Ostatni. Żegnamy się z Wami już. Dziękujemy, że byliście z nami, że czytaliście i komentowaliście. Raczej już tu nie wrócimy, ale kto wie. W każdym bądź razie życzymy Wam powodzenia w dalszym prowadzeniu blogów i pisaniu opowiadań. To tyle ode mnie : )) / Ronni.
cz. I
Siedzieliśmy wszyscy na jakiejś kanapie. Wywiad trwał już ponad trzydzieści minut i nie zapowiadało się na szybki koniec. Powoli zaczynały mnie denerwować pytania o mnie i Mike'a, ale można było się ich spodziewać.
- Jak jest między wami?
- Dobrze.
- Czy ten siniak na twarzy Tony'ego jest za sprawą kłótni z Mike'm? - Przesadzają.
- Nie. Mike mnie nie bije. Zbyt wkraczacie w nasze prywatne życie - powiedziałem. Kobieta, która przeprowadzała z nami wywiad zmieszała się i szybko zmieniła temat
Po wywiadzie rozdaliśmy autografy i porozmawialiśmy z fanami. Potem pojechaliśmy na kawę i na próbę. Mieliśmy dobre humory i nie byliśmy zbyt zmęczeni.
Po udanej próbie na którą dotarł także Alex pojechaliśmy do domów. Młodszy Fuentes chodził tego dnia trochę zamyślony i jak nie z tego świata. Postanowiłem nie wnikać, bo dobrze wiedziałem, że nic by mi nie powiedział. Taki już był ten chłopak. Czasem trochę nieprzewidywalny, ale w gruncie rzeczy kochany.
*
Zadzwonił do mnie wieczorem i powiedział, że mam się ubierać, bo zaraz po mnie będzie. Po czym szybko się rozłączył. Zdziwiony szybko się ogarnąłem i wyszedłem na schody. Chwilę później podjechał samochód do którego wsiadłem.
- Cześć, kochanie - powiedział Mike i złączył na chwilę nasze usta, po czym ruszył.
- Hej, gdzie jedziemy?
- Niespodzianka -mruknął tajemniczo i delikatnie się uśmiechnął. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie. Po godzinie słońce zaczęło zachodzić, ale my nadal jechaliśmy. W końcu zatrzymaliśmy się przy jakimś lesie. Gdzie on mnie wywiózł?! Wysiedliśmy, Mike zamknął samochód i złapał mnie za rękę. Zaczęliśmy iść jakąś ścieżką oświetloną małymi lampkami. Chwilę później zatrzymaliśmy się i usiedliśmy na ławce. Szczerze to nie miałem pojęcia po co ona tam była.
- Tony, bo.. ja wiem jak to może zabrzmieć, ale.. boże, kocham cię. Nawet bardzo i pomyślałem sobie, że.. wyjdziesz za mnie? O cholera, ale to brzmi. To może inaczej. Będziesz ze mną na zawsze? To też brzmi tak nie bardzo.. - Mówił szybko, był bardzo zdenerwowany i zestresowany. A ja... nie mogłem uwierzyć. Czy to się dzieje na prawdę?! Po chwili wyjął z kieszeni dwie czarne "obrączki".
- Mike, zgadzam się - przerwałem mu. Na chwilę zamilkł, ale potem mocno mnie przytulił i pocałował. Później założyliśmy nasze obrączki i znowu złączyliśmy nasze usta. Czy to sen? Zaręczyłem się!
cz.II
Dwa lata później...
Wzięliśmy ślub. To było naprawdę coś wspaniałego. Tyle czekaliśmy na ten dzień, aż w końcu stało się. Nadal dziwnie brzmi to, że "wziąłem ślub z Tony'm". Nie mogę przyzwyczaić się żeby mówić o nim "mój mąż", ale cały czas kocham go tak bardzo jak kilka lat temu.
Nie chcieliśmy jakiegoś wielkiego rozgłosu z powodu naszego małżeństwa, ale nie mogliśmy na to liczyć. Krótko potem wszyscy już wiedzieli. Mogliśmy się domyślić, że tak będzie. Nasi rodzice nie byli zbyt zachwyceni naszą decyzją, ale daliśmy im jasno do zrozumienia, że nie mamy zamiaru jej zmienić. Tamtego dnia towarzyszyło nam tylko kilka najbliższych osób. Oczywiście media i fani znali każdy szczegół jeszcze tego samego dnia. Ani przez chwil.ę nie żałowałem, że oświadczyłem się Tony'emu. To było najlepsze co mogłem zrobić dla naszego związku. Jaime i Amanda nie śpieszą się tak bardzo żeby zostać małżeństwem. Preciado powiedział, że chcą dać sobie jeszcze czas. Rozumieliśmy ich oczywiście. W końcu wszyscy byliśmy szczęśliwi.
*
Zdjąłem bokserki Perry'ego, po czym wszedłem w niego jednym mocnym pchnięciem, nie tracąc czasu na przygotowanie go. Zacisnął powieki i usta. Tak, nadal nie byłem przesadnie delikatny jeśli chodziło o seks.
- Następnym razem o ty jesteś na dole. Obiecuję ci, że też będę taki niewyżyty - rzucił przez zaciśnięte zęby. Zaśmiałem się cicho, aon otworzył oczy.
- Grozisz mi? - zapytałem z uśmiechem. Rozchylił usta żeby coś powiedzieć, ale szybko się nad nim nachyliłem i pocałowałem. Zacząłem wolno poruszać biodrami. Byliśmy sami w domu, więc nikt nam nie przeszkadzał. Z czasem moje ruchy stawały się szybsze i mocniejsze. Nasze jęki i westchnienia łączyły się ze sobą. Przez przymrużone powieki przyglądałem się twarzy Tony'ego, który całkowicie oddał się tej przyjemniej chwili. Osiągnęliśmy szczyt w tym samym czasie. Starając się ustabilizować oddech położyłem się obok chłopaka. Nasz seks nadal był dobry.
Chwilę później usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. Leniwie wstaliśmy i ubraliśmy bokserki, bo wiedzieliśmy, że ten ktoś zaraz tu wejdzie. Ale nic podobnego się nie stało. Wyszedłem z pokoju. W salonie siedział Vic z twarzą ukrytą w dłoniach. Usiadłem obok niego.
- Co się stało? - zapytałem zmartwiony. Milczał przez dłuższą chwilę.
- Alex właśnie ze mną zerwał. - Uniosłem brwi zdziwiony. Przytuliłem go, ale on nawet się nie ruszył.
- Nie martw się. Najwyraźniej na ciebie nie zasłużył.
Should I use my heart or my head?
czwartek, 9 kwietnia 2015
sobota, 28 marca 2015
Rozdział 19
No kochani, przedostatni rozdział, niedługo się będziemy musieli pożegnać :C
No ale cóż, co zrobić, zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu :)/Merry
Cz.I
Mike wstał i mimo tego, że powiedziałem mu żeby wyszedł, on uklęknął i złapał moją dłoń.
-Kochanie, ja naprawdę przepraszam. Bardzo Cię kocham i nie wiem jak mogło do tego dojść.
