem jego usta na mojej męskości. Odchyliłem głowę do tyłu, rozkoszując się tą przyjemnością. Tony był w tym naprawdę dobry, a przecież rzadko to robił, albo ja o czymś nie wiedziałem. W końcu wyjął mojego penisa z ust, a ja spojrzałem na niego niezadowolony. Wstał i odwrócił mnie plecami do siebie po czym wszedł we mnie jednym ruchem, bez przygotowania.
-No kurwa- krzyknąłem, a on pocałował mnie w kark. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Nie był tym razem delikatny. Ja zawsze staram się nie sprawiać mu tyle bólu. Na szczęście przyjemność szybko zaczęła go zastępować. Nasze jęki mieszały się ze sobą, tak samo jak oddechy, które stały się krótkie i płytkie. Ostatnio mało czasu przeznaczaliśmy na takie zbliżenia, a przecież powinniśmy go wykorzystać przed następną trasą koncertową. Doszedłem szybciej. Tony kilka razy poruszył biodrami i też doszedł. Podeszliśmy do kanapy i swobodnie na nią opadliśmy.
-Tony?- zapytałem cicho kiedy podniecenie już całkiem opadło.
-Tak?- zapytał i spojrzał na mnie.
-Bo.. uprawiamy seks, kochamy się..- przerwałem na chwilę
-No tak.
-.. ale mimo to nie jesteśmy razem. Bądź ze mną. Bądź moim chłopakiem.
-Spierdalaj- powiedziałem wkurwiony. No co to miało być?! Mike jednak dogonił mnie i zatrzymał ( skubaniec, ma długie nogi ;-;)
-To przecież nie tak, to ona mnie pocałowała. Nie było w tym mojej inicjatywy, rozumiesz?- nic nie odpowiedziałem a tylko patrzyłem w jego oczy. Tak po prostu. Mike po chwili chwycił moją twarz i zbliżył się. Chciał mnie pocałować ale odwróciłem głowę. Mimo to nie odsunął się tylko objął mnie jeszcze bardziej przybliżając i przyłożył usta do mojego ucha.
-Kocham Cię, słyszysz? Przepraszam za całą sytuację. Obiecuje, że to się już więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się i nie bądź już na mnie zły, przecież ja też nie wiedziałem, że tu przyjdzie i..
-Nie jesteśmy razem, nie musisz mi składać obietnic i tłumaczyć się- nie wiem dlaczego to powiedziałem. Wcale nie chciałem ale tak jakoś samo wyszło. Mimo moich słów, ułożyłem moje ręce na jego plecach a głowę na ramieniu. Co ja w ogóle robiłem? Ne pewno przesadziłem, miał racje, ale nie umiałem mu tego przyznać. No cóż, byłem beznadziejny i tyle. Chwilę potem poczułem jego usta na swoich. Błądził rękoma po moim ciele by po chwili zająć się paskiem od spodni. Odepchnąłem go lekko.
-Stoimy na korytarzu, tak tylko przypominam- powiedziałem a on cicho się zaśmiał i musnął moją szyję. Nagle usłyszałem dźwięk aparatu i błysk lampy. Szybko odwróciłem wzrok i zobaczyłem uśmiechniętego kolesia, który szybko potem uciekł. Założę się, że jutro to zdjęcie obiegnie świat.
-Cholera- powiedziałem cicho. Mike wydawał się być niewzruszony tym wszystkim.
-Przecież nic się nie stało- założył krótki pocałunek na moich ustach.. i znowu zrobiono nam zdjęcie. Wkurwiony wyrwałem się z objęć Mike'a i podbiegłem za tym facetem. Niestety skutkiem było to, że oberwałem w głowę drzwiami. Chłopak otworzył drzwi, znajdujące się za rogiem i wpadłem na nie. Zamroczyło mnie trochę i w tym czasie on zdążył uciec. Po chwili obok mnie pojawił się Fuentes.
-Wszystko w porządku?- zapytał.
- Tak, jest ok. Chodźmy-ruszyliśmy w stronę pomieszczenia, w którym byli Vic i Jaime. Rozmawiali o czymś zawzięcie i nawet nie zauważyli, że weszliśmy. Jaime mówił coś o ślubie. Pobiera się z Amandą?
-Jesteśmy- rzucił młodszy Fuentes i chwycił butelkę wody.
-Czy ja dobrze słyszałem? Bierzesz ślub?- powiedziałem i usiadłem obok Preciado.
-No mamy taki plan, ale to dopiero za rok. Amanda nie chce żeby to tak wszystko szybko było. Wydaje mi się, że ona nie jest jeszcze gotowa.
-A Ty?
-Ja jestem! Kocham tę kobietę nad życie i nie wyobrażam sobie, że miałabym być z inną. Bardzo mi na niej zależy- w tym momencie. Mike pochylił się nade mną i pocałował mnie w policzek. Zrozumiałem, że to co mówił Jaime o Amandzie było odzwierciedleniem uczuć Mike'a do mnie.
