No kochani, przedostatni rozdział, niedługo się będziemy musieli pożegnać :C
No ale cóż, co zrobić, zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu :)/Merry
Cz.I
Mike wstał i mimo tego, że powiedziałem mu żeby wyszedł, on uklęknął i złapał moją dłoń.
-Kochanie, ja naprawdę przepraszam. Bardzo Cię kocham i nie wiem jak mogło do tego dojść.
- Nie wiesz? To ja Ci przypomnę. Nie chciałem uprawiać wczoraj wieczorem seksu, dlatego dostałem, nisko mnie cenisz, i wiesz co? Jesteś żałosny, zachowujesz się jak osiemnastolatek, który ma wiecznie chcicę. Człowieku dorośnij, nie jestem już twoją zabawką do ruchania. No chyba, że ta cała szopka z miłością to tylko po to żeby mieć mnie na wyłączność, co?
-Przesadziłeś.
- Bo co? Bo powiedziałem niewygodną prawdę? Zastanów się, przynajmniej połowa z tego co powiedziałem jest prawdziwa.
-Najwidoczniej mało mnie znasz.
-No właśnie widzę, Mike rok temu nie byłby w stanie mnie uderzyć. To nazywasz miłością?- do kuchni wszedł Jaime.
-Co się tu dzieje?- żaden z nas nie zwrócił uwagi na niego.
-Naprawdę Cię kocham. Tak, zdarzyło się. Przecież tego nie zaplanowałem, nie zrobiłem tego umyślnie, ja nawet tego nie pamiętam, do jasnej cholery, ile razy mam Cię przepraszać za to, co? Mam się oświadczyć żebyś o tym zapomniał? Nie wiem, kurwa, nie wiem czego Ty oczekujesz. Ja kocham Cie i przepraszam. Wiesz jak jest.- zaczął mówić przyciszonym głosem a potem delikatnie mnie przytulił. Nie opierałem się. Chyba musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Jaime patrzył na sytuację toczącą się w kuchni i chyba nie do końca ogarniał co się teraz między nami dzieje.
-Mike, chcę to sobie przemyśleć, idź już.- powiedziałem a Fuentes wstał i wyszedł. Ukryłem twarz w dłoniach i analizowałem to co się wydarzyło.
-Pokłóciliście się?
-A na co ci to wyglądało? Bo raczej nie na pogawędkę- tak, tak, wiem. Kiedy jestem zdenerwowany to nie jestem zbyt miły i dlatego żeby nie pokłócić się z następnym członkiem zespołu, wstałem i wyszedłem z kuchni. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. tak, telewizor- pochłaniacz czasu. Nie chciało mi teraz o tym myśleć. Nie wiedziałem czy przesadzałem czy to dobrze, że zachowuję się tak w stosunku do Mike'a. Naprawdę nic już nie wiedziałem.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a z prośbą spotkania się. Podał mi adres, gdzie się udałem. Zaparkowałem auto i podszedłem do słabo oświetlonej postaci. Jakieś spokojne, lekko zaciemnione miejsce, odpowiednie.
-Czemu chciałeś się spotkać?
-Nie chcę się z Tobą kłócić. Fakt, to co zrobiłem nie jest niczym godnym pozazdroszczenia i bardzo za to przepraszam. W sumie to nie mam nic na swoje dalsze tłumaczenie. Teraz decyzja należy do Ciebie- powiedział i patrzył na mnie spokojnie. Miałem mętlik w głowie. Wtuliłem się w wyższego chłopaka a on znaczenie odetchnął i mocno mnie objął.
Cz.II
Nadal nie mieściła mi się w głowie myśl, że uderzyłem Tony'ego. Miał rację. Fakt, że byłem pijany mnie nie usprawiedliwiał, chociaż naprawdę nie pamiętałem całej tej sytuacji. Mimo wszystko żałowałem.Cholernie. Po naszej rozmowie byłem kompletnie rozbity i nie wiedziałem czy Tony będzie w stanie mi to wybaczyć. Wszystko wskazywało na to, że nie, dlatego postanowiłem robić co się tylko da i poprosiłem go o spotkanie.
*
-Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję- wyszeptałem, nadal mocno go przytulając, jakbym bał się, że za chwilę zniknie.
-Nie obiecuj. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co się stanie- odpowiedział trochę smutnym głosem
-To był tylko jeden raz. Wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić po raz kolejny- odsunąłem się od niego i popatrzyłem mu w oczy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć ale uniemożliwiłem mu to wbijając się w jego rozchylone wargi. Pocałunek był długi i namiętny. Cieszyłem się, że udało mi się go przeprosić i mimo mojego lekkomyślnego czynu znów było między nami dobrze.
-Czyli teraz jest już ok?- zapytałem
-To, że Ci wybaczyłem nie znaczy, że o tym zapomnę- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem..- mruknąłem, splatając nasze palce.
-Ale można powiedzieć.. hm.. nie jest źle- odpowiedział, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Widziałem jednak w jego oczach, że cały czas ma do mnie żal za to co mu zrobiłem. Nie dziwiło mnie to i nie oczekiwałem od niego nie wiadomo jakiego przebaczenia. Wystarczyło mi, że nie był już na mnie zły i chyba jego zaufanie do mnie jest nadal takie samo jak wcześniej. Zaufanie jest podstawą związku, dlatego to było dla mnie tak ważne.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym-musnąłem jego usta.
-Pamiętam. Też Cie kocham, Mike.- odetchnąłem z uśmiechem. To wszystko na szczęście już za nami.
-Robi się późno- stwierdziłem a on przytaknął. Rozejrzałem się. Dookoła nie było nikogo.- Jedźmy już do siebie. Jutro czeka nas trochę pracy- powiedziałem. Tony zmarszczył zabawnie brwi i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Vic mówił coś o jutrzejszym wywiadzie i wieczornej próbie. W międzyczasie mamy spotkanie z fanami Autografy, zdjęcia i tak dalej- wyjaśniłem. Wiedzieliśmy, ze ten dzień będzie trochę męczący, ale nie przeszkadzało nam to. Kochaliśmy naszych fanów i cieszyło nas każde spotkanie z nimi. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do swoich samochodów. Szybko znalazłem się w domu. Pierwsze co zrobiłem po wejściu do salonu to Vic, który całuje się z Alex'em. Nie wiedzieli o całej sytuacji z Tony'm. Przemknąłem obok nich bezszelestnie.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłem cicho, wchodząc do swojego pokoju. Niech się sobą nacieszą.
sobota, 28 marca 2015
sobota, 14 marca 2015
Rozdział 18
cz.I Tony:
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
środa, 4 marca 2015
Rozdział 17
5 komentarzy. Postaraliście się. Dzięki. / Ronni
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)