- Nie wiesz? To ja Ci przypomnę. Nie chciałem uprawiać wczoraj wieczorem seksu, dlatego dostałem, nisko mnie cenisz, i wiesz co? Jesteś żałosny, zachowujesz się jak osiemnastolatek, który ma wiecznie chcicę. Człowieku dorośnij, nie jestem już twoją zabawką do ruchania. No chyba, że ta cała szopka z miłością to tylko po to żeby mieć mnie na wyłączność, co?
-Przesadziłeś.
- Bo co? Bo powiedziałem niewygodną prawdę? Zastanów się, przynajmniej połowa z tego co powiedziałem jest prawdziwa.
-Najwidoczniej mało mnie znasz.
-No właśnie widzę, Mike rok temu nie byłby w stanie mnie uderzyć. To nazywasz miłością?- do kuchni wszedł Jaime.
-Co się tu dzieje?- żaden z nas nie zwrócił uwagi na niego.
-Naprawdę Cię kocham. Tak, zdarzyło się. Przecież tego nie zaplanowałem, nie zrobiłem tego umyślnie, ja nawet tego nie pamiętam, do jasnej cholery, ile razy mam Cię przepraszać za to, co? Mam się oświadczyć żebyś o tym zapomniał? Nie wiem, kurwa, nie wiem czego Ty oczekujesz. Ja kocham Cie i przepraszam. Wiesz jak jest.- zaczął mówić przyciszonym głosem a potem delikatnie mnie przytulił. Nie opierałem się. Chyba musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Jaime patrzył na sytuację toczącą się w kuchni i chyba nie do końca ogarniał co się teraz między nami dzieje.
-Mike, chcę to sobie przemyśleć, idź już.- powiedziałem a Fuentes wstał i wyszedł. Ukryłem twarz w dłoniach i analizowałem to co się wydarzyło.
-Pokłóciliście się?
-A na co ci to wyglądało? Bo raczej nie na pogawędkę- tak, tak, wiem. Kiedy jestem zdenerwowany to nie jestem zbyt miły i dlatego żeby nie pokłócić się z następnym członkiem zespołu, wstałem i wyszedłem z kuchni. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. tak, telewizor- pochłaniacz czasu. Nie chciało mi teraz o tym myśleć. Nie wiedziałem czy przesadzałem czy to dobrze, że zachowuję się tak w stosunku do Mike'a. Naprawdę nic już nie wiedziałem.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a z prośbą spotkania się. Podał mi adres, gdzie się udałem. Zaparkowałem auto i podszedłem do słabo oświetlonej postaci. Jakieś spokojne, lekko zaciemnione miejsce, odpowiednie.
-Czemu chciałeś się spotkać?
-Nie chcę się z Tobą kłócić. Fakt, to co zrobiłem nie jest niczym godnym pozazdroszczenia i bardzo za to przepraszam. W sumie to nie mam nic na swoje dalsze tłumaczenie. Teraz decyzja należy do Ciebie- powiedział i patrzył na mnie spokojnie. Miałem mętlik w głowie. Wtuliłem się w wyższego chłopaka a on znaczenie odetchnął i mocno mnie objął.
Cz.II
Nadal nie mieściła mi się w głowie myśl, że uderzyłem Tony'ego. Miał rację. Fakt, że byłem pijany mnie nie usprawiedliwiał, chociaż naprawdę nie pamiętałem całej tej sytuacji. Mimo wszystko żałowałem.Cholernie. Po naszej rozmowie byłem kompletnie rozbity i nie wiedziałem czy Tony będzie w stanie mi to wybaczyć. Wszystko wskazywało na to, że nie, dlatego postanowiłem robić co się tylko da i poprosiłem go o spotkanie.
*
-Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję- wyszeptałem, nadal mocno go przytulając, jakbym bał się, że za chwilę zniknie.
-Nie obiecuj. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co się stanie- odpowiedział trochę smutnym głosem
-To był tylko jeden raz. Wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić po raz kolejny- odsunąłem się od niego i popatrzyłem mu w oczy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć ale uniemożliwiłem mu to wbijając się w jego rozchylone wargi. Pocałunek był długi i namiętny. Cieszyłem się, że udało mi się go przeprosić i mimo mojego lekkomyślnego czynu znów było między nami dobrze.
-Czyli teraz jest już ok?- zapytałem
-To, że Ci wybaczyłem nie znaczy, że o tym zapomnę- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem..- mruknąłem, splatając nasze palce.
-Ale można powiedzieć.. hm.. nie jest źle- odpowiedział, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Widziałem jednak w jego oczach, że cały czas ma do mnie żal za to co mu zrobiłem. Nie dziwiło mnie to i nie oczekiwałem od niego nie wiadomo jakiego przebaczenia. Wystarczyło mi, że nie był już na mnie zły i chyba jego zaufanie do mnie jest nadal takie samo jak wcześniej. Zaufanie jest podstawą związku, dlatego to było dla mnie tak ważne.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym-musnąłem jego usta.
-Pamiętam. Też Cie kocham, Mike.- odetchnąłem z uśmiechem. To wszystko na szczęście już za nami.
-Robi się późno- stwierdziłem a on przytaknął. Rozejrzałem się. Dookoła nie było nikogo.- Jedźmy już do siebie. Jutro czeka nas trochę pracy- powiedziałem. Tony zmarszczył zabawnie brwi i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Vic mówił coś o jutrzejszym wywiadzie i wieczornej próbie. W międzyczasie mamy spotkanie z fanami Autografy, zdjęcia i tak dalej- wyjaśniłem. Wiedzieliśmy, ze ten dzień będzie trochę męczący, ale nie przeszkadzało nam to. Kochaliśmy naszych fanów i cieszyło nas każde spotkanie z nimi. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do swoich samochodów. Szybko znalazłem się w domu. Pierwsze co zrobiłem po wejściu do salonu to Vic, który całuje się z Alex'em. Nie wiedzieli o całej sytuacji z Tony'm. Przemknąłem obok nich bezszelestnie.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłem cicho, wchodząc do swojego pokoju. Niech się sobą nacieszą.
No ale cóż, co zrobić, zapraszam do czytania i pozostawienia po sobie śladu :)/Merry
Cz.I
Mike wstał i mimo tego, że powiedziałem mu żeby wyszedł, on uklęknął i złapał moją dłoń.
-Kochanie, ja naprawdę przepraszam. Bardzo Cię kocham i nie wiem jak mogło do tego dojść.
- Nie wiesz? To ja Ci przypomnę. Nie chciałem uprawiać wczoraj wieczorem seksu, dlatego dostałem, nisko mnie cenisz, i wiesz co? Jesteś żałosny, zachowujesz się jak osiemnastolatek, który ma wiecznie chcicę. Człowieku dorośnij, nie jestem już twoją zabawką do ruchania. No chyba, że ta cała szopka z miłością to tylko po to żeby mieć mnie na wyłączność, co?
-Przesadziłeś.
- Bo co? Bo powiedziałem niewygodną prawdę? Zastanów się, przynajmniej połowa z tego co powiedziałem jest prawdziwa.
-Najwidoczniej mało mnie znasz.
-No właśnie widzę, Mike rok temu nie byłby w stanie mnie uderzyć. To nazywasz miłością?- do kuchni wszedł Jaime.
-Co się tu dzieje?- żaden z nas nie zwrócił uwagi na niego.