Cz.II
Nie spodziewałem się, że Alison jeszcze kiedykolwiek mnie odwiedzi. Po co to zrobiła? Nie jesteśmy już razem, a ja nie miałem zamiaru do niej wracać. Sądzę, że szukała u mnie po prostu pocieszenia. Cóż, nie ma na co liczyć. Zdziwiła mnie też reakcja Tony'ego tą całą sytuacją. Przecież to nie moja wina, że Alison postanowiła mnie od tak pocałować i zrobić taką akcję. Na szczęście udało mi się mu to wszystko wytłumaczyć i nie miała atmosfera opadła.
*
-Cieszymy się, że udało Ci się znaleźć kogoś z kim jesteś taki szczęśliwy- powiedział mój brat, a Jaime uśmiechnął się.
-Dzięki chłopaki, wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne.- widać było, że jest bardzo zakochany w tej dziewczynie. Nie wiem co ona z nim robi, ale na pewno dobrze to na niego działa. Uznaliśmy próbę za zakończoną, więc wróciliśmy do swoich domów.
-Jakiś chłopak zrobił dziś mi i Tony'emu zdjęcia jak się całowaliśmy i obejmowaliśmy- zaśmiałem się i usiadłem na kanapie.
-Nie przejmujesz się tym?- zapytał i na chwilkę zniknął w kuchni.
-Ja nie. Tony chciał go złapać ale nie udało mu się. Nie mam powodów do zmartwień, skoro i tak wszyscy już wiedzą, że się kochamy- wzruszyłem ramionami, a Vic pokręcił z uśmiechem głową, siadając obok mnie i włączył telewizor. Sam chciałem, żeby nasi fani wiedzieli. Czułem, że powinienem być wobec nich szczery na tamtym koncercie, poza tym i tak nie umielibyśmy ukrywać tego cały czas.
*
Następnego dnia..
Tak jak podejrzewałem, wczorajsze zdjęcia zdążyły już znaleźć się w internecie. Oczywiście pojawiło się też pełno komentarzy. Miłych lub mniej- jak zawsze. Większość fanek była zachwycona tym wszystkim co pojawia się w internecie. Niech tak zostanie.
-Mógłbyś wyjść gdzieś dziś wieczorem?-zapytałem mojego brata- chcę być sam na sam z Tony'm- dodałem, a on spojrzał na mnie podejrzliwie, jakby był moim ojcem, przez co wybuchnąłem śmiechem.
-Nie zajdę w ciążę, obiecuję.- Vic poklepał się dłonią w czoło, patrząc na mnie z politowaniem.
-To dobrze, nie nie mam zamiaru wychowywać twoich nieplanowanych dzieci. - zaśmiał się po czym poszedł do swojego pokoju.
*
Victor ostatecznie zgodził się zniknąć z domu na cały wieczór. Wiedziałem, że się zgodzi. Mi przecież każdy ulega. Zadzwoniłem do Tony'ego, który bez wahania zgodził się przejść. Długo nie musiałem na niego czekać.
-Cześć- powiedziałem, kiedy otworzyłem mu drzwi. Wszedł do środka, a ja od razu do niego przylgnąłem i wbiłem się w jego usta.
-Brakuje mi Ciebie- wyszeptałem mu do ucha i w szybkim tempie pozbyłem się naszych ubrań. Tony lekko mnie od siebie odepchnął i osunął się na kolana. Po chwili poczułem jego usta na mojej męskości. Odchyliłem głowę do tyłu, rozkoszując się tą przyjemnością. Tony był w tym naprawdę dobry, a przecież rzadko to robił, albo ja o czymś nie wiedziałem. W końcu wyjął mojego penisa z ust, a ja spojrzałem na niego niezadowolony. Wstał i odwrócił mnie plecami do siebie po czym wszedł we mnie jednym ruchem, bez przygotowania.
-No kurwa- krzyknąłem, a on pocałował mnie w kark. Po chwili zaczął się we mnie poruszać. Nie był tym razem delikatny. Ja zawsze staram się nie sprawiać mu tyle bólu. Na szczęście przyjemność szybko zaczęła go zastępować. Nasze jęki mieszały się ze sobą, tak samo jak oddechy, które stały się krótkie i płytkie. Ostatnio mało czasu przeznaczaliśmy na takie zbliżenia, a przecież powinniśmy go wykorzystać przed następną trasą koncertową. Doszedłem szybciej. Tony kilka razy poruszył biodrami i też doszedł. Podeszliśmy do kanapy i swobodnie na nią opadliśmy.
-Tony?- zapytałem cicho kiedy podniecenie już całkiem opadło.
-Tak?- zapytał i spojrzał na mnie.
-Bo.. uprawiamy seks, kochamy się..- przerwałem na chwilę
-No tak.
-.. ale mimo to nie jesteśmy razem. Bądź ze mną. Bądź moim chłopakiem.
środa, 7 stycznia 2015
Rozdzial 12
Pierwszy dzień szkoły już za nami, jak się czujecie? :) Zapraszamy do czytania/ Merry
~~~~~~~~~~
Cz.I
Cz.I
Czułem się trochę lepiej ale nadal wymiotowałem. To pewnie jakaś grypa i tyle. Jedyne ukojenie znajdywałem w śnie.
