Wyparowała z nas chęć do dodawania, do pisania, do wszystkiego. Zaniedbujemy Was a Wy nas. Do końca opowiadania zostały 4 rozdziały, miałyśmy plan dodać następne opowiadanie po tym ale nie jest to dla nas opłacalne. Nie komentujecie, albo w ogóle nie czytacie. Oczywiście dziękujemy osobom, które komentują :) No cóż, po tym opowiadaniu najprawdopodobniej kończymy naszą przygodę z blogiem. Zapraszamy :)/ Merry
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
*
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.
poniedziałek, 23 lutego 2015
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 15
cz.I
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)