-Naprawdę Cię kocham. Tak, zdarzyło się. Przecież tego nie zaplanowałem, nie zrobiłem tego umyślnie, ja nawet tego nie pamiętam, do jasnej cholery, ile razy mam Cię przepraszać za to, co? Mam się oświadczyć żebyś o tym zapomniał? Nie wiem, kurwa, nie wiem czego Ty oczekujesz. Ja kocham Cie i przepraszam. Wiesz jak jest.- zaczął mówić przyciszonym głosem a potem delikatnie mnie przytulił. Nie opierałem się. Chyba musiałem sobie to wszystko przemyśleć. Jaime patrzył na sytuację toczącą się w kuchni i chyba nie do końca ogarniał co się teraz między nami dzieje.
-Mike, chcę to sobie przemyśleć, idź już.- powiedziałem a Fuentes wstał i wyszedł. Ukryłem twarz w dłoniach i analizowałem to co się wydarzyło.
-Pokłóciliście się?
-A na co ci to wyglądało? Bo raczej nie na pogawędkę- tak, tak, wiem. Kiedy jestem zdenerwowany to nie jestem zbyt miły i dlatego żeby nie pokłócić się z następnym członkiem zespołu, wstałem i wyszedłem z kuchni. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. tak, telewizor- pochłaniacz czasu. Nie chciało mi teraz o tym myśleć. Nie wiedziałem czy przesadzałem czy to dobrze, że zachowuję się tak w stosunku do Mike'a. Naprawdę nic już nie wiedziałem.
*
Wieczorem dostałem sms'a od Mike'a z prośbą spotkania się. Podał mi adres, gdzie się udałem. Zaparkowałem auto i podszedłem do słabo oświetlonej postaci. Jakieś spokojne, lekko zaciemnione miejsce, odpowiednie.
-Czemu chciałeś się spotkać?
-Nie chcę się z Tobą kłócić. Fakt, to co zrobiłem nie jest niczym godnym pozazdroszczenia i bardzo za to przepraszam. W sumie to nie mam nic na swoje dalsze tłumaczenie. Teraz decyzja należy do Ciebie- powiedział i patrzył na mnie spokojnie. Miałem mętlik w głowie. Wtuliłem się w wyższego chłopaka a on znaczenie odetchnął i mocno mnie objął.
Cz.II
Nadal nie mieściła mi się w głowie myśl, że uderzyłem Tony'ego. Miał rację. Fakt, że byłem pijany mnie nie usprawiedliwiał, chociaż naprawdę nie pamiętałem całej tej sytuacji. Mimo wszystko żałowałem.Cholernie. Po naszej rozmowie byłem kompletnie rozbity i nie wiedziałem czy Tony będzie w stanie mi to wybaczyć. Wszystko wskazywało na to, że nie, dlatego postanowiłem robić co się tylko da i poprosiłem go o spotkanie.
*
-Już nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję- wyszeptałem, nadal mocno go przytulając, jakbym bał się, że za chwilę zniknie.
-Nie obiecuj. Nie jesteś w stanie przewidzieć tego, co się stanie- odpowiedział trochę smutnym głosem
-To był tylko jeden raz. Wiem, że nie potrafiłbym tego zrobić po raz kolejny- odsunąłem się od niego i popatrzyłem mu w oczy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć ale uniemożliwiłem mu to wbijając się w jego rozchylone wargi. Pocałunek był długi i namiętny. Cieszyłem się, że udało mi się go przeprosić i mimo mojego lekkomyślnego czynu znów było między nami dobrze.
-Czyli teraz jest już ok?- zapytałem
-To, że Ci wybaczyłem nie znaczy, że o tym zapomnę- powiedział z poważnym wyrazem twarzy.
-Tak, wiem..- mruknąłem, splatając nasze palce.
-Ale można powiedzieć.. hm.. nie jest źle- odpowiedział, a ja szeroko się uśmiechnąłem. Po chwili na jego twarzy też pojawił się lekki uśmiech. Widziałem jednak w jego oczach, że cały czas ma do mnie żal za to co mu zrobiłem. Nie dziwiło mnie to i nie oczekiwałem od niego nie wiadomo jakiego przebaczenia. Wystarczyło mi, że nie był już na mnie zły i chyba jego zaufanie do mnie jest nadal takie samo jak wcześniej. Zaufanie jest podstawą związku, dlatego to było dla mnie tak ważne.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym-musnąłem jego usta.
-Pamiętam. Też Cie kocham, Mike.- odetchnąłem z uśmiechem. To wszystko na szczęście już za nami.
-Robi się późno- stwierdziłem a on przytaknął. Rozejrzałem się. Dookoła nie było nikogo.- Jedźmy już do siebie. Jutro czeka nas trochę pracy- powiedziałem. Tony zmarszczył zabawnie brwi i patrzył na mnie pytającym wzrokiem.- Vic mówił coś o jutrzejszym wywiadzie i wieczornej próbie. W międzyczasie mamy spotkanie z fanami Autografy, zdjęcia i tak dalej- wyjaśniłem. Wiedzieliśmy, ze ten dzień będzie trochę męczący, ale nie przeszkadzało nam to. Kochaliśmy naszych fanów i cieszyło nas każde spotkanie z nimi. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do swoich samochodów. Szybko znalazłem się w domu. Pierwsze co zrobiłem po wejściu do salonu to Vic, który całuje się z Alex'em. Nie wiedzieli o całej sytuacji z Tony'm. Przemknąłem obok nich bezszelestnie.
-Nie przeszkadzajcie sobie- rzuciłem cicho, wchodząc do swojego pokoju. Niech się sobą nacieszą.
sobota, 14 marca 2015
Rozdział 18
cz.I Tony:
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
- ... no to mniej więcej tak to było - zakończył Vic i objął Alex'a, który tylko uśmiechnął się do niego. Nikt się nie odzywał. -Jeszcze jakieś pytania? - dodał po chwili starszy Fuentes. Mike po chwili uśmiechnął się i z zamkniętymi oczami oparł się o oparcie kanapy.
- Historia się powtarza, co nie, braciszku? - zaśmiał się Mike, a Victor wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No, trochę. - Spojrzeli na mnie, następnie na Alexa, a potem na siebie.
- My w sumie też chcieliśmy Wam coś powiedzieć. Jesteśmy razem. - Wszyscy spojrzeli na mnie jakby oczekiwali potwierdzenia z mojej strony, że Mike nie kłamie. Ja zamiast słów pokiwałem głową i musnąłem jego policzek.
- No cóż, szczęścia życzymy. Jaime! Jak czujesz się jako jedyny mający narzeczoną w tym zespole? - zapytał ze śmiechem starszy Fuentes.
- Zajebiście, tylko trochę inaczej. Ale nie zamieniłbym mojej Amandy na nikogo innego.
- Oo, zakochany! - zawołał rozradowany Mike.
- Dzwoń po nią, trzeba to opić! - No i tak się zaczęło. Przyszła Amanda i wszyscy najebali się w trzy dupy. To znaczy granice rozsądku zachowywała Amy i ja.
Po kilku godzinach zwlokłem pijanego Mike'a i zaciągnąłem go do pokoju. No tak, pijany Mike to zboczony i głupi Mike. Już w drodze mnie obłapywał i bełkotał różne rzeczy. Kiedy tylko rzuciłem go na łóżko, on złapał mnie mocno i pociągnął za sobą.
- Nie będę uprawiał z tobą seksu kiedy jesteś taki schlany.
- Będziesz - powiedział stanowczo.