*
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę drugą w nocy. Obok mnie, tym razem nie było Mike'a. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, zaglądając przy okazji do salonu, gdzie równie nie zastałem nikogo. Napiłem się wody i zajrzałem do Jaime'go, gdzie chłopak spał ze swoja narzeczona. Wróciłem do mojego pokoju i dostrzegłem kartkę leżącą na łóżku. Usiadłem się i zacząłem czytać.
"Gdyby coś się działo to dzwon. Wiem, że za bardzo panikuję, ale nie potrafię inaczej bo martwię się o Ciebie. Mike.'
Lekko się uśmiechnąłem i wyłączyłem lampkę, kładąc się i przykrywając kołdrą. Już czułem się znacznie lepiej, ale była noc wiec nie widziałem sensu w siedzeniu bezczynnie, dlatego na powrót zasnąłem.
*
Obudziłem się kolo 9 przez hałasy wydobywające się z kuchni. Leniwie wstałem i udałem się do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. Po kuchni krzątała się Amanda, która najwyraźniej robiła śniadanie.
-Cześć Tony, jak się czujesz?- zapytała kiedy tylko mnie zauważyła.
-Dobrze, co robisz?
-Gofry z dżemem- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła- zaraz będą gotowe, tylko zawołam Jaime'go i możemy zabrać się za jedzenie- szczerze mówiąc to nie chciałem jeść ale tez nie chciałem aby było jej przykro i dlatego skinąłem głowa na znak zgody.
Po śniadaniu przyrządzonym przez brunetkę, zadzwonił- o dziwo- Vic. Pytał czy czuje się na siłach aby zrobić próbę. W sumie to.. ciężko było mi to określić, ale chyba jeśli do teraz nie wymiotowałem to może będzie już dobrze i dlatego zgodziłem się na probe.
Próba miała odbyć o 17. Poszedłem wziąć prysznic i przebrać się. Zacząłem oglądać telewizje, ale jako, że nic ciekawego się tam nie działo poszukałem w internecie wczorajszy wywiad chłopaków. Strasznie się naśmiałem czytając ich żałosne i mało rozbudowane odpowiedzi. Jaime potem również do mnie dołączył i śmiał się ze mną. Po godzinie razem z basistą pojechałem do Fuentesów. Mike był zdziwiony moim widokiem. Vic najwyraźniej nie powiedział nic swojemu bratu.
-Tony, co ty tu robisz?-zapytał kiedy staliśmy sami w kuchni. Usiadłem na blacie i spojrzałem na niego.
- No próba jest przecież, nie wiedziałeś?
-Wiedziałem, ale myślałem, że Ty dziś nie grasz z nami.
-Dobrze się czuje, wiec nie widzę problemu, abym nie miał grać- zaśmiałem się i przyciągnąłem go za koszulkę, całując.
-No, widzę, że nasze gołąbeczki się rozkręcają- zaśmiał się Vic
- Zdecydowanie- powiedział Jaime i obaj zaczęli się śmiać.
Cz. II
Zdziwiłem się kiedy zobaczyłam Tony'ego w moim domu, bo nie spodziewałem się, że jest w stanie gdziekolwiek się ruszyć. Przecież jeszcze wczoraj tak źle się czuł, ale skoro był w stanie zagrać na dzisiejszej próbie, to niech mu będzie Cały czas się o niego martwiłem, ale starałem się nie panikować tak jak wcześniej.
*
Uśmiechnąłem się lekko, nie przerywając pocałunku, ale niestety kiedyś musieliśmy się od siebie oderwać. Odsunąłem się od Tony'ego i spojrzałem na chłopaków, którzy przyglądali nam się z uśmiechami.
-Czyli teraz cały czas będziemy musieli na to patrzeć?- jęknął Jaime.
-Tak-wyszczerzyłem się, a on przewrócił teatralnie oczami, po czym wyszedł z kuchni. Vic po chwili zrobił to samo i znowu zostaliśmy sami.
*
Tony i Jaime byli u nas cały dzień, aż w końcu wybiła 17 i przyszedł czas na próbę. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do studia.
-Jesteś pewny, że chcesz grać?- zapytałem bruneta, kiedy byliśmy już na miejscu.
-Mike..- westchnął, patrząc na mnie jak na idiotę.
-No co? Przecież tylko pytam- wzruszyłem ramionami.
- Nic mi nie jest.- powiedział akcentując pierwsze słowa- czuję się już dobrze. Zrozum to w końcu.- dodał i pocałował mnie w policzek, po cym poszedł po swoją gitarę. Ja jestem taki kochający i opiekuńczy a on nawet tego nie docenia. Zaśmiałem się cicho i usiadłem przy swojej perkusji, biorąc do rąk pałeczki.
-Zaczynami- rzucił Vic z wielkim uśmiechem. Nie wiem co mu się stało, ale przez cały dzień był w świetnym humorze. W każdym bądź razie po jego słowach zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle, mimo drobnych pomyłek i błędów, ale ona zawsze się zdarzają, więc to nic wielkiego. Byłem zadowolony z tej próby. Tony był w lepszej formie niż myślałem. Skończyliśmy grać. Wstałem zza perkusji i poszedłem po butelkę wody. W tym samym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą wysoką blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Mike- zanim zdążyłem coś powiedzieć, poczułem usta dziewczyny na swoich. Byłem w szoku i nie do końca rozumiałem co się dzieje. Ta dziewczyna to Alison, moja była. W końcu się ogarnąłem i odsunąłem ją od siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić ani jak się zachować. Spojrzałem na Tony'ego, który stał w bezruchu z lekko uchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć.