- Nie będę. - Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, a moment później zaczęliśmy się szarpać.
- Chodź tu. Przecież lubisz w dupę. - Nie brałem sobie do serca jego słów, bo był kompletnie pijany.
- Jesteś jebnięty i upity. Idź spać. - W tym momencie poczułem uderzenie w twarz i spadłem z łóżka. Uderzył mnie, no ładnie. Zbiera sobie porządnie. Wstałem, a Mike spojrzał na mnie zdziwiony tym, co zrobił. Lekko otrzeźwiał i wstał. Wyciągnął do mnie ręce, ale nie pozwoliłem mu się dotknąć.
- Tony, ja... przepraszam i..
- Daruj sobie - rzuciłem i wyszedłem, trzaskając drzwiami. Wróciłem do swojego domu i wziąłem prysznic. Miałem już siniaka pod okiem. Po wzięciu prysznica zasnąłem.
*
Obudziłem się około trzynastej. W domu był również Jaime, który spał, i Amy krzątająca się po kuchni.
- Co ci się stało? - zapytała kiedy pojawiłem się obok niej.
- Skomplikowana historia, boli jak cholera.
- Siadaj, poszukam lód.
- Dzięki. - Usiadłem z butelką wody w ręku. Po chwili dziewczyna podała mi lód i z uśmiechem wyszła aby otworzyć drzwi do których właśnie ktoś zadzwonił. Przyłożyłem lód do policzka i ułożyłem głowę na stół.
- Cześć, Tony - powiedział Mike i usiadł obok mnie. - Co robisz? - zapytał jakby nigdy nic. Nie pamiętał. Uniosłem głowę i odsunąłem zimny lód od twarzy. Mike otworzył szerzej oczy, a ja wróciłem do swojej poprzedniej pozycji.
cz.II
Niewiele pamiętałem z poprzedniego wieczoru. Złość do Vic'a minęła kiedy opowiedzieli nam z Alex'em całą ich historię. Dokładnie wiedziałem co czuł, i uznałem, że nie będę się na niego wkurwiać, bo sam prędzej zachowałem się tak samo. Czułem się trochę jakby cała sytuacja ze mną i Tony'm powtarzała się. Tylko tym razem chodziło o Victora i Alex'a. Jeżeli on jest szczęśliwy, to ja też.
*
Kiedy tylko otworzyłem oczy od razu pożałowałem tego, że tyle wczoraj wypiłem. Cholernie bolała mnie głowa i w ogóle czułem się strasznie. Kac. No a jak. W głowie miałem pustkę, kompletnie nie wiedziałem co się wczoraj działo. Nie mogłem sobie nic przypomnieć. Ale przynajmniej obudziłem się w swoim łóżku. Sam. Westchnąłem i leniwie zwlokłem się z łóżka. Poszedłem do kuchni, gdzie nafaszerowałem się tabletkami popijając je wodą. Usiadłem na blacie z do połowy opróżnioną butelką i wsłuchiwałem się w panującą ciszę. Było aż za cicho. Zeskoczyłem z blatu, czego zaraz pożałowałem i skarciłem się w myślach. Miałem wrażenie, że głowa mi zaraz pęknie. Obszedłem wszystkie pomieszczenia w domu i ze zdziwieniem stwierdziłem, że jestem sam. Gdzie się wszyscy podziali? Wróciłem do salonu i rozłożyłem się wygodnie na kanapie. Zamknąłem oczy i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek z wczoraj. Tabletki zaczęły w końcu działać i poczułem się nieznacznie lepiej. Ale to nie zmieniło faktu, że nic nie pamiętałem. Wstałem, ubrałem się i zabierając kluczyki oraz telefon wyszedłem z domu. Wsiadłem do auta i pojechałem do Tony'ego. Może on mi coś powie. Zwykle nie przesadzał z alkoholem, więc pewnie był w lepszym stanie niż ja. Otworzyła mi Amanda.
- Cześć, Mike. Wejdź - powiedziała jak zwykle z uśmiechem i wpuściła mnie do środka.
Kiedy zobaczyłem Tony'ego i jego siniaka pod okiem momentalnie znieruchomiałem. Co się kurwa wczoraj działo?! Spojrzałem pytająco na Amy, ale ona była bezradna. Wyszła, zostawiając nas samych.
- Co ci się stało? - zapytałem zdezorientowany, siadając obok niego. Prychnął nie podnosząc głowy ze stołu.
- Nie pamiętasz nic, co? - mruknął, nie patrząc na mnie.
- Nie - westchnąłem. Wyprostował się na krześle i zmierzył mnie wzrokiem.
- Ty mi to zrobiłeś, kochanie.
- Co?! - prawie krzyknąłem, nie zwracając uwagi na ból rozsadzający mi głowę. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogłem? Ja pierdolę. - Tony, ja .. przepraszam.
- Przepraszałeś już, odpuść sobie.
- Ale wiesz, że nigdy bym Cię nie uderzył!
- Czyżby?
- Na pewno nie na trzeźwo.
- W takim razie nie możesz pić - rzucił oschle. Przez chwilę milczałem.
- Byłem kompletnie pijany, nie wiedziałem co robię. Tony, ja..
- Tak, tak. Wiem. Ale to cię w ogóle nie usprawiedliwia. - Skrzyżował ręce.
- Wiem.
- Szkoda, że tak późno. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za swoje czyny. Dorośnij, Mike. A teraz wyjdź. Mam cię dość.
środa, 4 marca 2015
Rozdział 17
5 komentarzy. Postaraliście się. Dzięki. / Ronni
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
cz. I Alex:
Nie mogłem uwierzyć, że Vic mnie pocałował! To było... niesamowite, cudowne! Mimo to byłem zszokowany tym zdarzeniem i zawiedziony tym, co potem zrobił Victor. Starałem się myśleć logicznie. Zachował się trochę jak dzieciak, który się wystraszył. Wybiegłem za nim.
- Vic! Nie uciekaj, musimy pogadać. - Brunet stał jak wryty na środku chodnika. Po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem do mojego domu. Nie zdejmując butów stał w korytarzu ze spuszczoną głową.
- Ja.. nie wiem tak właściwie co powiedzieć, ale powiem tylko, że ja też tego chciałem, Vic. - Chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie świecącymi oczyma. Lekko się uśmiechnąłem i wyciągnąłem w jego stronę ręce. Fuentes podszedł bliżej, a ja przytuliłem się do niego. Powoli docierało do mnie to, co się działo przez najbliższe dziesięć minut. Mój telefon ponownie zadzwonił, ale tym razem obydwoje go zignorowaliśmy.
- Alex, późno już - powiedział cicho.
- Wiem, jeśli chcesz już iść to cię nie zatrzymuję. Ja też muszę sobie to wszystko przemyśleć i w ogóle. - Cicho się zaśmiałem i odsunęliśmy się od siebie, po czym on wyszedł. Wróciłem do salonu i usiadłem. To.. wszystko jest takie niesamowite.
*
Vic zadzwonił następnego dnia z propozycją spotkania. Oczywiście zgodziłem się i Fuentes był u mnie już godzinę później. Tak jak dnia poprzedniego usiedliśmy na kanapie w salonie. Na początku żaden z nas się nie odzywał, ale w pewnym momencie Vic spojrzał na mnie.
- Mogę cię pocałować? - zapytał z lekką nieśmiałością, co było słodkie.
- Jeśli chcesz, to tak, możesz.
- Z wielką przyjemnością - powiedział i chwycił mój podbródek, zbliżył się, a następnie złączył nasze usta. Vic całował bardzo delikatnie i czule, wkładał w to wiele uczucia i subtelności. Kiedy "oderwaliśmy" się od siebie, on powiedział:
- Od wczoraj całowanie ciebie jest moim hobby, ulubionym zajęciem. - Zarumieniłem się! To było pewne! Nigdy nie spodziewałem się takich słów z jego strony, ale to było cholernie miłe. To, że potrafił mi to powiedzieć prosto w twarz, że nie wstydził się powiedzieć tego CHŁOPAKOWI. Cieszyłem się, że mogłem by tym, który mógł to od niego usłyszeć. Po tych słowach znowu nasze usta złączyły się w już nieco namiętniejszym pocałunku. Cholera, ja to mam szczęście.
- Ja wiem, że to prędko ale jestem tego pewny i nie chcę tego dłużej trzymać w sobie. Chcę być z tobą, Lex. Zależy mi na tobie już od długiego czasu i jestem pewien tego co czuję. Tylko pytanie: czy ty czujesz to samo? Czy może po prostu niepotrzebnie się wygłupiłem? Nie wiem czy można to nazwać miłością, ale na pewno jest to zbliżone uczucie. więc, zostaniesz moim chłopakiem? - zapytał. Nie wiedziałem co powiedzieć, po raz kolejny od wczoraj.
cz.II Vic:
Nie wiedziałem jak się zachować kiedy tak po prostu pocałowałem Alexa. Czułem się dziwnie, było mi głupio. Musiałem ochłonąć. Uciekając z jego domu zachowałem się jak zwykły tchórz. Ale co mogłem w takiej sytuacji zrobić? To był impuls, jedyne co w tamtym momencie przyszło mi do głowy. Chciałem być sam,ale z drugiej strony cieszyłem się, że Gaskarth mnie zatrzymał. I wtedy już wiedziałem, że chcę mu to wszystko powiedzieć. Wyznać mu, co do niego czuję. To wszystko co trzymałem przez cały czas w sobie. Nie wiedziałem, czy można to nazwać miłością, ale chyba tak. Tak mi się wydawało. Przez chwilę zastanawiałem się, czy cała sytuacja nie rozgrywa się za szybko. Jeszcze kilka dni temu uważaliśmy się za przyjaciół, a teraz siedzimy w jego mieszkaniu, całujemy się, a potem rozmawiamy o tym jak między nami będzie.
On milczał. Chyba analizował moje słowa. Nie chciałem go ponaglać. Takich decyzji nie podejmuje się w pośpiechu.
- Ja.. - zaczął powoli, nie patrząc na mnie. Pochylił się i oparł łokcie na kolanach. - Nie wierzę w to wszystko, co się teraz dzieje. Nigdy wcześniej nie przytrafił mi się taka akcja, ale.. - Przerwał, a ja wstrzymałem oddech. - Chcę być z tobą. - Poczułem ogromną ulgę. Odetchnąłem i kamień spadł mi z serca. Spojrzał na mnie kiedy powoli odwróciłem głowę. Obdarzyliśmy się szczerymi uśmiechami. Jednak dobrze, że taka była kolej rzeczy. Alex wtulił się we mnie, a ja po chwili także go objąłem i pocałowałem w czubek głowy.
- Myślisz, że fani zaakceptują nas jako parę? - zapytał po długim milczeniu.
- Chyba tak. W końcu są naszymi fanami i powinni cieszyć się naszym szczęściem - stwierdziłem, ale sam nie byłem pewny co do moich słów. - Poza tym, skoro Mike'owi i Tony'emu się udało, to dlaczego nam miałoby się nie udać?
- Ale oni nie są razem - przypomniał i ułożył głowę na moim ramieniu.
- Ludziom to nie przeszkadza - mruknąłem i na chwilę zamilkłem, patrząc w ścianę. Sam zdałem sobie w głowie pytanie jak im o tym powiem? " Cześć, ja i Alex jesteśmy parą"? No na pewno. Nie wiedziałem jak to zrobię, ale powinienem. Czułem się zobowiązany do tego, ale zostawmy ten fakt na później. - Już widzę te wszystkie nagłówki w Internecie, kiedy dowiedzą się o naszym związku. " Kolejny członek Pierce The Veil okazał się gejem." - Obaj zaśmialiśmy się.
- Tylko czekać aż Jaime przedstawi nam swojego chłopaka - powiedział i znów zaczęliśmy się śmiać.
- Niee. Z nim nie będzie tak łatwo. On i Amanda planują już ślub. - rzuciłem z uśmiechem.
- My też będziemy kiedyś planować. - Nie wiedziałem czy żartował, czy mówił serio, ale mimo wszystko to było miłe. Ja myślałem o tym związku na prawdę poważnie. Cieszyłem się, że mamy za sobą już te wszystkie wyznania i tak dalej. Mając go przy sobie tak blisko, nie potrzebowałem już niczego ani nikogo innego. W końcu mogę powiedzieć, że jesteś szczęśliwy. Chyba na prawdę jestem w nim cholernie zakochany.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Rozdział 16
Wyparowała z nas chęć do dodawania, do pisania, do wszystkiego. Zaniedbujemy Was a Wy nas. Do końca opowiadania zostały 4 rozdziały, miałyśmy plan dodać następne opowiadanie po tym ale nie jest to dla nas opłacalne. Nie komentujecie, albo w ogóle nie czytacie. Oczywiście dziękujemy osobom, które komentują :) No cóż, po tym opowiadaniu najprawdopodobniej kończymy naszą przygodę z blogiem. Zapraszamy :)/ Merry
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
*
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.
cz. I
Alex:
No cóż, co tu dużo mówić. Zwykłe nagrywanie teledysku, wygłupiający się Zack i obrażony Jack. Ah, no i oczywiście Vic. Każdy ustawił się na swoim miejscu i zaczęło się. Krzyki, poprawki, panie, które biegały i pudrowały nas żebyśmy nie świecili się jak latarki. W sumie to.. idzie się przyzwyczaić. Dopiero po jakiejś godzinie każdy odzyskał dobry humor. Dlaczego? To oczywiste, była przerwa i to 30 minutowa. Każdy opadł na swoje krzesło.
-Kurwa, coś nam dziś nie idzie, albo to im się coś wiecznie nie podoba- mruknął Vic- 'Vic, musisz go odepchnąć, ale wiesz, tak lekko, Alex uśmiechu więcej, skupcie się!'- zaczął naśladować reżysera teledysku a my zaśmialiśmy się.
*
Po, w końcu skończonej pracy wszyscy byli wyczerpani. Jedynie co pozostało to zmontować to i już. Wszyscy byli zadowolenie z efektów naszej pracy więc my też byliśmy. Nie chcieliśmy jednak jechać już do domów i stwierdziliśmy, że pojedziemy gdzieś na miasto. Vic trochę dziwnie się zachowywał ale uznałem, że to na w skutek zmęczenia. Na mieście wzięliśmy kawy na wynos i usiedliśmy w centrum. Po godzinie bezsensownego siedzenia Barakat, Merrick, Dawson stwierdzili, że są zmęczeni i sobie idą. No i tym sposobem zostałem sam z Victorem.