-Co Ty tu robisz?!- odezwałem się przenosząc wzrok z powrotem na blondynkę.
-Przyszłam się z Tobą zobaczyć, bo dawno Cie nie widziałam i tęsknię bardzo.
-Nie pierdol, że za mną tęsknisz, bo i tak Ci nie uwierzę- lekko podniosłem głos. Alison złapała mnie za dłonie, ale ja szybko je zabrałem i schowałem do kieszeni spodni.
-Mike, kochanie, porozmawiajmy. Proszę Cię.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałem oschle.
-Wiem, że cały czas coś do mnie czujesz. I, że ta cała akcja z Tony'm to żebym byłą zazdrosna.
-Nie kocham Cię. Gdyby było inaczej to byśmy nadal byli razem. Wyjdź i nigdy więcej do mnie nie przychodź, bo nie chcę Cię widzieć i nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.- uderzyła mnie w twarz i wyszła. Spojrzałem znów na Tony'ego, który także wyszedł, trzaskając drzwiami. Przetarłem twarz dłońmi.
-Na co czekasz?- odezwał się Victor.
-Idź za nim- dodał Jaime a ja od razu wybiegłem z pomieszczenia.
-Tony, zaczekaj.
-Spierdalaj.
*
Kiedy się obudziłem było już ciemno. Spojrzałem na zegarek, który wskazywał godzinę drugą w nocy. Obok mnie, tym razem nie było Mike'a. Wyszedłem z pokoju i poszedłem do kuchni, zaglądając przy okazji do salonu, gdzie równie nie zastałem nikogo. Napiłem się wody i zajrzałem do Jaime'go, gdzie chłopak spał ze swoja narzeczona. Wróciłem do mojego pokoju i dostrzegłem kartkę leżącą na łóżku. Usiadłem się i zacząłem czytać.
"Gdyby coś się działo to dzwon. Wiem, że za bardzo panikuję, ale nie potrafię inaczej bo martwię się o Ciebie. Mike.'
Lekko się uśmiechnąłem i wyłączyłem lampkę, kładąc się i przykrywając kołdrą. Już czułem się znacznie lepiej, ale była noc wiec nie widziałem sensu w siedzeniu bezczynnie, dlatego na powrót zasnąłem.
*
Obudziłem się kolo 9 przez hałasy wydobywające się z kuchni. Leniwie wstałem i udałem się do wspomnianego wcześniej pomieszczenia. Po kuchni krzątała się Amanda, która najwyraźniej robiła śniadanie.
-Cześć Tony, jak się czujesz?- zapytała kiedy tylko mnie zauważyła.
-Dobrze, co robisz?
-Gofry z dżemem- powiedziała i szeroko się uśmiechnęła- zaraz będą gotowe, tylko zawołam Jaime'go i możemy zabrać się za jedzenie- szczerze mówiąc to nie chciałem jeść ale tez nie chciałem aby było jej przykro i dlatego skinąłem głowa na znak zgody.
Po śniadaniu przyrządzonym przez brunetkę, zadzwonił- o dziwo- Vic. Pytał czy czuje się na siłach aby zrobić próbę. W sumie to.. ciężko było mi to określić, ale chyba jeśli do teraz nie wymiotowałem to może będzie już dobrze i dlatego zgodziłem się na probe.
Próba miała odbyć o 17. Poszedłem wziąć prysznic i przebrać się. Zacząłem oglądać telewizje, ale jako, że nic ciekawego się tam nie działo poszukałem w internecie wczorajszy wywiad chłopaków. Strasznie się naśmiałem czytając ich żałosne i mało rozbudowane odpowiedzi. Jaime potem również do mnie dołączył i śmiał się ze mną. Po godzinie razem z basistą pojechałem do Fuentesów. Mike był zdziwiony moim widokiem. Vic najwyraźniej nie powiedział nic swojemu bratu.
-Tony, co ty tu robisz?-zapytał kiedy staliśmy sami w kuchni. Usiadłem na blacie i spojrzałem na niego.
- No próba jest przecież, nie wiedziałeś?
-Wiedziałem, ale myślałem, że Ty dziś nie grasz z nami.
-Dobrze się czuje, wiec nie widzę problemu, abym nie miał grać- zaśmiałem się i przyciągnąłem go za koszulkę, całując.
-No, widzę, że nasze gołąbeczki się rozkręcają- zaśmiał się Vic
- Zdecydowanie- powiedział Jaime i obaj zaczęli się śmiać.
Cz. II
Zdziwiłem się kiedy zobaczyłam Tony'ego w moim domu, bo nie spodziewałem się, że jest w stanie gdziekolwiek się ruszyć. Przecież jeszcze wczoraj tak źle się czuł, ale skoro był w stanie zagrać na dzisiejszej próbie, to niech mu będzie Cały czas się o niego martwiłem, ale starałem się nie panikować tak jak wcześniej.
*
Uśmiechnąłem się lekko, nie przerywając pocałunku, ale niestety kiedyś musieliśmy się od siebie oderwać. Odsunąłem się od Tony'ego i spojrzałem na chłopaków, którzy przyglądali nam się z uśmiechami.
-Czyli teraz cały czas będziemy musieli na to patrzeć?- jęknął Jaime.
-Tak-wyszczerzyłem się, a on przewrócił teatralnie oczami, po czym wyszedł z kuchni. Vic po chwili zrobił to samo i znowu zostaliśmy sami.
*
Tony i Jaime byli u nas cały dzień, aż w końcu wybiła 17 i przyszedł czas na próbę. Zebraliśmy się i pojechaliśmy do studia.
-Jesteś pewny, że chcesz grać?- zapytałem bruneta, kiedy byliśmy już na miejscu.
-Mike..- westchnął, patrząc na mnie jak na idiotę.
-No co? Przecież tylko pytam- wzruszyłem ramionami.
- Nic mi nie jest.- powiedział akcentując pierwsze słowa- czuję się już dobrze. Zrozum to w końcu.- dodał i pocałował mnie w policzek, po cym poszedł po swoją gitarę. Ja jestem taki kochający i opiekuńczy a on nawet tego nie docenia. Zaśmiałem się cicho i usiadłem przy swojej perkusji, biorąc do rąk pałeczki.
-Zaczynami- rzucił Vic z wielkim uśmiechem. Nie wiem co mu się stało, ale przez cały dzień był w świetnym humorze. W każdym bądź razie po jego słowach zaczęliśmy grać. Szło nam całkiem nieźle, mimo drobnych pomyłek i błędów, ale ona zawsze się zdarzają, więc to nic wielkiego. Byłem zadowolony z tej próby. Tony był w lepszej formie niż myślałem. Skończyliśmy grać. Wstałem zza perkusji i poszedłem po butelkę wody. W tym samym momencie usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia. Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem przed sobą wysoką blondynkę z dużymi, niebieskimi oczami.
-Cześć Mike- zanim zdążyłem coś powiedzieć, poczułem usta dziewczyny na swoich. Byłem w szoku i nie do końca rozumiałem co się dzieje. Ta dziewczyna to Alison, moja była. W końcu się ogarnąłem i odsunąłem ją od siebie. Nie wiedziałem co mam zrobić ani jak się zachować. Spojrzałem na Tony'ego, który stał w bezruchu z lekko uchylonymi ustami, jakby chciał coś powiedzieć.
-Co Ty tu robisz?!- odezwałem się przenosząc wzrok z powrotem na blondynkę.
-Przyszłam się z Tobą zobaczyć, bo dawno Cie nie widziałam i tęsknię bardzo.
-Nie pierdol, że za mną tęsknisz, bo i tak Ci nie uwierzę- lekko podniosłem głos. Alison złapała mnie za dłonie, ale ja szybko je zabrałem i schowałem do kieszeni spodni.
-Mike, kochanie, porozmawiajmy. Proszę Cię.
-Nie mamy o czym- odpowiedziałem oschle.
-Wiem, że cały czas coś do mnie czujesz. I, że ta cała akcja z Tony'm to żebym byłą zazdrosna.
-Nie kocham Cię. Gdyby było inaczej to byśmy nadal byli razem. Wyjdź i nigdy więcej do mnie nie przychodź, bo nie chcę Cię widzieć i nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać.- uderzyła mnie w twarz i wyszła. Spojrzałem znów na Tony'ego, który także wyszedł, trzaskając drzwiami. Przetarłem twarz dłońmi.
-Na co czekasz?- odezwał się Victor.
-Idź za nim- dodał Jaime a ja od razu wybiegłem z pomieszczenia.
-Tony, zaczekaj.
-Spierdalaj.
czwartek, 1 stycznia 2015
Rozdział 11
Macie kaca? :) Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) / Ronni
_________________________________________________________
cz. I
Obudziłem się wtulony w Mike'a. Po seksie został ze mną? Raczej nie bo był w ubraniach. Pewnie pili do późna i zostali u nas. Po pewnym czasie zauważyłem, że on również nie śpi tylko przygląda mi się z zaciekawieniem. Lekko się od niego odsunąłem i musnąłem jego usta.
- Dziś wywiad. Dasz radę? Kacyk? - zapytałem z rozbawieniem w głosie.
- Nie piłem. Jak zasnąłeś to poszedłem do nich, przejrzałem trochę internet, a potem wróciłem tu - powiedział z uśmiechem, jakby był z siebie dumny co najmniej. O dziwo było mi niedobrze, a przecież nie piłem.
- Czemu jesteś taki blady? - zapytał po chwili brunet patrząc na mnie uważnie.
- Niedobrze mi trochę. Pewnie jakieś zatrucie.
- Martwię się - powiedział z poważną miną i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki w której zwymiotowałem. Czułem się okropnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Usiadłem na zimną posadzkę i oparłem głowę o ścianę. Trzęsły mi się ręce, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili do łazienki przyszedł Mike. Szybko usiadł obok mnie.