-Ja chyba też będę się zbierać- powiedział brunet i powoli wstał.
-Nie, zaczekaj- czemu go zatrzymałem? Pojęcia nie miałem. To jakoś samo wyszło. Chłopak, mimo, że zmieszany, usiadł z powrotem obok mnie nic nie mówiąc a tylko lekko się uśmiechając. Rozmowa nam się nie trzymała trochę, albo powiem lepiej, jej w ogóle nie było. Zawsze byliśmy rozgadani a teraz? Nic nikt nie mówił. Nagle usłyszeliśmy pisk kilku dziewczyn. Momentalnie spojrzeliśmy się w stronę sprawczyń tego zamieszania. Biegło w naszą stronę pięć, uśmiechniętych od ucha do ucha dziewczyn. Fanki, no pięknie. Po jakiś 30 minutach kiedy już każda dostała autograf i kiedy narobiły miliony zdjęć, posłuchały namowy Vic'a i poszły sobie. Byłem mu wdzięczny, bo nie miałem ochoty spędzać z nimi wieczora.
-Może już lepiej stąd chodźmy.
-Dobry pomysł- szybko udaliśmy się jak najdalej od centrum.
-Gdzie idziemy?-zapytałem
-Hmm.. może..
-Możemy pójść do mnie- powiedziałem uśmiechnięty.
-Nie jesteś już zmęczony dzisiejszym dniem?- zaśmiał się. No tak, śmiech to on miał piękny, albo nie ważne.
-Nie, chodźmy- powiedziałem i pociągnąłem go za rękaw. Po 15 minutach byliśmy już u mnie. Usiedliśmy sobie przed telewizorem z piwem i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Poczułem się trochę jak na planie teledysku. Tylko nam popcornu brakowało. Vic po jakiejś godzinie oznajmił, że idzie do łazienki. Wstał, nieświadomie ocierając się o moje udo co sprawiło, że przeszły mnie dreszcze. Vic spojrzał na mnie lekko rozbieganym wzrokiem a potem szybko wyszedł z pokoju. Dziwnie trochę. Mimo to chwyciłem puste puszki po piwie i wstałem chcąc odnieść je do kuchni. Jednak w progu zderzyłem się z Victorem. Przez chwilę nasze usta złączyły się na w skutek zderzenia.
-Przepraszam- powiedzieliśmy równocześnie, odsuwając się od siebie. Uśmiechnęliśmy się, poszedłem do kuchni a Fuentes do pokoju. Jego usta.. takie miękkie, takie cudowne.
Cz. II
Vic:
Puste mieszkanie. Tylko ja i Alex. Powinienem jakoś wykorzystać tą okazję, ze byliśmy sami. No ale przecież nie rzucę się na niego jaka wariat, nawet jeśli bardzo bym tego chciał. To w sumie byłoby trochę dziwne. Nie ważne. Mimo, że ten cały dzień strasznie mnie zmęczył, jak z resztą nas wszystkich, to chciałem spędzać jak najwięcej czasu z Alex'em. Nic nie poradzę na to, że on mi się tak cholernie podoba i mógłbym siedzieć z nim siedzieć cały dzień patrząc na niego. W moich oczach był ideałem, ale musiałem to ukrywać i nie dać nic po sobie poznać. Nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Już wiem jak czuł się Tony i Mike kiedy ukrywali się przed wszystkimi ze swoimi relacjami, ale sami tego chcieli.
-Wszystko w porządku?- zapytał Gaskarth siadając znów obok mnie na kanapie.
-Tak- odpowiedziałem trochę zamyślony i rozkojarzony. Jego obecnością? Nie. Nie róbmy ze mnie zakochanej trzynastolatki. Byłem po prostu wyczerpany. Zawsze można zrzucić na zmęczenie. Tak jest prościej.
-Dziwnie się dziś zachowujesz- stwierdził, a ja przygryzłem wargę, drapiąc sie w tył głowy.
-Wydaje Ci się- "oczywiście, ze Ci się nie wydaje!" zaprzeczyłem sam sobie w myślach. Czas się ogarnąć, Vic. Jeszcze pomyśli, że Ci na nim zależy.
-Obejrzymy jeszcze jakiś film?- sprawnie zmieniłem temat.
-Mhm.- mruknąłem. W tym samym momencie sięgnęliśmy po pilota leżącego na stole, w wyniku czego nasze dłonie się zetknęły. Szybko zabrałem rękę. Przypomniała mi się bardzo podobna sena z nagrywanego dziś teledysku. Uznałem to za zabawne i zaśmiałem się, trochę nerwowo. Alex znalazł ciekawy według niego film, którym ja w ogóle nie byłem zainteresowany. Bo wolałem interesować się nim. Ale.. na co ja w ogóle liczę? Na to, że on powie mi, że też jest we mnie zakochany, a potem będziemy szczęśliwą parą ukrywając to przez wszystkimi? Może tak. Może na to właśnie liczyłem, ale nie mam żadnych szans i doskonale o tym wiem. Nie zacznę nagle udawać, że wszystko jest ok i że uważam Alex'a tylko za przyjaciela. Cholernie, szlag mnie trafił kiedy siedziałem tak blisko niego. Sam na sam. I nie mogłem nic zrobić. Pocałować go, przytulić ani objąć. Trudno, raz się żyje.
-Alex?- powiedziałem spokojnie. On powoli odwrócił głowę w moją stronę i błądził wzrokiem po mojej twarzy. Oblizałem usta i patrzyłem mu w oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy moja lekko drżąca dłoń znalazła się na udzie chłopaka. Zmarszczyłem brwi i przyglądał mi się uważnie, czekając na to, co zrobię. Czułem, że dłużej nie wytrzymam. Po prostu zbliżyłem się i wbiłem w jego miękkie wargi. To było świetnie. Zdecydowanie. Alex rozchylił zapraszająco usta i już po chwili nasze języki ocierały się o siebie. Nagle zadzwonił telefon. Alex odskoczył ode mnie, a ja zmieszany spuściłem wzrok.
-Co to było?- zapytał zdezorientowany.
-Przepraszam- to było jedyne co udało mi się wykrztusić. Wstałem i w ekspresowym tempie ubrałem buty i wyszedłem. Uciekłem. Tak po prostu.
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 15
cz.I
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
Obudziły mnie krzyki. Leniwie otworzyłem oczy i wstałem.
- Czemu nic mi nie powiedziałeś?! To..
-Przestań się zachowywać jak nasza matka! Jestem starszy i mogę robić co tylko chcę!
- Niczego ci nie zabraniam, chcę tylko z twojej strony jebanej szczerości! Tak się składa, że był tu wczoraj Kellin, nawet on nie wiedział co się z tobą dzieje.
-Nie jestem małym dzieckiem, przestań mnie kontrolować! - Mike i Victor krzyczeli na siebie, a na uboczu stał Alex, który chyba nie wiedział jak ma się zachować. O co tu chodziło?!
- Dobra, starczy. Czego wy się tak drzecie? - zapytałem, podchodząc do nich bliżej. Teraz to obaj milczeli. Pięknie.