- Tony, co jest?
- Nie wiem. Nigdy nie miałem takiej akcji, zwłaszcza, że nie piłem. - Odetchnąłem, ale czułem się tak samo źle. Po chwili znów zwymiotowałem.
Przez najbliższe dwadzieścia minut tylko siedziałem i wymiotowałem. W tym czasie Vic i Jaime zdążyli już wstać. Podejrzewałem, że oni czuli się wtedy lepiej niż ja. Byli zaniepokojeni tym co się ze mną dzieje, ale to jeszcze nic. Mike był totalnie spanikowany. Żaden z nas go nie poznawał. Potem już się ogarnął i zaczął zachowywać zimną krew.
Kiedy nie miałem już czym wymiotować wstałem z posadzki i lekko chwiejnym krokiem poszedłem do mojego pokoju. Położyłem się i zwinąłem w kłębek. Wszystko mnie bolało i nie miałem siły na nic, a wywiad miał się odbyć za dwie godziny. Mike chwilę później wszedł do pokoju i położył na szafce szklankę wody.
- Jak się czujesz?
- Zjebanie - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Mike, ja nie dam rady być na tym wywiadzie, ale wy jedźcie.
- Mogę zostać z tobą, przecież nie zostawię cię tu samego.
- Amanda może z tobą zostać - odezwał się Jaime, który stał w progu razem z Vic'em.
- Dobry pomysł - powiedziałem cicho. Nadal nie najlepiej się czułem. Zamknąłem oczy i marzyłem tylko o tym aby zasnąć.
*
Obudziłem się cały spocony. Przez cały sen miałem koszmary, serce bardzo mocno mi biło, a ręce trzęsły się. Nagle do pokoju weszła Amanda.
- Wszystko w porządku? - zapytała i usiadła obok mnie kładąc dłoń na moim czole. - Krzyczałeś.. i masz gorączkę.
- Miałem koszmary. - Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze ze świstem. - Która godzina? Chłopacy dawno poszli?
- No.. jakąś godzinę temu. Mike nie chciał wyjść i o mało nie spóźnili się na wywiad. - Zachichotała cicho. Lekko się uśmiechnąłem i przymrużyłem oczy. Już nie było mi tak niedobrze. No i trochę sobie pospałem.
- Jaime pisał, że będą za trzydzieści minut. Zrobić ci herbaty? - zapytała z troską.
- Jeśli możesz - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się i wyszła. Przykryłem się kołdrą, bo miałem wrażenie, że zaraz zamarznę. Amanda przyniosła mi herbatę, a sobie kawę i usiadła ze mną na łóżku.
Dotrzymywała mi towarzystwa i rozśmieszała aż do powrotu reszty zespołu. Chłopacy weszli do mojego pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytał Vic.
- Lepiej - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Mike podszedł do mnie i usiadł obok.
cz.II
Martwiłem się o Tony'ego. Nikt nie wiedział co mu jest, a ja nie mogłem przestać panikować. Dawno nie widzieliśmy go w tak złym stanie. Nie rozumiałem z jakiego powodu tak źle się czuł. Przecież nie pił wczoraj z Vic'em i Jaime'm. Więc o co chodziło? Nie chciałem go zostawiać, nawet pod opieką Amandy. Chciałem z nim zostać i zająć się nim. Powinienem to zrobić jeśli na prawdę go kochałem. Ale niestety musiałem jechać z chłopakami na ten cholerny wywiad.
Dziewczyna która go z nami przeprowadzała zadawała różne pytania dotyczące koncertów, niedawno wydanej płyty, fanów, no i ogólnie zespołu. Zapytała dlaczego nie ma z nami Tony'ego, a my bez zbędnego wdawania się w szczegóły wytłumaczyliśmy, że po prostu nie był w stanie się pojawić.
Nie mogłem w ogóle skupić się na tym wywiadzie, ani logicznie odpowiadać na zadawane mi pytania, bo cały czas przejmowałem się Perry'm i jego zdrowiem. Preciado i mój brat mieli kaca po wczorajszym "opijaniu" koncertu, więc także nie byli w najlepszej formie. Wyglądaliśmy po prostu żałośnie i śmiesznie jednocześnie. Wszyscy byliśmy zadowoleni kiedy wywiad się skończył i mogliśmy w końcu wrócić do domu. Zawsze jesteśmy chętni do udzielania wywiadów, ale ten dzień nie był na to najlepszy.
*
Usiadłem obok Tony'ego i objąłem go ramieniem. Amanda, Jaime i Vic wyszli, więc zostaliśmy sami.
- I jak poszedł wywiad?
- Chyba nie najlepiej, bo byliśmy nie do życia - odpowiedziałem z uśmiechem, a on zaśmiał się cicho.
- Jak się teraz czujesz? - zapytałem po chwili milczenia. On westchnął.
- Nawet dobrze. Nie musicie cały czas mnie o to pytać. Przecież nie jestem w ciąży, ani nie umieram. - Przewrócił teatralnie oczami. Zbliżyłem się, aby go pocałować, ale on w tym samym momencie szybko wstał i pobiegł do łazienki. Zapewne znów wymiotował. Biedy. Po kilku minutach wrócił do pokoju ze skwaszoną miną. Położył się, a jego głowa znalazła się na moich kolanach. Zamknął oczy, a ja przyglądałem się mu.
- Właśnie widzę jak dobrze się czujesz - mruknąłem, a on tylko jęknął coś pod nosem i zmarszczył czoło. - Martwię się o ciebie - powiedziałem, gładząc palcami jego włosy.
- Nie potrzebie. Nic mi nie jest. - No fakt. Jest super i możemy wyjeżdżać nawet w następną trasę koncertową. Pokręciłem przecząco głową.
Siedziałem tak jakiś czas, aż w końcu zorientowałem się, że Tony zasnął. Delikatnie zdjąłem jego głowę z moich kolan starając się go nie obudzić, po czym cicho wyszedłem z pokoju, dając mu spokojnie spać. Usiadłem na kanapie naprzeciw Vic'ca, który siedział z laptopem na kolanach i chyba zawzięcie czegoś szukał.
- Nie wiem dlaczego on jest w takim stanie - powiedziałem bezradnie, a Victor spojrzał na mnie znad laptopa. Oparłem łokcie na kolanach i ukryłem twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że go kochasz, i chcesz dla niego jak najlepiej, ale przestań się tak tym zamęczać i panikować bo w końcu oszalejesz. - Może miał rację? Może powinienem się trochę uspokoić i poczekać na dalszy przebieg wydarzeń?
- Wyzdrowieje - stwierdził jakby był doskonałym lekarzem.
- Nawet nie wiemy co mu jest.
- Mike, przestań cały czas o tym myśleć, do cholery. - W tamtym momencie poczułem się jakbym tylko ja przejmował się Tony'm i jego zdrowiem. Ale musiałem przyznać rację Vic'owi i trochę się uspokoić.
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję.
_________________________________________________________
cz. I
Obudziłem się wtulony w Mike'a. Po seksie został ze mną? Raczej nie bo był w ubraniach. Pewnie pili do późna i zostali u nas. Po pewnym czasie zauważyłem, że on również nie śpi tylko przygląda mi się z zaciekawieniem. Lekko się od niego odsunąłem i musnąłem jego usta.
- Dziś wywiad. Dasz radę? Kacyk? - zapytałem z rozbawieniem w głosie.
- Nie piłem. Jak zasnąłeś to poszedłem do nich, przejrzałem trochę internet, a potem wróciłem tu - powiedział z uśmiechem, jakby był z siebie dumny co najmniej. O dziwo było mi niedobrze, a przecież nie piłem.
- Czemu jesteś taki blady? - zapytał po chwili brunet patrząc na mnie uważnie.
- Niedobrze mi trochę. Pewnie jakieś zatrucie.
- Martwię się - powiedział z poważną miną i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Nagle zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki w której zwymiotowałem. Czułem się okropnie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Usiadłem na zimną posadzkę i oparłem głowę o ścianę. Trzęsły mi się ręce, a na moim czole pojawiły się kropelki potu. Po chwili do łazienki przyszedł Mike. Szybko usiadł obok mnie.
- Tony, co jest?
- Nie wiem. Nigdy nie miałem takiej akcji, zwłaszcza, że nie piłem. - Odetchnąłem, ale czułem się tak samo źle. Po chwili znów zwymiotowałem.
Przez najbliższe dwadzieścia minut tylko siedziałem i wymiotowałem. W tym czasie Vic i Jaime zdążyli już wstać. Podejrzewałem, że oni czuli się wtedy lepiej niż ja. Byli zaniepokojeni tym co się ze mną dzieje, ale to jeszcze nic. Mike był totalnie spanikowany. Żaden z nas go nie poznawał. Potem już się ogarnął i zaczął zachowywać zimną krew.
Kiedy nie miałem już czym wymiotować wstałem z posadzki i lekko chwiejnym krokiem poszedłem do mojego pokoju. Położyłem się i zwinąłem w kłębek. Wszystko mnie bolało i nie miałem siły na nic, a wywiad miał się odbyć za dwie godziny. Mike chwilę później wszedł do pokoju i położył na szafce szklankę wody.
- Jak się czujesz?
- Zjebanie - powiedziałem zachrypniętym głosem. - Mike, ja nie dam rady być na tym wywiadzie, ale wy jedźcie.
- Mogę zostać z tobą, przecież nie zostawię cię tu samego.
- Amanda może z tobą zostać - odezwał się Jaime, który stał w progu razem z Vic'em.
- Dobry pomysł - powiedziałem cicho. Nadal nie najlepiej się czułem. Zamknąłem oczy i marzyłem tylko o tym aby zasnąć.
*
Obudziłem się cały spocony. Przez cały sen miałem koszmary, serce bardzo mocno mi biło, a ręce trzęsły się. Nagle do pokoju weszła Amanda.
- Wszystko w porządku? - zapytała i usiadła obok mnie kładąc dłoń na moim czole. - Krzyczałeś.. i masz gorączkę.
- Miałem koszmary. - Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze ze świstem. - Która godzina? Chłopacy dawno poszli?