- No, słucham, co się dzieje? - Fuentes'y stosunkowo rzadko się kłócili, ale jak już, to chodziło o coś poważnego. Dalej milczeli. -Alex, może ty mi to jakoś.. przybliżysz? - Brunet zawahał się, uchylił lekko usta i spojrzał niepewnie na Vic'a. Jednak po chwili zaczął mówić.
- Mike nakrył nas na całowaniu - powiedział spokojnie, patrząc to na mnie, to na braci. Szczerze? Nie miałem pojęcia jak to skomentować, ani tym bardziej jak zachować się w tym momencie. Jedyne co zrobiłem to głośno westchnąłem i spojrzałem na Mike'a.
- Hm.. wydaje mi się, że to nie jest rozmowa na teraz. Proponuję dziś wieczór. Jak wszyscy ochłoną, i Jaime będzie przy tej rozmowie. Ok? - powiedziałem, a wszyscy skinęli głowami. Mike odwrócił się i poszedł do swojego pokoju, zamykając z trzaskiem drzwi. Victor razem z Alex'em poszli do salonu, aja ruszyłem do kuchni. Nalałem soku i poszedłem do pokoju mojego chłopaka. Dziwnie to brzmi, ale się przyzwyczaję. Mike siedział już ubrany na łóżku, i palił papierosa.
- Nie pal w pokoju, będzie tu śmierdzieć - rzuciłem, ale moja wypowiedź została w prosty sposób zignorowana. Westchnąłem i ubrałem się. Fuentes co chwilę wodził za mną wzrokiem, ale nic nie powiedział. Był spięty i zdenerwowany. Wiedziałem, co zrobić aby się trochę wyluzował. Jednak nie byłem pewny czy to dobry moment.
- Mike, daj już spokój. Pogadamy wieczorem i wszystko się wyjaśni. Nie potrzebnie się spinasz - powiedziałem i uklęknąłem, opierając ręce na jego kolanach. Chłopak spojrzał mi w oczy i lekko się uśmiechnął. Złapał mnie za koszulkę i wciągnął na siebie, złączając nasze usta. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy.
- Będę się już zbierał, zobaczymy się wieczorem. - Pocałowałem go jeszcze raz, a następnie wstałem. Opuściłem pokój, a potem dom.
*
Po powrocie opowiedziałem Jaime'mu z lekka całą tą sytuację. Był zszokowany, że Victor jako ten straszy i bardziej odpowiedzialny bat, niv nam o tym nie powiedział.
*
Pojechaliśmy z Jaime'm do domu meksykanów. Weszliśmy bez pukania i usiedliśmy w salonie gdzie byli już pozostali dwaj chłopacy z zespołu oraz wokalista All Time Low. Miałem wrażenie jakby sytuacja się powtarzała. Znowu gadaliśmy wieczorem o takich sprawach.
- No więc.. - zaczął Vic i spojrzał na Alex'a. - To nie będzie jakaś nie wiadomo jak ciekawa historia. Ogólnie wszystko zaczęło się na planie teledysku do "A Love Like War"...
cz. II ( I tu zaskoczenie dla Was. Kilka następnych części będzie z punktu widzenia Alex'a i Vic'a.~ Ronni )
Victor:
Kamera, instrumenty, reżyser. Zwykły plan teledysku. Nagrywałem go razem z chłopakami z All Time Low do piosenki "A Love Like War". Zapowiadał się dla nas dość ciężki dzień, alei tak kochaliśmy to,co robimy. To na prawdę genialne uczucie, wiedzieć, że robisz coś dla milionów ludzi, którym się to podoba. Fani dają nam wiele radości i chęci do działania. Cudowni ludzie.
- Cześć, Vic! - Cała czwórka przywitała mnie z uśmiechem kiedy pojawiłem się w pomieszczeniu. Kiedy zobaczyłem Alex'a na mojej twarzy też momentalnie pojawił się uśmiech. Od niedawna zacząłem patrzeć na niego inaczej niż jak tylko na kumpla. Inaczej niż powinienem. Lubiłem go, o wiele za bardzo. Był przystojny, miły, zabawny. Więc nic dziwnego, że miał ogromne powodzenie u dziewczyn.Nie tylko u fanek, które dałyby się pokroić za spotkanie z nim. Jeżeli chodzi o mnie, to tu sprawy trochę się komplikują. Alex mi się podoba i chcę się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Brzmiałoby zwyczajnie, gdyby nie to, że nigdy nie podobał mi się żaden chłopak, bo NIE byłem gejem. Ale Gaskarth.. z nim było inaczej. Po prostu. W pewnym momencie zacząłem zazdrościć mojemu bratu i Tony'emu. Byli razem tacy szczęśliwi, mimo, że nie byli parą. Mi to szczęście nie było najwyraźniej pisane. Albo być może sam wszystko sobie komplikuję.
*
Po tym jak nasz reżyser wytłumaczył nam ogólny plan teledysku, byliśmy zadowoleni. Pomysł wszystkim się spodobał i nie było słowa sprzeciwu. Zaczęliśmy nagrywać po kolei wszystkie sceny. Wszystko dobrze i szybko nam szło. Robiłem po prostu to, co do mnie należało i starałem się nie poświęcać większej uwagi Alex'owi. Wiedziałem, że on na pewno by mnie rozpraszał wszystkim co robił i w ogóle samą swoją obecnością. Chciałem zostać z nim sam na sam. Nawet jeśli mielibyśmy prowadzić tylko nudną, nie klejącą się rozmowę o pogodzie.
- Vic, wszystko ok? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak, tak - odpowiedziałem automatycznie i pokiwałem głową, na co on tylko słodko się uśmiechnął.
- Zack, czy ty zawsze musisz zachowywać się jak kompletny kretyn, do cholery?! - Usłyszeliśmy krzyk i momentalnie spojrzeliśmy w stronę z której dochodził. Zobaczyliśmy zdenerwowanego Jack'a leżącego na podłodze. Nad nim stał wspomniany wcześniej Zack i śmiał się histerycznie, trzymając się za brzuch. Na planie każdego teledysku było dużo śmiechu. Wygłupialiśmy się i żartowaliśmy. W takiej atmosferze o wiele lepiej się wszystkim pracowało. Ale Barakat nie miał poczucia humoru i zachowywał się jakby miał wieczny okres. Nie wiedzieliśmy co też Merrick mu zrobił, ale wyglądał bardzo zabawnie patrząc na niego jakby chciał go zabić.
- Co robisz dziś wieczorem? - zapytałem Alex'a, olewając tamtą dwójkę, która zaczęła gonić się po pomieszczeniu.
- Jeśli skończymy dziś nagrywać to video, to raczej nic. Dlaczego pytasz? - powiedział, biorąc do ręki gitarę.No właśnie, dlaczego pytam?
- To.. może.. umówimy się na kawę czy coś? - zaproponowałem nieśmiało.
- Jasne. - Kiwnął głową i uśmiechając się odszedł. Na razie wszystko idzie świetnie. Na razie..
niedziela, 25 stycznia 2015
Rozdział 14
cz.I
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.
Byłem zszokowany. Czy Mike właśnie zapytał mnie o związek?! O jasna cholera. Nie sądziłem, że kiedykolwiek o to zapyta.
- Ja.. - Nie umiałem zebrać moich myśli. - Dobrze - powiedziałem krótko, a on przyssał się do moich ust. Nie wierzyłem. W przeciągu tygodnia wyznano mi miłość za scenie, zaakceptowano to i jeszcze Mike zapytał czy z nim będę. Teraz można było śmiało powiedzieć, że byłem w pełni szczęśliwy.
*
Leżeliśmy sobie spokojnie i napawaliśmy się chwilą.
-Vic'a nie ma? - zapytałem po chwili.
- Nie, pewnie jest gdzieś z Kellinem. Poprosiłem go żeby zostawił nas dziś samych. Zgodził się więc pewnie prędko nie wróci. - Zaśmiał się Mike. Chytry plan. Ale podobało mi się to, więc byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Usłyszeliśmy dźwięk telefonu, oznajmiający, że Fuentes dostał sms'a. Niechętnie podniósł się z kanapy i chwycił urządzenie czytając głośno.
- Nie wrócę na noc, będę z Kellinem w klubie i będę u niego nocował. Miłego wieczoru, zakochańce. - No cóż. Czyli długa noc przed nami. Zaśmiałem się i przymknąłem oczy. Mike odrzucił swój telefon na bok i powiedział.
- Idziemy do pokoju - powiedział to przyciszonym, ale stanowczym głosem. Od razu wstałem i skierowałem się za nim. Gdy tylko zamknął drzwi, zostałem do nich przyparty.
- Ugh, Tony, co ty masz w sobie takiego, że nigdy nie mam dość seksu z tobą?
- No nie wiem, zdolności? - zaśmiał się i przygryzł moją dolną wargę. Jego dłoń już zbliżała się w wiadomym kierunku kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzeliśmy na siebie, znieruchomieni.
- Ubieraj się, szybko - powiedziałem i popędziłem po swoje ubrania. Gdy byliśmy już ubrani, Mike otworzył drzwi. Ujrzeliśmy Kellina i zdziwieni popatrzyliśmy na siebie. Co on tu robił? Przecież podobno miał być z Victorem.
- Cześć chłopaki, nie ma może Vic'a? Nie mogę się do niego dodzwonić. - Kolejne zszokowanie. O co tu, kurwa, chodzi?!
- Przecież.. Vic mi napisał, że nie wróci dziś na noc. bo idzie z tobą do klubu, a potem będzie u ciebie nocował. Wejdź. - Wpuścił do środka Kellsa.
- Nic mi o tym nie wiadomo, serio. Pierwsze słyszę.
- Cholera, dziwne to trochę. Przecież Vic nie ma powodu aby mnie okłamywać. Chodźcie do kuchni, a ja do niego zadzwonię. - Usiedliśmy, a on wybrał numer starszego Fuentes'a. Przyłożył telefon do ucha i czekał. Nic. Próbował zadzwonić jeszcze kilka razy, ale mimo to nie dodzwonił się. Siedzenie tu do rana i myślenie było bezsensowne, dlatego Quinn pożegnał się z nami i wyszedł. Widziałem, że Mike'owi przeszła ochota na seks i rozumiałem go. Martwił się o Victora. I to bardzo.Wstałem z krzesła i objąłem siedzącego chłopaka.
- Nie martw się, będzie dobrze. - Pocałowałem jego skroń i odsunąłem się. W sumie to.. nie wiedziałem, czy mam jechać do domu, czy zostać tu z Mike'm.
- Idź się połóż, ja zaraz do ciebie przyjdę - polecił, a ja posłusznie zrobiłem, co powiedział. Położyłem się, uprzednio zdejmując ciuchy i pozostawając tylko w bokserkach. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.
cz. II
Nie rozumiałem już niczego. Ani tej całej sytuacji, ani Kellina, ani Vic'a. O co mu chodziło? Zawsze o wszystkim sobie mówiliśmy, i nie mieliśmy wobec siebie żadnych tajemnic. Więc co, do choler, się tutaj dzieje? Czułem się, jakby ktoś mnie oszołomił. Martwiłem się o Victora, bo to w końcu mój brat. Nie wiedziałem czy w coś się wpakował ani czy jest cały.
Siedziałem sam w kuchni po tym jak kazałem Tony'emu iść się położyć i mimo wszystko starałem się dodzwonić do Vic'a. A może znów przesadzam i nie potrzebnie panikuję?
- Halo,Vic?! - nielam krzyknąłem kiedy w końcu odebrał ten jebany telefon. Usłyszałem tylko szum i głos, który nie należał do mojego brata bełkotający niewyraźne i nie zrozumiałe słowa. A potem sygnał oznaczający zakończenie połączenia. Rzuciłem telefon na stół i zacząłem krążyć po pomieszczeniu z dłońmi opartymi na biodrach. Jego życie, jego sprawa. Niech robi co chce. Tylko cały czas męczyło mnie to, dlaczego nie powiedział mi prawdy. Fakt, że ja i Tony ukrywaliśmy nasze "relacje" przed nimi przez dwa lata wcale go nie usprawiedliwia. Nie powinienem cały czas o tym myśleć. Jeśli ma jakieś problemy, to albo mi o nich powie i postaram się mu pomóc, albo bzie musiał radzić sobie ze wszystkim sam. Jeny, przesadzam. Cały czas.
Znów usiadłem przy stole i opadłem na nim czoło. Bezsensowne krzątanie się po kuchni nie sprawiłoby, że przestałbym się martwić.
*
Obudziłem się z głową ułożoną na blacie stołu. Wszystko mnie bolało. Nawet nie wiedziałem kiedy zasnąłem.Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał trzecią w nocy. Ciekawe gdzie Vic postanowił nocować. Bo u Kellina raczej go nie ma. No cóż. Nie mam po co siedzieć tu i czekać, skoro on na pewno nie ma zamiaru wrócić dziś na noc do domu. Gdziekolwiek jest. Ale ja się wszystkiego dowiem. Prędzej czy później. Zwlokłem się z krzesła i zabierając telefon poszedłem do mojego pokoju w którym Tony słodko spał. Głupio wyszło. Westchnąłem przyglądając mu się. Mieliśmy ten wieczór spędzić sami, w miłej atmosferze. No trochę się pokomplikowało. Rozebrałem się do bokserek i położyłem obok chłopaka. Objąłem go i starałem się zasnąć. Męczyły mnie różne myśli, ale zmęczenie było od nich silniejsze, dlatego szybko udało mi się zapaść w błogi sen. Tym razem przynajmniej nie z głową na stole.
*
Kiedy rano obudziłem się, Perry cały czas spał spokojnie w moich ramionach. Chociaż on nie miał się czym martwić. Wstałem i w tym samym momencie ogarnął mnie przeszywający chłód. Wziąłem bluzę i zarzuciłem ją na gołe ramiona. Podszedłem do drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju, kiedy usłyszałem jak Vic rozmawia z kimś przyciszonym głosem.
- Na razie nie. - Nie słyszałem początku rozmowy, więc nie wiedziałem o czym mówił.
-Dlaczego? - odezwał się.. Alex? Co on tu robił o tak wczesnej porze? - Nikt się niczego nie domyśla, więc jest ok. - Zmarszczyłem brwi. Jakie Vic ma przed nami tajemnice?
-No dobra. Poczekamy z tym jeszcze. Chodź do mnie. - Uchyliłem lekko drzwi i momentalnie znieruchomiałem. Otworzyłem szerzej oczy. Vic całował się z Alex'em. Co to, kurwa, ma znaczyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zasługujemy chociaż na cztery komentarze? /Ronni.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)