- No.. jakąś godzinę temu. Mike nie chciał wyjść i o mało nie spóźnili się na wywiad. - Zachichotała cicho. Lekko się uśmiechnąłem i przymrużyłem oczy. Już nie było mi tak niedobrze. No i trochę sobie pospałem.
- Jaime pisał, że będą za trzydzieści minut. Zrobić ci herbaty? - zapytała z troską.
- Jeśli możesz - powiedziałem, a ona uśmiechnęła się i wyszła. Przykryłem się kołdrą, bo miałem wrażenie, że zaraz zamarznę. Amanda przyniosła mi herbatę, a sobie kawę i usiadła ze mną na łóżku.
Dotrzymywała mi towarzystwa i rozśmieszała aż do powrotu reszty zespołu. Chłopacy weszli do mojego pokoju.
- Jak się czujesz? - zapytał Vic.
- Lepiej - powiedziałem z delikatnym uśmiechem. Mike podszedł do mnie i usiadł obok.
cz.II
Martwiłem się o Tony'ego. Nikt nie wiedział co mu jest, a ja nie mogłem przestać panikować. Dawno nie widzieliśmy go w tak złym stanie. Nie rozumiałem z jakiego powodu tak źle się czuł. Przecież nie pił wczoraj z Vic'em i Jaime'm. Więc o co chodziło? Nie chciałem go zostawiać, nawet pod opieką Amandy. Chciałem z nim zostać i zająć się nim. Powinienem to zrobić jeśli na prawdę go kochałem. Ale niestety musiałem jechać z chłopakami na ten cholerny wywiad.
Dziewczyna która go z nami przeprowadzała zadawała różne pytania dotyczące koncertów, niedawno wydanej płyty, fanów, no i ogólnie zespołu. Zapytała dlaczego nie ma z nami Tony'ego, a my bez zbędnego wdawania się w szczegóły wytłumaczyliśmy, że po prostu nie był w stanie się pojawić.
Nie mogłem w ogóle skupić się na tym wywiadzie, ani logicznie odpowiadać na zadawane mi pytania, bo cały czas przejmowałem się Perry'm i jego zdrowiem. Preciado i mój brat mieli kaca po wczorajszym "opijaniu" koncertu, więc także nie byli w najlepszej formie. Wyglądaliśmy po prostu żałośnie i śmiesznie jednocześnie. Wszyscy byliśmy zadowoleni kiedy wywiad się skończył i mogliśmy w końcu wrócić do domu. Zawsze jesteśmy chętni do udzielania wywiadów, ale ten dzień nie był na to najlepszy.
*
Usiadłem obok Tony'ego i objąłem go ramieniem. Amanda, Jaime i Vic wyszli, więc zostaliśmy sami.
- I jak poszedł wywiad?
- Chyba nie najlepiej, bo byliśmy nie do życia - odpowiedziałem z uśmiechem, a on zaśmiał się cicho.
- Jak się teraz czujesz? - zapytałem po chwili milczenia. On westchnął.
- Nawet dobrze. Nie musicie cały czas mnie o to pytać. Przecież nie jestem w ciąży, ani nie umieram. - Przewrócił teatralnie oczami. Zbliżyłem się, aby go pocałować, ale on w tym samym momencie szybko wstał i pobiegł do łazienki. Zapewne znów wymiotował. Biedy. Po kilku minutach wrócił do pokoju ze skwaszoną miną. Położył się, a jego głowa znalazła się na moich kolanach. Zamknął oczy, a ja przyglądałem się mu.
- Właśnie widzę jak dobrze się czujesz - mruknąłem, a on tylko jęknął coś pod nosem i zmarszczył czoło. - Martwię się o ciebie - powiedziałem, gładząc palcami jego włosy.
- Nie potrzebie. Nic mi nie jest. - No fakt. Jest super i możemy wyjeżdżać nawet w następną trasę koncertową. Pokręciłem przecząco głową.
Siedziałem tak jakiś czas, aż w końcu zorientowałem się, że Tony zasnął. Delikatnie zdjąłem jego głowę z moich kolan starając się go nie obudzić, po czym cicho wyszedłem z pokoju, dając mu spokojnie spać. Usiadłem na kanapie naprzeciw Vic'ca, który siedział z laptopem na kolanach i chyba zawzięcie czegoś szukał.
- Nie wiem dlaczego on jest w takim stanie - powiedziałem bezradnie, a Victor spojrzał na mnie znad laptopa. Oparłem łokcie na kolanach i ukryłem twarz w dłoniach.
- Rozumiem, że go kochasz, i chcesz dla niego jak najlepiej, ale przestań się tak tym zamęczać i panikować bo w końcu oszalejesz. - Może miał rację? Może powinienem się trochę uspokoić i poczekać na dalszy przebieg wydarzeń?
- Wyzdrowieje - stwierdził jakby był doskonałym lekarzem.
- Nawet nie wiemy co mu jest.
- Mike, przestań cały czas o tym myśleć, do cholery. - W tamtym momencie poczułem się jakbym tylko ja przejmował się Tony'm i jego zdrowiem. Ale musiałem przyznać rację Vic'owi i trochę się uspokoić.
- Będzie dobrze.
- Mam nadzieję.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)